•  

    Przeglądając wykop o tlenku węgla przypomniała mi się moja historia.

    #tldr
    Czujnik czadu kupiłem kiedyś do poprzedniego mieszkania. Potem się przeprowadziłem i postawiłem go na stole w kuchni.
    Pewnego dnia siedzimy sobie w domu (żona, i 1 roczne dziecko), czujnik jak zawsze pokazywał zero, tak teraz zaczął pokazywać jakieś na początku niskie wartości (które ciągle rosły/spadały) myślałem, że się popsuł, ale jak zaczął piszczeć i więcej pokazywać to zadzwoniłem po straż pożarną i okazało się, że sąsiedzi byli tacy bystrzy, że podczepili swój piecyk gazowy, w przewód wentylacyjny (nie spalinowy), z resztą to był powszechny proceder, bo tam(W kuchni) nie ma przewodów spalinowych), i tak się źle ułożyło, że wszystko leciało do nas.

    I niby małe prawdopodobieństwo (bo ginie tylko 100 osób rocznie,) a jakoś trafiło na mnie.(Tzn. nie wiem czy bym zszedł od razu :P

    A teraz uzupełnienie historii ku chwale straży (ogólnie).
    Zanim zadzwoniłem do straży dzwoniłem, do spółdzielni (pan mi ładnie powiedział że to normalne ;) , potem przy okazji do gazowni, bo nie pamiętałem co to za czujnik miałem(ale pomyślałem, sobie, że mają zajebiste czujniki) , ale nie mieli czasu i mówili, żebym zadzwonił do spółdzielni, na końcu zadzwoniłem na straż. (na początku sprawa nie wydawała się pilna, bo były małe wskazania, i znikały)

    I co ciekawe,
    zadzwoniłem na straż, i opowiadam całą historię, (bo ciągle podejrzewałem, że się zrąbał, i wtedy jeszcze nie piszczał), oczywiście, otwieranie okien i te sprawy. Miła (naprawdę miła) pani mówi mi żebym oddzwonił jak zadzwonię do kominiarza(od spółdzielni dostałem jego numer) i czy wszystko ok,

    Do kominiarza nie mogłem się dodzwonić, ale w tym momencie czujnik zaczął piszczeć jak oszalały (naprawdę irytujący dźwięk) komórkę odłożyłem gdzieś na półkę. Przystępowałem do samodzielnej ewakuacji rodziny ;) do tego momentu siedziały w zamkniętym najdalszym pokoju z otwartymi oknami.

    W tym czasie nawet nie wiedziałem, że miła pani ze straży sama postanowiła do mnie oddzwonić (bo ja się nie odzywałem), a że nie słyszałem, telefonu bo czujnik napierdzielał jak oszalały, to też nie odebrałem, biorę drugi telefon aby zadzwonić i powiedzieć, że sprawa chyba jednak nie jest błaha.

    Podnoszę telefon, dzwonię, od razu zaczynam nawijkę, że dzwoniłem wcześniej itd. a w tym momencie...

    Słyszę syreny strażackie, i widzę przez okno jak podjeżdża ekipa, bo miła pani nie czekała już na mój telefon skoro nie odbierałem i sama wysłała strażaków, a że akurat wracali z takiej samej akcji całkiem niedaleko(tam jak się potem dowiedziałem skończyło się bardziej drastycznie i nie mieli czujnika) to mieli blisko.

    Potem akcja była szybka, wbiegają po schodach (hm.pewnie jakieś procedury, że wind nie mogą używać).
    nie wiem chyba w 5 wskoczyli(szybko to zrobili, że nawet nie ogarnąłem), obstawili pokoje sprawdzili czy okna po otwierane, a czujnik jak na złość znów obniżył wartość.
    Gość odpala czujnik, "czuje" "czuje" tym czujnikiem, czujnik jakoś słabiutko pyka, nagle słyszę jak zaczyna, mocniej pykać, a gość krótkim żołnierskim tekstem powiedział:

    pokaż spoiler Ewakuacja!


    No i nikt o nic nie pytał tylko wszyscy wypierdzieliliśmy stamtąd ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Tak więc, drogie Mirki prawdopodobieństwo niby niskie, ale po kiego sprawdzać czy na nas trafi.
    (Za wszelkie literówki i błędy z góry przepraszam)

    #czad #strazpozarna #spoldzielnia itd.

    +: Niedowiarek, K.......4 +18 innych