•  

    #wot #kiciochpyta

    WN8.
    Wg tego np. fioletowy Unicorn zaczyna się od 2350
    http://wiki.wnefficiency.net/pages/Color_Scale

    W grze któryś mod wyświetla mi podczas gry np. 2050 już na fioletowo.

    Dodatkowo są jeszcze wskaźniki podsumowujące grę, gdzie górnym limitem WN8 jest 100 i jest on fioletowy.

    Któremu wierzyć?

    +: Cronox
    •  

      @ireks: temu którego sobie wybierzesz, ten dwucyfrowy to jest chyba xte czyli wskaźnik ogarnięcia danego gracza na danym czołgu, przy instalacji xvm wybierz sobie taką skalę kolorów jaka chcesz, a na stronie xvm wybierz znów taką jaką chcesz mieć wyświetlona w grze

      +: ireks
    •  

      @ireks: This page was last modified on 26 August 2014, at 16:02.

      Próg kolorów od zawsze się przesuwa. Teraz Zielony to jakieś 1300-1350 a tam już 1100. Dwa miesiące temu było 2050 na niebieskiego. Ten skrócony to albo xte albo skrócony wn8, czyli to samo co wyżej, tylko w skrócie. Jak bede miał chwilę to znajdę ci aktualną tabelę.

      W grze któryś mod wyświetla mi podczas gry np. 2050 już na fioletowo.

      Bo masz 8 albo 10 stopniową skalę, która jest do dupy bo zaciera różnicę między kolorami. Byle kto ma zielony, a co drugi bot żółty. Tylko 6 stopniowa!

      +: ireks
    •  

      Jeszcze dodatkowo jest w tabelce podczas gry jest czterocyfrowy gdzie 5800 nadal jest żółty. Tak żeby było łatwiej.

    •  
      B......1

      0

      @sekate: @wachaj_moja_stope_od_dolu: to co @ireks: mówi o tym wskazniku podsumowujacym gre gdzie 100 jest max i fioletowy to jest inny sposob zapisu wn8 a nie xte...

    •  

      @ireks: Nie korzystaj z WN8 w bitwie.
      WN8 jest upośledzony i o ile jakoś się sprawdza w celu sprawdzenia mniej-więcej samego gracza, tak nie daje praktycznie żadnej informacji na temat umiejętności gracza na konkretnym czołgu.

      Ktoś może być fioletowy, a siądzie akurat na maszynę, której nie będzie ogarniał i zginie jak ostatnia łajza w pierwszych minutach. Widziałem już już WN8-xTE fioleto-pomidorów z topowych klanów (najczęściej w niskotierowych czołgach), tak samo jak rerolle zupełnie odwrotne, bo statpadujące niskimi tierami (np. KW-1 z trollem na złocie), a w tej konkretnej bitwie jadące czymś wyższym, czym nie umieją grać, a muszą go robić, bo brakło wolnego expa na przeskoczenie do tego, czym umieją.

      Widzisz niebieskiego kolesia w IS-3 i myślisz, że będzie dobry w bitwie? Popatrz na ten screenshot i pomyśl jeszcze raz:

      pokaż spoiler Trzymałem sobie ten screenshot na taką właśnie okazję i w końcu się przydał - rerollo-noob jakich wiele, a których zjada na śniadanie ogarnięty człowiek bez resetu statów, mający 1300 WN8:

      źródło: i.imgur.com

      +: ireks
    •  

      @ireks: WN8 zacznąłby dobrze spełniać swoją role jeśli pokazywał by wyłacznie statystyki z ostatniego ~ 1000 bitew, oj by się rerolle podqurvili :D

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Pożar w domu rodziny Sodder

    George Sodder urodził się w 1895 roku w Tula na Sardynii i w wieku 13 lat wyemigrował do USA. Z niewiadomych przyczyn starszy brat, z którym przypłynął, wkrótce wrócił do Włoch i zostawił nastolatka samego w obcym kraju. George początkowo znalazł pracę w liniach kolejowych, gdzie przynosił wodę i zaopatrzenie robotnikom. Później pracował jako kierowca, a następnie założył własną firmę zajmującą się przewozem ładunków i węgla. W sklepie muzycznym poznał Jennie, która również była włoską emigrantką. Para wkrótce pobrała się i osiedliła w Fayetteville w Zachodniej Wirginii. Między 1923 a 1943 rokiem urodziła im się 10 dzieci.

    Wigilię Bożego Narodzenia 1945 roku rodzina Sodder spędzała bez swojego najstarszego syna, który był w wojsku. Wieczorem piątka młodszych dzieci bawiła się swoimi gwiazdkowymi prezentami, więc rodzice pozwolili im położyć się spać trochę później. Reszta domowników udała się do swoich sypialni.

    Około 24.30 Jennie obudził telefon. Dzwonił nieznajomy mężczyzna, który zaśmiał się w dziwny sposób, w tle słychać było odgłosy przestawianych szklanek. Kobieta uznała, że to pomyłka. Przy okazji zauważyła, że na dole wciąż paliło się światło, a drzwi wejściowe były otwarte. Zamknęła drzwi, zgasiła światło i położyła się spać. Nieco później obudził ją huk i odgłosy turlania na dachu, które zignorowała. Po raz trzeci obudziły ją około 1.00 kłęby dymu i płomienie. Zobaczyła Georga wynoszącego ich najmłodszą 2-letnią córkę i trójkę najstarszych dzieci uciekających przed dom.

    W budynku został 14-letni Maurice, 12-letnia Martha, 9-letni Louis, 8-letnia Jennie i 5-letnia Betty. Zapaliły się schody na piętro z ich sypialniami, więc George pobiegł po drabinę, aby dostać się do dzieci przez okno. Drabiny nigdzie jednak nie było, jakby zniknęła. Zrozpaczony mężczyzna postanowił przestawić jedną ze swoich dwóch ciężarówek z węglem bliżej ściany, aby po niej wdrapać się na piętro. Mimo, że wcześniej oba samochody działały bez zarzutu, teraz żaden z nich nie odpalił. Woda w beczkach z deszczówką zamarzła, a straż pożarna nie odbierała telefonu. George i Jennie mogli tylko patrzeć jak ich dom z piątką dzieci w środku płonie. Pożar trwał około 45 minut.

    Jeden z sąsiadów pojechał poszukać szefa straży pożarnej. Mimo, że remiza znajdowała się zaledwie dwie mile dalej, pomoc dotarła dopiero o 8.00 rano. Strażacy nie znaleźli żadnych szczątków piątki dzieci, nawet ich kości, jednak uznali je za zmarłe. Inspektor policji za przyczynę pożaru uznał wadliwe okablowanie, co było o tyle dziwne, że ozdoby świąteczne na zewnątrz budynku świeciły się jeszcze podczas pożaru.

    W miesiącach poprzedzających pożar dwie osoby groziły Georgowi, że jego dom spłonie. Pierwszą był mężczyzna, który chciał zatrudnić się w jego firmie. Po odmowie zdenerwowany nieznajomy wskazał skrzynki elektryczne znajdujące się na tyłach budynku i powiedział, że przez nie jego dom spłonie. Kilka tygodni później sprzedawca ubezpieczeń, któremu George odmówił zagroził, że „śmierć jego dzieci będzie karą za krytykowanie Mussoliniego”. Sodder był zadeklarowanym antyfaszystą. Co więcej, kilka dni przed pożarem jeden ze starszych synów widział dziwnego człowieka czającego się przy drodze i obserwującego młodsze dzieci wracające ze szkoły.

    Brak szczątków ciał sprawił, że rodzice nie uwierzyli, że ich dzieci zginęły w pożarze. W pogorzelisku można było dostrzec szkielety urządzeń kuchennych, a kości miałyby się całkowicie spalić? Pracownik krematorium powiedział Jennie, że kości zostają nawet po dwugodzinnym paleniu ciała w temperaturze 1100°C, a pożar domu trwał o wiele krócej. Co więcej, pewna kobieta zobaczyła piątkę dzieci Sodderów w odjeżdżającym samochodzie, podczas gdy ogień trawił jeszcze ich majątek. Inna widziała je rano wraz z włoskojęzycznymi dorosłymi w restauracji oddalonej o około 80 km. Jeszcze inna widziała je w swoim hotelu z Karolinie Południowej. Dzieci przyjechały z dorosłymi mówiącymi po włosku późno w nocy i wyjechały z samego rana. A to tylko początek mnóstwa informacji z całych Stanów, które miały napływać przez kolejne lata. Policja uznała jednak, że to niewystarczające dowody, aby otworzyć śledztwo. Małżeństwo Sodderów samo musiało sprawdzać każdą z tych informacji i osobiście jeździło w każde miejsce, gdzie miały być widziane ich dzieci.

    Dwa lata później, w 1947 roku, George i Jennie skontaktowali się z FBI z prośbą o pomoc, jednak ci również odmówili. Małżeństwo postanowiło wynająć prywatnego detektywa, który ustalił, że sprzedawca ubezpieczeń, który groził Sodderowi, był powiązany z biurem koronera, które ustaliło, że pożar był przypadkowy. Mężczyzna dotarł również do strażaka, który przyznał się, że w pogorzelisku odnalazł serce, które spakował do pudełka i zakopał. Detektyw odnalazł pakunek, jednak serce okazało się zwierzęcą wątrobą w stanie surowym, bez żadnych śladów ognia. Zupełnie jakby ktoś podrzucił ją po pożarze, aby zasugerować, że to część ciała któregoś dziecka, ale później się uznał, że to tylko skomplikuje sprawę i kazał strażakowi ukryć znalezisko.

    W 1949 roku w miejscu, w którym stał dom, odnaleziono niewielki kawałek ludzkiego kręgosłupa, na którym nie było jednak śladów obrażeń od ognia i należał do kogoś w wieku od 16 do 22 lat, co nie pasowało do żadnego z zaginionych dzieci. W 1952 roku przy drodze nr 16 w pobliżu Fayetteville postawiono billboard z informacją o zaginionych dzieciach i oferujący nagrodę za pomoc. Tablica stała tam przez następnych 40 lat.

    W 1967 roku, ponad 20 lat po pożarze, Jennie otrzymała pocztą zdjęcie młodego mężczyzny podającego się za Louisa. Podobieństwo między nim, a zaginionym chłopcem było spore, jednak nigdy nie udało się odnaleźć mężczyzny z fotografii. Małżeństwo powiesiło jednak zdjęcie w swoim salonie, wierząc że to ich syn. Rok później zmarł George. Jennie do końca życia nosiła czerń i wierzyła, że piątka jej dzieci nie zginęła w pożarze. Zmarła w 1989 roku.

    Źródła: didyouknowfacts.com, allthatinteresting.com, smithsonianmag.com, mentalfloss.com, news.com.au

    #historieriley
    pokaż całość

    odpowiedzi (70)

  • avatar

    Czy to normalne że mój niebieski chce się spotykać tylko raz w miesiącu mimo że mieszkamy w tym samym mieście? Twierdzi że to normalne.
    #zwiazki

    odpowiedzi (63)

  • avatar

    Telewizja jest ogólnie dla debili, ale programy śniadaniowe przebijają wszystko xD Dzień dobry TVN 20 minut temu - temat jak i czym myć zabawki. I typiara pokazuje rewolucyjny sposób czyli miska z wodą i czyści w niej klocki na wizji xD kurwa dobrze, że to pokazali bo sam bym nie ogarnął xD

    odpowiedzi (19)