Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (14)

  • odpowiedzi (13)

  • avatar

    Jak byłem gówniakiem to rodzice dawali mi w ramach kieszonkowego małe sumy pieniędzy, które na nic poza oranżadą lub dwiema na miejscu w sklepie nie starczały, ale dla smarka jak ja były w sam raz. Pamiętam gdy zaczęli sprzedawać Pringles w Polsce i po spróbowaniu ich zakochałem się w tym smaku. Zbierałem kasę z całego tygodnia by w piątek wracając do domu móc sobie kupić Pringlesy. Miałem taki zwyczaj, że wracałem w ten dzień ze szkoły, plecak szedł w kąt i czekałem na godzinę bodaj 15 kiedy to leciał w telewizji Batman The Animated Series. Gdy nadchodził seans nalewałem sobie Coli do wysokiej szklanki z logo Pepsi(hehe) i otwierałem Pringlesy. To był magiczny czas. Najgorsze tego dnia było to, że wracałem ze szkoły zawsze z kilkoma kolegami i gdy wychodziłem ze sklepu z Pringlesami to zlatywały się sępy i się zaczynało
    - no weź otwórz nie bądź taki
    - ale z ciebie cham, kolegów byś poczęstował
    - dej
    - dej
    - pokaż co tam masz(ta kurwa jasne...)
    Musiałem nauczyć się odmawiać by móc oddać się piątkowemu rytuałowi. Do dzisiaj lubię sobie wracając z pracy w piątek kupić czipsy i napoje w puszkach(wiem, nieekonomiczne, ale tak lubię) i cieszyć się jakimś serialem czy filmem.

    #wspomnienia #lata90 #truestory #pringles #czipsy #90s
    pokaż całość

    odpowiedzi (66)