•  

    3 090 - 1 = 3 089

    Tytuł: Demon
    Autor: Łukasz Henel
    Gatunek: Horror
    ★★★★★★★☆☆☆

    Pisanie horrorów to nie jest łatwa rzecz, ale akurat Panu Łukaszowi dosyć wychodzi. No mi przynajmniej się podobają.

    Poprzednia książka, którą czytałam [On] urzekła mnie bardziej, ale tutaj też wszystko miało ręce i nogi. Wiadomo, że horrory to nie żadne arcydzieła mistrzów holenderskich, wiadomo też, że często bardziej śmieszą niż przerażają - tu jednak cała historia ma sens.

    Przenosimy się do schroniska w górach. Pomieszkuje tam pewien zły duch - oficer SS, który zawarł pakt z jeszcze mroczniejszą istotą. Potrzebują tylko kogoś kogo mogą użyć. Trafia się śmiertelnie chory, wyrzucony z pracy lekarz, alkoholik i rozwodnik w jednym. Przyjmuje on ducha za obiecane uzdrowienie. I zaczyna się rzeź.

    Bardzo sobie cenię książki Pana Łukasza za zakończenia - nie pozostawiają niedosytu. Nie kończy on książek na zasadzie "a teraz szybko zanim dotrze do nas, że to bez sensu", tylko ładnie opowiada historię do końca.

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik

    źródło: demon.jpg

    +: s.....r, Quoluz +7 innych

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Rozbite w ostatni weekend Lambo w Warszawie, w tym tyg ukradli felgi #motoryzacja #heheszki #warszawa

    odpowiedzi (90)

  • odpowiedzi (20)

  • avatar

    Zawsze mnie śmieszy w jakiej hermetycznej bajce żyje warszafka. Te całe hulajnogi elektryczne, ubery, glovoeats, menagerowie ze sztucznymi uśmiechami, auta na leasing, instagramerki, infuencerki, injekcje wybielacza odbytu, płatne parkingi, przepłacone mieszkania deweloperskie z gównolitu.

    Tymczasem wyjeżdżasz 40km na wschód i odkrywasz, że Polska wciąż wygląda tak samo jak 20 lat temu. Domy zabite dechami, jeden sklep na całą wieś. Dobrobyt jest w mieścinie gdzie jest sklep GS, apteka, stacja benzynowa i komis samochodowy. Jak na skraju miasteczka jest Dino albo Biedronka to już w ogóle wygrana w totka. Jedyna robota w okolicy to sprzedawca w sklepie, robotnik u producenta folii bąbelkowej lub kierowca busa, który zastąpił upadłe pks'y.

    A i zapomniałem zbiorkom oprócz prywatnej linii sprinterów osobowych jadących 2 razy dziennie z Węgrowa do Warszawy to nie istnieje. Dziadek chwiejący się na rdzewiejącym rowerze ukraina nie budzi zdziwienia. Bez auta jesteś tu jak bez ręki. Część ludzi stara się być do przodu i widzisz jakieś Fordy Mondeo z 2005 z kręconym przebiegiem czy inne VW. Mimo to wciąż spotkasz tu Corsę B, Audi 80, Golfa 3, ja nawet widziałem Forda Escorta, który traktowałem jako wymarły gatunek. Jeżeli jedzie za tobą nowe czarne bmw na lokalnych blachach to na 90% możesz być pewny, że to radiowóz.

    Tutaj zatrzymałem się 60km od wawy ale takie miejsca bez problemu znajdziesz i 40km od centrum stolicy a jak się postarasz to nawet 20km. Ogółem to jestem pojebany i na co dzień mam 27letnią toyotę, która w mieście straszy dzieci a tutaj w ogóle nie odstaje wiekiem od reszty.

    #przemyslenia #przemysleniazdupy #warszawa #polska #polskab
    pokaż całość

    odpowiedzi (67)