•  

    Mass Effect – moje wrażenia z ponownego przejścia gry.

    Prolog

    Wprawdzie ME 1 ma już prawie 10 lat, ale i tak ostrzegę – cały wpis to jeden, wielki spojler. SPOJLER.

    Nie będę się wdawał w szczegóły odnoście fabuły gry, tutaj odsyłam do świetnej serii artykułów
    Shamusa Younga - Mass Effect.

    Intro

    Gier rpg cfi-fi zrealizowanych w całości albo w części w kosmosie powstało w historii bardzo niewiele. Ze starszych pozycji wymienić mogę Albiona i Anachnonox. Nic dziwnego zatem, że zamiar wydania gry w tym settingu przez Bioware wzbudziło wielkie zainteresowanie. Mass Effect 1 miał swoją premierę w 2007 roku, początkowo jedynie na konsolę xbox 360, co było to efektem współpracy z Microsoftem. Na pc gra ukazała się dopiero pół roku później.

    Mass Effect 1, czyli budujemy sobie świat.

    System rozwoju postaci w ME 1 jest prosty. Trzeba przy tym pamiętać, że jest to action rpg, czyli oprócz naszych statystyk w walce liczą się także nasze umiejętności. Na wszelki wypadek powtórzę to jeszcze raz – action rpg, nie mieszamy do dyskusji klasyków crpg, trochę inna bajka. Bo wyboru jest 6 klas i paręnaście umiejętności w każdej z nich, co stanowi przyzwoite urozmaicenie rozgrywki. Można się trochę pobawić zdolnościami niebojowymi, jak urok/zastraszanie, otwieranie zabezpieczeń za pomocą deszyfracji i elektroniki, czy pierwsza pomoc. Co mnie bardzo cieszy to to, że system jest też przejrzysty, generalnie od początku widać, co daje każde przeznaczanie punktów. Dzięki temu można sobie rozplanować cały rozwój. Nie mam osobiście jakiejś ulubionej klasy, wszystkimi dobrze mi się grało. Są one trochę niezbalansowane, adept wyróżnia się na tle pozostałych, ale żadna to ujma. Balans zabija często frajdę moim zdaniem. Zdołałem podczas swojego przejścia gry wbić na 56 poziom na 60 możliwych, przy czym skorzystałem niemal z całego arsenału środków, by zdobyć jak najwięcej doświadczenia. Z 12 umiejętności (urok/zastraszenie traktuję jako jedną) rozwinąłem w całości 6, jedną prawie całą, w dwóch miałem braki, 3 nie rozwinąłem wcale albo prawie wcale. To dobrze, czyli system nie jest dla picu i nie dość, że jest się ograniczonym klasą, to jeszcze trzeba z czegoś zrezygnować i wybrać swoją drogę rozwoju. Jedynie irytował mnie brak informacji o szczegółach klasy przy jej wyborze. Bioware postanowiło powiązać celność ze statystykami, a nie tylko umiejętnościami gracza. Taki zabieg był już stosowany w przeszłości i wywoływał mieszane reakcje. Mi tam się podoba, z biegiem czasu czuć wyraźnie różnicę w komforcie posługiwania się bronią w trakcie rozwoju postaci. Miło te że dostęp do broni nie jest sztucznie ograniczony jakąś klasą, czy inną bzdurą.

    Już na samym początku twórcy gry dbają o odpowiednią atmosferę – sposób tworzenia postaci, mam tu na myśli całą procedurę odtwarzanie profilu, zdjęcia głównych bohaterów gry w menu i dobrze dobrany utwór przewodni. Skoro przy muzyce jesteśmy, to jest ona po prostu świetna, wspaniała i wyraźnie przyczyniła się do sukcesu gry. Serio, muzyka w grach rpg jest bardzo ważna, często stanowi ona istotny element w tym, czy sama gra nas wciągnie, odda klimat settingu, lokacji w grze czy określonych wydarzeń. Kompozytorzy – Jack Wall, Sam Hulick, przy wsparciu Richarda Jacquesa i Davida Katesa – odwalili kawał dobrej roboty. Co więcej, część utworów dobrze słucha się nie tylko w grze, ale też poza nią, jak np. Uncharted Worlds, czy majstersztyk - Vigil. Dźwięk też jest dobrze dobrany. Wszystko razem udanie oddaje klimat sci-fi i kosmosu. Dodano efekt ziarna, grafika stoi na przyzwoitym poziomie, tylko pierwotne tekstury są często kiepskiej jakości (jest na to mod), dynamiczne oświetlenie działa kiepsko.

    Skoro o nim mowa to pojawia się pewien problem – nie jest to bowiem zbyt fascynujące miejsce, jeżeli mu się przyjrzeć tak z bliska. Jak w takim razie wypada eksploracja w ME 1? Osobiście - bardzo mi się ona podoba. Dobrze oddało uczucie pustki kosmosu. Jest on niebezpieczny, martwy, nieprzystępny i groźny, żadnych kolorowych drzewek, żadnych przyjaznych stworków (no, prawie). Na szczęści to arpg, czyli jest co robić na powierzchni planet – walka z bandytami, misje poboczne, zasadzki, miażdżypaszcze i sporo innych, sprawiających frajdę spraw. Trudno żeby w takiej grze dołączono jakąś mechanikę gry oddającą prawa fizyki. Mimo to geologia planet jest zróżnicowana, one same są opisane z podaniem danymi odnośnie atmosfery, grawitacji itp., wyglądają też fantastycznie. Muszę oddać Bioware, że potrafi ona jak mało kto stworzyć iluzję głębi. Świetnie to widać też na przykładzie Cytadeli, która stanowi kontrast z większością odwiedzanych lokacji – sprawia ona wrażenie przyjaznej, przystępnej i spokojnej. Bardzo mi się to podoba.

    Na wrażeniach wizualnych budowa świata się zresztą nie kończy. Scenarzyści wyszli z siebie i odwalili kawał dobrej roboty. Tyle tekstu co w leksykonie ME 1 nie widziałem jeszcze w żadnym innym arpgu. Przy wpisach widać, że autorzy nie tylko wymyślali pewne rzeczy, ale też starali się odpowiadać na pytania, dlaczego pewne sprawy mają się tak, a nie inaczej. Nie zawsze im się to moim zdaniem udało, ale doceniam starania. Przyznam, że przeczytałem cały leksykon i w pewnym momencie poczułem się nawet zmotywowany do tego, by sprawdzić czym jest heliopauza, a to zawsze dobry znak, kiedy gra zachęca do refleksji, czy poszerzenia swojej wiedzy. Generalnie jest coś niezwykłego w tym wszystkim – cała ta otoczka, wygląd planet, Cytadela, Feros, Noveria, wszystkie rasy, podróże galaktyczne, to, że postacie muszą zakładać skafandry ochronne, że istnieje zagrożenie zimnem/ciepłem na części powierzchni planet.

    Co do Fabuły szybko sobie ją (niestety) przypomniałem i uważam, że jest ciekawa. Wróciły wspomnienia o stopniowym odkrywaniu prawdy o tym, co się dzieje i jak czerpałem z tego satysfakcję. Dialogi są jakości Bioware, czyli niezbyt rozbudowane, ale pełnią swoją rolę. Często można się dowiedzieć więcej rzeczy na dany temat, wtrącić uwagę, czy wybrać jak się sprawy potoczą. Ku mojemu zdziwieniu przeszłość Sheparda to nie tylko parę ładnych słów na wstępie i fragment biografii, ale pojawia się w dialogach do końca gry i wiążą się z nią określone kwestie. Zawsze to miła odmiana od wielu innych rpgów, gdzie mamy sobie sami wmawiać, że ma ona jakieś znaczenie, a mechanizmów do odnotowywania tego w grze brak.

    Odnośnie naszych towarzyszy – Garrus to prawdziwy kumpel, każdy by takiego chciał. Wrex jest w porządku, Liara stanowi pewna odmianę w tej całej grupie zabójców, Ashley i Kaidan o dziwo nie irytują, nadają pewną dynamikę atmosferze pierwszych kroków ludzkości w społeczności galaktycznej. Tylko Tali mi odstawała, za wiele prawi o swojej rasie, a za mało jej własnych opinii i przemyśleń. Co do lokacji – Cytadela to duży hub i warto do niego wracać w tracie rozgrywki, by zobaczyć, co nowego tam czeka. Są też windy. Ten ukryty ekran ładowania ma parę innych celów – służy do budowania świata gry, informuje o konsekwencjach naszych czynów, dochodzi w nich do interakcji członków załogi, bez naszej inicjatywy. Pozwala ich przez to lepiej poznać. Do Noverii i Feros można wracać po misjach, ale nic się tam już nie dzieje. Therum i Virmire służą tylko jako spore poziomy, przy czym ten drugi bardzo mi się podobał – było parę dobrych momentów z CnC, można było dostać się do celów innymi drogami, sam szturm na bazę i generalnie wygląd lokacji.

    Jeżeli ktoś uważa, że ME 1 to corridor shooter ,to się myli. W tej grze osłony służą raczej do chwilowego uniknięcia ostrzału i naładowania tarcz. Na wyższych poziomach trudności wrogowie używają granatów, mocy, szarżują na nasze pozycje, wciągają nas na ich teren. Ich ilość jest całkiem zróżnicowana i z wyjątkiem Gethów nie ma raczej frakcji jako takich, są Kroganie, Raknii, przemytnicy, zabójcy i wiele innych. Co mi się jeszcze podoba - w żadnej innej grze nie można się podkraść do placówki na jakiejś planecie, po czym zlikwidować obstawę ze snajperki, ze szczytu góry. Albo pobawić się Mako w rozjeżdżanie wrogów na księżycu, gdzieś na końcu wszechświata. Co mnie bardzo cieszy to to, że można sobie wyjąć i schować broń w każdym momencie. Ma to zresztą swój cel – nigdy nie wiadomo, kiedy będzie trzeba walczyć. Na przykład zabójcy na Cytadeli kompletnie mnie zaskoczyli.

    Nie jest jednak znowu tak wszystko idealnie. Wspomniałem już, że iluzja głębi jest na najwyższym poziomie. I musi taka być, bo poziomy są naprawdę proste. W dodatku wnętrza lokacji przy misjach pobocznych mało się różnią między sobą i w końcu się szybko nudzą. Skoro już narzekam to władowanie mini-gry przy wielu czynnościach jest irytujące, na szczęście można ją później pomijać za pomocą omiżelu. Ekwipunek jest zróżnicowany i zapewnia sporo opcji, ale zarządzanie nim w końcu staje się katorgą, a zmiana broni/pancerzy etc. jest mało wygodna. Za mało jest też konsekwencji naszych czynów. Owszem – kiedy się już pojawiają, to wygląda to nieźle, jak z Wrexem, na Vimirze, ostateczne rozwiązanie sprawy Feros, czy czekanie z ratunkiem Liary na sam koniec. W związku z przenoszeniem sejwów na wiele innych rozwiązań trzeba czekać do kolejnych części.

    DLC – Bring Down the Sky

    Ten dodatek to jedna z moich ulubionych misji w ME. Jest tu w zasadzie wszystko – uniwersum powiększyło się o nową rasę, Mako, piękne widoki, sporo strzelania, eksploracja po asteroidzie. Wprawdzie 3 pomieszczenia to nieco zmienione pomieszczenia z podstawki, jednak główna arena walki to zupełnie nowa lokacja. Wrogów jest sporo i są zróżnicowani, mamy do wyboru dwie opcje rozwiązania sprawy i dostajemy nagrodę za wykonanie zadania – dobry dodatek, na pc zresztą od początku był za darmo.

    Outro

    Mass Effec t 1 początkowo nie cieszył się tak wielkim sukcesem. Winowajcą były problemy techniczne wersji na konsolę, przede wszystkim bugi i spore spadki fps. Przeciągnięta w czasie premiera na pc też nie pomogła grze. Z wielkiego szumu wynikły tylko 4 tytuły gry roku (o dwa więcej niż Wiesiek). Z czasem zdobyła sobie ona uznanie. Na forach trwały gorące dyskusje – co dalej będzie z Raknii? Jak zostanie rozwiązana kwestia Rady? Jakie to ciekawe przygody czekają Sheparda jako Widmo? Fani narzekali także na windy w grze, na sterowanie Mako i na zarządzanie ekwipunkiem. Jak sobie z tym Bioware poradziło? Jakie usprawnienia wprowadziło? To temat na kolejną historię ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #masseffect #gry

    źródło: ranklogos.com

    +: paincreator, n.....8 +23 innych