•  

    tl;dr

    pokaż spoiler @koroluk nikogo nie masakruje, no chyba, że samego siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Czas odpowiedzieć na jego radosną twórczość. Normalnie byśmy to zignorowali, jednak tutaj jego "genialne" wnioski zdobyły niezrozumiałą popularność. Jak się bawić to się bawić - odpowiadamy dokładnie, będzie więc dłuuugi post. Do tego małe #rozdajo - patrz końcówka wpisu..


    @koroluk karmi tłum wykresami i statystykami. Zyskuje popularność, "chcemy państwa bez afrykańskich nierówności dochodowych" - skandują tłumy. Nastroje rewolucyjne zaczynają przybierać niebezpieczny rozmiar. Trzeba powstrzymać rewolucję nim rozleje się na cały portal (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Do rzeczy. @koroluk - fajnie, że piszesz. Chcemy więcej, jak najwięcej. Odpowiemy na wszystko. Niestety regularności wymiany argumentów zapewnić nie możemy, poza wykopem trzeba jeszcze pracować - tak działa wolny rynek ;) Czasem w odstępach dwóch dni, czasem pewnie dwóch miesięcy ale powolutku będziemy to wszystko kontrować. Właściwie to nie wszystko, jednak sporo trzeba będzie napisać. Przytaczane przez Ciebie dane są prawdziwe, jednak wyciągane wnioski są błędne.

    Zaczynamy od Chile. Akapit po akapicie (z pominięciem tych, które nie wnoszą nic oprócz podsycania emocji).

    Posiłkowałeś się wpisami blogera Trystero. My będziemy się posiłkować książką, którą rozdajemy w ramach #rozdajo (patrz końcówka wpisu) oraz naszym wywiadem z Piotrem Zapałowiczem, który niedawno przeprowadziliśmy. Gdyby ktoś chciał posłuchać człowieka, który w Chile był, a nie tylko teoretyzuje prze monitorem to zapraszamy.

    Wywiad "Gospodarka Chile pod rządami Augusto Pinocheta":
    https://www.youtube.com/watch?v=m3Sfr-VyAVo

    Pomijamy porównania Chile do Polski - są bez sensu.
    Co to w ogóle za porównanie? Sam na to wpadłeś? Zupełnie inne uwarunkowania, inna historia, inne poziomy rozwoju, inna kultura i inna polityka gospodarcza przez dziesiątki lat. Ponadto Polska jest i w latach 70. była krajem lepiej rozwiniętym niż Chile. To nie ma sensu. Tak jak porównywanie Wenezueli do Norwegii. Jeżeli chodzi o Chile to zasadne jest porównywanie tego państwa do innych państw w Ameryce Południowej - jest ich aż kilkanaście.

    To znaczy tak im się tylko wydaje. Bo jak możemy przeczytać na Wikipedii, za rządów Pinocheta średni wzrost PKB wynosił oszałamiające... 2.9 %. Jak teraz szybko policzyłem, za rządów PO wzrost PKB wynosił przeciętnie 3.07 %. Więc nawet w czasach największego od dziewięćdziesięciu lat kryzysu Tusk - zdaniem kuców największy nieudacznik - radził sobie lepiej od Pinocheta - zdaniem tych samych kuców największego cudotwórcy.

    Nie zawracajmy sobie głowy średnimi wzrostami, zobaczmy wzrosty łączne. W latach 1973-1989, według danych World Banku, było następująco:
    - W Chile wzrost realnego PKB (liczonego w cenach stałych) wyniósł łącznie 80.03%. Wzrost PKB per capita wyniósł natomiast 40.08% (z uwagi na wzrost liczby mieszkańców).
    - ewenementem jest Paragwaj, który w latach 70. przechodził rewolucję przemysłową - z kraju czwartego świata stał się po prostu jednym z przeciętnych krajów Ameryki Łacińskiej. Tam PKB wzrósł łącznie o 178.82%, zaś per capita: o 79.99%. To jedyny kraj Ameryki Łacińskiej, w którym obie te statystyki rosły szybciej niż w Chile.
    - średnia dla Ameryki Łacińskiej: odpowiednio 67.23% oraz 18.43%.
    - w Brazylii: wzrost PKB 93.03%, ale per capita już tylko 35.48%.
    - w Kolumbii: wzrost PKB 88.33%, a per capita: 32.20%.
    - w pozostałych krajach zarówno PKB realny, jak i per capita wzrastał wolniej niż w Chile. Najgorsza była pogrążona w wojnie domowej Nikaragua - tam PKB realny spadł o 19.55%, zaś per capita o 47.68%. Spadki realnego PKB per capita odnotowały również: Argentyna, Boliwia, Wenezuela i Peru.
    PKB nie jest wskaźnikiem bogactwa. PKB może być co najwyżej wskaźnikiem produktywności gospodarki, zaś PKB per capita - produktywności mieszkańca (zresztą, niedokładnym - bo przecież nie biorącym pod uwagę wielkości populacji w wieku produkcyjnym, jeszcze w dodatku pracującej).

    Gospodarka Chile ruszyła z kopyta dopiero po tym, jak krwawy Augusto oddał władzę mądrzejszym. Ale nawet wtedy rozwijali się z grubsza tak samo jak pewien kraik, na który prawactwo regularnie pluje. Jak myślicie, co to za kraj, rozkradany ustawicznie przez złodziei i lewactwo? Podpowiem, że zaczyna się na literkę P.

    Jest to oczywista bzdura. Politycy Concertación, którzy przejęli władzę po rządach junty, objęli kraj w czasie największego boomu inwestycyjnego i konsumpcyjnego w historii. Ponadto, kontynuowali politykę gospodarczą rządu wojskowego, nierzadko ją pogłębiając (choćby w zakresie prywatyzacji sektora miedziowego, przedsiębiorstw elektrycznych, transportowych, a nawet mediów; zlikwidowano Korporację Rozwoju Produkcji, prywatyzowano szpitale, pocztę, oraz te części kolei, które zostały w rękach państwa). Tylko w niektórych aspektach prowadzili oni politykę odwrotną - po obniżkach podatków w latach 80. pozwolili sobie na podwyżkę VAT, CIT czy opłat paliwowych i tytoniowych. Utrzymali oni jednak stopy opodatkowania na niższym poziomie niż w krajach ościennych. Ograniczali wydatki budżetowe, nie zmniejszając przy tym kwot przeznaczanych na wojsko. Utrzymywali politykę monetarną prowadzoną przez juntę oraz doprowadzili do końca program zamiany długu na inwestycje. Dopiero niska cena miedzi i kryzys finansowy w Azji, Brazylii i Argentynie doprowadziły do zatrzymania wzrostu gospodarczego, który wystartował w drugiej połowie lat 80. dzięki działaniom rządu wojskowych.

    Nie można zapominać o długofalowych skutkach działań rządu Pinocheta - prowadzeniu nowoczesnej polityki pieniężnej i otwarciu na handel zagraniczny, przyciągnięciu inwestycji zagranicznych, rozwoju rynków kapitałowych, urealnieniu systemu bankowego, rozwoju szkolnictwa i opieki zdrowotnej czy rozszerzaniu zakresu eksportu nietradycyjnego (ograniczaniu udziału miedzi w gospodarce), również dzięki dalekosiężnym inwestycjom w sektor rolniczy, rybołówczy i infrastrukturę transportową.

    Może się wydawać, że to celny argument, dlatego odpowiedź na ten zarzut wycięliśmy i opublikowaliśmy w formie oddzielnego filmiku. Czy Chile rozwinęło się bo Pinochet oddał władzę?
    https://www.youtube.com/watch?v=V4bEiGPEjzw

    Odpowiedzialne rządy Pinocheta zaznaczył w roku 1982 kryzys, w trakcie którego PKB Chile spadło o 14.3 %, a bezrobocie skoczyło do 23.7 %. Niedojda Tusk powinien się uczyć od idola kuców, jak sobie radzić w trudnych czasach.

    Gdybyż autor wpisu zadzierałby nos nieco niżej, być może dostrzegłby przyczyny takiego stanu rzeczy - który, oprócz przegrzania gospodarki wskutek napływu inwestycji zagranicznych (w formie długu) oraz nieodpowiedzialnego utrzymywania regulowanego kursu walutowego, bezpośrednio wynikał z polityki pieniężnej prowadzonej przez Stany Zjednoczone pod rządami Ronalda Reagana.

    Bezrobocie - to był ogólnie konik dyktatora. Za jego rządów wynosiło przeciętnie 18.1 %. Za rządów poprzednika 4.7 %.

    O ile przeciętna wartość bezrobocia wzmiankowana przez autora jest zbliżona do prawdy (bezrobocie realne według danych Piotra Zapałowicza wynosiło 17.9% w latach 1975-1988), o tyle dane na temat rządu Allende są prostą manipulacją. Za czasów tego prezydenta bowiem tworzono sztuczne etaty, na takiej samej zasadzie, na jakiej robiono to w PRL. Między innymi, aby utrzymać maksymalne zatrudnienie, przedsiębiorstwom państwowym zakazano zwolnień, niezależnie od produktywności zatrudnionych.

    Ponadto należy pamiętać, że poziomy bezrobocia w Chile w latach 80. nie były niczym szczególnym jeżeli porównamy je do innych krajów regionu. Tylko w latach 1980-1982 bezrobocie w Chile było najwyższe w regionie, w pozostałych latach liderami pozostawały Urugwaj (1983) oraz Boliwia (1984-1989). Poza rekordowym rokiem 1982, bezrobocie w Chile było porównywalne z innymi krajami Ameryki Południowej, zaś po uporaniu się z symptomami kryzysu, w 1988 r. było na czwartym, zaś w 1989 r. drugim najniższym w regionie (po Brazylii).

    Warto też wspomnieć, że reżym Pinocheta wcale nie był taki liberalny, jak go kuce malują. Tyran nie zreprywatyzował przemysłu miedziowego, który znacjonalizował Allende. Zacytuję tu mojego ulubionego blogera Trystero i w ogóle polecam całą notkę poświęconą polityce cudotwórcy:

    Krótko mówiąc, przez cały okres sprawowania władzy przez Pinocheta, okres, który dla wielu liberałów jest doskonałym dowodem na sukcesy ultra-liberalnych reform, mamy do czynienia z państwem, które posiada pełną, także kapitałową, kontrolę nad najważniejszym sektorem gospodarki, w wielu latach generującym ponad 50% wpływów eksportowych i kilkadziesiąt procent przychodów budżetu!Wyobraźmy sobie USA ze znacjonalizowaną Doliną Krzemową. Tak właśnie wyglądała ilustracja sukcesu ultra-liberalnych reform gospodarczych.

    Chile praktycznie siedzi na zasobach, co kuce uparcie ignorują - zamiast tego wolą się przypierdalać do prawie nieistniejących zasobów Szwecji czy Finlandii. Renta ekonomiczna z zasobów naturalnych stanowiła w 2011 roku 20 % PKB Chile. W przypadku Szwecji czy Finlandii są to wielkości rzędu 1-1.5 %. W przypadku Danii również niewielkie 2.2 %. Z krajów nordyckich tylko Norwegia ma solidne złoża zasobów, no ale to każdy wie.

    Nie wiem skąd takie dane, ponieważ eksport towarów nietradycyjnych rósł w latach 1973-1990 w tempie 13,6% rocznie (Villafuerte Maurizio, Export Specialization and Economic Growth, MFW 2004). W 1970 r. eksport był oparty niemal wyłącznie na miedzi, innych surowcach i półproduktach (zaledwie 2,2% całości to produkty wysoko przetworzone), w 1989 r. mniejszy był przede wszystkim udział półproduktów, a ponad trzykrotnie zwiększył się udział produktów wysoko przetworzonych (7,5%), według jednego z najważniejszych krytyków i badaczy polityki gospodarczej junty, Ricardo Ffrench-Davisa (Entre el neoliberalismo y el crecimiento con equidad. Tres décadas de política económica en Chile, Siglo XXI editores Argentina, Buenos Aires 2004). Jeżeli zarzutem wobec junty wojskowej ma być to, że na światowych rynkach ceny miedzi utrzymywały się na wysokim poziomie, to gratulujemy rozeznania.

    Pamiętajmy też, że - nawet jeżeli mamy złe zdanie na temat braku prywatyzacji CODELCO - to właśnie junta wojskowa zezwoliła na istnienie prywatnych przedsiębiorstw miedziowych, które dzięki temu w latach 90. wolumenem produkcji przeskoczyły państwowego molocha (jeszcze zanim został sprywatyzowany).

    Obecnie, mimo 40 lat stosowania superhiperliberalnej (wedle retoryki kuców) polityki, Polacy są nadal bogatsi i więcej zarabiają. I to mało, że są bogatsi - także ten dochód jest równiej dzielony. Afrykańskie nierówności dochodowe to specjalność krajów, które przedawkowały wolny rynek, czy to chodzi o Chile, czy Hongkong. W roku 2009 Chile miało współczynnik Giniego równy 52.1, Polska 34.1. Dlatego też 1.9 % Chilijczyków żyje za mniej niż dwa dolce dziennie, podczas gdy w Polsce tylko 0.2 % - dziesięć razy mniej.

    Patrząc na ten wykres chciałoby się raczej rzec "południowo-amerykańskie nierówności dochodowe". Popatrzmy na cały kontytent - wszędzie nierówności, a przecież Pinochet rządził tylko jednym państwem...

    Polska ma podobny współczynnik Giniego do kanadyjskiego czy australijskiego. W USA nierówności dochodowe są znacznie większe niż w Polsce! Tylko... co z tego? Ach tak, pewnie w USA najniższe warstwy społeczne żyją na niższym poziomie niż w Polsce :) Zresztą na początku wpisu pisaliśmy już coś na temat takiego porównywania - może warto byś zrezygnował w przyszłych "masakrach" z przywoływania tego współczynnika.

    koroluk - czy to Ty?

    Pewnie do biedy Chilijczyków przyczyniło nadmierne zaufanie do prywatnego kapitału - po 30 latach działania OFE 2/3 Chilijczyków nie dostanie żadnej emerytury, zamiast tego zostanie im lewacki zasiłek dla ubogich.

    Najpierw podałeś... link do komentarza na stronie Gazety Wyborczej. Ktoś w komentarzach się o to upomniał to podałeś... link do wywiadu. W dodatku z starą keynesistką ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Możemy na ten temat porozmawiać, ale prosimy o konkrety.

    O prawach człowieka za rządów Augusta życzliwie nie wspominam, bo to insza inszość, zresztą koledzy z #4konserwy na pewno nam zaraz wytłumaczą, że on zabijał tylko lewaków, a lewacy to nie ludzie, więc nie ma sprawy.

    Sprytne - dodać nieco dramaturgii tym argumentem. Było o gospodarce, na koniec coś o zabijaniu - tak żeby na pewno wydźwięk był negatywny.

    Spójrzmy jak to w tym Chile było, zobaczcie sobie każdy z tych odnośników tak przez kilkadziesiąt sekund:
    - 6:35
    - 12:00
    - 1:16:10

    Oaza spokoju ( ͡° ͜ʖ ͡°) To był błąd, że Pinochet użył siły - trzeba było zrzucić tam na spadochronach koroluka. Na pewno przekonałby naród bez rozlewu krwi, do jego wymarzonej gospodarki, która jest chyba bardziej wolnorynkowa niż socjalistyczna ;) ?

    A i jeszcze jedno. Ta cała otoczka "kucy" to nie nasza bajka. Nie chce nam się w to bawić. Nie wiem czym Ty się emocjonujesz... że są ludzie, którzy danego polityka czy partię popierają bezrefleksyjnie? Tak jakbyś dokonał jakiegoś odkrycia. Tak zawsze było. I jest do dzisiaj. W każdej partii. Niejednej emerytce choćby Kaczyński napluł w twarz, to i tak by na niego zagłosowała. Ale druga strona barykady jest jeszcze lepsza - ilu lemingów PO głosuje, bo "tamci to ciemnogród"... 10% Palikota swego czasu - z czego pewnie 80% na argumencie "bo trawka" - i na tym koniec wiedzy o polityce. Ich sobie "zmasakruj".

    A teraz obiecane #rozdajo #zadarmo - wśród osób plusujących wpis i obserwujących nasze konto wylosujemy jedną osobę, która otrzyma książkę Piotra Zapałowicza "Wolny rynek a socjalizm XXI w", oczywiście podpisaną przez autora.

    Oczywiście @koroluk Ciebie też zapraszamy do konkursu, a nuż wygrasz - przydałoby Ci się trochę wiedzy na temat gospodarki Chile - znaleźć w sieci 5 wykresów to za mało.

    PS. Był kiedyś taki Twój wpis o krajach skandynawskich, nie możemy go znaleźć. Jesteś w stanie podać link, albo go odtworzyć?

    I tak generalnie zapraszamy wszystkich do obserwowania naszego taga i naszego konta.
    #namzalezy
    @NamZalezy_pl

    #ekonomia #gospodarka #chile #pinochet #bekazkoroluka #korolukmasakruje samego siebie #4konserwy

    źródło: wolny rynek.jpg

    +: ostry_wodorosty, D.......e +97 innych

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Dlaczego pseudonaukowcy wygrywają wojnę o ludzkie umysły?

    Dowody anegdotyczne, miejskie legendy, emocjonalne opowiastki. Pseudonaukowcy i siewcy teorii spiskowych stosują metody dalekie od naukowych, mające jednak jeden niezaprzeczalny plus: są atrakcyjne z punktu widzenia tego, jak działa ludzki mózg.

    Znajoma mojego kolegi miała w zeszłym miesiącu dosyć przykrą przygodę z medycyną.

    Skorumpowany lekarz kardiolog jednego z warszawskich szpitali zażądał koperty z łapówką. Zobaczył, że jest tam 500 złotych, schował do kieszeni i powiedział, że to za mało. Gdy znajoma odpowiedziała mu, że więcej nie da, bo nie ma, wyjął z powrotem kopertę i powiedział, że w takim razie niech mu dupy nie zawraca. W domu okazało się, że lekarz pomylił koperty i oddał taką, w której było 3000 złotych...

    Są dwa problemy z tą historią: mniejszy – jest kompletnie nieprawdziwa, większy – roznosi się lepiej niż dowolne zapewnienia o uczciwości i kompetencji polskich lekarzy.

    Ta historia to tak zwana miejska legenda, w bibliografii podaję link gdzie o niej poczytacie. Zresztą nawet gdyby był prawdziwa to logicznie rzecz biorąc nie wynika z niej praktycznie nic. Ot, jakiś lekarz jest skorumpowany – równie dobrze może to być część jakiegoś masowego zjawiska jak i odosobniony przypadek. Kiedyś widziałem psa o trzech nogach. Jednak daleko mi do wyciągania wniosków, że wszystkie psy mają trzy nogi, albo nawet, że większość psów tak jest właśnie zbudowana.

    Skąd więc popularność takich historii?

    Ludzki mózg ma pewną ciekawą właściwość. Wspaniałą, gdyż dzięki niej możemy przeżywać losy bohaterów filmu oraz powieści. Przerażającą – jeżeli spojrzymy na takie jej skutki jak miejskie legendy. W każdym razie chodzi o to, że my, czytając w domu czy tramwaju o zachłannym lekarzu psychicznie wcale nie znajdujemy się w domu. Z punktu widzenia naszej psychiki znajdujemy się w tym fikcyjnym lekarskim gabinecie.

    W przeprowadzonym 20 lat temu badaniu zbadano reakcje na dwa krótkie teksty, różniące się tylko pierwszym zdaniem.

    Tekst pierwszej grupy zaczynał się od zdania „John ZAŁOŻYŁ bluzę przed bieganiem.”, drugiej - „John ZDJĄŁ bluzę przed bieganiem.” Potem były dwa zdania odnoszące się do czegoś innego i trzecie, które znowu dotyczyło bluzy. I tu mamy bombę – ludzie, którzy wcześniej przeczytali, że John bluzę zdjął, musieli zrozumieniu tego zdania poświęcić wyraźnie więcej czasu niż osoby z grupy, w której John miał bluzę na sobie.

    Otóż ta zdumiewająca właściwość na tym właśnie polega: czytając, słuchając lub obserwując jakieś zjawisko przeprowadzamy w głowię jego symulację i aktywujemy dokładnie te same obszary mózgu, które byłby aktywne, gdybyśmy dana czynność wykonywali naprawdę.

    Jest to aktywność co prawda nieco słabsza niż „oryginał” jednak w dalszym ciągu olbrzymia. Gdy ktoś czytał o tym, że John zdejmował bluzę wczuwał się w jego rolę i później musiał sobie na nowo wyobrazić jak to jest mieć tą bluzę na sobie. A to przecież nie o czytelnika chodziło, tylko o bohatera tekstu! Dlatego właśnie oglądając scenę szybkiego pościgu czujemy się jakbyśmy naprawdę w tej policyjnej bryce byli, a widząc, jak bohater traci dziecko przeżywamy to, jakbyśmy naprawdę byli doznali wielkiej straty.

    Krótko mówiąc: miejska legenda o skorumpowanym lekarzu roznosi się lepiej niż jakiekolwiek dane statystyczne o uczciwości lekarzy, gdyż tą pierwszą mózg traktuje, jakby odbyła się naprawdę i to z naszym udziałem. Dane jedynie przyjmujemy do wiadomości. I to niestety dotyczy wszystkich dziedzin życia.

    Skoro już jesteśmy przy krytyce służby zdrowia: Jakie dowody na forach altmedowych padają na poparcie tezy, że picie naparów z liści pierdolnika szarego (w naszym sklepie za jedyne 199,99 zł/g) leczy raka lepiej niż chemioterapia? Wyniki badań, statystyki? No bez jaj:

    „Znajoma mojej babci piła i wyzdrowiała....”, „2 lata chodziliśmy po lekarzach, było jeszcze gorzej, wywary pomogły od razu”, „Wywar z pierdolnika kuzynce mojej znajomej nie tylko wyleczył raka, ale również pomógł ustąpić wysypce, której dostała o leków zapisanych przez lekarza”.

    Historie, historie i jeszcze raz historie. Nie tylko z życia wzięte, ale również bajki o niepokornych naukowcach mordowanych przez koncerny farmaceutyczne, cudownych ozdrowienia gdzieś w Ameryce, o których celowo milczy skorumpowana prasa, i tak dalej. W każdej z tych historii jesteśmy w stanie wejść w skórę bohatera i przeżyć to „na własne oczy”. A naukowcy? Co nam powiedzą?

    „Jak wynika z badań przeprowadzonych w (tu lista badań na pół strony) ziele pierdolnika szarego nie posiada właściwości antynowotworowych. Zawarte w nim pierdoliksyny powodują jedynie dyfuzję substancji takich i siakich, w wyniku której... bla, bla, bla...” Wybaczcie, jestem słaby w parodiowaniu żargonu medycznego, który na tle anegdotek ma jeszcze jedną wadę:

    Jest cholernie niekonkretny.

    Przeprowadźmy eksperyment! Mam takiego znajomego: chłop jest dobrze zbudowany, średnio wysokiego wzrostu, szatyn, niebieskie oczy, owalna twarz, minimalnie cofnięty podbródek, dosyć wysokie czoło, jak na trzydziestolatka zdecydowanie zadbany. Wyobrażacie sobie coś? Nie bardzo?

    To może inaczej: Gość jest cholernie podobny do Roberta Lewandowskiego, ale ciut od niego niższy. No, teraz już chyba łatwo wyobrazić sobie mojego (fikcyjnego) znajomego.

    Nasz mózg posługuje się schematami poznawczymi. Jak słyszy jakieś słowa, próbuje je zakwalifikować do jakiejś znanej mu kategorii. I mózg bez problemu to robi, jeżeli chodzi o kategorię „podobny do Lewandowskiego”, natomiast nie jest to takie oczywiste w przypadku „średnio-wysokiego wzrostu” czy „owalnej twarzy”. Co więcej, wielu z Was się zapewne ze mną nie zgodzi, że Lewandowski ma owalną twarz albo wysokie czoło, sam się nad tym długo zastanawiałem, bo jest to tak nieostra kategoria, że można pod nią podciągnąć pod nią naprawdę wiele różnych od siebie twarzy.

    Dokładnie ten sam problem jest z wyrazami, jakich pełno jest w języku naukowym

    Gorąca sprawa – sądy. Kojarzycie plakaty o tym jak „sędzia ukradł kiełbasę”? „Sędzia który ukradł kiełbasę” to coś skrajnie konkretnego, skrajnie obrazowego. Druga strona próbowała to kontrować, wykazując nieadekwatność takiego dowodu, pokazując ile było spraw dyscyplinarnych wśród sędziów, ilu zostało skazanych itp. itd... ale co z tego? Załóżmy, że zostało skazanych kilkunastu sędziów w latach takich i takich na tylu i tylu członków grupy zawodowej. Jak to przełożyć na struktury poznawcze mózgu? Nie mamy struktury „odsetka” czy „kilkunastu spośród kilku tysięcy” - trzeba naprawdę dużo więcej wysiłku, żeby zrozumieć takie statystyki (i zgodzić się z nimi!) niż „sędzia ukradł kiełbasę!”. Droga opozycjo, trzy historie sędziów którzy uratowali samotnym matkom alimenty, za które mała Kasia czy inny Tomuś dostali biurko, przy którym pierwszy raz w życiu odrobili w cywilizowanych warunkach lekcje robiłyby znacznie lepszą robotę!

    Co gorsza, konkret ma jeszcze jeden straszny skutek: bardziej wierzymy w szczegółowe historie, niż takie abstrakcyjne

    W 1986 roku dwóch psychologów z Uniwersytetu w Michigan zrobiło pewien eksperyment. Badani mieli ocenić, czy pewna kobieta powinna mieć odebrane prawa rodzicielskie, czy nie. W obu grupach dano 8 argumentów „za” i 8 „przeciw”. Jednak w pierwszej argumenty „za” były bardziej szczegółowe (np. zamiast „Pani Johnson pomagała myć zęby synowi” było „Pani Johnson pomagała myć synowi zęby jego szczoteczką w kształcie Lorda Vadera”). W drugiej to argumenty przeciw miały więcej detali (zamiast „Pani Johnson źle opatrzyła zadrapanie syna i wysłała go tak do szkoły, a opatrunek musiała poprawiać pielęgniarka” było „Pani Johnson źle opatrzyła zadrapania i wysłała go do szkoły, a gdy pielęgniarka poprawiała opatrunek na jej fartuch polała się krew”).

    Teoretycznie, obie grupy dostały to samo. Praktycznie, pierwsza (gdzie bardziej szczegółowe były zalety) w 58% wsparła panią Johnson, w grupie gdzie szczegółowe były wady było to jedynie 43%.

    Dokładnie to samo zjawisko dzieje się w miejskich legendach – nie ma mowy o „samochodzie” tylko o „czarnej Wołdze”, a nawet w tym co pisałem na początku dodałem kilka szczegółów pisząc o warszawskim lekarzu i o tym, że był on kardiochirurgiem. Tak samo działają altmedowcy i rosyjskie fabryki trolli – najbardziej rozchodzące się historie są bogate w szczegóły.

    Jakie są z tego wnioski?

    Zapewne dla wielu mogą być bolesne. To smutne, że o przyznaniu praw rodzicielskich może decydować szczegółowość opisu szczoteczki do zębów dziecka, a o odrzuceniu porad lekarza historia „znajomej znajomej”.

    Niestety, produkowanie fake newsów to łatwa sprawa o czym sam miałem kiedyś okazję się przekonać. Z ciekawości jaki przyniesie to skutek wrzuciłem na Wykop historię o tym jak rzekomo zdradziła mnie dziewczyna, dopisując kilka ujmujących emocjonalnie szczegółów. Pisałem może 10 minut a historia była jednym z hitów w gorących dyskusjach! Kłamców ogranicza jedynie własna wyobraźnia. Ludzie, którym zależy na prawdzie tych przywilejów nie mają.

    Nie oznacza to jednak, że nie mamy szans. Wielki starożytny chiński strateg Sun Tzu wskazywał, jak ważne jest po pierwsze – dokładne rozpoznanie przeciwnika i terenu, a po drugie – narzucenie w ramach tychże własnej inicjatywy. Wszyscy ci, którzy wierzą jeszcze w istnienie tego, na czym cywilizacja zachodu została założona – prawdy - muszą przestać obrażać się na rzeczywistość i zrozumieć, że dziś to nie oni robią łaskę dla przysłowiowego janusza, że mówią. To janusz robi łaskę im, że słucha. Albo się dostosujemy, albo zginiemy.
    -------
    Moi drodzy, tym akcentem chciałem Wam wszystkim serdecznie podziękować za dotychczasowe śledzenie mojej działalności na blogu „Filozofia dla Januszy”. Jest bardzo, ale to bardzo prawdopodobne, że ten blog moooocno zmieni się pod kątem formy w najbliższym miesiącu i myślę, że wielu z Was będzie tym albo zachwycona, albo oburzona. Napiszę jeszcze co i jak, ale jeżeli uważacie, że to co do tej pory robiłem warte jest podziękowania rozważcie wsparcie poprzez podlinkowaną stronę. Widzimy się za kilkanaście dni!

    Bibliografia:
    http://atrapa.net/legendy/pomylonekoperty.htm (miejska legenda o lekarzu)
    C. Heath, D. Heath: Made to Stick: Why some ideas survive and others die

    Obserwuj: #filozofiadlajanuszy Polub: na Facebooku Wesprzyj: finansowo lub bezpośrednio na Patronite

    #zainteresowania #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama #psychologia #nauka #pseudonauka
    pokaż całość

    odpowiedzi (45)

  • odpowiedzi (48)

  • avatar

    Hej Mircy widzę, że ostatnio interesuje Was moja "branża" dlatego za ostatnią wielką pomoc jakiej mi udzieliliście postaram się odwdzięczyć zdjęciami prosto z linii frontu. Autorem jest mój kolega z pracy, który pojechał pomagać Szwedom w walce z pożarami. Pokonali około 1500 km żeby dotrzeć do celu a w tej chwili są około 30 km od celu i rozbijają obozowisko. Szwedzi witają ich bardzo serdecznie na całej drodze przejazdu, wywieszają transparenty, obdarowują jedzeniem i słodyczami. Wrzucam kilka zdjęć z trasy przejazdu, a specjalnie dla Was zdobędę zdjęcia z samej akcji gaśniczej. Przy okazji pragnę Wam wszystkim podziękować za prawie 2 i pół roku pomocy jakiej doświadczam od Was w walce z chorobą mojej córki Pauliny chorej na Stwardnienie Rozsiane. Ostatnia akcja sprzed kilku dni to był szok dla mnie...Jesteście Wielcy

    #strazpozarna #szwecja #pomagamypaulinie
    pokaż całość

    odpowiedzi (79)