Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (19)

  • avatar

    kto tak nie miał niech pierwszy rzuci kamień

    odpowiedzi (15)

  • avatar

    Na samym poczatku lat 90-tych pracowalem w jednej z krakowskich rozglosni radiowych, ktora wtedy byla niszowa, a tera wymiata komercyjnie na rynku. Po godzinie 23 zostawalo sie samemu w studiu, bo panna od wiadomosci spadala do domu (nastepne wiadomosci o 9 rano), technik wyszedl 2 godziny temu a kierownika juz od 13 nie bylo. Pewnego razu kiedy nawijalem za konsoleta zachcialo mi sie dwojke. Puscilem Hey "Dreams" i pomyslalem, ze zdaze. Taki chuj. Jak wszedlem do studia z powrotem, to sluchacze (kto sluchal niszowego radia o 4 rano), uslyszeli tylko trzask drzwi, kurcgalopek do sprzetu i zdyszany ze stresu oddech, bo od 2 minut w ich glosnikach zalegala cisza (idac do kibla nie wylaczylem mikrofonu). Nauczony doswiadczeniem sprawdzilem potem, co tam mamy najdluzszego na CD (plyty sie wsadzalo do wiezy, tak wtedy dzialalo radio). I gdy po raz kolejny kiedys czleka przycisnelo w nocy (studenckie zycie - musztarda z kisielem na kolacje), to wpierniczylem odpowiedni utwor. No panie, 10 minut i 20 sekund w bonusie :-) Czasem dalo sie nawet papierocha odpalic i zakonczyc bez stresu w korytarzu kibla pstrykiem kiepa za okno:-) I wrocic do studia jak krol, bo tak jeszcze 35 sek utworu jechalo z odtwarzacza :-) Zawdzieczam to Pink Floyd - Sheep :-) pokaż całość

    odpowiedzi (34)