•  

    715064 - 405 = 714659
    Maraton rowerowy „Tour de Silesia 2017” organizowany przez „Gustava” z Rybnika.
    Start i meta maratonu była w Świerklanach. Ruszaliśmy w 12 osobowych grupach, które i tak od razu się podzieliły według preferencji stylu jazdy.
    My startowaliśmy około 8. Od początku jechaliśmy w sześcioosobowej grupie z @Limon2g oraz znajomymi z Stravy i kolegą z Krakowa, który był z nami w grupie. Jedziemy dwójkami na zmiany. Pogoda super, lekki wiatr i słońce ale robi się duszno. Pierwsze dwa punkty kontrolne w Krzyżanowicach i Rudach zaliczamy bez zbędnych postojów.
    Po drodze możemy zobaczyć jakie szkody wyrządziła nocna wichura, mnóstwo powalonych i połamanych drzew.
    W Mikołowie, żona kolegi który z nami jechał organizuje pitstop przy Lidlu – uzupełniamy bidony, witaminy, chwilę odpoczywamy i jedziemy dalej. Nadciąga zmiana pogody i zapowiada się na deszcz. W połowie drogi do trzeciego punktu kontrolnego mam kryzys jak się okaże nie będzie to jedyny, tempo spada, koledzy odjeżdżają ale jakoś udaje mi się dojechać do Żurady. W drodze na pk3 w Żuradzie nadrabiamy drogi zmieniając trasę ale to nikogo nie obchodzi bo plan mamy na pokonanie #400km więc będzie mniej do dokręcania na końcu. Do Żurady docieram ostatni ale pomarańcze przygotowane przez kuzyna kolegi postawiły mnie na nogi – smakowały jak za bajtla kiedy nic nie było w sklepach. W Żuradzie zrobiliśmy 20min postój i ruszyliśmy na obiad do Zajazdu Rowerowego Nawsie w Bolęcinie gdzie był zorganizowany punkt żywieniowy. Kurczak z ryżem i sałatką to było coś czego mi było trzeba mógłbym nawet zjeść takie dwa! Niestety w okolicach Trzebini przechodził front burzowo deszczowy i tym samym do Bolęcina docieramy przemoczeni. Po godzinnej sjeście nie bardzo chce nam się ruszać dalej bo na niebie przechodzą burzowe chmury a my jeszcze nawet dobrze nie wyschliśmy. Do kolejnego punktu kontrolnego dojeżdżamy znowu przemoczeni. Chwila na ogarnięcie się, jest już chyba około 18, na szczęście już nie pada a drogi trochę przeschły. Postanawiamy nie jechać przez Kocierz tylko przez zaporę w Porąbce bo „bez zdjęcia na zaporze się nie liczy” . Ustalamy, że jedziemy do Żywca na McD ale po drodze kolega łapie kapcia w szytce. Więc on czeka na nowe koło a my jedziemy do McD i czekamy na niego. Jest już około północy kiedy wyruszamy do kolejnego punktu kontrolnego w Węgierskiej Górce. Nie planowaliśmy jechać przez gór w środku nocy ale tak wyszło więc jest ciekawiej. Z Węgierskiej Górki jest już tylko bardziej w górę. Górki pokonujemy pomiędzy pierwszą a trzecią w nocy. Może to i dobrze bo nie widziałem tych stromych podjazdów przed sobą, ale za to góry w nocy wyglądają magicznie – była pełnia księżyca, mgły, cisza bo wiatru prawie wcale, brakowało tylko wycia wilków i byśmy się pewnie pos…... a ja pewno dałbym się im zjeść bo chwyciłem kolejną zamułe. Podczas podjeżdżania nie zauważyliśmy jak zrobiło się zimno. Na zjeździe do Wisły bardzo zmarzliśmy. Zatrzymujemy się na pierwszej możliwej stacji w celu ogrzania. Jest około 3 nad ranem. Po 10min zjawia się kolejna grupka kolarzy i robią to co my. Bardzo nam się nie chciało opuszczać ciepłej stacji. Z Wisły kierujemy się na Cieszyn – do ostatniego punktu kontrolnego. Na stacji benzynowej podbijamy „obiegówkę” i bez zbędnego zatrzymywania jedziemy dalej do mety. Mamy możliwość podziwiania wschodu słońca, robi się coraz przyjemniej. Na metę docieramy każdy już w swoim tempie – mnie złapał kolejny kryzys. Ledwo jechałem, liczyłem każdy km do końca, nawet myśli o dokręcaniu do 400 już wyrzuciłem z głowy. Przed metą spotykamy się razem, kolega ratuje mnie ostatnim batonikiem i postanawiamy dokręcić 12km które nam zostało do równego rachunku #400km. Wtaczamy się na metę maratonu, jest prawie 7 rano. Cała trasa zajęła nam około 23h a sama jazda ponad 15,5h.
    Był to mój pierwszy maraton rowerowy, pierwszy raz pokonałem 400km. Na mecie prawie każdy otrzymał pamiątkowy medal – ja na swój muszę niestety poczekać bo mojego nie było :( i wyślą mi pocztą. Zaraz po maratonie miałem dość jeżdżenia dystansów ultra ale teraz pojechałbym gdzieś znowu....
    Więcej zdjęć na stravie: https://www.strava.com/activities/1074415815
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20170715_104407.jpg

    +: Z..................1, mocar88 +24 innych

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Arkadiusz Reca wciąż bez debiutu w Atalancie. Nie przeszkadza to Brzęczkowi, który powołuje go do kadry i wystawia w 3 z 4 meczów.
    Typ nie jest nawet w stanie dograć 90 minut na boisku robi za pionka do przestawianie i podawacza piłek z autu.

    Krzysztof Piątek bije rekordy Serie A, jest odkryciem, strzela nawet kiedy drużyna gra beznadziejnie, za chwilę ktoś go wykupi za grube miliony.
    W kadrze Brzęczka nie ma możliwości, żeby grał, bo wuja nie umie optymalizować ustawienia pod piłkarzy w formie. Dlatego z 4 meczów gra trochę w towarzyskim z Irlandią obok orła Milika, który nie był zainteresowany współpracą a później z Portugalią gdzie chuja graliśmy, ale On przynajmniej swoje zrobił i strzelił. Dwa kluczowe mecze z Włochami jest zduszony przez selekcjonerka na ławce.

    Tomasz Kędziora podstawowy obrońca Dynama Kijów. Od początku sezonu 17 meczów w lidze i pucharach,dwa gole, większość meczów w pełnym wymiarze czasowym.
    W meczach o stawkę gra tylko 45 minut z Portugalią, ratuje nas przed utratą 4 bramki. Dyzma Brzęczek nie umie mu znaleźć miejsca na boisku, boi się przesunąć Bereszyńskiego lub postawić go na lewej stronie. Woli grać Recą, który od 4 miesięcy nie gra w klubie, tylko dlatego, że zna go z Wisły Płock xDDDDD

    #mecz #pilkanozna #reprezentacja
    pokaż całość

    odpowiedzi (45)

  • avatar

    Tylko jedna rzecz może popsuć całą grę...

    #rdr2 #xboxone #ps4

    odpowiedzi (14)

  • avatar

    Co się odpierdala w tej rodzinie to nie mam pytań XD. Kupiłem staremu (tak nazywam mojego tatę dla beki) masażer ala pic rel, bo mówi: "młody na onecie widziałem w reklamie kup mi taki bo mnie łeb napierdziela może pomoże". No i kupiłem XD, przychodzę do domu a tu stary masuje matkę masażerem, zarajcowany (jeden już miał na głowię i siebie też masował, a nie wiem skąd dostał :D).

    Mówi: Piersiowka ale zajebisty, kocham cię synu. Potem siostrę i nawet psa kurwa tym masażerował. Szwagier też ma kupić bo już przez telefon mówi mu że to jest zajebiste.

    Nie byłoby w tym nic dziwnego tylko kurwa on całymi dniami z tym masażerem lata, teraz jego zajęcie to siedzenie i masowanie sobie łba + oglądanie tvka XDDD.

    I co chwila wydaje dźwięki: "ja pierdziele piękny jest ten świat/ kur czego to czlowiek wczesniej nie mial / jestem kimś XDD".

    Ja pierdole :D
    #masazer #truestory #wykop #polska #rodzina #heheszki
    pokaż całość

    odpowiedzi (42)