•  

    Właśnie skończyłem grać w Star Wars: Dark Forces.

    Zacznę od grafiki - nie jest najlepsza, wiadomo, w końcu to gra z 1995 roku. Generalnie jednak daje radę, łatwo można rozpoznać przeciwników, wszystko jest czytelne, a modele broni prezentują całkiem, całkiem, choć zajmują sporo ekranu. Filmiki pomiędzy misjami trzymają się dobrze nawet dzisiaj. Dźwięk jest bardzo dobry, jak na grę z uniwersum Star Wars przystało. Za to muzyka jest okropna. Po prostu fatalna. Bardzie przypomina jakieś popiskiwania w formacie midi niż muzykę. Wiek produkcji nie jest tu usprawiedliwieniem, bo takie Legacy of Sorasil z 1994 r. miało fantastyczną oprawę muzyczną.

    Najbardziej się martwiłem tym, że gra nie zapewnia pełnego wsparcia myszy, a konkretnie nie można za jej pomocą patrzeć w górę i w dół. W praniu wyszło to lepiej niż się spodziewałem. Duża w tym zasługa częściowego auto-aima. W grę grało się bardzo dobrze i miałem sporo radochy podczas jej przechodzenia. Rozgrywka często była szybka i nieraz dostałem serią blastera prosto w twarz. Generalnie zasada jest taka, że jak się nie ruszasz to już po tobie :) Skoro o blasterze mowa, to strzelanie z niego było najbardziej satysfakcjonujące ze wszystkich gier Star Wars, w jakie grałem. Zresztą wszystkie bronie są ciekawe i dopracowane. Muszą takie być, bo w tej grze moc nie występuje, nie używa jej żadna postać z gry.

    Kiedy nie strzela się do wrogów, to rozwiązuje się różne łamigłówki. Te są z reguły naprawdę pomysłowe. Przyznaję, że brakuje mi tego typu rzeczy w nowych produkcjach. Czasem tylko zagadki są męczące, bo trzeba łazić po całym poziomie. A ten potrafi być bardzo rozbudowany. Wszelkie windy, ruchome schody, taśmy, piętra itd. urozmaicają pokonywanie kolejnych wrogów. W dodatku poziomy różnią się często mocno od siebie - jest np. statek przemytników, kopalnia, kanały ściekowe (brr), czy oczywiście Nar Shaddaa. Sprawę dodatkowo komplikuje cały arsenał przedmiotów potrzebnych do pokonywania kolejnych przeszkód. To wszystko razem wzięte jest naprawdę imponujące.

    By nie było za słodko pewne rzeczy potrafią zirytować. Wieżyczki strażnicze to kilka pikseli, które trudno odróżnić od otoczenia, a jeszcze trudniej trafić, same zaś potrafią zabrać sporo zdrowia. W jednej z misji łamigłówka wymagała cofnięcia się przez niemal całą planszę i odpowiedniego ustawienia pewnych rzeczy, mocno oddalonych od siebie. I to wszystko na podstawie jednego, małego rysunku. Następnie początek jednej z misji to walka ze stworem, gdzie dosłownie 'przenikamy' przez niego, a on nas tłucze. Wreszcie trudno czasem zobaczyć, gdzie możemy zeskoczyć, a gdzie nie, co może się skończyć fatalnie. Generalnie to wszystko nie byłoby takie złe gdyby nie to, że nie można zapisywać w trakcie pokonywania poziomu. Źle skoczyłeś? No to cały poziom od początku albo trać życie.

    Generalnie bawiłem się świetnie. Zagrać Katarnem, kiedy jeszcze nie był Jedi to była gratka. O dziwo gra nie była taka trudna - przeszedłem całą na poziomie normalnym. Nie dotyczy to ostatniego poziomu, ten naprawdę dał w kość :)

    Rany, mini recenzja mi wyszła.

    TL;DR - gra jest miodna, ale ma swoje problemy.

    #jedi #staregry #starwars #gry

    źródło: df.png