Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Przyjechał po mnie niebieski bo jedziemy na to wesele i nie dostałam żadnego komplementu. Nie zalezy mi na traktowaniu jak księżniczkę na codzień Ale jak jestem taka wystrojona to mógłby. Inba rozpoczęta. Teraz się w ogóle nie odzywa. #zwiazki no i wiem że trochę #logikarozowychpaskow

    odpowiedzi (114)

  • avatar

    Okruchy życia część 8

    Dyżur SOR. Późny wieczór. Tłumy ludzi porozkładane na leżankach, łóżkach i siedzące na krzesłach. Podszedł do mnie ratownik medyczny i powiedział żebym lepiej szybko poszła do pacjentki Grażyny, starszej pani, bo jej syn zaczyna się awanturować.
    Kobieta leżała na końcu dość długiego korytarza na leżance. Gdy pokazałam się w drzwiach i skierowałam w stronę pacjentki jej syn zaczął głośno bić brawo i zawołał do mnie:
    - Nooo w końcu ktoś raczył się zjawić, dalibyście tu zdechnąć człowiekowi jakby się nie upominać!
    Wszyscy przebywający w okolicy zwrócili swój wzrok na mnie. Patrzyli i czekali co zrobię i powiem. Pomimo, że miałam ochotę odwrócić się na pięcie i uciec, podeszłam do chorej i jej syna. Wiedziałam, że nie warto tłumaczyć, że tego dnia karetki podjeżdżały pod SOR co dwadzieścia minut, że laboratorium nie wyrabiało się z wykonywaniem badań i na wszystko trzeba było czekać po 3-4 godziny, że robię co mogę, żeby zdiagnozować mamusię.
    - Dzień dobry panu, nazywam się Doriel, jestem lekarzem. Bardzo mi przykro, że tak długo muszą państwo czekać. W tym momencie już wiem, że będzie pani musiała pozostać w szpitalu, jednak nadal nie udało się postawić pewnego rozpoznania. Czekam teraz na konsultację specjalistyczną i po niej będzie decyzja co do oddziału, na który pani trafi.
    Wypowiedziałam to wszystko jednym tchem. Syn pacjentki popatrzył na mnie. Widziałam w jego wzroku, że walczy ze sobą. Zrobić awanturę, czy nie zrobić, mówiły jego oczy. W pewnym momencie jakby spuścił parę, zmalał, zrezygnowany utkwił wzrok w podłodze.
    - No to poczekamy jeszcze - wyburczał.
    Na szczęście jakieś dziesięć minut później zjawiła się oczekiwana lekarka. Od wejścia poinformowała, że dwie godziny wcześniej skończyły się łóżka na oddziale. Zajebiście.
    W momencie, gdy zobaczyła chorą jej mina powiedziała mi, że ona też już wie, że będzie musiała ją przyjąć.
    Starsza pani trafiła na oddziałową leżankę na kolejną dobę, dopiero po tym czasie zwolniło się normalne łóżko.

    Dyżur SOR około 2 w nocy. Zadzwoniłam do dyżurnej Nefrolog z prośbą o konsultację. Przyszła po kilku minutach i po zebraniu wywiadu i zbadaniu pacjentki poszłyśmy do gabinetu. Nefrolog fajna kobieta, zawsze miła i pomocna. Zaczęła czytać, co wpisałam w dokumentacji elektronicznej i w pewnym momencie wybuchnęła śmiechem. Popatrzyłam na nią pytająco.
    - Niech pani przeczyta co pani napisała - odpowiedziała ledwo łapiąc powietrze.
    Na ekranie stało:
    “Pacjentka od 2 tygodni odkrztusza większą ilość wydzieliny z dróg rodnych”
    - Z tak niezwykłą umiejętnością mogłaby wystąpić w jakimś “Mam Talent”, albo czymś podobnym - podsumowała Nefrolog.
    Popłakałam się ze śmiechu.
    Chodziło oczywiście o odkrztuszanie wydzieliny z dróg oddechowych.

    Na jednym dyżurze przyjechała pogotowiem babka lvl 80. Jaka ona była tłusta i zaniedbana. Brudna. W pachwinach, pod pachami, pod wielkimi jak worki cyckami miała paskudne czerwone odparzenia. Była godzina 23:30. Widząc tę kobietę przewidywałam całą noc na nogach i niewiele się pomyliłam.
    Babcia ciągle jęczała.
    - Noga mnie boli!
    - Która i od kiedy?
    - Łoj, ta lewa to od kilku lat, bo biodro mam zepsute, a prawa to też od kilku lat, łoj pani doktór mi pomoże! Boooli!
    Obejrzałam te nogi, obie zimne i sine, z czego prawa jakby bledsza. Tętna na prawej nodze nie było czuć w ogóle. Badania i konsultacja z chirurgiem naczyniowym. Prawa noga do amputacji, lewą może jeszcze uda się uratować.
    - Nie zgadzam się na żadne operacje - powiedziała babcia stanowczo.
    - Ale czy pani rozumie, że ta noga zgnije i pani umrze od tego?
    - No tak doktór chirurg mówił. Ale pani da jakąś kroplówkę od bólu.
    Nie było co robić scen. Koniec końców musiałam gdzieś babcię przyjąć. Była 3 w nocy, kiedy w końcu trafiła na wewnętrzny, koledzy z oddziału patrzyli na mnie z lekkim wyrzutem. Nie winiłam ich. Ja też nie chciałabym patrzeć jak te nogi czernieją i czuć tej charakterystycznej woni. Słodko-mdłego zapachu śmierci.

    Średnio raz w miesiącu przybywa do SOR taki Janusz. Były nauczyciel matematyki, stara pijaczyna. Zawsze jest taki brudny i śmierdzący, że trudno wytrzymać z nim w jednym pomieszczeniu. Kiedyś tak mu nogi śmierdziały, że czuć było pomimo butów. Pielęgniarka w końcu nie wytrzymała i leżącemu na leżance Januszowi nałożyła na nogi worek na śmieci. Dla pewności owinęła to wszystko kocem. Pijaczek na to:
    - Jaka ty jesteś dla mnie dobra. Pilnujesz żeby mi nogi nie zmarzły.
    Dziewczyna profesjonalnie powstrzymała wybuch śmiechu do przekroczenia progu pokoju socjalnego.

    Było pewnego dnia tak, że pogotowie przywiozło starego dziadka z rozpoznaniem - hipotonia, czyli bardzo za niskie ciśnienie. Szybko udałam się do sali intensywnego nadzoru celem zbadania pacjenta. Przekroczywszy próg zderzyłam się ze ścianą smrodu gówna pomieszanego z zapachem środków dezynfekujących. Pacjent - stary alkoholik, niepijący tylko dlatego, że nie był w stanie wychodzić z domu, a nie miał już kolegów, którzy by mu litościwie coś alkoholowego przynieśli. Odwiedzała go często córka, przynosiła mu jedzenie i podobno czasem go myła. Stan ogólny ciężki, ciśnienie tętnicze tak niskie, że prawie niemierzalne. Dziadek był tak skrajnie odwodniony biegunką, że strach było patrzeć. Pieluchomajtki, które miał na sobie były tak pełne, że wyciekała z nich rzadka maź o zapachu kojarzącym się ze stajnią. Obsrane były całe plecy i tylna powierzchnia ud. Całe nogi pokryte były warstwą brudu. Diagnoza organoleptyczna - infekcja ulubionym patogenem wszystkich lekarzy - Clostridium difficile. Zajebiście. Kompulsywnie dezynfekując ręce, choć oczywiście badałam chorego w rękawiczkach przyglądałam się jak cały zespół sprawnie rozbiera i myje dziadka, w trakcie gdy dostawał płyny z dwóch wkłuć naraz. Cały tyłek miał zaklejony warstwą gówna. Gdy salowa zaczęła zmywać z pośladków śmierdzącą maź to okazało się, że pod delikatnym dotykiem gąbki schodzą całe kawałki naskórka i wszystko to zaczęło lekko sączyć krwią i płynem surowiczym. Pośladki i okolicę odbytu miał tak odparzone, że nie wiadomo było co z tym dalej robić, czy zostawić do “wietrzenia” czy zawinąć z powrotem w pieluchomajtki. Opcja pieluchomajtek wygrała w momencie, gdy dziadek zaczął robić pod siebie w niekontrolowany sposób.
    Dobrze, że nie jadłam drugiego śniadania jak zaplanowałam, pomyślałam sobie przytykając do nosa pachnące środkiem dezynfekującym dłonie.
    Okazało się, że poza niskim ciśnieniem i potworną biegunką facet przestał produkować mocz. Przy takim odwodnieniu było to normalne. Dziwić się zaczęłam, gdy pomimo wlania w pacjenta półtora litra płynu, moczu nadal nie było. Dziadek zrobił się jedynie, jakby trochę grubszy niż wcześniej. Niestety wszystko zaszło już za daleko. Nerki stanęły całkowicie.
    Gdy tylko przyszły potwierdzające wyniki badań laboratoryjnych dziadek pojechał prosto do ośrodka hemodializ.

    W jednej mojej pracy jest taki pokój, w którym jest kilka stanowisk komputerowych. Moje zazwyczaj znajduje się pomiędzy neurologiem, a chirurgiem. W niektóre dni na stanowisku chirurgicznym siada taki Stary Chirurg. Rzeczywiście młodość ma już dość dawno za sobą. Z racji wieku, opowieści które czasami snuje mogłyby wypełnić niejedną książkę. Ostatnio w pracy uraczył nas historią następującej treści.
    Wyjazd karetką PR ze dwadzieścia lat temu. Jechali z miasta do pobliskiej malutkiej wsi. Wezwanie do urazu, ale nie wiadomo jakiego. Zajechali pod chałupę, a tam na podwórzu stało kilka babek i wszystkie zawodziły i płakały jak najęte. Stary Chirurg podszedł do jednej z mniej zawodzących kobiet i zaczął wypytywać co się właściwie dzieje i gdzie jest chory. Pomiędzy jednym, a drugim szlochem babka wyjąkała:
    - Odgryzł, łolaboga, odgryzł.
    - Ale kto, co odgryzł, komu? - dopytywał się skołowany lekarz.
    Gdy wszedł do chałupy zobaczył leżącego na łóżku młodego mężczyznę, który miał brzuch przykryty stosem poduszek. Doktor zdjął z niego to wszystko i zobaczył co zostało odgryzione. Udało się nawet znaleźć brakujący fragment penisa, którym była poszarpana żołądź prącia. Niestety była w tak złym stanie, że nie udało się jej przyszyć pomimo szczerych chęci chirurgów w szpitalu. Pacjent zeznał, że chciał zabawić się ze swoją dziewczyną, a gdy był w stanie maksymalnej erekcji, jego własny pies rzucił się na niego i odgryzł mu wspomniany kawałek penisa.

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część 7
    Część 6
    Część 5
    Część 4
    Część 3
    Część 2
    Część 1
    pokaż całość

    odpowiedzi (82)

  • avatar

    Naj­pierw cię ig­no­rują. Po­tem śmieją się z ciebie. Później z tobą wal­czą. Później wygrywasz.
    #klocuch

    odpowiedzi (23)