Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    jakich potraw nie jesteście w stanie tknąć?

    ja marchewki z groszkiem. ojciec katował mnie tym w dzieciństwie i do dziś został mi taki uraz, że już na sam zapach mnie mdli ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #pytanie #jedzenie

    odpowiedzi (77)

  • avatar

    ROZDAJO UŻYWANE, ZMĘCZONE PORSCHE PANAMERA

    Na bogato, kto bogatemu zabroni. Jestem lepiej usytuowany nawet od @feuer więc mnie stać #pdk

    Pewnie nikt nie uwierzy. Też bym nie uwierzył. Ale plusa na wszelki wypadek dał, a nuż się uda. Naprawdę, mam do oddania furkę. Sprawa wygląda tak, że Panamerką najpierw jeździł mój ojciec, a trzy lata temu zmienił samochód i ja nią jeździłem. Robiłem codziennie 50km na uczelnię i drugie tyle wracając. Plus dużo więcej wariując nią w piątkowe i sobotnie noce z kumplami, albo wyrywając na nią panienki. Kilka razy przegiąłem, jak kumpel wziął od ojca Jeepa Grand Cherokee zebraliśmy ekipę i pojechaliśmy na dwie fury na majówkę, kumpel przez to przejechał, ja nie dałem rady. Nie mieliśmy linki holowniczej i trzeba było poczekać aż tata przyjedzie pomóc, zdrowo opierdolił i powiedział że mi już nigdy żadnego auta nie da ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ale teraz oddaje mi GLS'a, a tego mówi, że wstyd mu sprzedawać, tak jest porobiony. Na zdjęciu tego nie widać, ale jest przerysowany. I świeci się na czerwono jakaś dziwna kontrolka. Skrzynia się powoli pierdoli, kilka rzeczy do zrobienia.

    Dla ojca oddanie tego auta za darmo, to jak dla przeciętnej osoby oddanie skody Felicji. To kto chce, kto chce?

    #rozdajo #motoryzacja #porsche #panamera #samochody #pdk #gownowpis #heheszki
    pokaż całość

    odpowiedzi (35)

  • avatar

    W dzisiejszym wpisie przenosimy się na Śląsk lat 70. XX wieku - dokładnie do roku 1976. Wtedy to cały rejon konurbacji śląskiej mógł odetchnąć z ulgą - sąd w Katowicach skazał wtedy domniemanego “Wampira z Zagłębia” - Zdzisława Marchwickiego - na karę śmierci za dokonanie 21 morderstw kobiet w okresie od 1964 do 1970 roku. Milicja, aparat bezpieczeństwa i wymiar sprawiedliwości odtrąbiły sukces w walce z przestępczością. Miał on się jednak okazać jedynie chwilowy…

    Był 6 maja 1976 roku. Milicjanci z Chorzowa otrzymali zawiadomienie o odnalezieniu zwłok przy ulicy Nowej. Sam widok zwłok zjeżył włosy na głowach milicjantów - kobieta zginęła w wyniku uderzenia tępym narzędziem w tył głowy, zaś jej dolna część ciała była obnażona - wskazywało to na seksualny motyw morderstwa. Milicjantom natychmiast przypomniała się sprawa “Wampira”. Sprawdzenie dokumentów ofiary zszokowało ich jeszcze bardziej - okazała się nią być 38-letnia Mirosława Sarnowska - jeden z najważniejszych świadków w procesie Zdzisława Marchwickiego. Milicjanci przeczuwali, iż mogli mieć do czynienia z mordercą naśladującym Marchwickiego.

    30 października 1976 roku w Bytomiu w piwnicy bloku mieszkalnego przy ulicy Rostka 21 odnaleziono zwłoki Teresy Ryms. Jak w wypadku Sarnowskiej, sprawca najpierw zaatakował ją tępym narzędziem - ciosy były na tyle silne, iż ofiara zginęła na miejscu. Martwą kobietę następnie zaciągnął do piwnicy, gdzie obnażył ją. Po morderstwie Teresy Ryms milicjanci zaczęli odnotowywać kolejne napady na kobiety - 20 stycznia 1977 sprawca zaatakował kobietę w Siemianowicach Śląskich, 2 lutego 1978 roku w Bytomiu i 31 lipca 1979 roku w Chorzowie. Sprawdzając akta innych spraw śledczy uznali, iż sprawca mógł być również odpowiedzialny za atak na 21-letnią Marię Borucką w Bytomiu 3 listopada 1974 roku i za morderstwo Stefanii M. z 20 września 1975 roku. Wszystkie te przestępstwa łączył fakt, iż napadów i morderstw dokonywano w okolicach przystanków tramwajowych linii numer 6. Stąd też grupę śledczą mającą na celu schwytanie mordercy nazwano “Szóstką”. Na podstawie zeznań ocalałych kobiet udało się stworzyć zarówno portret pamięciowy mordercy, jak i bardzo szczegółowo oddany manekin. Pomimo starań milicji sprawca dalej pozostawał nieuchwytny.

    23 czerwca 1979 roku “Szóstka” otrzymała zawiadomienie o morderstwie i próbie morderstwa dokonanych w Piekarach Śląskich. Ofiarami okazały się być dwie dziewczynki - Katarzyna Sosna i Halina Syda. Halina zginęła w wyniku odniesionych ran, zaś Kasia została ciężko ranna - później na jej głowie doliczono się 27 śladów po uderzeniach siekierką. Brutalność mordercy sprawiła, iż milicja w Piekarach Śląskich nadała grupie dochodzeniowej kryptonim “Frankenstein”. Ta szybko zawiązała współpracę z “Szóstką” z Bytomia, również doszukując się podobieństw w atakach.

    Wkrótce w powiązaniu ze sprawą aresztowano mężczyznę. Był nim 27-letni Joachim Knychała - mieszkaniec Piekar Śląskich, zatrudniony jako górnik w KWK Andaluzja. Milicjanci byli zdumieni, jak bardzo podobny do wizerunków sprawcy morderstw i ataków był Knychała. Został on również rozpoznany podczas okazania przez Barbarę Rzepkę - kobietę zaatakowaną w Siemianowicach Śląskich. Sprawdzenie list obecności w kopalni wykazało jednak, iż w dniach dokonania morderstw i napaści Knychała miał być w pracy na przodku. Z tego powodu nie oskarżono go.

    8 maja 1982 roku milicja w Piekarach Śląskich otrzymała zawiadomienie o śmierci kobiety. Po przyjeździe na miejsce zdarzenia ofiarę zidentyfikowano jako Bogusławę Ludygę. Osobą, która wezwała milicję był Joachim Knychała - Bogumiła była jego szwagierką. Badanie zwłok wykazało jednak, iż jej śmierć nie była przypadkowa - rana na głowie powstała w wyniku uderzenia tępym narzędziem, a na bieliźnie ofiary odnaleziono ślady spermy. Joachim Knychała został aresztowany.

    W trakcie przesłuchań Knychała początkowo nie przyznawał się do winy. Badanie wariografem wykazało jednak, iż kłamał on nie tylko w sprawie śmierci szwagierki, ale również wtedy gdy pytano się go o to, czy kiedykolwiek zabił człowieka. Wkrótce, Knychała przyznał się do dokonywania morderstw i ataków od 1974 do 1982 roku. Jego alibi okazało się być fikcją - jako aktywista Związku Młodzieży Socjalistycznej Knychała często wyrabiał nadgodziny, za które przyznano mu dni wolne. Pomimo tego w listy obecności wpisywano, iż w te dni był w pracy. Sprawdzenie kartoteki Knychały wykazało również, iż mając 18 lat został skazany na 3 lata więzienia za udział w gwałcie zbiorowym. Spytany o to stwierdził, iż nigdy nie uważał wyroku za sprawiedliwy - według samego siebie został on w gwałt wrobiony. Wydarzenie to, w połączeniu z trudnym dzieciństwem, podczas którego był często poniżany przez wychowujące go matkę i babkę, scementowały jego nienawiść do kobiet. Knychała zeznał również, iż wytworzyły się w nim niejako dwie osobowości - kochającego męża i ojca oraz sadystycznego mordercy, mogącego zaspokoić swój popęd seksualny jedynie przez gwałt i morderstwo.

    Proces Joachima Knychały, oskarżonego o 5 zabójstw i 7 usiłowań zabójstw, zakończył się 19 kwietnia 1984 roku. Sąd uznał go winnym zarzucanych mu czynów i skazał na karę śmierci. Knychała przyjął wyrok ze spokojem - jak sam później stwierdził na karę tą zasługiwał. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano przez powieszenie w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich 7 21 maja 1985 roku.

    #kronikakryminalnafranka #polska #prl #historia #historiajednejfotografii #seryjnimordercy #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    odpowiedzi (18)