•  

    Może ktoś posiadający konto na #joemonster zrobić screena albo coś z tego artykułu?
    http://joemonster.org/art/39227/Made_in_Poland_rozmawiamy_z_potentatem_polskiego_pornobiznesu
    Pocztalbym sobie ale nie chce mi się specjalnie konta zakładać.
    #pomoc #pomocy #pytanie

    •  

      @smutny_rambo @berials
      Macie może pomysły na dodatkowe tagi? Żeby szybciej znaleźć dobra duszę do przezucenia arta

    •  

      @WhiskeyIHaze: programowanie i cebuladeals i rozdajo :D

    •  

      @berials o kurde jak mogłem o tak podstawowych tagach zapomnieć.

      +: berials
    •  

      @Cripex taaa. Mi to bardziej wygląda jako 5zl za jeden artykuł. Następna sprawa to taka, że jestem w Anglii więc pewnie bym musiał kombinować żeby to zapłacić.
      A pozatym jak nie chcesz pomóc to się nie odzywaj. Świat będzie lepszy

    •  

      @WhiskeyIHaze:

      Pamiętacie "Podrywaczy"? Dziś to tylko jeden z wielu polskich serwisów porno działających pod banderą portalu Xes.pl. Redaktor Coldseed dopadł osobiście samego szefa tego biznesu. Przed wami Artur Bauman! Tylko dla bojowników z aktywnymi kontami!

      Kiepskie aktorstwo, wymemłane dziewczęta, drewniane dialogi i radosne komentarze kamerzysty - z tego większość z nas kojarzy polskie produkcje porno. Czasy jednak się zmieniły, a my zapatrzeni na zachodnie produkcje zupełnie przeoczyliśmy ogromny rozwój polskiego kina dla dorosłych.

      Coldseed: „Podrywacze” to prawdziwa, żywa skamielina. Twór, który pamięta początki polskiego Internetu. I już w tamtych zamierzchłych czasach narodziła się idea kręcenia amatorskiego porno...

      Artur Bauman: To rzeczywiście były czasy, kiedy większość Polaków do netu logowała się jeszcze przez modemy. Porno od początku należało do najczęściej odwiedzanych stron w sieci. Powstała więc idea zarabiania na tym. W tamtych czasach nie było polskich stron porno, a jeśli były, to prezentowały wyłącznie materiały pochodzące zza granicy. Zaczęliśmy więc tworzyć własne serwisy z polską zawartością.

      Początkowo były to wyłącznie zdjęcia. W pewnym momencie trafiliśmy w sieci na stronę, która nazywała się bodajże "Polski bus" (to było tak dawno, że nawet my tego nie pamiętamy) i miała być polskim odpowiednikiem słynnego serwisu Bangbus. Strona oferowała kilka polskich filmów porno, ale osoby stojące za tym projektem nie miały specjalnie ani doświadczenia, ani siły przebicia w internecie. Kupiliśmy zatem całość i przekształciliśmy to w serwis "Podrywacze.pl". Dotychczasowa ekipa skupiła się na kręceniu i dostarczaniu nam filmów, my zajmowaliśmy się publikacją materiału w internecie.

      Wasze produkcje tworzone są w stylu gonzo, czyli pseudo-amatorskiej relacji z podrywu.

      Styl gonzo pojawił się w tych produkcjach naturalnie. Jeśli masz do dyspozycji tylko kamerę i dobre chęci, nie porywasz się na megaprodukcje, ale starasz się zrobić coś, co jesteś w stanie osiągnąć. Pomysł chwycił błyskawicznie, gdyż po pierwsze było to "nasze", stąd, z Polski, po polsku i dla Polaków, a po drugie było to coś innego niż sztuczne zachodnie produkcje nagrywane w tradycyjny sposób. A potem już poleciało. Powstawały nowe serwisy, poszerzaliśmy ofertę, poprawialiśmy jakość produkcji itd.

      Ciężko Wam było przetrzeć nowe szlaki dla polskiej porno-rozrywki?

      Czy ciężko? Nie zauważyliśmy tego specjalnie. Polacy to naród pomysłowy i przedsiębiorczy. Gdyby nie głupie rządy, dawno bylibyśmy o 20 lat w rozwoju gospodarczym dalej. Kiedy ludzie zorientowali się, że na porno w internecie można zarabiać, szybko pojawiła się cała masa stron tworzonych przez Polaków. Wśród nich byli zarówno poważni gracze, jak i mnóstwo domorosłych webmasterów, którzy zarabiali niezłe pieniądze. Po latach rynek to zweryfikował. Zalew darmowego porno wykończył większość stron i dziś w zasadzie zostali wyłącznie ci, którzy produkują własne materiały. Dziś jest o wiele trudniej niż wtedy.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      Patrząc na Wasze materiały, nie da się nie zauważyć, że czasy kiedy pierwsze polskie pornole kręcone były za pomocą ziemniaka już dawno minęły. Filmy, które kręcicie w niczym już nie odstają od jakości prezentowanej przez zagraniczne wytwórnie. W tej chwili Wasza marka obejmuje 10 stron o różnej tematyce (i jednym wspólnym motywie przewodnim)!

      Powiem nieskromnie, że w tych warunkach naprawdę robimy dobrą robotę. Oczywiście, jest mnóstwo ignorantów, którzy każdy nasz film porównują do najlepszych produkcji z USA i piszą, że "do zachodniego porno brakuje nam dużo", ale to nie jest prawda. Zachodnie porno to nie tylko Brazzers czy Naughty America. Większość tzw. zachodniego porno też nie może się równać z tymi największymi graczami i wytwórniami.

      Polskie kino ustępuje filmom z Hollywood, ale kino którego innego kraju im nie ustępuje? To są inne rynki, inne pieniądze, inna skala. My robimy najlepiej jak potrafimy to co możemy robić. Biorąc pod uwagę wielkość naszego rynku, szansę na znalezienie pięknych i chętnych do grania w porno polskich aktorek oraz pozostałe uwarunkowania społeczne (np. brak możliwości wynajęcia na nagrania porno szkolnej klasy, sali sądowej, szpitala czy biura dużej firmy, bo... porno), to uważam, że jesteśmy mistrzami :)

      Mistrzowie bez konkurencji?

      Bezpośredniej konkurencji w postaci serwisów internetowych oferujących polskie filmy porno nie mamy, ale wcale nie oznacza to, że jest łatwo. Konkurencja jest, ale innego rodzaju. Po pierwsze - globalna dominacja serwisów oferujących miliony darmowych filmów. Po drugie - ogromna popularność serwisów oferujących transmisje live. Po trzecie - erotyczne społecznościówki. Internetowy rynek erotyczny to już nie tylko tradycyjne filmy, ale właśnie także stream oraz społecznościówki z ogromną ilością amatorskiego porno.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      Sam fakt, że nie ma drugiej tak dużej oferty jak nasza, niech świadczy, że rynek tradycyjnych filmów porno w Polsce jest tak mały i tak trudny, że nikt poza nami na nim nie istnieje. Dodatkowo dokucza nam mocno piractwo. Sprzedaż "dóbr" elektronicznych w Polsce jest dużym wyzwaniem. Polacy z racji niskiej siły nabywczej złotówki niechętnie kupują treści w internecie. W Polsce nie sprzedaje się ogromnych ilości oryginalnych gier, programów, filmów czy muzyki. Branża porno niczym się tu nie wyróżnia. Nie sprzedasz milionów odtworzeń filmu, bo ludzie liczą każdy grosz i kombinują jak pozyskać to za darmo.

      Jedyną szansą na utrzymanie się na rynku jest ciągła i nieustanna troska o podnoszenie jakości produkcji, utrzymanie odpowiedniego poziomu estetycznego oraz interakcja z odbiorcą i odpowiadanie na jego potrzeby. To staramy się robić i dlatego, mimo wielu głosów krytycznych, skupiamy wokół naszych projektów grupę fanów i osób, które doceniają nasze starania i płacą za naszą ciężką pracę.

      Większość aktorów i aktorek, które grają w Waszych produkcjach to amatorzy, którzy po jednorazowym debiucie nie wracają już przed kamerę. Dlaczego tak się dzieje?

      To wynika z kilku przyczyn. Z założenia pracujemy głównie z amatorami. Taka była idea od początku naszej działalności. "Zaliczamy laski hurtowo", czyli bierzemy dziewczynę, nagrywamy z nią film lub trzy filmy, a za tydzień bierzemy kolejną. Nie z jakiegoś braku szacunku czy złego podejścia do kobiet, ale z powodu konwencji, w której wszystko to się odbywa.

      Porno to taka specyficzna branża, w której mimo tego, że pojawiają się gwiazdy, ludzie wciąż chcą "świeżego mięsa". Stąd nieustanna pogoń za nowymi aktorkami. Nasze filmy zawsze też były osadzone w niszy "amateur", czyli mimo iż nie były dosłownie amatorskimi filmami, miały robić takie wrażenie. Niektórzy tego nie rozumieją i zarzucają nam, że mamy prostackie scenariusze czy głupie dialogi, ale to wynika właśnie z tego, że pracujemy głównie z amatorami, którzy po pierwsze nie mają żadnego wykształcenia aktorskiego, a po drugie bardzo często po raz pierwszy w ogóle występują przed kamerą. To powoduje pewien stres, spotęgowany dodatkowo udziałem w filmie, w którym trzeba się rozebrać przed obcymi ludźmi i uprawiać seks. To paraliżuje i ci ludzie nie są w stanie odegrać nawet prostej sceny aktorskiej, a co dopiero odwzorować skomplikowany scenariusz.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      Niektóre osoby nie wracają do grania, gdyż spotyka je ostracyzm i stygmatyzacja w najbliższym otoczeniu. Inni od początku planowali występ tylko w jednym czy dwóch filmach, bo taki mieli kaprys. Z jeszcze innych my rezygnujemy kiedy okazuje się, że dana osoba nie dała rady, nie podoba się widzom itd. Oprócz tego jest jednak pewna grupa aktorów i aktorek, z którymi współpracujemy długofalowo. Mamy gwiazdy i osoby, które mają na koncie nawet kilkadziesiąt występów.

      Gwiazdy mają do siebie to, że czasem spadają… Dużo dziewczyn, które zrobiły karierę przed kamerą rezygnuje z dalszego występowania?

      Kobieta, która do branży trafia dlatego, że tego chce i to lubi, a oprócz tego jest ładna, seksowna i wie o co chodzi w porno, szybko zostaje gwiazdą. Mieliśmy w naszej historii kilka gwiazd, do których do dzisiaj wzdycha połowa naszych widzów. Staramy się je utrzymać jak najdłużej, ale prędzej czy później odchodzą. Wynika to z kilku przyczyn. Część z nich poznaje jakiegoś faceta, z którym chcą ułożyć sobie życie i on nie pozwala im na dalsze występy w filmach.

      Część rezygnuje z przyczyn osobistych lub po prostu niszczy je sława. W Polsce bycie gwiazdą porno wymaga od kobiety niezwykle twardej skóry. Trzeba po prostu tego chcieć. W Polsce bycie gwiazdą (muzyki, filmu, sportu) w ogóle jest trudne, bo obok fanów masz na ogół taką samą lub większą rzeszę hejterów. W porno to jeszcze bardziej się uwidacznia, kiedy różni nieszczęśliwi ludzie poprawiają sobie nastrój nękając aktorki lub ich rodziny. Bez wątpienia nasze największe gwiazdy to Karolina F. oraz Katarzyna Bella Donna. Niestety obie już wycofały się z branży. Na szczęście kreujemy nowe. Zapraszamy na Xes.pl w celu zorientowania się kto aktualnie cieszy się największą popularnością.

      Komu lepiej powodzi się w polskiej branży porno? Kobietom czy mężczyznom?

      Z przykrością musimy stwierdzić, że w polskim porno łatwiej jest regularnie występować mężczyznom niż kobietom. Choć z drugiej strony, problem ma kilka warstw. Osoby, które mają na koncie najwięcej filmów naszej produkcji to... mężczyźni. Wynika to po pierwsze z tego, że taka jest formuła naszych stron, która polega na tym, że wciąż poszukujemy nowych aktorek, bo widzowie wciąż pragną oglądać nowe dziewczyny. Po drugie, ci faceci gwarantują nam pewną jakość, poziom i niezawodność. Są jak dobra kamera lub dobre światło.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      Widzowie narzekają, że wciąż bzykają ci sami faceci, ale tak się składa, że facet w filmie porno odgrywa dość specyficzną rolę. Ma dobrze zerżnąć kobietę. Jeśli robi to profesjonalnie, to wszyscy uznają to za oczywistość i nawet wręcz narzekają, że znowu ten sam koleś... Jeśli jednak facet nie staje na wysokości zadania, to kładzie cały film i nawet najlepsza dziewczyna nie uratuje sceny. Jak w życiu. Kobieta może mieć większy temperament lub mniejszy, może być bardziej aktywna w seksie lub mniej, ale w tym temacie wszystko niestety sprowadza się do fiuta. O seksie można mówić dopiero wtedy, kiedy fiut stoi i jest gotowy do działania. Dopiero potem można rozmawiać o technice, pozycjach, temperamentach, punkcie G, orgazmach itd. Bez stojącego fiuta nie ma seksu (nie licząc seksu lesbijskiego, ale co to za seks? ha ha). Dlatego bazujemy na stałej męskiej ekipie, choć oczywiście poszukujemy też nowych aktorów.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      A jak to się przekłada na zarobki? Kolega z redakcji rozważa podjęcie dodatkowej pracy… (Iskier, obiecałem dyskrecję, więc nie stresuj się - słowa dotrzymam...)

      Niestety mężczyznom trudno utrzymać się z grania w porno. Nawet tym, którzy występują regularnie. Ich stawki są średnio 3 lub 4 razy niższe niż stawki dla kobiet (dziwne, że feministki nic nie mówią o nierównościach płacowych w porno, ha ha). Kobiety zarabiają dużo więcej i dużo łatwiej wypracować im status gwiazdy, ale też dużo trudniej go utrzymać na stałe.

      Załóżmy, że jakaś nasza czytelniczka uzna, że chciałaby spróbować swych sił na planie jednej z Waszych produkcji. Jak wygląda proces pozyskiwania „nowych twarzy”? Organizujecie castingi? Takie ze skórzaną sofą, biurkiem i gościem z ocenzurowaną twarzą prowadzącym bezpardonową, analną rekrutację nieświadomych dziewcząt?

      Tradycyjnych castingów nie organizujemy. I odradzamy też udział wszystkim chętnym w takich castingach. Jeżeli ktokolwiek chce jakąś dziewczynę lub chłopaka wypróbować przed nagranie w biurze, to wiedzcie, że to jakiś cwaniak, który chce was wykorzystać. U nas takich rzeczy nie ma. Mamy na tyle doświadczonych producentów i na tyle długo prowadzimy rozmowy z kandydatami przed nagraniem, że nikogo nie musimy próbować.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      Mówiąc wprost, jeśli ktoś chce "sprawdzić" dziewczynę na castingu, powiedzcie do widzenia i zapomnijcie o takim frajerze. Nasi producenci oceniają potencjał, urodę i chęci kandydata lub kandydatki na podstawie rozmów i zdjęć. Owszem, czasem się mylą i ktoś nie robi kariery w branży, bo ostatecznie okazuje się, że materiały z jego udziałem nie zyskały uznania wśród widzów, ale nigdy nie "testujemy" kandydatów.

      Jak zatem wygląda rekrutacja aktorów, a jak aktorek?

      Rekrutacja odbywa się na kilku płaszczyznach. Po pierwsze trafia do nas sporo osób, którym współpraca z nami została polecona przez osoby, które już u nas grały. To dla nas największa nagroda, bo jeśli ktoś, kto z nami współpracował poleca nas swoim znajomym, świadczy to o tym, że warto nam zaufać, że jesteśmy profesjonalną ekipą i ludzie po prostu czują się u nas bezpiecznie i nam ufają. Nasi producenci poszukują też aktorów na własną rękę, wynajdując chętnych w różnych bazach modelek, aktorów, serwisach społecznościowych itd.

      Największa ilość chętnych trafia do nas poprzez nasze strony i formularze, które pozwalają wysłać do nas zgłoszenie. Niestety tutaj jest też największy odrzut. Szczególnie wśród mężczyzn, którzy w wielu przypadkach nie widzą różnicy między oglądaniem porno a występowaniem w porno. Wysyłają zgłoszenie, a kiedy odzywa się producent, to mówiąc kolokwialnie "mięknie im faja" i wynajdują milion przyczyn, dla których nie mogą przyjechać na sesję. Jest też wielu marzycieli-cwaniaków, którzy piszą "chcę zagrać z tą konkretną dziewczyną, ale w masce, żeby nie było widać mojej twarzy", czyli tłumacząc to na polski "chcę za darmo poruchać waszą gwiazdę" :D

      No, dobra. Jakie więc wymagania muszą spełniać potencjalni aktorzy?

      Po pierwsze uroda. Szukamy osób, które z jednej strony są naturalne, ale też są po prostu ładne, przystojne, mają zadbane i w miarę dobrze zbudowane ciało. Wiadomo, że porno opiera się głównie na warstwie wizualnej i "duże cycki i duża pała" zawsze będą w cenie. Choć to nie jest najważniejsze. Ważne, żeby być w miarę proporcjonalnie zbudowanym, zadbanym i dobrze wypadać przed kamerą. Oczywiście przed nagraniem wszyscy wyselekcjonowani kandydaci muszą też zrobić kilka badań lekarskich.

      Źródło zdjęcia: Xes.pl

      Stawiamy też nacisk na ocenę kandydata pod kątem minimalnej kultury i cech charakteru. Jeżeli ktoś wysyła zgłoszenie z błędami ortograficznymi, to na ogół to zgłoszenie odrzucamy. Potrzebujemy osób z minimalnym choćby poziomem kultury, osób w miarę ogarniętych i inteligentnych. W większości przypadków pracujemy z debiutantami, którzy nie tylko pierwszy raz grają w jakimkolwiek filmie, ale w dodatku jest to film porno, w którym trzeba się rozebrać i uprawiać seks. Wiele osób zarzuca nam prostotę scenariuszy, ale niektóre osoby naprawdę nie są w stanie odegrać aktorsko skomplikowanych scen czy dialogów. Dlatego właśnie osoby nerwowe, niekulturalne czy po prostu sprawiające wrażenie mało rozgarniętych są odrzucane już na etapie wstępnej selekcji.

      My tu gadu-gadu, a pewnie wielu niecierpliwych Bojowników czeka na graficzną część artykułu… Prześle mi Pan jakieś zacne materiały zdjęciowe, które będę mógł wykorzystać w tej publikacji?

      Wysyłam kilka zdjęć. Nie wiem, czy się nadadzą. Generalnie ze zdjęciami jest u nas słabo, gdyż wszystkie grafiki w zasadzie są screenami z filmów, a tam raczej ciężko o coś ze smakiem, co mogłoby zilustrować wywiad. Albo zwykła scenka gadających ludzi, albo od razu fiut w dupie (tudzież innych otworach). :D

      Żródło zdjęcia: Xes.pl

      Fiuta w dupie, mimo szczerych chęci, raczej nie opublikujemy. To jeszcze jednak nie koniec rozmowy z panem Arturem. W drugiej części wywiadu porozmawiamy sobie m.in. na temat wypadków na planie, radzenia sobie z tremą oraz aktorskich kaprysach. A może Wy macie jakieś nurtujące Was pytania?

    •  

      @WhiskeyIHaze: nic ciekawego, w robocie tez spokojnie sie nie da obejrzec bo masa porno zdjec ;/

    •  

      @tasiu84 dzięki ziom.
      @berials @smutny_rambo artykuł wrzucony w komentarzu

    •  

      @tasiu84: @WhiskeyIHaze:
      Spółka która prowadziła strony z serialami online i nie chciała płacić licencji narzeka na to, że ludzie nie płacą za pornosy :D

    •  

      @gustav @gustav serio się tym wcześniej zajmowali? Jakieś materiały na potwierdzenie

    •  

      @WhiskeyIHaze:
      http://www.spidersweb.pl/2013/10/polski-netflix-szarej-strefy.html
      http://pomoc.xes.pl/regulamin.html?srv=AT
      Tak czy siak smutne to wszystko. iiTV.info należące do Canteras Limited z siedzibą Anguilla – British West Indies

      Spójrz na spółkę. Znana firma w Olsztynie tylko pod inną nazwą ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (19)

  • avatar

    Odebrałem za wszystkie swoje multikonta
    #wy

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    odpowiedzi (4)

  • avatar

    Dziś pod tagiem #polskiepato prawdziwe patologiczna historia. Proszę zaparzyć dużo czaju, wołać sąsiadów, wkładać stopy do miednicy z wodą i musztardą (podobno zdrowe) i rozsiąść się do czytania!

    Ciężko było mi tę historię poskładać w jedną całość, bo doniesienia medialne nieco się od siebie różniły i wszędzie panował straszny chaos informacyjny. Mam nadzieję, że cała opowieść trzyma się kupy i nie pomyliłam kolejności zdarzeń.

    • • •

    Joanna pochodziła z małej wsi w powiecie ostródzkim, z rodziny z trudnościami finansowymi, ale nie patologicznej. Gdy miała 16 lat związała się z 12 lat starszym od siebie mężczyzną, z którym dość szybko założyła rodzinę i zamieszkała w okolicach Olsztyna. Niestety, ich związek nie należał do udanych i jak wynika z relacji kobiety, partner bił ją, znęcał się nad ich wspólnymi dziećmi i nadużywał alkoholu. W 2010 roku niespełna 26-letnia ciężarna Joanna uciekła od swojego oprawcy i wraz z czwórką dzieci znalazła schronienie w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Olsztynie (warmińsko-mazurskie). W tym samym budynku mieścił się punkt Caritasu Archidiecezji Warmińskiej, w którym pomagał 28-letni Piotr G. (zdjęcie)

    Piotr jako dziecko przeszedł nieudaną operację kręgosłupa, przez co został inwalidą i poruszał się na wózku. Mimo swojego upośledzenia fizycznego był aktywnym i zaradnym życiowo człowiekiem - ukończył studia teologiczne, jeździł samochodem, był lektorem, działał w ruchu studenckim pomagającym potrzebującym i angażował się w życie swojej dzielnicy. Był osobą bardzo lubianą i popularną, właśnie ze względu na swoje charytatywne działalności. Służył także do mszy, ponieważ był człowiekiem głęboko wierzący, a jego marzeniem było pójście do seminarium, na co nie pozwoliła mu jego niepełnosprawność.

    Mężczyzna zaangażował się w pomoc Joannie i jej dzieciom, usiłując stworzyć im jak najlepsze warunki do życia. Szybko zaprzyjaźnił się z kobietą, a szczególna więź powstała także między nim, a jej dziećmi, którym poświęcał sporo czasu, troszczy się i wozi na kolanach. Po kilku miesiącach znajomości Piotr oświadczył się kobiecie, mimo sprzeciwu jego bliskich. Przyjaciele odradzali mu ten związek, jednak mężczyzna był po raz pierwszy w życiu zakochany i nie zważał na niczyje słowa. Kobieta wraz z piątką swoich dzieci wprowadziła się do mieszkania Piotra jesienią 2010 roku, a niecały rok od pierwszego spotkania para pobrała się.

    Po niedługim czasie wspólnego życia Joanna przestała przypominać tą miłą i zagubioną dziewczynę, którą była na początku znajomości z Piotrem. W domu nieustannie wybuchają awantury, a kobieta stała się roszczeniowa, miała pretensje do męża, że nie spełnia jej oczekiwań i wymagań. Zaczęła coraz częściej wychodzić z domu i spotykać się z innymi mężczyznami, a mężowi kazała w tym czasie opiekować się dziećmi. Sprowadzała kochanków nawet do ich wspólnego mieszkania. W końcu związała się z sąsiadem Jackiem P. i specjalnie nie kryła się z tym związkiem przed swoim mężem. Uprawiała nawet seks z P., gdy w drugim pokoju przebywał Piotr. Mąż czuł się upokorzony, a konflikty między małżonkami narastały. Joanna w kłótniach stawała się coraz bardziej agresywna, przez co dochodziło nawet do rękoczynów. Wyzywała męża, zastraszała, biła i zrzucała z wózka inwalidzkiego.

    . . .

    O kochanku Joanny wiem tylko tyle, że był pracownikiem oponiarskiej firmy Michelin i wcześniej był notowany za jazdę pod wpływem alkoholu.

    . . .

    Jacek P. wprowadza się do mieszkania Piotra i Joanny, co doszczętnie załamuje psychicznie niepełnosprawnego mężczyznę. Zaczyna często bywać poza domem i tułać się samotnie po Olsztynie, a nawet żebrać, ponieważ momentami nie miał co jeść.

    W lutym 2013 roku Piotr wnosi pozew o rozwód i eksmisję niewiernej małżonki z mieszkania.

    Joanna zachodzi w szóstą ciążę, a ojcem dziecka jest jej kochanek. Gdy Piotr dowiaduje się o tym, prosi żonę by zostawiła Jacka P. i deklaruje, że wychowa jej kolejne dziecko. Kobieta jednak planuje ułożyć sobie życie z nowym partnerem, choć nie chce stracić mieszkania, które jest własnością jej męża, dlatego groźbami próbuje nakłonić go do wycofania sprawy z sądu. Joanna staje się jeszcze bardziej agresywna, a Piotr żalił się znajomym, że nawet grozi mu nożem. Mężczyzna obawiał się o swoje życie, dlatego wyprowadza się z mieszkania i przez pewien czas przebywa w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Składa też zawiadomienie przeciwko Joannie o popełnienie przestępstwa z art. 207 § 1 k.k. czyli znęcanie się fizycznie lub psychicznie, jednak odmówiono wszczęcia dochodzenia w tej sprawie.

    W marcu 2013 roku Piotr sporządza testament, w którym wydziedzicza żonę oraz jej dzieci.

    . . .

    29 kwietnia 2013 roku Joanna (wtedy 29-latka) i Jacek P. (41) spotkali się ze swoim znajomym Łukaszem K. (31).

    . . .

    Łukasz K., słabo znał Jacka i Joannę. Jego zdaniem, tego dnia chciał się tylko upić, ponieważ musiał uczcić to, że jego dziewczyna miała niedługo urodzić dziecko, do tego za kilka dni (lub według innego źródła - już kilka dni temu) kończył mu się dozór elektroniczny, który miał zasądzony za jazdę pod wpływem alkoholu. A przynajmniej sam tak twierdzi i przedstawia trochę inną wersję wydarzeń -> klik
    Polecam przeczytać jego relację po przeczytaniu mojego tekstu.

    . . .

    W trakcie wspólnej alkoholizacji wpadli na pomysł pozbycia się Piotra (31). Joanna zadzwoniła do swojego męża i zasugerowała, że przemyślała jego propozycje i chciałaby z nim na ten temat porozmawiać. Późnym wieczorem małżonkowie udają się na spacer przez osiedle Nagórki. Kobieta wywozi Piotra na wózku w okolice starego parku, gdzie w krzakach czekali już na nich Jacek i Łukasz. Dwaj bandyci zrzucają mężczyznę z wózka i brutalnie biją. Najpierw próbują skatować go na śmierć, potem dusić rekami, jednak mężczyzna wciąż oddychał. Zacisnęli mu więc na szyi pętlę z paska od spodni. Następnie rozebrali ciało Piotra G., a ubrania usiłowali spalić w opuszczonej ruderze. (zdjęcie) (zdjęcie) Druga wersja wydarzeń mówi, że próbowali spalić zwłoki, jednak udało im się zwęglić tylko ciuchy denata.

    Nagie zwłoki Piotra porzucili w krzakach, a w drodze powrotnej wrzucili do studzienki kanalizacyjnej telefon ofiary, który wraz z portfelem zabrali z miejsca zbrodni, by upozorować motyw rabunkowy. Po morderstwie cała trójka udaje się do mieszkania Joanny i jej martwego już męża, gdzie urządzają zakrapianą imprezę oraz orgię, ponieważ kobieta proponuje im seks w trójkącie, na który podobno już wcześniej mieli się umawiać.

    Następnego dnia w południe przypadkowy przechodzień zauważa ciało mężczyzny w okolicach placu zabaw przy ulicy Barcza i natychmiast wzywa policję.

    Martwy mężczyzna leżał pod drzewem, ale podczas przeszukiwania terenu znaleziono portfel ofiary (...) W portfelu był dowód osobisty z adresem, więc policjanci zaraz się tam pojawili i zastali żonę Piotr G. oraz "przyjaciela domu" Jacka P. Oboje udawali, że nie mają o niczym pojęcia.

    - opowiadał rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie.

    Gdy biegli stwierdzili, że Piotr został uduszony, natychmiast zatrzymano jego żonę i jej kochanka. Przyciśnięci przyznali się do winy oraz wskazali trzeciego sprawcę. Łukasz K. także przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Cała trójka trafia do aresztu, a Joanna, z uwagi na to, że była w ciąży, do specjalnego oddziału aresztu w Ostródzie.

    Na początku maja odbyła się wizja lokalna z udziałem sprawców.

    Zdjęcia Jacka P. podczas wizji lokalnej -> klik, klik, klik, klik

    Podejrzani o morderstwo zaczęli zmieniać zeznania. Po tym, jak początkowo przyznali się do winy, później każdy przedstawia inną wersję wydarzeń, co zaczyna komplikować sprawę.

    . . .

    Tłumy przyjaciół i znajomych uczestniczyły w pogrzebie Piotra na cmentarzu w Dywitach, który odbył się 9 maja.

    klik <- relacja z pogrzebu
    klik <- wypowiedzi bliskich zamordowanego

    . . .

    W grudniu 2013 roku prokuratura rejonowa Olsztyn-Południe przesłała do sądu akt oskarżenia, w którym zarzuca zabójstwo całej trójce oskarżonych. Jak czytamy w komunikacie z ich strony internetowej:

    W dniu 16.12.2013r. Prokurator Rejonowy Olsztyn – Południe w Olsztynie skierował do miejscowego Sądu Okręgowego akt oskarżenia p – ko Joannie G., Jackowi P. i Łukaszowi K.

    Zostali oni oskarżeni o to, że w dniu 29.04.2013r. w Olsztynie, działając wspólnie i w porozumieniu z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia Piotra G., w ramach ustalonego podziału ról, zgodnie z którym Joanna G. przekazała Jackowi P. i Łukaszowi K. materiały do owinięcia rąk, aby nie zostawili śladów, a następnie wyprowadziła poruszającego się na wózku inwalidzkim Piotra G. z mieszkania w ustalone miejsce, gdzie wymieniony został zaatakowany przez Jacka P. i Łukasza K., którzy po wepchnięciu go w krzaki i zrzuceniu z wózka inwalidzkiego bili go pięściami i kopali po całym ciele oraz dusili paskiem, w następstwie czego doznał on licznych obrażeń ciała powodujących zatrzymanie krążenia i oddychania oraz aspiracje krwi do górnych dróg oddechowych, co skutkowało jego zgonem.

    . . .

    Joanna została pozbawiona praw rodzicielskich, a jej pięcioro dzieci trafiło do rodzin zastępczych i do Domu Dziecka.

    W 2014 roku urodziła w areszcie szóste dziecko, które zaraz po przyjściu na świat zostało adoptowane przez ludzi, którzy nie wiedzieli, że jego rodzicami jest para morderców.

    . . .

    (zdjęcie)

    . . .

    Proces ruszył 28 lutego 2014 i jak podaje olsztyńska gazeta:

    Ze względu na drastyczność sprawy i konieczność ochrony dobrych obyczajów sąd utajnił przebieg procesu na czas składania wyjaśnień przez oskarżonych.

    Wiadomo jedynie, że Joanna nie przyznała się do winy, zaś oskarżeni mężczyźni przyznali się tylko pośrednio, bo nie do zamierzonego zabójstwa, lecz tylko do pobicia ze skutkiem śmiertelnym.

    W jawnej już części procesu zeznawał biegły lekarz sądowy. Stwierdził, że ofiara przez kilka minut była duszona. Miała też poważne obrażenia głowy: złamaną szczękę, oczodół, kość jarzmową, a także krwiaki mózgu. Wszystko to razem było przyczyną śmierci Piotra G.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    . . .

    14 maja 2014 zapadł pierwszy wyrok - Joanna oraz Jacek P. zostali skazani na dożywocie. Natomiast Łukasz K. na 15 lat pozbawienia wolności, co według strony internetowej Sądu Apelacyjnego w Białymstoku zostało uargumentowane w ten sposób:

    Sąd uznał, że podejmowane przez Łukasza K. czynności nie miały charakteru wiodącego i nie nosiły drastycznego charakteru. Jego rola w zdarzeniu była dopełniająca, nie miał on też pełnej wiedzy na temat motywów kierujących pozostałymi oskarżonymi. Zatem orzeczona wobec niego kara winna być niższa.

    Sędzia nie miał wątpliwości co do winy skazanych. Nie pomogły łzy i zapewnienia morderczyni, że jest niewinna.

    Po ogłoszeniu wyroku widownia na sali Sądu Okręgowego w Olsztynie zaczęła bić brawo.

    Przewodniczący składu sędziowskiego powiedział, że kara dożywotniego więzienia dla dwójki oskarżonych jest karą adekwatną do popełnionej zbrodni.

    Joanna G. i jej przyjaciel planowali zabójstwo Piotra. Jednym z motywów było przejęcie jego mieszkania, w którym planowali wspólne dalsze życie. (...) Oskarżona doznała samej dobroci od Piotra G., przyjął ją i jej piątkę dzieci pod swój dach, żebrał na ulicach, by utrzymać całą rodzinę, a ona nie potrafiła tego docenić.

    - mówił, uzasadniając wyrok sędzia.

    (tutaj są zdjęcia z tego procesu)

    Wyrok nie był prawomocny, a apelację wnieśli obrońcy całej trójki oskarżonych. Domagali się dla nich niższych kar, argumentując to następująco:

    Obrońca Joanny G. uważa, że powinna ona ponieść odpowiedzialność jedynie za pomocnictwo do czynu popełnionego przez pozostałych oskarżonych, ewentualnie w przypadku uznania jej za współwinną zabójstwa, z uwagi na poboczną rolę, złożenie obszernych wyjaśnień, wcześniejszą niekaralność i młody wiek należy wymierzyć jej karę znacznie łagodniejszą.

    Obrońca Jacka P., domagając się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania sądowi I instancji zarzucił naruszenie szereg przepisów procedury karnej oraz błąd w ustaleniach faktycznych polegający na przyjęciu m.in., że oskarżony ten działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa. Z ostrożności procesowej, na wypadek nieuwzględnienia tych zarzutów, wniósł o złagodzenie wymierzonej oskarżonemu kary.

    Natomiast obrońca Łukasza K. wniósł o zmianę wyroku poprzez uznanie, że oskarżony ten wypełnił swoim zachowaniem znamiona przestępstwa z art. 158 § 1 k.k. bądź wymierzenie mu kary znacznie łagodniejszej.*

    (Art. 158. § 1. - Kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.)

    5 listopada odbył się proces apelacyjny, w którym zapadł już prawomocny wyrok. Sąd Apelacyjny w Białymstoku złagodził karę dla Joanny i Jacka P. z dożywocia na karę 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 15 latach. Wyrok Łukasza K. pozostał bez zmian.

    Dożywocie jest karą eliminacyjną i nie daje szansy na wyjście z zakładu karnego. Stosuje się je wobec osób zdemoralizowanych, które nie poddają się resocjalizacji. Sąd uznał, że Joanna G. i Jacek P. nie są na tyle zdemoralizowani, że powinni być trwale wyeliminowani ze społeczeństwa.

    - tak sędzia opisywał uzasadnienie wyroku.

    Wyjaśnił także, dlaczego kobiecie został przypisany współudział w zabójstwie, a nie jedynie pomocnictwo. Przypominał, że współsprawcą może być także osoba, która własnoręcznie "nie zabija, nie zadaje ciosów, nie kopie, nie strzela, nie topi, nie dusi". Sędzia mówił, że jeżeli oskarżonej "przyświecał" zamiar zabicia męża, cała trójka miała taki plan, a rolą żony był "udział w istotnym elemencie tego planu" (m.in. zwabienie męża do domu i wyprowadzenie go w ustronne miejsce) - jej współdziałanie w tej zbrodni było ewidentne.

    Sąd apelacyjny wziął pod uwagę m.in. niekaralność sprawców. - Nie są ludźmi zdegenerowanymi do cna, których należy traktować jako sprawców o małym procencie (szans na) poddanie resocjalizacji - powiedział sędzia, przywołując opinie psychologów i psychiatrów.

    Sąd ocenił też, iż zbrodnia nie została dokonana z premedytacją, bo pomysł "pozbycia się" męża kobiety zrodził się nagle, gdy ten nie chciał zostać w domu z dziećmi kobiety (z innego związku); nie było też szczególnego okrucieństwa. Nie wiadomo, kto pomysł zabójstwa podsunął. **

    . . .

    To przerażające i zadziwiające zarazem ile upokorzeń jest w stanie znieść człowiek by zmusić kogoś by go kochał. I gdzie jest granica pomiędzy szlachetnością, dobrocią, a zwykłą głupotą, naiwnością i brakiem doświadczenia?

    . . .

    klik <- ciekawy artykuł na ten temat, rozbudowany o wiele wypowiedzi znajomych Piotra G.
    klik <- reportaż UWAGI na ten temat
    klik <- odcinek serii dokumentalnej "Polskie zabójczynie" z telewizji kryminalnej Crime+Investigation Polsat na temat tej zbrodni, mało szczegółowy, ale z inscenizacją wydarzeń

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    * źródło
    ** źródło

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu polskiepato. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    . . .

    Zapraszam także do obserwowania mojego drugiego hasztagu rejestrzboczencow, gdzie przedstawiam sylwetki gwałcicieli i pedofili z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #olsztyn #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    odpowiedzi (280)