•  

    tl;dr

    pokaż spoiler @koroluk nikogo nie masakruje, no chyba, że samego siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Czas odpowiedzieć na jego radosną twórczość. Normalnie byśmy to zignorowali, jednak tutaj jego "genialne" wnioski zdobyły niezrozumiałą popularność. Jak się bawić to się bawić - odpowiadamy dokładnie, będzie więc dłuuugi post. Do tego małe #rozdajo - patrz końcówka wpisu..


    @koroluk karmi tłum wykresami i statystykami. Zyskuje popularność, "chcemy państwa bez afrykańskich nierówności dochodowych" - skandują tłumy. Nastroje rewolucyjne zaczynają przybierać niebezpieczny rozmiar. Trzeba powstrzymać rewolucję nim rozleje się na cały portal (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Do rzeczy. @koroluk - fajnie, że piszesz. Chcemy więcej, jak najwięcej. Odpowiemy na wszystko. Niestety regularności wymiany argumentów zapewnić nie możemy, poza wykopem trzeba jeszcze pracować - tak działa wolny rynek ;) Czasem w odstępach dwóch dni, czasem pewnie dwóch miesięcy ale powolutku będziemy to wszystko kontrować. Właściwie to nie wszystko, jednak sporo trzeba będzie napisać. Przytaczane przez Ciebie dane są prawdziwe, jednak wyciągane wnioski są błędne.

    Zaczynamy od Chile. Akapit po akapicie (z pominięciem tych, które nie wnoszą nic oprócz podsycania emocji).

    Posiłkowałeś się wpisami blogera Trystero. My będziemy się posiłkować książką, którą rozdajemy w ramach #rozdajo (patrz końcówka wpisu) oraz naszym wywiadem z Piotrem Zapałowiczem, który niedawno przeprowadziliśmy. Gdyby ktoś chciał posłuchać człowieka, który w Chile był, a nie tylko teoretyzuje prze monitorem to zapraszamy.

    Wywiad "Gospodarka Chile pod rządami Augusto Pinocheta":
    https://www.youtube.com/watch?v=m3Sfr-VyAVo

    Pomijamy porównania Chile do Polski - są bez sensu.
    Co to w ogóle za porównanie? Sam na to wpadłeś? Zupełnie inne uwarunkowania, inna historia, inne poziomy rozwoju, inna kultura i inna polityka gospodarcza przez dziesiątki lat. Ponadto Polska jest i w latach 70. była krajem lepiej rozwiniętym niż Chile. To nie ma sensu. Tak jak porównywanie Wenezueli do Norwegii. Jeżeli chodzi o Chile to zasadne jest porównywanie tego państwa do innych państw w Ameryce Południowej - jest ich aż kilkanaście.

    To znaczy tak im się tylko wydaje. Bo jak możemy przeczytać na Wikipedii, za rządów Pinocheta średni wzrost PKB wynosił oszałamiające... 2.9 %. Jak teraz szybko policzyłem, za rządów PO wzrost PKB wynosił przeciętnie 3.07 %. Więc nawet w czasach największego od dziewięćdziesięciu lat kryzysu Tusk - zdaniem kuców największy nieudacznik - radził sobie lepiej od Pinocheta - zdaniem tych samych kuców największego cudotwórcy.

    Nie zawracajmy sobie głowy średnimi wzrostami, zobaczmy wzrosty łączne. W latach 1973-1989, według danych World Banku, było następująco:
    - W Chile wzrost realnego PKB (liczonego w cenach stałych) wyniósł łącznie 80.03%. Wzrost PKB per capita wyniósł natomiast 40.08% (z uwagi na wzrost liczby mieszkańców).
    - ewenementem jest Paragwaj, który w latach 70. przechodził rewolucję przemysłową - z kraju czwartego świata stał się po prostu jednym z przeciętnych krajów Ameryki Łacińskiej. Tam PKB wzrósł łącznie o 178.82%, zaś per capita: o 79.99%. To jedyny kraj Ameryki Łacińskiej, w którym obie te statystyki rosły szybciej niż w Chile.
    - średnia dla Ameryki Łacińskiej: odpowiednio 67.23% oraz 18.43%.
    - w Brazylii: wzrost PKB 93.03%, ale per capita już tylko 35.48%.
    - w Kolumbii: wzrost PKB 88.33%, a per capita: 32.20%.
    - w pozostałych krajach zarówno PKB realny, jak i per capita wzrastał wolniej niż w Chile. Najgorsza była pogrążona w wojnie domowej Nikaragua - tam PKB realny spadł o 19.55%, zaś per capita o 47.68%. Spadki realnego PKB per capita odnotowały również: Argentyna, Boliwia, Wenezuela i Peru.
    PKB nie jest wskaźnikiem bogactwa. PKB może być co najwyżej wskaźnikiem produktywności gospodarki, zaś PKB per capita - produktywności mieszkańca (zresztą, niedokładnym - bo przecież nie biorącym pod uwagę wielkości populacji w wieku produkcyjnym, jeszcze w dodatku pracującej).

    Gospodarka Chile ruszyła z kopyta dopiero po tym, jak krwawy Augusto oddał władzę mądrzejszym. Ale nawet wtedy rozwijali się z grubsza tak samo jak pewien kraik, na który prawactwo regularnie pluje. Jak myślicie, co to za kraj, rozkradany ustawicznie przez złodziei i lewactwo? Podpowiem, że zaczyna się na literkę P.

    Jest to oczywista bzdura. Politycy Concertación, którzy przejęli władzę po rządach junty, objęli kraj w czasie największego boomu inwestycyjnego i konsumpcyjnego w historii. Ponadto, kontynuowali politykę gospodarczą rządu wojskowego, nierzadko ją pogłębiając (choćby w zakresie prywatyzacji sektora miedziowego, przedsiębiorstw elektrycznych, transportowych, a nawet mediów; zlikwidowano Korporację Rozwoju Produkcji, prywatyzowano szpitale, pocztę, oraz te części kolei, które zostały w rękach państwa). Tylko w niektórych aspektach prowadzili oni politykę odwrotną - po obniżkach podatków w latach 80. pozwolili sobie na podwyżkę VAT, CIT czy opłat paliwowych i tytoniowych. Utrzymali oni jednak stopy opodatkowania na niższym poziomie niż w krajach ościennych. Ograniczali wydatki budżetowe, nie zmniejszając przy tym kwot przeznaczanych na wojsko. Utrzymywali politykę monetarną prowadzoną przez juntę oraz doprowadzili do końca program zamiany długu na inwestycje. Dopiero niska cena miedzi i kryzys finansowy w Azji, Brazylii i Argentynie doprowadziły do zatrzymania wzrostu gospodarczego, który wystartował w drugiej połowie lat 80. dzięki działaniom rządu wojskowych.

    Nie można zapominać o długofalowych skutkach działań rządu Pinocheta - prowadzeniu nowoczesnej polityki pieniężnej i otwarciu na handel zagraniczny, przyciągnięciu inwestycji zagranicznych, rozwoju rynków kapitałowych, urealnieniu systemu bankowego, rozwoju szkolnictwa i opieki zdrowotnej czy rozszerzaniu zakresu eksportu nietradycyjnego (ograniczaniu udziału miedzi w gospodarce), również dzięki dalekosiężnym inwestycjom w sektor rolniczy, rybołówczy i infrastrukturę transportową.

    Może się wydawać, że to celny argument, dlatego odpowiedź na ten zarzut wycięliśmy i opublikowaliśmy w formie oddzielnego filmiku. Czy Chile rozwinęło się bo Pinochet oddał władzę?
    https://www.youtube.com/watch?v=V4bEiGPEjzw

    Odpowiedzialne rządy Pinocheta zaznaczył w roku 1982 kryzys, w trakcie którego PKB Chile spadło o 14.3 %, a bezrobocie skoczyło do 23.7 %. Niedojda Tusk powinien się uczyć od idola kuców, jak sobie radzić w trudnych czasach.

    Gdybyż autor wpisu zadzierałby nos nieco niżej, być może dostrzegłby przyczyny takiego stanu rzeczy - który, oprócz przegrzania gospodarki wskutek napływu inwestycji zagranicznych (w formie długu) oraz nieodpowiedzialnego utrzymywania regulowanego kursu walutowego, bezpośrednio wynikał z polityki pieniężnej prowadzonej przez Stany Zjednoczone pod rządami Ronalda Reagana.

    Bezrobocie - to był ogólnie konik dyktatora. Za jego rządów wynosiło przeciętnie 18.1 %. Za rządów poprzednika 4.7 %.

    O ile przeciętna wartość bezrobocia wzmiankowana przez autora jest zbliżona do prawdy (bezrobocie realne według danych Piotra Zapałowicza wynosiło 17.9% w latach 1975-1988), o tyle dane na temat rządu Allende są prostą manipulacją. Za czasów tego prezydenta bowiem tworzono sztuczne etaty, na takiej samej zasadzie, na jakiej robiono to w PRL. Między innymi, aby utrzymać maksymalne zatrudnienie, przedsiębiorstwom państwowym zakazano zwolnień, niezależnie od produktywności zatrudnionych.

    Ponadto należy pamiętać, że poziomy bezrobocia w Chile w latach 80. nie były niczym szczególnym jeżeli porównamy je do innych krajów regionu. Tylko w latach 1980-1982 bezrobocie w Chile było najwyższe w regionie, w pozostałych latach liderami pozostawały Urugwaj (1983) oraz Boliwia (1984-1989). Poza rekordowym rokiem 1982, bezrobocie w Chile było porównywalne z innymi krajami Ameryki Południowej, zaś po uporaniu się z symptomami kryzysu, w 1988 r. było na czwartym, zaś w 1989 r. drugim najniższym w regionie (po Brazylii).

    Warto też wspomnieć, że reżym Pinocheta wcale nie był taki liberalny, jak go kuce malują. Tyran nie zreprywatyzował przemysłu miedziowego, który znacjonalizował Allende. Zacytuję tu mojego ulubionego blogera Trystero i w ogóle polecam całą notkę poświęconą polityce cudotwórcy:

    Krótko mówiąc, przez cały okres sprawowania władzy przez Pinocheta, okres, który dla wielu liberałów jest doskonałym dowodem na sukcesy ultra-liberalnych reform, mamy do czynienia z państwem, które posiada pełną, także kapitałową, kontrolę nad najważniejszym sektorem gospodarki, w wielu latach generującym ponad 50% wpływów eksportowych i kilkadziesiąt procent przychodów budżetu!Wyobraźmy sobie USA ze znacjonalizowaną Doliną Krzemową. Tak właśnie wyglądała ilustracja sukcesu ultra-liberalnych reform gospodarczych.

    Chile praktycznie siedzi na zasobach, co kuce uparcie ignorują - zamiast tego wolą się przypierdalać do prawie nieistniejących zasobów Szwecji czy Finlandii. Renta ekonomiczna z zasobów naturalnych stanowiła w 2011 roku 20 % PKB Chile. W przypadku Szwecji czy Finlandii są to wielkości rzędu 1-1.5 %. W przypadku Danii również niewielkie 2.2 %. Z krajów nordyckich tylko Norwegia ma solidne złoża zasobów, no ale to każdy wie.

    Nie wiem skąd takie dane, ponieważ eksport towarów nietradycyjnych rósł w latach 1973-1990 w tempie 13,6% rocznie (Villafuerte Maurizio, Export Specialization and Economic Growth, MFW 2004). W 1970 r. eksport był oparty niemal wyłącznie na miedzi, innych surowcach i półproduktach (zaledwie 2,2% całości to produkty wysoko przetworzone), w 1989 r. mniejszy był przede wszystkim udział półproduktów, a ponad trzykrotnie zwiększył się udział produktów wysoko przetworzonych (7,5%), według jednego z najważniejszych krytyków i badaczy polityki gospodarczej junty, Ricardo Ffrench-Davisa (Entre el neoliberalismo y el crecimiento con equidad. Tres décadas de política económica en Chile, Siglo XXI editores Argentina, Buenos Aires 2004). Jeżeli zarzutem wobec junty wojskowej ma być to, że na światowych rynkach ceny miedzi utrzymywały się na wysokim poziomie, to gratulujemy rozeznania.

    Pamiętajmy też, że - nawet jeżeli mamy złe zdanie na temat braku prywatyzacji CODELCO - to właśnie junta wojskowa zezwoliła na istnienie prywatnych przedsiębiorstw miedziowych, które dzięki temu w latach 90. wolumenem produkcji przeskoczyły państwowego molocha (jeszcze zanim został sprywatyzowany).

    Obecnie, mimo 40 lat stosowania superhiperliberalnej (wedle retoryki kuców) polityki, Polacy są nadal bogatsi i więcej zarabiają. I to mało, że są bogatsi - także ten dochód jest równiej dzielony. Afrykańskie nierówności dochodowe to specjalność krajów, które przedawkowały wolny rynek, czy to chodzi o Chile, czy Hongkong. W roku 2009 Chile miało współczynnik Giniego równy 52.1, Polska 34.1. Dlatego też 1.9 % Chilijczyków żyje za mniej niż dwa dolce dziennie, podczas gdy w Polsce tylko 0.2 % - dziesięć razy mniej.

    Patrząc na ten wykres chciałoby się raczej rzec "południowo-amerykańskie nierówności dochodowe". Popatrzmy na cały kontytent - wszędzie nierówności, a przecież Pinochet rządził tylko jednym państwem...

    Polska ma podobny współczynnik Giniego do kanadyjskiego czy australijskiego. W USA nierówności dochodowe są znacznie większe niż w Polsce! Tylko... co z tego? Ach tak, pewnie w USA najniższe warstwy społeczne żyją na niższym poziomie niż w Polsce :) Zresztą na początku wpisu pisaliśmy już coś na temat takiego porównywania - może warto byś zrezygnował w przyszłych "masakrach" z przywoływania tego współczynnika.

    koroluk - czy to Ty?

    Pewnie do biedy Chilijczyków przyczyniło nadmierne zaufanie do prywatnego kapitału - po 30 latach działania OFE 2/3 Chilijczyków nie dostanie żadnej emerytury, zamiast tego zostanie im lewacki zasiłek dla ubogich.

    Najpierw podałeś... link do komentarza na stronie Gazety Wyborczej. Ktoś w komentarzach się o to upomniał to podałeś... link do wywiadu. W dodatku z starą keynesistką ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Możemy na ten temat porozmawiać, ale prosimy o konkrety.

    O prawach człowieka za rządów Augusta życzliwie nie wspominam, bo to insza inszość, zresztą koledzy z #4konserwy na pewno nam zaraz wytłumaczą, że on zabijał tylko lewaków, a lewacy to nie ludzie, więc nie ma sprawy.

    Sprytne - dodać nieco dramaturgii tym argumentem. Było o gospodarce, na koniec coś o zabijaniu - tak żeby na pewno wydźwięk był negatywny.

    Spójrzmy jak to w tym Chile było, zobaczcie sobie każdy z tych odnośników tak przez kilkadziesiąt sekund:
    - 6:35
    - 12:00
    - 1:16:10

    Oaza spokoju ( ͡° ͜ʖ ͡°) To był błąd, że Pinochet użył siły - trzeba było zrzucić tam na spadochronach koroluka. Na pewno przekonałby naród bez rozlewu krwi, do jego wymarzonej gospodarki, która jest chyba bardziej wolnorynkowa niż socjalistyczna ;) ?

    A i jeszcze jedno. Ta cała otoczka "kucy" to nie nasza bajka. Nie chce nam się w to bawić. Nie wiem czym Ty się emocjonujesz... że są ludzie, którzy danego polityka czy partię popierają bezrefleksyjnie? Tak jakbyś dokonał jakiegoś odkrycia. Tak zawsze było. I jest do dzisiaj. W każdej partii. Niejednej emerytce choćby Kaczyński napluł w twarz, to i tak by na niego zagłosowała. Ale druga strona barykady jest jeszcze lepsza - ilu lemingów PO głosuje, bo "tamci to ciemnogród"... 10% Palikota swego czasu - z czego pewnie 80% na argumencie "bo trawka" - i na tym koniec wiedzy o polityce. Ich sobie "zmasakruj".

    A teraz obiecane #rozdajo #zadarmo - wśród osób plusujących wpis i obserwujących nasze konto wylosujemy jedną osobę, która otrzyma książkę Piotra Zapałowicza "Wolny rynek a socjalizm XXI w", oczywiście podpisaną przez autora.

    Oczywiście @koroluk Ciebie też zapraszamy do konkursu, a nuż wygrasz - przydałoby Ci się trochę wiedzy na temat gospodarki Chile - znaleźć w sieci 5 wykresów to za mało.

    PS. Był kiedyś taki Twój wpis o krajach skandynawskich, nie możemy go znaleźć. Jesteś w stanie podać link, albo go odtworzyć?

    I tak generalnie zapraszamy wszystkich do obserwowania naszego taga i naszego konta.
    #namzalezy
    @NamZalezy_pl

    #ekonomia #gospodarka #chile #pinochet #bekazkoroluka #korolukmasakruje samego siebie #4konserwy

    źródło: wolny rynek.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    czasami muszę udawać przed znajomymi, że nie widziałam jakiegoś mema żeby nie wyjść na osobę, która w wolnym czasie przegląda tylko i wyłącznie śmieszne obrazki w internecie

    odpowiedzi (7)

  • avatar

    Od razu uprzedzam, że będzie długo

    TL;DR

    pokaż spoiler Jak zakochać się w nieodpowiedniej kobiecie i zjebać sobie 6 lat życia - poradnik


    To zacznę od tego, że żaden ze mnie samiec alfa, ale też nie spierdoks piwniczanin. Ot normik jakich wiele, powtarzalny płatek śniegu.
    Poznałem dziewczynę jak miałem 20 lat, ona wtedy 17. Po prostu uderzyło w nas jak piorun z nieba, przypadkiem przyszła znajoma znajomego i zaraz jak to panczury siedzieliśmy na murku cmentarza i rozmawialiśmy o muzyce. Tak po prostu. Potem poszło samo, totalnie naturalnie po tygodniu byliśmy już ze sobą. Byliśmy najszczęśliwszymi gówniarzami na świecie, przysięgam. Ona była taka fajna, alternatywna, w moim typie, miała coś do powiedzenia. Ja też jej imponowałem. No po prostu bajka, wspólne imprezy, szpanowanie sobą nawzajem, mój pierwszy samodzielnie wynajmowany pokój, pierwszy seks bez strachu przed przyłapaniem, jak to gówniarze. Bajka.

    Ale był taki problem, że ona (sierota) mieszkała z siostrą i jej mężem alkoholikiem. W domu ciągle zadymy, wrzaski, bicie, rzucanie talerzami. Więc za punkt honoru postanowiłem wyciągnąć ją z tego, tak bardzo mi na niej zależało. Na tamten czas zarabiałem 1500 zł w pierwszej pracy, za pokój płaciłem chyba 700 zł, ale postawiłem ultimatum – albo mieszka ze mną, albo zgłaszamy to wspólnie do sądu rodzinnego. I tak miesiąc przed osiemnastką zamieszkała ze mną. Ja dość szybko dostałem podwyżkę, więc wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie, jej został rok do matury (technikum).

    I tak sobie żyliśmy w tym dwupokojowym mieszkanku, mieliśmy dwa kotki nawet, zapraszaliśmy znajomych na obiad, no bajka, bajka, bajka.
    Trochę się zaczęła opierdalać z tą nauką więc prosiłem, błagałem, obiecałem, że opłacę korki, ale gdzie tam, jakoś jej to nie szło. W ogóle od kiedy pamiętam to zawsze miała dziwne styki – budziła się w nocy z krzykiem, często była smutna albo rozdrażniona bez powodu, w domu raczej mało robiła, ale w zasadzie ja poza gotowaniem (co uwielbiałem robić) to też raczej się nie garnąłem do sprzątania Ona się tłumaczyła tym, że brakuje jej rodziców i czuje się niepewnie – rozumiałem to.
    Przyszedł czas matury i o ile Polski i Matmę zdała, tak do obcego i egzaminu zawodowego nawet nie podeszła. Tłumaczyła się, że ona totalnie nic nie umie i boi się ośmieszyć, więc nawet zagroziłem, że jak nie podejdzie to ją zostawię, no a jak nie zda to trudno, nic się nie stało. No i nie podeszła.

    Jak się domyślacie nie zostawiłem jej. Za to zostawiłem swoją pracę (1,5 roku w logistyce) i wyjechaliśmy do tego słynnego jUKeja. Po prostu sprzedaliśmy wszystko co mieliśmy, ucałowałem mamę i wsiedliśmy w samolot. Tam łapałem jakieś gównoroboty w McDonalds, magazyn, pakowanie na taśmie, a docelowo szukałem pracy w logistyce – no polubiłem ten zawód po prostu. Ona w tym czasie również gównoroboty, ale zmieniane średnio co 3 dni. Albo nie ma pracy dzisiaj. Albo coś się zjebało na taśmie i ma 3 dni wolnego. No więc znowu daję około 80% do wspólnego budżetu, no ale już zaraz wystartuje nowa linia i będzie praca więc jest spoko, dajemy radę.
    No i dostałem tą pracę, pensja od razu x2, służbowy laptop, iPhone 6 żebym miał z czego dzwonić (wtedy miał z miesiąc), robota fajna, raczej bezstresowa, nikt nie pogania, no idealnie.
    A ona zaczyna płakać, że nie może się odnaleźć, że słabo zna język, że za domem tęskni, że nie daje rady w pracy. No ja też tęsknię, ale wytrzymajmy jeszcze parę miesięcy, będzie lepiej.

    No i było bo dostałem propozycję stałego kontraktu po 3 miesiącach, służbowy samochód, własne biuro i stanowisko managera. To było zaraz przed świętami Bożego Narodzenia, zaraz po świętach miałem przyjść do nowego biura. Ale ona wpadła w tak głęboką depresję, nie wychodziła z łóżka, do pracy nie chodziła, praktycznie nie wychodziła z pokoju, płakała cały czas. Uwierz mi, że gdyby ktoś płakał przez 5 miesięcy bez przerwy to można ześwirować, szczególnie że stawałem na głowie, żeby jej pomóc. Lekarze, cuda wianki, nic nie pomaga. W końcu zapadła decyzja, że wracamy. Wspólna decyzja, tłumaczyłem sobie, że też tęsknię za domem. Ale prawda jest taka, że nie mogłem znieść jej płaczu. Wspominałem, że zaręczyliśmy się w międzyczasie?

    Dwa tygodnie (święta) odpoczywaliśmy u moich rodziców, później padła spontaniczna decyzja, że wyjeżdżamy do #wroclaw bo czemu kurwa nie? No to wynajęliśmy mieszkanie w ciemno i pojechaliśmy. Tutaj również na początku call center razem, potem poszedłem pracować jako listonosz, a po miesiącu znalazłem pracę w logistyce, gdzie pracuję do teraz (2 lata prawie). Ona w tym czasie zaliczyła swój najdłuższy etat w życiu – Piotr i Paweł – kasjer sprzedawca – 3 miesiące. A poza tym wszędzie darmowe okresy próbne. Więc zaczęły się problemy z kasą, tutaj już nie byłem w stanie zapłacić za mieszkanie i utrzymać dwóch osób. I zaczęło się pożyczanie – od moich rodziców, od jej sióstr, od przyjaciół, od wszystkich. Było przejebane, cały czas od 10 do 10, a często do 1 a resztę trzeba było jakoś kombinować, żeby coś zjeść.

    Warto też dodać, że cały ten czas zdarzały się jakieś chore jazdy typu cyrki przy znajomych, darcie mordy o byle co (dosłownie), sceny zazdrości i generalnie szeroko rozumiane pato w chuj. Ale cały czas było wytłumacznie, że zły dzień, że problem z pracą, że nie ma hajsów (no ja też miałem nerwy w strzępach przez to). I coś we mnie pękło pewnego dnia. Po prostu odszedłem. Po 4 latach odszedłem od mojej narzeczonej, wypowiedziałem umowę na mieszkanie i po prostu się rozstaliśmy. I wiecie co?
    Odjebało mi wtedy. Stałem się kurewskim zwierzęciem spuszczonym ze smyczy, non stop imprezy, chlanie, nigdy za mało, zarwijmy do wtorku kurwa przecież nie musimy spać. Nie jestem przystojny, powodzenia nie mam jakiegoś dużego u kobiet, ale byłem na tyle oślepiony tym szaleństwem, że udało mi się ustawić 3 dziewczyny na friends with benefits i bolcowałem je 3 na zmianę. Chciałem nawet ustawić nas razem (wiedziały o sobie nawzajem), ale mi się nie udało, może i lepiej.

    No i po paru miesiącach poczułem, że wreszcie ciśnienie ze mnie zeszło. Że może jednak potrzebuję kogoś przy sobie, może czas się ogarnąć? Więc zacząłem szukać dziewczyny, takiej na poważnie, do której mogę się przytulić, zaufać jej, porozmawiać jak z przyjacielem. Próbowałem portali typu #tinder #badoo, chodziłem na randki, zaczepiałem obce dziewczyny, dostawałem numery i spotykałem się z nimi. Moja magiczna bariera to miesiąc. Po miesiącu się pieprzyło bo żadna z nich nie była nią, moją narzeczoną którą tak kochałem. Tak bardzo za nią tęskniłem.

    Kiedyś przez przypadek byliśmy na tej samej imprezie. Najebaliśmy się obydwoje i zaczęliśmy się całować. Tak bardzo mi jej brakowało. Tej nocy miałem najlepszy seks w moim życiu, nie chciałem jej wypuścić już nigdy. I oczywiście wróciliśmy do siebie. Przekonała mnie, że jest już inną osobą, bardziej luźno podchodzi do życia. Uwierzyłem. I było inaczej, serio. Nie było scen, nie mieliśmy wspólnej kasy (swoją drogą pierwszy raz w życiu miałem jakieś poważniejsze oszczędności) i było zupełnie inaczej.

    I teraz proszę się trzymać, bo będzie kurwa hardcore.

    Źle się czuła więc poszła do lekarza i okazało się po badaniach, że przez wypadek, który miała w dzieciństwie uaktywniły się komórki rakowe powodując nieuleczalnego raka mózgu.
    Nasze życie się zawaliło. Na początku próbowałem być silny, mówiłem, że jest jeszcze nadzieja, że poradzimy sobie z tym razem. Później płakałem sam. Tygodniami. Później płakałem z nią, nie miałem już siły. Psychicznie byłem wrakiem człowieka, musiałem wychodzić do toalety w pracy, bo miałem ataki paniki. Wysiadałem z tramwaju, żeby płakać, pobiec, ze wściekłości napierdalać w ściany. To był koszmar.
    Ale później było jeszcze gorzej, bo okazało się, że zaszła ze mną w ciążę, ale poroniła. Tak bardzo pragnąłem dziecka i już byłem ojcem, ale dziecko umarło. Uwierzcie mi, że pochowałem je w myślach i przeżyłem najstraszniejszą żałobę w moim życiu. Naprawdę byłem już poza skrajem załamania nerwowego, pytałem Boga, dlaczego tak mnie karze, dlaczego zabiera mi wszystko co kocham?

    I wiecie co się okazało?
    Że ani raka, ani dziecka nigdy nie było. Tak się bała, że zostanie sama, że zmyśliła to wszystko wmanewrowując w to mnie i naszą wspólną przyjaciółkę.
    Byłem w tak ciężkim szoku, tak bardzo w to wszystko nie mogłem uwierzyć, że po prostu jej wybaczyłem. Myślę, że do teraz po prostu jestem zablokowany i nie dopuszczam do siebie myśli, że ktoś mógłby być takim potworem, żeby manipulować ludźmi w ten sposób. Chyba po prostu nie wierzę, że to jest możliwe.

    Za to ostatniej soboty w nocy postanowiła popełnić samobójstwo.
    Nie udało jej się to i wylądowała na toksykologii, a po konsultacji psychiatrycznej zapadła decyzja, aby przenieść ją na oddział psychiatryczny gdzie będzie poddana leczeniu. Stwierdzono u niej depresję, nerwicę lękową i borderline. Jutro przenoszą ją z toksykologii.

    Jadę do niej jutro. Bardzo potrzebuje czyjegokolwiek wsparcia, a każdy poza mną się od niej odwrócił. Bardzo chcę z nią zerwać wszelki kontakt jak tylko wyjdzie ze szpitala, chcę zapomnieć o tych sześciu latach które były dla mnie nie kończącym się koszmarem. Ja po prostu nie potrafiłem zostawić kogoś kto jest w potrzebie samemu sobie. Dzisiaj zadzwonili do mnie rodzice. Opowiedziałem im wszystko, bo nie wiedzieli o niczym od momentu zachorowania na raka. Powiedzieli, że są ze mnie tak dumni, że gdyby mogli to postawiliby mi pomnik. Przyjaciółka o której wspomniałem, która wie o wszystkim od początku napisała mi to [screen attached].

    A ja mam ochotę się zabić. Nie mogę uwierzyć w to jak zmarnowałem swoje lata młodości. Jak bardzo niebezpieczna może być miłość?
    Chciałbym, żeby to był zwykły #bait, ale to historia, która przydarzyła się mi, przydarzyła się naprawdę. Są gorsze rzeczy na świecie, ludzie cierpią dużo bardziej, ale jestem rozpieszczonym dzieckiem pierwszego świata i to dla mnie o wiele za wiele. Chcę zacząć żyć od nowa.

    #truestory #sadstory #zwiazki #tfwnogf #tfwgf #samobojstwo
    pokaż całość

    odpowiedzi (61)

  • avatar

    Bardzo dawno nic tu nie wstawiałam, a troche rysunkow od tego czasu zrobiłam, wiec pomyślałam czemu by nie wstawic. Na pierwszy ogień ( ͡° ͜ʖ ͡°) idzie matka smoków czyli Daenerys Targaryen narysowana na czarnym papierze :) #martistrysuje #graotron #rysujzwykopem #rysunek #portret #tworczoscwlasna pokaż całość

    odpowiedzi (22)