•  

    Coś się kończy, coś się zaczyna...

    -----------------------------------------------------------------------

    Kontynuacja tej historii: https://www.wykop.pl/wpis/22810653/huh-odsapnela-probowala-zlapac-powietrze-tego-sie-/

    Potem przyszła wiosna, zakończenie szkoły, a zaraz potem egzaminy końcowe zwane maturami. I wiecie. Tak jak za często nie myślałem o tym, co będzie potem. Tak w jakiś sposób byłem gdzieś wewnętrznie na to przygotowany.

    Przed maturami, jak na młodzież przystało grillowaliśmy i piliśmy piwo. Dwa tygodnie przed wszyscy postanowili się zmobilizować i przysiądź do nauki. Ja sam próbowałem mniej grać w gry i więcej sie uczyć, a spotkania z Anetą też nie były aż tak częste. Ona sama musiała dużo się uczyć, aby zdobyć dużo punktów na studia, a ja... jak to ja. Co będzie to będzie.

    I tak jak wtedy do nauki i osiągania sukcesów podchodziłem w stylu "Co będzie to będzie, nie ma co się przejmować." Tak teraz po tych kilku latach śmieje się z mojego "ja" wtedy i mówię sobie jaki ty głupi Rezix byłeś. Co prawda wszystko się udało tak jak chciałem ale jednak... człowiek w wieku 19 lat ma źdźbło w głowie.

    Matury minęły. Skończył się maj. 25 stopni na dworze, a w radiu 24/7 leciał Get Lucky od Daft Punka na zmianę z Blurred Lines.

    Chodziliśmy wtedy późnym wieczorem po parku.
    "I co będzie z nami?" spytała się Aneta.
    "Hmm. No... chyba koniec. To znaczy nie tyle koniec, co każdy pójdzie w swoją stronę."
    Odsapnęła. "Tak, racja". Atmosfera była gęsta, niekoniecznie przez wysokie temperatury za dnia.

    Objąłem ją ramieniem i odparłem: "Ale ty wiedziałaś, że kiedyś się to skończy, prawda?"
    "Tak, tak... ale jakoś... nie wiem. Myślałam, że nie. Że tak będzie zawsze."

    Wziąłem ją w objęcia. I tak staliśmy w ten gorący czerwcowy wieczór. Czułem ciepło jej ciała.
    Ona zaczęła szlochać. Nie widziałem jej twarzy, gdyż jej twarz leżała na moim ramieniu. Mi też się zaszkliły oczy, coś w gardle stanęło, ale powiedziałem sobie, że nie mogę zacząć płakać. Że tak nie przystoi.

    Odsunąłem ją od siebie. "Hej, wszystko dobrze, przecież nie zrywamy ze sobą."
    "Tak, wiem... ale... ale... no..." Mimo, że jej oczy były pełne łez pojawił się na jej ustach lekki uśmiech.

    Aby nie ciągnąć dalej tematu powiedziałem tylko: "Czekolada?"
    "Z chęcią... ale... chyba nie dam rady". Jej makijaż był rozmazany i widać było, że płakała.

    Odprowadziłem ją do domu. Do tego czasu jakoś doszła do siebie.

    Czemu tak wyszło? A z bardzo prostego powodu. Ona miała za cel jechać na studia do Gdańska, a ja... jechałem do Niemiec na studia. Każdy z nas złożył papiery i czekał na odpowiedź. Po tym wieczorze jeszcze kilka razy się spotkaliśmy, ale to był ostatni wieczór który spędziliśmy ze sobą na poważnie.

    Nie było żadnej kłótni. Nic. Po prostu różne drogi w życiu nas rozdzieliły.

    Ona potem znalazła chłopaka, skończyła studia, zaręczyła się.

    U mnie były kolejne dziewczyny. W sumie 2 miesiące później spotykałem się już z polką w Niemczech...
    Rozmawialiśmy z początku dosyć często przez Messangera. Potem mniej... i mniej. Aż w końcu praktycznie odzywamy się tylko na święta, bądź urodziny. Kilka razy się jeszcze spotkaliśmy jak akurat wróciliśmy do rodzin na święta.

    Ale życie toczy się dalej. Każdy z nas wybrał inną drogę. Inny tor.

    Czasem się zastanawiam, co by było gdybym jednak poszedł na studia do Gdańska, bądź nawet Warszawy.
    Jak potoczyłoby się moje życie. Mimo wszystko. Nie żałuję mojej decyzji.

    Coś musiało się skończyć, aby coś innego mogło się zacząć.

    ----------------------------------------------------------------------

    #zakochanyrezix jest to rozwiznięcie historii z #zakochanywykop

    Wybaczcie, że musieliście tak długo czekać. Najpierw brak czasu, a potem o tej historii zapomniałem. Kilka osób napisało mi prywatne wiadomości i mi się przypomniało, że mam jeszcze historię do skończenia :D

    Wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo @PrawieJakBordo @DerMirker @Staraagrafka @eondelo
    @Doppler3k @MrFruu @I_CO_TERAS @mandrake13 @krzyskle @Marc0 @Podprogowiec @jemcoll @Amestris @pszemo98 @timszel @FajnyTypek @mariusz332 @Vengard @SkorpionX @Poly

    Dodam dzisiaj kilka tagów: #truestory #zwiazki #rozowepaski #podrywajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Mirki i Mirabelki jutro jadę nad morze z moją lubą. Dziś w pośpiechu kupowałem pierścionek. Mam nadzieję że dobry rozmiar. Dajcie plusa żeby przyjęła!

    #zareczyny #zakochanywykop #rozowepaski

  •  

    Drogie Mirki Mirabelki. Bedąc już z Wami trochę czasu i czytając Wasze historie dotyczące związków i Waszych problemów postanowiłam trochę rozweselić atmosferę i napisać coś miłego i osobistego :)
    Otóż od 5 lat jestem w szczęśliwym związku z chłopakiem, którego poznałam na imprezie swojej przyjaciółki i który de facto jest jej bratem :)
    Nasze relacje bywały różne. Od kłótni po nieco poważniejsze wymiany zdań. Jednak, który związeķ tego nie przeżył ? Chyba takiego nie ma :) Właśnie między innymi takie sytuacje spowodowały,że zrozumiałam jak bardzo mi na Nim zależy i jak bardzo go kocham. Z całą odpowiedzialnością też moge stwierdzić, że odnalazłam miłość swojego życia :)
    Każdej Mirabelce i każdemu Mirkowi życzę właśnie takiej miłości i pewności, że ma przy sobie tę jedną jedyną miłość swojego życia :)

    #chwalesie #zakochanywykop
    pokaż całość

  •  

    #afera #aferanawykopie #januszebiznesu #wolajciemalysza

    Ponad miesiąc temu na walentynki odbył się konkurs pod tagiem #zakochanywykop . Do wygrania były książki. Wygrałem. Podałem dane wysyłkowe. Książki do dzisiaj nie dostałem. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #oszukujo

  •  

    "Huh" odsapnęła. Próbowała złapać powietrze. "Tego się nie spodziewałam".

    ----------------------------------------------

    Kontynuacja tej historii: http://www.wykop.pl/wpis/22495959/jak-ktos-nie-wie-o-co-chodzi-http-www-wykop-pl-wpi/

    Znacie to, gdy myśleliście, że wybraliście najgorszy sposób z możliwych, to potem okazuje się, że on wcale taki zły nie był jakby się mogło wydawać? I koniec końców... może okazać się genialny?

    I tak było w tym przypadku.

    Kobiety są dosyć nieśmiałe. Wtedy o tym nie wiedziałem. I mówią często "nie", gdy myślą "tak".
    Czemu? Bo tak jest łatwiej. Bo to daje im czas do namysłu. Same uwielbiają się domyślać, marzyć, tworzyć swoje własne historie i szczęśliwe zakończenia.

    Ale o tym dopiero się dowiaduje człowiek, gdy ma dobre znajome, które po prostu uwielbiają gadać o takich sprawach. Ale ja dziś nie o tym...

    Dalsza historia jest dosyć nudnawa (przynajmniej jak doszło do tego do czego doszło). Jest to swego rodzaju galimatias. Ja sam nie wiem jak to się naprawdę stało, ale z tego co mi powiedziano później:

    Aneta była zdziwiona tym, że przyszedłem 14 lutego do niej do domu i niezręcznością sytuacji. Spytała się o radę Patrycji (jej dobrej koleżanki) ta wypytała kogoś dalej. Może wszyscy o tym nie wiedzieli, ale w jakiś magiczny sposób wiadomość doszła do naszej koleżanki z grupy Iwony.

    Gdy wróciliśmy do szkoły po feriach ta zaczęła się wypytywać na przerwie:
    "A więc Aneta ci się podoba?" spytała się Iwona.
    "Eee, co? No, tak. Ale ty chyba o tym wiesz?"
    "No tak. Wiem. Ale wiem też że byłeś u niej na Walentynki".

    W tym momencie serce zaczęło mi szybciej bić. Skąd ona to wiedziała? Może widziała mnie jak do niej szedłem?

    "Uhm. No tak. Skąd o tym wiesz?"
    "A doszły mnie takie słuchy..."

    I wiecie. Ja kiedyś myślałem, że jak poznacie dziewczynę to im szybciej jej powiecie, że wam się podoba, tym lepiej. A to jest błąd. Im kobieta mniej wie o waszych uczuciach do niej tym lepiej.
    Wiem, że to nie ma sensu. Ale tu chodzi o to, gdy już spędzacie ze sobą dużo czasu. W powietrzu między wami czuć napięcie. Wasze rozmowy powodują, że temperatura wzrasta o kilka stopni. Ale... nie mówicie, że wam się podoba. Nie mówicie nic. Po prostu filtrujecie ze sobą nie mówiąc jakimi uczuciami darzymy tą drugą osobę.

    Napisałem do Anety SMSa: "Gorąca czekolada?"
    "Nie, zła pora", odpisała.

    I wiecie. To jest właśnie to. Gdy kobieta mówi: "nie", to nie wiadomo o co chodzi.

    Ja wtedy odpuściłem. Nie olałem. Ale jakby mój poziom zaangażowania i myślenia o Anecie spadł.

    2 dni później SMS od Anety. "Gorąca czekolada może nie..., ale może ciasto?"
    "Ok".

    Potem ustalenie daty, miejsca i czasu.

    Nie umiem tego wytłumaczyć. Ale w tamtym momencie już mi było wszystko obojętne. Czy z nią będę, czy nie będę. Już dałem sobie z nią po części spokój. A jak już czujesz, że i tak nie masz nic do stracenia, to robisz rzeczy, których normalnie byś nie zrobił.

    Poszliśmy do kafejki. Pogadaliśmy. Zjedliśmy ciasto. Rozmowa w ten sobotni wiosenny poranek była dosyć nudna. Jakby zaczęliśmy się ze sobą nudzić. Poszliśmy potem w stronę parku. Gołe drzewa, pierwsze pąki, błękitne niebo i mocno sobotnie wiosenne słońce. Nie wiem czemu, ale w soboty słońce jest specyficzne. Dla mnie zawsze to będzie ta charakterystyczna barwa światła w sobotę o 12.

    Doszliśmy do fontanny. Jeszcze nie działała. Była pokryta folią.
    Ustaliśmy w tej alei. Gdyby była to późna wiosna, bądź lato to widać było między nami w dwóch rzędach kwiaty.

    Nie wiem jak to zrobiłem. Po co to zrobiłem. Czemu się to udało. I jak dokładnie to było.

    Stałem po jej lewej stronie. Złapałem ją moją prawą ręką za jej lewą rękę, ta odwróciła się w moją stronę.

    Na jej twarzy widać było znak zapytania. Zdziwienie. Lekko otworzyła usta.

    Ja zbyt długo nie myśląc nachyliłem się w jej stronę i ją pocałowałem.

    Nie cofnęła głowy. Może na chwilę lekko. Po czym znów ją zbliżyła. Świat nagle się zatrzymał. Czułem jak serce mi bije coraz szybciej, a ja zaczynam się rumienić. Ona też. Czułem zapach jej perfum. Jej smak. Pewien stan uniesienia.

    Nie wiem ile to trwało. Oderwałem od niej głowę.

    Ta się tak popatrzyła. Jej oczy lekko szklane. Taka radość połączona z podnieceniem i zdziwieniem. Na jej policzkach rumieńce. Spuściła głowę w dół, by znowu ją podnieść.

    "Huh" odsapnęła. Próbowała złapać powietrze. "Tego się nie spodziewałam".

    A ja? Ja przytłuczony całą sytuacją, pełen stresu próbowałem przełknąć ślinę.

    Cisza.

    Nagle jej głos:"No. To już mamy to za sobą. Ja muszę się zbierać. Odprowadzisz mnie?"
    "Pewnie".

    Dalsza część rozmowa już miała inny kontekst. Nasza rozmowa nie była już nudna. Miała pewien element emocjonalny. W końcu teraz już każdy z nas wiedział co każdy z nas do tego innego czuje.

    I tak. Potem spotykaliśmy się ze sobą częściej. Czy mówiliśmy wszystkim, że ze sobą jesteśmy? Raczej nie. Nawet nie zmieniliśmy statusu na fejsie. Każde z nas podchodził do tego tak, że świetnie się ze sobą dogadujemy, coś między nami było, ale nie nazywaliśmy jeszcze tego związkiem.

    Pewnie. Inni się pewnie tego domyślili, bo częściej byliśmy wspólnie oznaczani na zdjęciach, ale mimo wszystko.

    Był marzec. Już niedługo matury. W tym okresie coraz mniej się ze sobą spotykaliśmy, ale to było logiczne. Matury w końcu miały wpływ na to, na jaką uczelnię i studia się dostaniemy.

    I to nie jest jeszcze koniec historii. Bo jeszcze kilka sytuacji jest wartych nadmienienia.

    Ale o tym w następnym odcinku.
    -------------------

    #zakochanyrezix jest to rozwiznięcie historii z #zakochanywykop

    Tymczasem wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo @PrawieJakBordo @DerMirker @Staraagrafka @eondelo
    @Doppler3k @MrFruu @I_CO_TERAS @mandrake13 @krzyskle @Marc0 @Podprogowiec @jemcoll @Amestris @pszemo98 @timszel @FajnyTypek @mariusz332

    Jak ktoś chcę żeby go wołać, niech napisze w komentarzu ;)

    Dodam dzisiaj kilka tagów: #truestory #zwiazki #rozowepaski #podrywajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Nadszedł ten dzień robię swoje pierwsze #rozdajo i to nie z okazji #dzienkobiet chociaż przedmiot jest moim zdaniem typowo dla #rozowepaski.

    Do wygrania jest ta o to książka o świetnym tytule "GRACZ". Wygrałem ją w wykopowym konkursie #zakochanywykop od #taniaksiazka i muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowany. Nawet nie tym, że upominkami okazała się tylko książka (tu liczyłem na jakieś gadżety firmowe typu smyczka, kubek etc) ale już bardziej tym, że widząc, że jestem #niebieskipasek wysyłają książkę typowo dla kobiet. Tak ciężko było zapytać się jaką literaturę się lubi? Wysyłka nagród w takiej tajemnicy została zrobiona tylko po to, żeby rozczarować kogoś kto prawie miesiąc czekał na paczkę. Dobra koniec #gorzkiezale

    Zasady są proste, każda osoba, która zaplusuje ten wpis (zielonki nie biorą udziału) weźmie udział w losowaniu. Czas na plusowanie macie do 09.03.2017 23:59. Zwycięzce wybiorę poprzez #mirkorandom dzień później tj. 10.03.2017

    Paczkę wysyłam kurierem na swój koszt. Do paczki dodam jeszcze coś od siebie, ale sam nie wiem jeszcze co to będzie, więc osoba pulsująca będzie miała dodatkowo niespodziankę.
    pokaż całość

  •  

    Jak ktoś nie wie o co chodzi:
    http://www.wykop.pl/wpis/22395383/i-kolejny-odcinek-http-www-wykop-pl-wpis-22341523-/

    Zacznę może od tego, że gdybym kiedyś miał tą samą wiedzę o kobietach co teraz... to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. I to nie tylko z nią. Z wieloma innymi kobietami później, czy wcześniej by poszło zdecydowanie lepiej. Co prawda przed Anetą nie było nikogo konkretnego, ale jednak człowiek się uczy. I popełnia błędy. Bardzo dużo błędów.

    I każda kobieta w naszym życiu to nowa szansa. Jesteśmy jak Tabula Rasa i tylko nasze czyny spowodują, czy pójdzie dobrze, czy może źle.

    To trochę jak zmiana szkoły. W podstawówce popełniliśmy błędy, których próbowaliśmy nie popełnić w gimnazjum. W gimnazjum popełniliśmy błędy, których próbowaliśmy w szkole średniej, w nowym towarzystwie, nowym gronie, nie tylko uczniów, ale i nauczycieli nie popełnić.

    Dlatego chyba "potencjalna" możliwość studiowania w dowolnym mieście otwiera taki szereg możliwości (mieszkam w Niemczech, nie wiem jak to jest w Polsce. Chyba też tak można?).

    I pierwsze wrażenie, albo to ile "od siebie" dajecie na początku jest kluczowe, aby kolejne lata były po prostu łatwiejsze.
    Ja byłem wzorowym uczniem w 1 klasie, aby móc obijać się przez większość 2 klasy. Druga klasa szkoły średniej to głównie granie w League of Legends i Counter Strike z kolegami. A nauczyciele? U jednej pani podpadłem, bo zauważyła, że nie daje z siebie wszystkiego i że stać mnie na więcej, ale u reszty nie zmieniło się nic. Nie byłem pytany, bo przeważnie i tak wszystko wiedziałem. Czy to z lektur, czy historii...

    I to samo jest w kontaktach z kobietami. Wasz wygląd, pierwsze wrażenie, styl, pewność siebie jest kluczowe.

    Jeżeli zawalicie na początku, to potem ciężko to odbudować. Choć... jak tak teraz myślę, wydaje mi się to niemożliwe.

    By nie przedłużając... wróćmy do historii.

    ------------

    Koniecznie chciałem gdzieś zaprosić Anetę na Walentynki. Ale jakby to mu wujek określił, "zabierałem się jak pies do jeża".

    Mało pisałem wtedy z Anetą, bo studniówka się skończyła. A jak już coś napisałem to rozmowa szybko się kończyła. Albo ona nie miała czasu, bądź właśnie gdzieś miała wyjść... Nie było wtedy tak popularnych smartfonów i jak chciałeś z kimś popisać to mogłeś tylko na komputerze.

    Więc pisałem jakieś głupoty, za które potem mi było albo głupio, albo nie pisałem do niej w ogóle.

    W sumie trochę miałem nadzieję, że może ona sama w jakiś magiczny sposób do mnie napisze? Zaproponuje randkę? I wiecie... przechodziłem z nią mnóstwo czasu, dziesiątki kilometrów, wypiliśmy wspólnie dziesiątki litrów czekolady.

    Ale jakby... "nie było tego czegoś poza". Jakby to było okresowe.

    14 lutego, w dzień walentynek wciąż nie udało mi się nic zdziałać.
    Na jaki genialny pomysł wpadł Rezix? Że złoży jej wizytę. W dzień walentynek. Może się czegoś domyśli? Oczywiście nie mogłem tak po prostu do niej przyjść. Musiałem mieć powód.

    Pamiętam ten dzień jak dzisiaj. Siedziałem w moim pokoju, a przez okno słońce przedzierało się swoim blaskiem do jego wnętrza. Było jasno. Wręcz niewyobrażalnie jak na ten okres roku. I strasznie mroźno.

    Napisałem do niej SMSa, czy nie mogłaby mi pożyczyć gitary. Jak się potem okazało jej pojęcie na temat gitar wzięło się stąd, że jej tata od wielu lat gra na gitarze. A w ich domu była całkiem spora kolekcja...

    Ja miałem jedynie gitarę elektryczną (i ona o tym wiedziała), a moje kłamstwo polegało na tym, że akurat potrzebowałem gitary akustycznej na moją "próbę" zespołu (kłamstwo).

    I wiecie co? Zgodziła się. To znaczy jej tata się zgodził mi ją pożyczyć. Więc się udałem około 12 w ten mroźny walentynkowy poranek. Nie pamiętam jaki to był dzień, ale wiem, że było to w środku tygodnia, a w tym czasie akurat mieliśmy ferie zimowe.

    Udałem się pod jej blok... zadzwoniłem dzwonkiem. Otworzyła mi ona. Akurat jej rodziców nie było w domu.
    I wiecie co? To była najbardziej niezręczna sytuacja w życiu jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. A wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? Że ta niezręczność... a dobra. Nie będę spoilerować.

    "Cześć" odparłem.
    "No cześć. Wejdź, ja już idę po gitarę." uśmiechnęła się Aneta i udała do jednego z pokoi. Miała na sobie jasno zieloną sukienkę, która bardzo dobrze kontrastowała z jej kolorem blond włosów. Nigdy tego nie za pomnę. Była naprawdę piękna pogoda, podobnie jak i ona. Jej mieszkanie było cudownie oświetlone przez promienie słońca.

    I ja wtedy miałem naprawdę nadzieję, że mnie zaprosi na herbatę, kawę, ciastka, cokolwiek.

    Dała mi gitarę w futerale. Ja ją wziąłem w rękę. I stoję... Nie wiem ile stałem. Czekałem na to zaproszenie. Ale nie. Po prostu tak staliśmy? Czy to było 5 sekund? 10? Minuta, a może 5 minut? Nie mam pojęcia.

    Jak tylko ogarnąłem sytuację zrobiłem zwrot w tył, podziękowałem, powiedziałem, że oddam jak najszybciej i wyszedłem.

    Wychodząc w te promienie mroźnej lutowej zimy czułem się dziwnie. Było mi zimno w ręce i stopy, ale na mojej twarzy czułem wypieki.

    Przez całą podróż analizowałem tą całą sytuację. Te... 5-10 minut. Czemu akurat miała na sobie sukienkę. Ona nigdy nie nosiła w domu sukienek! Czemu mnie nie zaprosiła? Czy dobrze zrobiłem? Jak głupio wypadłem stojąc w jej korytarzu i nie robiąc nic? Co ona musiała wtedy o mnie pomyśleć.

    Czy dobrze zrobiłem? A może lepiej by było jakbym został w domu i nigdzie dziś nie wychodził?

    Wróciłem do domu. Włączyłem jakiś serial i postanowiłem nie robić tego dnia nic. Kompletnie.

    Kolejne walentynki spędzone samotnie... no pięknie.

    ------------------------------

    Ale to nie jest koniec historii. Jeszcze trochę o niej będzie ;)
    Powiedzmy, że może i ja się wtedy poddałem. Ale czy Aneta też?

    #zakochanyrezix jest to rozwiznięcie historii z #zakochanywykop

    Tymczasem wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo @PrawieJakBordo @DerMirker @Staraagrafka @eondelo
    @Doppler3k @MrFruu @I_CO_TERAS @mandrake13 @krzyskle @Marc0 @Podprogowiec

    Jak ktoś chcę żeby go wołać, niech napisze w komentarzu ;)

    Dodam dzisiaj kilka tagów: #truestory #zwiazki #matura #rozowepaski
    pokaż całość

  •  

    I kolejny odcinek ;)

    http://www.wykop.pl/wpis/22341523/i-kolejna-czesc-historii-milosnej-rezixa-http-www-/

    Zapachy odgrywają ważną rolę w życiu człowieka. Nie inaczej było w jej przypadku. Używała różnych perfum, ale ten jeden zapach, którego używała najczęściej zapamiętałem najlepiej. Tak dobrze go pamiętam, że gdy kilka lat później stojąc przy kasie w Niemczech, gdy ktoś za mną stanął i poczułem ten sam różany zapach, to byłem przekonany, że stoi za mną właśnie ona.

    Sam osobiście nigdy nie przywiązywałem uwagi do tego jak pachnę. Tani antyperspirant w kulce był jedynym co używałem. Może też nie aż taki tani... w końcu tworzy go firma produkująca ciuchy i sprzęt sportowy, ale jednak jest to inna półka, niż ta której używam teraz.

    Potem człowiek dorasta. Ma możliwość kupić coś lepszego. I szuka tego jedynego zapachu...

    Ale zaraz, zaraz. Ja odbiegam trochę od historii. Ja mam mówić o tym co działo się kilka lat temu, a nie o dniach dzisiejszych.

    ------

    Środa. Ostatnia próba przed studniówką. Musieliśmy na ten dzień ubrać się na galowo. Jak próba generalna, to próba generalna.
    Widać było, że niektóre dziewczyny miały problem z tańczeniem poloneza na szpilkach. A Aneta? Też miała małe problemy, ale radziła sobie wyjątkowo lepiej, niż reszta dziewczyn.

    Dobrze, że my faceci nie mamy takich problemów.

    "Stresujesz się?" spytała się Aneta po wyjściu z sali.
    "Czy ja wiem. Może trochę? Ale w sumie czego tu się stresować? Wyjdziesz, zatańczysz tak jak inni tańczą, wrócisz do stolika i koniec przedstawienia." odparłem.
    "A jak coś nie wyjdzie? Jak nam coś nie wyjdzie?" słychać było zmartwienie w jej głosie.
    "A czemu miałoby nie wyjść?"

    Sam się trochę stresowałem. Ale jak to ja. W stresujących sytuacjach, czy to na scenie, przed egzaminem, czy rozmowie o pracę, nie daję po sobie poznać, że się stresuje.

    ----------------------

    Czwartek. Nie wiem czemu musi mnie zawsze prześladować taki pech? Obudziłem się z gorączką. 39 stopni. Już wcześniej mnie coś brało... ale ja, jak to ja, wszystko zignorowałem. Cały dzień przeleżałem w łóżku.
    Dostałem też SMSa od znajomych i Anety, czemu mnie nie ma w szkole.

    "Gorączka. Do soboty wyzdrowieję."

    W piątek było lepiej... ale nie najlepiej. W sobotę powinienem dać sobie radę. Przynajmniej miałem taką nadzieję.

    I było. 37.4 C. Może nie najlepiej, ale lepsze to niż wysoka gorączka.

    W dzień studniówki dostałem od Anety SMSa, że się nie będzie mogła ze mną wcześniej spotkać, bo okazało się, że jej wizyta u fryzjera musiała zostać przełożona na późniejszy termin.

    Ciekawa sprawa.

    Wtedy sobie po części uświadomiłem czemu każda szkoła ma w innym dniu studniówkę. Wyobrażacie jaki problem by mieli fryzjerzy i wizażystki, gdyby w jednym dniu wszystkie kobiety mające akurat studniówkę miały umówione terminy?

    Pojechałem do niej o 18. Jak do niej wszedłem wyglądała przepięknie. Ładnie ułożone włosy i elegancka suknia.
    "I jak tam? Zdrowy?" spytała się zatroskana.
    "Może nie jest najlepiej, ale damy radę."

    Zrobiłem jej pamiątkowe zdjęcie, trochę pogadaliśmy i zostaliśmy odebrani przez mojego tatę.

    Miejsce studniówki miało miejsce w Karczmie oddalonej kilka kilometrów od miasta. Głównie były organizowane tam Wesela, ale na studniówki też się nadawała. Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się, że będzie tak dobrze wyglądać.

    Na miejscu już byli moi znajomi. Moja paczka, czyli Paweł, Dawid, Iwona i Adam.

    Paweł, o którym mówiłem w pierwszym wpisie znalazł jak się okazuje partnerkę na studniówkę. Jak się potem okazało był to układ wiązany. Kasia pójdzie z nim na studniówkę, jeżeli on pójdzie z nią, na jej studniówkę.

    Kasia jest z innej szkoły i też nie mogła znaleźć partnera. Znali się już dłużej. Skąd? Nie mam pojęcia. Jakoś nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Czy dobrze się znali? Raczej nie bardzo, bo nie wiedziała o nim wielu rzeczy... ale może to i lepiej?

    Dawid jak miał przyjść sam, tak przyszedł sam. I był z tego powodu bardzo dumny. Miał jedno zadanie na ten wieczór. Wypić tyle alkoholu ile się da i dobrze się przy tym bawić.

    A ja? Ja nie wiedziałem jaki będzie ten wieczór. Nie czułem się najlepiej. Czułem, że mam podwyższoną temperaturę... i najchętniej bym dalej leżał w łóżku.

    Adam i Iwona pasowali do siebie idealnie. W sumie by mogli w tym stroju iść pod ołtarz. Gdyby tylko strój Iwony był biały.

    "To będzie udany wieczór!" krzyknął Dawid po czym chciał aby każdy z nim przybił piątkę.

    Potem był Polonez. Nic się nie wydarzyło. Może poza faktem, że znajoma zgubiła obcas. W trakcie przedstawienia ściągnęła drugi, a taniec skończyła na boso.

    Najlepsza akcja wieczoru?

    Gdy poproszono nas o wspólne zdjęcie. Klasowe. A potem klasowe z partnerkami.
    Mamy w klasie takiego Marka... Marek lubi pić. O tym każdy wie. Jak ktoś chce pić to idzie z Markiem chlać.
    Ale to co zrobił tego wieczoru...

    Podczas zdjęć jeden z fotografów powiedział do Marka, żeby wyjął to co ma pod garniturem, bo to widać na zdjęciu.
    Wiec Marek wyszedł z szeregu, podszedł do stolika i zaczyna wyjmować...

    Jedna flaszka, druga, flaszka, trzecia, czwarta... I jeszcze 2 mniejsze.

    Jak to zobaczył nasz wychowawca, który stał obok, to o mało nie pobladł.
    "Ale ty chyba nie zamierzasz wszystkiego wypić sam?" spytał się wychowawca.
    "A nie... to tak tylko."

    Wszyscy w klasie wpadli w śmiech. Nawet pan i pani Fotograf nie mogli wyjść z wrażenia.

    O tym, że na każdej studniówce się pije wiedział każdy nauczyciel, ale przymykali na to oko. Jak to w każdej szkole.

    Reszta wieczoru była spędzona na jedzeniu, tańcach, piciu... szczególnie to ostatnie nie bardzo działało z moimi lekami przeciwbólowymi, ale jakoś wtedy o tym za bardzo nie myślałem, że mieszanie alkoholu z lekarstwami nie jest najlepszym pomysłem.

    Coś koło 3 zostaliśmy odebrani. Sam się czułem nie najlepiej, a Aneta trochę się o mnie martwiła.

    Dawid podobno o 4 nad ranem zarzygał kibel, ale generalnie bawić się bawił dobrze.
    Paweł i Kasia... podobno coś między nimi wtedy było. Ale jakoś tak mało mnie to interesowało.

    Reszta ekipy dotrwała do końca i bawiła się jak na uczniów klasy maturalnej przystało.

    Na następny dzień się kurowałem i nie dałem rady przyjść na poprawiny. Podobno zorganizowali je w jakimś lokalnym barze. I co ciekawe przyszło wyjątkowo mało osób. W sumie się nie dziwię. Sam byłem padnięty i nie wiem, czy nawet gdybym był zdrowy to bym przyszedł.

    Jeżeli chodzi o mnie i o Anetę... przez tydzień zbytnio ze sobą nie rozmawialiśmy. Wymieniliśmy się zdjęciami na fejsie. Coś tam pogadaliśmy, ale jednak jakby... cała sytuacja i napięcie opadło.

    Mając 18 lat człowiek uczy się kobiet. Ich zachowania, jak reagować w pewnych sytuacjach.
    Przyznaję, że ja w tamtym momencie spartaczyłem sprawę. Przynajmniej na początku.

    Potem udało mi się to naprawić. A jak? O tym w następnym odcinku :)

    ------------------------

    Temat studniówkowy wyjątkowo ciężko mi się pisało, bo słabo go pamiętam i generalnie mało się w nim działo. Wydaje mi się, że to po części przez chorobę i %. Sam wiele rzeczy nie pamiętam. Dopiero potem mi znajomi o pewnych rzeczach opowiedzieli, a ja sam nawet nie zdawałem sobie sprawy z ich istnienia.

    Mało pamiętam, ale wydaje mi się, że jakbym ten wątek wykluczył to historia trochę by na tym straciła. W końcu to na niej ona bazuje ;)

    #zakochanyrezix jest to rozwiznięcie historii z #zakochanywykop

    Tymczasem wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo @PrawieJakBordo @DerMirker @Staraagrafka @eondelo
    @Doppler3k @MrFruu @I_CO_TERAS @mandrake13 @krzyskle

    Jak ktoś chcę żeby go wołać, niech napisze w komentarzu ;)

    Dodam dzisiaj dwa tagi: #truestory #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    Wołam osoby proszące o zawołanie oraz te które wydaje mi się że chcą poznać dalszy rozwój sytuacji z tego wpisu

    Przepraszam, że nie wołam wszystkich plusujących ten wpis ale nie wiem jak się korzysta z mikrolist, nigdy nie miałem potrzeby z nich korzystać i tego nie robiłem. Jeśli ktoś uprzejmy ogarnia temat to proszę, niech napisze jak to się robi lub to zrobi, z góry dziękuje. Przepraszam też, że z opóźnieniem ale zapracowany człek ze mnie i nie było kiedy.

    @ataeB @yellow_illuminati @trujanaszynach @carisma @MrFruu @bohater_o_tysiacu_twarzy @Mleko @malina039 @hym1988 @peterp @zolwixx @Igoras @Gluten @Lembaz @alyaoo @rybak17 @Dead_Inside @befyt

    Zapewne interesuje was jak było na spotkaniu z przyszłą matką moich dzieci.

    Nie będę się wdawał w szczegóły (chociaż wielu z was by chciało) bo cenię sobie swoją prywatność, napiszę tylko, że poszło całkiem dobrze ku mojemu zaskoczeniu i pomimo faktu, że wyszedłem z wprawy w spotykaniu się z kobietami to byłem całkiem zadowolony i ona też.

    W skrócie:
    Była kolacja w restauracji, na deser były lody (te do jedzenia) i ciastko czekoladowe, były rozmowy na ciekawe tematy, były też chwile milczenia (nie mylić z niezręczną ciszą) zawsze szukałem kogoś z kim można pomilczeć bez krępacji i sztucznego utrzymywania konwersacji oraz bez obwiniania drugiej osoby czy siebie za ten stan (szanuje takich ludzi jak już ich spotkam).
    Były uśmiechy a nawet śmiechy, był dotyk dłoni oraz deklaracje chęci spotkania się po raz drugi.

    Tyle wam musi wystarczyć, picrel'a nie będzie bo jestem normalny a poza tym bawienie się telefonem podczas spotkania z kobietą na kolacji uważam za coś niegrzecznego.
    Tyle o kolacji.

    Dalsza część wpisu:

    Zapewne część z was wie, że w tamtym wpisie użyłem tagu #zakochanywykop co spowodowało, że zostałem wybrany jako jedna z osób które wygrały w walentynkowej akcji wykopu.

    Patrz ten wpis

    Zaznaczam od razu, że nie zależało mi na wygraniu w tej akcji i nie zależało i nadal nie zależy mi na obiecanej nagrodzie/upominku ale ...

    Pozwolę sobie zacytować treść zamieszczoną przez oficjalny profil wykopu

    Osoby nagrodzone prosimy o kontakt z nami za pomocą formularza kontaktowego: http://www.wykop.pl/kontakt/ - ustalimy szczegóły wysyłki upominków :-)

    Tak też zrobiłem, wysłałem wiadomość oraz w komentarzach do wpisu napisałem wołając wykop że wiadomość została wysłana.

    Pytam więc @wykop
    Gdzie te ustalenia ze mną szczegółów wysyłki upominków? nikt się do tej pory ze mną w tej sprawie nie skontaktował, moje komentarze (jak zwykle zresztą, nie po raz pierwszy) do was, są ignorowane. Czy ktoś się ze mną skontaktuje w tej sprawie w tym roku? czy mam czekać do kolejnych walentynek? To było 14 lutego, dzisiaj mamy 20 lutego!

    Czy ktoś z użytkowników z listy nagrodzonych otrzymał już upominek? lub chociaż wykop się z nim w tej sprawie skontaktował?

    @wykop jak już coś deklarujecie to wywiązujcie się z tego. Traktujcie ludzi poważnie jeśli poważnie chcecie być przez nich traktowani.
    Przypominam, że na upominku mi nie zależy ale wypadało by chociaż do mnie napisać, że upominku nie będzie bo tak/że będzie opóźniony, lub cokolwiek, jakikolwiek kontakt w tej sprawie.
    Skontaktujecie się ze mną? mam wysłać drugi raz wiadomość? czy mam uznać, że to było dla picu i zapomnieć o temacie?

    #zwiazki #namarincontent #rozowepaski #milosc #chwalesie
    pokaż całość

  •  

    I kolejna część historii miłosnej Rezixa ;)

    http://www.wykop.pl/wpis/22295143/ciag-dalszy-historii-http-www-wykop-pl-wpis-222836/

    Przez kolejne dni stycznia chodziłem na próby do Poloneza. Zbyt wiele się na nich nie wydarzyło.
    O wiele ciekawsze było to, co działo się "po" Polonezie.

    Nie wiem z czego to wynikło. Czy to był mój pomysł, czy jej?
    Ale jak tylko każde z nas nie miało żadnych planów po lekcjach (ja nigdy nie miałem, częściej to jej coś wypadało), to szliśmy do naszego miejsca. Naszym miejscem była kawiarnia, gdzie podawano gorącą czekoladę. Mówiłem już o niej zresztą wcześniej.

    A po gorącej czekoladzie? Spacery!

    Było zimno. Może nie, aż tak mroźno, ale była możliwość pochodzić i po prostu porozmawiać. O naszych planach na przyszłość, co zamierzamy osiągnąć w życiu. Gdzie widzimy siebie za rok?

    Głównie wyglądało to tak, że obieraliśmy jakiś kierunek i po prostu truchtaliśmy przed siebie. Głównie chodziliśmy w jej rejonach. Jakby w okolicy jej części miasta. Zachodziliśmy park, aleje.

    "Jak myślisz? Czemu faceci więcej zarabiają od Kobiet?" spytała się Aneta.
    "Bo mają większe wydatki?" Wybrnąłem z sytuacji. Ale czy to była dobra odpowiedź?
    "A co wy macie za wydatki?! Przecież to kobiety kupują więcej rzeczy! Perfumy, ubrania! To my napędzamy biznes..."
    "No niby tak, ale to mężczyźni przeważnie kupują drogie samochody, domy czy jachty." odparłem.
    "A bo wy same takie niepotrzebne rzeczy kupujecie. Można kupić sobie mieszkanie, czy tam dom, do tego Golfa i też dobrze żyć. "

    I to jest właśnie ten temat, który podejmowałem z kobietami wielokrotnie. Bo kobiety trochę inaczej podchodzą do wydawania pieniędzy. To trochę taka mała różnica płci. Teraz, te kilka lat później dochodzę do wniosku, że wiele kobiet podchodzi do tej sprawy podobnie.

    "Kto kupił u was w rodzinie samochód?" spytałem.
    "Uhm. Nie wiem. Chyba tato? Tak. Chyba on." czuła się trochę zmieszana sytuacją.
    "No widzisz. A mama jeździ samochodem?" ciągnąłem dalej.
    "No jeździ, ale wiesz..."
    "Jeżeli się coś zepsuje w samochodzie to kto się tym zajmuje?"
    "Ha! A widzisz, że nie tato! Jak się ostatnio samochód zepsuł to mama zawiozła go do mechanika!" wypowiadając te słowa nagle złapał ją lepszy humor.
    "No popatrz."

    I pewnie. Bym mógł ten temat ciągnąć dalej. I pewnie bym miał rację. Ale posiadanie racji nie zawsze ma sens. To że kobieta nie ma racji, nie zawsze jest ważne. Częściej się liczy jak ona się z tym czuje. Tego nauczyłem się potem. Jak już byłem w związku... Kobieta nawet może mieć rację, ale czuć się z tym źle. Wszystko jest zależne od tego jaki jest kontekst rozmowy. I na jakiej płaszczyźnie rozmowa przebiega. Ale o tym napiszę innym razem.

    Ale nie zawsze kobieta musi mieć rację.
    Pamiętam, że podczas naszych pierwszych spacerów wywiązał się jeszcze jeden taki temat.

    "Czemu poszedłeś do klasy matematyczno/fizycznej?" spytała się Aneta.
    "Ze względu na Informatykę. To znaczy... podobno lepiej przygotowują takie klasy do studiów. Jeżeli ktoś chce studiować kierunek związany z Informatyką."
    "I co? Przygotowują?" ciągnęła dalej.
    "Wiesz co... Nie wiem. Chyba tak. Ale czy lepiej, niż w innych szkołach, bądź klasach? I tak głównie sam się uczę w domu, bo na lekcjach sama wiesz jak jest. Ciągle mam problemy z zadaniami otwartymi i nie wiem czy uda mi się zdobyć 90% z podstawy. W sumie mam jeszcze trochę czasu... może 100% nie będzie, ale myślę że na 90-95% powinienem napisać."

    Czasem się zastanawiałem jaki wpływ na moje życie miało to, jakby poszedł do innej szkoły. Jakich ludzi bym poznał? Czy opuściłbym się w nauce? Bo w końcu przyjęli mnie do kilku szkół... Jak bardzo zmieniłoby się moje życie?
    Już się tego nie dowiem... Ale czasem się zastanawiam, co by było gdyby...

    "I po co ci to wszystko?" I to pytanie nie było zadane agresywnie. Bardziej miało wydźwięk "pytający".
    "To znaczy?" przyznam, że to pytanie trochę mnie zaskoczyło.
    "No to wszystko. Dobre oceny, wysoka średnia, świadectwo z paskiem. Co z tego masz?"
    "Uhm. Rodzice mi głowy nie suszą o to, że mam słabe oceny i się nie uczę?" to w sumie była dobra odpowiedź. I prawdziwa.
    "Racja. Dobry argument. Mi ciągle wytykają to, że olewam matematykę. W sumie to trochę ci zazdroszczę. Nigdy tej matematyki się nie nauczę. Dla mnie to jest czarna magia. Jak ty to robisz? To nie jest tak, że ja ją olewam. Ona po prostu mi nie wchodzi!" w jej głosie było słychać złość. Ale taką słodką.
    "Wiesz, że nie wiem. Nigdy zbytnio nie miałem problemów z matematyką. To znaczy... może w podstawówce jak nie mogłem zrozumieć czym jest "X". W sensie co oznacza niewiadoma. Albo jak się udowadnia dowody matematyczne..."
    "Dowody?" Zdziwiła się Aneta "My chyba tego nie mamy?"
    "Tak. My to mamy na rozszerzeniu. Nie jest to takie trudne jak się zrozumie"
    "I można udowodnić, że 2 + 2 = 5?"
    "Podobno tak. Ale to wchodzi na zupełnie inną płaszczyznę matematyki i w naszym przypadku w ogóle się nie sprawdza. Nie da się użyć matematyki "właściwiej" i użyć jej, aby udowodnić nieprawdziwe stwierdzenie".
    "I jak ktoś to udowodni to dostanie milion dolarów?" pytała dalej Aneta.

    Czemu kobiety pytają tak często o pieniądze? Albo poruszają temat kasy. "A dużo w tej Informatyce się zarabia?", "A ja słyszałam, a mówił mi to znajomy szwagra, że można dużo z takich aplikacji na telefon wyciągnąć".
    I już odbiegając od Informatyki, ile razy znajome poruszały temat, może trochę od innej strony, ile to w bankowości, czy w prawie się zarabia. Tak... jakby to był temat do rozmów między facetem, a kobietą.

    Choć przyznam, że o wiele lepiej mi się rozmawia na temat kasy z facetami, niż kobietami. Ponownie. Różnica płci.

    "Nic mi o tym nie wiadomo. To znaczy... jest szereg nierozwiązanych problemów milenijnych, które może kiedyś się uda rozwiązać, jeżeli komputery będą miały wystarczającą moc obliczeniową, ale póki co, naukowcy i matematycy wydają się mieć ważniejsze sprawy na głowie. "
    "Choćby?" tego dnia zadawała wyjątkowo wiele pytań.
    "Rozwiązywanie problemów codziennego życia. Problemy ekonomiczne, opracowywanie efektywniejszych algorytmów, statystyka, kombinatoryka i tak dalej..."
    "Hmm. Rozumiem. I ty to chcesz robić?" kolejne. Przyznam, że już powoli te pytania zaczęły mnie męczyć.
    "Tak. Nie wiem. Może. Zobaczymy. Jeszcze studiów nie zacząłem, a ty już mi tworzysz plany na przyszłość."
    "Oj tam. Nie tworzę ci planów, po prostu się spytałam no..."

    Przyznaję. Wtedy miała trochę racji. Ale tylko trochę. Jak zwykle. Przyznaję, że po tych kilku latach Aneta miała wiele racji w wielu dziedzinach mojego życia. Ale dowiedziałem się dopiero o tym później.

    "A jak tam jest u ciebie z językami? Czemu postanowiłaś iść akurat tą drogą?"

    -------------------------------------------

    Kolejną część napiszę w weekend.

    Tymczasem kilka osób mnie spytało o tag, a więc: #zakochanyrezix jest to rozwiznięcie historii z #zakochanywykop

    Tymczasem wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo @PrawieJakBordo @DerMirker @Staraagrafka @eondelo
    @Doppler3k @MrFruu @I_CO_TERAS

    Jak ktoś chcę żeby go wołać, niech napisze w komentarzu ;)

    Dodam dzisiaj dwa tagi: #truestory #rozowepaski
    pokaż całość

  •  

    Halo #zakochanywykop czas na podsumowanie akcji! ୧♥ᨎ♥୨

    Przeczytanie wszystkich wpisów z tego tagu było dla nas... Ciekawym doświadczeniem ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale przebrnęliśmy przez to. I nawet udało nam się wybrać najlepsze historie - choć wybór wcale nie był łatwy. Nie będziemy Was dłużej trzymać w niepewności, poniżej lista nagrodzonych osób (kolejność przypadkowa):

    1. @lilijan - wpis
    2. @Majku_ - wpis
    3. @mala_rybka - wpis
    4. @patron_media - wpis
    5. @wasser - wpis
    6. @tomcionek15 - wpis
    7. @Zibi23 - wpis
    8. @Namarin - wpis - trzymamy mocno kciuki! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    9. @Sihill_pl - wpis
    10. @kam1l - wpis
    11. @Pinokjo - wpis
    12. @antipathia - wpis
    13. @azetka - wpis ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    14. @Aganiok__ - wpis
    15. @piglet - wpis
    16. @tomasz-szalanski - wpis
    17. @roszej - wpis
    18. @czarna__jagoda - wpis
    19. @Rezix - wpis
    20. @payback - wpis - jesteś na dobrej drodze, wszystko się uda, wierzymy w to!

    Wszystkim gratulujemy! |ꖘل͜ꖘ|

    pokaż spoiler Osoby nagrodzone prosimy o kontakt z nami za pomocą formularza kontaktowego: http://www.wykop.pl/kontakt/ - ustalimy szczegóły wysyłki upominków :-)
    pokaż całość

  •  

    Ciąg dalszy historii:
    http://www.wykop.pl/wpis/22283683/jest-to-kontynuacja-tej-historii-http-www-wykop-pl/

    Nie wiem co w niej było. To znaczy... Są takie dziewczyny, które są ładne. Może nie najpiękniejsze jeżeli porównać je z innymi, ale mają takie elementy urody, który mimo, że nie są perfekcyjne to po prostu w sobie coś mają.

    Jakby idealność nie była elementem piękna. Jakby właśnie ten mały błąd dodawał jej uroku.
    I ona właśnie taka była. Miała w sobie coś co mają niektóre modelki. Taką swoistą inność. Swoisty charakter.

    Wcześniej tego tak dobrze nie widziałem. Takie rzeczy widzi się jedynie, gdy ma się przed sobą kubek gorącej czekolady i ową osobę centralnie przed swoim oczyma.

    "A więc nie tańczysz baletu?" spytała się Aneta.
    "Nie, nie... to taki żart tylko był. Ja nawet tańczyć nie umiem. I w sumie nawet zbytnio nie lubię. Wydaje mi się wtedy, że wszyscy na mnie się patrzą. A część osób które się patrzą zaczyna się śmiać."
    "Oj tam. Dużo osób nie umie tańczyć. Nie trzeba umieć wszystkiego." mówiąc te słowa pojawił się na jej twarzy promienisty uśmiech.
    "No tak. Masz rację. Nie trzeba. Heh". Odparłem.

    "To co w takim razie robisz?"
    "A gram na gitarze to tu to tam..."
    "A więc chcesz mi powiedzieć, że grasz na gitarze, a zamiast tego wciskasz mi jakieś kity o tym, że tańczysz w balecie?!"
    "Ej. To nie zawsze tak działa. Już próbowałem tego wielokrotnie!"
    "Co nie działa?" spytała się Aneta.
    "Nic... nie ważne..." Uff. Prawie się wygadałem.

    Aneta się na mnie popatrzyła. Złapała łyk gorącej czekolady, potem spojrzała się przez okno i zadała kolejne pytanie.
    "Jeżeli rzeczywiście grasz na gitarze to ile gitara ma strun?"
    Uhm. Co? Po co ona w ogóle zadaje takie pytania?
    "No... 6..." Odparłem.
    "Dobra. To było zbyt proste. Ile progów ma gitara?" Nie odpuszczając znów zapytała.
    "24. To znaczy..."
    "Ha! Pudło! Nie każda gitara ma 24 progi, a ilość progów jest zależna od gitary!"
    "Tak. Wiem. Chciałem to właśnie powiedzieć. Moja gitara ma faktycznie 24 progi, ale wiem, że inne gitary mogą mieć różną ilość w zależności od modelu." Po co ona się czepia takich szczegółów? W sumie to się dziwie, że ma nawet trochę na ten temat pojęcie.
    "Dobra. Przypuśćmy, że ci wierzę. "

    Cisza. Czy nie zręczna? Średnio. Rozmowa złapała trochę napięcia. Właśnie w radiu leciał Bruno Mars - Locked Out of Heaven. Nie wiem skąd to się bierze, ale potrafię połączyć każdą piosenkę z dziewczyną. Nie tyle jej ulubionych wykonawców... co piosenki, które właśnie leciały w radiu podczas naszej randki. Albo po prostu piosenki, które łączę z danym dniem, bądź te połączone z... nic. Nieważne. Napiszę o tym innym razem.

    "To sobie o mnie porozmawialiśmy. A ty co robisz? Jakie zainteresowania?"
    "Jestem księżniczką na zamku królewskim. Mam rzeszę kamerdynerów, którzy każdego ranka przynoszą mi śniadanie do łóżka i nalewają wodę na gorącą kąpiel. Potem wiozą mnie do szkoły, aby po skończonych lekcjach mnie z niej odebrać. I tak żyję jako księżniczka". Po wypowiedzeniu tych słów zrobiła kwaśną minę i dodała:
    "Głupia zabawa. Ty to lepiej robisz."

    "Heh. No chyba tak." odparłem.

    "A tak serio to zbytnio nie mam czasu na własne zainteresowania. Ciągle coś się w moim życiu dzieje. Nie to, żeby to było coś specjalnego... ale głównie to szkoła, dawanie korepetycji, branie korepetycji z matematyki i szkoła językowa. Kiedyś chciałabym zostać nauczycielką. Ale już o tym ci mówiłam... Poza tym spotykanie się ze znajomymi. I to by było chyba tyle w moim nudnym życiu..."

    I to jest właśnie taka sprawa. Coś czego nigdy nie mogłem zrozumieć u innych ludzi.
    Nikt nie marzy. Nikt nie stawia sobie wielkich celów. Nie chce zostać gwiazdą rocka, wielkim pisarzem, znanym programistą, który wydał aplikację na komórkę i którą pobiorą miliony. Nikt nie tworzy własnej strony internetowej, bloga, kanału YouTube, czy popularnego konta Insta, czy Twitterze. To robi...5%? No maksymalnie 10 % populacji.

    Prawda. To wymaga wysiłku, ale czemu ludzie wybierają takie niskie cele jak skończenie szkoły średniej, studiów i potem praca zawodowa? Wiem. Nie jestem sam na tym świecie. Każdy ma inne aspiracje w życiu. Jeden odnajduje się w prostych rzeczach, a inny... innego proste rzeczy nie zadowalają.

    "Jakie tam nudne. Każdy ma mniej, czy więcej nudne życie. Dużo zależy od tego jak do tego podchodzimy."
    "No tak. Chyba masz rację" Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

    Chciałem wziąć jeszcze jeden łyk, ale się okazało, że kubek był pusty. No nic. Wszystko się kiedyś kończy.

    "To co. Idziemy?" Spytała się Aneta.
    "No możemy".

    Zapłaciliśmy, wyszliśmy z kawiarni i udaliśmy się w stronę miasta. W sumie to byliśmy w mieście. Miałem bardziej na myśli centrum miasta.

    Było zimno. Jak na Grudzień nawet bardzo. Za tydzień wigilia. Czas wolny. Choć chyba nie dla mnie, bo na początek stycznia zapowiedziane były próbne egzaminy maturalne.

    Dryń* Dryń*

    Odezwał się mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Na ekranie pojawił się napis: "Mama".
    Odebrałem. "No co tam?"
    Mama: "Kiedy przyjdziesz na kolacje?"
    Ja: "Niedługo będę. Maksymalnie godzinę"
    Mama: "Gdzie ty jesteś? Nie miałeś przyjść dzisiaj wcześniej?"
    Ja: "Miałem próbę do Poloneza."
    Mama: "Ty tańczysz Poloneza?!"
    Ja: "Tak. Długa historia. Opowiem ci w domu. Cześć."
    Mama: "Do później." I się rozłączyła.

    I tu muszę dodać jedną rzecz. U nas w rodzinie zawsze tak było, że generalnie mało rozmawialiśmy na różne tematy. Rodzice nie mówili mi dużej ilości rzeczy, więc ja też nie czułem się zobowiązany im tego mówić. Jak już im mówiłem to głównie wynikało to z tego, że byli w sprawę po części wplątani. Na przykład gdy akurat na daną sprawę potrzebne były mi pieniądze, a ja akurat ich nie miałem. Ale takie sprawy jak Polonez, gdzie nie była potrzebna gotówka? Raczej zostawiałem dla siebie. Albo mówiłem przy okazji... Nie wiem czemu tak u mnie było. To chyba wynikało z mojego charakteru.

    "No proszę, proszę. Tańczy poloneza i nie powiedział nawet o tym mamie?"
    "Nie było okazji." Trochę się czułem zmieszany. "Gdzie mieszkasz?" spytałem się.
    "A tutaj jak skręcimy w tą ulicę to trochę dalej, ale nie musisz mnie odprowadzać. Chyba, że chcesz. A ty?" Spytała się Aneta.

    "W przeciwnym kierunku, ale mogę cię podprowadzić".

    Dalszą drogę rozmawialiśmy głównie o sprawach szkolnych, maturze, nauczycielach i egzaminach. Nudne tematy szkolne, które ma każdy i na które można rozmawiać, jeżeli chodzicie do tej samej szkoły. Nie podprowadziłem jej do domu.
    Podprowadziłem pod samą klatkę schodową bloku w którym mieszkała.

    "Dzięki. Ale naprawdę, nie musiałeś tego robić. Teraz masz spory kawałek drogi do siebie."
    "Serio. Nie ma problemu. Zresztą jest już dawno ciemno." odparłem.
    "Hmm' odsapnęła.
    "Czyli mówisz, że mogłoby mi się coś stać, a ty jako, że obawiałeś się o moje bezpieczeństwo, postanowiłeś mnie odprowadzić pod sam dom? To... słodkie. I pewnego rodzaju... miłe."

    W tym momencie zauważyłem na jej twarzy lekki rumieniec, który próbowała ukryć pod szalikiem.
    "Heh. Dzięki". Odparłem.

    Aneta uścisnęła mnie na pożegnanie, a potem ja udałem się w stronę domu.

    Było zimno. Ja wiem? -6? -10? Ręce mi zmarzły, bo oczywiście rękawiczek nie miałem. Chciałem zadzwonić do mamy... ale przez temperaturę telefon po prostu się ciągle sam wyłączał. Czy te nowe Smartfony są rzeczywiście takie dobre? Średnio bym powiedział... Może i na starych telefonach nie było tylu aplikacji, ale chociaż ci nie zamarzł w zimie.

    Coś za coś. Jak to mówią.

    Wyciągnąłem moją MP3-kę. Stary dobry Creative MUVO. Ile ja już go mam...
    Niby mogę słuchać piosenek z telefonu, ale wydaje mi się, że ma on lepszą jakość dźwięku, niż mój telefon.

    W słuchawkach rozbrzmiała "Nirvana - Smells Like Teen Spirit".
    Gdy akurat rozbrzmiał refren: "When The Lights Out..." jedna z lamp na ulicy zaczęła migać. Jakby miała się zaraz wyłączyć, ale jednak ostatecznie postanowiła świecić się dalej. Czasem nie wierzę w przesądy. Ale jak niektóre rzeczy się dzieją, to uznaje je za pewnego rodzaju znak.

    Wróciłem do domu. Zjadłem kolację. Odrobiłem lekcje i położyłem się spać.

    A przed zaśnięciem analizowałem ówczesny dzień. Co mogłem powiedzieć do Anety inaczej? O jakich tematach jeszcze nie rozmawialiśmy. Czego zapomniałem się jej jeszcze spytać? Zacząłem trochę też wybiegać w przyszłości... po czym zasnąłem.

    ----------------------

    To by było tyle na dzisiaj. Ciekawsze rzeczy nadejdą. Ale to będzie w następnym wpisie. Studniówka. Walentynki. Imprezy urodzinowe. W końcu jest to okres 18stek. Potem Matury i Wakacje. Dużo pisania. Wiele historii.

    Jeżeli tylko będziecie chcieli dalej to czytać. To mogę dalej pisać. W końcu dużo mi czasu to nie zajmuje ;)

    Wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo @PrawieJakBordo @DerMirker @Staraagrafka @eondelo

    #zakochanywykop
    pokaż całość

  •  

    Zbyt długie te Wasze historie i w ogóle niezwiązane z wykopem. Ja moją poznałem dzięki @wykop więc w sumie mogę dorzucić swoje trzy grosze.

    Jeden z użytkowników zapostował na mirko kiedyś jej zdjęcie, które wbilo się w gorące, przez co je zobaczyłem. Mirabelka niezwykle mi się spodobała i bawiąc się szybko w detektywa złapałem z nią kontakt, wysłałem wiadomość i zaprosiłem na kawę. To już blisko rok jak jesteśmy razem - wykop nas połączył, bo nie chodzi nawet o to, że odnalazłem jej zdjęcie tutaj, ale w dużym stopniu o wspólne mirkowanie. Znalazłem kogoś z kim mogę sobie poszkalować i poszanować #jp2 na wykopie. Z fartem mireczki, na wykopie są fajne Mirabelki.

    Książek nie chcę, dejcie tym z horymi dziećmi (no chyba, że młoda chce jak wygramy XD).

    #zakochanywykop
    pokaż całość

  •  

    Wiem,że jestem stuleją i święta zakochanych nie dla mnie. Ale wyniki egzaminów nie muszą mi łamać serduszka (╯︵╰,)

    #studbaza #zakochanywykop

  •  

    Jest to kontynuacja tej historii:
    http://www.wykop.pl/wpis/22262149/nie-wiem-od-czego-zaczac-moze-od-tego-ze-zycie-to-/

    W środę o 15 w sali gimnastycznej odbywały się próby do poloneza. Jako że w środy dosyć wcześnie kończyłem, to przez kolejne 2 godziny musiałem przesiedzieć w bibliotece. Najdłuższe 2 godziny mojego życia.

    Czas płynie wtedy inaczej. Bo nie możesz się doczekać. Jaka ona będzie? O czym rozmawiać, aby nie powiedzieć czegoś głupiego? Odrobiłem lekcje... posłuchałem muzyki na mp3. Co za przypadek, że akurat shuffle wybrało mi Nirvana: "About a Girl".

    Nie wiem czy wy też tak mieliście, ale okres szkoły średniej wspominam jako okres buntu. Jakoś w 1 klasie szkoły średniej zapuściłem długie włosy, zacząłem nosić podarte spodnie i flanelowe bluzy w kratę. Nauczyłem się grać na gitarze i mówiłem sobie, że zostanę gwiazdą rocka. Chodziłem na koncerty nieznanych lokalnych zespołów punk-rockowych, miałem też swój własny zespół. A potem mi się to wszystko znudziło. Postanowiłem wydorośleć, a jedyne co mi zostało to gra na gitarze i kilka piosenek do których wracam z sentymentem. To tyle wstępu.

    "Na co czekasz?" spytała się pani bibliotekarka.
    "A na próbę do Poloneza",
    "A to już dzisiaj? Z tym polonezem to zawsze co roku coś się dzieje mimo, że ciągle tańczą to samo. Najśmieszniej jest tak jakaś dziewczyna obcas zgubi podczas tańca. Jedna to nawet się kiedyś tak przewróciła, że wpadła na parę z przodu. Jest nawet jeszcze gdzieś nagranie...".

    I w tym momencie wyobrażałem siebie jak z całego stresu i emocji wpadam na parę tańczącą z przodu. Nie wiem jak. Ale mi potrafi się wszystko zdarzyć. W końcu sam nigdy nie tańczyłem i tańczyć nie potrafię. Ale czego nie robi się z..."

    Dryń* Dryń*.

    Dzwonek. Czyli na mnie już czas.

    Przed salą zebrało się już kilka osób. Stała też i ona. Aneta. Blondyna o której wspominałem w ostatnim wpisie.
    "Cześć" odezwała się.
    "No siema" odpowiedziałem.

    I tak staliśmy. Ona się nie odzywała. Ja też się nie odzywałem.
    Potem weszliśmy do sali, ustawiliśmy się w rzędzie w taki sposób, aby pasowało wzrostem. Każdy z nas miał zapamiętać parę przed sobą, aby na następnej próbie ustawić się w taki sam sposób.

    "Poloneza czas zacząć".

    Nie wiem jak wy, ale po tych wszystkich próbach nie mogłem po prostu więcej słuchać Poloneza. Jeżeli macie tych prób ponad 10 i ćwiczycie ciągle to samo i słuchacie tej samej muzyki... to oszaleć można. Nie to, żebym kiedykolwiek słuchał dobrowolnie Poloneza. Szczególnie nie w tym wieku, gdzie na słuchawkach leciał raczej Rise Against i Metallika, niż muzyka klasyczna... ale jednak. Nawet teraz. Poloneza po prostu więcej słuchać nie mogę.

    Więc złapałem partnerkę za dłoń. I zaczęliśmy chodzić. Tańczyć? Nie wiem. Robić kroki. Tańczyć nie umiem. Bardziej małpowałem ruchy pary przed nami i robiłem co mi kazano. Dobrze, że nie tańczyłem z przodu, tylko gdzieś na końcu. Wydaje mi się, że nie mógłbym prowadzić. Pewnie gdybym prowadził, bym się zapomniał i przez przypadek wyszedł z sali. Znając mnie...

    Wiecie co jest problemem? Gdy twoja ręka zacznie się pocić. I nie wiem, czy to moja ręka się pociła, czy jej? A może nasze obydwie ręce się pociły i nasze krople potu ze sobą się łączyły? W każdym razie było niezręcznie (hehe).

    Jej ręka była ciepła. Moja w sumie też. A może to moja ręka była ciepła, a jej zimna, ale przez moje ciepło dochodziło do wymiany temperatur przez co "temperatura" się wyrównywała?

    I mówcie co chcecie. Pewnie odwaliłem kaszanę. Ale te nasze pierwsze spotkanie. W sali? Praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy. Powiedzieliśmy sobie na początku cześć. A potem na do widzenia cześć.

    Jak wróciłem do domu dostałem SMSa od Pawła: "I co? Całowaliście się?"

    Nie wiedziałem co mu odpisać więc po prostu zignorowałem wiadomość i zastanawiałem się co ja odwalam. W sumie była ładna. Za ładna. Czemu akurat wybrała mnie? Co robić, aby tego wszystkiego nie zepsuć? Muszę coś podjąć. Muszę zacząć działać.

    2 dni później na następnej próbie podjąłem akcję. Iwona (ta kumpela z paczki) w sumie dała mi kilka rad i kazała mi być sobą.

    Na następnej próbie było... dziwnie. Pamiętacie jak mówiłem, że życie jest dziwne i ogólnie jest to splot dziwnych wydarzeń, które czasem ciężko jest wytłumaczyć?

    "Cześć!" odezwała się Aneta. Ale inaczej. Jakby bardziej energiczniej.
    "No siema" odpowiedziałem...
    "Sorka, że tak jakoś ostatnio mało gadaliśmy... ale to... nie wiem. Chyba... ach... nieważne..."
    Co się dzieje. Czemu ona nagle tyle gada?
    "Nie no spoko. W sumie ja też jakoś za dużo nie rozmawiałem. W sumie to trochę nawet nie wiedziałem o czym."
    "Co powiesz, abyśmy poszli po próbie do kawiarni? Aby się lepiej poznać? Masz czas?"

    CO? RANDKA? No wiele sobie wyobrażałem, ale żeby ona tak nagle sama z tym wszystkim wyskoczyła? No tego to się nie spodziewałem.
    "No spoko. Mam czas. Możemy gdzieś wyskoczyć".

    Po skończonej próbie wyszliśmy ze szkoły, a jako że droga była długa... to i było dużo do rozmowy.
    Nie chciałem od razu wyskakiwać ze standardowymi tematami typu:
    "Kim chcesz zostać w przyszłości?"
    "Ile chcesz mieć dzieci?"
    "Czy chcesz mieć psa? A może kota?"
    "Jaki jest twój ulubiony kolor...".

    Więc zrobiłem coś, co robię często. A w sumie... ostatnimi czasy bardzo często. Nie da się tego zrobić z każdą dziewczyną. Trzeba znaleźć taką co potrafi gadać głupoty i ogólnie nie bierze wielu rzeczy na poważnie. Raz próbowałem tego samego z taką oczytaną i inteligentną... nie poszło. Uznała mnie za głupka. Ale z nią? Anetą? Wydawało mi się, że mogło to się udać. Ona miała... zwariowane oczy. Jeżeli wiecie co mam na myśli ;)

    Zacząłem gadać głupoty.

    I jest pewien sposób na gadanie głupot. Można gadać rzeczy głupie. Albo tworzyć dodatkowe historie. To bardzo proste. Ale trzeba mieć jakby... umieć łączyć rzeczy w całość.

    W okresie maturalnym mimo, że nie miałem tak dużo czasu to uwielbiałem oglądać filmy.
    Było to trochę po premierze Czarnego Łabędzia. A tematy, motywy filmu są świetne aby tworzyć z nich komedie.

    Więc zaczynamy...

    "Jakie jest twoje Hobby?" Spytała się Aneta. "Albo inaczej. Pasja. Co lubisz robić, w czym się doskonalisz?"
    I pewnie. Mogłem odpowiedzieć, że moją pasją jest gra na gitarze i granie w zespole, ale to jest nudne i zbyt proste.

    "Jestem tancerzem". odpowiedziałem próbując się nie zaśmiać.
    "Uhm. Serio?" słychać było w jej głosie zdziwienie. Ja próbowałem nie odwracać się w jej stronę, aby nie było można było poznać w moich oczach, że kłamię.

    "Tak, ale nie takim zwykłym. To jest naprawdę długa historia, a wiążę się z nią moja historia rodzinna. Bo widzisz... moja mama jest tancerką baletową, mój tata jest tancerzem stepowym (brzmi jak zwierzę zamieszkujące tereny Afryki), a nieopodal naszego domu jest Szkoła Tańca. Tam mnie moi rodzice od małego wysyłali do szkoły baletowej. Normalnie nikomu o tym nie mówię, trochę się nawet tego wstydzę, bo balet to nie jest coś czym można się pochwalić. Ale tak... robię to już od ponad 10 lat."

    "Uhm. No... To chyba dobrze zrobiłam, że cię wybrałam?", trochę zaczęła być zmieszana. Wtedy chyba wzięła to co mówię za prawdę. Musiałem to jakoś obrócić w żart. Myślałem, że szybciej podłapie, że to żart.

    "No. Najgorzej jest jak rano o 6 wstajesz i idziesz na trening. Potem idziesz do szkoły. Wracasz i dalej trening. Czasem śpię w moim stroju, bo nie chce mi się tracić czasu na przebieranie. Raz pamiętam że brałem lekcje u mistrza tańca baletowego. Akurat wtedy tańczyliśmy Dziadka do Orzechów. Naprawdę fajna sztuka. Chyba moja ulubiona."

    "I ty masz ten taki śmieszny strój?"

    "No proszę cię. Śmieszny? To najlepszy strój jaki może sobie wymarzyć każdy mężczyzna!."

    W tym momencie się na nią spojrzałem, a ona zaczęła już rozumieć, że to wszystko to jeden wielki pic na wodę. W sumie zauważyłem u niej pewien opad emocji. Jakby... rzeczywiście była ucieszona tym, że moim hobby nie jest balet.

    Potem Aneta zaczęła opowiadać o swoim Hobby. Jak to ona zawsze lubiła języki i od zawsze chciała zostać nauczycielką języka angielskiego i uczyć inne dzieci. O jej pasji do języków i uczenia. Bardzo lubi dawać korepetycje i uczyć młodszych. I jest to jej wielka pasja... bla... bla... bla...

    Do tego czasu doszliśmy już do kawiarni. Każdy z nas zamówił sobie ze względu niskich temperatur gorącą czekoladę i udaliśmy się do stolików...

    Ciąg dalszy nastąpi...

    PS: Ja przepraszam was, że ta historia tak się dłuży, ale ja nie umiem inaczej pisać, jak pisać długo. Ja serio myślałem, że uda mi się zawrzeć tą historię w kilku akapitach... ale jak widać, nie da się inaczej.

    Więcej napiszę jutro ;)

    Wołam: @grandmasterRob @BeDoEl @eondelo
    #zakochanywykop
    pokaż całość

  •  

    #tldr
    Historia z dnia dzisiejszego.
    Jak poznałem swoją ostatnią (nie pierwszą) miłość. Przyszła żonę, przyszłą matkę moich dzieci.

    Czas akcji - 14.02.2017 (dziś) godz.18:10 - ok. 19:00
    Miejsce akcji #leicester #uk znana sieciówka fast foodowa.

    Musiałem po pracy pojechać do centrum po małe zakupy, chcąc zdążyć przed zamknięciem sklepów nawet nic nie zjadłem i pojechałem głodny.

    Po zrobieniu zakupów postanowiłem wstąpić do sieciówki fast foodowej na szybkie zapchanie się.

    Wchodzę, widzę że jest kolejka a za ladą tylko jedna kasjerka, ciul tam, poczekam. Aż tak bardzo mi się nie spieszy.

    Moja kolej, wyjmuję jedną słuchawkę z ucha i zamawiam burgera w zestawie z frytkami, pepsi bez lodu. Za kasą jakaś hinduska średniego wieku przyjmuje zamówienie ale zdaje się zupełnie mnie nie słucha co do niej mówię. Widać po niej że zestresowana. Dwa razy powtórzyłem jej co chcę i że pepsi bez lodu.

    Czekam 10 minut, czekam 15 minut. Zaczynam się niecierpliwić. Po 20 minutach dostaje zamówienie zawinięte w torbę i pepsi (oczywiście z lodem).

    Siadam, wyjmuję jedzenie i widzę, że dostałem kanapkę nie tą którą zamówiłem, dostałem inną, funta tańszą (chociaż zapłaciłem więcej) i kanapka ta była zawinięta w papierek od kanapki którą chciałem.

    Myślę sobie OK, zdarza się, ruch mają, kobita sama stoi na kasie, na kuchni tylko jedna osoba (widzę przez lufcik między regałami) shit happens, mogli się pomylić.
    Kto mnie zna ten wie, że raczej bywam asertywny, podchodzę więc do lady do kobity przy kasie i mówię jej, że to nie jest ta kanapka którą zamawiałem i wręczam jej nie tkniętą, nie ugryzioną kanapkę A.

    Kobita zupełnie nie orientuje się w asortymencie i menu, nie wie o co mi chodzi, więc jej mówię że dostałem kanapkę A, tańszą od kanapki B a nie tą chciałem, chciałem kanapkę B i za nią zapłaciłem.
    Wszystko kulturalnie z uśmiechem na twarzy, nawet głosu nie podniosłem (chociaż mija już pół godziny odkąd wszedłem do fast foodziaka).
    Kobita mówi, że skonsultuje się z kuchnią, poszła, wraca za 2 minuty i wlepia wzrok w menu zawieszone nad ladą i nadal nie rozumie co się stało cyt" I don't understand what seems to be a problem"

    Pokazuje jej już lekko zirytowany palcem na na kanapkę na menu i mówię, że to ta trzecia na zdjęciu i czytam jej skład tej kanapki, pokazując moją i mówiąc że w środku nie ma onion rings, nie ma bekonu i że niech sama spojrzy do środka kanapki która mi dała, to nie jest ta kanapka! to inna kanapka, tańsza.

    Wzięła, poszła na kuchnie, czekam kolejne 5 minut. Kolejka prawie pod wyjście z lokalu, ludzie patrzą na mnie jak na debila (mam to w dupie, przywykłem, lata doświadczeń).

    Podczas czekania stanąłem sobie z boku i patrzę co się dzieje na kuchni przez ten lufcik.

    I co widzę? No k..... gość który robi kanapki na kuchni nie używa rękawiczek, dotyka rękami brudnej ścierki którą ma do zmywania blatu i potem od razu łapami bierze półprodukty i robi kanapki (w tym moją). Do tego drapie się po spoconej twarzy. Kasjerka to widzi, nie reaguje, czeka aż zrobi kanapkę.

    Jako osoba która przepracowała w fast foodzie za młodu 3 lata nie wytrzymałem, pękłem, będzie tego, tak dalej być nie będzie.
    Przychodzi kasjerka z moją kanapką, ani przepraszam że Pan czekał, ani pocałuj się dupę głupi fiucie. Położyła kanapkę na ladzie i woła następną osobę z kolejki.

    Mówię do niej "I would like to speak with your manager please" zrobiła minę srającego psa i poszła do pokoju menadżerów.

    Wraca i mówi, że menadżerka liczy pieniądze i ze zaraz przyjdzie. Po jej minie widzę, że ona już wie, że będzie complainment.

    OK, czekam na menadżera, czekam na menadżera 5 minut, czekam na menadżera 10 minut (bo liczy pieniądze)
    W końcu otwierają się drzwi pokoju menadżerskiego.

    Wchodzi ona, cała na biało (nie no żart).

    Kurna Mirki. Jebło mnie, zakochałem się jak dzieciak, wchodzi menadżerka 8,7/10 (co w mojej skali oznacza "ocież k.... ja pier.... ale szprycha/przyszła matka moich dzieci"
    Idzie w moim kierunku w zwolnionym tempie, nie wiadomo skąd wiejący wiaterek rozwiewa jej włosy (też w zwolnionym tempie), uśmiecha się do mnie nienagannym uśmiechem, rozchylając te swoje delikatne usteczka i pokazując nienagannie białe ząbki i poprawiając apaszkę (oczywiście że kurna w zwolnionym tempie).

    Ja stoję z otwartą japą jak jakiś niedorozwój, dobrze że mi przynajmniej ślina nie ciekła bokiem, ręce jak z waty a nogi jak ugotowany makaron (nie Al Dente).
    W słuchawce w prawym uchu leci Frank Sinatra - I've Got You Under My Skin.

    Zebrałem się na odwagę i pytam "Can I speak with You in private"
    odpowiada że "Sure" i wychodzi za mną na salę by usiąść ze mną przy stoliku. Zapach damskich perfum wypełnia moje nozdrza.

    Siadając mam już ułożony cały scenariusz co i jak jej powiem. Przerywa mi i pyta w jakim języku oprócz angielskiego normalnie mówię, odpowiadam że Polski.

    Odpowiada cyt" Super, ja też po polsku, więc się świetnie zrozumiemy, przejdźmy sobie na ty i się przedstawia (✌ ゚ ∀ ゚)

    Polka! (no kurna lepiej być nie mogło. Alleluja)
    Przedstawiam jej sytuację, bla bla bla, szmery bajery.
    Kobieta moich marzeń przyznaje mi rację, mówi że sytuacja na kuchni nie powinna mieć miejsca, szczerze opowiada mi, że nie jest tu lubiana bo zwraca ludziom na kuchni uwagę, jest surową menadżerką a gość na kuchni jest już na ostatnim ostrzeżeniu i że pracuje tam już trzy lata i nadal nie stosuje się do podstawowych zasad higieny. że stara się o drugą kasjerkę ale góra ma to w tyle więc pozostaje jej tylko walczyć. Że serdecznie mnie przeprasza ale ma związane ręce. Mówiąc to ma oczy kota ze Shreka, minę potrąconej sarenki. Tak mi się jej żal zrobiło że hej.

    Pytam gdzie mogę napisać skargę w tej sprawie bo widzę, że ścisłe centrum, godzina mego pobytu minęła a ja nadal bez kanapki, że chciałbym jej pomóc w tej batalii i napisać pismo w tej sprawie, napisać o tym o czym ona mi właśnie mówi.

    Odpowiedziała że mogę wejść na stronę fast fooda, znaleźć adres e-mail i naskrobać maila. Co oczywiście planuję zrobić i nie omieszkam napisać samych pochwał o Pani Menadżerce, przyszłej matce moich dzieci.

    Już mieliśmy się rozejść ale myślę sobie, kurna, nie mogę tego tak zostawić. Jak stąd wyjdę to nie wiem kiedy i czy wrócę, nie wiem czy ona będzie tu jeszcze wtedy pracowała, pytam więc czy jeśli to nie problem to czy może mi napisać na paragonie swoje dane personalne bo chciałbym wspomnieć o niej w mailu który mam zamiar napisać, że bardzo dobrze przyjęto moje uwagi.

    Dodałem że numer telefonu też tylko dla mnie bo chciałbym ją zaprosić na kawę. Uśmiechnęła się jeszcze piękniej niż za pierwszym razem i napisała numer.

    Koniec tej opowieści jest taki, że dostałem wreszcie tą swoją kanapkę, zrobioną osobiście przez moją przyszłą żonę bo zastrzegłem że z rąk tego pana na kuchni nic nie wezmę.

    No i bingo, szykuje się kawa z przyszła matką moich dzieci.
    Możecie dać z kilka plusów na odwagę.

    #namarinwuk #emigracja #zakochanywykop #rozowepaski #milosc #chwalesie

    Pardon za ewentualne błędy, na szybkiego pisałem na kolanie.
    pokaż całość

  •  

    Z okazji #walentynki życzę sobie i Wam drugiej połówki na całe życie (ʘ‿ʘ)
    #tfwnogf #tfwnobf #zakochanywykop

  •  

    Chujem wieje pod #zakochanywykop więc może ja naskrobie coś od siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ciężko w to uwierzyć, ale to 100% #truestory a nawet #coolstory . Chciałem kiedyś to opublikować jako anonimowe mirkowyznania, no ale skoro już jest okazja... Będzie długo, tldr: historia moja i mojego różowego... Ale ostrzegam - to nie będzie zwykła historia.

    Ja - młody, bogaty, przystojny... No dobra, młody wtedy chociaż byłem. Niczym więcej się nie różniłem od Mirków spod tagu #stulejacontent . No, może tym, że nie miałem konta na wykopie ( ͡° ͜ʖ ͡°) I ona - #rozowypasek , obiektywnie 8/10. Dla mnie ideał. Trafiliśmy na siebie przypadkiem - oboje chodziliśmy do technikum o tym samym kierunku, i oboje mieliśmy praktyki zawodowe w tym samym miejscu. Z racji tego, że byłem w tym samym miejscu i rok wcześniej, znałem dobrze miejsce i ludzi, dało mi to dużo więcej pewności siebie niż mam na co dzień.
    Spodobała mi się od razu. Fajnie się dogadywaliśmy, w czasie przerw tak kombinowałem, żeby zawsze usiąść obok niej, mając chwilę przerwy w pracy udawało mi się zorganizować z kuchni kawałek tortu gruszkowo-czekoladowego za którym przepadała, tylko po to, żeby móc oddać go potem różowemu na stołówce. W czasie pracy robiliśmy sobie wspólnie różne żarty itd. Jednym słowem - sielanka. Jednak praktyki chyliły się ku końcowi, trzeba było przenieść tę znajomość na grunt nieco bardziej prywatny. A to już dla rasowego piwniczaka niemały problem, prawda Panowie? Udało mi się od niej wyłudzić nr telefonu ("Ej, weź do mnie zadzwoń, bo telefon gdzieś zgubiłem - nic lepszego mi nie przyszło do głowy ( ͡º ͜ʖ͡º) ); i to by było na tyle...

    Wróciliśmy każde do swojej szkoły, minęło kilka tygodni. Wiedziałem, że jeżeli nie wykorzystam tego, że mam do niej nr telefonu, to pewnie nigdy więcej się nie zobaczymy... Najprostsze rozwiązanie? Napić się i "iść na całość" napisać sms, zadzwonić, cokolwiek. Tylko jeden problem... Ja wtedy nie piłem. W ogóle. Dla zasady. Dlatego też trochę potrwało zanim się przełamałem, i napisałem głupiego sms do swojej... no właśnie, kogo? Ale przełamałem się, napisałem coś banalnego w stylu "co u Ciebie" czy coś takiego, nie pamiętam już dokładnie. Zaczęliśmy ze sobą pisać, po kilku dniach się spotkaliśmy pod jakimś śmiesznym pretekstem : A wiesz, siostra ma urodziny niedługo, potrzebuję dla niej prezentu, nie pomogła byś mi czegoś wybrać? (To by się siostra zdziwiła, że ma urodziny pół roku wcześniej ( ͡º ͜ʖ͡º) ). Wszystko było na jak najlepszej drodze do tego, żebyśmy byli razem, nadawaliśmy na tych samych falach, po prostu oboje czuliśmy, że spotkaliśmy tą drugą połówkę... I w momencie kiedy czułem, że zaczyna się to przeradzać w coś poważniejszego niż gówniarskie zauroczenie pierwszym różowym z którym mam jakąś bliższą relację niż zwyczajne szkolne "Ej daj odpisać matmę", powiedziała mi... że ona jest Świadkiem Jehowy.
    Mi, który byłem od małego wychowany w wierze katolickiej, co niedziela chodziłem do kościoła, modliłem się rano i wieczorem, relację z Bogiem miałem naprawdę zajebistą, laska która mi się szczerze podoba mówi, że... JEST KURWA ŚWIADKIEM JEHOWY?! No to chyba jakieś jaja.
    Niestety, to żadne jaja nie były. To była szczera prawda...

    Spytacie pewnie "no i co z tego?". A no to z tego, że Świadek Jehowy nie może być w związku z osobą, która Świadkiem Jehowy nie jest. Ba, na dobrą sprawę nawet nie może utrzymywać jakiejkolwiek bliższej znajomości z taką osobą. Co jej za to grozi? Wykluczenie. A tego nikomu bym nie życzył. Tak w skrócie: Świadkowie Jehowy mają dwa razy w tygodniu swoje zebrania. Coś jak katolicy chodzenie do kościoła, ale dwa razy w tygodniu. No i na tych zebraniach wszyscy muszą być uśmiechnięci, radośni, okazywać sobie życzliwość, przytulać się itp. Na koniec zebrania pada ogłoszenie : " Anon Anonowski został wykluczony ze zboru Świadków Jehowy". I tyle. To jedno zadnie wystarczy, żeby WSZYSCY Twoi znajomi, CAŁA Twoja rodzina się od Ciebie odwróciła. Dosłownie. Rodzice wyrzucają Cię z domu, ci których do tej pory uważałeś za przyjaciół omijają Cię szerokim łukiem, na ulicy odwracają głowę gdy próbujesz powiedzieć im zwykłe "cześć". Tracisz wszystkich. Zostajesz sam. Sekta pełną gębą. No ale nie o tym ta historia, prawda? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ta wiadomość mną wstrząsnęła. Rozmawialiśmy o tym niejednokrotnie z różowym, i ona była zdania, że musimy zakończyć swoją znajomość - to nie ma przyszłości. Też to widziałem. Nawet kilka razy próbowaliśmy...
    To wszystko działo się w okresie Wielkanocnym. W Wielką Sobotę poszedłem do kościoła, najpierw na liturgię, a potem pierwszy raz w życiu zostałem na czuwaniu. To było... Coś niesamowitego, czego nie zapomnę do końca życia. Dobre 10 godzin w ciszy. 10 godzin ciszy i rozmowy z Bogiem. 10 godzin myślenia nad swoim życiem, dotychczasowym, i dalszym. Szczegóły pozostawię dla siebie, ale podczas tych 10 godzin, w pustym, ciemnym kościele nie raz płakałem, i nie raz się śmiałem jak pojebany... Podjąłem tej nocy decyzję - trzeba walczyć.

    Trochę skrócę naszą historię, i tak się już dość rozpisałem. Na początku próbowałem różówego przekonać, że mimo wszystko możemy być razem. Nie dało się. Teraz z perspektywy czasu widzę, że związek Świadka Jehowy z Katolikiem, czy przedstawicielem jakiejkolwiek innej religii nie ma sensu. Spróbowałem podstępu... Udałem, że w tego Boga katolickiego to ja właściwie to tak nie do końca wierzę, i chętnie im dam się "nawrócić" ( ͡º ͜ʖ͡º) Różowy koniowi spod ogona też nie wypadł, więc tak łatwo to nie przeszło... Ale po dłuższym czasie zgodziła się umówić mnie na "studiowanie Biblii" z jej znajomym Świadkiem. Od tego zaczynają wszyscy którzy chcą zostać Świadkami. Jak się okazało, tym znajomym był Starszy Zboru, czyli ktoś taki jak dla katolików Ksiądz. No i się zaczęło. Chodziłem na to spotkania z nim (zawsze było ich dwóch, on - i jakiś znajomy/znajoma, druga osoba co tydzień się zmieniała), gdzie studiowaliśmy nie Biblię (na co byłem przygotowany) ale... Ich jebaną żółtą książeczkę, która zawierała tylko odnośniki do Biblii. Oczywiście ich Biblii, i tak wyselekcjonowanych fragmentów, żeby uwiarygodniały wersję Świadków Jehowy.
    Robienie wody z mózgu level master. Serio. Gdyby nie wsparcie Boga, jestem pewien, że dzisiaj popierdalałbym razem z moim rozowym pod krawatem i z teczuszka w reku od drzwi do drzwi próbując Was nawracać na jedyną słuszną wiarę. W tym samym czasie spotkałem na swojej drodze ludzi, księży i świeckich, którzy pozwolili mi znaleźć odpowiedzi na wątpliwości, które Świadkowie Jehowy próbowali zasiać w mojej duszy. Przypadek? Nie sądzę... Obrałem następującą taktykę: Na spotkaniach, gdzie "studiowaliśmy Biblię" pilnie słuchałem, nie zadawałem wielu pytań, za to te pytania zadawałem mojemu różowemu. A pytań, i to bardzo szczegółowych, miałem całe mnóstwo - skoro starszy zboru nie potrafił wielu z nich wyjaśnić (do tego stopnia, że zaczął podejrzewać, że ja wcale ŚJ zostać nie chcę a na to nie mogłem sobie pozwolić), to mojemu różowemu też musiały dać nie mało do myślenia, zanim mi wytłumaczyła co i jak.

    Po dobrym roku takiej zabawy, różowy nie był już nic a nic przekonany do nauk Świadków Jehowy. Byliśmy razem od dłuższego czasu, ale trzymaliśmy to w tajemnicy przed wszystkimi jej znajomymi ŚJ, rodzicami... Żeby wszystkich przeszkód było mało, mieszkaliśmy po zupełnie przeciwnych końcach miasta. A miasto nie małe - stolica... Zawsze po spotkaniu odprowadzałem ją możliwie pod sam dom (tak, żeby nas jej rodzice nie zobaczyli), a ile razy musieliśmy biegiem uciekać przed kimś kto ją znał, żeby tylko mnie z nią nie zobaczył to nam nikt nie zabierze ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie jeden raz też wracałem od niej do domu na pieszo, jak nocny uciekł a nie chciało mi się półtorej godziny czekać na następny. Co to jest 41 kilometrów ;) Ot młodość, romantyzm...

    W między czasie skończyliśmy szkołę. Dwa miesiące szukaliśmy oboje pracy, znaleźliśmy mieszkanie które wynajęliśmy za nasze pierwsze pensje i zamieszkaliśmy razem. Różowy udawał cały czas, że mieszka z koleżanką, żeby tylko rodzice niczego... niczego nie podejrzewali? Nie, podejrzewali coś od dawna, ale nie mieli dowodów. Żeby mogli się do niej w ogóle odzywać...

    Tak nie przedłużając nie potrzebnie, bo się rozpisałem tak, że pewnie nikt tego nie przeczyta w całości: dzięki temu, że zamieszkaliśmy razem, różowy mógł przestać chodzić na te ich obowiązkowe zebrania. A ja ciągle mogłem drążyć, jak kropla wody w skale swoimi delikatnymi pytaniami o tą ich wiarę... Po mniej więcej pół roku, różowy otwarcie mówił, że Świadkiem Jehowy już nie jest. Po kolejnym roku, zaczęła się interesować moją religią - katolicyzmem. W Wielkanoc 2015 r. przyjęła nasz chrzest. Byłem jej ojcem chrzestnym... Tej samej nocy zostaliśmy oboje na czuwaniu. Tym razem przepłakałem już całą noc...

    Pół roku temu pobraliśmy się. Z jej strony nie przyszedł na ślub nikt - ale byliśmy na to przygotowani. Teraz jesteśmy młodym małżeństwem, i pomimo tego, że nie zawsze jest tak różowo jak byśmy chcieli, oboje wiemy, że nasze przeżycia nas niesamowicie połączyły...

    Czasem pusty śmiech mnie ogarnia, jak czytam jakieś gównowpisy spod tagu #zwiazki gdzie jeden Mirek drugiemu się żali, że jego dziewczyna to chyba go nie kocha, bo są już od dwóch miesięcy a ona mu jeszcze nie chce dać...

    Pewnie zastanawiacie się, czemu w takim razie w walentynki zamiast spędzać czas z żoną, opisuję historię swojego życia na jakimś portalu ze śmiesznymi obrazkami? A no bo romantyczny chciałem być za bardzo... Pamiętacie ten tort gruszkowo - czekoladowy o którym wspominałem na początku wpisu? Dzisiaj chciałem go zrobić różówemu w ramach bycia romantycznym na walentynki... Różowy od dobrej godziny siedzi w kiblu, więc z seksu dzisiaj raczej nici ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale i tak ją kocham ponad życie

    pokaż spoiler #religia #katolicyzm #swiadkowiejehowy
    pokaż całość

  •  

    Jak co roku: Bridget obejrzana, wino wypite.
    Dwudzieste trzecie, samotne walentynki uważam za zakończone. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #tfwnobf #walentynki #przegryw #zakochanywykop #gownowpis

    źródło: IMG_7355.JPG

  •  

    Mam swojego własnego żółwia ( ͡° ͜ʖ ͡°) @Rurzowy_Rzufff
    Poznaliśmy się przez... pastę o biedronce.

    pokaż spoiler której notabene rzufff nadal nie przeczytał. najgorzej.


    Spotkaliśmy się w ciemno, na jedną kawę. Z kawy zrobiły dwa przegadane dni (przeglądanie memów z gorących!) i tak jakoś zostało... Dzieli nas 250 km, połączył nas wykop.

    @wykop, dzięki bardzo!
    #oswiadczenie #zakochanywykop #walentynki #pokazpolmordy #pokazrozowegopaska #pokazniebieskiegopaska
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Kumpel mnie próbuje wyciągnąć na miasto na walentynki, a wy co nadal ręka? Nawet mi was nie żal ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #truestory #walentynki #zakochanywykop #tfwnogf #gownowpis

  •  

    Muszę drogie mireczki z tagu #tfwnogf się pochwalić.
    Walentynki to piękny dzień!
    @malina92 Powiedziała TAK!
    Cieszcie się naszym szczęściem!
    #zwiazki
    #chwalesie #slub #zakochanywykop

  •  

    Jestem 2/10, nigdy nie liczyłem na fajną dziewczynę. Umówiłem się z taką 2/10 loszką. I od tego czasu wszystko zmieniło na lepsze, bo teraz razem jesteśmy 4/20 i jest fajnie.
    #zakochanywykop #gownowpis

  •  

    No to ja dla odmiany zupełnie inny #zakochanywykop który mam nadzieję, że komuś da do myślenia, komuś może spocą się oczy, jest też #pomagajzwykopem

    TL;DR:

    pokaż spoiler @sorek oferuje pomoc @eishatt ale ta usunęła konto po fali hejtu i nie ma z nią kontaktu.


    Po lekturze tego wpisu Mirabelki tej od męża ćpuna i Czeczena, w którym pisała, że nie ma pieniędzy na wyjazd, od razu napisałem do @sorek na PW z sugestią, że może by jej pomógł, dziewczyna zdaje się być z tych, co potrafią uczciwie pracować. Odpisał tak (publikuję fragmenty PW za jego zgodą):

    Pomógł bym, ale ona raczej potrzebuje ludzi, miłości i spokoju teraz

    Odpisałem po jakimś czasie - przepraszam za wulgaryzmy, ja tak mam:

    Ty nie wiesz, czego ona potrzebuje. Może potrzebuje właśnie rzucić to wszystko w pizdu i zmienić otoczenie. Podejrzewam, że ona sama nie wie, co byłoby dla niej najlepsze.

    I tyle, sprawa zdawała się zakończona.

    Ale jak się okazało, zajęty @sorek nie miał do tego głowy w międzyczasie i napisał do mnie dopiero dzisiaj o pierwszej w nocy. Ja jeszcze nie spałem, bo kończyłem pewne zlecenie.

    @sorek do mnie pisze, że przemyślał sprawę i chce pomóc, tylko pojawił się problem - dziewczyna usunęła konto.

    Cytaty z moimi bluzgami w tej sprawie pisane z capslokiem do niego, pominę.

    Tak, eksplozja stulejarności, braku empatii i życia poza piwnicą - czyli w sumie nic nowego na Wykopie - spowodowały, że utracony został kontakt z tą dziewczyną, która dzięki Maćkowi mogłaby zacząć układać sobie życie od nowa.

    Tym razem niektórzy nie tylko sprawili przykrość obcej osobie. Tym razem doprowadzili do tego, że nie ma możliwości zaoferować jej pomocy na życiowym zakręcie. Mam nadzieję, że jesteście z siebie dumni.

    Prośby:

    1. Proszę o plusowanie tego wpisu, może jakimś cudem ona go przeczyta. Wtedy niech się skontaktuje z @sorek
    2. Proszę administrację @wykop o to, że jeśli wciąż macie adres mailowy, który podała przy rejestracji, o wysłanie jej krótkiej wiadomości z prośbą o kontakt do @sorek treść tej wiadomości napiszę w razie potrzeby. Nie wykluczam, że łamie to jakieś regulaminy czy coś, ale czasem trzeba być ponad przepisy, być człowiekiem.

    ***

    Mentalnej stulejarności nie mieści się to w głowie, ale ta dziewczyna, która popełniła ogromny błąd, ale go zrozumiała - ta dziewczyna znowu kiedyś się zakocha. I będzie kochała bardzo, tak bardzo, jak wielu z Was nigdy nie będzie kochanymi. Ona pokocha kogoś tak bardzo, jak ja kiedyś kochałem, ale koncertowo spierdoliłem sprawę, co nie przeszkodziło mi odchorowywać tej miłości przez jebane dwa lata mojego życia, gdy użalałem się nad sobą i za dużo piłem. To w tym czasie założyłem konto na Wykopie.

    Ale wyszedłem na prostą. I ona też wyjdzie. Ja jestem nieco starszy, niż średnia wykopowa, ale gdybym np. miał syna w jej wieku, życzyłbym mu takiej kobiety jak ona, która przeszła coś w życiu i naprawdę doceni miłość dobrego mężczyzny. Ona nie zdradzi, ona nie odstawi #logikarozowychpaskow Ona zostanie, gdy przyjdzie choroba albo wypadek, w przeciwieństwie do wypacykowanych księżniczek, które niejeden tu zna tylko w formacie JPG. Będzie kochała kiedyś całym swoim sercem i mam nadzieję, że jej mężczyzna, tym razem bez nałogów, to doceni i będzie ją nosił na rękach. Że z kimś kiedyś będą najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, żyjąc sobie gdzieś swoim na pozór niewyróżniającym się życiem.

    Jak pisałem, tak jak ona, ja też kochałem. I byłem kochany. Szalałem ze szczęścia, a później cierpiałem zwinięty w pozycji embrionalnej w rogu łóżka, słysząc przeraźliwą ciszę mieszkania po tym, jak wcześniej słyszałem na co dzień radosny głos i śmiech ukochanej. Ja tę dziewczynę rozumiem, bo sam popełniałem błędy.

    Ją i mnie ma prawo krytykować tylko ktoś doskonały, kto w życiu nie popełnił błędu.

    Ona popełniła ogromny błąd, ale wyciągnęła z niego wnioski. Nikomu nie życzę takiej fali hejtu za to, że uczy się na własnych błędach, jakkolwiek ogromne by one nie były. We wpisach tej dziewczyny zobaczyliście kawałek prawdziwego życia, które czasem bywa ohydne. Ale prawdziwe. Wobec czego niektórzy wylali na nią wiadro pomyj. Brawo.

    Przeglądając rozmowę z Maćkiem, coś zauważyłem - straciłem dziś bordo. Walentynki to chyba dobry dzień na taką zmianę. Moja aktywność raczej nie wzrośnie w najbliższym czasie, za dużo się u mnie dzieje. Bordo może wróci po tym wpisie, ale nie na długo.

    Wiem, że jest tutaj wielu normalnych, dobrych ludzi, którzy często się nie wychylają. To dzięki wam wciąż tutaj jestem i nigdzie się nie wybieram, zbyt dużo tutaj zawarłem cennych znajomości. Niejeden z Was mi kiedyś pomógł, czy to w sprawie konfiguracji routera, czy w sercowej i ja także staram się pomagać, chociażby na #anonimowemirkowyznania czasem, albo pomagając w inny sposób, bez rozgłosu. Los dał mi to szczęście, że jestem zdrowy i w swoim życiu spotkałem wielu wspaniałych ludzi. I za to staram się odwdzięczyć. To z myślą o takich ludziach w tym wpisie nieco się otwarłem, czego mam nadzieję nie żałować. Dzięki, że jesteście.

    #zwiazki #feels #oswiadczenie i za OP-ką: #mikromodlitwa
    #zalesie #depresja #truestory #rozowepaski #niebieskiepaski

    Na obrazku @eishatt w przyszłości z jakimś szczęściarzem.

    ***

    Kultura ma być pod spodem, bo będzie cenzura. Krytyka dozwolona, heheszki dozwolone, hejt nie.
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    Szykuje się ekscytujący walentynkowy wieczór ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #bukmacherka #ligamistrzow #pilkanozna #zakochanywykop

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Takie tam moto walentynki z autem które niedawno odebralem: Fiat 124 Spider Lusso :)

    #autowizja <- mój tag o testowaniu samochodów
    #walentynki #zakochanywykop #zwiazki #motoryzacja #samochody #fiat no i troche #mazda #mx5 pokaż całość

  •  

    Czas się trochę uzewnętrznić i dorzucić swoją historię do #zakochanywykop. Więc był rok 2003 maj - dość odległe czasy internet stały już miałem, komórki akurat nie bo za nokię 7210 którą sprzedałem kupiłem sobie BMXa. Moje życie w sumie wyglądało chyba jak typowa #stuleja. Jazda na rowerze do późnych godzin nocnych potem do 8-9 rano na kompie - czateria na interii i CS. Potem spanie do 15 i tak w kółko. Do 2003 roku - a miałem wtedy 18 lat nie spędziłem żadnego sylwka ze znajomymi, trochę się co prawda piło ale sylwek zazwyczaj przed kompem, doświadczenie z kobietami raczej marne.
    Kwiecień/Maj 2003: Kiedyś siedząc na czaterii zawiązała się gorąca dyskusja na temat muzyki. W moim sercu tylko #trance więc broniłem muzyki elektronicznej. Byłe też taki ktoś o nicku - nie wiedzieć czemu - MIERNIK który bronił hiphopu. Jakoś tak zaczęliśmy dyskutować i okazało się, że to dziewczyna o imieniu Beata z mojego miasta, która aktualnie przebywa w Niemczech u brata. Ogólnie z zagorzałej dyskusji o muzyce zaczęliśmy gadać o wszystkim i było całkiem przyjemnie. Wróciła do domu ale nie mieliśmy kontaktu, miała chłopaka który tańczył breakdance więc ogólnie nawet nie miałem żadnych myśli, że coś mogło by być ( ͡° ͜ʖ ͡°).
    Wakacje 2003: siedziałem jak zwykle nocą na czaterii no i pojawiła się znowu ona pod tym samym nickiem, znów była u brata i nie za bardzo miała co robić więc gadaliśmy sobie. Rozmowy były coraz dłuższe, coraz fajniejsze, coraz więcej o niej myślałem, jej też się podobało. Czekała na mnie aż wrócę z roweru a potem do rana rozmawialiśmy. Umówiliśmy się, że jak wróci do Polski to się spotkamy. Stres był niesamowity, prysznic brałem chyba z 3 razy, szorowałem zęby prawie do krwi pomimo tego, że wiedziałem że nie zrobię żadnego ruchu. Pamiętam nawet, że poszedłem sobie kupić koszulkę z mamą na miasto. Na drugi dzień kupiłem następną bo pierwsza była naprawdę lipna.
    Spotkaliśmy się w parku, w zasadzie nie wiedziałem jak wygląda bo nawet nie wysłaliśmy sobie fotek, ale jak szła z daleka to wiedziałem, że to ona. 175 cm wzrostu, długie nogi, długie włosy, czułem się bardzo dziwnie bo to było pierwsze tego typu spotkanie ( z dziewczyną). Trochę pospacerowaliśmy pogadaliśmy, okazało się, że do liceum chodzi z moją koleżanką z podstawówki - i nie wiedzieć czemu wpadłem na chujowy pomysł właśnie odwiedzenia tej koleżanki. Straciłem przez to pół spotkania czego tak naprawdę później żałowałem. Myślałem, że to by było na tyle. Krótko potem wyjeżdżałem nad morze z rodziną. W desperacji kupiłem komórkę - nokie 8210 byle tylko mieć z nią jakiś kontakt . W międzyczasie ona dostała szlaban na komórkę bo rachunek był spory (komórka była taty). Jak wróciłem z nad morza to jedyne o czym marzyłem to znów się z nią spotkać - choć wiedziałem, że to będzie dziwne - miała chłopaka, nawet znajomi i rodzina mieli trochę pretensje o tamto spotkanie - w sumie sam bym miał. Spotykaliśmy się tylko z jej inicjatywy, raz odprowadziłem ją na imprezę, było zimno więc dałem jej moją bluzę którą oddała mi przed samą dyskoteką. Wracałem do domu jak naćpany wąchając jej zapach. Za kilka dni znów się spotkaliśmy, ale od razu wyczułem że jest jakaś dziwna. Usiedliśmy na ławeczce w parku i od słowa do słowa powiedziała mi, że tak naprawdę nie jest szczęśliwa w swoim związku i że chyba zerwie z chłopakiem (zrobiła to chyba na następny dzień) - mój mózg w tym momencie eksplodował, choć nie mogłem tego okazać chciałem krzyknąć coś w stylu Jest kurwa! ale zacząłem ją pocieszać, radzić starać się rozwiązać problem i trochę ukazać męski punkt widzenia. W głębi serca czułem, że chodzi o mnie. Wiedziałem, że to moja szansa nie wiedziałem tylko co mam zrobić bo stulejka mocno. Tego samego dnia wieczorem w głowie miałem "kocioł".
    Wpadłem na genialny jak się okazało potem pomysł - wziąłem pusty zeszyt i zacząłem w nim pisać to co czuję, dosłownie wszystko. Postanowiłem, że może kiedyś jej to pokarzę. Kilka dni nie mieliśmy kontaktu. Czas mi mijał tak strasznie wolno, obok kompa położyłem stacjonarny telefon na 15 metrowym kablu od gniazdka. Nagle zadzwoniła, byłem pewien, że się umówimy ale tylko coś tam pogadaliśmy i zakończyliśmy rozmowę. Jak odłożyłem słuchawkę to myślałem jaki frajer jestem że nie poprosiłem o spotkanie. Nagle po kilku minutach znów zadzwonił telefon: Słuchaj a może miałbyś ochotę się jeszcze spotkać? To było jak zbawienie, praktycznie od razu wróciła mi energia i zacząłem się już szykować choć spotkanie miało być na drugi dzień. Poczułem też, że jeżeli nie dam jej tego zeszytu na jutrzejszym spotkaniu to moja szansa przeminie. Dałem jej zeszyt a ona mi w nim odpowiedziała. Okazało się, że ona czuła to samo choć rozwijało się trochę wolniej niż u mnie. Głupio było też od razu być w nowym związku więc, zaczekaliśmy trochę ukrywając nasze uczucia (aż 2 tygodnie). Potem zorganizowałem kolację u mnie w domu z romantyczną oprawą. Powiedziałem o tym, że chciałbym abyśmy już "zbili" szybę która nas rozdziela. Pierwszy pocałunek był dwa dni potem. I co śmieszne chciałem jej dać tylko "buziaka" w usta ale poczułem jej język muskający moje usta więc przysunąłem spowrotem głowę i zaczęliśmy się całować (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) Dla ciekawych stulejka pękła prawie 11 miesięcy później.
    Wracając do sposobu w jaki przekazałem jej to co do niej czułem, to było to naprawdę pomocne i towarzyszyło nam długi czas. Wymienialiśmy się tym zeszytem co kilka dni zapisując w nich wszystko co mieliśmy w naszych głowach. Myślę, że to tylko umacniało nasz związek bo mogliśmy tam przekazać to czego normalnie pewnie nie bylibyśmy w stanie podczas normalnej rozmowy. Takich zeszytów uzbierało się kilka i mamy je do dzisiaj pic rel. W tym roku będzie 5 rocznica ślubu a nasz syn będzie miał 4 urodziny.
    Wszystkim a w szczególności wykopowym #stuleja, życzę aby było im dane znaleźć osobę z którą będą czuć się szczęśliwi.
    #walentynki #walentynki2017
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Walentynki, walentynki, o dziewczyny pojedynki!
    Z okazji święta zakochanych mam pewną, romantyczną piosenkę, z którą czekałem specjalnie na tę okazję (。◕‿‿◕。)
    #codziennieinnamuzyka - koniecznie obserwuj wraz ze swoją drugą połówką, albo sam!
    #muzyka #gownowpis #walentynki #zakochanywykop

    źródło: youtube.com

  •  

    1) Bądź mną
    2) Zaproś dobrego kumpla na imprezę w piątek
    3) Jego różowa chora, nie chce iść ale puszcza go i życzy dobrej zabawy
    4) Dzwonię do niego że na imprezie jest jego stary ziomek do którego coś czuł w licbazie (nie oceniam)
    5) Kumpel wreszcie dociera na domówkę, pełno starych znajomych, pijaństwo motzno, nikt nie wraca na noc do domu a kumpel zamyka się na noc ze wspomnianym kolegą w schowku na szczotki.
    6) Różowa robi kumplowi awanturę - nie odbierał telefonów, martwiła się o niego i myślała że zasłabł w jakimś akademiku. Na szczęście wybaczyła.
    7) Niestety różowa znalazła paragon na prezerwatywy w kieszeni kumpla - okazało się że uczucie do jego ziomka nie zmalały
    8) „Anon! Po co kupowałeś prezerwatywy?! przecież pigułki biorę!” - Tłumaczenie, że to dla mnie nie pomogły, wyparłem się wszystkiego po pierwszym telefonie…
    9) Różowa tak bardzo wkurwiona
    10) Walentynki tak bardzo odwołane
    11) Związek tak bardzo rozjebany
    12) Beka z kumpla to dał sobie zapakować w dupala na walentynki a teraz płacze sam w pokoju i żali się na portalu ze śmiesznymi obrazkami

    #zakochanywykop #walentynki #truestory #przegryw #pdk
    pokaż całość

  •  

    Z okazji #walentynki #zakochanywykop, życzę wam pęknięcia stulejki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #nsfw #nsfwgif

    źródło: o-tak-jes-gif.gif 18+ (4.27MB)

Ładuję kolejną stronę...