•  

    Mirki, może macie jakiś sposób na januszy biznesu? W środę kupiłem rower, jechałem po niego Ok 200km w okolice Bielska. Umówiłem sie z gościem ze będę koło 20. Na pierwszy rzut oka wszystko w porządku, ojciec z synem, syn sprzedaje rower, bo nie ma czasu jeździć. Ok lekka negocjacja i biorę. Jadę do domu juz z bananem na ustach, w końcu kupiłem rower, od lat mi sie tęsknilo za szczeniackimi wypadami z kumplami do lasu, dojezdzam do domu, padam, ale jeszcze idę do garażu nacieszyć sie nowym nabytkiem. Oglądam sobie, głaskam, siadam, przymierzam, nadal czuje to lekkie podniecenie i radość, az tu nagle jeb, jakby mi ktos szpilkę w jaja wbił. Patrzę nie wierze, amor pęknięty, No kurwa co za pedały. W ogłoszeniu nic o tym nie było, podczas spotkania tez nikt słowa nie powiedział. Ok, mogłem lepiej sprawdzić, ale był juz wieczór, na pierwszy rzut oka nie było widać, a o takiej wadzie raczej powinno sie poinformować, bo to nie kurwa zepsuty dzwoneczek przy kierownicy za 15zl o którym mozna po prostu zapomnieć. Wysyłam zdjęcie kumplowi z którym byłem po rower jeszcze w nocy. Rano dzwonię do durni i mowię jak sprawa wyglada. Janusze biznesu oczywiście nie wiedza nic o tym zeby amor był pęknięty, wypierają sie i mówią ze musiałem sobie sam to zrobic. W domu byłem Ok północy nawet trochę po, do kolegi wysłałem zdjęcie cos koło 01:00. Dzwonię do januszy i mowię spokojnie ze tak sie bawić nie będziemy i chce rower zwrócić oni dalej swoje. Mysle sobie, Ok przez telefon tego nie załatwimy pojadę tam i po prostu oddam. Ale akurat ojciec różowego pracuje w tamtych okolicach i zgodził sie zabrac rower, bo mi perspektywa jazdy 200km w jedna stronę i marnowania pół niedzieli nie była na rękę. Dzisiaj ojciec różowego tam podjechał i oczywiście problem, wpieranie, ze niby sam sobie to zrobiłem, ze może podmieniłem, ze zwrotów nie ma i dowodzenia. Kasy nie ma, roweru nie ma został tylko wkurw, głód i halucynacje z niedożywienia. #januszebiznesu #rower #bielsko #smutekbardzo