Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Będą dobre święta ( ͡° ͜ʖ ͡° )

    #gotujzwykopem #dziendobry
    #gotujzhannah - a dokładnie z moją mamą xD po kimś się odziedziczyło fioła na punkcie dokarmiania wszystkich

    Jak ktoś chce wiedzieć jakie są dokładne proporcje przypraw na 20 kg mięsa na kiełbasę to wezmę od mamy przepis. Sama natura (。◕‿‿◕。)

    odpowiedzi (75)

  • avatar

    Historie VATowców vol 2

    D. był niczym niewyróżniającym się chłopakiem – typowy przeciętniak, od urodzenia mieszkający na wsi kilkanaście kilometrów od większego miasta. Z wykształcenia dekarz, pracował przez kilka lat w zawodzie, ale nie było to coś, co chciałby robić w życiu. Bardzo imponował mu wujek, który był przestępcą liczącym się w mieście X. Drogie auta, piękne dziewczyny, „rządzenie” na dyskotekach, narkotyki – to był świat dalece odległy od szarego życia dekarza, jakim żył D.

    Swoją karierę przestępczą D. zaczął od brania telefonów na tzw. łochów – temat bardzo prosty, fałszowało się świadectwo zatrudnienia, łoch szedł do salonów różnych operatorów i brał w każdym po telefonie na abonament. W ten sam dzień telefony zanosiło się do komisów, łochowi odpalało parę groszy, a resztę zostawiało dla siebie. Rachunków oczywiście nikt nie zamierzał płacić. Tak właśnie robił D. – udało mu się kilkanaście takich oszustw, ale w końcu został zatrzymany i poszedł siedzieć do sprawy na kilka miesięcy (o ile dobrze pamiętam, a było to kilkanaście lat temu, nie odpowiadał z wolnej stopy ponieważ zastraszał świadków).

    W areszcie śledczym D. znalazł się w jednej celi z jednym z bossów przestępczego półświatka w X i to był pierwszy poważny przełom w jego przestępczej karierze. Panowie chyba się polubili, ponieważ boss zaproponował D. pracę u niego po wyjściu z więzienia. I tak D. został „asystentem” bossa, wykonując dla niego różne prace przestępcze, o których nie będę tutaj pisał w szczegółach. D. okazał się całkiem dobry w tej robocie, a do tego na skutek zażywania sterydów znacznie się rozrósł i zaczął mieć szacunek w półświatku. Został więc prawą ręką bossa i za jego pozwoleniem miał swoje własne biznesy – kilka burdeli w X i komis samochodowy. Pożyczał też pieniądze na lichwiarski %. To wszystko jednak było za mało, aby awansować do tzw. pierwszej ligi.

    W okolicach 2010 roku boss D. wkręcił się w karuzelę VATowską (o czym wiedział chyba każdy na mieście, oprócz skarbówki i policji) i zaczął zarabiać naprawdę potężne pieniądze. D. patrzył na niego z zazdrością, ale niestety był za chudy w uszach (czyt. zbyt biedny), aby wejść w ten biznes jako liczący się gracz – co najwyżej mógł dostarczać „prezesów” i zadowalać się małym udziałem w zyskach. I tak też robił, czekając na dobrą okazję. No i okazja się wreszcie trafiła, do tego w osobie całkiem ładnej dziewczyny - roboczo nazwę ją Karyna. Karyna miała pewną, bardzo poważną zaletę: jej rodzice byli naprawdę zamożni. Dość powiedzieć, że przepisali na nią dom wart ponad 1 milion PLN, kupili nowe auto z salonu, sponsorowali wyjazdy zagraniczne itd. D. miał więc dobre podejście do uzyskania kapitału. I wykorzystał je – nie pamiętam już, jak dokładnie to rozegrał, ale udało mu się przejąć na własność dom Karyny, z którą zresztą wkrótce się rozstał. I to okazało się być drugim przełomem w jego przestępczym życiu.

    Mając do dyspozycji spore pieniądze ze sprzedaży domu wyłudzonego od Karyny D. wszedł w karuzelę VATowską (paliwa) jako poważny partner i zaczął energicznie działać – z powodzeniem. Do jego majątku można zaliczyć: kilka drogich aut (w tym jeden z najszybszych w Polsce Mercedesów CLS 63 AMG podkręcony na ok. 800 koni), kilka mieszkań w X. oraz zakupioną niedawno willę o powierzchni kilkuset m2, oczywiście z krytym basenem. O skali luksusu może świadczyć fakt, że sam sprzęt audio kosztował D. ponad 150 tys. PLN. Jak na bogatego gangstera przystało, D. wiedzie rozrywkowe życie – dość powiedzieć, że często urządza przyjęcia, na których prostytutki roznoszą pomiędzy gośćmi tacę z kokainą o wartości kilkudziesięciu tys. PLN. Przez pewien czas spotykał się także z dziewczyną podającą wodę w pewnym znanym programie TV. D. podobno od niedawna ma też sporo udziałów w dużej firmie budowlanej wykonującej roboty na terenie Niemiec, ale jest to niepotwierdzona do końca informacja. Jako ciekawostkę na koniec dodam jeszcze, że D. w piwnicy swojej willi ma… wierną kopię celi z zakładu karnego (pisałem o tym w jednym ze swoich wpisów kiedyś). Po co mu ta cela, nie wiem – może chce przywołać wspomnienia, może ma fantazję zabawiać się tam z panienkami, a może zwyczajnie się oswaja z możliwością odsiadki, ciężko powiedzieć…

    Spodobała Ci się ta historia i chcesz przeczytać więcej? Dodaj do obserwowanych mój hasztag #vatowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i przy okazji wszystkich zainteresowanych tematem VATu zapraszam do obserwowania profilu na FB, na którym coś napiszę od czasu do czasu:
    https://www.facebook.com/PolskaAkademiaVAT/

    #vatowcy #vat #podatki #prawo #pieniadze #przestepczosc #highlife
    pokaż całość

    odpowiedzi (40)

  • avatar

    Pracuję w małej firmie, dawniej można było o niej mówić rodzinna jednak później dzięki wspólnym staraniom wszystkich rozrosła do mikrokorpo dzięki czemu traktujemy ją jak dobro wspólne na którym każdemu zależy. Jeszcze pół roku temu wszystko było git, kasa większa niż średnia rynkowa, umowa jaka kto chciał i jaka była dla kogo najwygodniejsza, potrzebujesz wyjść wcześniej - wychodzisz wcześniej, potrzebujesz urlop, krzyczysz że bierzesz urlop, potrzebujesz popracować z domu - pracujesz z domu, uważasz że powinieneś zarabiać więcej to jest określane co i jak musi być zrobione żeby po trzech miesiącach podpisać umowę z wyższą stawką, żadnych raportów, do niczego nie prowadzących mitingów, gównostrategii itp, raz na pół roku większy wyjazd integracyjny do jakiegoś parku linowego, na paintball czy wspinaczki, raz na jakiś czas wyjścia firmowe. No praca sielanka.

    No i się zesrało. Nikt nie wie dlaczego, w pewnym momencie szefostwu odjebało i zaczęli nas na każdym kroku kontrolować. Co dziwne, bo w tym roku zrobiliśmy dwa i pół raza więcej niż w ubiegłym co widać po powiększeniu się zespołów przez wiosnę i lato i po nowym aucie szefa.

    Urlop już tylko na wniosek z łaskawym potwierdzeniem, praca zdalna tak samo, do tego chomąto na kompie zapisujące adresy url na które się wchodzi w czasie pracy (w biurze nie trzeba z tego korzystać), jakieś głupie zagrywki w stylu pytanie kilka razy dziennie "czemu to jeszcze nie zrobione" i zajebywanie jakąś durną robotą typu zestawienia, raporty, wykazy, które tylko spowalniają normalne funkcjonowanie i generują większy wkurw u szefów którzy w swoim padnięciu na głowę nie mogą dojść co powoduje przestoje w pracy XD. O podwyżkach czy nawet premiach świątecznych nikt nic nie słyszał mimo że w ubiegłym roku i rok wcześniej na początku grudnia był jasno określony plan finansowy na kolejny rok. Już większość "starej gwardii" zapowiedziało desant w nowym roku.

    No i szefostwo wpadło na prosty plan jak rozwiązać sytuację (dawniej po prostu byśmy wyszli na piwo i to obgadali) i powiedzieli żeby każdy dział stworzył listę rzeczy które uważa za źle wpływające na pracę i żeby podesłał to im.

    No i się nie spodziewali tego, że większość ich błyskotliwych pomysłów z ostatniego półrocza zostanie wskazana jako powód pogorszenia jakości pracy.

    Trzask pękającej dupy kumpel słyszał nawet u siebie na kwadracie. Jeden z szefów który i tak łaciną włada biegle tym razem w bluzganiu przeszedł samego siebie.

    Reakcja szefów?

    "Dzięki za sugestie, proszę uprzejmie przy każdej o dopisanie AUTORA pomysłu".

    Jakby ktoś potrzebował instrukcji jak rozjebać sobie dobrze funkcjonującą firmę to niech ten wpis służy pomocą.

    #patologiazmiasta #zalesie #praca #pracbaza
    pokaż całość

    odpowiedzi (24)