•  

    Dzisiaj pozwolę sobie na małą prywatę ;)

    TL;DR
    Zdjęcia przedstawiają mojego pradziadka w mundurze powstańca śląskiego (po lewej),
    dokument potwierdzający odznaczenie Śląskim Krzyżnem Powstańczym (po prawej),
    fotografia z towarzyszami z oddziału powstańczego (na dole).

    pokaż spoiler Raz za razem możemy usłyszeć opinie o Ślązakach jako ukrytej opcji niemieckiej czekających tylko na ponowne wcielenie do Rzeszy etc. Kwestia Górnego Śląska jego mieszkańców, ich narodowości, języka sympatii i antypatii ciągle dzieli nasze (i tak mocno podzielone) społeczeństwo. W tym wpisie nie będę wchodził w politykę (obecną jak i przeszłą) gdyż nie czuję się kompetentny do wypowiadania i oceniania w tych tematach.


    pokaż spoiler Przybliżę historię mojej rodziny i przypomnę, że życie na Górnym Śląsku nie było czarno-białe (Polacy vs. Niemcy).


    pokaż spoiler Sama historia również nie jest unikatowa w skali regionu. Możliwe, ze niejeden Mirek Hanys może pochwalić się podobnymi rodzinnymi opowieściami ;)


    pokaż spoiler Fotografia przedstawia mojego pradziadka Michaela Heinze urodzonego w 1898 roku w Kreuzburgu czyli dzisiejszym Kluczborku. Jego matka zmarła gdy mój był dzieckiem a po nagłej śmierci ojca, wraz z bratem przyjechał około roku 1919 za pracą do Katowic. Wcześniej brał udział w I wojnie światowej - służył w armii pruskiej w końcowej fazie konfliktu.
    W Katowicach zatrudniony został w Eminenzgrube, na miejscu której znajduje sie obecnie Silesia City Center. Tutaj poznał swoja pierwszą żonę, z którą miał piątkę synów.


    pokaż spoiler Jaka była motywacja mojego pradziadka do wzięcia udziału w powstaniach za sprawę polską ciężko powiedzieć. Wiem natomiast, że ten wybór nie był akceptowany (co wcale mnie nie dziwi) przez pozostałą cześć jego rodziny. Niestety nie mam informacji o bitwach, w których brał udział. Być może gdzieś wśród pamiątek, starych zdjęć i dokumentów coś znajdę. Na tę chwilę nie mam kiedy się za to zabrać :(


    pokaż spoiler Po zakończeniu powstań śląskich i ostatecznym ustaleniu granic pradziadek na stałe zamieszkał w Katowicach. Mimo przyjęcia obywatelstwa polskiego aż do śmierci pozostał przy swoim niemieckim nazwisku w oryginalnej pisowni.


    pokaż spoiler W latach 20 XX wieku zmarła jego pierwsza zona. Ożenił się wtedy powtórnie z moja prababcią Jadwigą - Ślązaczką o nazwisku Kozik ze wsi w okolicach Pszczyny. Głównym powodem ślubu była potrzeba znalezienia macochy dla piątki swoich dzieci. Niestety jego synowie w wyniku chorób zaczęli umierać. Dorosłości (niestety bardzo krótkiej o czym dalej) doczekał tylko jeden syn - Gerhard Heinze. Z drugą żoną doczekał się trójki dzieci: dwóch synów Józefa i Stanisława oraz córki Marii


    pokaż spoiler W XX leciu międzywojennym pradziadek pracował jako robotnik w górnośląskim przemyśle. Należał również do Związku Powstańców Ślaskich - kombatanckiej organizacji założonej przez Alfonsa Zgrzebnioka.


    pokaż spoiler Nie wiem w jaki sposób,jako powstaniec śląski i zdrajca, traktowany był przez Niemców po wybuchu II wojny światowej. Na pewno został wysłany do pracy w Rzeszy przy granicy z Belgią. Natomiast nie był więźniem obozu. Nie wiem również jak wyglądała kwestia volkslisty w przypadku tej części mojej rodziny. Pewne jest natomiast, że ostatni żyjący syn z pierwszego małżeństwa został wcielony do Wehrmachtu i zginął pod Panewnikami w 1945 roku kilka miesięcy przed zakończeniem wojny. Zachował się dokument z Berlina potwierdzający jego śmierć, uprawniający do renty wojskowej.


    pokaż spoiler Z relacji mojej babci pradziadek był człowiekiem lubianym. Po wkroczeniu aliantów na teren Niemiec dostał się do niewoli amerykańskiej. Babcia wspomina, że zaproponowano mu wyjazd do USA i ściągniecie rodziny na co jednak nie przystał.


    pokaż spoiler Po zakończeniu wojny wrócił do Katowic i szczęśliwie uniknął deportacji do ZSRR, które były częścią tzw. Tragedii Górnośląskiej. Mieszkał wraz z rodziną na Wełnowcu przy skrzyżowaniu ulic Jesionowej, Owocowej i Grabowej.


    pokaż spoiler Zmarł w 1974 roku. Pochowany został na cmentarzu parafii NMP Wspomożenia Wiernych w Katowicach-Wełnowcu. Życzeniem pradziadka było złożenie do grobu w mundurze widocznym, na zdjęciu. Grób za zgodą babci zlikwidowano na początku XXI wieku.


    pokaż spoiler Mam nadzieję, że kogoś z was zainteresowałem a może zainspirowałem do poszukiwania informacji na temat własnej rodziny ;)


    Polecam z całego serca rozmawiać ze swoimi dziadkami. Są oni ostatnimi żyjącymi świadkami historii i często czekają na możliwość takiej podróży w czasie.

    #katowice #slask #gornyslask #historia #ciekawostki

    źródło: Pradziadek Heinze.JPG

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    - Halinka śpisz?
    - Śpię, bo co?
    - Bo ja nie mogę.
    - Co znowu?
    - Halinka, bo ja nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, co mnie prześladuje.
    - Niby czego?
    - Dlaczego ten Paździoch, to taka menda i świnia jest.
    - Wiesz co? Ty nudny jesteś.Ty mnie pytasz o to, co tydzień od 30 lat.
    - Halinka, bo ja od trzydziestu lat pojąć nie mogę, po co w ogóle takie coś Pan Bóg stworzył.
    - Ferdek, a po co Pan Bóg stworzył muchę?
    - No właśnie po co? Albo takie stonkę ziemniaczaną, po co?
    - Po jajco jełopie. Dobranoc.
    - (Głęboki wydech) Halinka ja rozumiem, ja żem sam święty nie jest, ale przecież taki Paździoch to jest przecież normalne obrzydlistwo. Po co w ogóle takie coś jest? Ja rozumiem jeszcze, jakby to on miał źle. Ale co, mieszkanie ma, samochód ma, telewizor ma, pieniądze w bankomacie ma. Sam, żem widział jak wybierał.
    - No szkoda, że ty nie masz z czego wybierać.
    - Kurde, jak ja go nienawidzę... i po co w ogóle takie coś jest... Po co? Dlaczego on taki jest?
    - Ferdek, nie wiem dlaczego on taki jest no! Może miał trudne dzieciństwo. I w ogóle ja ciebie proszę, skończmy ten temat, bo ja za siebie nie ręczę.
    - Widzisz Halinka? Jak tylko się o tej mendzie zaczyna rozmowa, od razu konflikty się same rodzą. To jest Halinka zło chodzące, trzeba by go wyeliminować.
    pokaż całość

    odpowiedzi (25)

  • avatar

    To co od kilku miesięcy się dzieje w Kuala Lumpur to jest jakaś przesada. Każdy pewnie słyszał, że płonie 'Amazonia'. Mało kto wie, że na Sumatrze wypalane są ogromne połacie lasów. Większość jest wypalana pod uprawy oleju palmowego. Cały ten syf leci z Indonezji na Malezję i KL gdzie od kilku lat mieszkam.

    Dawno nie było aż tak źle. Do tego stopnia, że musieliśmy się zaopatrzyć w filtr powietrza do mieszkania. Całe miasto jest pokryte 'mgłą' która jest rezultatem wypalania w/w lasów. Bóle głowy, kaszel i inny szajs związany z tą sytuacją to już powoli normalność - jakkolwiek źle by to nie brzmiało.

    Powietrze normalnie widać i czuć. W każdym oddechu. Maski są wyprzedane w sklepach, nawet te, które i tak nie pomogą na to co wisi w powietrzu. Filtry powietrza na zamówienie. Na swój czekaliśmy tydzień. Jakiekolwiek wyjście na dwór czy to do parku, na basen itd. jest conajmniej nierozważne.

    Widoczność oceniam na mniej niż kilometr. Zmierzyłem dystans na google mapach od budynku gdzie mieszkam do tego, który jako tako widzę z okna. Foto w zalaczniku.

    Rząd Indonezji ma to wszystko w dupie. Malezyjskie firmy pod przykrywką tego co odpierdala się w Indonezji zaczęły wypalać lasy na półwyspie.

    #podroze #malezja #friqbloguje #zalesie

    pokaż spoiler pomijam co sie dzieje na borneo. Tam to jest masakra.


    EDIT:

    Prawie 1500 szkół pozamykanych w wielu miejscach do piątku.
    pokaż całość

    odpowiedzi (58)

  • odpowiedzi (55)

Advertisement