•  

    W tym tygodniu trafiłem podczas comiesięcznego spotkania Dyskusyjnego Klubu Filmowego na film Backbeat opowiadający o tzw. "incydencie hamburskim" The Beatles tj. początkach ich kariery gdy pojechali dorobić sobie na kontynencie. Nigdy nie byłem szczególnym fanem tej kapeli pomimo tego że jest przez wielu jest uznawana na najlepszy zespół wszechczasów, ale z ciekawością wysłuchałem po seansie zarówno prelegenta jak i fanów czwórki z Liverpoolu.
    Niby wiedziałem, że zapoczątkowali nową epokę, wyprzedzili swoje czasy i to co pokazywali uderzało w ówczesną obyczajowość, nagle zamiast zgrzebnych walczyków ktoś podskakuje z gitarą i krzyczy: "Please Please Me" ("Proszę, spraw mi przyjemność, o tak jak ja ci sprawiam przyjemność"). Jednak jak się dowiedziałem byli innowatorami nie tylko na polu łamania kulturowych tabu, ale np. już w latach 60-tych na ich płytach była elektronika czy zastosowali sprzężenie gitarowe jako element utworu. Takich smaczków i szczegółów jest więcej, nie na darmo w historii amerykańskiego rynku fonograficznego nikt nie sprzedał więcej płyt niż The Beatles, nie na darmo zdobyli Grammy oraz Oscara, nie na darmo "do The Beatles należy najwięcej muzycznych odkryć oraz rekordów", a to wszystko pomimo tego, że nie byli wirtuozami czy tekściarzami najwyższych lotów.

    W związku z powyższym w dzisiejszym odcinku tagu #szaryrozmytyrelatywizm (tagu gdzie staram się na świętych patrzeć jak na zbrodniarzy, a na tyranów jak na aniołów :)) przyjrzę się jednemu z filarów i twórców The Beatles tj. człowiekowi, którego śmierć dla wielu skończyła pewną epokę.
    Już niedługo bo 8 grudnia będziemy obchodzić 35 rocznicą śmierci Johna Lennona. Gdy zginął komentatorzy sportowi przerywali swoją pracę: "przepraszam państwa, ale w tej chwili kompletnie nie obchodzi mnie co dzieje się na boisku, to tylko sport, są rzeczy ważniejsze", ludzie na całym świecie składali mu hołd, a cześć fanów próbowała do niego dołączyć poprzez samobójstwo (2 się udało), a na mirko nawet po tylu latach można spotkać takie wpisy jak ten: "John Lennon jest król muzyki jak Tyranozaurus Rex jest król dinozaurów".

    Lennon do dziś poza tym że postrzegany jest jako znaczący muzyk jest także ikoną pacyfizmu (piosenka „Imagine” jest uznawana za niepisany hymn pacyfistów). Są ruchy religijno-filozoficzne, które uznają go za jednego z największych proroków XX wieku. Opisuje się go jako aktywistę politycznego, który angażował się w walkę o prawa człowieka (w tym prawa kobiet). Zwrócił on Order Imperium Brytyjskiego jako protest przeciwko brytyjskiej ingerencji w konflikt na linii Nigeria – Biafra oraz wspieraniu Ameryki w wojnie z Wietnamem. Nie na darmo na okrągłe okulary popularne wśród hipisów mówimy lenonki.

    Czy w istocie był to dobroduszny idealista? Zagłębiając się w jego biografię okazuje się że bardziej chciał za takiego uchodzić niż był nim w istocie.
    Najbardziej odczuli to zapewne jego bliscy, pierwszy syn Julian był wręcz znienawidzony przez ojca (za to że jego pojawienie zmusiło go do małżeństwa i częściowej stabilizacji), Lennon poniżał go i krzyczał aż mały zalewał się płaczem, dziecku nie wolno było się nawet zaśmiać w obecności ojca bo drażnił go jego śmiech.
    Żony (nie tylko pierwsza, ale także i Yoko Ono) także nie miały różowo gdyż ich luby odreagowywał często stresy tłukąc je (do czego sam też się przyznał). Zresztą niezbyt często przyznawał się do takich spraw gdyż lubił podkolorowywać fakty; zatajał pierwsze małżeństwo, mówił o nagłej miłości od pierwszego wejrzenia do Oko podczas gdy wcześniej ona przez wiele miesięcy go nagabywała, a gdy z powodu heroiny nie mógł już funkcjonować zawodowo w zespole twierdził, że odszedł ponieważ chciał być artystą awangardowym, a nie jak oni zbliżać się do popu.
    Jego działalność polityczna też nie jest aż tak imponująca wypowiedzi w prasie które firmował swoim nazwiskiem były redagowane przez innych, a spore sumy pieniędzy, które przeznaczał na organizacje "pożytku publicznego" szły na Czarne Pantery (radykalna organizacja występująca zbrojnie w obronie czarnych, uznawana nawet za terrorystyczną) i inne tego typu ugrupowania.
    Głosił tezy, które wyśpiewywał w Imagine: "Imagine no possessions”, „Imagine no religions", podczas gdy sam lubił opływać w zbytki i miał obsesję na puncie New Age, medytacji, I-Ching i astrologii.
    Aż Chciało by się zacytować naszego rodzimego artystę reprezentującego biedę:

    Gdybyś był taki jak w tekstach, szanować bym cię nie przestał. Ale, taki nie jesteś i to już inna kwestia

    Można by też chyba rzecz, trawestując Gombrowicza, że John Lennon wielkim muzykiem był,... ale tylko muzykiem.

    na zdjęciu praska ściana Lennona, przedziwne dzieło które powstało na ścianie franciszkańskiego klasztoru zaraz po śmierci Johna i żyje do tej pory, zaczęło się od jednego napisu "John Lennon 1940-1980", a stało się miejscem wyrażania myśli i tęsknoty do wolności i miłości, mnie także udało się tam zajść w tym roku;

    #szaryrozmytyrelatywizm
    #ciekawostkiantrosa #muzyka #biografie #johnlennon
    #grafitii #film

Gorące dyskusje ostatnie 12h