Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    #heheszki #humorobrazkowy

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    odpowiedzi (23)

  • avatar

    #anonimowemirkowyznania
    Ja piernicze czuje się jak w jakimś dniu świra. Za każdymi odwiedzinami u rodziny ten sam festiwal żenady. Lvl 30 na karku w wieku 24 lat wyprowadziłem się z domu. Ale z kazdymi odwiedzinami u rodzicow czuje sie jakbym miał 15 lat. Jak przyjezdzam na obiad przy stole zawsze to samo. Ojciec nie da zjesc spokojnie tylko ciagle słysze:
    Podziub sobie te ziemniaki widelcem to Ci bedzie lepiej jesc.
    Na mniejsze sobie tego kotleta pokrój.
    Dołoz sobie tego ogorka jeszcze itp.

    Szczyt żenady rozkrecił się jak zaprosiłem do nich dziewczyne przedstawić. Zaczeło się wtedy teksty w stylu:
    A panienka sobie nałoży ziemniaków.
    Powoli gryzie panienka bo bedzie brzuch bolał.
    Panienka buraków dołoży.
    Panienka kotleta sobie na mniejsze podrobi.
    Możecie sobie wyobrazić jak ciezko mojej rozowej było przełknąć kazdy kęs.

    Nic nie dało, że zwracałem uwage ciągle, że ta panienka ma imię i że po imieniu mogą się do niej zwracać. Karuzela spierdolenia rozkręciła się jak ojciec wyjął flaszkę bo nie mogł sobie odmowić. Oczywiście namawiał ją co chwila i jak odmawiała pił ciagle do siebie. I nie omieszkał mnie skomentować tejktem: młodego to nie pytam bo on ma słaby łeb i jak był młodszy to... Tutaj możecie wstawić dowolną zenującą historię z alkoholem z młodości. Potem było gorzej bo jak się podpił zaczął palić przy stole a na zwrócenie uwagi stwierdził, że jest u siebie (ani ja ani moj rozowy nie palimy). Potem zaczeły się teksty, że jak chcemy możemy nocować bo daleka droga przed nami i jak coś hehe gumki wam z matką możemy pożyczyć. Po zwróceniu uwagi, żeby nie walił takich tekstów obraził się i poszedł do kuchni. Matka, żeby przerwać niezręczną ciszę zaczela opowiadać jakieś historie jak byłem mały i mialem krzywe kolana i musiała chodzic ze mna do ortopedy. W koncu nie wytrzymałem i powiedzialem, że musimy już jechać bo rozowa kopala mnie już pod stołem w noge. Takiego wstydu dawno sie nie najadlem

    Rozowa udaje, ze nic sie nie stalo i bylo zabawnie ale ja zastanawiam sie, czy nie sprzedac ojca do zoo w roli nosacza sundajskiego bo jest on przykładem typowego Polaka Janusza. Kocham go ale wstyd mi taki robi i nie da sobie przetłumaczyć, że pewnych rzeczy sie nie robi

    Niestety to nie #pasta
    #zalesie #patologiazewsi #polak #janusz

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    odpowiedzi (56)

  • avatar

    Pora na kolejny epizod w serii #historieinformatyka. Zazwyczaj w składzie bywałem tym, który stara się wszystkim wszystko jak najszybciej ogarnąć, żeby praca się nie piętrzyła, więc większość od razu z różnymi rzeczami waliła prosto do mnie.

    Teraz, w obecnej firmie jestem programistą i nie mam bólu dupy jak ktoś nazwie mnie informatykiem, bo niby dlaczego?
    Nigdy też nie rozumiałem czepialstwa o to, że ktoś nie jest informatykiem, tylko programistą, no ale dzisiaj, tak, po przepitym weekendzie, męczarniach po tym całej mieszance jedzenia, słodki tort, za chwilę jakieś chipsy, ostra pizza, pizza cztery sery - gdzie mam nietolerancję laktozy, o czym w całym chaosie zabawy zapomniałem i po prostu się delektowałem - wracam do pracy w poniedziałek, po ledwo przespanej nocy i jako że przyszedłem na 7:00 a reszta przychodzi na 8:00 to byłem przez godzinę sam i przez godzinę należało do mnie ogarnięcie żeby produkcja nie zdechła, nie miała przestoju, oczywiście od strony informatycznej, także stwierdziłem, że dam radę, zwłaszcza, że kumpel (sprzętowiec), za którego przyszedłem też nie raz wyświadczał mi taką przysługę.

    Dzień zacząłem o 6:30 telefonem.

    -GDZIE JESTEŚ?!
    -W samochodzie, za 10 minut będę, co się stało?
    -Skaner mi nie działa (taki czytnik kodów kreskowych jak w biedrze na kasie z tym, że bezprzewodowy).
    -Ale co się dzieje, świeci, piszczy?
    -NIE DZIAŁA, PRZYCHODŹ.
    -Jak będę to podejdę.
    -TER...
    i tu się rozłączyła moja rozmówczyni, nazwijmy ją Karyna. Potem przyznacie mi rację, że pasuje :P

    Przyjeżdżam, idę do biura i w drzwiach czeka.

    -DURR NIE MOGĘ PRACOWAĆ!
    -No spokojnie, już zostawiam laptopa, ubieram fartuch i idę, spokojnie, bez stresu.
    -NO KURWA NIE WYCZYMIE!

    Schodzę na dół, patrzę na skaner, czyta, ale nie na tego kompa, podchodzę do kompa obok, gdzie akurat nikogo nie było, odpalam notatnik, skanuję pierwszy lepszy kod, cyk i mamy.
    Zamieniłem skanery i tyle, mówię, że jakiś śmieszek podmienił skaner, sprawdź sobie ten ze stanowiska obok jak nie działa.

    Jej twarz z buraczanosinozielonego przybrała nagle przyjazny wyraz twarzy, nadal nieskalany intelektem.
    -Aaaaaahahahahaha
    -No cieszę się, że wrócił mi humor.
    Spoważniała nagle.
    -Nie cieszę się z Ciebie, same z wami problemy, tfu! Cieszę się z żartu!
    -No rzeczywiście, świetna zabawa, a pretensje do mnie.
    -A do kogo, przecież jesteś informatykiem!
    -... Aaa! I jeszcze jedno zanim pójdę, żebyś nie musiała później przerywać pracy z powodu skanera, jak się powtórzy to skanujesz kod z doku, od spodu, o tak: i już skaner jest sparowany i możesz z niego korzystać.
    -No dobra, dobra idź, bo muszę pracować.

    (Zaznaczam, że w momencie pisania wpisu mamy godzinę 8:40).

    Nie minęło 20 minut, telefon do sekretarki, która przyszła mnie poinformować, że nie działa skaner na produkcji.
    Już pominę fakt, że przecież wcześniej dzwoniła bezpośrednio do mnie, ale trzeba kręcić gównoburzę w pracy, że nasz dział jest najdroższy - a jak ma być najtańszy, skoro każdy komputer przy każdym stanowisku jest kupowany przez dział IT i szefowie z dyrekcją dobrze o tym wiedzą - i najmniej potrzebny.

    Ubieram się i wychodzę - jako że przy żywności to idę ubrać fartuch, buty, czepek i maseczkę z rękawiczkami - rękawiczki raczej dla wygody, żeby się nie uwalić tym mięsem, które jest między klawiszami każdej klawiatury.
    -No i co tam znowu się stało?
    -Jak to co, skaner nie działa, nie mam czasu na Twoje pierdolenie.
    -Może tak trochę kultury?
    -Nie będziesz mnie gnoju uczył, bierz się do roboty.
    -Teraz to Cię trochę poniosło. Mów co jest i nie zabieraj mi czasu, bo mam inne zajęcia.
    -Ta? Ciekawe jakie?
    -Nie zależało Ci przypadkiem na czasie?
    -No nie działa, ja pierd*le, ile można powtarzać - kocham to, na prawdę uwielbiam, "nie działa, no jak to co się stało, nie działa!"
    -No ale dokładniej? Bo widzę, że znów podmieniony, ale nie z tym komputerem, skanowałaś ten kod od spodu jak Ci mówiłem?
    -Nie mam czasu, poza tym TO NIE JA JESTEM INFORMATYKIEM.
    No i mnie striggerowała.
    -Ja też nie jestem informatykiem.

    Chciałem pizgnąć drzwiami, ale są automatyczne, wychodząc usłyszałem tylko, że szef dzisiaj przyjedzie wcześniej i to z mojego powodu.
    Szkoda tylko, że nie wiedziała, że właśnie kończyłem dla niego projekt, który miałem oddać około 8 rano jak przyjedzie.
    Przyjechał 8:15, wchodzi i pyta się co tam za zgrzyty.
    -Ale jakie, gdzie?
    -No w tym projekcie.
    -Żadne szefie, wszystko śmiga - pokazuję mu co i jak i jest hepi. Hmm, czyli jeszcze na dole nie był.
    -No KorniXPL, idę na produkcję, jak wrócę to pokażesz mi jeszcze kilka rzeczy i spadam do siebie.
    -Żaden problem - trochę się podstresowałem.

    Wraca do mnie i mówi:
    -Byłem na dole i coś zasłyszałem.
    (no i się zacznie....)
    Jak jeszcze raz ktoś Ci zadzwoni z taką pierdołą, a dałeś instruktarz jak coś zrobić samemu to olej sprawę, chyba że nie masz co robić. Z tego co wiem to jednak miałeś.
    -No miałem, miałem.
    -No właśnie, olewaj to młody, jesteś najmłodszy w zespole i wiem, że chcesz się wykazać, ale olewaj takie rzeczy bo zaraz Ci na łeb wejdą jak przyjdzie im komputer włączyć.

    No i zajebiście myślę, nie dość, że mnie chciała podpierdolić za swoje lenistwo to przyznała się, że powiedziałem jej jak to zrobić i że wystarczą 3 sekundy żeby naprawić jej problemy. A i tak wyszło na moje.

    Teraz tylko słyszałem jak przechodziła tutaj koło biura i mówiąc cicho, bo mam uchylone drzwi jak była pod drzwiami
    "CI INFORMATYCY TO WSZYSCY SĄ TAKIMI GBURAMI, NIC TYLKO CZEKAJĄ ŻEBY PODPIERDOLIĆ UCZCIWIE I CIĘŻKO PRACUJĄCEGO CZŁOWIEKA"

    I tym akcentem zakończę tu wyznanie o dzisiejszej przygodzie. Dzień zaczyna się dobrze, a dopiero 9:00

    #truestory
    pokaż całość

    odpowiedzi (128)