•  

    5040 - 6 - 6 - 7 - 8 - 6 - 6 - 6 - 6 - 7 - 220 - 42 - 102 = 4618

    DPD z zeszłego tygodnia +

    Sobota
    Na początku tygodnia odezwał się do mnie @Mortal84, że prognoza pogoda na weekend jest optymistyczna i wybiera się na łódzkie gminobranie. Początkowo miałem po niego wyjechać tylko kawałek, ale okazało się, że do weekendu udało się zebrać całkiem niezłą ekipę, szczególnie jak na tą porę roku. Głównymi atrakcjami wycieczki był podjazd pod najwyższą górę łódzkiego i obejrzenie największego wykopu w Europie - wyrobiska Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie.
    Pogoda dopisała, trasa w większości bocznymi drogami wyszła nawet nie najgorsza - jednym słowem było super!
    Dzięki za towarzystwo: @edicsson @rdza @Mortal84 @fenter @sim_co @Zelazko_MPM i do zobaczenia!
    #zaliczgmine +1 (obecnie 332)
    #200km numer 5

    Poniedziałek
    W poniedziałek nie było czasu na dalszy wyjazd, więc postanowiłem nadrobić lokalne zaległości i odhaczyć znaleziony kiedyś na Google Maps parowóz. Przy okazji odkryłem bardzo fajne miejsce jakim jest bocznica kolejowa Łódź Olechów wraz z cmentarzyskiem lokomotyw. Polecam, bo miejsce ma swój klimat!
    #rowerowalodz

    Wtorek
    Dzisiejsza #100km do Zielonej Góry - co prawda nie tej przy zachodniej granicy, ale w tej też się nie udało zjeść pizzy #pdk. Wiało dzisiaj okrutnie, ale udało się zebrać wyjątkowo, jak na łódzkie warunki, dużo przewyższeń.
    #100km numer 22

    W tym tygodniu to już 422km!
    #rowerowyrownik #wykoptribanclub #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: mix.jpg

    •  

      kiedy pogoda dopisuje jak nigdy i sezon rowerowy ciągnie się w nieskończoność nie wiadomo kiedy odłożyć rower. Dzisiaj z pomocą w podjęciu decyzji przyszedł kierowca TIR-a, który przy wyprzedzaniu postanowił zakończyć manewr, gdy byłem w połowie naczepy. Na szczęście zahaczył mnie końcem naczepy przez co nie wpadłem do rowu i udało mi się utrzymać jakimś cudem równowagę. Akurat był zjazd więc prędkość była niezbyt mała - mogło się skończyć słabo, a skończyło tylko się na obdartej ręce. pokaż całość

  •  

    6967 - 304 = 6663

    Od jakiś 2 tygodni chodził za mną pomysł pojechania gdzieś dalej w ten weekend, ale czekałem do ostatniej chwili z wyborem celu na prognozę pogody. Jako, że miało nie padać i wiać z południowego-wschodu padło na Wilkowyje z serialu Ranczo.

    Wyjazd w sobotę o 2.40, temperatura w mieście około 5 stopni. Niestety gdy wyjechałem z Łodzi temperatura spada do 2 stopni i dodatkowo wiatr daje o sobie znać. Ale bez problemów udaje się dotrzeć do Rawy Mazowieckiej. Niestety dalej miałem w planie zaliczenie paru gmin do #zaliczgmine, więc wyznaczona droga zaczyna kluczyć. Droga poprowadzona na czuja, bo rzadko w tamtych rejonach bywa samochód Googla, okazuje się asfaltami o gorszej i jeszcze gorszej jakości. Niektóre fragmenty bywały tak dziurawe, że jechanie nawet 20 km/h nie było zbyt bezpieczne. Na szczęście obyło się bez zaliczenia większej dziury. Okolice Grójca witają mnie wschodem słońca i zaczyna jechać się znacznie przyjemniej, szczególnie, że wiatr trochę ustaje. W Górze Kalwarii dołącza @edicsson, która mimo nie najlepszej pogody postanowiła oprowadzić mnie po okolicy. I tak bocznymi drogami docieramy do serialowego Jeruzal. Krótka przerwa, fotka na ławeczce i ruszamy do kolejnej okolicznej atrakcji - pomniku złotego ułana w Kałuszynie. Od tego miejsca jedziemy już zdecydowanie pod wiatr, który bardzo mocno utrudnia jazdę. Docieramy do Mińska Mazowieckiego, gdzie robimy przerwę w McDonaldzie. Niestety @edicsson nie jedzie już dalej, więc dalej już samotnie do Warszawy. Jadę ścieżką rowerową średniej jakości, ale wydaje mi się to rozsądniejszym rozwiązaniem niż jechanie DK2, na której panuje bardzo duży ruch. Później trochę błądzenia po Warszawie i udaje się dojechać do Wilanowa, gdzie odbiera mnie żona, która akurat była tego dnia samochodem w Warszawie.

    Myślałem, że wyprawa na Koniec Świata będzie ostatnim większym wyjazdem w tym roku, dlatego ten wyjazd cieszy jeszcze bardziej. Ale trzeba szczerze przyznać, że już jest słaby okres na takie wypady - dzień bardzo krótki, a w nocy bardzo zimno. Ale przecież już prawie listopad - nie raz o tej porze roku leżał już śnieg.

    Wielkie dzięki @edicsson za towarzystwo - gdybym jechał sam pewnie gdzieś za Jeruzal wsiadłbym do pociągu.
    I do zobaczenia następnym razem, ale teraz już chyba rzeczywiście w następnym roku ;)

    #300km numer 2
    #zaliczgmine +23 (obecnie 331)

    W tym tygodniu to już 356km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    15736 - 101 = 15635

    Pozdrowienia w ten chłodny i mglisty #piatek z Piątku - środka Polski.
    Już niedługo #weekend :)

    #100km nr 21
    #zaliczgmine +1 (obecnie 308)
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #piatekpiateczekpiatunio

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    21631 - 250 - 7 = 21374

    Kolejna szalona wykopowa wyprawa, tym razem do Zielonej Góry na pizzę za pół ceny. Ale po kolei.
    Pizzeria w Zielonej Górze źle stargetowała swoją reklamę i @rdza na facebooku dostała informację, że każdy kto przyjedzie na rowerze dostanie 10% zniżki. Pada pytanie ile będzie zniżki jak przyjedzie się z Warszawy, odpowiedź, że 50% i już jest pretekst do wyjazdu na drugi koniec Polski. Do pomysłu dołączają koleiny rowerowi wariaci z wykopu i w piątek rusza wyprawa na pizzę.

    O 22 z Warszawy staruje #szosowawarszawa w składzie @rdza, @theDOG i ich znajomy, z Krakowa rusza reprezentat #rowerowykrakow @metaxy, a ze Śląska @Mortal84 z kolegą Piotrkiem. Ze względu na to, że z Zielonej Góry nie da się wrócić w żaden rozsądny sposób w sobotę wieczorem, a muszę być w niedzielę rano w domu postanawiam dołączyć do warszawskiej ekipy pod Łodzią i towarzyszyć do okolic Rawicza by odbić później na Wrocław na pociąg. Podobną trasę chce zrobić @edicsson, która przyjeżdża do Łodzi w piątek.

    A więc staruję około 2 w nocy z domu - niestety nie udało się przespać ani chwili. Temperatura około 6-7 stopni, więc nie jest źle. Ruszam odebrać @edicsson i razem ruszamy przez całą Łódź na wschodnie obrzeża, gdzie mieliśmy przechwycić Warszawę. Po drodze okazuję się, że warszawska ekipa ma opóźnienie, więc finalnie spotykamy się z nimi na Orlenie w Brzezinach. Z powodu problemów z lampkami następuje zmiana trasy na bardziej oświetloną, czyli jedziemy przez Łódź. Ponownie przebijam się przez Łódź - tym razem ze wschodu na zachód. Później przez Konstantynów do Pabianic, gdzie robimy krótką przerwę na Statoilu.

    Do miejsca zbiórki mamy jeszcze około 50 km i niestety duże opóźnienie. W okolicach Łasku wita nas wschód słońca, który udało się dość ładnie uchwycić na zdjęciach. W Zduńskiej Woli dołączają do nas @Zelazko_MPM i @sim_co z #rowerowalodz, którzy nie mogli spać i stwierdzili, że pozwiedzają stacje benzynowe w Łasku i Zduńskiej Woli. I takim 7 osobowym składem docieramy do Sieradza do McDonalda gdzie spotykamy znudzonych czekaniem pozostałych członków wyprawy.

    Szybki posiłek i ruszamy dalej - niestety @Zelazko_MPM i @sim_co wracają do domu. Mieli ochotę pojechać jeszcze kawałek, ale z powodu opóźnienia musieli już wracać do domu. Lecimy wiejskimi drogami pomiędzy polami. Na granicy województwa łódzkiego krótka przerwa pośrodku niczego na przebranie się - robi się ciepło i wszyscy pozbywają się długich rękawów i nogawek. Fajne są miny osób w przejeżdżających samochodach.

    Kolejny przystanek to jeden z celów pośrednich tej wyprawy - Koniec Świata. Musi być to jedna z większych okolicznych atrakcji bo od ostatniej wizyty @metaxy na dużym fragmencie trasy położono asfalt. Krótka przerwa na sesje fotograficzną i ruszamy dalej bo czas nagli. Później w Brzezinach, kolejnych tego dnia, przerwa pod sklepem na posiłek. Już wtedy szansę na dojechanie na 18.30 na pociąg do Wrocławia są niewielkie, ale ruszamy dalej.

    Docieramy do Ostrowa, gdzie robimy przerwę na stacji benzynowej. Podejmujemy decyzję z @edicsson, że nie jedziemy dalej bo nie ma już szans na dojechanie na czas do Wrocławia. @edicsson nie była w Kaliszu to postanawiamy łapać tam pociąg. Początkowo jedziemy DK25, ale ruch duży i brak pobocza powoduje, że zmieniamy trasę na boczne drogi. Jedziemy w ciszy i spokoju docierając do Kalisza. Udaje się kupić bilety na wcześniejszy pociąg - zostają tylko 2 godziny czekania, więc jest jeszcze czas na McDonalda i wizytę w Biedronce. Pociąg dociera z 20 minutowym opóźnieniem, a do Łodzi dojeżdża przed 20. Zostaje jeszcze tylko dojazd do domu z Widzewa. W domu nachodzi mnie ochota na tą pizzę z tematu wyprawy, więc postanawiam jeszcze zamówić sobie pizzę na lepszy sen ;)

    Dzięki wszystkim za kolejny fajny rowerowy weekend i do zobaczenia chyba już w przyszłym roku. A może pierogi w Szczecinie w sobotę ;)?

    Jeszcze podziękowania dla ekipy z #rowerowywroclaw : @cherrycoke2l @Dewastators i @villemo69

    #200km numer 4 w tym roku
    #zaliczgmine +7 (obecnie 307)

    W tym tygodniu to już 257km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    33064 - 658 = 32406

    Nad tę większą wodę, czyli o tym jak to pojechaliśmy nad morze "na raz".

    W sumie to nie liczyłem już w tym roku na nic dłuższego niż trzy przejechane czterysetki, a tym bardziej na poprawę życiówki. No ale w końcu mamy dopiero październik i pogoda jeszcze całkiem, całkiem.

    Dwa tygodnie temu @metaxy zaproponował zwieńczenie sezonu jakąś konkretną trasą. Wstępnie przystałem na ten plan. Im bliżej terminu, tym lepsze były prognozy. I to zarówno jeśli chodzi o temperaturę, jak i o wiatr. Bo co może być lepszego, niż jazda nad morze z wiatrem w plecy.

    Sobota, godzina 5.00 rano. Pobudka, kawa, śniadanie i o wpół do siódmej wyjeżdżam. Miał jechać ze mną kolega, ale zaspał. Później okazało się, że wyjechał z godzinnym opóźnieniem i jadąc naszym śladem, zrobił 500 km do Torunia. Też nieźle.
    Z Krakowa wyruszają @metaxy, @Cymerek i Adrian. Miejsce spotkania niedaleko Sędziszowa. Coś jednak poszło nie tak, bo okazało się, że zamiast 15 km różnicy w naszych trasach, jest 25 km. Dodatkowo krakusy skrócili drogę, żebym ewentualnie nie musiał na nich czekać. W efekcie to ja musiałem ich gonić przez 30 km...

    Na szczęście w miarę szybko udało się połączyć siły. Choć z samego rana temperatura spadała nawet do 2 st C, to zapowiadany południowy wiatr robił robotę. Było ciepło i pchało w plecki aż miło. Pierwszy postój zarządzamy sobie w jakimś wioskowym sklepie, ale kupujemy w zasadzie tylko picie, bo każdy z nas ma ze sobą pojemnik z makaronem. Świetna sprawa takie domowe jedzenie w trasie, a nie tylko opychanie się słodkościami.

    Kilometry wpadają jakby od niechcenia. Można wręcz powiedzieć, że jedzie się samo. Na postoju koło Andrespola dołącza do nas @mosci_K, który jechał już z nami dwa pierwsze dni tegorocznej wyprawy. W Łęczycy stołujemy się na Orlenie, przywdziewamy nocne ciuszki i wskakujemy na DK91, którą zamierzamy jechać do Torunia. Taki wariant trasy polecił nam @radoslaw-szalkowski z uwagi na mały ruch (wzdłuż krajówki biegnie autostrada A1) i szerokie pobocze. Idealna droga do jazdy nocą, polecam.

    Przed Toruniem spotykamy @Rivgen'a (z piernikami przyjechał, taki gość!), a już w samym mieście dołącza @tym11. Chłopaki oprowadzili nas na szybko po największych atrakcjach turystycznych, czyli panorama miasta, pomnik Kopernika i McD. Odpowiednio posileni ruszamy dalej naszą ulubioną krajówką. Pierwotna trasa zakładała od tego miejsca jazdę bocznymi drogami, ale nie wiedząc czego możemy się tam spodziewać, szczególnie w środku nocy, wybieramy bezpieczny wariant szerokiego pobocza i gładkiego asfaltu. Po kilkunastu km @tym11 skręca do siebie, ale @Rivgen ciśnie z nami do samego Gdańska.

    Noc mija spokojnie. Tu jakiś Orlen, tam McD i tak się jedzie nad to morze. Pomiędzy 4.00 a 6.00 rano tak mnie łamie, że oczy same się zamykają. Na szczęście, gdy tylko zaczęło robić się jasno, ponownie odżyłem. Za Tczewem dołącza do nas @Qardius (ten koleżka jechał już z nami i fotografował się nad morzem 6. dnia wyprawy), a przed Pruszczem Gdańskim łapiemy @WuERA. Dobrze mieć na podorędziu takich lokalsów, co to przeprowadzą przez miasto.

    A w samym już Gdańsku obowiązkowe zdjęcia na Westerplatte i na plaży. Nóg w wodzie niestety nie zamoczyliśmy, ale za to nasypało nam się piasku do butów. Gdy już zbieraliśmy się po sesji foto, przybył kolejny wykopek - @Wyrewolwerowanyrewolwer. Podczas powrotu do centrum łapie nas mżawka, która pod Fontanną Neptuna zamienia się w regularny deszcz. Schronienie szybko znajdujemy w Surf Burgerze, gdzie dołączają do nas jeszcze @piteerowsky i do niedawna krakus, a teraz gdańszczanin @louise_attack.

    Fajnie się siedzi w takim towarzystwie (albo śpi przy stoliku, jeśli ktoś woli), ale trzeba się zbierać na pociąg powrotny. Mój był przed 14.00, więc wychodzę jako pierwszy. @piteerowsky i @Qardius pomagają mi jeszcze dokręcić brakujące kilka km, a na dworcu melduję się kwadrans przed odjazdem.
    Pierwszy raz jechałem Pendolino. I zapewne ostatni. Dwie stówy za bilet to jednak nie jest cena na moją kieszeń. Ale fakt, że można w 5 godzin dostać się z Gdańska do Katowic jest niezaprzeczalnym plusem. Oprócz tego, że przez większość czasu byłem odcięty od sieci (jak żyć, gdy nie można na bieżąco odpisywać na komentarze na Stravie, ani wrzucić zdjęć do aktywności...), to nie spotkały mnie żadne z pociągowych nieprzyjemności, których doświadczyli @metaxy i @Cymerek.

    pokaż spoiler Pani od wózka cateringowego była tak ładna, że gdyby mi porysowała rower, to pewnie bym jej jeszcze podziękował.

    Punkt 19.00 melduję się na dworcu w Katowicach i nareszcie mogę odetchnąć normalnym, śląskim powietrzem.

    Życiówka poprawiona o ledwo 4 km, więc niedosyt pozostał. Brakuje mi tej siódemki z przodu, ale co się odwlecze, to będzie lepiej smakowało ;)

    Dzięki wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie i do zobaczenia przy okazji jakiejś kolejnej trasy.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #zaliczgmine (+31) #100km #200km #300km #400km #500km #600km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    43672 - 221 = 43451

    Miała być wielka wykopowa wyprawa do Poznania pod siedzibę wykopu - niestety wyszło jak zawsze, czyli o 7 ruszam z domu do Aleksandrowa, gdzie mieli dołączyć pozostali z #rowerowalodz. Temperatura 2 stopnie oraz szron na autach i łąkach nie napawa optymizmem. Pojawił się tylko niezawodny @Zelazko_MPM - mój najwierniejszy towarzysz wypraw rowerowych. Ruszamy o 7.40 w kierunku Uniejowa, gdzie robimy cafe stop na Orlenie wzbogacone o hot-doga.
    Długo zastanawiam się czy jechać samotnie dalej, ale ruszamy dalej i się rozdzielamy: @Zelazko_MPM do domu, ja na Poznań. Droga mija bez większych przygód - walka z zimnem i wiatrem, na szczęście w większości bocznym. Trasa dość monotonna i bez żadnych ciekawych rzeczy do obejrzenia. Za Pyzdrami, gdy wiem, że już dość dobrze stoję z czasem robię przerwę na Orlenie - i powtórka z Uniejowa, czyli kawa + hot dog w wersji mega. Przed Środą Wielkopolską nawiązuję kontakt z @kendi, który jest chętny na przeprowadzenie przez Poznań - chyba trochę jest zaskoczony, że jadę sam ;)
    O 17.15 mijam tabliczkę Poznań i udaję się w kierunku @kendi - czasu zbyt dużo nie ma do pociągu, więc szybki przejazd skrótami na dworzec. Później chwila rozmowy o pierdołach i zawiłościach dworca i czas udać się na peron. Pociąg wyjeżdża zgodnie z rozkładem, ale niestety po drodze łapie trochę opóźnienia i zaczynam się zastanawiać czy nie skorzystać z rad @Shishu i nie prosić obsługi o skomunikowanie przesiadki w Kutnie. Niestety nie doceniłem kolei - pociągi skomunikowały się same IC spóźnił się o 10 minut, a ŁKA o 5 minut :D
    Na Łódź Kaliską docieram po 23 i udaje się do domu zahaczając jeszcze o niedobitki Light Move Festival - w sumie to była dobra pora żeby zobaczyć wszystkie atrakcję bez tłumów.
    Niestety mój licznik po raz pierwszy nie zapisał mi trasy - może dlatego, że wie, że następca jest już w drodze.

    #200km po raz 3
    #zaliczgmine +10, aktualnie 300

    W tym tygodniu to już 221km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    46646 - 204 - 30 = 46412

    Pierwsza dwusetka zaliczona. Trasa z Gdańska za Iławę poszła gładko, m.in. dlatego, że na wyjeździe z Trójmiasta zgarnęła mnie bardzo sympatyczna ustawka "Babskie kręcenie". Prowadząca dziewczyna krzyknęła "-wsiadaj na koło!" i okazało się, że kolejne 60km do Malborka miałem podwózkę w 15-to osobowej grupie. Po obiedze w maku się rozstaliśmy i już solo wykonałem swój cel.
    #rowerowetrojmiasto #zaliczgmine +8

    W tym tygodniu to już 376km!
    #rowerowyrownik #100km #200km
    pokaż całość

  •  

    81605 - 190 = 81415

    Tour de Zamki, czyli Kraków po raz drugi

    Wyjazd z @Zelazko_MPM do Krakowa by pozwiedzać po drodze zamki na Szlaku Orlich Gniazd.
    Spotykamy się około 6 rano by pociągiem z Łodzi Fabrycznej wyruszyć do Radomska gdzie następuję właściwy start. Dosyć chłodno od rana, a dodatkowo teren płaski, więc tempo na początek całkiem niezłe. W Kłomnicach szybka przerwa na Orlenie na śniadanie: hot-dog + kawa. Następny przystanek już przy pierwszym z planowanych zamkach - zamku w Olsztynie. Szybka foto-sesja i nawiązanie kontaktu z @metaxy, który planował po nas wyjechać. I ruszamy dalej, odwiedzając kolejne zamki: Mirów, Bobolice, Ogrodzieniec, Smoleń. W Wolbromiu kolejna przerwa na orlenowskiego hot-doga i ruszamy już na ostatnie górki przed Krakowem. W okolicach Wielmoży łapie nas @metaxy i w ekspresowym tempie oprowadza nas po pozostałych atrakcjach, czyli odwiedzamy jeszcze Pieskową Skałę, Maczugę Herkulesa, Ojców i zamek w Korzkwi. Do tabliczki Kraków docieramy półtorej godziny przed odjazdem pociągu - niestety czasu jest już za mało, żeby udało się dokręcić do 200 km i coś zjeść. Jedziemy więc na Rynek Główny zrobić zdjęcie przy Bazylice Mariackiej, a później na bulwary po fotkę Wawelu. Po czymś dla ducha, czas na coś dla ciała - czyli wizyta w McDonaldzie. Czas się kończy, więc nasz przewodnik odprowadza nas na dworzec. Zostało już tylko 3,5 godziny w pociągu i o 23 melduję się w domu.

    Bardzo fajny wyjazd - udało się trafić z pogodą, udało się dużo zobaczyć. @metaxy dzięki za oprowadzenie po Krakowie - fajnie, że chciało Ci się po nas wyjechać; @Zelazko_MPM dzięki za towarzystwo i gratuluję życiówki - zarówno w dystansie jak i w przewyższeniach. Górki nie są takie straszne ;)

    #100km numer 20
    #zaliczgmine niestety tylko +4

    W tym tygodniu to już 190km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: SAM_1905.JPG

  •  

    164776 - 78 - 102 = 164596

    Tour de Złotów 2018
    Wypad z kumplami na Wielkopolskie wsie, trochę pokręcić, trochę naładować baterie, wyszło przepysznie. Szczególnie ciekawy drugi dzień, 60km lawirowania między burzami, po to by zmoknąć, przeczekać chwilę deszcz i ostatecznie wracać w słońcu :) Było ciężko, ale finalnie jestem bardzo zadowolony. I coraz bardziej wkręcam się w zbieranie gmin #zaliczgmine. W przyszłym tygodniu powinny wpaść kolejne, a w 2019 możliwe że w tej samej ekipie całe polskie wybrzeże.

    W tym tygodniu to już 346km!
    #rowerowyrownik #100km
    pokaż całość

  •  

    182138 - 113 - 283 = 181742

    W poprzedni poniedziałek pytając się o lokalizację zniszczonego przystanku w tym wpisie wywołałem spontaniczne zorganizowanie niedzielnej wycieczki do tego "słynnego" przystanku.

    SOBOTA
    Koło południa organizujemy z chłopakami z #rowerowalodz @sargento i @Zelazko_MPM odbiór @Mortal84, który postanowił przyjechać aż ze Śląska by zrobić sobie zdjęcie przy tym magicznym przystanku. Spotykamy się w Konstantynowie i wyruszymy do Wadlewa, gdzie czekamy na @Mortal84 i kolegę Piotrka. Następnie ruszamy zygzakami w kierunku Łodzi zbierając okoliczne gminy do #zaliczgmine.
    Kolega Piotrek miał wracać do domu pociągiem, a jako, że dobrze staliśmy z czasem to zrobiliśmy jeszcze małą wycieczkę po Łodzi w drodze na dworzec. W Biedronce niedaleko dworca kolega robi zakupy oraz oświadcza, że jednak wróci do domu na kołach. Więc rozstajemy się i wracamy w kierunku centrum, gdzie się rozstajemy, a ja z @Mortal84 kręcimy się w kółko po centrum, by @Mortal84 dokręcił do #300km. Ostatnie kilometry dokręca robiąc 10 kółeczek po parkingu Lidla w czasie gdy robię małe zakupy. Jest #300km więc można udać się do domu coś zjeść, wypić po piwku, ogarnąć się i iść spać by rano wstać.

    NIEDZIELA
    Pobudka o 4.30 i po szybkim śniadaniu zbieramy się na dworzec Łódź Fabryczna gdzie czeka na nas już @Zelazko_MPM. Ruszamy o 5.40 w delikatnym deszczu - niestety burza dawała o sobie znać, na szczęście jeszcze w oddali. Wyjeżdżamy z Łodzi bocznymi drogami zahaczając po drodze na szybkie zdjęcie przy wodospadzie. Niestety kawałek za Brzezinami deszcze zaczyna padać coraz mocniej, więc postanawiamy zatrzymać się na przystanku. Na nasze nieszczęście dogoniła nas burza. Odczekaliśmy ponad pół godziny jak przestanie się błyskać i grzmieć i ruszamy mimo dość intensywnego deszczu, który towarzyszy nam jeszcze przez dobre 20 km. Dojeżdżamy do Skierniewic i robimy postój w McDonaldzie. Pierwszy raz w życiu żałowałem, że w tej ulubionej restauracji kolarzy tak dobrze działa klimatyzacja. Podczas jedzenia @Zelazko_MPM postanawia zakończyć podróż i wrócić do domu pociągiem.

    Więc dalej ruszamy we dwójkę. Wyjeżdżamy ze Skierniewic i @Mortal84 narzuca zabójcze dla mnie tempo, więc tylko łapię się jego koła i jadę za nim. Później jeszcze krótki postój w Mszczonowie na uzupełnienie zapasów, w Tarczynie by zgadać się z @rdza i w Łosiu by zrobić zdjęcie z łosiem. Do Warszawy docieramy z około 30 minutowym opóźnieniem. Po drodze łapie nas @rdza z @theDOG, którzy odprowadzają nas na miejsce zbiórki z pozostałymi miłośnikami zniszczonego przystanku: @edicsson, @SnikerS89, @compadre. I takim 7 osobowym składem ruszamy ku Nadziei. Po drodze jeszcze postój u marszałka Piłsudskiego w Sulejówku i na lody. Po drodze dołącza jeszcze @fenter. I taka zacna ekipa dociera do przystanku, gdzie robimy wspólne zdjęcie. Chwilka na pogadanie i pośmianie się i trzeba się zbierać, bo zostaje mało czasu by zdążyć na pociąg. Rozdzielamy się i wracam wraz z @rdza, @theDOG oraz @Mortal84 do Warszawy. Już mocno opadłem z sił, ale na szczęście chłopaki mimo jazdy z #wmordewind nadawali dobre tempo i zdążyłem na pociąg - dzięki. Pożegnanie na stacji w Rembertowie i niestety nadchodzi koniec tego szalonego weekendu.
    Do domu docieram przed 22.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, w szczególności dla @Mortal84, bo może i ja zapoczątkowałem tą śnieżną kulę, ale myślę, że w dużej mierze on ją popchnął do przodu. Miło było poznać wszystkich, których znało się tylko z nicku na wykopie. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do spotkania się.

    #100km (numer 15)
    #200km (numer 2)
    #zaliczgmine +11

    W tym tygodniu to już 396km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #szosowawarszawa #wykoptribanclub

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    198746 - 12 - 12 - 12 - 127 - 12 = 198571

    Wpadła setka do Tczewa przez Żuławy i #zaliczgmine +2 #rowerowetrojmiasto

    W tym tygodniu to już 175km!
    #rowerowyrownik #100km

  •  

    202035 - 251 - 26 = 201758

    Gminobranie. Najpierw kilka brakujących na płd-zach. województwa śląskiego, a później jeszcze parę po drodze do Opola, skąd wróciłem pociągiem.

    Przez cały dzień upał niemiłosierny. O ile pierwsza połowa trasy w miarę z wiatrem w plecy, o tyle druga już tylko boczny albo w twarz. No i sam wiatr gorący, jak na Saharze. A wokół jedynie bezkresne połacie pól aż po horyzont. Żadnych drzew, żeby chociaż kilka minut w cieniu pojechać. Takie uroki opolskiego widać.

    Ciężka przeprawa. Woda z bidonów znikała w okamgnieniu, a czekając na pociąg czułem, jakbym zrobił ze 100 km więcej.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #zaliczgmine (+14) #100km #200km (nr 21)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: opole.jpg

  •  

    229973 - 120 - 100 = 229753

    Weekendowa wyprawa do Krakowa

    Pierwotny plan zakładał, że przejedziemy Wiślaną Trasą Rowerową ze Szczucina do Krakowa, ale z powodu wysokiego poziomu wody w Dunajcu w ten weekend nieczynne były promy. W sobotę wystartowaliśmy więc w Żabnie (koło Dąbrowy Tarnowskiej). Pierwsze ~20km jechaliśmy wzdłuż Dunajca trasą Velo Dunajec. A później WTR. Od Niepołomic jechaliśmy trochę Bursztynowym Szlakiem Rowerowym, a pod sam Wawel znów przy samej Wiśle.

    W niedzielę powrót. Tym razem zaliczyliśmy Puszczę Niepołomicką, a od Mikluszowic niemal najkrótszą drogą do Żabna (trochę Velo Metropolis).

    Wrażenia z wycieczki? WTR i w ogóle trasy poprowadzone koronami wałów mają swoje plusy, ale i minusy. Do tych pierwszych niewątpliwe trzeba zaliczyć idealny asfalt oraz brak samochodów i wbiegających pod koła psów. Minusy - nuda ( ͡º ͜ʖ͡º) brak cienia (co w upalny dzień dało popalić), brak atrakcji (nie licząc wypasionego MOR-a w Kopaczach Wielkich). Czyli trasa raczej do nabijania kilometrów aniżeli do zwiedzania (a to lubię najbardziej w turystyce rowerowej). Fajnie było przejechać ten odcinek WTR, ale nie sądzę, że tam wrócę. No, może w celu przejechania całej trasy (jeśli dożyję (╯°□°)╯︵ ┻━┻).

    Zaskoczeniem była dla mnie kładka na Rabie - myślałam, że takie rzeczy to tylko na Sanie (ʘ‿ʘ)

    Nie wypada nie wspomnieć, że z Krakowa wyjechał nam na spotkanie @metaxy (a więc który tag jest poprawny: #jechalemzmetaxym czy #jechalemzfaramko ?), no i jak się okazało po fakcie - na trasie minęłam też @Piaseczyniak.
    Może ktoś jeszcze nas widział w sobotę / niedzielę? Szóstka sakwiarzy w pomarańczowych koszulkach (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    No i wpadły nowe gminy! ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    #wyprawyrowerowe #zwiedzajzwykopem
    #rowerowyrownik #ruszdupe #100km #zaliczgmine +11
    pokaż całość

    •  

      @faramka: Mała ta Polska co nie? :)

      W sumie to mogłem zagadać do kogoś z ekipy czy jedzie z Wami "Faramka,ta z internetu" ;-)

      A jak sytuacja na odcinku Niepołomice-Kraków?
      Kolega od którego kupowałem rower poradził mi pojechać prawym brzegiem Wisły bo podobno z WTR na tym odcinku słabo.

    •  

      @Piaseczyniak: nooo, przekroczyliśmy co prawda Wisłę i kombinowaliśmy tym bursztynowym szlakiem, ale chyba mało kto tamtędy jeździ. Zobacz trasy (linki na początku wpisu).

      Heh, dopiero w niedzielę założyłam koszulkę z ksywą :)

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    242380 - 104 - 6 - 12 = 242258

    Wycieczka po Suwalszczyźnie - zaliczony pierwszy trójstyk granic Polski oraz wiadukty w Stańczykach.
    Nadspodziewanie dużo przewyższeń wpadło - nie spodziewałem się tego w tych okolicach.
    Przy okazji wpadło parę nowych gmin do #zaliczgmine oraz pierwsza wizyta w województwie warmińsko-mazurskim

    W tym tygodniu to już 122km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km (nr 12)

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    253126 - 54 - 12 - 13 = 253047

    54 - Green do domu Velo D12 - Olsztyn na zakazie.

    12 - włóczenie się po Warszawie.

    13 - z pociągu do domu.

    Podsumować można tylko w jedyny słuszny sposób - piękna to była wyprawa, nie zapomnę jej nigdy.

    Polecam każdemu taki sposób spędzenia wakacji, na tę chwilę chyba muszę przykleić swoim etykietkę „najlepszych wakacji w życiu”.

    Podsumowując Green Velo - polecam najbardziej południe i północ (odcinek Czeremcha - Węgorzewo). Ściana wschodnia jest mniej ciekawa, ale nadal jest dobrze. Niestety za Szczebrzeszynem ktoś miejscami miał fantazję w prowadzeniu szlaku i puścił go po strasznym terenie. Gdzieś za Chełmem robi się znowu normalnie. Za Bugiem z kolei zaczyna się ponownie sporo terenu, ale przynajmniej ma on sens (choćby przejazd przez Białowieżę, czy Biebrzański Park Narodowy). Za Augustowem aż do Gołdapii jest masa terenu, najczęściej podlaski szuter, momentami nieznośna tarka, a trafia się i piach. Jest ciężko, mimo to wart trudu zazwyczaj. Za Gołdapią kompletnie już nie mogłem pojąć co komuś przyświecało w prowadzeniu szlaku. Dałem sobie spokój ostatniego dnia i jechałem drogami. Właściwie to w Węgorzewie mógłbym już kończyć, bo dalej jedynie czerwona cegła i drzewa w skrajni. Nie wiem co jest na odcinku Lidzbark Warmiński - Elbląg, bo nie dojechałem do końca. Tak, czy inaczej optymistyczny plan zakładał koniec w Suwałkach.

    Z tymi wadami i tak jestem niezmiernie zadowolony z wakacji, jak i szlaku Green Velo. Warto jednak nie trzymać się go kurczowo i przygotować się wcześniej do wyprawy, ponieważ można sporo ominąć, np. Zamość, nie mówiąc już o miejscach na wyciągnięcie ręki, np. jezioro Wigry.

    Garść statystyk:
    * 11 dni, dzień 12 - na pociąg do Olsztyna,
    * pierwsze 5 dni z deszczem, pozostałe 6 (7) dni na sucho,
    * razem 1919 km, dzień 1 +10 km na pociąg, dzień 12 +79 km, w 12 dni pękło 2000 km,
    * średnio 174 km, najkrótszy dystans 150 km, najdłuższy 201 km,
    * razem 10540 m w górę, najwięcej jednego dnia 2077 m,
    * średnio 43 zł za nocleg, dziennie ~110 zł (jedzenie i nocleg),
    * zalicz gminę +138.

    Krótka legenda mapy:
    * czerwony kolor - szlak Green Velo,
    * zielony i żółty - moje jazdy,
    * niebieski i fioletowy - test przed wyprawą.

    W tym tygodniu to już 979km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #rower #greenvelo #podroze #podrozujzwykopem #zaliczgmine
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wyprawa.jpg

    •  

      @fenter: Jak ogarniałeś noclegi, namiot czy kwatery, jeżeli kwatery to czy ogarniałeś wcześniej czy na pałe? Sam się szykuje do czegoś dłuższego i powoli zaczynam zbierać informacje.

    •  

      @kapitantaca: nocowałem zawsze na kwaterach, jechałem bez namiotu, nawet śpiwora nie wziąłem. Ogarniałem je ujmijmy to w sposób pośredni. Dzień wcześniej robiłem plan dnia, gdzie będę jadł obiad oraz miejscowość do której chciałbym dojechać. Patrzyłem też wstępnie noclegi tam przez Google Maps. Szukałem ostatecznie i rezerwowałem w trakcie obiadu, na kilka godzin przed przyjazdem. Zazwyczaj udawało się za pierwszą próbą. Problem miałem na północy, bo zaczął się weekend i wjechałem w bardziej turystyczne tereny. pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    290364 - 108 - 208 - 129 = 289 919
    Witaj nowa edycjo!
    108 - mało emocjonująca trasa z Mietkowa do Strzelina, inspirowana głównie potrzebą poprawienia PR na hopce w Przemiłowie i odwiedzeniu gminy Piława Górna (jakoś niechcący dołączyłem do #zaliczgmine ;D). Na samej końcówce pod Strzelinem moknę do suchej nitki.
    208 - z przygranicznego Görlitz wyruszyłem w głąb Niemiec w poszukiwaniu asfaltów i nowych terenów. Trasę inspirowana heatmapą oraz chęcią zrobienia 200km. Przed 9 ruszam w kierunku niemieckich wiosek, które w większości były dość wymarłe, niemniej asfalty co najmniej satysfakcjonujące. Po trzech godzinach dojeżdżam do czeskiego Varnsdorfu, a następnie kieruję się na niemieckie kurorty w Górach Żytawskich - Jonsdorf, Luckendorf, Oybin. Jeszcze raz skaczę na czeską stronę, by bocznymi drogami dojechać do Zittau (Żytawa). Stamtąd już blisko na trójstyk granic, który jest dość uroczym miejscem. Znów do Czech, za Hradkien n/Nisou odwiedzam restaurację i tankuję pół litra kofoli. Jadę jeszcze nieco wgłąb Czech, ale za Chrastavą odbijam w kierunku granicy by finalnie zjechać do Bogatyni. Tamże bufet w Biedronce. Ostatni odcinek to droga do Węglińca - DW352 to jedyna droga do Zgorzelca - jedzie się fatalnie, wmordewind + spory ruch samochodowy. Szczęśliwie bez strat dojeżdżam do Zgorzelca, odbijam na boczne drogi i bez pośpiechu toczę się na stację w Węglińcu. Wyszło 2200 w pionie, nieco dało mi to w kość. Wnioski: omijać drogi typu A ( ͡° ͜ʖ ͡°), B i S, najczęściej są one mocno obłożone i mimo wysokiej kultury jazdy źle się jedzie, mimo że na heatmapie wszystkie się na czerwono świecą.
    129 - pierwszy raz (dopiero ( ͡° ʖ̯ ͡°)) w Karkonoszach na szosie. Towarzyszy @cherrycoke2l. Trasa niby niezbyt górzysta, ale 2000m w pionie weszło. Ruszyliśmy z Sędzisławia, a następnie przez Kamienną Górę, Starą Białka ( ͡° ͜ʖ ͡°), Miszkowice na Rozdroże Kowarskie. Dalej kierunek Rudawy, podjazd w Rędzinach dał nam w kość. Przez Miedziankę (tą, o której Springer pisał), Trzcińsko dojeżdżamy do bufetu w Kowarach. Po dwóch pączkach zjeżdżamy do Podgórzyna, gdzie wspinamy się do Przesieki i Borowic. Miał być jeszcze Karpacz, ale zostawiamy go na kiedy indziej ;d Spokojnie zjeżdżamy do Jeleniej Góry, tamże jeszcze raz bufet i pociąg.

    I pękło 6000km w tym roku ^^
    #rowerowyrownik #100km (nr 29 i 30) #200km (nr 4)
    pokaż całość

  •  

    77513 - 235 = 77278

    Wyprawa, dzień III, 2.06.2018

    Pobudka jak zwykle o 6.00, ale zanim zjemy śniadanie i zbierzemy dupy, jest już kwadrans przed ósma. Ukraińców dawno nie ma, więc do wyjazdu mamy cały hotel dla siebie.

    Z miasta wyjeżdżamy na zachód, a w Piorunowie, gdzie odbijamy na północ, zaliczamy pierwszą tego dnia atrakcję turystyczną w postaci pałacu. Dalej przez kilkanaście km jedziemy drogą prostą, jak od linijki. Na śladzie trasy wygląda, jakby ktoś zapomniał wyłączyć pauzę. Po drodze dogania nas @sim_co, którego poznaliśmy dzień wcześniej, a teraz towarzyszy nam do Ozorkowa.

    W miejscowości Piątek, która uchodzi za geometryczny środek Polski, cykamy obowiązkowe zdjęcie z pomnikiem. On sam jakiegoś wielkiego szału nie robi. Można było się bardziej postarać.

    Z kolei zamek w Oporowie bardzo nam się spodobał. Klimat było czuć już od samego wejścia na teren parku, głównie za sprawą setek kraczących wron i fosy zielonej od glonów.

    Mimo iż od Kutna, w którym planujemy nocleg, dzieli nas ledwie kilkanaście km, musimy pojechać jeszcze sporą pętlę na wschód, zahaczając ponownie o Mazowsze. I nieważne, że drogi przypominają tarkę, #zaliczgmine ma tutaj priorytet. Ale każdy z grubsza wiedział na co się decyduje, więc zażalenia jeśli już, to tylko do siebie.

    Przez cały dzień nie forsowaliśmy jakiegoś specjalnego tempa, bo @metaxy'ego zaczęło boleć prawe kolano. Tak jak to mówią - po trzydziestce, to już nic tylko dzwonić po śmieciarkę.

    Co do samego noclegu, to mamy go w pokojach nad pubem dla motocyklistów. Właściciel bardzo wyluzowany, z głośników leci coś w stylu "rapapara, miała ryja jak kopara", a pokoje standardem zatrzymały się w późnym PRL-u. Robimy zakupy na rano, w pubowym barze jemy po burgerze i do spania.

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1612675458

    #mortalszosuje - mój tag.

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 9)
    pokaż całość

  •  

    84279 - 370 - 233 - 103 = 83573

    Czwartek
    Start wyprawy @metaxy "dookoła" Polski jak zawsze zaczyna się do Warszawy. W tamtym roku towarzyszyłem i w tym roku też postanowiłem, chociaż @metaxy nie ułatwił zadania, bo wyznaczona trasa przebiegała dalej od Łodzi niż w roku ubiegłym. A więc wyjazd o 3 rano z Łodzi by samotnie przejechać ponad 150 kilometrów, przez Tomaszów Mazowiecki, Opoczno i Końskie, w okolice Skarżyska Kamiennej. Na szczęście wszystko szło bez problemów i do Suchedniowa, gdzie planowany był postój w najlepszej restauracji dla kolarzy, czyli McDonaldzie, dotarłem przed ekipą z Krakowa, więc mogłem się powoli toczyć w ich kierunków obserwując tracking na #endomondo. Oczywiście spotkania z @metaxy na trasie nie zaczynają się od cześć, a od sprintu powyżej 40 km/h - tak było w tamtym roku i tak było teraz.
    Docieramy do McDonalda gdzie w końcu można się przywitać i poznać nowe osoby - a peleton w tym roku okazała się naprawdę okazały - było ponad 20 osób. Gdy wszyscy się posilili ruszyliśmy dalej z krótkimi przerwami na stacjach w celach uzupełnienia bidonów. Za Radomiem podczas jednego z takich postojów dojeżdża #szosowawarszawa w składzie @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek. Ruszamy dalej do Warki gdzie czeka @rdza - po krótkim postoju lecimy już bez postojów do Warszawy by zdążyć na pociągi. Po drodze w okolicach Gassów dołącza jeszcze @negrobella - szczerze powiedziawszy nie wiem o co chodzi z tymi zachwytami z Gassami. Szybki przejazd ulicami przez Warszawę i docieramy pod Pałac Kultury. Udało się bez problemów zdążyć na pociągi.
    Pozdrawiam wszystkich z #rowerowykrakow @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @banan77 @mihal34 @Wilier @pe__pe @Mortal84 oraz @baczy i @mosci_K - na pewno wszystkich nie wymieniłem za co przepraszam pominiętych.
    Powrót pociągiem i około 22 melduję się w domu.
    Rekord życiowy poprawiony o ponad 80 kilometrów, a przy okazji rekordy życiowe w czasie przejazdu dla 50km, 50mil, 100km i 100mil.

    Piątek
    Start po 7 na dworzec Łódź Widzew by odebrać @Dewastators, który przyjechał pociągiem z Wrocławia, by potowarzyszyć chłopakom podczas ich wyprawy. Ruszamy przed 8 i planujemy przechwycić ekipę w Skierniewicach - czasu mamy dużo a @Dewastators chce zobaczyć trochę okolic, więc jedziemy bocznymi drogami po pagórkach zahaczając między innymi o kolejkę wąskotorową w Rogowie. W Skierniewicach mały postój na jedzenie i uzupełnienie zapasów i jako że mamy zapas czasu postanawiamy ruszyć do Bolimowa, gdzie czekamy na @metaxy. W sześcioosobowym składzie @metaxy @Mortal84 @Cymerek @mosci_K @Dewastators i ja ruszamy dalej fotografując po drodze parowóz i czołg w Skierniewicach, czołgi i samolot w Lipcach Reymontowskich i dalej przez Głowno, Stryków i Zgierz do Aleksandrowy, gdzie czekają pozostali z ekipy #rowerowalodz: @Zelazko_MPM @sargento i @sim_co. I takim 9 osobowym peletonem docieramy do Konstantynowa, gdzie chłopaki mają nocleg. @sim_co odprowadza @Dewastators na pociąg do Pabianic, @Zelazko_MPM towarzyszy @mosci_K do Lutomierska w jego drodze do domu, a ja z @sargento wracamy do Łodzi.

    Niedziela
    Wyjazd pociągiem o 5.21 do Kutna, by odprowadzić kawałek @Cymerek, który kończył wyprawę i wracał pociągiem z Warszawy do domu. Po 7.30 żegnam się z @metaxy i @Mortal84 i z @Cymerek ruszamy w kierunku Łowicza. Jechaliśmy spokojnym tempem +30km/h gadając i obserwując burzowe chmury po lewej strony. Jeszcze szybki postój w Maurzycach na zdjęcie z pierwszym na świecie spawanym moście stalowym i docieramy na Orlen w Łowiczu, gdzie łapie nas burza. Ponad godzinę musieliśmy przeczekać na stacji jak przestanie grzmieć i błyskać. Jako że czas naglił postanowiłem jechać już w kierunku domu pomimo deszczu, więc żegnam się z @Cymerek i ruszamy w swoje strony.
    I zaczął się koszmar - po zmianie kierunku wiatr który pomagał wcześniej zmienił się na #wmordewind, dodatkowo przez pierwsze 15 km padało, czasami też grad. Gdy przestało padać i udało się złapać jakiś rytm jechania złapałem kapcia przed samym Strykowem. Do wszystkich zainteresowanych - teraz opona jest założona zgodnie z kierunkiem ;) Później już tylko pagóreczki i melduję się zgodnie z zakładanym planem o 13.30 w domu na obiad.

    Jeszcze raz dzięki wszystkim za mój najlepszy rowerowy weekend w życiu - i liczę, że uda się chociaż z niektórymi spotkać w najbliższej przyszłości.

    P.S. chyba mogę dodać #jechalemzmetaxy

    600km w 2 dni

    #300km - numer 1
    #200km - numer 1
    #100km - numer 10

    #zaliczgmine - wpadło 31 nowych gmin

    W tym tygodniu to już 706km!
    #wykoptribanclub #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: YDXJ0245-01.jpeg

  •  

    206516 - 119 - 5 = 206392

    wczorajsza wycieczka #rowerowalodz w towarzystwie @sargento i @Zelazko_MPM do Kalisza - w tamtym roku się nie udało, a teraz obyło się bez większych problemów i w niezłym tempie.
    Przy okazji pierwsze w tym roku #zaliczgmine +3 oraz #100km numer 4 w tym roku

    @wspodnicynamtb w końcu udało się przetestować spodenki i trochę różnicy na plus jest w porównaniu do decathlonowskich 500. Ale muszę się przyzwyczaić do tej grubszej wkładki.
    Więc przy okazji polecam wszystkim #contourcycling!

    #wykoptribanclub #rowerowyrownik #100km

    W tym tygodniu to już 184km!

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    207461 - 41 = 207420

    #zaliczgmine #chmielnik

    Statystyki:

    Dystans: 41 km
    Wertykalnie: 927.602m(↑471.324m/↓456.278m)
    Czas: ◷01:49:04
    Średnie tempo: 2:39 min/km
    Średnia prędkość: 22,60 km/h
    Kalorie: 1632 kcal

    W tym tygodniu to już 41km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    208603 - 107 = 208496

    Dalsza część majówki, tym razem odcinek Bydgoszcz - rodzinna miejscowość dziewczyny na Kujawach.

    Pod Toruniem z powodu objazdu zaliczyłem ok. 5km szutru, chwilę później czułem już bicie rozciętej opony. Na szczęście dotrwała do końca.

    Z pozytywów wiatr pomógł zrobić średnią 29km/h, wyrobiłem się w 4h brutto. Do tego #zaliczgmine +6, na poprzednim odcinku zapomniałem, a było +11. No i zaczął sie sezon na bez! :)

    W tym tygodniu to już 285km!
    #rowerowyrownik #rowerowetrojmiasto #100km
    pokaż całość

  •  

    209861 - 4 - 5 - 102 = 209750

    Majowe Gran Fondo zaliczone (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    Spontanicznie zapakowaliśmy się z niebieskim do pociągu i wywieźliśmy do Przeworska. Stamtąd powrót do domu na rowerach.
    Po drodze: kopiec Jagiełły w Jagielle, pałac w Sieniawie, cerkiew w Piskorowicach, zalew w Ożannie, Italser w Łazowej, miejscowość o jakże wymownej nazwie KUSTRAWA z całkiem fajnym podjazdem, no i na koniec lody u Suchojada.

    pokaż spoiler Decyzja o wycieczce zapadła na podstawie prognozy pogody dot. kierunku wiatru - wiało mocno z południa (✌ ゚ ∀ ゚)☞


    #rowerowyrownik #ruszdupe #100km #zaliczgmine +1 (Sieniawa)
    pokaż całość

    źródło: zprzeworska.jpg

  •  

    215854 - 512= 215342

    Piękny Wschód 2018 31/101 OPEN

    Pierwszy raz startuje na maratonie tego typu. Piękny Wschód to jedna z pierwszych możliwości uzyskania kwalifikacji do maratonu Bałtyk-Bieszczady Tour 1008 km. Wybrałem tą imprezę bo mam najbliżej i jest dość tania. Jest to trzecia edycja imprezy.
    Start mojej grupy jest o 8:30, pojawiam się na starcie odpowiednio wcześniej, chowam tracker w framebag i ustawiam się na starcie. Zaraz po starcie grupa traci jednego. Po kolejnych kilometrach tracimy trzech kolejnych. Dość cisnięte było mimo jazdy pod wiatr. Kolega z numerem 256 i ja ścigaliśmy grupy które wystartowały wcześniej. Mieliśmy kilka osób. Dogoniliśmy jedna mocna grupę z którą jechałem do 100km. Trafiła się górka i mi odjechali.
    PK1 Krasnystaw był na 108km, dojechałem do punktu i Ci się już zbierali. Tutaj orientuję się, że dalsza droga będzie solo, nie pomyliłem się :) Na PK podbijam książeczkę. Przydział jedzenia: żurek, cebularz, banan, baton, izotonik, woda 0,5l. Poprawiam siodełko, jest 2 mm za wysoko. Do PK2 Hrubieszów 172km jest dalej w niesprzyjającym wietrze. Wieje raz w czoło raz z prawej. Trafił się nawet odcinek z okropnie kiepskim asfaltem. Było tego pewnie z 10km, zaraz przed Hrubieszowem. Nie ułatwiało jazdy, łata łatała łatę która łatała innąłatę, pieknie to wygląda, okropnie się jedzie. Na PK ciepłe leczo, banan, żele, izotoniki i woda.
    Droga na PK3 to najgorszy odcinek. Nie żeby był kiepski asfalt, zaczęły się górki. Jakoś mi to poszło i pojawiam się na PK3 Józefów 258km. Przydział jedzenia: kanapka, baton, banan, izotonik, woda 0,5l. Na tym punkcie zrobiłem sobie z 30 minut przerwy. Po czasie stwierdzam, że to się przydało i procentowało później na trasie.
    Kolejny odcinek to droga do PK4 Janów Lubelski 336km. Moim zdaniem najgorszy odcinek z całej trasy. Odcinej w dużej mierze przez lasy i wsie. Ściemniało się, wsie zamierały, zostawłay jedynie skupiska pijących panów przy sklepach. w jednym miejscu nadziałem sie na dwa obudzone psy. Zaczęły mnie gonić, ja na wysokie obroty i krzyczę, nie odpuszczają. Po kilkunastu metrach musiały odpuścić, miałem juz ponad 45km/h, dobra ta adrenalina, nie trzeba łykać tabletek z kofeiną. Dobry też był odcinek przez Park Lasy Janowskie, zero oświetlenia ulicznego, tylko moja lampka. W oddali, ani z przodu, ani z tyłu żadnego światełka. Kompletna ciemność. Jade w nadziei, że żadne zwierze mi nie wybiegnie pod koła. Dojazd do PK4 to było wybawienie i zaczęła się juz dobra jazda. Na PK dostałem: filet z kurczaka kaszą pęczak i sałatką, baton, banan, izotoniki.
    Drogi do PK5 Żółkewka 404km nie pamiętam, jakoś za szybko przeleciało. Nie żebym jechał jakoś bardzo szybko, chyba dlatego, że było w miare płasko. Jedynie przed samym PK zaraz za rondem wyrósł podjazd 8%. Na PK spędziłem mało czasu, może z 10 minut. Złapałem banana, batona i izotonik. Napiłem się ciepłej herbaty i ruszyłem dalej. Pod koniec drogi na PK6 Dąbrowa 467km mylę trasę i kieruję się na Orlen w Łęcznej a nie kilka kilometrów dalej w Dąbrowej.
    Do PK6 dojechałem jako jeden z ostatnich. Zdobyłem pieczątke w książeczkę, złapałem banana i batona. Punkt stał przy budynku stacji paliw. Obsługa trzęsła się z zimna. Siedzieli przy może 5 stopniach. Było im chyba zimniej niż nam :) Widzę, że zbiera się do jazdy grupa czterech, może pięciu gości. Nie wiem co mnie tknęło żeby jechać z nimi, na PK stałem może 3 minuty. Nic jadę. I tutaj kolejna dziwna akcja z mojej strony. Nie wiem czemu, ale tempo grupy mi nie pasowało, chyba wolałem sam skończyć tej wyścig. No to dawaj, atakuję sam, 40km do mety, no debil. No i jak już się porwałem to chciałem to pojechać już do resztek sił. Starałem się cisnąć ile się dało. W pewnym miejscu grupa zaczęła mnie doganiać. To mi dawało większego powera. Dobrze ze było raczej z górki to jechało się super. Pod koniec mgły, zimno, brak wiatru, pieknie. Na PK Meta dojeżdzam o 5:37, czyli po 21 godzinach i 7 minutach. Po minucie dojeżdza pierwszy z grupy przed którą uciekałem, po kolejnych 5 dojechali pozostali.
    Wnioski i przemyślenia układam w głowie. Jedynie co warto zaznaczyć, to to, że najważniejsze było jedzenie, lekkostrawne, batony dało się zjeść, jedzenie podczas jazdy na rowerze w odpowiednich chwilach i dużo nawadniania. Trasa łatwa nie była ze względu na pofałdowanie, ale truda też nie. Moja forma mnie zaskoczyła, celowałem w 24h a wyszło znacznie lepiej. To tyle... Aha, no tak, mam kwalifikację na BBT 2018, w sumie po to się tak zmęczyłem.

    Więcej zdjęć na stravie.

    W tym tygodniu to już 512km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #500km #zaliczgmine +40
    pokaż całość

  •  

    247658 - 30 - 12 - 12 - 123 = 247481

    30 jeszcze z niedzieli, w tygodniu tylko jeden dzień pracodomów.

    No i zwieńczenie - wczorajsze 123km przy silnym wietrze i z kumplem romantykiem, który ma gdzieś licznik, stravę czy... biegi. Przejechał dystans no nowo kupionym singlespeedzie.

    W tym tygodniu to już 177km!
    #rowerowyrownik #rowerowetrojmiasto #100km #zaliczgmine +3 pokaż całość

  •  

    262681 - 71 - 101 = 262509

    Rowerowy weekend (⌒(oo)⌒)
    W sobotę wycieczka samochodowo-rowerowa w celu zdobycia nowych gmin - okolice #lezajsk i #przeworsk. Bilans: +9 #zaliczgmine (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) Na trasie m.in. Villa Carpatia (ale nie TA) oraz koń, który przybił gwoździa.
    W niedzielę kręcenie się po okolicy #stalowawola, a po drodze m.in. parada straży wielkanocnych (Turki 2018), odnalezienie tajemniczego pomnika nad Sanem, instalacja do pozyskiwania soku z brzozy, no i grill (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    #rowerowyrownik #ruszdupe #100km
    pokaż całość

    źródło: weekend.jpg

  •  

    269425 - 67 = 269358

    https://www.endomondo.com/users/11586494/workouts/1101072165

    Dodatkowo #zaliczgmine #boguchwala #czudec #glogowmalopolski i #swilcza

    Statystyki:

    Dystans: 67 km
    Wertykalnie: 1802.709m(↑905.543m/↓897.166m)
    Czas: ◷03:16:00
    Średnie tempo: 2:55 min/km
    Średnia prędkość: 20,56 km/h
    Kalorie: 2403 kcal

    W tym tygodniu to już 181km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    297518 - 303 = 297215

    Świnta, świnta i po świntach.. Gminobranie.

    Czas było wrócić ze świąt do Krk, więc o 5 rano we wtorek pobudka. Brat podrzucił mnie samochodem do Rzeszowa i ciut po 7 śmigam w kierunku na Łańcut - krajówką, bo od czasu otwarcia A4 aż do Ukraińskiej granicy w zasadzie wszystko porusza się autostradą właśnie.

    Pierwszy dzień jako takiej słonecznej pogody, wiatr początkowo nawet sprzyjający. Chłodniej niż w Krk, bo maks było pewnie koło 12 stopni, ale nadal to już fajne wiosenne warunki.

    Z Łańcuta przez Leżajsk cisnę na Tarnobród i wracają wspomnienia z wszystkich dotychczasowych wypraw dookoła Polski. Lubelskie ma równie tragiczne drogi co Lubuskie czy Dolnośląskie, ale przynajmniej nie ma bruków. Niemniej jednak w drogach kratery, a i nie idzie rozpoznać gdzie jest łata, a gdzie właściwy asfalt. Pod Biłgorajem jadę ulicą Spokojną, od której podnosi mi się ciśnienie. Piasek zalany wodą, cegłówki, ogólnie syf.

    Niedaleko Zwierzyńca zaczynają się fajniejsze tereny i Roztoczański Park Narodowy - naprawdę fajne tereny i o dziwo nawet miejscami lepszy asfalt. Tam też wieje #wmordewind już prosto w ryjek, a wieje coraz mocniej jak to zwykle ciut popołudniu.

    W Józefowie idealny przykład polskiej szkoły budowania DDR, czyli kończenie tegoż na każdym skrzyżowaniu - nawet przy wyjeździe z bramy cmentarza, gdzie raz na tydzień przejedzie karawan...

    Cisnę dalej na południe w kierunku na Sieniawę i Przeworsk skąd mam pociąg. Po przekroczeniu granicy województwa i mam ochotę ucałować podkarpackie asfalty. W Przeworsku okazuje się, że jak zepnę tyłek to zdążę pojechać do Łańcuta i dzięki temu uda się przekroczyć #300km.

    No i udało się jakieś 10min przed odjazdem pociągu. Za podróż do Krk życzą sobie 33zł + 9.10zł za rower. A warunki? Jak na zdjęciu... 2.5h pod kiblem i na stacji w Rzeszowie już mam tam 3 towarzyszy. Cały pociąg jadący do Szczecina zapchany ludźmi i na korytarzu pełno od Rzeszowa. To musiała być wspaniała podróż dla tych jadących dalej.

    Strava

    O 23 w Krk, zebrałem 18 gmin do #zaliczgmine co daje 2175/2479. Ogólnie niezła forma. Początek kwietnia, a już jedna 400km i dwie 300km. W niedzielę szykuje się kolejna.

    W tym tygodniu wrzucę trasę na kolejną wyprawę cobyście mi podrzucili atrakcje, uwagi i jak zwykle rozpocznie się żebranko o nocleg.

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 2) #metaxynarowerze #rower
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.04.03-full.JPG

  •  

    309449 - 420 = 309029

    Sezon wycieczek długodystansowych uważam za otwarty, czyli urodzinowa trasa @metaxy'ego.

    Miało być 300 km na 30. urodziny wspomnianego jegomościa, ale wszyscy dobrze wiemy, jak to jest. Trzeba po drodze pozaliczać gminy i nagle robi się 370 km. A tego już nie można tak zostawić, bo co to za liczba. Dołóżmy zatem do równego. Później po drodze jeszcze jakieś objazdy i inne atrakcje, i finalnie wychodzi to co wychodzi. Nie żebym narzekał z tego powodu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Pobudka o północy po całych dwóch godzinach "snu". Trzeba coś zjeść, ogarnąć się, wypić kawę i o 1.00 wyjeżdżam. Początkowo temperatura tylko nieznacznie poniżej zera, lekki wiaterek w plecy, więc jedzie się dobrze. W Trzebini Garmin pokazuje mi już jednak -5.5 st. i wiem, że noc na "ciepłą" się nie zapowiada.

    Miejsce spotkania mamy wyznaczone na tankszteli na obwodnicy Olkusza. Docieram tam jako pierwszy. Jestem już dobrze rozgrzany, bo po drodze było kilka podjazdów, a tu trzeba czekać na resztę ekipy. W ciągu 10 minut zjawiają się: @metaxy, @38kemor i krakowski nakurwiacz kilometrów Radek Krupa, a z Andrychowa przyjeżdża @Kuchasz.

    Ponowne doprowadzenie stóp i dłoni do pożądanej ciepłoty zajmuje pół godziny. Jednak dobre tempo i podjazdy wydatnie w tym pomagają. I tak sobie jedziemy, a temperatura spada momentami nawet do -7,5 st, jednak średnio utrzymuje się na -4 st. Pierwszy nieplanowany postój mamy w Sędziszowie, gdzie Strava chciała nas prowadzić na przełaj przez tory kolejowe, a dodatkowo @Kuchasz zauważa, że lekko schodzi mu powietrze z przedniego koła, więc tylko dopompowuje. To już jednak wystarczyło, żeby zabawa z rozgrzewaniem kończyn zaczęła się od nowa...

    Druga podobna sytuacja ma miejsce w Jędrzejowie. Trasa leci drogą S7, więc trzeba wyznaczyć objazd. @Kuchasz znowu pompuje, a mnie znowu marzną stopy i dłonie. Przed Chęcinami fajny podjazd pod zamek. Foto/siku/jedzenie (niepotrzebne skreślić) i ruszamy dalej. Przejazd przez Kielce w zasadzie bezproblemowy pomimo sporych porannych korków. A potem już tylko 30 km i upragnione śniadanie w wykwintnej restauracji McD w Suchedniowie. Schodzi nam tam znacznie dłużej niż byśmy chcieli. @Kuchasz dostaje pracę domową: ćwiczyć szybką wymianę dętek i kupić sobie takie bez wykręcanego zaworka.

    W okolicy Skarżyska-Kamiennej zaczyna się wężykowanie po #zaliczgmine (+24 dla mnie po tej trasie) i tam też opuszcza nas @38kemor, który obawiał się, że może nie podołać takiej czterysetce. Pojechał więc swoją skróconą wersję, a ostatecznie i tak niewiele mu zabrakło.
    W Szydłowcu przypadkowo rozdzielamy się z Radkiem i on też już dalej jedzie po swojemu. Za to w okolicy Radomia dołącza do nas Jacek, znajomek @metaxy'ego z Endomondo. Pojawiają się też atrakcje, z których podobno słynie Mazowsze - "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd". Brakowało tylko tego psa w czapce z mema "I tak się powoli żyje na tej wsi"...

    Gdzieś pomiędzy Białobrzegami a Warką dopada mnie mały kryzys. Zjadam słodycze, które jeszcze mi zostały, ale ogólnie nie jedzie mi się zbyt rewelacyjnie i tylko trzymam koło za chłopakami. Dodatkowo droga od Warki aż do Konstancina jest nuda jak flaki z olejem i ciągnie się bez końca.
    W Kawęczynie spotykamy @oskar1100, który wyjechał nam naprzeciw i później elegancko poprowadził już po samej Warszawie. Trochę dalej dołącza do nas też @piotreeek. Dzięki za fatygę, panowie!

    Jeszcze tylko obowiązkowe zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki, maczek na dworcu, kupić bilety powrotne i fajrant. Pociąg do Bielska-Białej, którym z @Kuchasz wracaliśmy, przyjechał spóźniony o 15 minut. Już nawet nie będę wspominał, że cały dzień jechaliśmy z myślą wracania pociągiem o 18.45, ale "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd" skutecznie pokrzyżowały nasze plany.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, miłe towarzystwo i do następnego!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wawa.jpg

    •  

      @Mortal84 Musiał bym mieć większy rozmiar ochraniaczy. Same buty mam 1 rozmiar większe niż letnie, aby było miejsce na grube skarpetki bądź nawet 2 pary skarpetek w przypadku temperatur po -10.
      I ani razu mi stopy nie zmarły, chociaż w moich jazdach co pewien czas chodziłem, wiec stopy nie miały tak strasznie jak przy bezruchu.
      Ale te spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna. pokaż całość

    •  

      spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna

      @Hinol: Właśnie zastanawiam się czy do zimówki nie przełożyć pedałów MTB i kupić buty MTB czy jednak zostać przy szosie. Ale chyba jednak skuszę się na zmianę pedałów.

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    309943 - 424 = 309519

    Hmmm no miało być 300km na moje urodziny, było 424km... To fajnie i chyba nie ma się co więcej rozpisywać. Na końcu wpisu info o wyprawie dookoła Polski.

    No dobra, koniec gadania głupot. 26 marca @metaxy przyszedł na świat, co nie jest przesadnie korzystne, gdy chce się robić dystanse z okazji urodzin. Pogoda zwykle zimowa lub bardzo wczesnowiosenna, ale prognoza mówi, że w nocy 0, w dzień z 8 stopni, sucho to jedziemy. Niestety poniedziałek i wczesna część sezonu, więc łatwo zebrać tłumów nie było, ale na wypad z #rowerowykrakow zdecydowali się @38kemor @Mortal84 i @Kuchasz.

    Startujemy o 1 w nocy z @38kemor i zaraz zgarniamy pierwszego niewykopka czyli Radka Krupę. Taki nasz okoliczny nakurwiacz kilometrów - gość ma też i 500km na rozkładzie, więc wiadomo było, że da radę. Temperatura 2 stopnie na plusie - jest spoko. Spoko było tak przez pierwsze 10km, zaraz spadła do zera, a w Krakowskich Dolinkach już -5. Na brodzie lód, w bidonach zaczyna się robić kasza, stopy i dłonie trochę marzną. Ale humory dopisują, więc zasuwamy i gadamy o pierdołach.

    W Olkuszu na stacji benzynowej zgarniamy @Mortal84 i @Kuchasz - 5 min postoju i już wiemy, że łatwo nie będzie, bo zimno jak fiks. Temperatura spada do -7.5 stopnia i aż do 8 rano było -3.5. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, to pewnie byśmy poddali wyjazd, a tak "ignorance is bliss". W bidonach formuje się już lód w całej objętości i pić nie bardzo się da.

    Sędziszów przywitał nas uciekającym powietrzem z koła @Kuchasz, ale na tyle powoli, że można dopompować i jechać chwilę dalej. Wolimy to niż czekać na zmianę dętki przy tym mrozie. Tempo cały czas sympatyczne w okolicy 30km/h. Tak dojeżdżamy do Jędrzejowa - kolejne pompowanie koła, zimno, zamarzamy, a jeszcze okazało się, że Strava puściła nas na S7 i musimy kombinować inną trasę i nadkładać km.

    Niedaleko Kielc pojawia się jakaś konkretniejsza góreczka i kurde zastanawiam się skąd to... A to podjazd pod zamek w Chęcinach, gdzie z #rowerowykrakow byliśmy niedawno na ostatniej dwusetce w 2017r. W kieleckim jak to w kieleckim "piździ" i śnieg leży... Przejazd przez Kielce raczej bezproblemowy i głodni jak psy wypatrujemy kiedy na liczniku pojawi się 200km, bo wtedy czas na popas w wykwintnej restauracji McDonald's w Suchedniowie. Miało być szybko, coby nie marnować czasu, ale koledze @Kuchasz zmiana dętki zajęła trochę czasu, więc wyjeżdżamy dopiero 10:35. No i wiemy, że z wyrobieniem się na planowany pociąg będzie krucho. Od tego też miejsca zaczyna się zabawa w #zaliczgmine, więc trasa zaczyna przypominać węża.

    Skarżysko-Kamienna ma fajne Muzeum Orła Białego, gdzie znajduje się najciekawszy dla mnie eksponat czyli kuter torpedowy proj. 664 ORP „Odważny”. Kawałek dalej oddziela się od na @38kemor, który stwierdził, że forma mu nie pozwala na robinie rzeczonych zygzaków, więc on do Warszawy jedzie krótszą trasą. Finalnie i tak wyszło mu 381km, więc grubo. Pod zamkiem w Szydłowcu czekamy na Radka Krupę, który został nieco z tyłu. Ten nas minął nie zauważywszy i pojechał dalej złą trasą. Próbowaliśmy się jeszcze połączyć, ale nie udało się, więc on też krócej pojechał na Grójec.

    Okolice Radomia witają nas tym co tygryski lubią najbardziej. Piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd. Takie bogate to Mazowieckie, a z doświadczenia wychodzi mi, że mają chyba najwięcej dróg gruntowych (a ziemia piaszczysta) w całej Polsce. No i na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jedną z wielu takich przepraw. Tam też spotykamy Jacka Cendrowskiego. To ten sam kolega co spakował rower, wsiadł kiedyś w auto, żeby być o 3 rano we Wrocławiu i przejechać ze mną 300km (a potem znów powrót do Warszawy. Pozytywny człowiek. Przejechaliśmy razem wczoraj pewnie ze 100km i rozłączyliśmy w okolicach Warki. Niedaleko Góry Kalwarii z naprzeciwka nadjechał @oskar1100 i już mamy autochtona, dzięki któremu przejazd przez Warszawę i okolice stał się z nieprzyjemnego zacnym. Niewiele później kolejny reprezentant #szosowawarszawa czyli @piotreeek i tak w 5 jedziemy na Dworzec Centralny. Wspólna focia, śmieszki. Chłopaki do domu, my znów na szybko do McD przed pociągiem. Ja z @38kemor jednym pociągiem, @Mortal84 z @Kuchasz drugim i koniec wycieczki.

    Tak powinny wyglądać wszystkie urodziny!

    W ramach #metaxynarowerze poza info o tym wypadzie też inna informacja, która będzie Was pewnie bardziej (choć nadal niewiele) interesować. Start IV (ostatniej) wyprawy dookoła Polski w Boże Ciało 31.05.2018, czyli za 2 miesiące. Kierunek pierwszego dnia to Warszawa, żeby moje ludziki mogły sobie wrócić pociągiem. Trasę wrzucę na dniach, bo mam w miarę gotową.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.03.26-full.JPG

  •  

    367251 - 586 = 366665

    Przedsylwestrowy przejazd Katowice - Gdańsk

    Już tradycyjnie, w okresie między świętami a sylwestrem udało się zrealizować dłuższą trasę, tym samym zamykając rok 2017. Tym razem prognozy pogody sugerowały jazdę na północ, więc padło na przejazd do Gdańska. Pierwszy raz nie jechałem sam - kilka dni wcześniej odezwał się do mnie Paweł Pieczka, który znając już moją tradycję, zaproponował towarzystwo.

    Startujemy zaraz po świętach, 27 grudnia w okolicach 6 rano. Paweł jedzie od południa (spod czeskiej granicy), więc wyjeżdżam mu na przeciw. Dziwne uczucie, bo mamy jechać nad morze, a ja początkowo się oddalam jadąc na południe ;) Poranek mglisty i zimny. Spotykamy się gdzieś przed Żorami i odtąd jedziemy już wspólnie na północ. Niepokoi nas, że jeśli kolejna noc będzie podobna (zimno, mgliście i wilgotno), to może być z nami krucho, a przede wszystkim - zbyt niebezpiecznie. Bo przecież aktualnie mamy najdłuższe noce i czeka nas dobrych 15 godzin jazdy po ciemku.

    Przed Częstochową pierwszy krótki postój pod sklepem. Chwilę wcześniej jednak mały incydent - na środku naszego pasa stoi śmieciarka. Słońce już zaczęło podsuszać asfalty, co uśpiło czujność - gdy tylko naciskam hamulec, od razy podcina mi koła i zaliczam glebę. Akurat trafiłem na zacieniony kawałek asfaltu, na którym jest tak ślisko, że nawet ciężko mi się pozbierać. Na szczęście prędkość niewielka i skończyło się na zdartym łokciu i dziurawej kurtce.

    Większy postój planujemy zrobić w okolicach środka trasy. Zgodnie z założeniem, niedługo po zapadnięciu zmroku wjeżdżamy na DK91, by odtąd trzymać się sprawdzonego przeze mnie wariantu nad morze aż do końca. Przed Krośniewicami łapie gumę w tylnym kole. Wokół tylko pola i ciemność, więc nie uśmiecha się wymiana dętki w świetle latarki. Postanawiamy spróbować dopompować i jechać dalej, bo jakoś gwałtownie to nie zeszło. Udaje się przejechać 7 km, więc nie jest źle. Jeszcze jedna dobitka i po kolejnych 10 km lądujemy w Krośniewicach, gdzie ma być w końcu Orlen i dłuższy postój. Niestety jest kiepściutko - to jakaś lokalna stacja, zamykana o 22. Jeszcze jest czynne, ale na wypasy nie ma co liczyć. Brak miejsca do siedzenia, a całe menu to znienawidzone już przeze mnie hot dogi. Ale trudno - trzeba zjeść co jest i zrobić dętkę, którą udaje się załatać bez zdejmowania koła.

    Ledwie wracamy na główną drogę, a naszym oczom ukazuje się wielki i wypasiony Orlen z czerwonymi sofami i bogatym menu na pokładzie. Aż żal patrzeć, ale trzeba jechać dalej. Oczywiście przez kolejne godziny mijamy sporo takich wypasionych przybytków ;)

    Noc przemija dość spokojnie. Zgodnie z prognozami wiatr sprzyja, jednak pokazują one też coś niepokojącego, czyli nadchodzące opady deszczu.
    W okolicach Grudziądza zaczynają się pierwsze podjazdy, które towarzyszyć nam będą do końca trasy. Łamie mnie trochę senność, więc za miastem robimy szybki postój żeby wybić się monotonii jazdy. W okolicach 500 km, (tu pęka #festive500 ) zajeżdżamy do sprawdzonego i wyczekiwanego miejsca postoju na stacji BP w miejscowości Nowe. Tutaj w końcu ogromny wybór jedzenia. Podwójna jajecznica i inne rarytasy od razu stawiają mnie na nogi. Jednak to co widać za oknem nie napawa optymizmem - zgodnie z zapowiedziami pada deszcz, a temperatura oscyluje nieznacznie powyżej zera.

    Ostatnie godziny jazdy nie należą do przyjemnych. Deszcz i chłód skutecznie wysysają z nas energię potrzebna do jazdy. Dodatkowo mój rower ma taką przypadłość, że w takich warunkach momentalnie cały napęd pokrywa się błotem i zaczyna mocno rzęzić, a biegi przestają się słuchać. Sam tez jestem uwalony po czubek głowy (patrz zdjęcie w pierwszym komentarzu :D). Jest ciężko, ale że kolega Paweł tez nie jest z pierwszej łapanki (świetne drugie miejsce na tegorocznym #mrdp mówi samo za siebie), to nie odpuszczamy i już bez postojów docieramy do celu.

    Tym sposobem, po 31 godzinach i przebyciu niespełna 600 km wspólnie meldujemy się pod Neptunem ;) W moim zabłoconym stroju byłem chyba większą atrakcją niż on sam ;) Na ostatnich 100 km deszcz i grudniowy chłód dały nam ostro popalić, ale w towarzystwie łatwiej było przezwyciężyć te trudności. Dzięki za jazdę :)

    Pozostaje mi wstawić krótkie podsumowanie mojego roku 2017 na rowerze:

    - w sumie przejechanych okrągłe 15 000 km

    - przewyższeń (za Strava) 100 976 m

    - udało się "zamknąć" województwo opolskie, odwiedzając wszystkie gminy w jego granicach,

    - na tę chwilę zaliczonych gmin w Polsce 999 / 2478 (40%)

    - kilka wypadów z namiotem, w tym tygodniowy tour po kilku państwach PL-CZ-SK-HU-CRO-SRB-RO-HU-SK-PL

    - udało się ukończyć kilka ultramaratonów: Maraton Podróżnika, Maraton Tour de Silesia, Maraton Karpacki Hulaka

    - udało się przejechać całą trasę MRDP - wprawdzie spóźniłem się 4 godziny, ale mimo to ciesze się, że wziąłem udział i dojechałem do mety. Niezapomniana przygoda :)

    Na ten rok też się szykuje coś większego, ale to się ma wyklarować na dniach ;)

    Dzięki Wszystkim za wspólne równikowanie w 2017! :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1330418430

    #byczysnarowerze #zaliczgmine

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    źródło: preview.ibb.co

    +: Ragnarokk, t.....m +97 innych
    •  

      @Mortal84

      Jasne że jednolita mapka wygląda lepiej. Moja jest jednak zalaminowana i maluję takimi permanentnymi olejowymi pisakami, bo chcę żeby to było trwałe.

      Kolega @metaxy będzie miał w tym roku zaliczoną całość, więc nie ma takich wymagań ;)
      U mnie to będą jeszcze długie lata i pod tym względem jest OK - nic nie blaknie, żółknie itp.

      Wszystko robiłem własnoręcznie (docinanie, ramki i tablica), więc mam też do niej pewien sentyment :) A ładną super ekstra, to można kiedyś zrobić w programie graficznym i wydrukować.
      pokaż całość

    •  

      Kolega @metaxy będzie miał w tym roku zaliczoną całość, więc nie ma takich wymagań ;)

      @byczys: Szanse są. A jak zaliczę całość to dołożę ramkę i pewnie szybkę, żeby dłużej wytrzymało. Też mam sentyment i takie ręcznie malowane sobie zostanie.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    371517 - 285 = 371232

    Rok 2018 dla mnie będzie dość intensywny w dłuższe dystanse, takie przynajmniej mam postanowienie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie odpuściłem #festive500, nie zamierzam również innych wolnych dni na jazdę. Pierwszy ultramaraton Piękny Wschód, kolejny Wisła1200 i jak dobrze pojadę PW to i BBT...

    Bardzo dziękuję @rdza za zaproszenie do Warszawy, dzięki temu udało się dobrze otworzyć rok :)

    "Jaki początek roku taki cały rok..." Wyszedłem z takiego założenia wybierając się na ta jazdę. Zabrał się ze mną koleżka, z którym robiłem #festive500. Wziął sobie dzień wolny by tylko się przejechać.
    Wyjechaliśmy około 5 rano, trochę późno jak się później okazało. Pogoda nijaka, niby nie było zimna, ale wszędzie były mgły lub smog i wilgotny asfalt. Najgorzej było w kieleckim. Smród i widoczność bardzo mała, na oko 50-100m. Mimo to lecieliśmy sobie dość sprawnie, bo z Rzeszowa do Warszawy jest z górki (:
    Na około 150 km myjemy rowery i to był błąd. Prawdopodobnie jeden zły ruch dyszą doprowadził do przedostania się smaru do mechanizmu zapadkowego. Po kilku kilometrach zapadki się skleiły z bębenkiem. Tak straciłem napęd. Wykonałem szybki serwis bębenka wycierając wszystko do sucha. To była jedna poważniejsza awaria tego dnia, całe szczęście. W Warce koleżka potrzebuje się doładować, zatrzymujemy się więc na polskiego kebaba. Do Warszawy wjeżdzamy około 19:20, pod blokiem @rdza jestem około 19:40.

    Jutro Gassy...

    Statystyki:

    Dystans: 285 km
    Czas: ◷09:51:06
    Średnie tempo: 2:04 min/km
    Średnia prędkość: 28,97 km/h
    Kalorie: 11901 kcal

    W tym tygodniu to już 771km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #zaliczgmine +22
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: c1.staticflickr.com

  •  

    Podsumowanie 2017 roku na rowerku:
    - 25 550km - 70km dziennie - w tamtym było 32 000km i niepobicia tego rekordu brakuje mi najbardziej,
    - 8238km - życiówka miesięcznego dystansu podczas III wyprawy dookoła Polski - 266km dziennie, w dużej mierze z pomocą Wykopków za co wielkie dzięki,
    - 7284km - wygrana w Strava Distance Challenge - póki co jako jedyny Polak,
    - 2196m - życiówka podjazdu na Col du Galibier (2645m) (FRA),
    - 2744m - najwyższy punkt zdobyty na rowerze - Col Agnel na granicy włosko-francuskiej,
    - 6205m - najwięcej przewyższeń w jednej jeździe,
    - 365 dni "treningów" - 5 rok bez opuszczonego choćby jednego dnia,
    - wszystkie "Col" we Francji - najfajniejszy wypad z tego roku z @cree @44zw @louise_attack @regyam @38kemor @banan77 @bynon,
    - 613 gmin w #zaliczgmine, łącznie 2145 z 2479 (86.53%) - w 2018 najpewniej będą wszystkie,
    - @Cymerek - mój najwierniejszy kompan jazd kolejny rok, drugie miejsce podczas wyprawy załapał @Mortal84. W przyszłym roku pewnie nawet więcej razem zrobimy.

    Rok gorszy niż poprzedni, ale niestety 4 miesiące kontuzji były nie do przeskoczenia i dlatego też koniec tego roku trochę odpuściłem skoro na nic wielkiego nie mogłem liczyć. Dużo zdjęć w komentarzach, ale wybaczcie - nadal stworzenie galerii przerasta Wykop.

    #rower #szosa #chwalesie #metaxynarowerze (kończę wszystkie wpisy z wyprawy, jak dobrze pójdzie to dziś jeszcze zdążę wrzucić wielką składankę z wszystkiego, żeby rok zamknąć bez zaległości).
    pokaż całość

    źródło: 2017.png

  •  

    419026 - 455 = 418571

    Katowice – Raciniewo – Bydgoszcz

    Czyli odwiedziny u Pawła Jumpera, sprawdzić czy naprawdę jest wysoko ;)

    W zasadzie na pomysł tego stricte atencyjnego wyjazdu wpadłem już na początku roku, ale nie był on jakimś priorytetem, bo trasę w rejony Torunia mam już przejechaną kilka razy. Wiem że na super widoki nie ma tam co liczyć, więc stwierdzam że listopadowy krótki dzień i długa noc będą w sam raz ;) Prognozy jak na te porę roku całkiem optymistyczne – brak opadów (najważniejsze) i południowy wiatr. No to jadę.

    Start chwilę po godzinie 7 rano. Planowałem wcześniej, żeby wykorzystać puste drogi podczas przejazdu przez aglomerację katowicką, ale jest sobota, więc nie jest najgorzej. Praktycznie do 10 towarzyszą mi mniejsze bądź większe mgły. Trochę mnie to martwi, bo jeśli kolejna noc będzie podobna, to będzie kiepsko – kilkanaście godzin po ciemku w takich warunkach oznacza już proszenie się o kłopoty. Jest chłodno i wilgotno, ale wiatr sprzyja, więc pierwsze 80 km do Częstochowy leci na pamięć, ze średnią w granicach 30 km/h. Tutaj postój na tortillę śniadaniową (lubię) i sałatkę w McD. Gniazdko do którego się podpinam nie ma obudowy, więc na wierzchu wystają niezaizolowane elementy. Niebezpiecznie, więc powiadamiam obsługę. Niestety nikt do końca mojej wizyty nikt nie przyszedł się zainteresować. Chyba potrzebują konkretnego incydentu żeby szybko zareagować. Słabo.

    Dalej klasycznie drogą na Łask. Nuda. W Buczku zatrzymuję się jeszcze na nieplanowany postój w sprawdzonym zajeździe. Średnia nadal 30 (z wiatrem, jak ten śmieć), wiec mimo wszystko zmierzch witam zgodnie z planem, ze wskazaniem 200 km na liczniku.
    Teraz będzie już tylko wolniej. Sprzyjający wiatr cichnie, a chęć złapania nowej gminy (Świnice Warckie) oznacza konieczność zjechania na boczne drogi gorszej jakości. Dalej w ciemnościach koszę Grabów i Olszówkę. Robi się coraz chłodniej, a na niebie pojawia się wielki księżyc w pełni. Fajnie, nawet bez świateł jest dość jasno. Z drugiej strony takie bezchmurne niebo może oznaczać, że będzie chłodniej niż przewidywałem. Mój „zapas” ubraniowy w postaci długich rękawiczek, rękawów i długich spodni zostawiam więc na później, by się za bardzo nie przyzwyczajać do ciepłego ;) Każdy postój powyżej 5 minut oznacza więc mały wypizg, co motywuje do jazdy z większą dyscypliną.

    Tym sposobem, Wisłę na moście w Toruniu przekraczam z ulgą, dobre 2 godziny wcześniej niż zamierzałem. Nie mogę jednak zajechać na legendarne miejsce skoku Pawła Jumpera po ciemku, więc postanawiam wykorzystać dostępność stacji benzynowej i robię tu dłuższy, bo około 2h postój na herbatę i zapiekanki. Mógłbym wprawdzie wydłużyć trasę i pojechać bardziej dookoła, ale po prostu mi się nie chce. Tyle godzin jazdy nocą bez żadnych widoków jest zdecydowanie nudne. Na plus prawie zerowy ruch samochodowy i możliwość przebywania sam ze sobą.

    Przy ciepłej herbatce udaje mi się nawet na chwilę zamknąć oczy i tym samym dać im odpocząć. Jakoś o 3:30 ruszam dalej wzdłuż Wisły. By zaliczyć gminę Zławieś Wielka tłukę się po jakichś dziurach. Dalej odbijam po Łubiankę, a następnie Kijewo Szlacheckie. Jedzie się dość ciężko – w miarę zbliżania się świtu jest coraz chłodniej, a wielogodzinna jazda w niskich temperaturach potęguje zmęczenie.
    W Unisławiu, czyli bardzo blisko mojego celu ma być stacja Orlen, na której planuje przeczekać pozostałą godzinę do wschodu słońca, jednak na miejscu okazuje się, że jest czynna dopiero od 7:00. Postanawiam więc nie czekać dłużej i po wjechaniu do Raciniewa odbijam w ulicę Długa i po betonowych płytach pokonuje ostatnią prosta do mojego celu ;)

    No i jestem! Po ciemku niewiele jeszcze widać, ale to miejsce rozpoznaję bezbłędnie. Czekam godzinę aż zrobi się jasno, i pałaszuję owsiane ciastko zwycięstwa ;) Obok legendarnego budynku znajduje się zadaszona wiata, z pozostałościami zdewastowanych dystrybutorów paliwa. Pstrykam pamiątkowe fotki i ruszam w kierunku Dąbrowy Chełmińskiej, czyli ostatniej nowej gminy tegoż wypadu. Po powrocie na lewy brzeg Wisły witam Bydgoszcz, skąd wracam pociągiem do Katowic, tym samym kończąc swoją „wycieczkę”. Do odjazdu mam jednak dobre 3 godziny, więc mogę się jeszcze pokręcić po mieście i zjeść śniadanie.

    Cóż, pomimo że to był mój chyba najbardziej durny cel ze wszystkich dotychczasowych, to osiągnięcie go dało mi wielką frajdę :D Pozdr i do usłyszenia w przyszłości pod #byczysnarowerze

    Ps. Dodaję wpis wieczorem, bo atencja i tak już wywalona w kosmos po ostatnim wpisie i jeszcze bym na łeb dostał od jej nadmiaru ;)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1261741375

    #zaliczgmine

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    432967 - 137 = 432830

    Sobotnia wycieczka do Soboty.
    Ciepło i słonecznie to trzeba wykorzystać, jeszcze, żeby tego wiatru nie było.

    Podsumowanie:
    #100km po raz 11 w tym roku
    #zaliczgmine +6, razem 227

    #rowerowalodz #wykoptribanclub

    Statystyki:

    Dystans: 137 km
    Czas: ◷05:28:19
    Średnie tempo: 2:24 min/km
    Średnia prędkość: 24,97 km/h
    Kalorie: 5125 kcal

    W tym tygodniu to już 160km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    440409 - 234 - 350 - 534 = 439291

    Maraton Rowerowy Dookoła Polski - dni 8-10 i podsumowanie

    Poprzednie części:

    Przygotowania
    Dzień 1-4
    Dzień 5-7

    MRDP Dzień 8
    234 km | 3739 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1159661619

    Pomimo że leżę bezpośrednio na trawniku, śpi mi się całkiem komfortowo. Nie trwa to jednak długo, bo wybudza mnie głos: „halo, wszystko w porządku?”. Tak, tak śpię sobie, dziękuję. „ Bo właśnie widzę że ktoś leży, ale rower nie taki byle jaki i myślałem że coś się stało”. Patrzę na zegarek – 3 z groszami. Gościu chyba lekko podpity, ale raczej niegroźny. Mówię, że jadę maraton dookoła polski i chciałbym się trochę przespać i jechać dalej. Przeprasza że mnie obudził. Mówię że nic się nie stało i miło że się zainteresował, ale chciałbym spać. „OK… ale jak to dookoła polski?!” Tłumaczę żeby sobie wszedł na MRDP.PL i tam jest wszystko. W końcu mogę spać dalej.

    Niestety okazało się, że moja miejscówka nie jest na uboczu jak myślałem, a leżę sobie zaraz przy uliczce biegnącej od rynku. Tym sposobem kolejną pobudkę mam już około 4, więc postanawiam się zbierać. Senność nie daje mi spokoju i po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów układam się na ławce w Stroniu Śląskim. Po jakichś 20 minutach budzi mnie deszcz. Szybko się zbieram i uciekam do jakiejś kamienicy. Jest trochę burzowo, ale przejściowo, więc postanawiam skorzystać z postoju i wyjadam zapasy. Puszka coli stawia mnie na nogi i gdy ruszam jedzie mi się całkiem przyjemnie. Drogi są mokre, ale chmury nie wyglądają już na takie co by chciały spaść na ziemię. Dalej jadę na południe, przedostając się w samo serce Kotliny Kłodzkiej. Kawałek za Damaszkowem, na łuku DK33 słyszę za sobą gwałtowny pisk opon. Odwracam się i widzę podwozie samochodu wylatującego z przydrożnego rowu i frunący w powietrzu akumulator. Zawracam i widzę że z rozbitego auta wyskakuje młody chłopak z dziewczyną. Ona cała roztrzęsiona, a chłopak mówi tylko żeby nie dzwonić do rodziców. Chodzą w kółko i mówią żeby zadzwonić po policję (?). Sytuacja jest niebezpieczna, bo z obu stron droga zwija się w zakręt, a my jesteśmy w dołku i samochody zjeżdżają wprost na nas, w ostatniej chwili hamując na mokrej drodze. Dzwonię po pomoc i przy okazji z daleka ostrzegam nadjeżdżające pojazdy. Chcę wyciągnąć trójkąt, ale bagażnik jest rozbity i nie daje się otworzyć. Z uwagi na wyciekające płyny zostaje wezwana straż pożarna i policja, której nadal się domagają. Dyspozytorka pyta czy jest potrzebna karetka. Każe zapytać poszkodowanych, skoro są „na chodzie”. Mówią, że nie potrzebują i że wszystko jest ok. Poleca zadzwonić gdyby się poczuli gorzej. Tymczasem oni chodzą i zbierają porozrzucane części. Martwią się co z tym akumulatorem. Widać że są w szoku. Każę im to zostawić i mówię żeby zeszli z drogi, bo jest niebezpiecznie. Dziewczyna cały czas płacze. Słyszę zbliżające się syreny, więc powoli oddalam się z miejsca zdarzenia.

    Przez najbliższe godziny nie umiem dojść do siebie. Mam czarne myśli, bo przecież kilka sekund wcześniej i ten samochód skosiłby mnie z jezdni. W takim nieciekawym nastroju, po pokonaniu długiego podjazdu w okolicach Zieleńca, docieram do Kudowy, gdzie kieruję się z pomocą Garmina do baru mlecznego. Gdzieś w centrum ponownie spotykam Daniela Śmieję, który akurat kończy swoja przerwę obiadową. Mówi coś o limicie, że trzeba się sprężać żeby zdążyć, ale ja jestem teraz jakiś obojętny. Kolega ucieka, a ja po posiłku zahaczam jeszcze Biedronkę, gdzie robię solidne zapasy.

    Tuż za miastem zaczynam podjazd Szosą Stu Zakrętów w głąb Gór Stołowych. Jechałem tędy niecałe 3 miesiące wcześniej podczas Maratonu Podróżnika, jednak w przeciwnym kierunku i nocą. Teraz mogę w końcu co nieco zobaczyć. Na jednym ze zjazdów jakiś kolarz macha do mnie i głośno dopinguje. Odmachuję mu z uśmiechem i przez nieuwagę łapię przednim kołem krawędź krawężnika. Ledwie ratuję się z opresji – gleba była bardzo blisko. Jakoś niedługo po tym zdarzeniu urywa mi się film ;) Dalszej drogi przez Sudety Wałbrzyskie nie mogę sobie przypomnieć. Za Mieroszowem znów doganiam Daniela i po chwili spotykamy kibiców w postaci forumowej Kahy z rodziną ;)

    Z dalszej drogi też nie pamiętam wielu szczegółów. Były ładne karkonoskie widoki i dobra pogoda. Trasa naszpikowana podjazdami i kiepska ostatnia noc z zaledwie drzemką na trawniku zaczęły odciskać swoje piętno. Wieczorem, już po zmroku, w okolicach Podgórzyna ponownie spotykam Daniela, który przygotowuje się na przystanku do nocnej jazdy. Trochę rozmawiamy i kalkulujemy. By myśleć o dotarciu na metę w limicie, raczej konieczne jest zarwanie również tej nocy. Daniel może sobie na to pozwolić, bo poprzedniej spał pod dachem. U mnie sytuacja wygląda kiepsko. Czuję się tak niedospany i zmęczony, że dalsza jazda to igranie z losem. Dzwonię pod numer telefonu z tabliczki oferującej noclegi. Niestety Pani jest w innej miejscowości, ale daje mi namiary na inne noclegi które mogę znaleźć przy mojej trasie. Niestety wszędzie zbywają mnie brakiem miejsc. Poszukiwania trwają ponad godzinę . W końcu pytam jakieś towarzystwo siedzące w imprezowym klimacie pod parasolem, czy się nie orientują w temacie noclegu. Wołają kolegę który za 40 zł oferuje bardzo fajny pokoik 1-osobowy z łazienką. Ostrzega że w nocy zapowiadają ulewne burze i żebym lepiej pospał do rana, gdy ma się już przejaśnić. Na niebie w oddali faktycznie widać błyski. Niestety maksimum na co sobie mogę pozwolić to 4h snu, więc budzik ustawiam na godzinę 4 i po szybkim ogarnięciu siebie ląduję w łóżku.

    MRDP Dzień 9
    350 km | 2265 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1159664955

    Na szczęście nocne burze ominęły moje okolice. Wyruszam wcześnie rano i po kilku kilometrach od razu popełniam błąd. Za bardzo zapuściłem się w kierunku Szklarskiej i minąłem zakręt prowadzący pod Zakręt Śmierci. To ostatni tak solidny podjazd na trasie MRDP. Czas pożegnać się z górami na dobre. W zasadzie cała reszta trasy to miejsca w których będę pierwszy raz w życiu.
    Dalej przez Świeradów, Leśną aż do Zgorzelca jest głownie z górki, więc kilometry lecą dosyć szybko. Budzi to w głowie pewną nadzieję, że może jest jeszcze szansa trochę podgonić, że może się uda. Gdy wjeżdżam do Lubuskiego jest mi dane poznać osobiście legendarną jakość dróg tego obszaru. Ubzdurałem tu sobie, że cała trasa wzdłuż zachodniej granicy tak wygląda i nie mam szans by nadrobić zaległości. Postanawiam po prostu dojechać do przeprawy promowej w Połęcku przed ostatnim kursem o godzinie 20.

    W zasadzie wszystkie mijane przygraniczne miejscowości usiane są tablicami i szyldami w języku niemieckim. Czasem można się zapomnieć, że jest się w Polsce. Gdzieś po drodze mijam Macieja Skowronka z którym tasowałem się na prawie całej trasie. Jedzie w kategorii sport i często podczas poprzednich nocy widziałem jego zaparkowanego na poboczu kampera.
    Przed jednym z pierwszych dłuższych brukowych odcinków, mijam kolegów z jego ekipy, stojących w gotowości z drugim rowerem przygotowanym pod kiepskie nawierzchnie. Nie wiedziałem że ma aż takie wypasy ;)
    W dalszej części chamskie bruki (które staram się mijać bokiem - czasem nawet ściółką przez las;) ) przeplatają się z drogami, gdzie po prostu jedna część jezdni jest szutrowa. Czasem wydaje mi się, że jadę jakąś kompletnie zapomnianą drogą, po czym dojeżdżam do sporej miejscowości i okazuje się że to jest właśnie główna dojazdówka :) Czasem ślad do punktu kontrolnego prowadzi tak. Kulminacją tego odcinka jest jednak PK32 w Brodach. Te sterty kostki brukowej to jest po prostu kwintesencja ostatnich kilometrów i śmieję się pod nosem, że pewnie plac był kiedyś asfaltowy, ale władze postanowiły wyłożyć trochę bruku dla odmiany ;)

    Do przeprawy promowej na Odrze docieram chwilę przed 19. Czeka tu na mnie Paweł Ignasiak, który zorganizował serwisowy punkt wsparcia dla wszystkich zawodników. Nie znam gościa, ale siedzi tu kilka dni i czeka na każdego zawodnika by zaproponować wsparcie serwisowe – szacun. Od razu zabiera mój rower, każe się rozsiąść, a sam zaczyna czyścić maszynką łańcuch. Śmieje się, że w tym roztworze benzyny jest jeszcze smar od Kosmy ;) Podczas sympatycznych pogaduszek stwierdza, że jestem ostatnim zawodnikiem który ma szanse na dojazd w limicie. Myślę - jak to? Przecież nie ma już szans. Wprawdzie matematycznie jest to możliwe, ale przy takiej jakości dróg niewykonalne. Dodatkowo musiałbym zarwać kolejne 2 noce z rzędu. Paweł mówi że na wybrzeżu jest zachodni wiatr, więc muszę tylko dotrzeć do Międzyzdrojów i będzie w plecy aż do mety. Dodatkowo podobno najgorsze bruki mam już za sobą. Chwilę przed startem promu dociera kolega z kamperem i przeprawiamy się wspólnie .

    Za promem jakość dróg faktycznie ulega zdecydowanej poprawie. Wiatr cichnie i w końcu nie przeszkadza, więc jedzie się przyjemnie. W Cybince robię krótki postój na stacji i zmotywowany słowami Pawła zaczynam wszystko kalkulować na nowo. Pozostało niecałe 40 godzin i około 650 km. Na świeżo do zrobienia bez problemu, jednak przede mną jeszcze dwie całe noce, a deficyt snu mam już ogromny. Gdyby jednak na wybrzeżu faktycznie zawiało w plecy, a drogi były dobre… postanawiam spróbować. Żałuje jednak, że trochę odpuściłem przed promem, bo teraz każda godzina może mieć znaczenie.

    Po 5 godzinach jazdy ponownie łamie mnie senność. Pomimo że drogi są dobre i puste, gdzieś za Mieszkowicami po prostu zjeżdżam w leśną drogę i od razu kładę się na ściółce w opakowaniu. Po pół godziny wybudza mnie chłód, więc po prostu wskakuję na rower i jadę dalej. Niestety tego typu drzemki już nie pomagają i po zaledwie kilku kilometrach, skuszony przydrożną wiatą zajeżdżam na dłuższy sen. Ładuję się w śpiwór i układam na blacie stołu, bo ławeczki są za wąskie. Zasypiam z nadzieją, że nie spadnę ;)

    MRDP Dzień 10+
    534 km | 2487 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1160525921

    Po niecałych 2 godzinach ruszam dalej. Na przejściu w Osinowie doskonale widać drugi brzeg Odry i zabudowę niemieckiego Hohenwutzen. W Cedyni siadam na jakiejś ławie. Czuję się bardzo źle. Dzwonię do małżonki i marudzę jakie to wszystko bez sensu. Motywuje mnie, ale ja bredzę i czuję się jak pijany. Jestem tak zmęczony, że pozostałe 500 km do mety jest dla mnie absurdem. Pomimo że jest 6 rano postanawiam szukać noclegu, bo nie jestem w stanie dalej jechać. Droga biegnąca przez Cedyński Park Krajobrazowy spowita jest mgiełką, a wokół kręci się mnóstwo ptactwa, mającego tu sporo siedlisk.

    W Piasku dostrzegam na bramie jednego z gospodarstw tabliczkę z napisem noclegi i numerem telefonu. Nie zastanawiam się długo tylko dzwonię. Tłumaczę Pani sytuację i mówię, że potrzebuję się przespać 3-4 godziny w ciszy i spokoju. „Ale moment, bo mnie Pan obudził. Jeszcze raz, bo chyba jeszcze źle kontaktuję. Chce pan nocleg TERAZ?” Odpowiadam że tak i stoję pod bramą ;) Pani każe mi wejść na podwórko i poczekać aż się ubierze i do mnie wyjdzie. Jest to agroturystyka urządzona w leśniczówce i wygląda na bardzo fajne miejsce. Po chwili wychodzi moja gospodyni, uśmiecha się i wskazuje łóżko oraz łazienkę. Na pytanie o cenę macha ręką. „Proszę się przespać”. Tak to wygląda z okna mojego pokoju. Postanawiam się przespać 3 godziny, więc ustawiam budzik i kładę się w śpiworze, żeby nie nadużywać gościny.
    Budzę się po może dwóch godzinach, cały spocony. Dosłownie czuję jak w żyłach buzuje mi krew. Już wiem, że nie ma szans na dalszy sen, więc zbieram się do dalszej jazdy. Do mety niecałe 500 km i ostatnia doba. Limit już mało realny, ale postanawiam zawalczyć, bo liczę na ten wiatr w plecy. Wiem już, że ostatniej nocy za bardzo przekombinowałem. Powinienem wziąć porządny nocleg, przespać te 6 godzin i ruszyć na „ostatnią prostą”. No ale łatwo oceniać po fakcie ;)

    Przejazd przez aglomerację szczecińską bardzo kiepski. Gorąc, zerwany asfalt i olbrzymi ruch, bo akurat trafiam na godziny szczytu. W Wolinie robię w biegu duże zakupy. Mój plecaczek jest wypchany po brzegi. Przygotowuję się do jazdy z jak najmniejszą ilością postojów. Niestety przez ostatnia dobę wiatr zmienił kierunek i zapowiada się, że znów będzie przeszkadzał. Utwierdzam się w tym po wyjechaniu za Międzyzdroje. Ostatecznie porzucam nadzieję na dojechanie w limicie czasu. Ale jakiś cel trzeba mieć, więc zakładam sobie, że muszę zobaczyć latarnię przed zmierzchem i zdążyć na wieczorną biesiadę.

    Niespodziewanie spotykam Darka Janeczka, który właśnie wychodzi na drogę z lasu po krótkiej drzemce ;) Pierwsze nocne kilometry jedziemy wspólnie. Fajnie się rozmawia, ale taka jazda męczy mnie podwójnie, bo nie pozwala złapać własnego rytmu. Umawiamy się na stacji benzynowej, a ja wyrywam do przodu. Kolega dociera gdy ja już kończę swojego Hot –Doga. Ruszam dalej, tu widzieliśmy się ostatni raz. Na nadmorskiej DW 102 trwają remonty, więc co chwilę pojawiają się odcinki z sygnalizacją wahadłową. W nocy ruch jest niewielki, więc w miarę możliwości wjeżdżam „pod prąd”. Około północy przejeżdżam przez Kołobrzeg. Senność ponownie mocno daje się we znaki. Na tyle mocno, że drzemka to konieczność. Zaczynam się rozglądać za jakąś wiatą, ale w okolicy Miłogoszczy, tuż przy remontowanej drodze znajduję walec drogowy. Chwytam za klamkę – otwarty! :) W środku na całej długości kabiny kanapa, więc wiele się nie zastanawiam, tylko ustawiam budzik i się kładę.

    Nie pamiętam ile snu sobie zaplanowałem, ale po około godzinie budzi mnie chłód. Nie spodziewałem się tak zimnej nocy i nawet nie wyciągałem śpiwora. Nie ma co kombinować, więc zmarznięty ruszam dalej. W Kazimierzu Pomorskim mijam zakręt i znów nadkładam troszkę drogi. W Mielnie, pomimo że jest 4 rano, można spotkać jeszcze kilku imprezowych niedobitków. Jadąc 10 km odcinkiem mierzei jeziora Jamno, jest mi przeraźliwie zimno. Mam ubrane na sobie już wszystko, ale jadąc wąskim pasem lądu pomiędzy dwoma zbiornikami wodnymi jest bardzo wilgotno, co wraz z olbrzymim zmęczeniem potęguje odczuwanie chłodu. Senność nie ustępuje i pomimo kiepskich warunków dosypiam kilka minut na jakiejś ławce. Tym razem budzi mnie sprzątaczka – pewnie myśli że jestem jednym z niedobitków ;) Coraz bardziej zły i zmęczony ruszam dalej. Na dobitkę w miejscowości Osiek ślad skręca w lewo w jakąś drogę z płytami ażurowymi przez pola. O ile nie złamały mnie lubuskie bruki i wschodnie dziurawe drogi, tak teraz klnę na Daniela że puścił tędy trasę. (O dziwo jest nawet w Street View ;) ). To chyba jedyny moment na maratonie, gdy klnę głośno do siebie. Na końcu tej drogi, z jednego z gospodarstw wybiega do mnie ujadający pies. Niestety trafił w złym momencie, bo miałem w sobie tyle złości, że pogoniłem dziada przednim kołem. Był tak zszokowany moją reakcją, że puścił strzałę prosto do jakiegoś rowu z przerażeniem w oczach i podkulonym ogonem. Przepraszam pan pies z Rzepkowa, że dałem upust w twoim kierunku ;)

    Bezchmurny poranek zapowiada ładną pogodę. Niestety wiatr wciąż przeszkadza. Przed Ustką mijam przejazd długiej kolumny wojskowej. Gdy wybija godzina 12:10, czyli 10 doba i tym samym limit ukończenia maratonu, do mety pozostaje mi 90 km. Z tym, że się nie zmieszczę w czasie pogodziłem się już wcześniej – teraz chcę tylko dojechać do końca i mieć to wszystko za sobą :) Droga wzdłuż wybrzeża jest pagórkowata i kiepskiej jakości. Utwierdzam się w przekonaniu, że wieczorna decyzja o odpuszczeniu jazdy na limit za wszelką cenę była słuszna. Na tego typu drogach strata była nie do odrobienia. Groziło to tylko niepotrzebną kontuzją/wypadkiem.

    W miarę jak słońce unosi się coraz wyżej nad widnokręgiem, wiatr zmienia kierunek. W końcu wieje w plecy! :) Migoczące między liśćmi światło bardzo męczy moje oczy. Na tyle, że na jednym z krótkich zjazdów czuję że odcina mi świadomość. Pomimo że do mety zaledwie 30 km, to postanawiam się jeszcze zatrzymać i chociaż zamknąć oczy na kilka minut. Siadam bod belą siana i odpływam może na 2 minuty. Pomogło!

    Podjazdy pod Jeziorem Żarnowieckim wciągam już dość żwawo. Ostatnie kilometry miedzy Karwią a Jastrzębią Górą to wręcz maraton w pigułce. Dziadowskie drogi, brukowe drogi i podjazdy :) Pod latarnię dojeżdżam o godzinie 16:28, czyli z czasem 10 dni 4 godziny i 18 minut. Łączny przejechany dystans to 3200 km. Czekają tu na mnie żonka z synem i osobiście wręcza statuetkę i inne fanty :)

    Wspólnie udajemy się do bazy maratonu, gdzie wieczorem ma się odbyć biesiada. Dostaję obiad i przy stole dzielimy się przeżyciami. Po około godzinie, gdy emocje trochę opadają, zaczyna mnie dopadać zmęczenie i ból nóg. Niestety do wieczornej biesiady nie dotrwam. Reprezentować mnie będzie jednak małżonka, a ja z synkiem udajemy się na naszą kwaterę ;)

    Kolejne dni spędzamy wspólnie nad w Jastrzębiej Górze. Zawodnicy zjeżdżają na metę jeszcze do czwartku. Kilku wyjeżdżamy przywitać pod latarnię. Bardzo fajna atmosfera i zasłużony odpoczynek.

    Na pociąg do Gdyni dojeżdżam na rowerze, po drodze zaliczając jeszcze gminę Kosakowo, którą trasa maratonu niefortunnie omijała ;)

    PODSUMOWANIE

    Przejechanie dystansu 3200 km zajęło mi 10 dni 4 godziny i 18 minut. Trasa maratonu wynosiła 3142 km, więc przejechałem gratis 60 km, a były to błędy nawigacji, krążenie po miejscowościach itp.

    Nie udało się zmieścić w limicie wyznaczonym przez organizatora, który wynosił 10 dni. Mimo wszystko ukończenie trasy dało mi ogromna satysfakcję. Przed startem wiele razy wątpiłem i nawet raz miałem definitywnie rezygnować ze startu. Pewien niedosyt jest, bo zabrakło przysłowiowej „kropki nad i”. Myślę, że brakujące godziny mógłbym zyskać stosując inną strategię noclegową. Można było zostawić cześć bagażu (materac, śpiwór) i korzystać wyłącznie z opcji pod dachem. To jednak nie jest mój styl jazdy, bo przede wszystkim lubię improwizować, a jazda od kwatery do kwatery odebrałaby mi dużo frajdy. Miałem tego świadomość. Na dzień dzisiejszy pojechałbym bardzo podobnie.

    Traktuję to jako otwartą furtkę do startu za 4 lata - o ile żona, zdrowie i okoliczności pozwolą ;)

    Cieszę się, że wziąłem udział w tej przygodzie. Zyskałem dużo doświadczenia, którego w inny sposób nabyć się nie da. Lepiej poznałem możliwości swojego organizmu. Odkryłem istnienie pewnych rezerw, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Zaskoczyła mnie szybkość regeneracji zarówno w trakcie, jak i po maratonie. W czasie dni odpoczynku śmigałem po okolicy na rowerze bez jakichś bóli czy dolegliwości. Oczywiście była zamuła, ale przede wszystkim cieszy mnie, że nie nabawiłem się żadnej kontuzji. Nawet bardzo popularne wśród innych zawodników drętwienia rąk mnie ominęły. Nareszcie udało się w miarę ujarzmić bóle ramion i karku, z którymi borykałem się na długich dystansach. Pomogły tutaj dodatkowe ćwiczenia, które wykonywałem w czasie przygotowań do startu, oraz w trakcie jego trwania.

    Sprzęt spisał się na 100%. Na całej trasie nie złapałem ani jednego kapcia :) Jedynie kilka razy smarowałem łańcuch.

    Trasa była trudna nie tylko ze względu na swoją długość i wymagający limit. Dużym utrudnieniem były drogi złej i bardzo złej jakości – było ich mnóstwo. Najlepiej było chyba pod tym względem w górach Podkarpacia, Śląska i Małopolski. Na trasie napotykaliśmy też wiele kilometrów remontów, czy też zerwanej nawierzchni.
    Była to jedna wielka, intensywna wyprawa, z trudnościami jakie można spotkać podczas wyjazdów w nieznane :)

    Bywało ciężko. Czasem bardzo ciężko. Kryzysy ma każdy – sztuką jest sobie z nimi radzić, czego ciągle się uczę. Była też euforia, złość (dostało się psu;) ), a nawet łzy. Bardzo mi pomagały słowa wsparcia, które spływały do mnie z różnych źródeł. Pisali do mnie rodzina, znajomi, a także nieznajomi ludzie. Czy to przez Facebooka, czy przez sms, czy nawet przez Wykop :) Nie będę tutaj wymieniał wszystkich - każdy kto mnie wspierał o tym wie i każdemu z osobna bardzo dziękuję :)

    Dziękuję też tym, którzy przebrnęli prze całość relacji – do usłyszenia w przyszłości ;)

    Mój tag - #byczysnarowerze

    Cała galeria zdjęć z opisami

    Pokrewne: #mrdp #rower #kolarstwo #zaliczgmine #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

    +: t...u, edicsson +84 innych
  •  

    442397 - 50 - 160 - 154 = 442033

    Jesienny wyjazd z namiotem, by skosić resztę gmin województwa opolskiego. Była to też okazja, by celebrować zbliżające się 2 lata od zakupu AWOLa, w czasie których przemierzyliśmy wspólnie ponad 33 000 kilometrów ;)

    Początkowo był plan na pętlę, jednak stwierdziłem że należy nam się spokojny weekend bez spinki po tym ultramaratonowym sezonie i postanowiłem jechać po prostu przed siebie. Jedynym celem było zaliczenie wszystkich zakłożonych gmin. Żeby wypełnić sakwy zabrałem nawet drugi śpiwór i kuchenkę gazową :)

    Start w piątek o 22:30, prosto po pracy. Noc ciepła jak na październik. Po przejechaniu 50 km skręcam do lasu, kilka kilometrów za Sośnicowicami. W nocy budziły mnie jakieś zwierzęta, ale generalnie całkiem fajnie.

    Rano zorientowałem się, że miałem jechać bardziej na północ, ale skoro już mnie tak wywiało pod Kędzierzyn, to zahaczę o śniadaniowego McD. Dalej kieruję się na północ w kierunku Opola, które w miarę możliwości mijam przedmieściami. Generalnie większość dzisiejszej trasy przeszkadza mi wiatr i jedzie się dosyć ciężko. Szczególnie z dodatkowym bagażem na przodzie, którego powierzchnia stawia jeszcze większy opór. Szczerze powiedziawszy nie tak to sobie wyobrażałem. Jakoś mnie ta jazda nie cieszy i jadę trochę na siłę. Niby fajnie, ale to nie to ;)

    W Domaszowicach robię zakupy na noc. Gdy ruszam dalej jest już ciemno, a godzina jest przecież dopiero 19. Ponieważ wcześniej nie daje mi się nigdzie kupić gazu do kuchenki, zaopatruję się we wkład do znicza, którym zamierzam podgrzać (nie zagotować) trochę wody, bo mam ochotę na coś ciepłego do kolacji. Pomimo że jest wcześnie, postanawiam się rozbić jeszcze przed Namysłowem. Znajduje kawałek lasu, ale poszycie jest gęsto zarośnięte paprociami itp. Pozostaje mi rozbić się na drodze. Normalnie bym tego nie zrobił, w obawie przed pojazdami które potencjalnie by mogły tu wjechać w nocy. Tutaj jednak drogę przecina kilka świeżo powalonych drzew, więc po przeniesieniu roweru przez kilka z nich, jestem bezpiecznie odgrodzony z obu stron ;) Podłoże jest twarde, więc pod namiot ścielę sobie dodatkowe posłanie z zerwanej wokół wysokiej trawy. A co! Mam czas, a noc przede mną długa :) Dodatkowy śpiwór leci pod plecy i jest zaczyna się robić fajnie.

    Przespałem dobrych 9 godzin. Przez to leniuchowanie w dalszą drogę wyruszam dopiero o 9. W końcu wjeżdżam na fajne zadupia i jedzie mi się przyjemnie. Pogoda tez dopisuje, zza chmur wychodzi słońce. Zaliczam kolejne gminy i zaczynam myśleć gdzie zakończę ten wypad. W ostatniej zaplanowanej gminie, Łambinowicach, namierzam stację kolejową. Niby czasu mam sporo, ale na ostatnich 50 kilometrach teren robi się pagórkowaty, a w moją trasę niespodziewanie zaczynają się wplatać szutry. Ostatnie 30 km muszę więc ostro cisnąć żeby zdążyć. Na części jest już z wiatrem, asfalty są dobre i jedzie się elegancko. Tym sposobem na stacji kolejowej jestem pół godziny przed planowanym odjazdem. Zachód słońca nadaje fajnego klimatu temu zadupiu :) Jeszcze tylko przesiadka w Opolu, Gliwicach i o po 23 jestem w domu. O godzinie 4 pobudka i pętla się zamyka - czas do pracy ;)

    Cały album ze zdjęciami: TUTAJ

    #zaliczgmine - opolskie wykoszone jako drugie województwo (po śląskim). Kolejne będzie łódzkie lub małopolskie.

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

  •  

    482243 - 136 = 482107
    #100km #zaliczgmine

    http://yurek55.bikestats.pl/1623787,Uzupelnianie-bialych-plam-gminnych-na-wschodzie.html

    Statystyki:

    Dystans: 136 km
    Czas: ◷05:44:14
    Średnie tempo: 2:31 min/km
    Średnia prędkość: 23,75 km/h
    Kalorie: 4581 kcal

    W tym tygodniu to już 354km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    +: K.........a, Bramborr +28 innych
  •  

    488453 - 53 - 51 - 110 - 184 = 488055

    Wypad w okolice Poznania i zaliczenie kilku gmin :)
    200 + 13 = 213

    Statystyki:

    Dystans: 53 km
    Wertykalnie: 392m(↑198m/↓194m)
    Czas: ◷01:53:20
    Średnie tempo: 2:08 min/km
    Średnia prędkość: 28,02 km/h
    Kalorie: 1604 kcal

    Dystans: 51 km
    Wertykalnie: 719m(↑365m/↓354m)
    Czas: ◷01:56:09
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,55 km/h
    Kalorie: 1536 kcal

    Dystans: 110 km
    Wertykalnie: 747m(↑368m/↓379m)
    Czas: ◷04:23:41
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,09 km/h
    Kalorie: 3260 kcal

    Dystans: 184 km
    Wertykalnie: 729m(↑393m/↓336m)
    Czas: ◷07:19:43
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,10 km/h
    Kalorie: 5439 kcal

    W tym tygodniu to już 398km!
    #rowerowyrownik #100km #100km #zaliczgmine

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    545325 - 117 = 545208

    40 i 41 w #zaliczgmine. No przydałoby się dobić do tej 50 w tym roku, coby zaliczyć jakiś próg nowicjusza. Szkoda, że nie ma #zaliczsolectwo albo #zaliczwioske, bo tego to sporo by dziś wpadło ¯\_(ツ)_/¯

    Statystyki:

    Dystans: 117 km
    Czas: ◷04:50:26
    Średnie tempo: 2:29 min/km
    Średnia prędkość: 24,14 km/h
    Kalorie: 4450 kcal

    #rowerowyrownik #100km
    pokaż całość

    źródło: Winniczka.jpg

  •  

    553717 - 71 - 100 - 242 = 553304

    Kolejna porcja wyjazdów z tego tygodnia. Przy okazji zaliczyłem kolejne gminy ;) Do kolekcji trzeba dodać 7 gmin czyli łącznie jest 200.

    #zaliczgmine

    Statystyki:

    Dystans: 71 km
    Wertykalnie: 623m(↑315m/↓308m)
    Czas: ◷02:25:04
    Średnie tempo: 2:02 min/km
    Średnia prędkość: 29,47 km/h
    Kalorie: 2207 kcal

    Dystans: 100 km
    Wertykalnie: 522m(↑260m/↓262m)
    Czas: ◷03:34:52
    Średnie tempo: 2:08 min/km
    Średnia prędkość: 28,00 km/h
    Kalorie: 3038 kcal

    Dystans: 242 km
    Wertykalnie: 1456m(↑709m/↓747m)
    Czas: ◷09:04:37
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,61 km/h
    Kalorie: 7219 kcal

    W tym tygodniu to już 413km!
    #rowerowyrownik #100km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0306.JPG

  •  

    573934 - 267 - 102 - 52 = 573513

    Zwiedzanie wielkopolskich terenów przy okazji #zaliczgmine wpadło 14 gmin. Podsumowując aktualnie jest 193 :)

    Statystyki:

    Dystans: 267 km
    Wertykalnie: 1801m(↑862m/↓939m)
    Czas: ◷10:11:43
    Średnie tempo: 2:17 min/km
    Średnia prędkość: 26,22 km/h
    Kalorie: 7970 kcal

    Dystans: 102 km
    Wertykalnie: 396m(↑193m/↓203m)
    Czas: ◷03:37:43
    Średnie tempo: 2:07 min/km
    Średnia prędkość: 28,24 km/h
    Kalorie: 3115 kcal

    Dystans: 52 km
    Wertykalnie: 365m(↑179m/↓186m)
    Czas: ◷01:38:28
    Średnie tempo: 1:54 min/km
    Średnia prędkość: 31,52 km/h
    Kalorie: 1659 kcal

    W tym tygodniu to już 421km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0294.JPG

  •  

    583668 - 121 = 583547

    Musiałem wstać przed piątą rano, bo do przejechania było dużo kilometrów, a żonka ze śniadaniem czekała. Będzino, ostatnia gmina tegorocznego wyjazdu nadmorskiego.

    #zaliczgmine #100km

    Statystyki:

    Dystans: 121 km
    Czas: ◷05:33:27
    Średnie tempo: 2:45 min/km
    Średnia prędkość: 21,72 km/h
    Kalorie: 3588 kcal

    W tym tygodniu to już 243km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km
    pokaż całość

  •  

    596949 - 288 = 596661

    jeden z celów na ten sezon zaliczony - Kraków zdobyty.
    Wyjazd przed 3 z Uniejowa, gdzie akurat byłem na działce, by zdążyć na 4.30 do Szadku, gdzie umówiony byłem z @Zelazko_MPM, który jako jedyny z #rowerowalodz postanowił towarzyszył mi w podróży. Spodziewaliśmy się, że będzie zimno nad ranem, ale rzeczywistość przerosła oczekiwania. Temperatura chwilami spadał do 10 stopni i mimo, że w okolicach Widawy zaczęło wychodzić słońce sytuacja się nie poprawiła. Długiego rękawu pozbyłem się dopiero około 15, gdy zaczęły się górki za Częstochową.

    Droga do Częstochowy mijała bez problemów w dość dobrym tempie, więc doszedłem do wniosku, że czas pozwala na wjechanie do Częstochowy, którą miałem w założeniu ominąć, i wizytę w McDonaldzie. Niestety przed samą Częstochową zaczyna kropić deszcz, a później okazuje się, że droga, która była na mapie nie istnieje, a druga droga okazała się placem budowy autostrady A1. A więc zgodnie z zasadami @metaxy, że każda wyprawa musi mieć odcinek terenowy jedziemy przez plac budowy. Następnie błądzenie po Częstochowie by dotrzeć w końcu do McDonalda i się posilić przed dalszą drogą.
    Później odprowadzam @Zelazko_MPM na dworzec PKP i przebijając się przez Częstochowę ruszam dalej.

    Niestety zaczyna się nerwówka, bo zaczynam mieć obawy, że przez to, że prawie godzinę straciłem na Częstochowę nie zdążę na ostatni bezpośredni pociąg do Łodzi. A dodatkowo za chwilę zaczynają się górki, do których w centralnej Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni. Na szczęście jeszcze trochę siły w nogach było i z każdym kilometrem sytuacja z czasem wydawała się coraz lepsza i szansa na dojechanie na pociąg wydawała się coraz bardziej realna. Niestety na sam koniec zostało przebicie się na dworzec, a że nie znam Krakowa zaczęło się błądzenie, ale ostatecznie udało się na 5 minut przed planowanym odjazdem pociągu dotrzeć na dworzec.

    Wyprawa udana bo udało się poprawić życiowy rekord, a dodatkowo zaliczyć 17 nowych gmin do #zaliczgmine, ale gdyby tę trasę pojechać na 2 dni udałoby się jeszcze coś zobaczyć.
    No i tę wyprawę potraktowałem trochę jako sprawdzenie czy w ogóle w obecnej formie mam szansę przejechać Rajd Wokół Tatr - co prawda będzie na nim trochę więcej przewyższeń, ale dystans krótszy, więc może się uda. Żałuję tylko, że nie było czasu na dokręcenie do 300 km.

    @Zelazko_MPM dzięki za towarzystwo!

    #200km po raz drugi w tym roku
    #rowerowalodz #rowerowykrakow #wykoptribanclub

    Statystyki:

    Dystans: 288 km
    Czas: ◷11:29:58
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,06 km/h
    Kalorie: 10904 kcal

    W tym tygodniu to już 288km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    602879 - 61 - 83 - 48 - 261 - 204 = 602222

    Weekendowo w Częstochowie.
    Sobota - Wyjazd 6:00. Cel Częstochowa 170km, wyjazd z kuplami, ja na szosie oni na mtb. Pierwsze 2h pogoda straszna wiatr, deszcz.. dobrze że jeszcze gradu nie było, kolejne godziny jakoś się poturlaliśmy w zachmurzeniu. Będąc już w Częstochowie obiadek dość obfity, kumple pojechali do hotelu a ja jeszcze zrobiłem rundkę po okolicach i zaliczyłem kilku gmin.
    Niedziela - Po śniadaniu wyjazd o 8:30 od razu piękny intensywny deszczyk padał, doskonale się zapowiada dzień... nom stop w #wmordewind. Na 110km dość spory kawałek szutrowej drogi. I tak po ciężkich zmaganiach dojechaliśmy do celu. :)
    Ogólnie wyjazd na plus, szkoda że pogoda trochę nie dopisała.
    #zaliczgmine 147+32

    Statystyki:

    Dystans: 61 km
    Wertykalnie: 579m(↑270m/↓309m)
    Czas: ◷02:19:20
    Średnie tempo: 2:17 min/km
    Średnia prędkość: 26,16 km/h
    Kalorie: 1803 kcal

    Dystans: 83 km
    Wertykalnie: 589m(↑284m/↓305m)
    Czas: ◷03:06:06
    Średnie tempo: 2:14 min/km
    Średnia prędkość: 26,78 km/h
    Kalorie: 2486 kcal

    Dystans: 48 km
    Wertykalnie: 304m(↑158m/↓146m)
    Czas: ◷02:07:37
    Średnie tempo: 2:40 min/km
    Średnia prędkość: 22,38 km/h
    Kalorie: 1342 kcal

    Dystans: 261 km
    Wertykalnie: 2094m(↑1098m/↓996m)
    Czas: ◷10:52:17
    Średnie tempo: 2:29 min/km
    Średnia prędkość: 24,03 km/h
    Kalorie: 7647 kcal

    Dystans: 204 km
    Wertykalnie: 1553m(↑717m/↓836m)
    Czas: ◷08:40:25
    Średnie tempo: 2:33 min/km
    Średnia prędkość: 23,48 km/h
    Kalorie: 5894 kcal

    W tym tygodniu to już 657km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0289.JPG

  •  

    Potrzymajcie mi piwo... i w przyszłym roku będzie koniec. Niebieski to wyłącznie tegoroczna wyprawa, choć jeszcze coś w tym roku dołożę. Malowanie trochę zajęło, ale w końcu się udało skończyć.

    #rower #zaliczgmine #kolorowekredkiaraczejflamastry #metaxynarowerze

    źródło: 2017.08.11.JPG

  •  

    611726 - 82 = 611644

    Kolejny dzień z pobudką o piątej, dziś gminy Gryfice i Płoty. Pierwszy raz widziałem wschód słońca nad Bałtykiem
    #zaliczgmine

    W tym tygodniu to już 250km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

    +: M...........a, drugsorbrain +20 innych
  •  

    618951 - 84 = 618867

    Siemyśl, Trzebiatów, Karnice, Brojce, Rymań
    #zaliczgmine
    Katedra w Trzebiatowie

    Statystyki:

    Dystans: 84 km
    Czas: ◷04:17:55
    Średnie tempo: 3:03 min/km
    Średnia prędkość: 19,64 km/h
    Kalorie: 2388 kcal

    W tym tygodniu to już 168km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa pokaż całość

  •  

    620393 - 84 = 620309

    Wolin, Kamień Pomorski, Golczewo, Świerzno, Dziwnów, Rewal
    #zaliczgmine

    Statystyki:

    Dystans: 84 km
    Czas: ◷03:59:31
    Średnie tempo: 2:51 min/km
    Średnia prędkość: 21,03 km/h
    Kalorie: 2499 kcal

    W tym tygodniu to już 84km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

  •  

    Zacząłem się właśnie bawić w #zaliczgmine (pewnie do emerytury nie zaliczę wszystkich - na razie to wygląda jak na pic rel). O interaktywnej mapie wiem. Ale ręcznie trzeba wrzucać pojedyncze GPX-y i klikać. Zastanawia mnie jednak czy jest jakaś automagiczna synchronizacja ze Stravą?
    #rower

    źródło: zaliczgmine.pl

    +: Freakz, s.....r +5 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów