•  

    #niepopularnaopinia #szczepionki #pdk #medycyna

    Miraski uświadommy sobie jedno. Jeśli rodzice zdecydują, żeby nie szczepić dziecka, to jeśli to dziecko potem zachoruje na różyczkę/odrę/ospę, to jest to problem RODZINY tego dziecka. Jeśli zachoruje sto tysięcy dzieci, to jest to paręset tysięcy problemów rodzinnych. Nie "problem społeczny". Idiotycznym jest argument o #epidemia (dziecko niezaszczepione może zachorować, a zarażając zagrozić innym), gdyż może zagrozić tylko dzieciom niezaszczepionym przez rodziców!

    Jedni rodzice chcą dzieci szczepić – inni nie chcą. I tak powinno być. Mamy możliwość wyboru. Gdy szczury znajdują nowy pokarm, to część szczurów go je – a część czeka, czy nie jest to trucizna. Nie wiemy, jakie skutki przyniesie szczepionka. Przejście odry może ułatwiać przejście przez inne, poważniejsze, choroby. Jakie są skutki odległe? Żaden z nas tego nie wie.

    Nie wiadomo, czy szczepionki przeciwko chorobom dziecięcym są dobre czy złe. Mnie moja matka w dzieciństwie ciągała po domach kolegów zarażonych świnką i różyczką, żebym te choroby złapał jak najszybciej. Inni rodzice mogą postępować inaczej, ale to są ICH dzieci i mają do tego święte prawo! Tylko, że w ustroju niewolniczym, to Pan (Państwo) decyduje co zrobić z dziećmi niewolników i jakie eksperymenty sobie na nich prowadzić...

    •  

      gdyż może zagrozić tylko dzieciom niezaszczepionym przez rodziców!

      @KurczakZRozna: Zagraża, i to śmiertelnie, noworodkom.

    •  

      @semperfidelis: Tak, bo noworodki biegają po ulicy, a nie leżą na sali porodowej...

      +: wuju84, cccx
    •  

      @KurczakZRozna: Jak skończysz gimnazjum, kiedyś założysz rodzinę, urodzi Ci się dziecko, które będzie leżało na sali porodowej i przyjdzie do Ciebie, albo do któregokolwiek innego dziecka ktoś niezaszczepiony to wtedy pogadamy jaki to rodzice niezaszczepionego dziecka powinni mieć wolny wybór w tej kwestii.

      Po drugie, noworodkiem jest dziecko do 4 tygodni, a takie już "biegają po ulicach". Drugą dawkę podaje się w 5-6 miesiącu.

      Dopiero w drugim miesiącu niemowlak dostaje szczepionkę przeciw tężcowi krztuścowi - poczytaj o tych chorobach zamiast powtarzać bzdury.

    •  

      @KurczakZRozna: Gratuluje myślenia

      pokaż spoiler Usuń konto zielonko

    •  

      Drugą dawkę podaje się w 5-6 miesiącu.

      @semperfidelis: Drugą dawkę czego? Bo na pewno nie szczepionki przeciw odrze. Widzę "gruntowne przygotowanie" do tematu...

    •  

      @semperfidelis: Nie mam w planach ukończenia gimnazjum. Nie chodzi mi o to, żeby dzieci nie szczepić - chodzi tylko o to, żeby można było mieć wybór i decydować za siebie. Nie możesz mówić, że ktoś niezaszczepiony jest od razu nosicielem choroby. Idąc tym tokiem rozumowania, skoro nie ma szczepionki na HIV, to nie można przygruchać sobie loszki i przelecieć jej, bo będę miał HIV, tak? Sam siostrze dorzucałem cebuliony na szczepionki dla chrześniaka i chrześnicy, ale ja tutaj protestuję nie przeciwko szczepieniu, a przeciwko PRZYMUSOWI szczepień. Naprawdę.

      +: cccx
    •  

      @meow_meow: Niechcący kliknąłem i mi się kursor przesunął. Drugą dawkę szczepionki przeciw tężcowi i krztuścowi.

    •  

      @tyratron: Dziękuję. Wiedziałem, że nie tylko trolle tutaj i znajdzie się ktoś umiejący czytać ze zrozumieniem.

      pokaż spoiler Powiedziałem to na początku, nie usunę ;)

    •  

      Idąc tym tokiem rozumowania, skoro nie ma szczepionki na HIV, to nie można przygruchać sobie loszki i przelecieć jej, bo będę miał HIV, tak?

      @KurczakZRozna: Zdaje się, że w tym momencie skończyliśmy dyskusję.

    •  

      @semperfidelis: Jeśli nie masz dalszych argumentów, to obawiam się, że skończyliśmy. Taka argumentacja nie przyniesie Ci sukcesu na egzaminie gimnazjalnym :)

    •  

      @KurczakZRozna: Serio, nie wypowiadaj się w kwestiach, w których nie masz nawet minimalnej wiedzy i powtarzasz tylko puste frazesy ludzi, którzy również nie mają takiej wiedzy, do czego się w sumie otwarcie przyznają.

    •  

      @semperfidelis: Zanim zaczniesz wyliczać kto komu zagraża, pochwal się może kiedy ostatnio sam szczepiłeś się przeciw gruźlicy, ktrzuścowi, czy tężcowi. Bo jeśli w podstawówce, to teraz możesz sobie (zakładam, że jesteś min. gimnazjalistą) te szczepienia włożyć między bajki. Gdyby ten cały ten "obowiązkowy" kalendarz szczepień miał przed czymkolwiek chronić, to musieli by się regularnie szczepić absolutnie wszyscy włącznie z dorosłymi, najlepiej za każdym razem badając poziom przeciwciał, a to jest niestety fizycznie niewykonalne bo primo- nikt nie wyłoży na to kasy, secundo - są przeciwskazania do szczepienia dorosłych przeciw np. krztuścowi.

      +: cccx
    •  

      @semperfidelis: Ale gdzie ja napisałem cokolwiek o tym, żeby dziecko szczepić lub nie szczepić? Chodzi o to, że człowiek jest jednostką myślącą (z nielicznymi wyjątkami) i to do niego powinna należeć decyzja, czy dziecko szczepić czy nie. Ile ludzi, tyle opinii. Każdy z nas powinien decydować o własnym losie i losie potomstwa. Dlaczego jakiś minister ma mi mówić jak żyć i ma mi tłumaczyć co jest dobre dla mojego dziecka? To samo ze szkołą dla 6-cio latków. Dlaczego nie mogę sam zadecydować czy moje dziecko jest wonderkidem i chce je kształtować od 4-tego roku życia lub jest idiotą i wiem, że jak go nauczę obsługi kielni i szpachli, to przynajmniej będzie miał jakąś przyszłość (ewentualnie poślę go na socjologię do swoich kolegów)?

      +: cccx
    •  

      @meow_meow: Przeciw krztuścowi szczepieni powinniśmy być co ~10 lat - jeszcze się w tym przedziale mieszczę, za około 2 lata zaszczepię się ponownie ze względu na czynniki ryzyka.

      Tężec - w podejrzeniu zakażenia stosuje się antytoksyny, więc tego szczepienia nie muszę powtarzać.

      Gruźlica - jestem zaszczepiony.

      Kalendarz szczepień ma za zadanie ochronę dzieci, a nie dorosłych. Nawet jeżeli ja będę niezaszczepiony, to dziecka, które ma obowiązkowy kalendarz szczepień, nie zakażę i to jest sedno tej sprawy.

      +: JarosG
    •  

      Każdy z nas powinien decydować o własnym losie i losie potomstwa

      @KurczakZRozna: Ale już Ci wytłumaczyłem, że w tym wypadku decydujesz o losie nie tylko swoim i swojej rodziny, ale o losie społeczeństwa - w szczególności o dzieciach innych osób.

      +: JarosG
    •  

      @semperfidelis: No i tu się z Tobą nie zgodzę. Decyduję o losie własnego dziecka szczepiąc je przed daną chorobą. Czy uważasz, że jeżeli ja zaszczepię swoje dziecko, to w jakikolwiek sposób wpłynie na to, że niezaszczepione dziecko innego rodzica będzie zdrowe? Nie może się dzieciak zarazić od innego, nieszczepionego dzieciaka, jeśli jest szczepione, tak? Taka jest idea szczepionki... Jakby tak było jak mówisz, to pomimo szczepionek przeciw grypie co roku bylibyśmy dziesiątkowani przez nią.

    •  

      Decyduję o losie własnego dziecka szczepiąc je przed daną chorobą

      @KurczakZRozna: Ale nie szczepiąc go decydujesz o losie innych dzieci. Trzeci raz powtarzam.

      Sam sobie zaprzeczasz.

    •  

      Nie prawda. W jaki sposób decyduję o losie innych dzieci? Proszę, wytłumacz mi to jeszcze raz, bo chyba nie trybię. Skoro mamy dziecko A, które jest chore, bo niezaszczepione (załóżmy, że złapało chorobę), to w jaki sposób mogę zdecydować o losie dziecka B, które jest zaszczepione na tą chorobę?

      Nie zaprzeczam sobie. Cały czas mówię o wolności wyboru, a nie chcę poruszać kwestii szczepić/nie szczepić.

      +: cccx
    •  

      @KurczakZRozna: Wolność wyboru w tej kwestii nie ma prawa bytu. Nie możesz Ty, jako człowiek, wybierać, czy moje dziecko będzie zdrowe, czy chore.

      Już Ci napisałem o tym kiedy następuje szczepienie dzieci. Dzieciak do 1-2 miesiąca jest kompletnie niezaszczepiony, a jego system odpornościowy praktycznie nierozwinięty. W tym czasie, a tak naprawdę do około 5-6 miesiąca jesteś, jako osoba niezaszczepiona, chodzącym potencjalnym mordercą mojego dziecka, na co zgodzić się nie mogę.

      Jak to JKM parafrazuje - Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna moja. A moja wolność mówi, że moje dziecko ma być zdrowe, a przynajmniej ma nie być wystawiane na działanie czynników potencjalnie śmiertelnych tylko dlatego, że ktoś miał takie widzimisię i się nie zaszczepił.

      Nie po to medycyna się rozwija, żeby garstka idiotów pod przykrywką wolnego wyboru cofała społeczeństwo do XIX wieku.
      Amen.

    •  

      W tym czasie, a tak naprawdę do około 5-6 miesiąca jesteś, jako osoba niezaszczepiona, chodzącym potencjalnym mordercą mojego dziecka, na co zgodzić się nie mogę.

      Posiadając penisa w spodniach jestem potencjalnym gwałcicielem. O to się nie martwisz? Potencjalnie przechodzenie pod jakimkolwiek balkonem jest bardziej niebezpieczne niż brak szczepionki (większe prawdopodobieństwo zawalenia się niż zarażenia)

      W pierwszych miesiącach życia najważniejszym czynnikiem wzmacniającym odporność dziecka jest mleko jego matki. Sam jestem zwolennikiem szczepionek, ale jak już to napisałem na samym początku nie można z tego robić problemu społecznego i nie można zmuszać obywateli do obowiązkowych szczepień. Ogólnie z dzieckiem do czwartego miesiąca życia raczej nie wychodzi się z domu.

      Wiem, że Cię nie przekonam, ale chcę rzucić na to trochę innego światła.

      Nie po to medycyna się rozwija, żeby garstka idiotów pod przykrywką wolnego wyboru cofała społeczeństwo do XIX wieku.

      Piękna puenta. Dobry z Ciebie rozmówca.

      pokaż spoiler Usuń konto...

      +: cccx
    •  

      na samym początku nie można z tego robić problemu społecznego i nie można zmuszać obywateli do obowiązkowych szczepień.

      @KurczakZRozna: Na samym początku trzeba tej sprawie ukręcić łeb w zarodku właśnie po to, żeby w przyszłości nie była problemem społecznym.

      Ogólnie z dzieckiem do czwartego miesiąca życia raczej nie wychodzi się z domu.

      Tu akurat każdy ma prawo do wolności wyboru, jednak zalecenia pediatrów są zgoła odmienne. To jednak jest temat rzeka.

      Posiadając penisa w spodniach jestem potencjalnym gwałcicielem. O to się nie martwisz?

      Widzisz, Twoim problemem jest to, że powtarzasz jak papuga, bez pomyślunku nad sednem sprawy.

      Potencjalnie przechodzenie pod jakimkolwiek balkonem jest bardziej niebezpieczne niż brak szczepionki

      Podaj źródło. Nie widziałem opracowania naukowego w tym temacie, a chętnie bym się dokształcił.

      +: JarosG
    •  

      @KurczakZRozna: myslę, że wystarczającym argumentem w tym głupim konflikcie jest to, że jak ludzie chorują i się zarażają, to choroba w nich mutuje, staje się coraz groźniejsza i w końcu żadna szczepionka nie jest skuteczna. tyle w temacie.

    •  

      @KurczakZRozna: EDIT: A na koniec masz - możliwe, że fejk, ale oddaje sens sprawy - http://www.wykop.pl/ramka/2424425/list-lekarki-w-sprawie-szczepien/

      Możesz tam też poczytać komentarze mądrzejszych osób.

    •  

      @semperfidelis:

      Na samym początku trzeba tej sprawie ukręcić łeb w zarodku właśnie po to, żeby w przyszłości nie była problemem społecznym.

      Nie zostanie, to są problemy indywidualne. To, że dziecko obywatela A jest chore, nie jest problemem obywatela B, X i Y.

      Widzisz, Twoim problemem jest to, że powtarzasz jak papuga, bez pomyślunku nad sednem sprawy.

      Nie zgodzę się z Tobą. Cały czas gdybamy o potencjalnych mordercach. Nie ma znaczenia czy potencjalnie zginiesz od zarażenia chorobą czy potencjalnie zginiesz w katastrofie źle zaprojektowanego tunelu. Nie chcę już przytaczać argumentu, żeby przestać budować mosty, bo potencjalnie się mogą zawalić. Mógłbyś go źle odebrać (choć wierzę w Twoją inteligencję)

      Podaj źródło. Nie widziałem opracowania naukowego w tym temacie, a chętnie bym się dokształcił.

      Przegiąłem, ale powinieneś zrozumieć sedno wypowiedzi. Na tym świecie jest wiele innych zagrożeń, o wiele bardziej potencjalnie szkodliwych od chorób.

    •  

      @KurczakZRozna: byś trochę poczytał porządnych materiałów, to byś wiedział, że Twoje przemyślenia nad talerzem zupy nie mają podstaw. Poczytaj o odporności grupowej a jak Ci się nie chce, to pomyśl o jednym: szczepionki nigdy nie gwarantują 100% odporności u szczepionych. W zależności od choroby/szczepionki odsetek prawidłowej reakcji jest większy lub mniejszy ale nigdy nie jest 100%. Do tego dochodzi kwestia przy jakim wysyceniu zaszczepionymi dana choroba nie stwarza zagrożenie epidemią (kwestie wylęgania się chorób, łatwości zakażenia itp.). Dlatego te procenty niezbędne do zatrzymania choroby bywają dość duże i wymagają szczepienia wszystkich.
      No i jeszcze do tego dochodzi kwestia zmniejszania się odporności w niektórych jednostkach chorobowych wraz z upływem czasu, co chyba sam podniosłeś, a co też nie sprzyja utrzymaniu odporności grupowej.
      Pomijam przy tym kwestię leczenia za pieniądze ogółu, bo uważam, że wysokość składek powinna być inna dla takich osób, tak samo jak np dla uprawiających niebezpieczne sporty czy zawody.

      Kurcze - sam się sobie dziwię, że chciało mi się odpowiadać, bo to tak porządnie omówione i wyjaśnione kwestie, że jak do kogoś to nie dotarło to musi to być zwykły trolling lub zacietrzewienie/ograniczenie umysłowe powodujące, że ktoś nie tylko nie stara się tego zrozumieć, ale najzwyczajniej w świecie nie chce.

    •  

      Przegiąłem, ale powinieneś zrozumieć sedno wypowiedzi. Na tym świecie jest wiele innych zagrożeń, o wiele bardziej potencjalnie szkodliwych od chorób.

      @KurczakZRozna: Ale te zagrożenia minimalizowane są przez różne instytucje je nadzorujące. Nie można sobie zbudować tunelu z drewna pod rzeką, bo grozi zawaleniem i śmiercią innych osób. Tak samo nie można sobie dowolnie wybierać, że się nie zaszczepię, bo grozi to utratą zdrowia i/lub śmiercią innych osób. Widzisz zależność? Zwykła, ludzka odpowiedzialność.

      Wolność wyboru nie oznacza, że jestem "ja" i "tylko ja" i to mi ma być dobrze, bo tak chcę.

      EDIT:

      Nie ma znaczenia czy potencjalnie zginiesz od zarażenia chorobą czy potencjalnie zginiesz w katastrofie źle zaprojektowanego tunelu.

      Źle zaprojektowany tunel zazwyczaj jest wynikiem błędu, a nie taką wolą projektanta.

      To, że dziecko obywatela A jest chore, nie jest problemem obywatela B, X i Y.
      Kwestia ta została Ci ładnie opisana komentarz wyżej.
      Dodam tylko, że nie jest to problem obywatela B, X i Y dopóty, dopóki dziecko obywatela A nie zostanie przez dziecko obywatela B, X i Y zarażone czymkolwiek.

    •  

      @semperfidelis: Tak, ale nie możesz wykluczyć błędu ludzkiego. Spacerowanie z dzieckiem po chodniku już jest większym zagrożeniem (pijany koleś wyjedzie z zakretu i w Was przyrżnie). Co do listu lekarki - rozumiem wiele, ale to są sytuacje skrajne. I jest to dalej dramat matki Zuzi, a nie społeczeństwa.

      Wolność wyboru nie oznacza, że jestem "ja" i "tylko ja" i to mi ma być dobrze, bo tak chcę.

      Pełna zgoda, jednak również nie możesz powiedzieć, że jesteś Ty i Twoje dziecko, które ogranicza moją wolność do decydowania o moim dziecku.

      @Theia: Jak bardzo wyewoluowała Ptasia Grypa?

    •  

      Pomijam przy tym kwestię leczenia za pieniądze ogółu, bo uważam, że wysokość składek powinna być inna dla takich osób, tak samo jak np dla uprawiających niebezpieczne sporty czy zawody.

      @JarosG: Ubezpieczenie powinno być prywatne - to inna bajka.

      szczepionki nigdy nie gwarantują 100% odporności u szczepionych.

      Tak, zgadzam się. I kogo ewentualnie obwinisz jeżeli Twoje dziecko mimo szczepienia złapie jakąś chorobę?

    •  

      Pełna zgoda, jednak również nie możesz powiedzieć, że jesteś Ty i Twoje dziecko, które ogranicza moją wolność do decydowania o moim dziecku.

      @KurczakZRozna: Nie jestem tylko ja i moje dziecko, są miliony innych ludzi i ich dzieci i to te dzieci narażasz nie szczepiąc swojego dziecka.

    •  

      Idiotycznym jest argument o #epidemia (dziecko niezaszczepione może zachorować, a zarażając zagrozić innym), gdyż może zagrozić tylko dzieciom niezaszczepionym przez rodziców!

      @KurczakZRozna: co kurwa?! Szczepienie tylko zmniejsza możliwość zachorowania, a nie wyklucza. Mówili o tym na pszyrze? Bo chyba nie była praca domowa odrobiona.

    •  

      @KurczakZRozna: Jesteś idealnym wręcz przykładem, dlaczego o szczepieniach powinni decydować epidemiolodzy (i dzięki bogu decydują!), a nie politycy, albo szarzy obywatele.

    •  

      @Jade: Owszem, tylko zmniejsza. Ale większe szanse zarażenia ma dziecko niezaszczepione niż zaszczepione. Anyway, choćbyś stawał na głowie to i tak jest opcja, że Twoje dziecko będzie chore.

      @semperfidelis: Ale dlaczego od razu zakładamy, że niezaszczepione dziecko jest nosicielem choroby? Nawet jeśli, to szczepionka dla Twojego dziecka to wszystko co możesz zrobić w celu ochrony swojego dziecka. I to i tak nie da Ci 100% pewności.

    •  

      @GregPelka: Dlaczego? Dlatego, że podejmuję dyskusję nad wolnością? Coś Ci się Grzegorzu pomyliło, skoro uważasz, że jestem przeciwny szczepieniom, albo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Swoją drogą o Twoim hajsie też lepiej jak decyduje urzędnik niż Ty? Albo kiedy dziecko do szkoły posłać? Jeszcze tylko brakuje tego, żeby ktoś Ci mówił o której masz kompa wyłączyć, ale od tego masz chyba mamę.

    •  

      @KurczakZRozna: czo, na ptasią grypę chorowały ptaki, a ludzie bardzo rzadko, to media taką panikę rozsialy xD
      ale możesz się bronić chorobami, które zostały pokonane lub same zginęły, ale co Ci to da? choroby, na które się szczepimy są rzadko spotykane w naszym społeczeństwie (bo przecież wszyscy są zaszczepieni), ale istnieją w innych krajach, gdzie nie wszyscy się szczepią. jakoś po wielu dziesiątkach lat nie zniknęły samoistnie.

    •  

      Twoje dziecko będzie chore

      @KurczakZRozna: gdybym je miał to byłaby opcja że mogłoby zachorować. Natomiast ja mogę zachorować na różyczkę. Niby były szczepienia, ale one nie działają wiecznie. Tak więc nie chciałbym zachorować na tę chorobę bo jakiś idiota bez wykształcenia medycznego naczytał się w internetach że szczepionki to sprawka Masonów, wężowych istot oraz planety Nibiru X

    •  

      @Theia: Nie mówię nigdzie, żeby się nie szczepić! Czytajcie ze zrozumieniem. Ja tylko dążę do tego, żeby każdy z nas mógł decydować o tym. Nie dla przymusu!

    •  

      @KurczakZRozna: Skoro nie można wyeliminować zagrożenia powinienem je ignorować według Ciebie? Czy lepszym wyjściem jest jego minimalizowanie, tutaj w postaci szczepionki?

    •  

      @Jade: Nie polemizuję z Tobą. Jesteś poniżej poziomu mułu, który wyjada świąteczny karp.

    •  

      @semperfidelis: Minimalizacja. Ale dla TWOJEGO dzieciaka, stary. Nie zmuszaj innych do szczepień. Sam swoje dzieci będę szczepił.

    •  

      @KurczakZRozna: zabolało? Co? Brak wykształcenia czy może Masoni i tak dalej? xD Kisnę z Ciebie

      pokaż spoiler #czarnolisto instant und usuń konto

    •  

      @KurczakZRozna: No właśnie dlatego, że jesteś gimbo-wolnościowcem. Wolność jednostki kończy się tam, gdzie się zaczyna wolność drugiej jednostki. A osobnik nie zaszczepiony stanowi w obecnych czasach realne zagrożenie dla tych, co z różnych powodów zaszczepić się nie mogą.

      Wywody o hajsie czy szkołach nie związane z tematem.
      Do cholery, jak zachorujesz to się sam lecz! Nie będzie Ci żaden parszywy lekarz-urzędas mówił co masz robić!

    •  

      @KurczakZRozna: Ja pierdolę. Kończ waść. Nie chce mi się czwarty albo piąty raz powtarzać tego samego.

    •  

      @KurczakZRozna: na jedno wychodzi. jeśli głupie matki postanowią nie szczepić dzieci, to choroby będą się rozwijać i mutować, a jesli Ty jesteś za wolnym wyborem, to jesteś za nieszczepieniem.

    •  

      @Jade: Nie, po prostu jesteś zbyt głupi na ogarnięcie tematu tego wywodu. Przeczytaj sobie to jeszcze raz. CAŁOŚĆ. Wracam na przyre, bo dyrektorka goni.

      @GregPelka:

      A osobnik nie zaszczepiony stanowi w obecnych czasach realne zagrożenie dla tych, co z różnych powodów zaszczepić się nie mogą.

      No, a jeśli ktoś nie może się zaszczepić, to też stanowi zagrożenie dla społeczeństwa? Może wypada takiego delikwenta usunąć z życia publicznego?

      @semperfidelis: Rozumiem Twoje argumenty. Nie dogadamy się, to jasne.

      @Theia:

      Ty jesteś za wolnym wyborem, to jesteś za nieszczepieniem.

      Dostałem raka od tego argumentu. Jeśli posiadałbym broń, to do tego jestem zabójcą?

      Jest duża różnica pomiędzy tym, że szanuję decyzję każdego z Was i szczepcie lub nie szczepcie swoje pociechy - Wasz wybór, a tym, że zakazuję Wam szczepić swoje dzieci.

    •  

      No, a jeśli ktoś nie może się zaszczepić, to też stanowi zagrożenie dla społeczeństwa? Może wypada takiego delikwenta usunąć z życia publicznego?

      @KurczakZRozna: Słaby troll. Nie stać Cię na poważne argumenty? Czy wszystkie zbite?

    •  

      @KurczakZRozna: myślę, że po prostu państwo chroni ludzi przed ich własną głupotą. bo głupi ludzie nie będą szczepić, to wiadomo. tak jak rodzic każe dziecku umyć ręce do obiadu, a dziecko nie chce. widzę, że bardziej Ci przeszkadza sam fakt, że masz jakiś obowiązek, niż cała sprawa, tak samo jak dziecku, które nie chce umyć rąk do tego cholernego jedzenia.

    •  

      @Theia: To dlaczego jeszcze nie ma państwowego przymusu mycia rąk przed jedzeniem tak samo jak mycia rąk po siusianiu?

      @GregPelka: To jest poważny argument. Narazie Ty nie przedstawiłeś żadnego, poza nazwaniem mnie gimbo-wolnosciowcem i uważaniem, że hejtuje lekarzy (lekarz-urzędas? xD kisnę).

    •  

      @Theia: I trochę więcej wiary w ludzi. Jak ktoś nie chce, to go nie zmuszajmy. On na tym gorzej wyjdzie, a selekcja naturalna też jest potrzebna (@GregPelka, @Jade)

    •  

      @KurczakZRozna: bo to rodzic płaci za wodę, którą dziecko umyje ręce, a państwo umożliwia bezpłatne szczepienie (tak, idzie to z naszych podatków, ale to już inna kwestia, nie na ten wpis. ważne, że państwo je organizuje, jakbyśmy sami mieli sobie zorganizować, to byśmy zwariowali z biurokracją). wymyśl coś lepszego, serio.

    •  

      @Theia: Gdzie byś utknął z biurokracją? Kupiłbyś szczepionkę, poszedł do pielęgniarki, którą uprzednio byś sprawdził czy ma kwalifikacje i byś zaszczepił dziecko. W czym problem?

    •  

      xD kisnę

      @KurczakZRozna: No to idź kiśnij gdzie indziej. Dla Twojej informacji, bo może na lekcji tego jeszcze nie było, lekarze pracujący w wojewódzkich inspektoratach sanitarnych, powiatowych, czy w GIS-ie to są urzędnicy.

    •  

      @GregPelka: Nie, WoS mam o szesnastej. Kurwa, koleś czepiasz się o nomenklaturę i nie jesteś w stanie wnieść nic do tej rozmowy. Ogólnie to ta dyskusja skończyła się w momencie w którym opuścił ją @semperfideliis . Reszta już nie ma sensu. Dziękuję, przynajmniej rozszerzyłem swoje poglądy.

      pokaż spoiler O tym, że mirko, to nie elita internetu, tylko banda debili
      No i o to co wysnułem z rozmowy z @semperfideliiis

    •  

      @KurczakZRozna: o swoim dziecku też byś tak powiedział? "niech nie myje rąk, jak nie chce, najwyżej zachoruje, złapie jakiegoś tasiemca, skaleczy się nożem i umrze na gangrenę... co mi tam, selekcja naturalna, nie chcę mieć głupiego dziecka." państwo też odrobinę (na pewno w tej kwestii) dba o to, żeby spoleczeństwo mniej chorowało, bo inaczej szpitale będą przepełnione osobami chorymi na chorobę, której mogła zapobiec jedna głupia szczepionka, nie uważasz?
      nie wiem, do kogo piszesz teraz, bo zwracasz się jak do faceta ;p
      nie można sobie tak po prostu kupić szczepionki, lol

    •  

      @Theia: W normalnym kraju możesz sobie kupić co chcesz i zrobić z tym co chcesz. Nie wiem, nie widzę pasków, wybacz. Dalej nie potraficie czytać ze zrozumieniem. Moje dziecko będzie myło ręce przed i po jedzeniu, bo JA mu tak każę, nie urzędnik, nie polityk. Rozumiesz?

    •  

      @GregPelka: Gratuluję argumentacji. Chodź już lepiej na te przyre, bo bedzie #pszypal

      GIF

      źródło: i.imgur.com (2.99MB)

    •  

      @KurczakZRozna: ja jebe, chodzi mi o porównanie, nie o dziecko i kto mu co każe... polacy są takimi dziećmi, rząd rodzicami. rodzic każe dziecku umyć ręce dla jego własnego dobra, nie dlatego, że ma władzę i może mu kazać. tak samo rząd, akurat pod tym względem raczej nie nadużywa władzy.

    •  

      @Theia: Z tą różnicą, że rodzice bez dziecka przeżyją, a Pan bez niewolnika nie. Lepszym porównaniem jest niewolnik i pan, który musi dbać o to, żeby jego niewolnik był zdrowy, bo kto będzie dla niego pracował?

    •  

      @KurczakZRozna: jak Ty wszystko demonizujesz :D jeśli Tobie pasuje takie porównanie, ok.
      rzeczywiście przeszkadza Ci bardziej sam przymus, bo TY musisz coś robić, a nie zdrowie ludzi. w takim razie dalsza konwersacja nie ma sensu, bo żadne argumenty nic nie wniosą, kiedy masz taki pogląd niezbyt powiązany z tematem.

    •  

      @Theia: To jest pogląd powiązany z tematem. Jeszcze raz przypominam: tematem wpisu NIE JEST to czy szczepić dzieci czy ich nie szczepić, a to czy trzeba wprowadzić OBOWIĄZEK SZCZEPIEŃ. Już nie raz podkreślałem, że ja swoje dzieci będę szczepił, ale nie dopuszczam do sytuacji w której szczepienia są obowiązkowe i pod przymusem. Nawet jeśli rodzic zdecyduje, że nie chce. Dziecko jest własnością rodzica, nie państwa.

    •  

      Dziecko jest własnością rodzica, nie państwa.

      @KurczakZRozna: z tym się zgadzam. ale po to powstają prawa na temat dzieci, żeby je chronić przed głupimi rodzicami. pedofilia, maltretowanie, przemoc i takie inne to są już skrajne przypadki, które opisuje prawo w obronie przed głupimi rodzicami. obowiązek szczepienia imo jest dlatego, że nierozumni rodzice wierzą jakiś plotkom, czy cholera wie czemu, że są złe, a także żeby zmniejszyć liczbę zachorowań w Polsce. to nie jest sprawa własności dziecka, to dużo więcej. myślisz, że turyści chętnie przyjada z dziećmi do kraju, w którym jest większa zapadalność na jakąś chorobę? nie przemówi do nich to, że są zaszczepieni, po prostu to straszy. a co z kolejkami do lekarzy? chcesz, żeby były większe przez tych głupich rodzicow? to nie tylko te niezaszczepione dzieci i ich rodzice cierpią, to nie tylko "ich sprawa" i "selekcja naturalna". wszystkie szkody idą na całe społeczeństwo.

    •  

      @Theia: Prawa dziecka i patologie to inna sprawa. Większość ludzi argumentuje swoje poczynania (a właściwie zaniechanie działań) dotyczące szczepień. Nie ma jednak argumentacji na patologie i przemoc w rodzinie. Każdy ma prawo do swojego zdania. Jak pisałem w wpisie - nie wiadomo jakie są konsekwencje przyjmowania tych szczepionek. Każdy może mieć swoje obawy i każdy z nas powinien sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. A do Tajlandii to byś się wybrała? Tam to dopiero choroby są. Dlatego szczepi się też przed wylotem w bardziej egzotyczne tereny :)

      a co z kolejkami do lekarzy? chcesz, żeby były większe przez tych głupich rodzicow?

      Państwowa służba zdrowia jest niewydolna. Tylko dlatego są kolejki do lekarzy. Przynajmniej ludzie nie giną pod mostami, tylko w kolejkach, prawda, że lepiej?

    •  

      @KurczakZRozna: no w egzotyczne wiadomo, tam są inne choroby. ale jak ktos sobie z południa przyjeżdża w Zakopane co roku, no to raczej zmieni decyzję po takim info. no ale nie o tym.
      sama nie wiem, czy lepszym rozwiązaniem jest zniesienie obowiązku szczepień, czy stwierdzenie, że każdy, komu szczepienia przeszkadzają, niech jedzie do kraju, gdzie nie są obowiązkowe, i tam mieszka. oba warianty są głupie.

    •  

      @KurczakZRozna: Zestaw szczepionek podstawowych masz fundowanych przed panstwo. Nie szczepisz sie? Twoja wola. Tylko na moje powinno byc tak, ze jak sie nie zaszczepiles i zachorujesz (czy tez twoje dziecko) to tylko i wylacznie z wlasnej glupoty oraz nie powinienes ubiegac sie wtedy o leczenie publiczne. Tyle w temacie. Pozdrawiam.

    •  

      @mlodysum: no i jeżeli spowodujesz zachorowanie zaszczepionej osoby, bo zwiększyłeś szansę wirusowi to ty za to leczenie płacisz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @KurczakZRozna:
      @meow_meow:
      Dzieci trzeba szczepic, by je chronic przed potencjalnie smiertelnymi chorobami, szczegolnie dlatego, ze wlasnie ich uk immunologiczny nie radzi sobie tak jak uk immunologiczny osoby doroslej.
      1 mleko matki chroni- racja!
      Ale poziomy przeciwcial w tym mleku sa na tyle niskie, ze nie ochronia i nie pomoga w aktywnym zarazeniu
      2 faktycznie szczepionki nie chronia w 100%
      Ale nawet jesli choroba sie rozwinie, to ma lagodniejszy przebieg, a wysoka wyszczepialnosc tworzy kokon epidemiologiczny chroniac reszte
      3 ozdrowiency moga ciagle zarazac przez dluzszy czas, a obecna migracja ludnosci powoduje wieksze narazenia na te choroby.
      Wiec jest duze zagrozenie dla np dzieciakow

      Marginalizujecie te choroby, ale przy takim podejsciu w krotkim czasie stana sie one problem nas wszystkich, bo kiedy wasze dzieci, ktore beda wymagaly przyjecia do szpitala z roznych powodow zostana odeslane z kwitkiem, to zastanowicie sie czy caly oddzial chorych na odre to tylko ich sprawa.

      Ps. Bedac jeszcze na studiach bylem swiadkiem pewnej sytuacji, kiedy to na oddziale onkohematologii dzieciecej matka odwiedzala swoje chore dziecko, dziecko zmarlo, poniewaz starsza o 2lata coreczka przechodzila ospe wietrzna i matka nieswiadowie przeniosla vir na drugie dziecko.
      Ps2. Zmarla jeszcze 4 innych dzieci z tego samego powodu

      Odpowiedzcie mi teraz, czy skoro wiedziala, ze kazdy wirus, czy bakteria, ktora zaatakuje jej corke czy inne dziecko na tym oddziale, moze je zabic, to czy ta kobieta jest morderczynia?

    •  

      Odpowiedzcie mi teraz, czy skoro wiedziala, ze kazdy wirus, czy bakteria, ktora zaatakuje jej corke czy inne dziecko na tym oddziale, moze je zabic, to czy ta kobieta jest morderczynia?

      @Aequitas87: Według Twojej logiki pewnie tak, bo przeciw ospie wietrznej istnieją szczepienia. Fakt, że nie są obowiązkowe więc wyszczepialność oscyluje w granicach 1%, jeśli w ogóle, ale są więc TRZEBA z nich korzystać bo inaczej jest się mordercą. Zgadłem?

      Historia z epidemią ospy na oddziale brzmi tyleż sensacyjnie, co nieprawdopodobnie. Po pierwsze ospą praktycznie nie zakażają się niemowlęta. Po drugie wirus ospy jest bardzo nietrwały i ciężko o zawleczenie, najczęściej zakażenie występuje w wyniku bezpośredniego kontaktu z płynami ustrojowymi. Może mamusia coś przyniosła, nie wnikam. Nie wiemy o jaką populację chodzi, jakie dzieci itd. W każdym razie dopóki nie zobaczyłbym dokumentacji medycznej (właściwie to pewnie sekcyjnej) i potwierdzenia tych sensacji w badaniach laboratoryjnych, raczej obstawiałbym bakteryjne zakażenie wewnątrzszpitalne. Do którego oczywiście żaden szpital się nie przyzna po dobroci. W normalnych okolicznościach ospa wietrzna nie jest chorobą śmiertelną i nie powinna służyć do siania terroru wśród obywateli coraz bardziej ogłupionych medialną papką wymieszaną z reklamami farmaceutyków.

      Zakładając nawet na chwilę, że Twoja historia jest potwierdzona, jedyne czego ona dowodzi (poza nieodpowiedzialnością matki, jeśli ospa była już w fazie objawowej), to negatywne działanie szczepień w skali pokoleniowej - matki, które przechorowują ospę naturalnie, przekazują swoje przeciwciała w pokarmie. Twój "kokon" niestety jest tej wartościowej cechy pozbawiony, podobnie jak dzieci matek szczepionych są pozbawione naturalnej ochrony antywirusowej...

      Bardzo chętnie zapoznam się z publikacją z której zaczerpnąłeś taką sensację:

      Ale poziomy przeciwcial w tym mleku sa na tyle niskie, ze nie ochronia i nie pomoga w aktywnym zarazeniu

      Nie wiem co tam studiowałeś w tym szpitalu ale jeśli przypadkiem coś związanego z medycyną, to chyba powinieneś wrócić do punktu wyjścia. Odporność noworodka do końca 3 m.ż. bazuje głównie na odporności swoistej biernej - nabytej od matki - za pośrednictwem łożyska i przez pokarm. Jeżeli cokolwiek może dziecku w tym okresie dostarczyć przeciwciał to w ostatnim razie jest to jego własny układ odpornościowy. W tym momencie pojawia się coś takiego jak okno immunologiczne, dopiero potem dziecko zaczyna wytwarzać własne przeciwciała, ale i tak w wieku około roku ich poziom wynosi zaledwie 60% tego, co u osoby dorosłej. Tak że mleko, mleko i jeszcze raz mleko. W każdym razie bujdą na resorach jest insynuowanie, jakoby szczepienie noworodków w pierwszej dobie było kluczowe do aktywnej ochrony już od pierwszych dni/tygodni życia. W żadnym wypadku tak nie jest, ponieważ po pierwsze - jak już uprzejmie przypomniałem - nie działa jeszcze odporność swoista, a po drugie do wykształcenia odporności potrzebne jest podanie dawek przypominających (oddalone przynajmniej w odstępach 6 tygodniowych). Między innymi dlatego, że te pierwsze dawki przypadają właśnie na wczesne niemowlęctwo, gdy odpowiedź odpornościowa nie jest jeszcze odpowiednio silna i ukierunkowana.

      Po dziesiąte i najważniejsze - przeciw ospie wietrznej pierwszą dawkę szczepionki podaje się i tak dopiero w okolicy pierwszego roku życia więc masz rację w tym sensie, że wcześniej noworodek jest w ŚMIERTELNYM niebezpieczeństwie, bo i tak nie może skorzystać z tego niewyobrażalnego wręcz dobrodziejstwa. Podczas gdy wszystkie pozostałe noworodki, z którymi mógłby mieć kontakt są CHODZĄCYMI zagrożeniami epidemiologicznymi, ba - WYLĘGARNIAMI wirusa HHV3.

      Marginalizujecie te choroby

      jakoś sobie nie przypominam, żebym dzisiaj coś marginalizował. Jeśli ktoś się poczuł uszczuplony to pozdrawiam tshule.

    •  

      @KurczakZRozna: czemu plagiatujesz Korwina parafrazując jego wypowiedź?

      . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

      źródło: i.imgur.com

    •  

      @KurczakZRozna: "Nie mam w planach ukończenia gimnazjum. "
      XD
      Blagam, nie miej tez w planach splodzenia potomstwa.

    •  

      @meow_meow: historia jest prawdziwa, wydarzyla sie na oddziale onkohematologii szp im m. Konopnickiej w lodzi w roku chyba 2010 lub plus minus jeden rok.
      Oczywiscie, ze jest nietrwaly ale mini to udalo sie go zawlec, szczególnie jest drugie dziecko czeka z ojcem pod szpitalem.
      Wedlug mnie bylo to nieodpowiedzialne, ale nie nazywam matki morderczynia, a pytanie postawilem w ten sposob, by pokazac, ze Ty juz przykleiles mi etykietke.
      Jesli ospa jest według Ciebie taka bezpieczna, to prosze poczytaj o ospie wietrznej u kobiet w okresie okoloporodowym i ciezkim przebiegu u noworodkow. Dzieci starsze przechodza juz typowa wiatrowke, ale nie te w immunosupresji jak te w przytoczone historii.
      Nie musisz widziec historii choroby tych dzieci, po tym co piszesz widze, ze sporo czytales, ale wielu rzeczy nie rozumiesz.
      Niezaleznie czy po przechorowaniu, czy po szczepieniu, bedziesz posiadal przeciwciala, ale w przypadku ponownego kontaktu z wirusem sa one w bardzo szybki sposob produkowane. W przypadku braku szczepienia wirusa trzeba najpierw rozpoznac, wytworzyc odpowiednia pule limfocytow i dopiero one beda produkowac przeciwciala i ten drugi przypadek to ok5 dni, kiedy wirus szaleje. U osob szczepionych ten okres wogole nie wystepuje jesli pcial jest na tyle duzo by zlapac wirusa, a jesli jest ich mniej niz wirusa, to powrot do pamieci immunologicznej i wytworzenie pcial to 1-2dni.
      Niemolwe do 3msc zycia ma przeciwciala od matki, ale sa to pciala ktore dostal przez lozysko, gdyby nabywal je przez pokarm, to nie utrzymywalyby sie do 3mcz a znacznie dluzej :)
      Co nie zmienia faktu ze dzialaja miejscowo w p. Pokarmowym i nikla ich czesc ma szansa sie wchlonac, ale dzialaja glownie miejscowo.
      Wlasnie dlatego dziecko szczepi sie od pierwszych dni, a potem podaje kolejne dawki, by pobudzac uk immunologiczny i wytworzyc odpornosc.
      Bo akurat ten typ odpornosci to nie tylko poziom pcial, ale zdolnosc do ich szybkiego wyprodukowania, jesli pojawia sie wirus to pojawia sie duze zapotrzebowanie na pciala, ktore w pokarmie sa w stalej ilosci.
      Pozatym zgodnie z Twoja teoria ludzie dorosli odpornosci juz nie maja, wiec pcial od matki nie bedzie wcale lub bardzo malo.
      Akurat wyobraz sobie, ze skonczylem medycyne pare lat temu, wiec Twoje zaczepki pokazuja mi tylko, ze sposobem wypowiedzi nadrabiasz jej tresc.

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @Aequitas87: Oczywiście, jednakowo zabójcza mogła się okazać pałeczka okrężnicy zawleczona przez rodziców, oddziałowy gronkowiec albo zwykły katar. Szpital generalnie nie jest dobrym polem do takich obserwacji czy porównań, bo panujące tam warunki nie odzwierciedlają ani przeciętnej populacji ani warunków sanitarnych czy socjalno-bytowych. Chyba, że prowadzimy badania o zakażeniach wewnątrzszpitalnych. Tutaj znalazłem równie ciekawy przykład który ilustruje skuteczność zwykłych zasad higieny i izolacji na dziecięcym oddziale zakaźnym w profilaktyce ospy wietrznej: http://pediatria.mp.pl/lista/show.html?id=66581 Jeśli reżim sanitarny nie jest systematycznie zlewany ciepłym moczem przez cały personel, to i winy nie trzeba potem szukać w nieodpowiedzialnych rodzicach, odwiedzających itd. O ile matce z Twojego przykładu można ewentualnie insynuować pierwsze zawleczenie, o tyle transmisja na pozostałych pacjentów to jest już oczywista odpowiedzialność szpitala. Nie będę teraz googlał ale pamiętam badanie analizujące pochodzenie bakterii na oddziałach położniczych. Przytłaczająca większość czynników patogennych to były typowe szczepy szpitalne przeniesione na fartuchach i butach przez personel medyczny i pomocniczy.

      Pozatym zgodnie z Twoja teoria ludzie dorosli odpornosci juz nie maja
      Nic takiego nie twierdziłem. Pisałem tylko, że odporność własna dziecka pojawia się dopiero po trzecim miesiącu życia, około roku działa w 60%, a swoją pełną skuteczność osiąga około 7. roku życia. Układ odpornościowy rozwija się już w życiu płodowym, kiedy to wykształca się grasica, węzły chłonne i rozpoczyna limfopoeza, aby w momencie przyjścia na świat wytwarzać już zróżnicowane limfocyty T i B (przyznaję bez bicia, dokształciłem się w czasie naszej dyskusji), choć nie działa jeszcze wytwarzanie immunoglobulin (dlatego tak ważna jest odporność matczyna!). Dalej układ odpornościowy uczy się na podstawie ekspozycji na różne antygeny, prawda, jednak mimo to nie wydaje mi się dobrym pomysłem prezentacja od pierwszych chwil życia tych bardziej zjadliwych i skomplikowanych w zwalczaniu patogenów (mam na myśli wirusa żółtaczki i prątki gruźlicy). Analogicznie jak układ pokarmowy niemowlęcia - teoretycznie jest już gotowy do swoich zadań, ale nikt zdrowo myślący nie poczęstuje niemowlęcia golonką i piwem, choć teoretycznie jego wątroba powinna sobie z tym poradzić. Na "zdrowy, chłopski rozum" wiadomo, że jak coś nie pracuje z pełną wydajnością, to nie można tego mechanizmu zbytnio obciążać. Nb. kolejny dysonans poznawczy wywołuje u mnie wiedza, że dawka szczepionki przeważnie jest jednakowa, niezależna od masy dziecka i wieku.

      Jesli ospa jest według Ciebie taka bezpieczna, to prosze poczytaj o ospie wietrznej u kobiet w okresie okoloporodowym i ciezkim przebiegu u noworodkow

      Różyczka też nie jest bezpieczna w okresie ciąży, podobnie CMV, toxo, grypa, opryszczka i jeszcze parę innych wirusów. Jak byś nie chciał, to po prostu NIE DA SIĘ zaszczepić przeciw wszystkim chorobom świata, choć na pewno nauka pójdzie do przodu i wymyśli jeszcze kilka szczepionek, to i tak najważniejsza w zapobieganiu zakażeniom pozostanie szeroko rozumiana higiena, naturalne wspomaganie układu odpornościowego i skuteczna izolacja zakażonych oraz osób w stanie szczególnego zagrożenia jak ciąża czy immunosupresja. Myślę, że edukacja prozdrowotna powinna obecnie bardziej skupić się na uświadamianiu, że szczepienia nie są jedyną i stuprocentową metodą profilaktyki chorób zakaźnych, bo obecna sytuacja ślepej wiary w rozwiązania farmakologiczne prowadzi do hodowania wielu szkodliwych mitów medycznych, np. wiary w dożywotnią odpowiedź immunologiczną, wiary w jakiś sterylny, niewidzialny kokon, którym rzekomo objęci są wszyscy zaszczepieni w dzieciństwie, wiary w widmo epidemii polio, krążącej nad Polską nieprzerwanie od lat 50. XX wieku oraz wiary w klinicznie potwierdzone bezpieczeństwo szczepień (urzędy na pewno bardzo ochoczo wydają zgodę na badania kliniczne na zdrowych noworodkach).

      Kilka wykopowych pogawędek z absolwentami medycyny daje średnio ciekawy obraz współczesnej dydaktyki medycznej - na pierwszym roku wszystkich programowo straszą Wakefieldem (ciekawe swoją drogą, czy to dogłębna analiza materiałów, czy tylko "prasówka"...), a na praktykach jakąś małą epidemią. Rozumiem że studium przypadku itd, ale taki anegdotyzm to już trochę działalność kaznodziejska. Każdy przypadek służy wyłącznie temu, aby zilustrować "jedynie słuszną" interpretację. Procedury trzeba wykuć bez wnikania dlaczego są takie, a nie inne. Koniec końców i tak wszyscy lecą algorytmami klinicznymi bez głębszej refleksji. Nie zazdroszczę Wam, bo macie trochę materiału do opanowania, ale po coś te studia razem ze specjalizacją trwają te kilka lat dłużej. Jeszcze ważniejsze niż zdanie egzaminów, a na pewno trudniejsze (w sumie możnaby to odnieść do każdego zawodu) jest samodzielne myślenie i wyciąganie wniosków, a tego już niestety nie da się wykuć.

      Oszczędzę Ci szczegółów z historii mojego życia ale całe moje "doczytywanie" zawsze wynikało z konieczności odrobienia zadania domowego za jakiegoś lekarza, który nie wdając się specjalnie w głębsze rozważania, rzucał na oślep diagnozę ...oczywiście nieomylną i niepodważalną, choć skrajnie odwrotną niż jego kolega po fachu kilka chwil wcześniej. Albo lekarze którzy zgodnie i jednogłośnie odrzucali możliwość wystąpienia niepożądanych efektów neurologicznych, klasycznych dla podawanego leku, pomimo naocznych objawów zgodnych z ulotką, co zaowocowało zagrożeniem życia i dwukrotną hospitalizacją z tej "błahej" przyczyny. Albo ortopeda-kowal, który na kilka miesięcy unieruchomił dwie znane mi starsze osoby wbijając im na chama fizjologicznie niedopasowany implant stawu. Albo endokrynolog, który bez stosownej diagnostyki zlecił suplementację pierwiastka, który w zależności od podłoża tej samej choroby jest zalecany lub bezwzględnie przeciwskazany. Najlepsze, że to nie jest jakaś wiedza tajemna czy budowa rakiet, tylko elementarne podstawy, które jestem w stanie zweryfikować w ciągu 15 minut przy użyciu wikipedii i publikacji medycznych dostępnych w Internecie. O tym, w jak różny sposób można opisać to, co widać na trzech niezależnych badaniach USG wykonanych w przeciągu 2-3 miesięcy, nie będę nawet wspominał (największy błąd jaki może zrobić pacjent, to zabrać ze sobą na badanie poprzednie wyniki). Niestety takie mamy partackie czasy, że wszystko, co ma być zrobione dobrze i na czym Ci zależy, musisz zrobić albo przynajmniej nadzorować samemu. Chcesz mieć dobrze pomalowaną ścianę - musisz to zrobić sam, podpisujesz umowę ubezpieczenia - musisz stać się ekspertem od prawa cywilnego, jedziesz do mechanika - najlepiej z gotowym zleceniem i własnymi częściami, idziesz do lekarza - ostatecznie i tak diagnozujesz się sam (chlubnym wyjątkiem są farmaceuci, może dlatego, że ponoszą wymierną odpowiedzialność za to, co wydają... nigdy się nie spieszą i zawsze da się z nimi rzeczowo porozmawiać). Oczywiście możesz zaufać specjaliście, ale jak tylko "wyczuje temat", to najczęściej zrobi Cię w bambuko, zapłacisz za wszystko pięć razy więcej i ostatecznie będziesz musiał się z tym zmierzyć sam. Tak jest ze wszystkim usługami w naszym dziadowskim kraju, ZWŁASZCZA medycznymi. Dlatego nikt mi nie wmówi, że szczepienia są dobrodziejstwem dla mojego dziecka bla, bla, bla... Dla dobra ogółu - ok. Dla spełnienia wyimaginowanego obowiązku względem sanepidu - zgoda. Ale to, czy ta jedna, konkretna, pojedyncza dawka szczepionki jest zdrowotnie opłacalna dla organizmu mojego indywidualnego dziecka, jest tylko i wyłącznie przedmiotem mojej troski. Wszyscy poza rodzicami mają to serdecznie w dupie, podobnie jak ewentualne komplikacje poszczepienne. Jest procedura, jest noga, w którą można ukłuć, no to jedziemy ze szczypą... Żeby nie było - idąc do lekarza nie oczekuję jakiejś wylewności, empatii czy godzinnego wykładu. Chcę tylko fachowości i konkretów: co mi dolega? na jakiej podstawie? z jakiego powodu? jak ten powód usunąć? Dziękuję - do widzenia. Przy tym uczciwa odpowiedź "nie wiem" jest dla mnie równie satysfakcjonująca jak każda inna tak długo, dopóki jest merytoryczna. Zazwyczaj wchodząc do gabinetu czy do szpitala zderzam się jednak z jakąś kosmiczną tajemnicą, niezgłębionym sekretem wiedzy szamańskiej, której zapewne nie dane byłoby mi pojąć. Mogę jedynie przeżywać milczącą satysfakcję z faktu, że otrzymałem to, po co przyszedłem czyli receptę. Ale jedyne co czuję to dalsze wątpliwości, bo zwyczajnie nie wiem o co chodzi. Sorry za przydługie wynurzenie ale musiałem się jakoś wytłumaczyć z tego szufladkowania i amatorskiego zainteresowania tematem. Teraz pewnie czujesz się jeszcze bardziej zaszufladkowany dzięki opinii jaką mam o Twoich kolegach i koleżankach po fachu. Trudno, mam nadzieję, że kiedyś zmieni się moje zdanie na temat lekarzy (a dokładniej na temat systemu, który ich edukuje, formuje, a potem utrzymuje). Pozdrawiam

    •  

      @meow_meow: patogeny o ktorych napisales, sa albo flora rezydualna, albo komensalna, albo panuje nad nimi rezim sanitarno-epidemiologiczny.
      Ten przyklad byl wlasnie bardzo trafiony, bo jak sam zauwazyles wirus ospy jest bardzo wrazliwy na czynniki fizyczne, jednak trafiajac na podatny grunt sieje spustoszenie, bo przed nim chronia tylko pciala w przeciwienstwie do ww bakterii, gdzie oprocz reakcji humoralnej masz komorkowa.
      Pozatym z ww dziecko mialo jiz stycznosc i wytworzylo juz jakas odporność, w momencie pojawienia sie nieznanego wirusa, nie rozpoznano jego antygenu, nie rozpoczeto produkcji pcial.
      Link, ktory przytoczyles dotyczy przedszkola a nie oddz zakaznego, ale zgodze sie ze bhp personelu jest najwazniejsze i u mnie wszyscy sie do tego stosuja, a nawet mamy wyrywkowe kontrole.
      Nie uwierzysz ile "zlych" patogenow potrafia zawlec odwiedzajacy i jak ciezko leczyc od nowa..
      Alez oczywiscie ze szczepy lekooporne to flora szpitalna, ale akurat to najciezej wyeliminowac, bo powinno sie wszystko zerwać co 3-4 lata.

      Pisales o odpornosci, ze zanika, dlatego lekarze kaza sie doszczepiac, skoro zanika, to brak tez pcial, brak pcial to brak odpornosci dla noworodka.
      Do 3msc zycia kraza pciala matki przekazane przez lozysko w trakcie ciazy i to sa te kluczowe momenty zycia, kiedy trzeba zaszczepic na to co mozebyc najgrozniejsze na poczatku zycia. Szczepienie p wzw B radykalnie zmniejszylo liczbe zachorowan, tym bardziej, ze jest to wirus, ktory zniesie duzo wiecej niz wirus ospy. Pamietaj o tym ze wzw b powoduje wystapienie ostrej fazy zakazenia i jesli organizmowi sie uda to zwalczy zainfekowane komorki i bedziemy mieli do czynienia z bezpiecznym dla innych ozdrowiencem, u niemowlat i natomiast natomiast faza ostra jest rzadkoscia i te zakazenia przechodza w faze przewlekla.
      Wytwarzanie immunoglobulin zaczyna sie krotko po prezentacji antygenu i dlatego im wczesniej wyzwolimy ta odpornosc tym lepiej, dlatego szczepimy od pierwszych dni zycia i dlatego powtarzamy dawki, bo pciala od matki mogly np inaktywowac antygeny zawarte w szczepionce i dla pelnej odpowiedzi szczepionego ponawiamy dawke.
      Patogeny bardziej skomplikowne w leczeniu?
      Alez skad, problemem jest okres zanim organizm zlokalizuje patogen np wewnatrzkomorkowy, wyzwalajac odp humoralna wczesniej uzyskujemy mozliwosc szybkiego alarmowania uk immunologicznego poprzez opsonizacje antygenu poprzez pciala i doprowadzenia podejzanego na widzenie z uk immunologicznym.
      Analogicznie uk pokarmowy niemowlecia jest zupelnie nieprzystosowany do spozywania typowego pokarmu i do 6mcz powinno spozywac tylko mleko matki, ale wynika to z faktu ewolucyjnego przystosowania go do mleka w 1rz a nie do skazonego pokarmu.
      Dawki sa dostosowane, bo to nie lek dzialajacy farmakologicznie np na uk krazenia, a na pewna pule ukladu limfatycznego, ktory jest bardziej constans pomiedzy dziecmi niz waga czy wzrost.
      Nie jestem za szczepieniem przeciw wszystkiemu, ale za przestrzeganiem kalendarza szczepien.

    •  

      @meow_meow:
      I dlatego, ze Ty masz zle doswiadczenia z lekarzami, to wszystkich traktujesz na rowni?
      Tak sie tylko zastanawiam czy przypadkiem nie mylisz pojecia bledu medycznego z powiklaniem...
      Opowiedz o tych historiach jesli masz czas, bo jestem ciekaw, a jesli masz racje, to zawsze mam szanse wyciagnac wnioski, ktore w przyszlosci moga pomoc innym

    •  

      Link, ktory przytoczyles dotyczy przedszkola a nie oddz zakaznego

      @Aequitas87: Ok, pytanie dotyczyło przedszkola; ten fragment dotyczył kliniki:

      W klinice, gdzie pracuję, stosujemy izolację i wymienione zabiegi higieniczne i nie dochodzi do zakażeń pacjentów od chorych na ospę wietrzną przebywających w osobnych salach, mimo że niektórzy chorzy mają obniżoną odporność.

      Szczepienie p wzw B radykalnie zmniejszylo liczbe zachorowan
      ...i w tym samym czasie radykalnie zwiększyło liczbę zachorowań na WZW-C: (ryc. 7) http://www.czytelniamedyczna.pl/3080,chorobywatrobyzagrozeniemeuropywxxiwieku1.html Podczas gdy liczba zachorowań na WZW-A spadła analogicznie do typu B, pomimo braku masowych szczepień na żółtaczkę pokarmową! Powiedz mi teraz, jaki z tego można wyciągnąć wniosek? Bo jak dla mnie wyłącznie taki, że nie tędy droga. Dzięki szczepieniu jedną chorobę zamieniamy na inną. Prewencja WZW to przede wszystkim higiena i antyseptyka. Szczepienie to usypianie czujności.

      u niemowlat i natomiast natomiast faza ostra jest rzadkoscia i te zakazenia przechodza w faze przewlekla.

      Znasz na pewno drogi przenoszenia WZW-B; powiedz mi teraz, w jaki sposób noworodek/niemowlak mógłby się zakazić? Podpowiem: salony tatuażu odpadają, podobnie przypadkowe kontakty seksualne, kosmetyczka i dentysta. Zostaje tylko i wyłącznie sektor usług medycznych, który przecież korzysta z jałowego sprzętu. Korzysta, prawda?

      Wytwarzanie immunoglobulin zaczyna sie krotko po prezentacji antygenu i dlatego im wczesniej wyzwolimy ta odpornosc tym lepiej,

      Jak to się ma do tych fragmentów:

      Dopiero w drugim półroczu życia niemowlęta potrafią reagować na antygeny patogenne zwiększoną produkcją IgG i tworzeniem tzw. komórek pamięci, tj. limfocytów B, które po powtórnym zetknięciu z patogenem natychmiast wydzielają swoiste przeciwciała IgG.
      Źródło: http://www.zywnoscdlazdrowia.pl/07/01.html

      Dziecko ma układ immunologiczny niedojrzały w fazie przebudowy. Ingerencja w ten bardzo skomplikowany mechanizm może w przyszłości spowodować nieprawidłową odpowiedź układu na czynniki inwazyjne. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie za 20-30 lat. Czy niektóre choroby o podłożu immunologicznym nie będą wynikały z naszej ingerencji. Z odpornością jest jak ciastem w piekarniku - nie dotykać!
      Źródło: http://www.edziecko.pl/zdrowie_dziecka/1,79373,10356242,10_mitow_o_odpornosci_dziecka.html

      dlatego szczepimy od pierwszych dni zycia i dlatego powtarzamy dawki, bo pciala od matki mogly np inaktywowac antygeny zawarte w szczepionce
      - ok, a co, jeśli matka jest HBSAg ujemna i nie przekazuje dziecku przeciwciał IgG? Wobec cytatu z "zywnoscdlazdrowia" smiem twierdzic, ze w takim wypadku pierwsza dawka szczepionki nie wywoła spodziewanego efektu pamięci immunologicznej czyli będzie bezużyteczna - zakładając optymistyczny przebieg wydarzeń.

      Alez skad, problemem jest okres zanim organizm zlokalizuje patogen np wewnatrzkomorkowy, wyzwalajac odp humoralna wczesniej uzyskujemy mozliwosc szybkiego alarmowania uk immunologicznego poprzez opsonizacje antygenu poprzez pciala i doprowadzenia podejzanego na widzenie z uk immunologicznym.

      chodzi Ci o apoptozę? Nie mam niestety takiego doświadczenia w temacie żeby łapać branżowe skróty myślowe. Co do meritum - nie jest tak, że pierwszy, przypadkowy kontakt z pojedynczym patogenem zawsze oznacza chorobę. Często posiadamy nabytą odporność na choroby, których nie przechodziliśmy i nawet o tym nie wiemy, ponieważ mieliśmy kontakt z czynnikiem chorobotwórczym, z którym zdrowy organizm poradził sobie bezobjawowo. W przypadku "naturalnej" prezentacji antygenu, mamy jeszcze naturalne bariery ochronne organizmu w postaci skóry czy nabłonka układu pokarmowego, które redukują możliwość rozprzestrzenienia się infekcji nie wykluczając przy tym powstania pamięci immunologicznej, organizm zyskuje także więcej czasu na reakcję. Reakcja na poziomie komórkowym (stan zapalny) i rozpoznanie na poziomie "własny-obcy" zawsze rozpoczyna się znacznie wcześniej niż selekcja klonalna i wytwarzanie przeciwciał IgM. Nawiasem mówiąc, pamięć immunologiczna jest jeszcze ciągle niepoznana do końca, a zależności, jakie nią rządzą, są przedmiotem ciągle nowych odkryć. Samo to jest dla mnie wystarczającą przesłanką do odrzucenia medycznych aksjomatów o skuteczności i bezpieczeństwie szczepień. Tak długo dopóki eksperymenty trwają, to są tylko - mniej czy bardziej prawdopodobne, ale tylko - hipotezy, oparte o naszym wyobrażeniu czy raczej nabożnym życzeniu o funkcjonowaniu układu immunologicznego.

      Tak sie tylko zastanawiam czy przypadkiem nie mylisz pojecia bledu medycznego z powiklaniem...
      Być może mylę. Z mojej perspektywy efekty zazwyczaj były jednakowe. Zwłaszcza, że to pierwsze często jest następstwem drugiego...

    •  

      Opowiedz o tych historiach jesli masz czas, bo jestem ciekaw, a jesli masz racje, to zawsze mam szanse wyciagnac wnioski, ktore w przyszlosci moga pomoc innym

      @Aequitas87: Postaram się kiedyś rozpisać szerzej na PW na ten temat.

    •  

      Nie uwierzysz ile "zlych" patogenow potrafia zawlec odwiedzajacy i jak ciezko leczyc od nowa..

      @Aequitas87: Nie uwierzę ...dopóki nie zobaczę ;) Wydaje mi się, że to jeden z wielu mitów pseudomedycznych, które pokutują na szpitalnych oddziałach jeszcze od czasów głębokiego PRLu, że mianowicie odwiedzający przynoszą ZARAZKI.

      O komentarz poprosiliśmy prof. Krzysztofa Preisa, kierownika Kliniki Położnictwa Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Badania wykazały, że dla pacjentów nie jest groźna flora bakteryjna przyniesiona z domu czy z ulicy, tylko zakażenia wewnątrzszpitalne, więc fartuch wielokrotnie używany jest o wiele groźniejszy od zwykłego ubrania.

      Cytat pochodzi z portalu regionalnego: http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Sala-poporodowa-ojciec-nie-wejdzie-ksiadz-i-fotograf-tak-n76282.html#tri

      Rutyna i siła przyzwyczajenia niestety uniemożliwiają przełamanie durnych schematów nawet z pomocą nauki.
      Coś jak epizjotomia przy porodzie - cały świat już dawno poszedł po rozum do głowy, tylko u nas ciągle statystyki na poziomie 80% i - co bardziej zatrważające - skrypty dla studentów ciągle przekonują, że nacięcie to oczywista konieczność. Dlaczego? Bo tak. Prawdziwa przyczyna? Braki personalne, pójście na łatwiznę, ogólnie - ekonomia. Podejrzewam, że większość procedur, jakie zakuwa się na studiach medycznych, ma poparcie tylko i wyłącznie w autorytecie wykładowcy, bez zgłębiania aktualnych przesłanek naukowych. Nie musisz tego komentować, ale zastanów się sam dla siebie czy przypadkiem tak nie jest.

    •  

      @meow_meow: odp na temat fragmentu o klinice, w przypadku dobrej izolacji i wczesnego wykrycia ogniska ospy, tutaj wszystko sie zgadza, historia przytoczona przezemnie dziala sie na sali 4osobowej z wspolna lazienka dla drugiej sali, gdzie pomimo szybkiego przeciwdzialaniu doszlo do czego doszlo.

      Wzw B jest przenoszone pomimo sterylizacji sprzetu, kazde narzedzie wielorazowe dluzej uzywane ma mikropekniecia, gdzie pomimo sterylizacji moga przetrwac wirusy, dlatego tak wazne jest szczepienie pwzw b przed planowana operacja.
      Wzw A przenosi sie droga pokarmowa, a rosnaca higiena skutecznie przeciwdziala nowym zachorowaniom, dlatego obserwujemy spadek zachorowan.
      Wzw c tutaj medyccyna ma pole do popisu, bo w wyniku coraz bardziej skomplikowanych i zaawansowanych procedur inwazyjnych rosnia szansa infekcji.
      Zwiazane jest to przedewszystkim z dializoterapia, gdzie nie wiadomo skad i jak, przy pelnym zachowaniu standardow i procedur, izolacji zarazonych od zdrowych i dializowania ich na innych stanowiskach oraz przy uzyciu innych sprzetow dochodzi do zarazenia wzw c ludzi zdrowych w ciagu kilku lat trwania terapii nerkozastepczej u chorych z niewydolnoscia nerek.
      Przypuszczamy, ze sami chorzy nie dokonca przestrzegaja rezimow san-epidemiologicznych i czasem zapuszczaja sie w nieodpowiednie miejsca, stanowiac zagrozenie dla zdrowych osob.
      Nie zmienilismy turaj jednej choroby na druga, ale z ta pierwsza udaje sie powoli wygrywac.
      To co piszesz, to jak stwierdzenie, ze wartownik w jednosce wojskowej to usypianie czujnosci calego garnizonu.

      Co do przenoszenia wzw b, nie wszystjo mozna wysterylizowac, a dezynfekcja, nawet najlepsza nie zawsze da 100% pewnosci. Sprzet jednorazowy rozwiazal wiele problemow, ale nie da sie wszystkiego zastapic jednarozowkami. Narzedzia chirurgiczne, wzierniki, laryngoskopy, lozka, sprzet przylozkowy, to sa czynniki niezalezne od lekarza, bo korzysta z tego sprzetu w wierze, ze zostal dobrze wysterylizowany i zdezynfekowany.

      Ig G beda sie wytwarzac, a komorki pamieci beda powstawac, ale nie w satysfakcjonujacej nas ilosci, dlatego doszczepiamy w pozniejszych msc zycia. Dajemy ocheone przed wtargnieciem malej grupy szturmowej wirusa, ale dziecko nie jest gotowe na wielkoskalowa wojne z nim, dlatego szczepionka mobilizujemy wojska partyzanckie do walki z mala grupa dywersantow, a pozniej organizm powoluje MON za sztabem generalnym i rozwinietym zapleczem wojskowym.

      U niemowlaka wszystko aie reorganizuje, prawdopodobnie porod i opuszczenie lona matki to najwiekszy stres w zyciu dla organizmu, zmienia sie uk krazenia radykalnie, hematopoeza, uk oddechowy i wiele innych.

      Matka hbs ujemna, wedlug portalu dziecko nie powinno odpowiedziec na szczepionke, a tymczasem ilosc zachorowan od czasu obowiazkowych szczepien p wzw b radykalnie spadla, wiec jednak dziala.

      Nie chodzilo mi o apoptoze, ale pewna czesc patogenow maskuje sie w komorkach stajac aie niewykrywalna dla organizmu, jak gruzlica czy wzw. Wtedy uk immunologiczny nie ma czasu na okreslenie antygenu obcego i nawet nie wie ze jest chory, dopoki zarezenie nie rozwinie sie do choroby objawowej. Przy szczepieniu podanie inaktywowanwgo patogenu powoduje prezentacje antygenu, wtedy uk immunologiczny produkuje pciala, ktore sa jak list gonczy INTERPOLU. Wtedy po wniknieciu takiego patogenu krazace pciala oblepieja patogen i malo, ze uniemozliwija mu wnikniecie do komorki, to od razu alarmuja uk immunologiczny pobudzajac komorki pamieci to rozmnozenia i produkcji specyficznych przeciwcial.
      Tak w pierwszych msc zycia dominuje odpornosc komorkowa, co nie oznacza, za humoralna nie istnieje.
      To co piszesz pozniej to infekcje poronne, zanim doszlo do objawowej infekcji to doszlo do jej opanowania.
      Odpornosc bierna nieswoista jest w przypadku dzieci licha, skora ok, ale ukl pokarmowy to inny temat, brak kwasu solnego w zoladku, duza przepuszczalnosc nablonka jelitowego i sabo wyksztalcony uk immunologiczny w trzewiach to przyczyna faktu, ze pierwszy rok zycia jedziemy na mleku. Jesli dasz dziecku do 2rz miod to istnieje ryzyko zatrucia botulina, bo obecne w miodzie przetrwalniki nie ulegna niszczeniu. A grzybow dziecko nie powinno jesc do 5rz.
      Ukl oddechowy podobnie, inna budowa anatomiczna niz u doroslych, mniejsza podatnosc pluc, duze opory oddechowe i zwezenie na wysokosci krtanii i naglosni, dlatego zapalenia pluc i krtani u dzieci sa takie grozne, dlatego grozne sa wirusy echo i cocsakie i wiele innych patogenow.
      Naturalne bariery to oslony i dzialaja w systemie 0-1 albo przepuszcza patogen, albo nie. Ale jesli juz patogen sie dostanie to uklad immunologiczny musi juz walczyc.

    •  

      Matka hbs ujemna, wedlug portalu dziecko nie powinno odpowiedziec na szczepionke, a tymczasem ilosc zachorowan od czasu obowiazkowych szczepien p wzw b radykalnie spadla, wiec jednak dziala.

      Ilość zachorowań w przedziale 0-3 m.ż.? Bo ilości zachorowań w dłuższym okresie czasu nie można tak sobie przenieść na szczegółowy wniosek o dowolnym przedziale z tego okresu. Najdalej w 3. miesiącu podaje się przecież drugą dawkę wspaniałego i arcybezpiecznego koreańskiego Euvaxu, czy też Hepavaxu (ten drugi dla zmyłki importowany przez Biomed), może więc portal dziecko nie mija się z prawdą? Bo jaki sens ma podawanie noworodkowi czegoś, co teoretycznie nie ma prawa działać? Homeopatię też zalecasz? (Nota bene jeden poważany immunolog w moim mieście zaleca...WTF?). Kolejny argument za tym, że obowiązku szczepienia noworodków nie można traktować zerojedynkowo... Szkoda, że znowu 10 lat za przysłowiowymi murzynami, którzy już dawno swoje kalendarze szczepień uzupełnili o gwiazdki i przypisy - BCG - tylko dla grup ryzyka, HBV - tylko dla dzieci matek zakażonych.

    •  

      Aby ostudzić nieco Twój entuzjazm w kwestii wiązania obowiązkowych szczepień WZWB ze spadającą liczbą zachorowań, odpal sobie proszę slajd nr 3 z prezentacji: http://www.pzh.gov.pl/page/fileadmin/user_upload/SPPW/Konferencja_inaugurujaca/prezentacje/Prezentacja%20-%20HCV%20-%20projekty.pptx
      ...i powiedz mi, proszę, dlaczego spadek zachorowań w latach 1993-1996 a więc przed wprowadzeniem obowiązkowych szczepień, był prawie sześć razy szybszy, niż w latach następnych!? (średni spadek 2000 zachorowań wobec 347 zachorowań na rok po wprowadzeniu szczepień...).

    •  

      Wzw B jest przenoszone pomimo sterylizacji sprzetu, kazde narzedzie wielorazowe dluzej uzywane ma mikropekniecia,

      Co do przenoszenia wzw b, nie wszystjo mozna wysterylizowac, a dezynfekcja, nawet najlepsza nie zawsze da 100% pewnosci.

      @Aequitas87: Brzmi co najmniej sensacyjnie. Chcesz powiedzieć, że wyrażając zgodę na każdy zabieg medyczny i okołomedyczny akceptuję przez domniemanie możliwość zakażenia wirusem HCV albo HIV? HBV w tej sytuacji nie robi na mnie wrażenia. Natomiast coraz bardziej przekonujesz mnie do tego, aby odrzucać jakąkolwiek hospitalizację niewynikającą z zagrożenia życia...

      chirurgiczne, wzierniki, laryngoskopy, lozka, sprzet przylozkowy, to sa czynniki niezalezne od lekarza, bo korzysta z tego sprzetu w wierze, ze zostal dobrze wysterylizowany i zdezynfekowany.

      Wiadomo, że sterylizacja to odpowiedzialność szpitala, a nie imiennie - konkretnego lekarza. Nie zmienia to faktu, że na niektórych porodówkach krążą anegdoty (znajdujące odzwierciedlenie w anegdotach o częstości zakażeń okołoporodowych) o Januszach higieny, którzy tą samą rękawiczką otwierają drzwi, odbierają telefon, badają pacjentkę ...dokładnie w takiej kolejności. Tak że sterylizacja sterylizacją, ale myślenie nie boli ani nie kosztuje.

    •  

      U niemowlaka wszystko aie reorganizuje, prawdopodobnie porod i opuszczenie lona matki to najwiekszy stres w zyciu dla organizmu, zmienia sie uk krazenia radykalnie, hematopoeza, uk oddechowy i wiele innych.

      @Aequitas87: Dlatego właśnie jest to najodpowiedniejszy moment aby zaprezentować układowi odpornościowemu jeszcze kilka dodatkowych patogenów i substancji pomocniczych (Al(OH)3, E-621)? Dzięki, ale nie kupuję tego.

    •  

      @meow_meow: glutaminian wystepuje naturalnie u czlowieka a i zwiazki glinu sa obecne w naszym organizmie

    •  

      @meow_meow: nie jest sensacyjne, bo byly przed era szczepien przypadki zarazenia wzw po operacji.
      Wieksze ryzyko zwiazane jest w tym momencie ze zgonem okolooperacyjnym niz zarazenia.
      Ja jestem zwolennikiem nie operowania sie na wszystko, tylko z powodow zagrazajacych zyciu i zdrowiu. Obecnie jest duuuzo lepiej niz 10lat temu jesli chodzi o sposoby, materialy, narzedzia i metody sterylizacji i dezynfekcji i nie powinno sie tak zdarzyc, ale jesli trafiasz na stol z zagrozeniem zycia, to nikt nie czeka, az sale przejdzie pelna dezynfekcje, tylko ratuje sie czlowieka. Wszystkie procedury wykonywane na szybko to wieksza ilosc powiklan i zdarzen niepożądanych, a czasem bywa tak ze czlowiek slizga sie na sali bo jest tyle krwii, ropy, kalu czy innych wydzielin.
      Ale pociesze Cie, ze zawod lekarza jest w top 3 zawodow obarczonych ryzykiem zawodowych, ze wzgledu na narazenie na czynniki zakazne.
      Wiele razy juz uleglem zakluciu, a prysznic z krwii chorego raz w tygodniu, nurzanie sie w kale, moczu i tresci ppokarmowego nie zlicze.
      Czasem prowadzac reanimacje nie mam czasu zalozyc rekawiczek od razu, bo znaczaco wydluzyloby to mechaniczne udroznienie drog oddechowych-intubacje. Taki kompromis miedzy zasadami bhp a ratowaniem zycia.
      Ps. Z tego co widuje to najslabszym ogniwem sa polozne i ich zasady aseptyki, a raczej septyki

    •  

      Ja jestem zwolennikiem nie operowania sie na wszystko, tylko z powodow zagrazajacych zyciu i zdrowiu.

      @Aequitas87: Cieszę się, że jednak w czymś się zgadzamy. Gdybym za dzieciaka leczył się u Ciebie, to uniknąłbym dwóch albo trzech niepotrzebnych zabiegów.

      nie jest sensacyjne, bo byly przed era szczepien przypadki zarazenia wzw po operacji.

      No pewnie że nie o to chodzi. Sensacyjne dla mnie były te mikropory i możliwość zarażenia się praktycznie wszystkim pomimo sterylizacji, a nie bez sterylizacji... Tym bardziej uważam za zasadne skupienie się nad procedurami i ich egzekwowaniem bo to jest prewencja uniwersalna, ukierunkowana na wiele potencjalnych zagrożeń, a nie jedno wybiórcze.

      Ps. Z tego co widuje to najslabszym ogniwem sa polozne i ich zasady aseptyki, a raczej septyki

      - kolejny oczywisty argument za tym, aby zminimalizować liczbę zabiegów wykonywanych przez położną przy noworodku po urodzeniu. W szpitalu wszystko leci "z automatu", a może w punkcie szczepień lepiej są przestrzegane procedury, zachowany łańcuch chłodniczy, rozliczana każda pojedyncza dawka szczepionki; przez pierwszych kilka dni-tygodni zazwyczaj z dzieckiem nie łazi się nie wiadomo gdzie, naprawdę nic by nie zaszkodziło, żeby odłożyć pierwszą dawkę. Oczywiście poza tym, że szpital to idealny moment aby "złapać" delikwenta i zrealizować na nim "obowiązek" szczepienia, bo potem już można tylko prosić po dobroci. I podejrzewam że w tej pierwszej dawce w szpitalu tak naprawdę cały bój idzie o osławioną "wyszczepialność", choć nikt nie chce tego przyznać otwarcie...

      Pracujesz na SORze albo w obsadzie karetki? No to szacunek, naoglądasz się średnio przyjemnych rzeczy na co dzień. W takim razie nic dziwnego, że nie ruszają Cię jakieś tam NOPy czy wyimaginowane autyzmy. Dla przeciętnych zjadaczy szczawiu i mirabelek, zwłaszcza tych związanych z rodzicielstwem, jednym z głównych tematów zainteresowań bywa coś tak prozaicznego jak zdrowa żywność - skąd wziąć warzywa bio, które kasze są zdrowsze i dlaczego, które ryby nie mają metali ciężkich itd. W tej sytuacji kilka dodatkowych miligramów aluminium przyjętych domięśniowo może zrobić wrażenie. Co do glutaminianu - wiedziałem że jest pochodzenia organicznego, choć przyznaję bez bicia, że od Ciebie dopiero dowiedziałem się że jest syntetyzowany także w organizmie ludzkim. Może to zatem efekt placebo że glutaminian jest u mnie jednym ze składników wyzwalającym ataki migrenowe. A może jakieś znaczenie ma sposób podania i dawka... Ludzki organizm syntetyzuje przecież także serotoninę i inhibitory MAO, a to jeszcze nie znaczy, że możemy sobie bezkarnie łykać te substancje w dowolnych ilościach i konfiguracjach.

      Wydaje mi się, że w naszej dyskusji doszliśmy już mniej więcej do tego, że u dziecka matki HBSAg-, zdrowego i bez planowanych zabiegów operacyjnych, szczepienie w pierwszej dobie nie ma zbytniego uzasadnienia. Nie łudzę się, że przekonam Cię do mojego pktu widzenia, nie mam takiego zamiaru; natomiast próbuję Ci naświetlić, że tacy tępi i uparci antyszczepionkowcy jak ja, mają jednak czasami na poparcie swojej decyzji jakieś głębsze refleksje lub doświadczenia i próbują je skonfrontować z wiedzą nieco bardziej oficjalną niż teorie o reptylianach i channelingach z kosmosu. Odezwę się jeszcze kiedyś z moimi "przygodami okołomedycznymi". Tymczasem pozdrawiam, bez odbioru.

    •  

      @meow_meow: Glutaminian moze u ciebie wyzwalac ataki migreny bo ma wplyw na neuroprzekaznictwo w mozgu na szlak NMDA i GABA, ktore maja swoj udzial w atakach migreny
      Migrana z aura czy bez.

    •  

      Z aurą, z sezonowymi okresami remisji. Najczęściej na ostre światło, w czasie kataru lub po stresie, jak mi łeb przewieje, jeśli rano "dosypiam" zamiast wstać od razu. Ale jedzenie też ma znaczenie. Standardowo po godzinie iluminacji zaczyna się mniejsza lub większa jazda. Na szczęście jeszcze pomaga coffecorn (dihydroergotamina+kofeina). Nlpzety nie mają zastosowania, właściwie są niepotrzebne o ile uda się przerwać w fazie aury. Jak się nie uda, to i tak nie pomogą. Polecasz coś na zamianę dla sporyszu?

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    to było intro xD chyba każdy je pamięta kto chociaż raz je ujrzał

    odpowiedzi (9)

  • avatar

    Nie ma kurwa bardziej denerwującej postaci w polskich serialach niż Ulka z Rodziny zastępczej. Mówię wam, nie ma i już! Weźcie się postawcie na miejscu W.Cz. Pana Jacka Kwiatkowskiego. Wybitnego inżyniera i kapitalisty. Przychodzisz styrany po ciężkim dniu w pracy. Wypruwasz sobie żyły, żeby zarobić hajs na utrzymanie tej bandy bachorów. Jeszcze do tego trójka nie Twoja. Pies też swoje żre, bo to bydle niesamowite, a karma kosztuje. Jeździsz starym gratem, bo nie stać cię na lepsze auto, ale chuj. Nawet kochasz tego złoma. Idiota posterunkowy codziennie zatruwa ci życie jakimiś pierdołami i swoimi głupimi pomysłami. Marzysz żeby po ciężkiej pracy wrócić do domu, zjeść obiad, otworzyć sobie zimnego browarka i na kanapie obejrzeć mecz... Taki chuj! Przyjdzie ta twoja szwagierka pożal się Boże i już na wstępie wkurwia cie swoim gadaniem jaki to beznadziejny jesteś. Jak to jej siostra źle zrobiła, że wyszła za takiego jełopa, ktory tylko piwo żłopie przed telewizorem. Że cham jesteś i buc. Że u niej w wojsku to są mężczyźni, a nie takie pierdoły jak ty. Nic tylko wiecznie podburza twoją żonę przeciwko tobie. Odbiera ci smak życia bardziej niż PiS. Dla mnie Pan Jacek Kwiatkowski to jest święty człowiek i podziwiam, że jej nie zabił i nie dał Śliniakowi na kolację. Myślę, że każdy sąd by go uniewinnił. pokaż całość

    odpowiedzi (23)

  • avatar

    Kurfa ale świetne parkowanie kolegi z vana. Musiałem wsiąść od strony pasażera. ( ͡° ʖ̯ ͡°) #zalesie

    odpowiedzi (32)