•  

    1056169 - 424 - 102 - 19 = 1055624

    Pierwsza dłuższa trasa w tym roku. W końcu prognozy pogody na weekend optymistyczne, więc postanowiłem wybrać się na spotkanie forumowe mające miejsce na Roztoczu, na terenie gminy Narol. Wiać miało z południa, więc przy moim zachodnio - wschodnim kierunku trasy powinno być w większości sprawiedliwie z boku ;)

    Niestety z piątkowego wolnego w pracy nici, więc postanawiam wyjechać prosto po pracy i tym sposobem o 16:30 kieruję się na Kraków.
    Początek kiepski, ponieważ o tej godzinie ruch na drodze do Chełmka przez Bieruń Nowy jest olbrzymi. Droga zakorkowana, więc większość tej trasy przejeżdżam po ścieżkach i chodnikach, czasem przeciskając się pomiędzy kolumnami aut środkiem jezdni.

    Jakoś za Żarkami się luzuje, a wiatr zdecydowanie sprzyja, więc do Krakowa dojeżdżam ze średnią na liczniku powyżej 30 km/h. Przez miasto przebijam się ścieżkami rowerowymi, o dziwo idzie całkiem sprawnie. Na Bulwarach robię postój i oglądam zachód, pałaszując ciasto bananowo – owsiane, przygotowane przez Lubą specjalnie na tę okazję ;)

    Na wylocie z Krakowa muszę jeszcze ominąć jakieś roboty w związku z budową S7 i kieruję się spokojną już droga na Niepołomice. Trasa w kierunku Tarnowa prowadzi w dużej części po drogach technicznych biegnących wzdłuż autostrady A4. Ruch znikomy, wiatr raczej sprzyjający, więc jedzie się elegancko. W Tarnowie, po ok 160 km planuję wejść do Maca, który wg strony jest czynny do północy (poza McDrive 24h). Niestety na miejscu rozczarowanie, bo od 23 mają jakąś przerwę techniczną, więc pozostaje mi tylko jechać dalej i szukać jakiejś stacji. Po 40 km znajduję Shella w Dębicy, gdzie trochę się ogarniam i pałaszuję Hot – Doga.

    Kolejny cel pośredni, to Rzeszów. Myślę sobie – tam są aż 3 McD, więc to tam zrobię sobie większą ucztę. Ponieważ droga nr 94 w godzinach nocnych jest pusta i ma szerokie pobocze, postanawiam trochę zmodyfikować pierwotną trasę i przyklejam się do niej długimi odcinkami.
    Do Rzeszowa docieram około 4 nad ranem. Na rynku trochę imprezowiczów – niedobitków i jakieś śmierdzące lokale z kebabami. Niestety wszystkie McD są zamknięte, a najwcześniej otwierany jest dopiero o 7. Szukam jakiejś alternatywy, jednak bez skutku. Kebabownie mnie odpychają, więc ponownie zawiedziony jadę dalej, w poszukiwaniu stacji. Straciłem tylko tutaj czas.
    Niestety długo nie znajduję nic sensownego i na jakimś przystanku robię postój połączony z pożeraniem zapasów (reszta ciasta itp.). Jest jakoś 5 nad ranem, a o dziwo nie jest jakoś bardzo zimno.

    Na wschód od Rzeszowa zaczynają się w końcu większe „zadupia”. Najbardziej marznę już dobrą godzinę po wschodzie słońca, w okolicach 7:00. Do Jarosławia jadę przez Markową i Przeworsk. Kawałek przed miastem znajduję w końcu Statoil i ciepłe jedzenie.
    Kontaktuję się z ekipą forumową i postanawiam spróbować do nich w połowie zaplanowanej przez nich pętli, w Horyńcu – Zdrój. Pisza, że powinni być tam około południa, więc modyfikuję trasę i postanawiam zahaczyć o przygraniczną gminę Wielkie Oczy, która to zawsze mnie intrygowała swoją nazwą ;)
    Na liczniku niedawno pojawiło się 300, a do celu jeszcze jakaś stówka, więc trzeba się sprężać. Teren robi się bardzie pofałdowany, a wiatr zaczyna zawiewać bardziej od frontu. Tereny coraz bardziej odludne, czyli tak jak lubię. Często mijam gniazda z bocianami, zwiastujące nadejście długo wyczekiwanej wiosny ;)

    Gdy w końcu docieram do Wielich Oczu, zatrzymuję się w sklepie na małą wyżerkę. Podpytuję mieszkańca, czy szlak Green Velo do Horyńca będzie przejezdny na rowerze szosowym, Nie zapewnia mnie do końca, jednak postanawiam zaryzykować. Dobra decyzja, bo długimi odcinkami jest to wąski i równy asfalt, wyłączony z ruchu samochodowego.
    Jedynie odcinkami przebijam po szutrach, jednak da się po tym jechać bez większego problemu, bo jest sucho. Na takim właśnie odcinku mijam patrol Straży Granicznej, który zatrzymuje mnie do kontroli. Pytają gdzie jadę itp. Sprawdzają dokumenty i ostrzegają przed przypadkowym przekroczeniem granicy z Ukrainą, wzdłuż której jadę. Ogólnie sympatyczna rozmowa, jednak zabierają mi dobre pół godziny.

    Ponieważ lubię przejścia i tereny przygraniczne, podjeżdżam zobaczyć jak wygląda to w Budomierzu. Dalej przejeżdżam klimatyczny drewniany mostek na rzece Lubaczówka i już w Horyńcu spotykam ekipę zgodnie z planem. Udajemy się wspólnie na zwiedzanie bardzo ładnej i starej Cerkwii w Radrużu, gdzie starsza pani opowiada jej historię z wielkim zaangażowaniem. Pomimo, że klimaty zwiedzania jakoś mnie normalnie nie kręcą, to tutaj słucham z wielką uwagą, więc polecam każdemu.

    Dalej, już bardzo spacerowym tempem kończymy pętlę i w promieniach słońca i zajeżdżamy do Narola, gdzie w końcu mogę pojeść do syta w przyrynkowym barze u Rubina :)
    Nocleg mamy zamówiony w Pizunach, w klimatycznym ośrodku w środku lasu, u źródeł rzeki Tanwi. Wyczytałem gdzieś później, że to podobno jedna z najmniejszych wsi w Polsce ;) Bardzo klimatyczne i spokojne miejsce. Poza nami, nie ma tu więcej gości. Ponieważ ja przyjeżdżam ostatni, a miejsca w domku już brakuje, to dostaje mi się cały inny domek na wyłączność ;) Z uwagi na fakt, że mam całą nockę w plecy, jest mi to bardzo na rękę i po zjedzeniu kolacji, przesypiam bite 9 godzin w zasadzie bez pobudki.
    Rano, po śniadaniu i po rozciąganiu w przyjemnych okolicznościach natury, orientuję się, ze trochę późno wstałem, bo nikogo już nie ma ;)

    Zajeżdżam do Narola na rynek, po czym postanawiam przejechać cześć wczorajszej pętli, która mnie ominęła, bo przecież nie przyjechałem tu tylko po to, żeby zaraz wracać na pociąg.
    To był bardzo dobry pomysł, bo okolice są bardzo klimatyczne i spokojne, szczególnie w niedzielny poranek. W Horyńcu robię pierwszą tego roku przerwę na lody i zwiedzam centrum tego zdrojowego miasteczka. Dalej trzymam się w miarę możliwości blisko linii kolejowej na odcinku Horyniec – Rzeszów, bo w odpowiednim momencie móc zjechać na pociąg powrotny. Ostatecznie ląduję w Jarosławiu, gdzie po obiedzie wsiadam do, jak się okazuje, szynobusu. Jeszcze tylko przesiadka w Rzeszowie i w Krakowie i przed północą jestem w domu. No a rano znów do pracy i koło się weekendowe zamyka ;)

    Podsumowując – warto było! :) Wypad zdecydowanie udany.

    Zaliczone 33 nowe gminy do #zaliczgmine
    Strava:

    https://www.strava.com/activities/923345737
    https://www.strava.com/activities/924977645

    Oraz więcej zdjęć w albumie:

    https://goo.gl/photos/4UVRCTKR7X7huX8XA

    Tag -> #byczysnarowerze

    W tym tygodniu to już 545km!
    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

Gorące dyskusje ostatnie 12h