•  

    Krzesimów - obóz gorszy niż Majdanek
    Ciekawa #historia #4konserwy #komunizm #nkwd
    w czerwcu prawdopodobnie #duda będzie

    Komuniści najpierw urządzili w Krzesimowie miejsce kaźni, potem robili wszystko, by świat o nim zapomniał. Teraz, według mieszkańców, historia się powtarza. Tylko w imię demokracji i swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

    Krzesimów, senna wioska 25 kilometrów od Lublina. Dopiero wyjeżdżając z miejscowości można zauważyć to, co w niej najciekawsze. XIX-wieczny pałac, zabudowania folwarczne oraz tablicę kierującą do cmentarza ofiar obozu NKWD i UB, a dalej do cmentarza wojennego i mogił lotników polskich. Kilka razy w ciągu dnia nad Krzesimowem przelatują samoloty tanich linii lotniczych szykujące się do lądowania w pobliskim Świdniku, gdzie kilka miesięcy temu otworzono pierwsze na Lubelszczyźnie lotnisko.

    Długie lata milczenia

    Józef Baran w Krzesimowie mieszka od prawie pół wieku. – Za komuny to było niewidoczne miejsce, zalesione. Dopiero jak nastała Solidarność, postanowiono to miejsce godnie upamiętnić, ukłonić się ofiarom, których krew została tu przelana za naszą wolność – mówi Józef Baran pokazując teren dawnego obozu pracy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który funkcjonował w Krzesimowie w latach 40. ubiegłego stulecia.

    Rzeczywiście, przez lata rządów komunistów robiono wszystko, by o Krzesimowie, jednym z czterech– obok Warszawy, Jaworzna i Potulic - Centralnych Obozów Pracy, dowiedziało się jak najmniej osób.

    – Po wojnie oprawcy zamieszkali w tych okolicach. Dlatego ludzie bali się mówić głośno o tym, co tu się działo – mówi prof. Tomasz Panfil, historyk z KUL.

    Dopiero remont drogi w drugiej połowie lat 90., podczas którego wydobywano masowo szkielety, odsłonił tragiczną historię tego miejsca. W końcu w miejscu kaźni stanął pomnik. Dziś towarzyszy mu las mogił, o którym mieszkańcy mówią: dolina krzyży.

    Gorzej niż na Majdanku

    Jak podkreśla prof. Panfil w przypadku obozu krzesimowskiego więcej jest znaków zapytania niż niż opartej na źródłach wiedzy. Tym bardziej, że nielicznie zachowane dokumenty pozostawiają wątpliwości. – Oficjalny okólnik Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego datuje powstanie obozu na kwiecień 1945 roku, a z dokumentów więzienia na Zamku Lubelskim wynika, że więźniowie z Lublina byli transportowani do Krzesimowa już w listopadzie 1944 roku. Wiadomo też, że płot obozu był stawiany w październiku 1944 roku, więc obóz powstawał dużo wcześniej niż mówią o tym oficjalne dokumenty – opowiada prof. Panfil.

    Nie zachowały się też pełne dane dotyczące liczby więźniów i ofiar obozu. - W skorowidzu do zmarłych jest ponad 470 nazwisk. Z numerów ewidencyjnych zmarłych więźniów wynika, że do obozu trafiło powyżej 2 tysięcy ludzi. Ale też nie można z całą pewnością stwierdzić, że nie było więcej więźniów, że nie było innych skorowidzów i list ewidencyjnych więźniów. To co wiemy o obozie w Krzesimowie to dedukcja - zauważa prof. Tomasz Panfil. Ostrożnie szacuje, że mogło tam zginąć ok. 2 tys. osób.

    Kierownictwo obozu znajdowało się w XIX-wiecznym pałacu, w którym dziś mieści się Dom Pomocy Społecznej. Nie ma jednak pewności kto zarządzał obozem. - Nie wiadomo kto kierował obozem, nie znamy żadnych nazwisk. Świadkowie pamiętają jedynie, że ich oprawcy mówili po rosyjsku, więc jest to prawdopodobne, że stacjonowało tam NKWD, a dokumenty w tej sprawie mogą znajdować się w Moskwie - dedukuje prof. Panfil.

    Więźniowie w obozie byli przetrzymywani w znacznie gorszych warunkach niż na Majdanku. W przeciwieństwie do niemieckiego obozu koncentracyjnego, w Krzesimowie nie było żadnej opieki lekarskiej. - To straszne, ale hitlerowcy bardziej dbali o więźniów na Majdanku, niż komuniści o tych w Krzesimowie - mówi prof. Panfil.

    Śmieci na grobach?

    Mimo tragicznych wydarzeń Krzesimów nigdy nie przebił się do martyrologicznej świadomości, nie tylko Polaków, ale nawet mieszkańców Lubelszczyzny.

    Teresa Lato z pobliskiego Piotrówka: - Komuniści traktowali to jak miejsce na uboczu i próbowali wymazać z pamięci mieszkańców to, co tutaj zrobili. Mieli nawet pomysł by niedaleko dawnego obozu usytuować śmietnisko. Po latach z podobnym pomysłem przyszła do nas legalnie wybrana władza.

    Chodzi o wydarzenia z początku 2011 roku. Wtedy też, starosta świdnicki, ówczesny właściciel kilku działek gminie Mełgiew, w której leży Krzesimów złożył wniosek o przekształcenie jednej z nich na działalność komercyjną z możliwością prowadzenia działalności uciążliwej. Taki manewr jest potrzebny, bo inwestycją w gminie zainteresowana była spółka Remondis Świdnik, która chciała wybudować w okolicach Mełgwi swoją siedzibę. Firma jest częścią niemieckiego imperium śmieciowego. Remondis to największy tego typu zagraniczny koncern w Polsce. W całym kraju ma ponad 30 spółek i oddziałów.

    Rok temu świdnicka spółka kupuje nieprzekształconą jeszcze działkę. Chodziło o ponadhektarowe pole, sąsiadujące z „doliną krzyży”, przez lata służące jako plac buraczany. Remondis płaci 400 tys. zł. To kilkanaście razy więcej niż ceny podobnych gruntów w tej okolicy.

    Spółce nie przeszkadzało nawet sąsiedztwo „doliny krzyży”. – Tam były chaszcze, trawa rosła po pas, walały się butelki po alkoholu. Nasza inwestycja była jedyną szansą na to by „dolina krzyży” została godnie upamiętniona, a pomnik zachowany. Jako przyjaźni sąsiedzi chcieliśmy to miejsce odnowić, wybudować alejki, postawić ławki, podciągnąć oświetlenie – przekonuje Krzysztof Falenta, prezes Remondisu.

    Wkrótce plany firmy dotyczące inwestycji w Krzesimiowie opisuje lokalny tygodnik „Nowy Tydzień”. Wtedy mieszkańcy przeżywają szok. Okazuje się bowiem, że pobliżu miejsca kaźni ma stanąć sortownia śmieci. – W dodatku nikt do dziś nie ma pewności czy na dawnym placu buraczanym nie chowano ofiar krzesimowskiego obozu – oburza się Wanda Kuczyńska, która razem z Teresą Lato postanowiła założyć komitet protestacyjny.

    Jej słowa potwierdzają m.in. historycy z Instytutu Pamięci Narodowej i prof. Panfil. To miejsce nigdy nie zostało przebadane przez archeologów, więc nie można wykluczyć, że mogiły rozsiane są na działce Remondisu.

    Krzysztof Falenta przekonuje jednak, że z relacji świadków wiadomo, że na spornej działce od czasów przedwojennych do lat 70., kiedy wybudowano tam plac buraczany, rosło zboże. - Przez tyle lat nikomu to nie przeszkadzało, choć pewnie tamten smród wysłodków był większy niż sortownia suchych odpadów – mówi Falenta. Ale podkreśla, że nawet jeśli okazałoby się, że na działce Remondisu znajdują się pochówki firma odpowiednio by się nimi zajęła. – Przecież niedawno przeniesiono cały cmentarz wojenny znajdujący się na obecnie istniejącym lotnisku w Świdniku. Poza tym jednym wielkim cmentarzem jest Warszawa, a jakoś tam sobie radzą z budową metra – podkreśla Falenta.

    List do prezydenta

    Protesty mieszkańców powodują jednak, że radni z gminy Mełgiew, w której leży Krzesimów, nie decydują się przyspieszenie zmian w planie zagospodarowania przestrzennego terenu.

    Sam wójt jest bezradny, bo w tej sprawie nie ma poparcia większości w radzie. – Radnym chodzi o spektakl, a nie o dobro gminy – mówi Wacław Motyl.

    Wanda Kuczyńska: - Działalność firmy Remondis zakłóci spokój tego miejsca – szczególnego na mapie Polski.

    O sprawie robi się coraz głośniej, tematem interesują się politycy. - Krzesimów jest jednym z wielu zapomnianych miejsc stracenia polskich patriotów, którego nie potrafimy godnie uszanować. To bolączka całego państwa, rządu, że nie potrafimy rozwiązywać tego typu problemów – mówi poseł Józef Rojek z Solidarnej Polski, który jedno ze swoich zapytań poselskich poświęcił właśnie sprawie Krzesimowa.

    We wrześniu 2012 roku Wanda Kuczyńska pisze w tej sprawie list do prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jego kancelaria odpisuje jej, że nie może podjąć bezpośredniej interwencji, ale sprawą zainteresowała m.in. Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

    Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Lublinie zauważa, że projekt śmieciowej działalności w tym miejscu nie uwzględnia wymogów ochrony środowiska. Przeciwny inwestycji „w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca, w którym spoczywają szczątki ofiar terroru komunistycznego” jest Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Lublinie.

    O taki rozwój sprawy pretensje do wójta gminy Wacława Motyla ma prezes Remondisu. – Zostałem oszukany – mówi prezes Falenta. I wyjaśnia, że kupno akurat tej działki w Krzesimowie było przypadkiem. - Wójt zaproponował nam kilka lokalizacji na terenie gminy. Ostatecznie wybraliśmy działkę w Krzesimowie. Nie znając topografii gminy sam bym tej lokalizacji nie wymyślił. Nawet nie przypuszczałem, że wybierając tą działkę będą takie problemy. Przecież nie wikłałbym się premedytacją w takie polityczno-patriotyczne rozgrywki – tłumaczy Falenta.

    Biura w miejsce sortowni?

    Tymczasem na początku roku Remondis zmienia taktykę. Ogłasza, że rezygnuje z sortowni. W Krzesimowie ma powstać tylko biurowiec z garażami i magazynami. Mieszkańcy obawiają się, że to tylko pretekst by wejść do Krzesimowa z inwestycją śmieciową.

    Prezes Falenta: Ten pomysł już dawno upadł. Posądzanie mnie, że pod pretekstem chcę wybudować tzw. inwestycję śmieciową jest totalnym absurdem ponieważ w planie zagospodarowania przestrzennego można zakazać prowadzenia na danej działce np. działalności związanej z sortowaniem, czy kompostowaniem odpadów. Niestety do protestujących i radnych żadne argumenty nie przemawiają.

    Przeciwnicy inwestycji tłumaczą, że ich wątpliwości budzi proces opracowywania planu zagospodarowania przestrzennego terenu.

    Teresa Lato: - Przebiega niezwykle opieszale i jest przygotowywany pod potrzeby firmy Remondis za pełną aprobatą wójta.

    W sierpniu 2012 roku okazało się, że biuro projektowe przygotowało kilka wersji planu. I znów pojawił się szok. - Na jednej z nich działka Remondisu została oznaczona literą „P”, co według rozporządzenia ministra transportu i infrastruktury dopuszcza prowadzenie działalności przemysłowej – wyjaśnia Konrad Wysłocki, jeden z przeciwników inwestycji Remondisu.

    - Nic kontrowersyjnego się tam nie dzieje. Plac buraczany zostaje – szła w zaparte na niedawnej sesji rady gminy w Mełgwi, Elżbieta Mącik, której biuro projektowe zajmuje się zmianami planistycznymi w gminie.

    - To celowe wprowadzanie radnych w błąd – nie ma wątpliwości radny Paweł Chyła.

    Protestujący przypominają też, że kilka lat temu Mącik pożegnała się z pracą planistki w lubelskim ratuszu w atmosferze skandalu. Okazało się bowiem, że podległym jej wydziale urzędnicy wydawali deweloperom pozwolenia na budowę na podstawie planu, który… nigdy nie obowiązywał. Sprawa otarła się nawet o prokuraturę, ale ta uznała, że doszło do urzędniczych zaniedbań, a nie do przestępstwa.

    Prace nad planem zagospodarowania w Krzesimowie stanęły w miejscu. Mimo to władze Remondisu zapowiadają, że będą chciałby doprowadzić do ukończenia zaplanowanej inwestycji. – Jesteśmy zdeterminowani. Nie można w ten sposób ograniczać działalności gospodarczej poprzez nieuzasadnione protesty grupy mieszkańców – deklaruje prezes Falenta. I dodaje: - Dziwię się wójtowi i radzie, bo dali się sterroryzować grupie mieszkańców, którzy są przeciwko inwestycjom we własnej gminie. Po takiej awanturze żaden potencjalny inwestor nie będzie chciał rozmawiać z władzami.

    - Nie rozumiem dlaczego inwestorowi tak bardzo zależy na tym miejscu i na tej działce. Jest przecież w powiecie wiele gruntów do zagospodarowania. Firma "śmieciowa" w miejscu gdzie cierpiały i umierały setki ludzi - to co najmniej niestosowne. Zwłaszcza, że wobec braku kompleksowych badań, nie ma pewności, że ta ziemia nie kryje jeszcze szczątków ofiar – zastanawia się tymczasem prof. Tomasz Panfil.

    O co? Tego na pewno nie wie nikt z protestujących. Pytani wskazują jedynie XIX-wieczny pałac, w którym obecnie działa Dom Pomocy Społecznej. Jak mówią w przygotowywanym planie zagospodarowania terenu pojawiły się pomysły, by zmienić przeznaczenie działki, na której stoi DPS (obecnie przewiduje działalność związaną z ochroną zdrowia). Doszła też do nich informacja, że wkrótce w DPS ma dojść do generalnego remontu, na czas którego trzeba będzie wyprowadzić 40 pensjonariuszy, bez żadnej gwarancji na powrót. W wszystko to niespełna 10 minut jazdy samochodem od lotniska.

    Jednak Teresa Lato zapowiada, że nie spocznie póki inwestycja Remondisu w sąsiedztwie doliny krzyży nie zostanie całkowicie zablokowana. - To jest nasze miejsce na ziemi. Tu żyją nasze dzieci, wnuki. Dla nich pragniemy je ocalić – oświadcza.https://www.facebook.com/permalink.php?id=392583034093276&story_fbid=617750384909872 #polityka

    źródło: podziemiezbrojne.blox.pl

    Gorące dyskusje ostatnie 12h

    • avatar

      TL;DR:

      W nawiązaniu do tego wpisu ślub się udał. Przyszło 40 z 83 osób, poszło dużo alkoholu, goście dopisali, ogólnie jesteśmy zadowoleni. Zachęcam mimo wszystko do przeczytania całego wpisu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Będę wołał plusujących i komentujących poprzedni wpis przez mirkolisty, mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+

      LONG STORY - zachęcam do czytania.

      W nawiązaniu do tego wpisu napiszę ciąg dalszy historii i podzielę się garścią spostrzeżeń...

      A więc jesteśmy z żoną ponad miesiąc po ślubie. Spośród zaproszonych 83 gości weselnych zjawiło się tylko 40 osób. Pierwotnie było nam bardzo smutno z tego powodu, ale patrząc jednak z perspektywy czasu, nawet dobrze że tak wyszło. Dzięki temu, że potoczyło się wszystko tak a nie inaczej mieliśmy na imprezeie tylko osoby, które na prawdę się cieszyły naszym dniem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Ogólnie stresowałem się w dniu ślubu, jak to wszystko będzie... obawiałem się że zamiast wesela będzie stypa, jak się potem okazało niesłusznie. Stres towarzyszył od momentu wyjazdu z domu do mniej więcej zakończenia pierwszego tańca. W samym kościele było ok, młody ksiądz nie przynudzał i powiedział spoko kazanie, przy samej przysiędze z żoną nieco oczy nam się spociły (ʘ‿ʘ) pierwsza godzina na sali była trochę sztywna, ale po kilku głębszych goście ruszyli jak zaczarowani. Impreza była jednodniowa, a sala dostępna max. do 4 nad ranem. Wszyscy, zarówno ja z żoną, właściciel sali, moje rodzeństwo i zespół myśleliśmy, że impreza potrwa maksymalnie do godziny 2 i na tym się zakończy, tymczasem okazało się, że ok 14 osób dotrwało do końca, czyli do 4 nad ranem. Gdyby nie to, że musieliśmy kończyć tuż przed 4, to goście jeszcze by się bawili.

      Wódki na ślub poszło nam ok 90 butelek na 40 osób oraz ok 10 butelek wina ( ͡° ͜ʖ ͡°) Oczywiście mówimy tutaj o piciu alkoholu na imprezie + wódce do zabaw weselnych + na odchodne po flaszeczce i paczce ze słodkościami dla każdej pary.

      Co do ciekawostek i spostrzeżeń to:
      - część osób nie przyszła z przyczyn, które były nam znane i szanujemy taką decyzję. Wiadomym jest, że żałoba, czy problemy zdrowotne danej osoby wykluczają udział w imprezie co jest zrozumiałe.
      - część osób nie przyszła bo "cośtam", po weselu jednak niektórym wymówka nie pokryła się z rzeczywistością, ale nie robimy z tego powodu ambarasu. Lepiej tak, niż takie osoby miałyby zadeklarować się, że przyjdą a zostawiłyby puste krzesło.
      - prawie wszyscy, którzy w trakcie zaproszeń mówili "na pewno przyjdę" nie przyszli. Także jeżeli planujesz ślub uważaj na takie deklaracje ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      - jeżeli znasz swoją rodzinę i wiesz kto z kim dobrze żyje a kto nie, to warto pomyśleć o winietkach na stół. Dzięki temu jeśli dobrze dobierzesz towarzystwo to masz duże szanse na udaną zabawę. Oczywiście towarzystwo trochę należy pomieszać. U nas stół był podzielony wg wieku, mniej więcej tak:
      + lewa strona stołu - ludzie w wieku 28- 48,
      + prawa strona stołu - ludzie w wieku 45 i wzwyż
      + środek - ludzie w wieku ok 18 - 30 lat

      Hit ciekawostka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Znajomy odmówił mi przyjścia na ślub, tłumacząc:

      wiesz stary, moja żona jest w ciąży, nie czuje się najlepiej, gdyby nie ciąża to na pewno byśmy na ślub przyszli

      Tydzień po ślubie a zarazem po urlopie wracam do pracy, a drugi ziomek pyta się tego co go prosiliśmy na ślub:

      jak było na ślubie?

      a ten odparł:

      spoko, trochę się pobawiliśmy, pojedliśmy itp...

      Jak się okazało tydzień po naszym ślubie, na który nie poszli "ze względu na ciążę", byli na innym. Nie mam o to żalu, nie mniej jednak komiczne to było, gdy jego wymówka spaliła na panewce ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

      A nie przyszli, bo ja rok temu nie byłem na ich ślubie i po prostu to było mówiąc kolokwialnie "oddane", ale to inna historia. Miałem wtedy po prostu ciężki okres w życiu, byłem na bezrobociu 1,5 miesiąca (po raz pierwszy w życiu co było dla mnie ciężkie), do tego jeszcze strzeliło mi auto i miałem do wybulenia na naprawę ponad 1000zł.

      Przepraszam, jeżeli tekst jest mało czytelny lub chaotyczny, humanista ze mnie żaden ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Także jeżeli macie pytania to pytajcie, postaram się na wszystkie odpowiedzieć.

      #slub #mirkowesele #oswiadczenie
      pokaż całość

      odpowiedzi (108)

    • avatar

      Tak dla testu. Są jeszcze jakiś chętni, oprócz 6 osób?

      #chemiczneopowiesci

      odpowiedzi (37)

    • avatar

      Pamiętacie tego kolesia? ( ͡° ͜ʖ ͡°) To teraz spójrzcie w komentarze XD

      #bekazpodludzi #bekazlewactwa #bekazprawakow #heheszki #4konserwy #neuropa

      . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

      odpowiedzi (36)

    Advertisement