•  

    Odnośnie aktualnych relacji polsko- ukraińskich, znalazłem ciekawą wypowiedź mojego byłego wykładowcy p. Przemysława Zurawskiego vel Grajewskiego. Zasiada on w radzie programowej PISu - partii, której szczerze nie popieram. Nie zmienia to jednak faktu, że jest on wielkim specjalistą od stosunków międzynarodowych, który z prostych infirmacji potrafi dojść do genialnych wniosków. Sam byłem świadkiem jak kilka dobrych lat temu opowiadał co w przyszłości wydarzy się na Krymie. Polecam przeczytać, bo wartościowe i daję do myślenia.

    "Polityka musi być przede wszystkim kalkulowana z punktu widznia jej przewidywanych skutków, a nie najszlachetniejszych nawet intencji. Nie może też opierać się na deklaracjach. One są jej częścią składową, ale są przecież jej przejawem, a nie istotą. Jak sprawianie radości Moskwie może nam zaszkodzić - nie wie Pan? Uważa Pan, że Moskale cieszą się z naszej kłótni dla czystej przyjemności - bezinteresownie. Nie planują w związku z tym żadnych działań, nie szukają, jak by z niej skorzystać? Tak sobie siedzą i rechoczą? Skoro nie może Pan sobie wyobrazić "Jak to niby mamy zaszkodzic naszym stosunkom i zrobic ruskiemu sweet ?" to podpowiem. Otóż będzie tak: 1. Polacy wydadzą deklarację. 2. Ukraińcy (lub Litwini) wydadzą kontrdeklarację, a przynajmniej najradykalniejści posłowie z każdej ze stron złożą stosowne projekty deklaracji - absurdalne w treści - jak projekt Ołeha Musija (notabne niezrzeszonego - zauważył Pan - jeden poseł, a w mediach atmosfera jakby Rada Najwyższa już tę absurdalną rezolucję uchwaliła. Zgadnie Pan kto mu ją pisał? Kto go zainspirował? Jakby Pan był szfem tej akcji w FSB to przkonywałby Pan do takiego kroku jakiś klub poselski, czy zaczął właśnie od niezrzeszonego - dym propagandowy ten sam, a koszty mniejsze). Rezolucja musi być tak absurdalna by uniemożliwić wszelki dialog między stronami - agenci Moskwy już o to zadbają (zadbali). 3. Media w Polsce i na Ukrainie skomentują obie deklaracje lub choćby ich projekty - każda na swój sposób i podgerzją atmosferę (To już się robi). 4. Organizacje radykalne po obu stronach silnie, spenetrowane przez FSB (GRU), wydadzą swoje deklaracje, zaczną palić flagi, bezcześcić symbole, atakować procesje (akcja w toku). 5. Media to opiszą i skomentują. Jak ogień będzie dostatcznie duży Russia Today także - zadba, by poszło na cały świat - "Rozbuchane nacjonalizmy walczą ze sobą w Europie Środkowej" 6. Głosy nawołujące do spokoju, porozumienia i odsunięcia sporów historycznych na plan dalszy w obliczu rosyjskich manewrów u granic Polski i zbrojnej agresji na Ukrainie zostaną uznane za głosy naiwnych mięczaków, "zdrajców narodu plujących na groby pomordowanych braci ojców i dziadów", "agentów imperializmu amerykańskiego lub syjonizmu" lub "chorobliwych rusofobów, którzy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę" (Ukrainę, Litwę itp. - wszak mówimy o procesach równolegle zachodzących w każdym z tych państw - FSB zadba już o to przy użyciu swych agentów wpływu). 7. Pamięta Pan jak zaczęła się II wojna czeczeńska? Tym razem, gdy atmosfera będzie już dostatecznie podgrzana, wrogość autentyczna i ewentualna prowokacja nie będzie gromem z jasnego nieba, tylko będzie mogła być przez propagandę rosyjską wiarygodnie przedstawiona jako "naturalna konsekwencja narastającego konfliktu nacjonalizmów", FSB lub GRU w kostiumie "UPA" podłoży bomby w Przemyślu, a w kostiumie "ONR" (czy kogo tam Moskwa uzna za wartego przywdziania jego kostiumu) we Lwowie. (Chyba obaj zgodzimy się, że ma do tego zdolności techniczne i "moralne"). "Bojownicy" rozrzucą stosowne ulotki, nawołujące do "odzyskania Kresów" lub do wyzwolenia "Kraju zakierzońskiego", a zwolennicy jedynie słusznych deklaracji na tematy historyczne, będą szli za konduktami pogrzebowymi swych współobywateli - ofiar tych zamachów, a pośrdnio ich własnej polityki, utwierdzeni w swym przekonaniu, że to oni pierwsi słusznie wskazali wroga na bazie doświadczeń historycznych i będą mieli absolutne poczucie niewinności i pełną nieświadomość własnej roli w tej grze. Jakakolwiek współpraca między zagrożonymi rosyjskim imperializmem narodami stanie się niemożliwa, a wprost przciwnie, będą sobie nawzajem szkodzić i osłabiać swe siły. "Nacjonalistyczno-faszystowskie dyktatury" "banderowska" na Ukrainie i "klerykalno-faszystowska" w Polsce (oraz mutatis mutandis w innych krajach środkowoeuropejskich) staną się (już są - zauważył Pan ostatni wywiad dzinnikarzy GW dla Russia Today? Moskale puścili to dla radochy, dla podwyższenia oglądalności czy może jednak z jakiegoś innego powodu?) obiektem zochydzającej kampanii propagandowej na Zachodzie, której celem będzie odebranie rządom gównych państw NATO poparcia opinii publicznej dla jakiegokolwiek gestu solidarności z tymi "krwawymi reżimami". Dalej chyba już Pan sam może sobie wyobrazić, co będzie. I dlatego Napoleon miał rację mówiąc: "Na wojnie nigdy nie należy robić tego, czego życzy sobie nieprzyjaciel i fakt, że nieprzyjaciel sobie tego życzy jest dostatecznym powodem by tego nie robić"."
    #polityka #polska #ukraina #europa #rosja #politykazagraniczna

    +: ninetyeight, p.................r +15 innych