Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Niby globalne ocieplenie ale gdy wspominam dzieciństwo to lata były cieplejsze i znacznie dłuższe. Słodycze były słodsze. Muzyczka z "Mortal Kombat" brzmiała lepiej a Liroy był dobrym raperem. Zbierało się kapsle od butelek i butelki również aby sprzedać w skupie. Narzekaliśmy z kolegami na grafikę w pegazusie i podniecaliśmy się tą na automatach. Przyrzekałem sobie że gdy będę już zarabiał to kupie sobie największy zestaw lego. Zima też była zimniejsza. Rodzina bardziej pełna przy wigilijnym stole. Szkoda że nie można cofnąć się w czasie aby usiąść z tymi samymi kolegami co wtedy na murku, w niemarkowych ubraniach, ze strupami na kolanach, wdychać to samo powietrze i pić oranżadę na wynos rozmawiając o tym jakie to dziewczyny są głupie :<
    #oswiadczenie #przemysleniazdupy #pasta
    pokaż całość

    odpowiedzi (45)

  • odpowiedzi (19)

  • avatar

    Pierwszy raz w ciagu 7 lat pracy z pacjentami i ich rodzinami sytuacja której jestem świadkiem tak mocno nie daje mi spokoju.

    Pacjentka po 20r.ż., obecnie w 3 miesiącu ciąży. Postawiona diagnoza w standardowym leczeniu wymaga włączenia leków niedopuszczalnych do zastosowania w ciąży. Istnieje alternatywa leczenia, jednakże szansa na wyleczenie i przeżycie spada według statystyk z ok. 70-80% na ok. 30-40%. Dodatkowo wysokie ryzyko niewydolności nerek, co może się skonczyć fatalnie.

    Sugestia nasza, ginekologów i onkologów - aborcja, zabezpieczenie komórek rozrodczych i włączenie standardowego schematu leczenia, które daje ogormną szansę na życie i zdrowie.

    Pacjentka nie zgadza się. Twierdzi, że rozumie jakie jest ryzyko i gdyby to zależało od niej, to dokonałaby aborcji i ratowała swoje życie, ale nie może ze względu na męża i rodzinę, bo ich straci. Płacze, że nie chce umierać, ale boi się odrzucenia z ich strony.

    Myślałam, że to przesada. Za jej zgodą zorganizowałam spotkanie w obecności psychologa i kilku innych lekarzy z jej mężem, rodzicami i (także za jej zgodą) z teściową.
    Beton. Nie docierają żadne argumenty. "Będzie co ma być, jeśli umrze to przynajmniej nie z krwią dziecka na rękach".
    U pacjentki zależność od rodziny tak silna, że nawet psycholog uznał, że sytuacja beznadziejna.
    Zleciłam na dziś konsultację psychiatryczną.

    Wizytę u niej zostawiam sobie dziś na sam koniec, bo nie chcę wyczerpywać limitu emocji na sam początek dnia.
    Ma prawo do decydowania o sobie, a po wyczerpaniu "sposobów" na przekonywanie pozostaje nam uszanować wolę. W dodatku czas też działa na niekorzyść.
    Chyba jedyne co tak burzy mój spokoj to fakt, że wprost deklaruje, że chciałaby najskuteczniejszego leczenia ze wszystkimi jego konsekwencjami. I moja prywatna opinia że to co ją powstrzymuje to kwestia i tak mniej ważna od ratowania życia.

    #medycyna #lekarz #przemyslenia #feels #medcontent
    pokaż całość

    odpowiedzi (358)