•  

    442397 - 50 - 160 - 154 = 442033

    Jesienny wyjazd z namiotem, by skosić resztę gmin województwa opolskiego. Była to też okazja, by celebrować zbliżające się 2 lata od zakupu AWOLa, w czasie których przemierzyliśmy wspólnie ponad 33 000 kilometrów ;)

    Początkowo był plan na pętlę, jednak stwierdziłem że należy nam się spokojny weekend bez spinki po tym ultramaratonowym sezonie i postanowiłem jechać po prostu przed siebie. Jedynym celem było zaliczenie wszystkich zakłożonych gmin. Żeby wypełnić sakwy zabrałem nawet drugi śpiwór i kuchenkę gazową :)

    Start w piątek o 22:30, prosto po pracy. Noc ciepła jak na październik. Po przejechaniu 50 km skręcam do lasu, kilka kilometrów za Sośnicowicami. W nocy budziły mnie jakieś zwierzęta, ale generalnie całkiem fajnie.

    Rano zorientowałem się, że miałem jechać bardziej na północ, ale skoro już mnie tak wywiało pod Kędzierzyn, to zahaczę o śniadaniowego McD. Dalej kieruję się na północ w kierunku Opola, które w miarę możliwości mijam przedmieściami. Generalnie większość dzisiejszej trasy przeszkadza mi wiatr i jedzie się dosyć ciężko. Szczególnie z dodatkowym bagażem na przodzie, którego powierzchnia stawia jeszcze większy opór. Szczerze powiedziawszy nie tak to sobie wyobrażałem. Jakoś mnie ta jazda nie cieszy i jadę trochę na siłę. Niby fajnie, ale to nie to ;)

    W Domaszowicach robię zakupy na noc. Gdy ruszam dalej jest już ciemno, a godzina jest przecież dopiero 19. Ponieważ wcześniej nie daje mi się nigdzie kupić gazu do kuchenki, zaopatruję się we wkład do znicza, którym zamierzam podgrzać (nie zagotować) trochę wody, bo mam ochotę na coś ciepłego do kolacji. Pomimo że jest wcześnie, postanawiam się rozbić jeszcze przed Namysłowem. Znajduje kawałek lasu, ale poszycie jest gęsto zarośnięte paprociami itp. Pozostaje mi rozbić się na drodze. Normalnie bym tego nie zrobił, w obawie przed pojazdami które potencjalnie by mogły tu wjechać w nocy. Tutaj jednak drogę przecina kilka świeżo powalonych drzew, więc po przeniesieniu roweru przez kilka z nich, jestem bezpiecznie odgrodzony z obu stron ;) Podłoże jest twarde, więc pod namiot ścielę sobie dodatkowe posłanie z zerwanej wokół wysokiej trawy. A co! Mam czas, a noc przede mną długa :) Dodatkowy śpiwór leci pod plecy i jest zaczyna się robić fajnie.

    Przespałem dobrych 9 godzin. Przez to leniuchowanie w dalszą drogę wyruszam dopiero o 9. W końcu wjeżdżam na fajne zadupia i jedzie mi się przyjemnie. Pogoda tez dopisuje, zza chmur wychodzi słońce. Zaliczam kolejne gminy i zaczynam myśleć gdzie zakończę ten wypad. W ostatniej zaplanowanej gminie, Łambinowicach, namierzam stację kolejową. Niby czasu mam sporo, ale na ostatnich 50 kilometrach teren robi się pagórkowaty, a w moją trasę niespodziewanie zaczynają się wplatać szutry. Ostatnie 30 km muszę więc ostro cisnąć żeby zdążyć. Na części jest już z wiatrem, asfalty są dobre i jedzie się elegancko. Tym sposobem na stacji kolejowej jestem pół godziny przed planowanym odjazdem. Zachód słońca nadaje fajnego klimatu temu zadupiu :) Jeszcze tylko przesiadka w Opolu, Gliwicach i o po 23 jestem w domu. O godzinie 4 pobudka i pętla się zamyka - czas do pracy ;)

    Cały album ze zdjęciami: TUTAJ

    #zaliczgmine - opolskie wykoszone jako drugie województwo (po śląskim). Kolejne będzie łódzkie lub małopolskie.

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km

    źródło: image.ibb.co