•  

    Skończyłem AvP1, a dokładnie wersję Gold z 2000 roku. Pora na podzielenie się swoimi wrażeniami. Od razu napiszę, że wpis zawiera SPOJLERY. Co prawda gra jest stara i nie posiada fabuły jako takiej, ale jest ciekawą pozycją i może ktoś będzie chciał jeszcze w nią zagrać. Podsumowanie jest wolne od spojlerów (ostatni akapit).

    Ok, zaczynamy.

    Pierwsze wrażenie

    Gra prezentuje się dobrze, nastrojowa muzyczka i tło w menu głównym dobrze nastrajają od samego początku. Do wyboru mamy trzy kampanie - Aliena (będę tak pisał, bo mi bardziej odpowiada niż słowo "Obcy"), Marine'a i Predatora - które to można przechodzić w dowolnej kolejności. Oprócz tego jest jeszcze tryb multiplayer i tryb skirmish. Ten ostatni pozwala na wcielenie się w Predatora/Marine'a i stawianie czoła kolejnym falom Alienów na różnych mapach. Fajna sprawa, jest też parę miejsc znanych z filmów.

    W tym miejscu warto wspomnieć, że pierwszy mój kontakt z tym tytułem miał miejsce tuż przed jego premierą, kiedy to grałem sobie w dema gry (były 3 dla każdej rasy). Dobrze kojarzę demo Aliena, bo bardzo mi się wtedy podobało. Z jakiś jednak względów tytuł mnie ominął i niedawno odrobiłem zaległości. Na pierwszy ogień poszła kampania Marine'a.

    Colonial Marine

    Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to jakość dźwięku w grze. Jest dobra, naprawdę bardzo dobra, nawet na dzisiejsze standardy. Całe buczenie detektora, jakiś hałas w tle, dźwięk broni, wszystko brzmi dobrze. Grafika nie jest najlepsza, co zrozumiałe, jest jednak czytelna i nie przeszkadza. Gra jak już wspomniałem nie ma fabuły. Polecenia w tej kampanii dostajemy od przełożonego na ekranie monitorów, które są usytuowane w różnych częściach map. Nie jest to nic wielkiego - idź tam, zrób to itd. Generalnie cała sprawa sprowadza się do tego, że Alieny zaatakowały i trzeba wiać. W tym celu uciekamy ze swojego posterunku przez różne miejsca, na orbitę i wreszcie na statek.

    Czytałem wcześniej, że gra spawnuje losowo Alieny, dzięki czemu trzyma w napięciu cały czas, bo nigdzie nie możemy czuć się pewnie i bezpiecznie. Ponadto gra pozwala tylko na określoną ilość sejwów na misję (na poziomie Realistic (normalnym) - 4). Na początku sprawy miały się kapitalnie, szybko wsiąkłem w klimat gry. Już jednak w drugiej misji pojawiły się schody. Takie duże, wręcz monumentalne i wcale mi się one nie podobały.

    Znikło napięcie. Alieny co prawda próbowały atakować z różnych stron i z wykorzystanie sufitów i śian, nie próbowały jednak przekradać się do mnie, a nacierały jeden za drugim. Falami. I nigdy, ale to nigdy nie przestawały atakować. Jak w takim razie można się bać? Niebezpieczeństwo szybko spowszedniało, walczyłem z bowiem Alienami co chwilę. Skoro przy walce jesteśmy, to obczajcie to - Marine jest tak samo szybki jak Alien w tej grze. Serio, zapiernicza jak rakieta, tak jak to ma miejsce w innych, starych grach, jak np. w Dark Forces. To spowodowało, że jak się robiło uniki, to Alieny nie mogły się po prostu dobrać do skóry człowiekowi. Wyglądało to miejscami komicznie. Oczywiście jak nacierały falami, to w końcu udało im się zbliżyć, w dodatku manewrowanie było utrudnione w wąskich korytarzach, których było sporo.

    Kolejną irytującą sprawą był brak możliwości przeładowania broni. To jednak pikuś. O dziwo amunicji nigdy nie było za mało. Dużo bardziej wpieniało mnie co innego. Otóż jeżeli strzelimy z Pulse Rifle, odpuścimy na chwilę, po czym szybko znowu strzelimy, to broń się blokuje i nie chce strzelać, pomimo palca spuście. Ile razu ginąłem przez tę głupią sprawę to nawet nie zliczę! W dodatku Flametower jest totalnie bezużyteczny w tej grze, bo nie powstrzymuje Alienów przed natarciem, skutkiem czego łatwo mogą nas podpalić. Wtedy uratować może nas tylko apteczka, której najczęściej w pobliżu nie ma. I czy wspomniałem już o limitach sejwów? Właśnie. Zresztą - podpalić można się samemu zwyczajnie robiąc krok w płomień. Beznadzieja. W dodatku przez 3 pierwsze misje mamy tylko 4 bronie: Pulse Rifle, który nam się zacina, Flametower, którym można się zabić, pistolet, który jest bezużyteczny i Smartgun. Przy czym w tym ostatnim tryb automatycznego namierzania działa dziadowsko i nadaje się głównie do ubijania Facehuggerów. W tych misjach jest też CIEMNO. Nic nie widać. Można przełączyć się na tryb z noktowizora, ale gra wygląda wtedy jeszcze gorzej :/

    W misji czwartej po raz pierwszy spotykamy Predatora. Spotkanie jest totalnie rozczarowujące - otwieramy drzwi i on sobie chodzi. Czasem strzela do Alienów, ale nas zostawia w spokoju, jeżeli i my go zostawiny. Super :/ Później co prawda walczy się z innym Predatorem, ale w moim przypadku wyglądało to tak, że:
    1. za pierwszym razem zabił mnie strzelając przez model obiektu,
    2. za drugim razem dostał rakietę w tę głupią maskę i tyle było z pojedynku.

    Ok, rozpisałem się już sporo, ale muszę, MUSZĘ napisać co nieco o poziomie trudności w grze. Autorzy ewidentnie lecą w kulki. Już wspomniałem, że napięcia nie da się uświadczyć, bo nie mamy ani chwili oddechu. W dodatku przez limit sejwów partie poziomów trzeba przechodzić parę razy. To wszystko sztucznie wydłuża rozgrywkę, bo mapy nie są jakoś specjalnie wielkie i jest ich tylko 6. TAK! Map w kampanii Marine'a jest tylko sześć. Gdyby nie zalewanie falami wroga, dałoby się ją skończyć w jeden wieczór.

    Sprawy polepszyły się dla mnie wyraźnie w przedostatniej mapie. Wreszcie było tak, jak od początku zakładałem, że będzie - ciekawa, duża mapa z różnymi przeciwnikami (w tym Pretoriany i Predator), wiele sprzętu do wyboru i pojawiło się znowu napięcie, bo Alieny nie atakowały bez przerwy, a w odstępach, nękając w najmniej spodziewanym momencie. Końcowa mapa, choć całość trwała może 3 minuty z wczytywaniem, była super.

    Generalnie rozgrywka była ok, za mało było map takich jak na końcu w moim odczuciu.

    Po zakończeniu odblokowuje się zestaw misji, niezwiązanych z kampanią, w ilości różnej w zależności od poziomu trudności, na jakim zakończyliśmy rozgrywkę (normalny - 4 z 5). Misje mają mapy z pozostałych kampanii, czyli się powtarzają. Marine dostaje w części z nich ponadto jetpack (misje z kampanii Aliena). Pograłem w nie trochę. Fajne, ale nic nadzwyczajnego.

    Predator

    Dobra, trzeba to bardziej zwięźle napisać. Tutaj też nie ma fabuły. Widać od czasu do czasu na ekranach reakcje jakiś żołnierzy-randomów na nasze poczynania. Historia sprowadza się do tego, że idziemy tropem innego Predatora i zabijamy wszystko po drodze, a potem jeszcze trochę. Możemy sobie też ryknąć na ludzi i ich wystraszyć, co zawsze bawi ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pierwsze misje są właśnie z ludźmi i są one bardzo, bardzo proste. Broni nie ma się zbyt wiele do wyboru z początku. Są charakterystyczne ostrza Predatora, działko na ramieniu i Speargun. Co ciekawe, strzał tym ostatnim powoduje utratę kamuflażu, zaś korzystanie z działka już nie.

    Sprawy zmieniają się wraz z pojawieniem się Alienów. Energia szybko się wyczerpuje (bo Alieny oczywiście atakują watachami). I teraz najlepsze - wiecie jak się ładuje energię w tej grze? To jest dopiero zabawa! Można znaleźć znajdźki, które napełniają na full, ale występują rzadko. Zostaje zatem najczęściej nam ... czekanie! TAK, trzeba czekać, aż energia poooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooowoooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooli nam się napełni. Fascynujące! W dodatku gra ma duże problemy z jeszcze jedną sprawą – kolizjami między postaciami. Wielokrotnie zdarzało się tak, że cofając się przed Alienami jeden z nich był na mojej drodze i mimowolnie „zabierałem” go ze sobą, on lepił się do mnie i ciągle mnie przy tym atakował. Po prostu jakby był ciężaru pustego kartona :/ Działko jest też celne, niczym smartgun Marine'a - czyli niezbyt celne. Ponadto trzeba wiele razy strzelić, by ubić atakujące nas paskudztwa. W pewnym momencie utknąłem i nie mogłem ruszyć. I wiecie, co mi pomogło? Zmiana taktyki. To też jest dobre - grając Predatorem najlepiej rozwalać Alieny w walce wręcz używając silnego ataku ostrzami. Super. Później Predator dostaje jeszcze swój Pistolet i Dysk, przy czym ten ostatni to nic innego jak "I win button".

    Generalnie grało mi się dobrze, ale momenty walki z Alienami nie były najlepsze (z wyjątkiem ostatniego, bardzo krótkiego poziomu).

    Alien

    To jest to, kampania Aliena podobała mi się zdecydowanie najbardziej. Standardowo – brak fabuły, nasze poczynania komentowane na ekranikach monitorków. Wszystko sprowadza się do tego, że atakujemy ludzi, przeszkadzamy im jak się da i wracamy do swoich. Misje tutaj są świetne. Trzeba się skradać, uważać na wieżyczki, robić podchody i eliminować wrogów jeden po drugim. Świetna była zwłaszcza misja na statku, gdzie powoli dobieramy się do tyłka kapitana :D Twórcy gry nie udostępnili nam ataku z doskoku, co jest tym dziwniejsze, że Alieny w grze normalnie mogą to robić. Cóż, trudno. Jedyna, duża wada tej kampanii jest taka, że jest ona bardzo krótka – ma tylko 5 misji :/

    Podsumowanie

    Generalnie dobrze mi się grało w tę grę. Przynajmniej nie była tak nudna, jak wersja z 2010 roku, ani tak spartolona, jak A:CM. Gameplay kulał wyraźnie w niektórych momentach, a atmosfera ulatywała pod naporem kolejnych watach Alienów, gdzie gra zamieniała się w prymitywną strzalankę. Nic dziwnego zatem, że mi w przeszłości umknęła, skoro dużo lepsze pod tym względem było choćby UT99. Jednak niektóre misje Marine’a, niezła kampania Predatora i wyborna rozgrywka Alienem złożyły się na przyjemne doświadczenie.

    #gry #staregry #grypc #avp

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: AvP1 1.png

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    jak kurwa w chlewie obsranym gównem
    #pkp #zalesie

    odpowiedzi (129)

  • avatar

    Kumpel mój, mając lat 14, po szkole zajmował się tym, czym każdy typowy dzieciak u mnie na Podlasiu – robił na tokarce u szwagra w zakładzie.

    Pewnego dnia wrota szopy otworzyły się na oścież, a do wnętrza wtargnęło wielkie, łyse chłopisko, z mordą sznytem przerezaną – człowiek Czarnego z Białego (taki lokalny oksymoron). Przybysz podszedł zwartym krokiem do mego kolegi i oznajmił, że w niedzielę jadą z chłopakami po kościele do Fantazji w Jaświłach, i na tę okoliczność ma być gotowy bejsbol, bo ten co mu ostatnio u Grubego w drewutni wytoczyli połamał jakiemuś Ruskiemu na grzbiecie, i później po ciemku musiał sztachety szukać, tylko takiej z gwoździem żeby się po łbie nie ślizgała, i teraz ma być pała jak na amerykańskich filmach, żeby wstydu przed Łomżyniakami nie było.

    Kumpel stanął na wysokości zadania i niebawem złożył na ręce zleceniodawcy lśniącego Sękalibura, starannie wytoczonego z najlepszej partii sosnowego drewna, tej samej co to sołtys kazał odłożyć na dach plebanii w zamian za poparcie proboszcza w gminie przy odrolnianiu działki.

    Po kilku dniach wrota zakładu znowuż się rozpostarły i w jej świetle stanął dobrze już nam znany kontrahent.

    - Dawaj łapę! – warknął przybysz przybliżając się zwalistym krokiem do młodocianego wirtuoza tokarki.

    Znajomy przełknął ślinę i zamknął oczy wyciągając przed siebie trzęsącą się dłoń.

    Ku jego zdziwieniu, na ten gest zakapior wyjął zza pazuchy pół basa najlepszej miejscowej prymuchy, prosto z miedzianych gąsiorów podhajnówkowskiego lasu.

    - Wiesz za co?! – kontynuował gniewnie przybysz, na co kolega pokręcił tylko w milczeniu głową, mając cichą nadzieję, że pod celą na Kopernika będzie miał choć trochę szacunku za przyczynienie się do zniknięcia kolejnego celnika z Terespola.

    Na to przybysz zajął się śmiechem jak tucznik kaszlem, klepnął kumpla w policzek, po czym nachylił się nad nim i przymykając zaropiałą powiekę wyszeptał:

    pokaż spoiler - Że nie pękł.


    xD

    PS wszystkiego dobrego w 2019 Mirasy. Ja już jestem z powrotem w podróży, tym razem kolejny raz Bliski Wschód (nieco później być może znowu Czarny Ląd), skąd postaram się zanudzać Was nowymi, jak i zaległymi jeszcze, opowiadankami i anegdotami.

    Wszystko też wskazuje na to, że w dalszej części roku nakładem jednego z największych wydawnictw w kraju powinien ukazać się mój debiut literacki w postaci zbioru opowiadań i gonzo-reportaży na podstawie własnych doświadczeń z podróży (o szczegółach będę informował nieco później, bo to sama w sobie ciekawa historia). Zatem zapowiada się kolejny ciekawy rok, bądźmy w kontakcie :)

    Insta | Blog

    #wanderlust – tag z moich opowiadanek i podróży.

    #heheszki #podlasie #ciekawostki #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    odpowiedzi (38)

  • avatar

    Poniedziałek ! Zaplusuj młyn wodny, a w nadchodzącym tygodniu otrzymasz 1000 złota ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #heroes3 #homm3 #heheszki #glupiewykopowezabawy #poniedzialkowymlynwodny

    odpowiedzi (3)