•  

    253126 - 54 - 12 - 13 = 253047

    54 - Green do domu Velo D12 - Olsztyn na zakazie.

    12 - włóczenie się po Warszawie.

    13 - z pociągu do domu.

    Podsumować można tylko w jedyny słuszny sposób - piękna to była wyprawa, nie zapomnę jej nigdy.

    Polecam każdemu taki sposób spędzenia wakacji, na tę chwilę chyba muszę przykleić swoim etykietkę „najlepszych wakacji w życiu”.

    Podsumowując Green Velo - polecam najbardziej południe i północ (odcinek Czeremcha - Węgorzewo). Ściana wschodnia jest mniej ciekawa, ale nadal jest dobrze. Niestety za Szczebrzeszynem ktoś miejscami miał fantazję w prowadzeniu szlaku i puścił go po strasznym terenie. Gdzieś za Chełmem robi się znowu normalnie. Za Bugiem z kolei zaczyna się ponownie sporo terenu, ale przynajmniej ma on sens (choćby przejazd przez Białowieżę, czy Biebrzański Park Narodowy). Za Augustowem aż do Gołdapii jest masa terenu, najczęściej podlaski szuter, momentami nieznośna tarka, a trafia się i piach. Jest ciężko, mimo to wart trudu zazwyczaj. Za Gołdapią kompletnie już nie mogłem pojąć co komuś przyświecało w prowadzeniu szlaku. Dałem sobie spokój ostatniego dnia i jechałem drogami. Właściwie to w Węgorzewie mógłbym już kończyć, bo dalej jedynie czerwona cegła i drzewa w skrajni. Nie wiem co jest na odcinku Lidzbark Warmiński - Elbląg, bo nie dojechałem do końca. Tak, czy inaczej optymistyczny plan zakładał koniec w Suwałkach.

    Z tymi wadami i tak jestem niezmiernie zadowolony z wakacji, jak i szlaku Green Velo. Warto jednak nie trzymać się go kurczowo i przygotować się wcześniej do wyprawy, ponieważ można sporo ominąć, np. Zamość, nie mówiąc już o miejscach na wyciągnięcie ręki, np. jezioro Wigry.

    Garść statystyk:
    * 11 dni, dzień 12 - na pociąg do Olsztyna,
    * pierwsze 5 dni z deszczem, pozostałe 6 (7) dni na sucho,
    * razem 1919 km, dzień 1 +10 km na pociąg, dzień 12 +79 km, w 12 dni pękło 2000 km,
    * średnio 174 km, najkrótszy dystans 150 km, najdłuższy 201 km,
    * razem 10540 m w górę, najwięcej jednego dnia 2077 m,
    * średnio 43 zł za nocleg, dziennie ~110 zł (jedzenie i nocleg),
    * zalicz gminę +138.

    Krótka legenda mapy:
    * czerwony kolor - szlak Green Velo,
    * zielony i żółty - moje jazdy,
    * niebieski i fioletowy - test przed wyprawą.

    W tym tygodniu to już 979km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #rower #greenvelo #podroze #podrozujzwykopem #zaliczgmine
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wyprawa.jpg

  •  

    290364 - 108 - 208 - 129 = 289 919
    Witaj nowa edycjo!
    108 - mało emocjonująca trasa z Mietkowa do Strzelina, inspirowana głównie potrzebą poprawienia PR na hopce w Przemiłowie i odwiedzeniu gminy Piława Górna (jakoś niechcący dołączyłem do #zaliczgmine ;D). Na samej końcówce pod Strzelinem moknę do suchej nitki.
    208 - z przygranicznego Görlitz wyruszyłem w głąb Niemiec w poszukiwaniu asfaltów i nowych terenów. Trasę inspirowana heatmapą oraz chęcią zrobienia 200km. Przed 9 ruszam w kierunku niemieckich wiosek, które w większości były dość wymarłe, niemniej asfalty co najmniej satysfakcjonujące. Po trzech godzinach dojeżdżam do czeskiego Varnsdorfu, a następnie kieruję się na niemieckie kurorty w Górach Żytawskich - Jonsdorf, Luckendorf, Oybin. Jeszcze raz skaczę na czeską stronę, by bocznymi drogami dojechać do Zittau (Żytawa). Stamtąd już blisko na trójstyk granic, który jest dość uroczym miejscem. Znów do Czech, za Hradkien n/Nisou odwiedzam restaurację i tankuję pół litra kofoli. Jadę jeszcze nieco wgłąb Czech, ale za Chrastavą odbijam w kierunku granicy by finalnie zjechać do Bogatyni. Tamże bufet w Biedronce. Ostatni odcinek to droga do Węglińca - DW352 to jedyna droga do Zgorzelca - jedzie się fatalnie, wmordewind + spory ruch samochodowy. Szczęśliwie bez strat dojeżdżam do Zgorzelca, odbijam na boczne drogi i bez pośpiechu toczę się na stację w Węglińcu. Wyszło 2200 w pionie, nieco dało mi to w kość. Wnioski: omijać drogi typu A ( ͡° ͜ʖ ͡°), B i S, najczęściej są one mocno obłożone i mimo wysokiej kultury jazdy źle się jedzie, mimo że na heatmapie wszystkie się na czerwono świecą.
    129 - pierwszy raz (dopiero ( ͡° ʖ̯ ͡°)) w Karkonoszach na szosie. Towarzyszy @cherrycoke2l. Trasa niby niezbyt górzysta, ale 2000m w pionie weszło. Ruszyliśmy z Sędzisławia, a następnie przez Kamienną Górę, Starą Białka ( ͡° ͜ʖ ͡°), Miszkowice na Rozdroże Kowarskie. Dalej kierunek Rudawy, podjazd w Rędzinach dał nam w kość. Przez Miedziankę (tą, o której Springer pisał), Trzcińsko dojeżdżamy do bufetu w Kowarach. Po dwóch pączkach zjeżdżamy do Podgórzyna, gdzie wspinamy się do Przesieki i Borowic. Miał być jeszcze Karpacz, ale zostawiamy go na kiedy indziej ;d Spokojnie zjeżdżamy do Jeleniej Góry, tamże jeszcze raz bufet i pociąg.

    I pękło 6000km w tym roku ^^
    #rowerowyrownik #100km (nr 29 i 30) #200km (nr 4)
    pokaż całość

  •  

    77513 - 235 = 77278

    Wyprawa, dzień III, 2.06.2018

    Pobudka jak zwykle o 6.00, ale zanim zjemy śniadanie i zbierzemy dupy, jest już kwadrans przed ósma. Ukraińców dawno nie ma, więc do wyjazdu mamy cały hotel dla siebie.

    Z miasta wyjeżdżamy na zachód, a w Piorunowie, gdzie odbijamy na północ, zaliczamy pierwszą tego dnia atrakcję turystyczną w postaci pałacu. Dalej przez kilkanaście km jedziemy drogą prostą, jak od linijki. Na śladzie trasy wygląda, jakby ktoś zapomniał wyłączyć pauzę. Po drodze dogania nas @sim_co, którego poznaliśmy dzień wcześniej, a teraz towarzyszy nam do Ozorkowa.

    W miejscowości Piątek, która uchodzi za geometryczny środek Polski, cykamy obowiązkowe zdjęcie z pomnikiem. On sam jakiegoś wielkiego szału nie robi. Można było się bardziej postarać.

    Z kolei zamek w Oporowie bardzo nam się spodobał. Klimat było czuć już od samego wejścia na teren parku, głównie za sprawą setek kraczących wron i fosy zielonej od glonów.

    Mimo iż od Kutna, w którym planujemy nocleg, dzieli nas ledwie kilkanaście km, musimy pojechać jeszcze sporą pętlę na wschód, zahaczając ponownie o Mazowsze. I nieważne, że drogi przypominają tarkę, #zaliczgmine ma tutaj priorytet. Ale każdy z grubsza wiedział na co się decyduje, więc zażalenia jeśli już, to tylko do siebie.

    Przez cały dzień nie forsowaliśmy jakiegoś specjalnego tempa, bo @metaxy'ego zaczęło boleć prawe kolano. Tak jak to mówią - po trzydziestce, to już nic tylko dzwonić po śmieciarkę.

    Co do samego noclegu, to mamy go w pokojach nad pubem dla motocyklistów. Właściciel bardzo wyluzowany, z głośników leci coś w stylu "rapapara, miała ryja jak kopara", a pokoje standardem zatrzymały się w późnym PRL-u. Robimy zakupy na rano, w pubowym barze jemy po burgerze i do spania.

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1612675458

    #mortalszosuje - mój tag.

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 9)
    pokaż całość

  •  

    84279 - 370 - 233 - 103 = 83573

    Czwartek
    Start wyprawy @metaxy "dookoła" Polski jak zawsze zaczyna się do Warszawy. W tamtym roku towarzyszyłem i w tym roku też postanowiłem, chociaż @metaxy nie ułatwił zadania, bo wyznaczona trasa przebiegała dalej od Łodzi niż w roku ubiegłym. A więc wyjazd o 3 rano z Łodzi by samotnie przejechać ponad 150 kilometrów, przez Tomaszów Mazowiecki, Opoczno i Końskie, w okolice Skarżyska Kamiennej. Na szczęście wszystko szło bez problemów i do Suchedniowa, gdzie planowany był postój w najlepszej restauracji dla kolarzy, czyli McDonaldzie, dotarłem przed ekipą z Krakowa, więc mogłem się powoli toczyć w ich kierunków obserwując tracking na #endomondo. Oczywiście spotkania z @metaxy na trasie nie zaczynają się od cześć, a od sprintu powyżej 40 km/h - tak było w tamtym roku i tak było teraz.
    Docieramy do McDonalda gdzie w końcu można się przywitać i poznać nowe osoby - a peleton w tym roku okazała się naprawdę okazały - było ponad 20 osób. Gdy wszyscy się posilili ruszyliśmy dalej z krótkimi przerwami na stacjach w celach uzupełnienia bidonów. Za Radomiem podczas jednego z takich postojów dojeżdża #szosowawarszawa w składzie @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek. Ruszamy dalej do Warki gdzie czeka @rdza - po krótkim postoju lecimy już bez postojów do Warszawy by zdążyć na pociągi. Po drodze w okolicach Gassów dołącza jeszcze @negrobella - szczerze powiedziawszy nie wiem o co chodzi z tymi zachwytami z Gassami. Szybki przejazd ulicami przez Warszawę i docieramy pod Pałac Kultury. Udało się bez problemów zdążyć na pociągi.
    Pozdrawiam wszystkich z #rowerowykrakow @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @banan77 @mihal34 @Wilier @pe__pe @Mortal84 oraz @baczy i @mosci_K - na pewno wszystkich nie wymieniłem za co przepraszam pominiętych.
    Powrót pociągiem i około 22 melduję się w domu.
    Rekord życiowy poprawiony o ponad 80 kilometrów, a przy okazji rekordy życiowe w czasie przejazdu dla 50km, 50mil, 100km i 100mil.

    Piątek
    Start po 7 na dworzec Łódź Widzew by odebrać @Dewastators, który przyjechał pociągiem z Wrocławia, by potowarzyszyć chłopakom podczas ich wyprawy. Ruszamy przed 8 i planujemy przechwycić ekipę w Skierniewicach - czasu mamy dużo a @Dewastators chce zobaczyć trochę okolic, więc jedziemy bocznymi drogami po pagórkach zahaczając między innymi o kolejkę wąskotorową w Rogowie. W Skierniewicach mały postój na jedzenie i uzupełnienie zapasów i jako że mamy zapas czasu postanawiamy ruszyć do Bolimowa, gdzie czekamy na @metaxy. W sześcioosobowym składzie @metaxy @Mortal84 @Cymerek @mosci_K @Dewastators i ja ruszamy dalej fotografując po drodze parowóz i czołg w Skierniewicach, czołgi i samolot w Lipcach Reymontowskich i dalej przez Głowno, Stryków i Zgierz do Aleksandrowy, gdzie czekają pozostali z ekipy #rowerowalodz: @Zelazko_MPM @sargento i @sim_co. I takim 9 osobowym peletonem docieramy do Konstantynowa, gdzie chłopaki mają nocleg. @sim_co odprowadza @Dewastators na pociąg do Pabianic, @Zelazko_MPM towarzyszy @mosci_K do Lutomierska w jego drodze do domu, a ja z @sargento wracamy do Łodzi.

    Niedziela
    Wyjazd pociągiem o 5.21 do Kutna, by odprowadzić kawałek @Cymerek, który kończył wyprawę i wracał pociągiem z Warszawy do domu. Po 7.30 żegnam się z @metaxy i @Mortal84 i z @Cymerek ruszamy w kierunku Łowicza. Jechaliśmy spokojnym tempem +30km/h gadając i obserwując burzowe chmury po lewej strony. Jeszcze szybki postój w Maurzycach na zdjęcie z pierwszym na świecie spawanym moście stalowym i docieramy na Orlen w Łowiczu, gdzie łapie nas burza. Ponad godzinę musieliśmy przeczekać na stacji jak przestanie grzmieć i błyskać. Jako że czas naglił postanowiłem jechać już w kierunku domu pomimo deszczu, więc żegnam się z @Cymerek i ruszamy w swoje strony.
    I zaczął się koszmar - po zmianie kierunku wiatr który pomagał wcześniej zmienił się na #wmordewind, dodatkowo przez pierwsze 15 km padało, czasami też grad. Gdy przestało padać i udało się złapać jakiś rytm jechania złapałem kapcia przed samym Strykowem. Do wszystkich zainteresowanych - teraz opona jest założona zgodnie z kierunkiem ;) Później już tylko pagóreczki i melduję się zgodnie z zakładanym planem o 13.30 w domu na obiad.

    Jeszcze raz dzięki wszystkim za mój najlepszy rowerowy weekend w życiu - i liczę, że uda się chociaż z niektórymi spotkać w najbliższej przyszłości.

    P.S. chyba mogę dodać #jechalemzmetaxy

    600km w 2 dni

    #300km - numer 1
    #200km - numer 1
    #100km - numer 10

    #zaliczgmine - wpadło 31 nowych gmin

    W tym tygodniu to już 706km!
    #wykoptribanclub #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: YDXJ0245-01.jpeg

  •  

    206516 - 119 - 5 = 206392

    wczorajsza wycieczka #rowerowalodz w towarzystwie @sargento i @Zelazko_MPM do Kalisza - w tamtym roku się nie udało, a teraz obyło się bez większych problemów i w niezłym tempie.
    Przy okazji pierwsze w tym roku #zaliczgmine +3 oraz #100km numer 4 w tym roku

    @wspodnicynamtb w końcu udało się przetestować spodenki i trochę różnicy na plus jest w porównaniu do decathlonowskich 500. Ale muszę się przyzwyczaić do tej grubszej wkładki.
    Więc przy okazji polecam wszystkim #contourcycling!

    #wykoptribanclub #rowerowyrownik #100km

    W tym tygodniu to już 184km!

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    207461 - 41 = 207420

    #zaliczgmine #chmielnik

    Statystyki:

    Dystans: 41 km
    Wertykalnie: 927.602m(↑471.324m/↓456.278m)
    Czas: ◷01:49:04
    Średnie tempo: 2:39 min/km
    Średnia prędkość: 22,60 km/h
    Kalorie: 1632 kcal

    W tym tygodniu to już 41km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    208603 - 107 = 208496

    Dalsza część majówki, tym razem odcinek Bydgoszcz - rodzinna miejscowość dziewczyny na Kujawach.

    Pod Toruniem z powodu objazdu zaliczyłem ok. 5km szutru, chwilę później czułem już bicie rozciętej opony. Na szczęście dotrwała do końca.

    Z pozytywów wiatr pomógł zrobić średnią 29km/h, wyrobiłem się w 4h brutto. Do tego #zaliczgmine +6, na poprzednim odcinku zapomniałem, a było +11. No i zaczął sie sezon na bez! :)

    W tym tygodniu to już 285km!
    #rowerowyrownik #rowerowetrojmiasto #100km
    pokaż całość

  •  

    209861 - 4 - 5 - 102 = 209750

    Majowe Gran Fondo zaliczone (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    Spontanicznie zapakowaliśmy się z niebieskim do pociągu i wywieźliśmy do Przeworska. Stamtąd powrót do domu na rowerach.
    Po drodze: kopiec Jagiełły w Jagielle, pałac w Sieniawie, cerkiew w Piskorowicach, zalew w Ożannie, Italser w Łazowej, miejscowość o jakże wymownej nazwie KUSTRAWA z całkiem fajnym podjazdem, no i na koniec lody u Suchojada.

    pokaż spoiler Decyzja o wycieczce zapadła na podstawie prognozy pogody dot. kierunku wiatru - wiało mocno z południa (✌ ゚ ∀ ゚)☞


    #rowerowyrownik #ruszdupe #100km #zaliczgmine +1 (Sieniawa)
    pokaż całość

    źródło: zprzeworska.jpg

  •  

    215854 - 512= 215342

    Piękny Wschód 2018 31/101 OPEN

    Pierwszy raz startuje na maratonie tego typu. Piękny Wschód to jedna z pierwszych możliwości uzyskania kwalifikacji do maratonu Bałtyk-Bieszczady Tour 1008 km. Wybrałem tą imprezę bo mam najbliżej i jest dość tania. Jest to trzecia edycja imprezy.
    Start mojej grupy jest o 8:30, pojawiam się na starcie odpowiednio wcześniej, chowam tracker w framebag i ustawiam się na starcie. Zaraz po starcie grupa traci jednego. Po kolejnych kilometrach tracimy trzech kolejnych. Dość cisnięte było mimo jazdy pod wiatr. Kolega z numerem 256 i ja ścigaliśmy grupy które wystartowały wcześniej. Mieliśmy kilka osób. Dogoniliśmy jedna mocna grupę z którą jechałem do 100km. Trafiła się górka i mi odjechali.
    PK1 Krasnystaw był na 108km, dojechałem do punktu i Ci się już zbierali. Tutaj orientuję się, że dalsza droga będzie solo, nie pomyliłem się :) Na PK podbijam książeczkę. Przydział jedzenia: żurek, cebularz, banan, baton, izotonik, woda 0,5l. Poprawiam siodełko, jest 2 mm za wysoko. Do PK2 Hrubieszów 172km jest dalej w niesprzyjającym wietrze. Wieje raz w czoło raz z prawej. Trafił się nawet odcinek z okropnie kiepskim asfaltem. Było tego pewnie z 10km, zaraz przed Hrubieszowem. Nie ułatwiało jazdy, łata łatała łatę która łatała innąłatę, pieknie to wygląda, okropnie się jedzie. Na PK ciepłe leczo, banan, żele, izotoniki i woda.
    Droga na PK3 to najgorszy odcinek. Nie żeby był kiepski asfalt, zaczęły się górki. Jakoś mi to poszło i pojawiam się na PK3 Józefów 258km. Przydział jedzenia: kanapka, baton, banan, izotonik, woda 0,5l. Na tym punkcie zrobiłem sobie z 30 minut przerwy. Po czasie stwierdzam, że to się przydało i procentowało później na trasie.
    Kolejny odcinek to droga do PK4 Janów Lubelski 336km. Moim zdaniem najgorszy odcinek z całej trasy. Odcinej w dużej mierze przez lasy i wsie. Ściemniało się, wsie zamierały, zostawłay jedynie skupiska pijących panów przy sklepach. w jednym miejscu nadziałem sie na dwa obudzone psy. Zaczęły mnie gonić, ja na wysokie obroty i krzyczę, nie odpuszczają. Po kilkunastu metrach musiały odpuścić, miałem juz ponad 45km/h, dobra ta adrenalina, nie trzeba łykać tabletek z kofeiną. Dobry też był odcinek przez Park Lasy Janowskie, zero oświetlenia ulicznego, tylko moja lampka. W oddali, ani z przodu, ani z tyłu żadnego światełka. Kompletna ciemność. Jade w nadziei, że żadne zwierze mi nie wybiegnie pod koła. Dojazd do PK4 to było wybawienie i zaczęła się juz dobra jazda. Na PK dostałem: filet z kurczaka kaszą pęczak i sałatką, baton, banan, izotoniki.
    Drogi do PK5 Żółkewka 404km nie pamiętam, jakoś za szybko przeleciało. Nie żebym jechał jakoś bardzo szybko, chyba dlatego, że było w miare płasko. Jedynie przed samym PK zaraz za rondem wyrósł podjazd 8%. Na PK spędziłem mało czasu, może z 10 minut. Złapałem banana, batona i izotonik. Napiłem się ciepłej herbaty i ruszyłem dalej. Pod koniec drogi na PK6 Dąbrowa 467km mylę trasę i kieruję się na Orlen w Łęcznej a nie kilka kilometrów dalej w Dąbrowej.
    Do PK6 dojechałem jako jeden z ostatnich. Zdobyłem pieczątke w książeczkę, złapałem banana i batona. Punkt stał przy budynku stacji paliw. Obsługa trzęsła się z zimna. Siedzieli przy może 5 stopniach. Było im chyba zimniej niż nam :) Widzę, że zbiera się do jazdy grupa czterech, może pięciu gości. Nie wiem co mnie tknęło żeby jechać z nimi, na PK stałem może 3 minuty. Nic jadę. I tutaj kolejna dziwna akcja z mojej strony. Nie wiem czemu, ale tempo grupy mi nie pasowało, chyba wolałem sam skończyć tej wyścig. No to dawaj, atakuję sam, 40km do mety, no debil. No i jak już się porwałem to chciałem to pojechać już do resztek sił. Starałem się cisnąć ile się dało. W pewnym miejscu grupa zaczęła mnie doganiać. To mi dawało większego powera. Dobrze ze było raczej z górki to jechało się super. Pod koniec mgły, zimno, brak wiatru, pieknie. Na PK Meta dojeżdzam o 5:37, czyli po 21 godzinach i 7 minutach. Po minucie dojeżdza pierwszy z grupy przed którą uciekałem, po kolejnych 5 dojechali pozostali.
    Wnioski i przemyślenia układam w głowie. Jedynie co warto zaznaczyć, to to, że najważniejsze było jedzenie, lekkostrawne, batony dało się zjeść, jedzenie podczas jazdy na rowerze w odpowiednich chwilach i dużo nawadniania. Trasa łatwa nie była ze względu na pofałdowanie, ale truda też nie. Moja forma mnie zaskoczyła, celowałem w 24h a wyszło znacznie lepiej. To tyle... Aha, no tak, mam kwalifikację na BBT 2018, w sumie po to się tak zmęczyłem.

    Więcej zdjęć na stravie.

    W tym tygodniu to już 512km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #500km #zaliczgmine +40
    pokaż całość

  •  

    247658 - 30 - 12 - 12 - 123 = 247481

    30 jeszcze z niedzieli, w tygodniu tylko jeden dzień pracodomów.

    No i zwieńczenie - wczorajsze 123km przy silnym wietrze i z kumplem romantykiem, który ma gdzieś licznik, stravę czy... biegi. Przejechał dystans no nowo kupionym singlespeedzie.

    W tym tygodniu to już 177km!
    #rowerowyrownik #rowerowetrojmiasto #100km #zaliczgmine +3 pokaż całość

  •  

    262681 - 71 - 101 = 262509

    Rowerowy weekend (⌒(oo)⌒)
    W sobotę wycieczka samochodowo-rowerowa w celu zdobycia nowych gmin - okolice #lezajsk i #przeworsk. Bilans: +9 #zaliczgmine (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) Na trasie m.in. Villa Carpatia (ale nie TA) oraz koń, który przybił gwoździa.
    W niedzielę kręcenie się po okolicy #stalowawola, a po drodze m.in. parada straży wielkanocnych (Turki 2018), odnalezienie tajemniczego pomnika nad Sanem, instalacja do pozyskiwania soku z brzozy, no i grill (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    #rowerowyrownik #ruszdupe #100km
    pokaż całość

    źródło: weekend.jpg

  •  

    269425 - 67 = 269358

    https://www.endomondo.com/users/11586494/workouts/1101072165

    Dodatkowo #zaliczgmine #boguchwala #czudec #glogowmalopolski i #swilcza

    Statystyki:

    Dystans: 67 km
    Wertykalnie: 1802.709m(↑905.543m/↓897.166m)
    Czas: ◷03:16:00
    Średnie tempo: 2:55 min/km
    Średnia prędkość: 20,56 km/h
    Kalorie: 2403 kcal

    W tym tygodniu to już 181km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    297518 - 303 = 297215

    Świnta, świnta i po świntach.. Gminobranie.

    Czas było wrócić ze świąt do Krk, więc o 5 rano we wtorek pobudka. Brat podrzucił mnie samochodem do Rzeszowa i ciut po 7 śmigam w kierunku na Łańcut - krajówką, bo od czasu otwarcia A4 aż do Ukraińskiej granicy w zasadzie wszystko porusza się autostradą właśnie.

    Pierwszy dzień jako takiej słonecznej pogody, wiatr początkowo nawet sprzyjający. Chłodniej niż w Krk, bo maks było pewnie koło 12 stopni, ale nadal to już fajne wiosenne warunki.

    Z Łańcuta przez Leżajsk cisnę na Tarnobród i wracają wspomnienia z wszystkich dotychczasowych wypraw dookoła Polski. Lubelskie ma równie tragiczne drogi co Lubuskie czy Dolnośląskie, ale przynajmniej nie ma bruków. Niemniej jednak w drogach kratery, a i nie idzie rozpoznać gdzie jest łata, a gdzie właściwy asfalt. Pod Biłgorajem jadę ulicą Spokojną, od której podnosi mi się ciśnienie. Piasek zalany wodą, cegłówki, ogólnie syf.

    Niedaleko Zwierzyńca zaczynają się fajniejsze tereny i Roztoczański Park Narodowy - naprawdę fajne tereny i o dziwo nawet miejscami lepszy asfalt. Tam też wieje #wmordewind już prosto w ryjek, a wieje coraz mocniej jak to zwykle ciut popołudniu.

    W Józefowie idealny przykład polskiej szkoły budowania DDR, czyli kończenie tegoż na każdym skrzyżowaniu - nawet przy wyjeździe z bramy cmentarza, gdzie raz na tydzień przejedzie karawan...

    Cisnę dalej na południe w kierunku na Sieniawę i Przeworsk skąd mam pociąg. Po przekroczeniu granicy województwa i mam ochotę ucałować podkarpackie asfalty. W Przeworsku okazuje się, że jak zepnę tyłek to zdążę pojechać do Łańcuta i dzięki temu uda się przekroczyć #300km.

    No i udało się jakieś 10min przed odjazdem pociągu. Za podróż do Krk życzą sobie 33zł + 9.10zł za rower. A warunki? Jak na zdjęciu... 2.5h pod kiblem i na stacji w Rzeszowie już mam tam 3 towarzyszy. Cały pociąg jadący do Szczecina zapchany ludźmi i na korytarzu pełno od Rzeszowa. To musiała być wspaniała podróż dla tych jadących dalej.

    Strava

    O 23 w Krk, zebrałem 18 gmin do #zaliczgmine co daje 2175/2479. Ogólnie niezła forma. Początek kwietnia, a już jedna 400km i dwie 300km. W niedzielę szykuje się kolejna.

    W tym tygodniu wrzucę trasę na kolejną wyprawę cobyście mi podrzucili atrakcje, uwagi i jak zwykle rozpocznie się żebranko o nocleg.

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 2) #metaxynarowerze #rower
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.04.03-full.JPG

  •  

    309449 - 420 = 309029

    Sezon wycieczek długodystansowych uważam za otwarty, czyli urodzinowa trasa @metaxy'ego.

    Miało być 300 km na 30. urodziny wspomnianego jegomościa, ale wszyscy dobrze wiemy, jak to jest. Trzeba po drodze pozaliczać gminy i nagle robi się 370 km. A tego już nie można tak zostawić, bo co to za liczba. Dołóżmy zatem do równego. Później po drodze jeszcze jakieś objazdy i inne atrakcje, i finalnie wychodzi to co wychodzi. Nie żebym narzekał z tego powodu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Pobudka o północy po całych dwóch godzinach "snu". Trzeba coś zjeść, ogarnąć się, wypić kawę i o 1.00 wyjeżdżam. Początkowo temperatura tylko nieznacznie poniżej zera, lekki wiaterek w plecy, więc jedzie się dobrze. W Trzebini Garmin pokazuje mi już jednak -5.5 st. i wiem, że noc na "ciepłą" się nie zapowiada.

    Miejsce spotkania mamy wyznaczone na tankszteli na obwodnicy Olkusza. Docieram tam jako pierwszy. Jestem już dobrze rozgrzany, bo po drodze było kilka podjazdów, a tu trzeba czekać na resztę ekipy. W ciągu 10 minut zjawiają się: @metaxy, @38kemor i krakowski nakurwiacz kilometrów Radek Krupa, a z Andrychowa przyjeżdża @Kuchasz.

    Ponowne doprowadzenie stóp i dłoni do pożądanej ciepłoty zajmuje pół godziny. Jednak dobre tempo i podjazdy wydatnie w tym pomagają. I tak sobie jedziemy, a temperatura spada momentami nawet do -7,5 st, jednak średnio utrzymuje się na -4 st. Pierwszy nieplanowany postój mamy w Sędziszowie, gdzie Strava chciała nas prowadzić na przełaj przez tory kolejowe, a dodatkowo @Kuchasz zauważa, że lekko schodzi mu powietrze z przedniego koła, więc tylko dopompowuje. To już jednak wystarczyło, żeby zabawa z rozgrzewaniem kończyn zaczęła się od nowa...

    Druga podobna sytuacja ma miejsce w Jędrzejowie. Trasa leci drogą S7, więc trzeba wyznaczyć objazd. @Kuchasz znowu pompuje, a mnie znowu marzną stopy i dłonie. Przed Chęcinami fajny podjazd pod zamek. Foto/siku/jedzenie (niepotrzebne skreślić) i ruszamy dalej. Przejazd przez Kielce w zasadzie bezproblemowy pomimo sporych porannych korków. A potem już tylko 30 km i upragnione śniadanie w wykwintnej restauracji McD w Suchedniowie. Schodzi nam tam znacznie dłużej niż byśmy chcieli. @Kuchasz dostaje pracę domową: ćwiczyć szybką wymianę dętek i kupić sobie takie bez wykręcanego zaworka.

    W okolicy Skarżyska-Kamiennej zaczyna się wężykowanie po #zaliczgmine (+24 dla mnie po tej trasie) i tam też opuszcza nas @38kemor, który obawiał się, że może nie podołać takiej czterysetce. Pojechał więc swoją skróconą wersję, a ostatecznie i tak niewiele mu zabrakło.
    W Szydłowcu przypadkowo rozdzielamy się z Radkiem i on też już dalej jedzie po swojemu. Za to w okolicy Radomia dołącza do nas Jacek, znajomek @metaxy'ego z Endomondo. Pojawiają się też atrakcje, z których podobno słynie Mazowsze - "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd". Brakowało tylko tego psa w czapce z mema "I tak się powoli żyje na tej wsi"...

    Gdzieś pomiędzy Białobrzegami a Warką dopada mnie mały kryzys. Zjadam słodycze, które jeszcze mi zostały, ale ogólnie nie jedzie mi się zbyt rewelacyjnie i tylko trzymam koło za chłopakami. Dodatkowo droga od Warki aż do Konstancina jest nuda jak flaki z olejem i ciągnie się bez końca.
    W Kawęczynie spotykamy @oskar1100, który wyjechał nam naprzeciw i później elegancko poprowadził już po samej Warszawie. Trochę dalej dołącza do nas też @piotreeek. Dzięki za fatygę, panowie!

    Jeszcze tylko obowiązkowe zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki, maczek na dworcu, kupić bilety powrotne i fajrant. Pociąg do Bielska-Białej, którym z @Kuchasz wracaliśmy, przyjechał spóźniony o 15 minut. Już nawet nie będę wspominał, że cały dzień jechaliśmy z myślą wracania pociągiem o 18.45, ale "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd" skutecznie pokrzyżowały nasze plany.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, miłe towarzystwo i do następnego!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wawa.jpg

    •  

      @Mortal84 Musiał bym mieć większy rozmiar ochraniaczy. Same buty mam 1 rozmiar większe niż letnie, aby było miejsce na grube skarpetki bądź nawet 2 pary skarpetek w przypadku temperatur po -10.
      I ani razu mi stopy nie zmarły, chociaż w moich jazdach co pewien czas chodziłem, wiec stopy nie miały tak strasznie jak przy bezruchu.
      Ale te spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna. pokaż całość

    •  

      spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna

      @Hinol: Właśnie zastanawiam się czy do zimówki nie przełożyć pedałów MTB i kupić buty MTB czy jednak zostać przy szosie. Ale chyba jednak skuszę się na zmianę pedałów.

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    309943 - 424 = 309519

    Hmmm no miało być 300km na moje urodziny, było 424km... To fajnie i chyba nie ma się co więcej rozpisywać. Na końcu wpisu info o wyprawie dookoła Polski.

    No dobra, koniec gadania głupot. 26 marca @metaxy przyszedł na świat, co nie jest przesadnie korzystne, gdy chce się robić dystanse z okazji urodzin. Pogoda zwykle zimowa lub bardzo wczesnowiosenna, ale prognoza mówi, że w nocy 0, w dzień z 8 stopni, sucho to jedziemy. Niestety poniedziałek i wczesna część sezonu, więc łatwo zebrać tłumów nie było, ale na wypad z #rowerowykrakow zdecydowali się @38kemor @Mortal84 i @Kuchasz.

    Startujemy o 1 w nocy z @38kemor i zaraz zgarniamy pierwszego niewykopka czyli Radka Krupę. Taki nasz okoliczny nakurwiacz kilometrów - gość ma też i 500km na rozkładzie, więc wiadomo było, że da radę. Temperatura 2 stopnie na plusie - jest spoko. Spoko było tak przez pierwsze 10km, zaraz spadła do zera, a w Krakowskich Dolinkach już -5. Na brodzie lód, w bidonach zaczyna się robić kasza, stopy i dłonie trochę marzną. Ale humory dopisują, więc zasuwamy i gadamy o pierdołach.

    W Olkuszu na stacji benzynowej zgarniamy @Mortal84 i @Kuchasz - 5 min postoju i już wiemy, że łatwo nie będzie, bo zimno jak fiks. Temperatura spada do -7.5 stopnia i aż do 8 rano było -3.5. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, to pewnie byśmy poddali wyjazd, a tak "ignorance is bliss". W bidonach formuje się już lód w całej objętości i pić nie bardzo się da.

    Sędziszów przywitał nas uciekającym powietrzem z koła @Kuchasz, ale na tyle powoli, że można dopompować i jechać chwilę dalej. Wolimy to niż czekać na zmianę dętki przy tym mrozie. Tempo cały czas sympatyczne w okolicy 30km/h. Tak dojeżdżamy do Jędrzejowa - kolejne pompowanie koła, zimno, zamarzamy, a jeszcze okazało się, że Strava puściła nas na S7 i musimy kombinować inną trasę i nadkładać km.

    Niedaleko Kielc pojawia się jakaś konkretniejsza góreczka i kurde zastanawiam się skąd to... A to podjazd pod zamek w Chęcinach, gdzie z #rowerowykrakow byliśmy niedawno na ostatniej dwusetce w 2017r. W kieleckim jak to w kieleckim "piździ" i śnieg leży... Przejazd przez Kielce raczej bezproblemowy i głodni jak psy wypatrujemy kiedy na liczniku pojawi się 200km, bo wtedy czas na popas w wykwintnej restauracji McDonald's w Suchedniowie. Miało być szybko, coby nie marnować czasu, ale koledze @Kuchasz zmiana dętki zajęła trochę czasu, więc wyjeżdżamy dopiero 10:35. No i wiemy, że z wyrobieniem się na planowany pociąg będzie krucho. Od tego też miejsca zaczyna się zabawa w #zaliczgmine, więc trasa zaczyna przypominać węża.

    Skarżysko-Kamienna ma fajne Muzeum Orła Białego, gdzie znajduje się najciekawszy dla mnie eksponat czyli kuter torpedowy proj. 664 ORP „Odważny”. Kawałek dalej oddziela się od na @38kemor, który stwierdził, że forma mu nie pozwala na robinie rzeczonych zygzaków, więc on do Warszawy jedzie krótszą trasą. Finalnie i tak wyszło mu 381km, więc grubo. Pod zamkiem w Szydłowcu czekamy na Radka Krupę, który został nieco z tyłu. Ten nas minął nie zauważywszy i pojechał dalej złą trasą. Próbowaliśmy się jeszcze połączyć, ale nie udało się, więc on też krócej pojechał na Grójec.

    Okolice Radomia witają nas tym co tygryski lubią najbardziej. Piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd. Takie bogate to Mazowieckie, a z doświadczenia wychodzi mi, że mają chyba najwięcej dróg gruntowych (a ziemia piaszczysta) w całej Polsce. No i na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jedną z wielu takich przepraw. Tam też spotykamy Jacka Cendrowskiego. To ten sam kolega co spakował rower, wsiadł kiedyś w auto, żeby być o 3 rano we Wrocławiu i przejechać ze mną 300km (a potem znów powrót do Warszawy. Pozytywny człowiek. Przejechaliśmy razem wczoraj pewnie ze 100km i rozłączyliśmy w okolicach Warki. Niedaleko Góry Kalwarii z naprzeciwka nadjechał @oskar1100 i już mamy autochtona, dzięki któremu przejazd przez Warszawę i okolice stał się z nieprzyjemnego zacnym. Niewiele później kolejny reprezentant #szosowawarszawa czyli @piotreeek i tak w 5 jedziemy na Dworzec Centralny. Wspólna focia, śmieszki. Chłopaki do domu, my znów na szybko do McD przed pociągiem. Ja z @38kemor jednym pociągiem, @Mortal84 z @Kuchasz drugim i koniec wycieczki.

    Tak powinny wyglądać wszystkie urodziny!

    W ramach #metaxynarowerze poza info o tym wypadzie też inna informacja, która będzie Was pewnie bardziej (choć nadal niewiele) interesować. Start IV (ostatniej) wyprawy dookoła Polski w Boże Ciało 31.05.2018, czyli za 2 miesiące. Kierunek pierwszego dnia to Warszawa, żeby moje ludziki mogły sobie wrócić pociągiem. Trasę wrzucę na dniach, bo mam w miarę gotową.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.03.26-full.JPG

  •  

    367251 - 586 = 366665

    Przedsylwestrowy przejazd Katowice - Gdańsk

    Już tradycyjnie, w okresie między świętami a sylwestrem udało się zrealizować dłuższą trasę, tym samym zamykając rok 2017. Tym razem prognozy pogody sugerowały jazdę na północ, więc padło na przejazd do Gdańska. Pierwszy raz nie jechałem sam - kilka dni wcześniej odezwał się do mnie Paweł Pieczka, który znając już moją tradycję, zaproponował towarzystwo.

    Startujemy zaraz po świętach, 27 grudnia w okolicach 6 rano. Paweł jedzie od południa (spod czeskiej granicy), więc wyjeżdżam mu na przeciw. Dziwne uczucie, bo mamy jechać nad morze, a ja początkowo się oddalam jadąc na południe ;) Poranek mglisty i zimny. Spotykamy się gdzieś przed Żorami i odtąd jedziemy już wspólnie na północ. Niepokoi nas, że jeśli kolejna noc będzie podobna (zimno, mgliście i wilgotno), to może być z nami krucho, a przede wszystkim - zbyt niebezpiecznie. Bo przecież aktualnie mamy najdłuższe noce i czeka nas dobrych 15 godzin jazdy po ciemku.

    Przed Częstochową pierwszy krótki postój pod sklepem. Chwilę wcześniej jednak mały incydent - na środku naszego pasa stoi śmieciarka. Słońce już zaczęło podsuszać asfalty, co uśpiło czujność - gdy tylko naciskam hamulec, od razy podcina mi koła i zaliczam glebę. Akurat trafiłem na zacieniony kawałek asfaltu, na którym jest tak ślisko, że nawet ciężko mi się pozbierać. Na szczęście prędkość niewielka i skończyło się na zdartym łokciu i dziurawej kurtce.

    Większy postój planujemy zrobić w okolicach środka trasy. Zgodnie z założeniem, niedługo po zapadnięciu zmroku wjeżdżamy na DK91, by odtąd trzymać się sprawdzonego przeze mnie wariantu nad morze aż do końca. Przed Krośniewicami łapie gumę w tylnym kole. Wokół tylko pola i ciemność, więc nie uśmiecha się wymiana dętki w świetle latarki. Postanawiamy spróbować dopompować i jechać dalej, bo jakoś gwałtownie to nie zeszło. Udaje się przejechać 7 km, więc nie jest źle. Jeszcze jedna dobitka i po kolejnych 10 km lądujemy w Krośniewicach, gdzie ma być w końcu Orlen i dłuższy postój. Niestety jest kiepściutko - to jakaś lokalna stacja, zamykana o 22. Jeszcze jest czynne, ale na wypasy nie ma co liczyć. Brak miejsca do siedzenia, a całe menu to znienawidzone już przeze mnie hot dogi. Ale trudno - trzeba zjeść co jest i zrobić dętkę, którą udaje się załatać bez zdejmowania koła.

    Ledwie wracamy na główną drogę, a naszym oczom ukazuje się wielki i wypasiony Orlen z czerwonymi sofami i bogatym menu na pokładzie. Aż żal patrzeć, ale trzeba jechać dalej. Oczywiście przez kolejne godziny mijamy sporo takich wypasionych przybytków ;)

    Noc przemija dość spokojnie. Zgodnie z prognozami wiatr sprzyja, jednak pokazują one też coś niepokojącego, czyli nadchodzące opady deszczu.
    W okolicach Grudziądza zaczynają się pierwsze podjazdy, które towarzyszyć nam będą do końca trasy. Łamie mnie trochę senność, więc za miastem robimy szybki postój żeby wybić się monotonii jazdy. W okolicach 500 km, (tu pęka #festive500 ) zajeżdżamy do sprawdzonego i wyczekiwanego miejsca postoju na stacji BP w miejscowości Nowe. Tutaj w końcu ogromny wybór jedzenia. Podwójna jajecznica i inne rarytasy od razu stawiają mnie na nogi. Jednak to co widać za oknem nie napawa optymizmem - zgodnie z zapowiedziami pada deszcz, a temperatura oscyluje nieznacznie powyżej zera.

    Ostatnie godziny jazdy nie należą do przyjemnych. Deszcz i chłód skutecznie wysysają z nas energię potrzebna do jazdy. Dodatkowo mój rower ma taką przypadłość, że w takich warunkach momentalnie cały napęd pokrywa się błotem i zaczyna mocno rzęzić, a biegi przestają się słuchać. Sam tez jestem uwalony po czubek głowy (patrz zdjęcie w pierwszym komentarzu :D). Jest ciężko, ale że kolega Paweł tez nie jest z pierwszej łapanki (świetne drugie miejsce na tegorocznym #mrdp mówi samo za siebie), to nie odpuszczamy i już bez postojów docieramy do celu.

    Tym sposobem, po 31 godzinach i przebyciu niespełna 600 km wspólnie meldujemy się pod Neptunem ;) W moim zabłoconym stroju byłem chyba większą atrakcją niż on sam ;) Na ostatnich 100 km deszcz i grudniowy chłód dały nam ostro popalić, ale w towarzystwie łatwiej było przezwyciężyć te trudności. Dzięki za jazdę :)

    Pozostaje mi wstawić krótkie podsumowanie mojego roku 2017 na rowerze:

    - w sumie przejechanych okrągłe 15 000 km

    - przewyższeń (za Strava) 100 976 m

    - udało się "zamknąć" województwo opolskie, odwiedzając wszystkie gminy w jego granicach,

    - na tę chwilę zaliczonych gmin w Polsce 999 / 2478 (40%)

    - kilka wypadów z namiotem, w tym tygodniowy tour po kilku państwach PL-CZ-SK-HU-CRO-SRB-RO-HU-SK-PL

    - udało się ukończyć kilka ultramaratonów: Maraton Podróżnika, Maraton Tour de Silesia, Maraton Karpacki Hulaka

    - udało się przejechać całą trasę MRDP - wprawdzie spóźniłem się 4 godziny, ale mimo to ciesze się, że wziąłem udział i dojechałem do mety. Niezapomniana przygoda :)

    Na ten rok też się szykuje coś większego, ale to się ma wyklarować na dniach ;)

    Dzięki Wszystkim za wspólne równikowanie w 2017! :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1330418430

    #byczysnarowerze #zaliczgmine

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    źródło: preview.ibb.co

    +: Ragnarokk, t.....m +96 innych
    •  

      @Mortal84

      Jasne że jednolita mapka wygląda lepiej. Moja jest jednak zalaminowana i maluję takimi permanentnymi olejowymi pisakami, bo chcę żeby to było trwałe.

      Kolega @metaxy będzie miał w tym roku zaliczoną całość, więc nie ma takich wymagań ;)
      U mnie to będą jeszcze długie lata i pod tym względem jest OK - nic nie blaknie, żółknie itp.

      Wszystko robiłem własnoręcznie (docinanie, ramki i tablica), więc mam też do niej pewien sentyment :) A ładną super ekstra, to można kiedyś zrobić w programie graficznym i wydrukować.
      pokaż całość

    •  

      Kolega @metaxy będzie miał w tym roku zaliczoną całość, więc nie ma takich wymagań ;)

      @byczys: Szanse są. A jak zaliczę całość to dołożę ramkę i pewnie szybkę, żeby dłużej wytrzymało. Też mam sentyment i takie ręcznie malowane sobie zostanie.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    371517 - 285 = 371232

    Rok 2018 dla mnie będzie dość intensywny w dłuższe dystanse, takie przynajmniej mam postanowienie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie odpuściłem #festive500, nie zamierzam również innych wolnych dni na jazdę. Pierwszy ultramaraton Piękny Wschód, kolejny Wisła1200 i jak dobrze pojadę PW to i BBT...

    Bardzo dziękuję @rdza za zaproszenie do Warszawy, dzięki temu udało się dobrze otworzyć rok :)

    "Jaki początek roku taki cały rok..." Wyszedłem z takiego założenia wybierając się na ta jazdę. Zabrał się ze mną koleżka, z którym robiłem #festive500. Wziął sobie dzień wolny by tylko się przejechać.
    Wyjechaliśmy około 5 rano, trochę późno jak się później okazało. Pogoda nijaka, niby nie było zimna, ale wszędzie były mgły lub smog i wilgotny asfalt. Najgorzej było w kieleckim. Smród i widoczność bardzo mała, na oko 50-100m. Mimo to lecieliśmy sobie dość sprawnie, bo z Rzeszowa do Warszawy jest z górki (:
    Na około 150 km myjemy rowery i to był błąd. Prawdopodobnie jeden zły ruch dyszą doprowadził do przedostania się smaru do mechanizmu zapadkowego. Po kilku kilometrach zapadki się skleiły z bębenkiem. Tak straciłem napęd. Wykonałem szybki serwis bębenka wycierając wszystko do sucha. To była jedna poważniejsza awaria tego dnia, całe szczęście. W Warce koleżka potrzebuje się doładować, zatrzymujemy się więc na polskiego kebaba. Do Warszawy wjeżdzamy około 19:20, pod blokiem @rdza jestem około 19:40.

    Jutro Gassy...

    Statystyki:

    Dystans: 285 km
    Czas: ◷09:51:06
    Średnie tempo: 2:04 min/km
    Średnia prędkość: 28,97 km/h
    Kalorie: 11901 kcal

    W tym tygodniu to już 771km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #zaliczgmine +22
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: c1.staticflickr.com

  •  

    Podsumowanie 2017 roku na rowerku:
    - 25 550km - 70km dziennie - w tamtym było 32 000km i niepobicia tego rekordu brakuje mi najbardziej,
    - 8238km - życiówka miesięcznego dystansu podczas III wyprawy dookoła Polski - 266km dziennie, w dużej mierze z pomocą Wykopków za co wielkie dzięki,
    - 7284km - wygrana w Strava Distance Challenge - póki co jako jedyny Polak,
    - 2196m - życiówka podjazdu na Col du Galibier (2645m) (FRA),
    - 2744m - najwyższy punkt zdobyty na rowerze - Col Agnel na granicy włosko-francuskiej,
    - 6205m - najwięcej przewyższeń w jednej jeździe,
    - 365 dni "treningów" - 5 rok bez opuszczonego choćby jednego dnia,
    - wszystkie "Col" we Francji - najfajniejszy wypad z tego roku z @cree @44zw @louise_attack @regyam @38kemor @banan77 @bynon,
    - 613 gmin w #zaliczgmine, łącznie 2145 z 2479 (86.53%) - w 2018 najpewniej będą wszystkie,
    - @Cymerek - mój najwierniejszy kompan jazd kolejny rok, drugie miejsce podczas wyprawy załapał @Mortal84. W przyszłym roku pewnie nawet więcej razem zrobimy.

    Rok gorszy niż poprzedni, ale niestety 4 miesiące kontuzji były nie do przeskoczenia i dlatego też koniec tego roku trochę odpuściłem skoro na nic wielkiego nie mogłem liczyć. Dużo zdjęć w komentarzach, ale wybaczcie - nadal stworzenie galerii przerasta Wykop.

    #rower #szosa #chwalesie #metaxynarowerze (kończę wszystkie wpisy z wyprawy, jak dobrze pójdzie to dziś jeszcze zdążę wrzucić wielką składankę z wszystkiego, żeby rok zamknąć bez zaległości).
    pokaż całość

    źródło: 2017.png

  •  

    419026 - 455 = 418571

    Katowice – Raciniewo – Bydgoszcz

    Czyli odwiedziny u Pawła Jumpera, sprawdzić czy naprawdę jest wysoko ;)

    W zasadzie na pomysł tego stricte atencyjnego wyjazdu wpadłem już na początku roku, ale nie był on jakimś priorytetem, bo trasę w rejony Torunia mam już przejechaną kilka razy. Wiem że na super widoki nie ma tam co liczyć, więc stwierdzam że listopadowy krótki dzień i długa noc będą w sam raz ;) Prognozy jak na te porę roku całkiem optymistyczne – brak opadów (najważniejsze) i południowy wiatr. No to jadę.

    Start chwilę po godzinie 7 rano. Planowałem wcześniej, żeby wykorzystać puste drogi podczas przejazdu przez aglomerację katowicką, ale jest sobota, więc nie jest najgorzej. Praktycznie do 10 towarzyszą mi mniejsze bądź większe mgły. Trochę mnie to martwi, bo jeśli kolejna noc będzie podobna, to będzie kiepsko – kilkanaście godzin po ciemku w takich warunkach oznacza już proszenie się o kłopoty. Jest chłodno i wilgotno, ale wiatr sprzyja, więc pierwsze 80 km do Częstochowy leci na pamięć, ze średnią w granicach 30 km/h. Tutaj postój na tortillę śniadaniową (lubię) i sałatkę w McD. Gniazdko do którego się podpinam nie ma obudowy, więc na wierzchu wystają niezaizolowane elementy. Niebezpiecznie, więc powiadamiam obsługę. Niestety nikt do końca mojej wizyty nikt nie przyszedł się zainteresować. Chyba potrzebują konkretnego incydentu żeby szybko zareagować. Słabo.

    Dalej klasycznie drogą na Łask. Nuda. W Buczku zatrzymuję się jeszcze na nieplanowany postój w sprawdzonym zajeździe. Średnia nadal 30 (z wiatrem, jak ten śmieć), wiec mimo wszystko zmierzch witam zgodnie z planem, ze wskazaniem 200 km na liczniku.
    Teraz będzie już tylko wolniej. Sprzyjający wiatr cichnie, a chęć złapania nowej gminy (Świnice Warckie) oznacza konieczność zjechania na boczne drogi gorszej jakości. Dalej w ciemnościach koszę Grabów i Olszówkę. Robi się coraz chłodniej, a na niebie pojawia się wielki księżyc w pełni. Fajnie, nawet bez świateł jest dość jasno. Z drugiej strony takie bezchmurne niebo może oznaczać, że będzie chłodniej niż przewidywałem. Mój „zapas” ubraniowy w postaci długich rękawiczek, rękawów i długich spodni zostawiam więc na później, by się za bardzo nie przyzwyczajać do ciepłego ;) Każdy postój powyżej 5 minut oznacza więc mały wypizg, co motywuje do jazdy z większą dyscypliną.

    Tym sposobem, Wisłę na moście w Toruniu przekraczam z ulgą, dobre 2 godziny wcześniej niż zamierzałem. Nie mogę jednak zajechać na legendarne miejsce skoku Pawła Jumpera po ciemku, więc postanawiam wykorzystać dostępność stacji benzynowej i robię tu dłuższy, bo około 2h postój na herbatę i zapiekanki. Mógłbym wprawdzie wydłużyć trasę i pojechać bardziej dookoła, ale po prostu mi się nie chce. Tyle godzin jazdy nocą bez żadnych widoków jest zdecydowanie nudne. Na plus prawie zerowy ruch samochodowy i możliwość przebywania sam ze sobą.

    Przy ciepłej herbatce udaje mi się nawet na chwilę zamknąć oczy i tym samym dać im odpocząć. Jakoś o 3:30 ruszam dalej wzdłuż Wisły. By zaliczyć gminę Zławieś Wielka tłukę się po jakichś dziurach. Dalej odbijam po Łubiankę, a następnie Kijewo Szlacheckie. Jedzie się dość ciężko – w miarę zbliżania się świtu jest coraz chłodniej, a wielogodzinna jazda w niskich temperaturach potęguje zmęczenie.
    W Unisławiu, czyli bardzo blisko mojego celu ma być stacja Orlen, na której planuje przeczekać pozostałą godzinę do wschodu słońca, jednak na miejscu okazuje się, że jest czynna dopiero od 7:00. Postanawiam więc nie czekać dłużej i po wjechaniu do Raciniewa odbijam w ulicę Długa i po betonowych płytach pokonuje ostatnią prosta do mojego celu ;)

    No i jestem! Po ciemku niewiele jeszcze widać, ale to miejsce rozpoznaję bezbłędnie. Czekam godzinę aż zrobi się jasno, i pałaszuję owsiane ciastko zwycięstwa ;) Obok legendarnego budynku znajduje się zadaszona wiata, z pozostałościami zdewastowanych dystrybutorów paliwa. Pstrykam pamiątkowe fotki i ruszam w kierunku Dąbrowy Chełmińskiej, czyli ostatniej nowej gminy tegoż wypadu. Po powrocie na lewy brzeg Wisły witam Bydgoszcz, skąd wracam pociągiem do Katowic, tym samym kończąc swoją „wycieczkę”. Do odjazdu mam jednak dobre 3 godziny, więc mogę się jeszcze pokręcić po mieście i zjeść śniadanie.

    Cóż, pomimo że to był mój chyba najbardziej durny cel ze wszystkich dotychczasowych, to osiągnięcie go dało mi wielką frajdę :D Pozdr i do usłyszenia w przyszłości pod #byczysnarowerze

    Ps. Dodaję wpis wieczorem, bo atencja i tak już wywalona w kosmos po ostatnim wpisie i jeszcze bym na łeb dostał od jej nadmiaru ;)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1261741375

    #zaliczgmine

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    432967 - 137 = 432830

    Sobotnia wycieczka do Soboty.
    Ciepło i słonecznie to trzeba wykorzystać, jeszcze, żeby tego wiatru nie było.

    Podsumowanie:
    #100km po raz 11 w tym roku
    #zaliczgmine +6, razem 227

    #rowerowalodz #wykoptribanclub

    Statystyki:

    Dystans: 137 km
    Czas: ◷05:28:19
    Średnie tempo: 2:24 min/km
    Średnia prędkość: 24,97 km/h
    Kalorie: 5125 kcal

    W tym tygodniu to już 160km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    440409 - 234 - 350 - 534 = 439291

    Maraton Rowerowy Dookoła Polski - dni 8-10 i podsumowanie

    Poprzednie części:

    Przygotowania
    Dzień 1-4
    Dzień 5-7

    MRDP Dzień 8
    234 km | 3739 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1159661619

    Pomimo że leżę bezpośrednio na trawniku, śpi mi się całkiem komfortowo. Nie trwa to jednak długo, bo wybudza mnie głos: „halo, wszystko w porządku?”. Tak, tak śpię sobie, dziękuję. „ Bo właśnie widzę że ktoś leży, ale rower nie taki byle jaki i myślałem że coś się stało”. Patrzę na zegarek – 3 z groszami. Gościu chyba lekko podpity, ale raczej niegroźny. Mówię, że jadę maraton dookoła polski i chciałbym się trochę przespać i jechać dalej. Przeprasza że mnie obudził. Mówię że nic się nie stało i miło że się zainteresował, ale chciałbym spać. „OK… ale jak to dookoła polski?!” Tłumaczę żeby sobie wszedł na MRDP.PL i tam jest wszystko. W końcu mogę spać dalej.

    Niestety okazało się, że moja miejscówka nie jest na uboczu jak myślałem, a leżę sobie zaraz przy uliczce biegnącej od rynku. Tym sposobem kolejną pobudkę mam już około 4, więc postanawiam się zbierać. Senność nie daje mi spokoju i po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów układam się na ławce w Stroniu Śląskim. Po jakichś 20 minutach budzi mnie deszcz. Szybko się zbieram i uciekam do jakiejś kamienicy. Jest trochę burzowo, ale przejściowo, więc postanawiam skorzystać z postoju i wyjadam zapasy. Puszka coli stawia mnie na nogi i gdy ruszam jedzie mi się całkiem przyjemnie. Drogi są mokre, ale chmury nie wyglądają już na takie co by chciały spaść na ziemię. Dalej jadę na południe, przedostając się w samo serce Kotliny Kłodzkiej. Kawałek za Damaszkowem, na łuku DK33 słyszę za sobą gwałtowny pisk opon. Odwracam się i widzę podwozie samochodu wylatującego z przydrożnego rowu i frunący w powietrzu akumulator. Zawracam i widzę że z rozbitego auta wyskakuje młody chłopak z dziewczyną. Ona cała roztrzęsiona, a chłopak mówi tylko żeby nie dzwonić do rodziców. Chodzą w kółko i mówią żeby zadzwonić po policję (?). Sytuacja jest niebezpieczna, bo z obu stron droga zwija się w zakręt, a my jesteśmy w dołku i samochody zjeżdżają wprost na nas, w ostatniej chwili hamując na mokrej drodze. Dzwonię po pomoc i przy okazji z daleka ostrzegam nadjeżdżające pojazdy. Chcę wyciągnąć trójkąt, ale bagażnik jest rozbity i nie daje się otworzyć. Z uwagi na wyciekające płyny zostaje wezwana straż pożarna i policja, której nadal się domagają. Dyspozytorka pyta czy jest potrzebna karetka. Każe zapytać poszkodowanych, skoro są „na chodzie”. Mówią, że nie potrzebują i że wszystko jest ok. Poleca zadzwonić gdyby się poczuli gorzej. Tymczasem oni chodzą i zbierają porozrzucane części. Martwią się co z tym akumulatorem. Widać że są w szoku. Każę im to zostawić i mówię żeby zeszli z drogi, bo jest niebezpiecznie. Dziewczyna cały czas płacze. Słyszę zbliżające się syreny, więc powoli oddalam się z miejsca zdarzenia.

    Przez najbliższe godziny nie umiem dojść do siebie. Mam czarne myśli, bo przecież kilka sekund wcześniej i ten samochód skosiłby mnie z jezdni. W takim nieciekawym nastroju, po pokonaniu długiego podjazdu w okolicach Zieleńca, docieram do Kudowy, gdzie kieruję się z pomocą Garmina do baru mlecznego. Gdzieś w centrum ponownie spotykam Daniela Śmieję, który akurat kończy swoja przerwę obiadową. Mówi coś o limicie, że trzeba się sprężać żeby zdążyć, ale ja jestem teraz jakiś obojętny. Kolega ucieka, a ja po posiłku zahaczam jeszcze Biedronkę, gdzie robię solidne zapasy.

    Tuż za miastem zaczynam podjazd Szosą Stu Zakrętów w głąb Gór Stołowych. Jechałem tędy niecałe 3 miesiące wcześniej podczas Maratonu Podróżnika, jednak w przeciwnym kierunku i nocą. Teraz mogę w końcu co nieco zobaczyć. Na jednym ze zjazdów jakiś kolarz macha do mnie i głośno dopinguje. Odmachuję mu z uśmiechem i przez nieuwagę łapię przednim kołem krawędź krawężnika. Ledwie ratuję się z opresji – gleba była bardzo blisko. Jakoś niedługo po tym zdarzeniu urywa mi się film ;) Dalszej drogi przez Sudety Wałbrzyskie nie mogę sobie przypomnieć. Za Mieroszowem znów doganiam Daniela i po chwili spotykamy kibiców w postaci forumowej Kahy z rodziną ;)

    Z dalszej drogi też nie pamiętam wielu szczegółów. Były ładne karkonoskie widoki i dobra pogoda. Trasa naszpikowana podjazdami i kiepska ostatnia noc z zaledwie drzemką na trawniku zaczęły odciskać swoje piętno. Wieczorem, już po zmroku, w okolicach Podgórzyna ponownie spotykam Daniela, który przygotowuje się na przystanku do nocnej jazdy. Trochę rozmawiamy i kalkulujemy. By myśleć o dotarciu na metę w limicie, raczej konieczne jest zarwanie również tej nocy. Daniel może sobie na to pozwolić, bo poprzedniej spał pod dachem. U mnie sytuacja wygląda kiepsko. Czuję się tak niedospany i zmęczony, że dalsza jazda to igranie z losem. Dzwonię pod numer telefonu z tabliczki oferującej noclegi. Niestety Pani jest w innej miejscowości, ale daje mi namiary na inne noclegi które mogę znaleźć przy mojej trasie. Niestety wszędzie zbywają mnie brakiem miejsc. Poszukiwania trwają ponad godzinę . W końcu pytam jakieś towarzystwo siedzące w imprezowym klimacie pod parasolem, czy się nie orientują w temacie noclegu. Wołają kolegę który za 40 zł oferuje bardzo fajny pokoik 1-osobowy z łazienką. Ostrzega że w nocy zapowiadają ulewne burze i żebym lepiej pospał do rana, gdy ma się już przejaśnić. Na niebie w oddali faktycznie widać błyski. Niestety maksimum na co sobie mogę pozwolić to 4h snu, więc budzik ustawiam na godzinę 4 i po szybkim ogarnięciu siebie ląduję w łóżku.

    MRDP Dzień 9
    350 km | 2265 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1159664955

    Na szczęście nocne burze ominęły moje okolice. Wyruszam wcześnie rano i po kilku kilometrach od razu popełniam błąd. Za bardzo zapuściłem się w kierunku Szklarskiej i minąłem zakręt prowadzący pod Zakręt Śmierci. To ostatni tak solidny podjazd na trasie MRDP. Czas pożegnać się z górami na dobre. W zasadzie cała reszta trasy to miejsca w których będę pierwszy raz w życiu.
    Dalej przez Świeradów, Leśną aż do Zgorzelca jest głownie z górki, więc kilometry lecą dosyć szybko. Budzi to w głowie pewną nadzieję, że może jest jeszcze szansa trochę podgonić, że może się uda. Gdy wjeżdżam do Lubuskiego jest mi dane poznać osobiście legendarną jakość dróg tego obszaru. Ubzdurałem tu sobie, że cała trasa wzdłuż zachodniej granicy tak wygląda i nie mam szans by nadrobić zaległości. Postanawiam po prostu dojechać do przeprawy promowej w Połęcku przed ostatnim kursem o godzinie 20.

    W zasadzie wszystkie mijane przygraniczne miejscowości usiane są tablicami i szyldami w języku niemieckim. Czasem można się zapomnieć, że jest się w Polsce. Gdzieś po drodze mijam Macieja Skowronka z którym tasowałem się na prawie całej trasie. Jedzie w kategorii sport i często podczas poprzednich nocy widziałem jego zaparkowanego na poboczu kampera.
    Przed jednym z pierwszych dłuższych brukowych odcinków, mijam kolegów z jego ekipy, stojących w gotowości z drugim rowerem przygotowanym pod kiepskie nawierzchnie. Nie wiedziałem że ma aż takie wypasy ;)
    W dalszej części chamskie bruki (które staram się mijać bokiem - czasem nawet ściółką przez las;) ) przeplatają się z drogami, gdzie po prostu jedna część jezdni jest szutrowa. Czasem wydaje mi się, że jadę jakąś kompletnie zapomnianą drogą, po czym dojeżdżam do sporej miejscowości i okazuje się że to jest właśnie główna dojazdówka :) Czasem ślad do punktu kontrolnego prowadzi tak. Kulminacją tego odcinka jest jednak PK32 w Brodach. Te sterty kostki brukowej to jest po prostu kwintesencja ostatnich kilometrów i śmieję się pod nosem, że pewnie plac był kiedyś asfaltowy, ale władze postanowiły wyłożyć trochę bruku dla odmiany ;)

    Do przeprawy promowej na Odrze docieram chwilę przed 19. Czeka tu na mnie Paweł Ignasiak, który zorganizował serwisowy punkt wsparcia dla wszystkich zawodników. Nie znam gościa, ale siedzi tu kilka dni i czeka na każdego zawodnika by zaproponować wsparcie serwisowe – szacun. Od razu zabiera mój rower, każe się rozsiąść, a sam zaczyna czyścić maszynką łańcuch. Śmieje się, że w tym roztworze benzyny jest jeszcze smar od Kosmy ;) Podczas sympatycznych pogaduszek stwierdza, że jestem ostatnim zawodnikiem który ma szanse na dojazd w limicie. Myślę - jak to? Przecież nie ma już szans. Wprawdzie matematycznie jest to możliwe, ale przy takiej jakości dróg niewykonalne. Dodatkowo musiałbym zarwać kolejne 2 noce z rzędu. Paweł mówi że na wybrzeżu jest zachodni wiatr, więc muszę tylko dotrzeć do Międzyzdrojów i będzie w plecy aż do mety. Dodatkowo podobno najgorsze bruki mam już za sobą. Chwilę przed startem promu dociera kolega z kamperem i przeprawiamy się wspólnie .

    Za promem jakość dróg faktycznie ulega zdecydowanej poprawie. Wiatr cichnie i w końcu nie przeszkadza, więc jedzie się przyjemnie. W Cybince robię krótki postój na stacji i zmotywowany słowami Pawła zaczynam wszystko kalkulować na nowo. Pozostało niecałe 40 godzin i około 650 km. Na świeżo do zrobienia bez problemu, jednak przede mną jeszcze dwie całe noce, a deficyt snu mam już ogromny. Gdyby jednak na wybrzeżu faktycznie zawiało w plecy, a drogi były dobre… postanawiam spróbować. Żałuje jednak, że trochę odpuściłem przed promem, bo teraz każda godzina może mieć znaczenie.

    Po 5 godzinach jazdy ponownie łamie mnie senność. Pomimo że drogi są dobre i puste, gdzieś za Mieszkowicami po prostu zjeżdżam w leśną drogę i od razu kładę się na ściółce w opakowaniu. Po pół godziny wybudza mnie chłód, więc po prostu wskakuję na rower i jadę dalej. Niestety tego typu drzemki już nie pomagają i po zaledwie kilku kilometrach, skuszony przydrożną wiatą zajeżdżam na dłuższy sen. Ładuję się w śpiwór i układam na blacie stołu, bo ławeczki są za wąskie. Zasypiam z nadzieją, że nie spadnę ;)

    MRDP Dzień 10+
    534 km | 2487 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1160525921

    Po niecałych 2 godzinach ruszam dalej. Na przejściu w Osinowie doskonale widać drugi brzeg Odry i zabudowę niemieckiego Hohenwutzen. W Cedyni siadam na jakiejś ławie. Czuję się bardzo źle. Dzwonię do małżonki i marudzę jakie to wszystko bez sensu. Motywuje mnie, ale ja bredzę i czuję się jak pijany. Jestem tak zmęczony, że pozostałe 500 km do mety jest dla mnie absurdem. Pomimo że jest 6 rano postanawiam szukać noclegu, bo nie jestem w stanie dalej jechać. Droga biegnąca przez Cedyński Park Krajobrazowy spowita jest mgiełką, a wokół kręci się mnóstwo ptactwa, mającego tu sporo siedlisk.

    W Piasku dostrzegam na bramie jednego z gospodarstw tabliczkę z napisem noclegi i numerem telefonu. Nie zastanawiam się długo tylko dzwonię. Tłumaczę Pani sytuację i mówię, że potrzebuję się przespać 3-4 godziny w ciszy i spokoju. „Ale moment, bo mnie Pan obudził. Jeszcze raz, bo chyba jeszcze źle kontaktuję. Chce pan nocleg TERAZ?” Odpowiadam że tak i stoję pod bramą ;) Pani każe mi wejść na podwórko i poczekać aż się ubierze i do mnie wyjdzie. Jest to agroturystyka urządzona w leśniczówce i wygląda na bardzo fajne miejsce. Po chwili wychodzi moja gospodyni, uśmiecha się i wskazuje łóżko oraz łazienkę. Na pytanie o cenę macha ręką. „Proszę się przespać”. Tak to wygląda z okna mojego pokoju. Postanawiam się przespać 3 godziny, więc ustawiam budzik i kładę się w śpiworze, żeby nie nadużywać gościny.
    Budzę się po może dwóch godzinach, cały spocony. Dosłownie czuję jak w żyłach buzuje mi krew. Już wiem, że nie ma szans na dalszy sen, więc zbieram się do dalszej jazdy. Do mety niecałe 500 km i ostatnia doba. Limit już mało realny, ale postanawiam zawalczyć, bo liczę na ten wiatr w plecy. Wiem już, że ostatniej nocy za bardzo przekombinowałem. Powinienem wziąć porządny nocleg, przespać te 6 godzin i ruszyć na „ostatnią prostą”. No ale łatwo oceniać po fakcie ;)

    Przejazd przez aglomerację szczecińską bardzo kiepski. Gorąc, zerwany asfalt i olbrzymi ruch, bo akurat trafiam na godziny szczytu. W Wolinie robię w biegu duże zakupy. Mój plecaczek jest wypchany po brzegi. Przygotowuję się do jazdy z jak najmniejszą ilością postojów. Niestety przez ostatnia dobę wiatr zmienił kierunek i zapowiada się, że znów będzie przeszkadzał. Utwierdzam się w tym po wyjechaniu za Międzyzdroje. Ostatecznie porzucam nadzieję na dojechanie w limicie czasu. Ale jakiś cel trzeba mieć, więc zakładam sobie, że muszę zobaczyć latarnię przed zmierzchem i zdążyć na wieczorną biesiadę.

    Niespodziewanie spotykam Darka Janeczka, który właśnie wychodzi na drogę z lasu po krótkiej drzemce ;) Pierwsze nocne kilometry jedziemy wspólnie. Fajnie się rozmawia, ale taka jazda męczy mnie podwójnie, bo nie pozwala złapać własnego rytmu. Umawiamy się na stacji benzynowej, a ja wyrywam do przodu. Kolega dociera gdy ja już kończę swojego Hot –Doga. Ruszam dalej, tu widzieliśmy się ostatni raz. Na nadmorskiej DW 102 trwają remonty, więc co chwilę pojawiają się odcinki z sygnalizacją wahadłową. W nocy ruch jest niewielki, więc w miarę możliwości wjeżdżam „pod prąd”. Około północy przejeżdżam przez Kołobrzeg. Senność ponownie mocno daje się we znaki. Na tyle mocno, że drzemka to konieczność. Zaczynam się rozglądać za jakąś wiatą, ale w okolicy Miłogoszczy, tuż przy remontowanej drodze znajduję walec drogowy. Chwytam za klamkę – otwarty! :) W środku na całej długości kabiny kanapa, więc wiele się nie zastanawiam, tylko ustawiam budzik i się kładę.

    Nie pamiętam ile snu sobie zaplanowałem, ale po około godzinie budzi mnie chłód. Nie spodziewałem się tak zimnej nocy i nawet nie wyciągałem śpiwora. Nie ma co kombinować, więc zmarznięty ruszam dalej. W Kazimierzu Pomorskim mijam zakręt i znów nadkładam troszkę drogi. W Mielnie, pomimo że jest 4 rano, można spotkać jeszcze kilku imprezowych niedobitków. Jadąc 10 km odcinkiem mierzei jeziora Jamno, jest mi przeraźliwie zimno. Mam ubrane na sobie już wszystko, ale jadąc wąskim pasem lądu pomiędzy dwoma zbiornikami wodnymi jest bardzo wilgotno, co wraz z olbrzymim zmęczeniem potęguje odczuwanie chłodu. Senność nie ustępuje i pomimo kiepskich warunków dosypiam kilka minut na jakiejś ławce. Tym razem budzi mnie sprzątaczka – pewnie myśli że jestem jednym z niedobitków ;) Coraz bardziej zły i zmęczony ruszam dalej. Na dobitkę w miejscowości Osiek ślad skręca w lewo w jakąś drogę z płytami ażurowymi przez pola. O ile nie złamały mnie lubuskie bruki i wschodnie dziurawe drogi, tak teraz klnę na Daniela że puścił tędy trasę. (O dziwo jest nawet w Street View ;) ). To chyba jedyny moment na maratonie, gdy klnę głośno do siebie. Na końcu tej drogi, z jednego z gospodarstw wybiega do mnie ujadający pies. Niestety trafił w złym momencie, bo miałem w sobie tyle złości, że pogoniłem dziada przednim kołem. Był tak zszokowany moją reakcją, że puścił strzałę prosto do jakiegoś rowu z przerażeniem w oczach i podkulonym ogonem. Przepraszam pan pies z Rzepkowa, że dałem upust w twoim kierunku ;)

    Bezchmurny poranek zapowiada ładną pogodę. Niestety wiatr wciąż przeszkadza. Przed Ustką mijam przejazd długiej kolumny wojskowej. Gdy wybija godzina 12:10, czyli 10 doba i tym samym limit ukończenia maratonu, do mety pozostaje mi 90 km. Z tym, że się nie zmieszczę w czasie pogodziłem się już wcześniej – teraz chcę tylko dojechać do końca i mieć to wszystko za sobą :) Droga wzdłuż wybrzeża jest pagórkowata i kiepskiej jakości. Utwierdzam się w przekonaniu, że wieczorna decyzja o odpuszczeniu jazdy na limit za wszelką cenę była słuszna. Na tego typu drogach strata była nie do odrobienia. Groziło to tylko niepotrzebną kontuzją/wypadkiem.

    W miarę jak słońce unosi się coraz wyżej nad widnokręgiem, wiatr zmienia kierunek. W końcu wieje w plecy! :) Migoczące między liśćmi światło bardzo męczy moje oczy. Na tyle, że na jednym z krótkich zjazdów czuję że odcina mi świadomość. Pomimo że do mety zaledwie 30 km, to postanawiam się jeszcze zatrzymać i chociaż zamknąć oczy na kilka minut. Siadam bod belą siana i odpływam może na 2 minuty. Pomogło!

    Podjazdy pod Jeziorem Żarnowieckim wciągam już dość żwawo. Ostatnie kilometry miedzy Karwią a Jastrzębią Górą to wręcz maraton w pigułce. Dziadowskie drogi, brukowe drogi i podjazdy :) Pod latarnię dojeżdżam o godzinie 16:28, czyli z czasem 10 dni 4 godziny i 18 minut. Łączny przejechany dystans to 3200 km. Czekają tu na mnie żonka z synem i osobiście wręcza statuetkę i inne fanty :)

    Wspólnie udajemy się do bazy maratonu, gdzie wieczorem ma się odbyć biesiada. Dostaję obiad i przy stole dzielimy się przeżyciami. Po około godzinie, gdy emocje trochę opadają, zaczyna mnie dopadać zmęczenie i ból nóg. Niestety do wieczornej biesiady nie dotrwam. Reprezentować mnie będzie jednak małżonka, a ja z synkiem udajemy się na naszą kwaterę ;)

    Kolejne dni spędzamy wspólnie nad w Jastrzębiej Górze. Zawodnicy zjeżdżają na metę jeszcze do czwartku. Kilku wyjeżdżamy przywitać pod latarnię. Bardzo fajna atmosfera i zasłużony odpoczynek.

    Na pociąg do Gdyni dojeżdżam na rowerze, po drodze zaliczając jeszcze gminę Kosakowo, którą trasa maratonu niefortunnie omijała ;)

    PODSUMOWANIE

    Przejechanie dystansu 3200 km zajęło mi 10 dni 4 godziny i 18 minut. Trasa maratonu wynosiła 3142 km, więc przejechałem gratis 60 km, a były to błędy nawigacji, krążenie po miejscowościach itp.

    Nie udało się zmieścić w limicie wyznaczonym przez organizatora, który wynosił 10 dni. Mimo wszystko ukończenie trasy dało mi ogromna satysfakcję. Przed startem wiele razy wątpiłem i nawet raz miałem definitywnie rezygnować ze startu. Pewien niedosyt jest, bo zabrakło przysłowiowej „kropki nad i”. Myślę, że brakujące godziny mógłbym zyskać stosując inną strategię noclegową. Można było zostawić cześć bagażu (materac, śpiwór) i korzystać wyłącznie z opcji pod dachem. To jednak nie jest mój styl jazdy, bo przede wszystkim lubię improwizować, a jazda od kwatery do kwatery odebrałaby mi dużo frajdy. Miałem tego świadomość. Na dzień dzisiejszy pojechałbym bardzo podobnie.

    Traktuję to jako otwartą furtkę do startu za 4 lata - o ile żona, zdrowie i okoliczności pozwolą ;)

    Cieszę się, że wziąłem udział w tej przygodzie. Zyskałem dużo doświadczenia, którego w inny sposób nabyć się nie da. Lepiej poznałem możliwości swojego organizmu. Odkryłem istnienie pewnych rezerw, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Zaskoczyła mnie szybkość regeneracji zarówno w trakcie, jak i po maratonie. W czasie dni odpoczynku śmigałem po okolicy na rowerze bez jakichś bóli czy dolegliwości. Oczywiście była zamuła, ale przede wszystkim cieszy mnie, że nie nabawiłem się żadnej kontuzji. Nawet bardzo popularne wśród innych zawodników drętwienia rąk mnie ominęły. Nareszcie udało się w miarę ujarzmić bóle ramion i karku, z którymi borykałem się na długich dystansach. Pomogły tutaj dodatkowe ćwiczenia, które wykonywałem w czasie przygotowań do startu, oraz w trakcie jego trwania.

    Sprzęt spisał się na 100%. Na całej trasie nie złapałem ani jednego kapcia :) Jedynie kilka razy smarowałem łańcuch.

    Trasa była trudna nie tylko ze względu na swoją długość i wymagający limit. Dużym utrudnieniem były drogi złej i bardzo złej jakości – było ich mnóstwo. Najlepiej było chyba pod tym względem w górach Podkarpacia, Śląska i Małopolski. Na trasie napotykaliśmy też wiele kilometrów remontów, czy też zerwanej nawierzchni.
    Była to jedna wielka, intensywna wyprawa, z trudnościami jakie można spotkać podczas wyjazdów w nieznane :)

    Bywało ciężko. Czasem bardzo ciężko. Kryzysy ma każdy – sztuką jest sobie z nimi radzić, czego ciągle się uczę. Była też euforia, złość (dostało się psu;) ), a nawet łzy. Bardzo mi pomagały słowa wsparcia, które spływały do mnie z różnych źródeł. Pisali do mnie rodzina, znajomi, a także nieznajomi ludzie. Czy to przez Facebooka, czy przez sms, czy nawet przez Wykop :) Nie będę tutaj wymieniał wszystkich - każdy kto mnie wspierał o tym wie i każdemu z osobna bardzo dziękuję :)

    Dziękuję też tym, którzy przebrnęli prze całość relacji – do usłyszenia w przyszłości ;)

    Mój tag - #byczysnarowerze

    Cała galeria zdjęć z opisami

    Pokrewne: #mrdp #rower #kolarstwo #zaliczgmine #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

  •  

    442397 - 50 - 160 - 154 = 442033

    Jesienny wyjazd z namiotem, by skosić resztę gmin województwa opolskiego. Była to też okazja, by celebrować zbliżające się 2 lata od zakupu AWOLa, w czasie których przemierzyliśmy wspólnie ponad 33 000 kilometrów ;)

    Początkowo był plan na pętlę, jednak stwierdziłem że należy nam się spokojny weekend bez spinki po tym ultramaratonowym sezonie i postanowiłem jechać po prostu przed siebie. Jedynym celem było zaliczenie wszystkich zakłożonych gmin. Żeby wypełnić sakwy zabrałem nawet drugi śpiwór i kuchenkę gazową :)

    Start w piątek o 22:30, prosto po pracy. Noc ciepła jak na październik. Po przejechaniu 50 km skręcam do lasu, kilka kilometrów za Sośnicowicami. W nocy budziły mnie jakieś zwierzęta, ale generalnie całkiem fajnie.

    Rano zorientowałem się, że miałem jechać bardziej na północ, ale skoro już mnie tak wywiało pod Kędzierzyn, to zahaczę o śniadaniowego McD. Dalej kieruję się na północ w kierunku Opola, które w miarę możliwości mijam przedmieściami. Generalnie większość dzisiejszej trasy przeszkadza mi wiatr i jedzie się dosyć ciężko. Szczególnie z dodatkowym bagażem na przodzie, którego powierzchnia stawia jeszcze większy opór. Szczerze powiedziawszy nie tak to sobie wyobrażałem. Jakoś mnie ta jazda nie cieszy i jadę trochę na siłę. Niby fajnie, ale to nie to ;)

    W Domaszowicach robię zakupy na noc. Gdy ruszam dalej jest już ciemno, a godzina jest przecież dopiero 19. Ponieważ wcześniej nie daje mi się nigdzie kupić gazu do kuchenki, zaopatruję się we wkład do znicza, którym zamierzam podgrzać (nie zagotować) trochę wody, bo mam ochotę na coś ciepłego do kolacji. Pomimo że jest wcześnie, postanawiam się rozbić jeszcze przed Namysłowem. Znajduje kawałek lasu, ale poszycie jest gęsto zarośnięte paprociami itp. Pozostaje mi rozbić się na drodze. Normalnie bym tego nie zrobił, w obawie przed pojazdami które potencjalnie by mogły tu wjechać w nocy. Tutaj jednak drogę przecina kilka świeżo powalonych drzew, więc po przeniesieniu roweru przez kilka z nich, jestem bezpiecznie odgrodzony z obu stron ;) Podłoże jest twarde, więc pod namiot ścielę sobie dodatkowe posłanie z zerwanej wokół wysokiej trawy. A co! Mam czas, a noc przede mną długa :) Dodatkowy śpiwór leci pod plecy i jest zaczyna się robić fajnie.

    Przespałem dobrych 9 godzin. Przez to leniuchowanie w dalszą drogę wyruszam dopiero o 9. W końcu wjeżdżam na fajne zadupia i jedzie mi się przyjemnie. Pogoda tez dopisuje, zza chmur wychodzi słońce. Zaliczam kolejne gminy i zaczynam myśleć gdzie zakończę ten wypad. W ostatniej zaplanowanej gminie, Łambinowicach, namierzam stację kolejową. Niby czasu mam sporo, ale na ostatnich 50 kilometrach teren robi się pagórkowaty, a w moją trasę niespodziewanie zaczynają się wplatać szutry. Ostatnie 30 km muszę więc ostro cisnąć żeby zdążyć. Na części jest już z wiatrem, asfalty są dobre i jedzie się elegancko. Tym sposobem na stacji kolejowej jestem pół godziny przed planowanym odjazdem. Zachód słońca nadaje fajnego klimatu temu zadupiu :) Jeszcze tylko przesiadka w Opolu, Gliwicach i o po 23 jestem w domu. O godzinie 4 pobudka i pętla się zamyka - czas do pracy ;)

    Cały album ze zdjęciami: TUTAJ

    #zaliczgmine - opolskie wykoszone jako drugie województwo (po śląskim). Kolejne będzie łódzkie lub małopolskie.

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

  •  

    482243 - 136 = 482107
    #100km #zaliczgmine

    http://yurek55.bikestats.pl/1623787,Uzupelnianie-bialych-plam-gminnych-na-wschodzie.html

    Statystyki:

    Dystans: 136 km
    Czas: ◷05:44:14
    Średnie tempo: 2:31 min/km
    Średnia prędkość: 23,75 km/h
    Kalorie: 4581 kcal

    W tym tygodniu to już 354km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    +: K.........a, Bramborr +26 innych
  •  

    488453 - 53 - 51 - 110 - 184 = 488055

    Wypad w okolice Poznania i zaliczenie kilku gmin :)
    200 + 13 = 213

    Statystyki:

    Dystans: 53 km
    Wertykalnie: 392m(↑198m/↓194m)
    Czas: ◷01:53:20
    Średnie tempo: 2:08 min/km
    Średnia prędkość: 28,02 km/h
    Kalorie: 1604 kcal

    Dystans: 51 km
    Wertykalnie: 719m(↑365m/↓354m)
    Czas: ◷01:56:09
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,55 km/h
    Kalorie: 1536 kcal

    Dystans: 110 km
    Wertykalnie: 747m(↑368m/↓379m)
    Czas: ◷04:23:41
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,09 km/h
    Kalorie: 3260 kcal

    Dystans: 184 km
    Wertykalnie: 729m(↑393m/↓336m)
    Czas: ◷07:19:43
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,10 km/h
    Kalorie: 5439 kcal

    W tym tygodniu to już 398km!
    #rowerowyrownik #100km #100km #zaliczgmine

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    545325 - 117 = 545208

    40 i 41 w #zaliczgmine. No przydałoby się dobić do tej 50 w tym roku, coby zaliczyć jakiś próg nowicjusza. Szkoda, że nie ma #zaliczsolectwo albo #zaliczwioske, bo tego to sporo by dziś wpadło ¯\_(ツ)_/¯

    Statystyki:

    Dystans: 117 km
    Czas: ◷04:50:26
    Średnie tempo: 2:29 min/km
    Średnia prędkość: 24,14 km/h
    Kalorie: 4450 kcal

    #rowerowyrownik #100km
    pokaż całość

    źródło: Winniczka.jpg

  •  

    553717 - 71 - 100 - 242 = 553304

    Kolejna porcja wyjazdów z tego tygodnia. Przy okazji zaliczyłem kolejne gminy ;) Do kolekcji trzeba dodać 7 gmin czyli łącznie jest 200.

    #zaliczgmine

    Statystyki:

    Dystans: 71 km
    Wertykalnie: 623m(↑315m/↓308m)
    Czas: ◷02:25:04
    Średnie tempo: 2:02 min/km
    Średnia prędkość: 29,47 km/h
    Kalorie: 2207 kcal

    Dystans: 100 km
    Wertykalnie: 522m(↑260m/↓262m)
    Czas: ◷03:34:52
    Średnie tempo: 2:08 min/km
    Średnia prędkość: 28,00 km/h
    Kalorie: 3038 kcal

    Dystans: 242 km
    Wertykalnie: 1456m(↑709m/↓747m)
    Czas: ◷09:04:37
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,61 km/h
    Kalorie: 7219 kcal

    W tym tygodniu to już 413km!
    #rowerowyrownik #100km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0306.JPG

  •  

    573934 - 267 - 102 - 52 = 573513

    Zwiedzanie wielkopolskich terenów przy okazji #zaliczgmine wpadło 14 gmin. Podsumowując aktualnie jest 193 :)

    Statystyki:

    Dystans: 267 km
    Wertykalnie: 1801m(↑862m/↓939m)
    Czas: ◷10:11:43
    Średnie tempo: 2:17 min/km
    Średnia prędkość: 26,22 km/h
    Kalorie: 7970 kcal

    Dystans: 102 km
    Wertykalnie: 396m(↑193m/↓203m)
    Czas: ◷03:37:43
    Średnie tempo: 2:07 min/km
    Średnia prędkość: 28,24 km/h
    Kalorie: 3115 kcal

    Dystans: 52 km
    Wertykalnie: 365m(↑179m/↓186m)
    Czas: ◷01:38:28
    Średnie tempo: 1:54 min/km
    Średnia prędkość: 31,52 km/h
    Kalorie: 1659 kcal

    W tym tygodniu to już 421km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0294.JPG

  •  

    583668 - 121 = 583547

    Musiałem wstać przed piątą rano, bo do przejechania było dużo kilometrów, a żonka ze śniadaniem czekała. Będzino, ostatnia gmina tegorocznego wyjazdu nadmorskiego.

    #zaliczgmine #100km

    Statystyki:

    Dystans: 121 km
    Czas: ◷05:33:27
    Średnie tempo: 2:45 min/km
    Średnia prędkość: 21,72 km/h
    Kalorie: 3588 kcal

    W tym tygodniu to już 243km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km
    pokaż całość

  •  

    596949 - 288 = 596661

    jeden z celów na ten sezon zaliczony - Kraków zdobyty.
    Wyjazd przed 3 z Uniejowa, gdzie akurat byłem na działce, by zdążyć na 4.30 do Szadku, gdzie umówiony byłem z @Zelazko_MPM, który jako jedyny z #rowerowalodz postanowił towarzyszył mi w podróży. Spodziewaliśmy się, że będzie zimno nad ranem, ale rzeczywistość przerosła oczekiwania. Temperatura chwilami spadał do 10 stopni i mimo, że w okolicach Widawy zaczęło wychodzić słońce sytuacja się nie poprawiła. Długiego rękawu pozbyłem się dopiero około 15, gdy zaczęły się górki za Częstochową.

    Droga do Częstochowy mijała bez problemów w dość dobrym tempie, więc doszedłem do wniosku, że czas pozwala na wjechanie do Częstochowy, którą miałem w założeniu ominąć, i wizytę w McDonaldzie. Niestety przed samą Częstochową zaczyna kropić deszcz, a później okazuje się, że droga, która była na mapie nie istnieje, a druga droga okazała się placem budowy autostrady A1. A więc zgodnie z zasadami @metaxy, że każda wyprawa musi mieć odcinek terenowy jedziemy przez plac budowy. Następnie błądzenie po Częstochowie by dotrzeć w końcu do McDonalda i się posilić przed dalszą drogą.
    Później odprowadzam @Zelazko_MPM na dworzec PKP i przebijając się przez Częstochowę ruszam dalej.

    Niestety zaczyna się nerwówka, bo zaczynam mieć obawy, że przez to, że prawie godzinę straciłem na Częstochowę nie zdążę na ostatni bezpośredni pociąg do Łodzi. A dodatkowo za chwilę zaczynają się górki, do których w centralnej Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni. Na szczęście jeszcze trochę siły w nogach było i z każdym kilometrem sytuacja z czasem wydawała się coraz lepsza i szansa na dojechanie na pociąg wydawała się coraz bardziej realna. Niestety na sam koniec zostało przebicie się na dworzec, a że nie znam Krakowa zaczęło się błądzenie, ale ostatecznie udało się na 5 minut przed planowanym odjazdem pociągu dotrzeć na dworzec.

    Wyprawa udana bo udało się poprawić życiowy rekord, a dodatkowo zaliczyć 17 nowych gmin do #zaliczgmine, ale gdyby tę trasę pojechać na 2 dni udałoby się jeszcze coś zobaczyć.
    No i tę wyprawę potraktowałem trochę jako sprawdzenie czy w ogóle w obecnej formie mam szansę przejechać Rajd Wokół Tatr - co prawda będzie na nim trochę więcej przewyższeń, ale dystans krótszy, więc może się uda. Żałuję tylko, że nie było czasu na dokręcenie do 300 km.

    @Zelazko_MPM dzięki za towarzystwo!

    #200km po raz drugi w tym roku
    #rowerowalodz #rowerowykrakow #wykoptribanclub

    Statystyki:

    Dystans: 288 km
    Czas: ◷11:29:58
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,06 km/h
    Kalorie: 10904 kcal

    W tym tygodniu to już 288km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    602879 - 61 - 83 - 48 - 261 - 204 = 602222

    Weekendowo w Częstochowie.
    Sobota - Wyjazd 6:00. Cel Częstochowa 170km, wyjazd z kuplami, ja na szosie oni na mtb. Pierwsze 2h pogoda straszna wiatr, deszcz.. dobrze że jeszcze gradu nie było, kolejne godziny jakoś się poturlaliśmy w zachmurzeniu. Będąc już w Częstochowie obiadek dość obfity, kumple pojechali do hotelu a ja jeszcze zrobiłem rundkę po okolicach i zaliczyłem kilku gmin.
    Niedziela - Po śniadaniu wyjazd o 8:30 od razu piękny intensywny deszczyk padał, doskonale się zapowiada dzień... nom stop w #wmordewind. Na 110km dość spory kawałek szutrowej drogi. I tak po ciężkich zmaganiach dojechaliśmy do celu. :)
    Ogólnie wyjazd na plus, szkoda że pogoda trochę nie dopisała.
    #zaliczgmine 147+32

    Statystyki:

    Dystans: 61 km
    Wertykalnie: 579m(↑270m/↓309m)
    Czas: ◷02:19:20
    Średnie tempo: 2:17 min/km
    Średnia prędkość: 26,16 km/h
    Kalorie: 1803 kcal

    Dystans: 83 km
    Wertykalnie: 589m(↑284m/↓305m)
    Czas: ◷03:06:06
    Średnie tempo: 2:14 min/km
    Średnia prędkość: 26,78 km/h
    Kalorie: 2486 kcal

    Dystans: 48 km
    Wertykalnie: 304m(↑158m/↓146m)
    Czas: ◷02:07:37
    Średnie tempo: 2:40 min/km
    Średnia prędkość: 22,38 km/h
    Kalorie: 1342 kcal

    Dystans: 261 km
    Wertykalnie: 2094m(↑1098m/↓996m)
    Czas: ◷10:52:17
    Średnie tempo: 2:29 min/km
    Średnia prędkość: 24,03 km/h
    Kalorie: 7647 kcal

    Dystans: 204 km
    Wertykalnie: 1553m(↑717m/↓836m)
    Czas: ◷08:40:25
    Średnie tempo: 2:33 min/km
    Średnia prędkość: 23,48 km/h
    Kalorie: 5894 kcal

    W tym tygodniu to już 657km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0289.JPG

  •  

    Potrzymajcie mi piwo... i w przyszłym roku będzie koniec. Niebieski to wyłącznie tegoroczna wyprawa, choć jeszcze coś w tym roku dołożę. Malowanie trochę zajęło, ale w końcu się udało skończyć.

    #rower #zaliczgmine #kolorowekredkiaraczejflamastry #metaxynarowerze

    źródło: 2017.08.11.JPG

  •  

    611726 - 82 = 611644

    Kolejny dzień z pobudką o piątej, dziś gminy Gryfice i Płoty. Pierwszy raz widziałem wschód słońca nad Bałtykiem
    #zaliczgmine

    W tym tygodniu to już 250km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

    +: M...........a, drugsorbrain +18 innych
  •  

    618951 - 84 = 618867

    Siemyśl, Trzebiatów, Karnice, Brojce, Rymań
    #zaliczgmine
    Katedra w Trzebiatowie

    Statystyki:

    Dystans: 84 km
    Czas: ◷04:17:55
    Średnie tempo: 3:03 min/km
    Średnia prędkość: 19,64 km/h
    Kalorie: 2388 kcal

    W tym tygodniu to już 168km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa pokaż całość

  •  

    620393 - 84 = 620309

    Wolin, Kamień Pomorski, Golczewo, Świerzno, Dziwnów, Rewal
    #zaliczgmine

    Statystyki:

    Dystans: 84 km
    Czas: ◷03:59:31
    Średnie tempo: 2:51 min/km
    Średnia prędkość: 21,03 km/h
    Kalorie: 2499 kcal

    W tym tygodniu to już 84km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

  •  

    Zacząłem się właśnie bawić w #zaliczgmine (pewnie do emerytury nie zaliczę wszystkich - na razie to wygląda jak na pic rel). O interaktywnej mapie wiem. Ale ręcznie trzeba wrzucać pojedyncze GPX-y i klikać. Zastanawia mnie jednak czy jest jakaś automagiczna synchronizacja ze Stravą?
    #rower

    źródło: zaliczgmine.pl

    +: Freakz, s.....r +4 innych
  •  

    648827 - 6 - 6 - 6 - 6 - 6 - 6 - 37 - 74 - 71 - 5 = 648604

    tygodniowe praca <-> dom oraz

    sobotnie kółko koło Koła, by zobaczyć zamek w Kole, a właściwie to co z niego zostało. Zagadką dla mnie jest działanie władz Koła - osoba, która nie wie o zamku nie ma szans do niego trafić. Jedyna tablica informacyjna, która rzuciła mi się w oczy znajduje się obok zamku.

    oraz niedzielna wycieczka do Krąkowa, czyli ogonki mają znaczenie. Krąków, może nie Kraków, ale swój Wawel ma, a może Wąwel ;)

    przy okazji #zaliczgmine +1
    #rowerowalodz #tribanclub

    W tym tygodniu to już 223km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie[,](http://www.wykop.pl) powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    662412 - 4 - 4 - 4 - 73 = 662327

    #zaliczgmine +1, więc powinno być #chwalesie, a wyszło #zalesie ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    #rowerowyrownik

    źródło: zalesie.jpg

  •  

    674371 - 4 - 154 - 5 = 674208

    Wspólna wyprawa z @Zelazko_MPM i mój debiut w imprezie zorganizowanej - może nic wielkiego, ale od czegoś trzeba zacząć - łódzka edycja Rajdów dla Frajdy - Międzyrzecze Warty i Widawki.
    Dojazdy na dworzec i dojazdy ze Zduńskiej Woli do Widawy.
    Nie byłem ostatni, więc nie jest źle, ale mogło być lepiej ;)
    #zaliczgmine +3
    #rowerowalodz

    Statystyki:

    Dystans: 4 km
    Czas: ◷00:10:28
    Średnie tempo: 2:28 min/km
    Średnia prędkość: 24,29 km/h
    Kalorie: 131 kcal

    Dystans: 154 km
    Czas: ◷05:45:45
    Średnie tempo: 2:14 min/km
    Średnia prędkość: 26,77 km/h
    Kalorie: 5599 kcal

    Dystans: 5 km
    Czas: ◷00:16:35
    Średnie tempo: 3:20 min/km
    Średnia prędkość: 17,97 km/h
    Kalorie: 169 kcal

    W tym tygodniu to już 433km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    690711 - 430 = 690281

    Wyjazd wczoraj o 3 rano. Do Dębicy jechał ze mną Kona i nowy kolega Marcin. Dostawa paczki do Krakowa to tylko pretekst do jazdy... i pojechałem. Taka trasa to cenne doświadczenie, przyda się na przyszły rok.
    Trasę planowałem specjalnie po płaskim, bo przeczuwałem, co może się dziać na takim dystansie. Pogoda była na prawdę super. Z zapowiadanych upałów po 35 stopni było trochę mniej, może poniżej 30 :D Wiatru jakiegoś bardzo mocnego nie było. Bardzo się ucieszyłem z tego powodu. Jakoś na 250-270km zaczęło mnie boleć prawe kolano, pewnie po 50 km jakoś przeszło. Ale na około 350km powróciło razem z lewym, do tego chłód nadchodzącej nocy i brak nakolanników nie pomagał. Końcówkę przejechałem byle przejechać.

    W tym tygodniu to już 430km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #zaliczgmine +23
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: c1.staticflickr.com

  •  

    755317 - 107 = 755210

    wypad z żoną po okolicach Sandomierza - głównie do Opatowa i na zamek Krzyżtopór. Wielkie podziękowanie dla @faramka za przygotowanie trasy i wskazanie najciekawszych punktów do zobaczenia na niej. Życzę każdemu takiego przewodnika w swoich podróżach!

    #100km - nr 6 w tym roku
    #zaliczgmine +13 (obecnie 175)

    Statystyki:

    Dystans: 107 km
    Czas: ◷05:36:02
    Średnie tempo: 3:08 min/km
    Średnia prędkość: 19,06 km/h
    Kalorie: 3924 kcal

    W tym tygodniu to już 107km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    •  

      @radoslaw-szalkowski: jest mi niezmiernie miło, że mogłam co nieco podpowiedzieć (。◕‿‿◕。)
      Widzę, że jechałeś szosą - jak te fragmenty bez asfaltu (płyty przy radarach, polna do Międzygórza)?

      Szkoda, że pogoda wczoraj nie sprzyjała zwiedzaniu ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      @faramka: ostatnio jeździłem cały czas szosą i dzień przed wyjazdem okazało się mój rower górski stoi na kapciu, a już nie było czasu na jeżdżenie po dętki, więc zabrałem szosę - nie było tak źle - wszystko się dało przejechać, poza ostatnim kawałkiem 200 metrów polnej drogi do Międzygórza, bo ktoś wysypał fragment drobnymi kamyczkami. Ale udało się przejechać bez kapcia, więc jest OK!

      Wczoraj słaba była pogoda, więc do 12 pochodziliśmy po Sandomierzu - chcieliśmy przejść jeszcze trasę podziemną, ale okazało się, że 2 godziny musielibyśmy czekać na wejście, więc pojechaliśmy w stronę domu odwiedzając po drodze zamek w Chęcinach i Pałac Tarłów w Podzamczu Piekoszowskim.

      Ogólnie wypad oceniamy bardzo pozytywnie! I chyba jeszcze kiedyś będziemy musieli wrócić w te strony ;)
      pokaż całość

      +: faramka
    • więcej komentarzy (6)

  •  

    784098 - 264 = 783834

    Wyprawa do Warszawy by potowarzyszyć #rowerowykrakow w ich wyprawie.
    Wyjazd przed 5 by dotrzeć do miejscowości Przysucha w której dołączyłem do ekipy w składzie: @wspodnicynamtb, @metaxy, @Cymerek, @kiwacz, @Mortal84, @makyo, @bynon. Na przywitanie musiałem przejść mały test na sprint, ale na szczęście się udało. Wszystko przebiegało bezproblemowo do momentu szutrowego odcinka w okolicach przeprawy przez Pilicę - już na samym wjeździe na szuter złapałem kapcia (dzięki @wspodnicynamtb za poczekanie), a później dosłownie 10 metrów za mną przewróciło się na drogę drzewo. Później spokojna jazda w wyczekiwaniu na ekipę z #szosowawarszawa i podróż do wytęsknionego chyba przez wszystkich McD w Grójcu, do którego jak się okazało nie jest tak łatwo dojechać rowerem. Później w kierunku Nadarzyna, a później drogami serwisowymi wzdłuż S na Warszawę Centralną.
    W oczekiwaniu na swój pociąg odprowadziłem na pociąg do Krakowa @wspodnicynamtb i @kiwacz, a później jeszcze @makyo, który w oczekiwaniu na swój pociąg postanowił dokręcić do 400 km.
    Dziękuję wszystkim za wspólną podróż - miło było Was w końcu poznać w rzeczywistym świecie. I mam nadzieję do zobaczenia niedługo.

    264 km - rekord życiowy poprawiony o ponad 40km
    #200km - nr 1 w tym roku
    #zaliczgmine +27 (obecnie 162)

    Link do Strava: https://www.strava.com/activities/1052401532

    Statystyki:

    Dystans: 264 km
    Czas: ◷09:54:17
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,64 km/h
    Kalorie: 0 kcal

    W tym tygodniu to już 264km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    810404 - 26 - 13 - 73 = 810292

    Dziś po pracy #zaliczgmine +2 w fajnych okolicach Przywidza. Trochę #pokazmorde, ale tylko trochę :P #rowerowetrojmiasto

    Statystyki:

    Dystans: 73 km
    Czas: ◷02:45:55
    Średnie tempo: 2:16 min/km
    Średnia prędkość: 26,37 km/h
    Kalorie: 3435 kcal

    W tym tygodniu to już 112km!
    #rowerowyrownik
    pokaż całość

  •  

    848612 - 64 = 848548
    statów nie ma, bo się wysypało Endomondo ehh, Warszawa - Tłuszcz, +7 zaliczonych #zaliczgmine, a takiego kwiatka dostrzegłem po drodze
    #rowerowyrownik

  •  

    878101 - 473 = 877628

    Brevet 400 z dojazdem.
    Planowałem jeszcze powrót rowerem, co dałoby upragnione 500 km, ale niestety, źle się przygotowałem.

    #zaliczgmine: 21 nowych

    Statystyki:

    Dystans: 473 km
    Czas: ◷15:51:49
    Średnie tempo: 2:00 min/km
    Średnia prędkość: 29,80 km/h
    Kalorie: 17450 kcal
    Średni puls: ❤143.5bpm
    Maksymalny puls: ❤174bpm

    W tym tygodniu to już 607km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: mikolajki.JPG

  •  

    897342 - 262 = 897080

    Trochę mnie wytłukło po kiepskich asfaltach, ale było warto. Wyjście z domu 4:30, wyjazd 4:40.
    #zaliczgmine +9

    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #zalesie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dgtzuqphqg23d.cloudfront.net

  •  

    916002 - 216 = 915786

    Turystyka wolnobieżna z @oskar1100 i @tytyrytek.
    9 gmin w #zaliczgmine. A tydzień temu wpadło 16.

    Statystyki:

    Dystans: 216 km
    Czas: ◷07:16:52
    Średnie tempo: 2:01 min/km
    Średnia prędkość: 29,61 km/h
    Kalorie: 4969 kcal
    Średni puls: ❤143.5bpm
    Maksymalny puls: ❤176bpm

    W tym tygodniu to już 465km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: pultusk.jpg

    +: o.......0, tony_rogalik +30 innych
  •  

    924993 - 148 - 40 - 155 - 19 - 23 - 22 - 36 - 22 - 19 - 25 - 19 - 23 = 924442

    Ostatni tydzień na rowerze, czyli dojazdy do pracy, oraz weekendowy wyjazd na zlot forum zwoązanego z podróżami rowerowymi.

    Wyjazd dosyć spontaniczny, więc w piątek przed praca montuję pierwszy raz mój magiczny kufer, ładuję do niego śpiwór i resztę gratów, by prosto po pracy o godzinie 22:30 wyruszyć na północ. W Dąbrowie zatrzymuję się w McD. Tracę tu dobrą godzinę, ze względu na długi czas oczekiwania. W Żarkach, około 2 musze przyodziać nogawki. Poranek witam już w Łódzkim. Poranek bardzo przyjemny -
    słońce, wiejskie zapachy i mgły dodają mu dużo uroku.
    Do bazy w Krzętowie nad Pilica zajeżdżam jakoś po godzinie 5 rano. Stojące pod budynkami rowery upewnieją mnie, że jestem we własciwym miejscu ;)

    Niestety wszyscy jeszcze śpią, więc ja ucinam sobie kilka minut drzemki z głową na stole. Postanawiam zejść niżej nad brzeg Pilicy i odkrywam, że jest tam wielkie pole namiotowe i pełno namiotów! Gdybym wiedział wcześniej, to nie omieszkałbym się walnąć w śpiwór na jakiejś ławeczce ;)

    Ekipa budzi się do życia, więc po śniadaniu i kilku pogaduszkach (mój przypałowy kufer wzbudził spore zainteresowanie;)), wybieramy się w kilka osób na prawie szosową przejażdżkę po okolicy. Miłe pogaduchy itp. Po czym spędzamy pod wiejskim sklepikiem dobre 2 godziny na opowiastkach o przygodach okołopodróżniczych.

    Wieczorem, po obiedzie, ognisko już hula na całego i całe towarzystwo oddaje się zabawie, integracji, oględzinom sprzętu, dyskusjom itp. Powstaje pamiątkowa panorama wszystkich uczestników (około 110 osób). Około godziny 23, pomimo że jest bardzo sympatycznie, postanawiam udać się na jakiś spoczynek, by nie zarwać kolejnej nocy i złapać te kilka godzin snu. Ładuję się więc do śpiwora w ośrodkowej jadalni. Impreza jednak trwa w najlepsze. Jest gra na gitarze, śpiewy itp. Więc zasypiam przy dźwiękach muzyki ;) W nocy zauważam, że drugi kąt pomieszczenia zajmuje jakaś dziewczyna.

    O poranku planuję się zwijać wcześniej, jednak nie tak łatwo się wyrwać, bo jeszcze co chwilę zatrzymuję się na pogaduszki. Ostatecznie zabieram się z ekipą sakwiarzy jadącą w moje okolice. Pierwsze kilometry jest niespodziewanie zimno. W Koniecpolu na postoju jem śniadanie pod sklepem i telepie mnie z zimna. W Podzamczu jest już ciepło i robimy przerwę obiadową. Pani postraszyła nas długim czasem oczekiwania, więc wzięliśmy tylko zupy z pieczywem, jednak okazało się, że inni goście wcale tak długo nie czekali na jedzenie.

    Gdy wjeżdżamy w rejony GOP ruch robi się już spory, co po weekendzie w sielankowym klimacie i pustych lokalnych nie jest przyjemnym doświadczeniem. Powoli każdy się rozjeżdża w swoją stronę i niedługo przed zachodem słońca zajeżdżam do domu. Tempo było spokojne, jednak powrót był bardzo miły towarzysko 

    Kilka zdjęć w albumie: https://goo.gl/photos/28MHw3g6nNVvRx1y5

    No i miałem napisać 2 zdania, a znów się rozpisałem trochę ;)

    Udało się zaliczyć aż 1 nową gminę do #zaliczgmine

    https://www.strava.com/activities/996232604

    https://www.strava.com/activities/999275840

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #100km
    pokaż całość

  •  

    933612 - 171 - 17 - 11 = 933413

    Jazda na Przecław i Mielec #zaliczgmine +3.

    Statystyki:

    Dystans: 171 km
    Czas: ◷06:15:28
    Średnie tempo: 2:11 min/km
    Średnia prędkość: 27,39 km/h
    Kalorie: 0 kcal

    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km pokaż całość

  •  
    o.......0

    +37

    936467 - 87 - 92 - 38 - 106 - 316 - 85 = 935743

    Już dawno nie miałem tak intensywnego tygodnia.
    87km - poniedziałek. Przejecha na odstresowanie się po pracy.
    92km - wtorek. #szosowawarszawa z kolegami i przybłędą, który nie pokazał dziury. Wgięta obręcz i ucieczka przez 15km przed grupą bo gdzieś trzeba było rozładować negatywne emocje.
    38km - środa z Najmilszą.
    106km - czwartek. Tarczyn, kwitnące sady i przepiękny zachód słońca.
    0km - piątek. Odpoczynek przed tym co ma zdarzyć się w sobotę.
    316km - sobota. Wycieczka z kolegami do Środka Polski. Pogoda świetna, lampa przez cała trasę i lekki wiatr. Ostatnie 70km to niespodziewany przypływ energii i zasuwanie 38-40km/h na przedzie grupy. Wpadło 14 nowych gmin do #zaliczgmine.
    85km - niedziela. Ukoronowanie tygodnia. Zabrałem Najmilszą do Góry Kalwarii i zaraziłem ją drożdżówkarstwem.

    W tym tygodniu to już 724km!
    #rowerowyrownik #drozdzowkarze #100km #200km #300km
    pokaż całość

    źródło: SJCM0047.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów