•  

    Jest 6 września 2095 roku. Kilka minut temu wybiła północ. W Krakowie panuje bezwzględna cisza, chociaż nikt nie śpi. Na ulicach nie ma samochodów, nie jeżdżą autobusy ani tramwaje, wszystkie latarnie się świecą. Puste budynki oświetlane przez reflektory patrolujących helikopterów stoją jak dumne pomniki, czekając. Tej nocy oczy całego świata skierowane na opuszczone miasto. O 1:50 lokalnego czasu w Kraków uderzy asteroida.

    Już miesiąc wcześnie było wiadomo, że obiekt 2010RF12 zderzy się z Ziemią gdzieś na szerokości geograficznej 50 N. Tydzień później szacunki wskazywały na długość geograficzną 15-25 E. Tydzień przed kolizją pewne było, że zderzenie nastąpi gdzieś w aglomeracji krakowskiej. Rzecz jasna, media informacyjne od miesięcy żyły tylko tym wydarzeniem. W ostatnich dniach pojawiły się grafiki prezentujące skalę potencjalnych zniszczeń [klik!] w przypadku uderzenia meteorytu w samo centrum miasta (kolejne okręgi są szacunkowym obszarem zniszczeń: wewnętrzny obejmuje uszkodzone budynki, a wewnątrz zewnętrznego fala uderzeniowa wybije wszystkie szyby w oknach). Skalista asteroida o masie ponad tysiąca ton wybuchnie w powietrzu, tuż przed uderzeniem w ziemię, wyzwalając energię równoważną pół kilotony TNT.

    Czy to tylko fatalistyczna wizja mało prawdopodobnej przyszłości? Nie do końca. Asteroida 2010RF12 istnieje naprawdę. Znajduje się na liście ponad 500 obiektów wysokiego ryzyka, tj. takich których szansa na kolizję z Ziemią jest większa niż 0.00000001%. Obiekt 2010RF12 zbliży się do Ziemi na odległość kilkudziesięciu kilometrów od powierzchni właśnie 6 września 2095 roku. Prawdopodobieństwo zderzenia wynosi 6.25%. To bardzo dużo. Co z innymi zagrażającymi nam obiektami?

    Inna asteroida, 410777 2009FD, zbliży się do Ziemi 29 marca 2185 roku. Szansa na kolizję wynosi tylko 2.7 ‰, ale ten obiekt ma średnicę 470 metrów. Dla porównania, 2010RF12 ma jedynie 9 metrów. Meteoryt czelabiński miał około 17 metrów średnicy. Jeśli 410777 2009FD zderzy się z Ziemią, kolizja wyzwoli energię większą od jednej megatony TNT. To jest porównywalne z największymi wybuchami bomb jądrowych. W tym świetle 2.7 ‰ staje się niebezpiecznie wielką wartością.

    Europejska Agencja Kosmiczna parę dni temu zaktualizowała listę Obiektów Bliskich Ziemi ("NEO") uzupełniając ją do ponad 13500 pozycji. 507 z nich to obiekty wysokiego ryzyka, które znamy względnie dobrze. Jak się jednak okazuje, część obiektów możemy odkryć dopiero wtedy, jak już wlecą w atmosferę Ziemi, czyli nieco za późno. Tak było w przypadku meteorytu czelabińskiego. Nie wspominając nawet o katastrofie tunguskiej.

    Czasami mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Przykładowo, w 1972 roku nad USA oraz Kanadą widać było wielki bolid [klik!]. Tego dnia 10-metrowej średnicy asteroida US19720810 ślizgiem przez atmosferę minęła Ziemię w odległości 57 kilometrów. Bardzo niedawno, bo w 2006 roku, nad liczącym 13 milionów mieszkańców Tokio przeleciał 100-kilogramowy kosmiczny głaz, który minął metropolię w odległości zaledwie 71 kilometrów. Obiekt odbił się od atmosfery i poleciał dalej. Być może kiedyś znów się z nim spotkamy.

    Zdecydowana większość obiektów nam zagrażających to asteroidy z grupy Apollo. W jej skład wchodzą małe ciała niebieskie krążące względnie blisko Słońca. Pośród tych małych obiektów można znaleźć zarówno okruchy o średnicy pojedynczych metrów, jak i takie, które są odpowiedzialne za powstanie krateru Barringera [klik!] (USA) albo kraterów Clearwater [klik!] w Quebecku (Kanada). Szacuje się, że codziennie na Ziemię opada ponad 200 ton kosmicznych śmieci. Większość takiego pyłu nie dociera do powierzchni, ale co większe kawałki zdarzające się co kilka lat, jak najbardziej mogą. Zobaczcie sami, jak wiele tego się dookoła nas kręci: [krótki film] (autorem animacji jest Scott Mannley; tak, ten od Kerbali).

    Stajemy przed poważnym pytaniem: jak się obronić przed zagrożeniem? Przede wszystkim, trzeba wiedzieć o istnieniu niebezpiecznego obiektu. Na szczęście, w półświatku astronomicznym rośnie moda na badanie Obiektów Bliskich Ziemi i przeznacza się coraz więcej funduszy na rozwój programów odkrywających i badających bliskie asteroidy. Rośnie również świadomość społeczna: nawet KGHM w swoich długoterminowych planach uwzględnia rozwój technologii pozyskiwania surowców z asteroid (chociaż brzmi to dziś jak mrzonka science-fiction). Aby oddalić zagrożenie, można próbować wyposażyć asteroidę w żagiel słoneczny [klik!]. Wiatr słoneczny powinien powoli zmienić trajektorię niebezpiecznego obiektu. Inną opcją jest pomalowanie asteroidy na czarno tak, żeby trajektoria obiektu była zmieniona przez efekt Jarkowskiego. Pomysłów jest wiele. Należy zacząć je testować, by móc wziąć sprawy w swoje ręce, nim będzie za późno.

    Na koniec słowo pocieszenia: już we wrześniu tego roku planowana jest pierwsza misja zaprojektowana od początku do końca do zbadania jednego z obiektów wysokiego ryzyka. NASA wysyła sondę na asteroidę Bennu. W tym roku wszyscy śledzimy misję Osiris-Rex!

    Poniżej załączam obrazek przedstawiający bolid widziany nad Warszawą 30 stycznia 1868 roku. 9-tonowy meteoryt spadł 60 km na północ od miasta, uprzednio rozsypując się na prawie 70 tysięcy kawałków. Dziś znany jest jako meteoryt Pułtusk.

    ----------------------------------------------------------------
    Takie rzeczy tylko w #astronomiaodkuchni ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■
    Ponadto: #astronomia #kosmos #ciekawostki a nawet trochę #opowiadanie :)

    źródło: Meteoryt-pułtuski.Warszawawidok-z-ul.Dobrej.jpg

    +: M....s, Elthiryel +323 innych