•  

    1483 - 26 = 1457

    Długo byłam nieobecna, bo długo nie miałam gdzie jeździć, ale jestem! Dzisiaj teren z przygodami, bo się zgubiłyśmy w lesie z koleżanką, a jej koń zgubił gdzieś w błocie ochraniacz i już go nie znalazła ;) teren trwał prawie cztery godziny, więc zmarznięte i już z resztkami sił dojechałyśmy do stajni. Morał jest taki: jeśli nie macie pewności, czy znacie drogę, to radzę jednak się cofnąć, a nie błądzić po lesie XD

    #konskiegranice

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!

    Gorące dyskusje ostatnie 12h

    • avatar

      Mirki smutlem bardzo z powodu kumpla. Wczoraj korzystajac z dluzszego weekendu, padl pomysl zeby spotkac sie z kumplami ze #studbaza w hotelu w stolicy. Nasza paczka, 4 osoby, drogi sie rozeszly jakies 5 lat temu ale udalo sie zgadac. Owy kolega, od zawsze raczej niesmialy, nie mial dziewczyny na studiach ale bardzo wartosciowy chlopak, wszyscy go lubilismy, bardzo zdolny, juz na studiach rozkrecal swoj biznes i smieszkowalismy ze jak sie kiedys spotkamy to bedzie na nas plul. Faktycznie, przyjechal nowym Mercedesem, w sportowej marynarce ale poza tym nadal byl tym samym milym, fajnym gosciem, z ktorym sie tak samo smieszkowalo jak kiedys. Troche spici zaczelismy upowiadac co tam u nas. Gdy zaczelismy opowiadac o rodzinach, jeden znajomy o nazeczonej, zobaczylem ze owy kolega strasznie posmutnial. Rzucilem wtedy juz pijany, cos w stylu
      - Stary, jak my Ci zazdroscimy, tyle hajsu, wlasna firma, wolny, nikt Ci dupy nie truje
      po czym on prawie z lzami w oczach
      - Tak Mariusz, ale oddalbym to wszystko zeby mnie ktos pokochal (╯︵╰,)

      Normalnie zwalilo mnie to z nog, nigdy czegos takiego nie slyszalem. Przykre, jakimi kategoriami kieruja sie dzis #rozowepaski bo nie mozemy uwierzyc z kumplami, ze taki ktos jest sam. Tak, ma 1.79 i brak silnie zarysowanej linii szczeki.

      #gorzkiezale #truestory #przegryw #feels #logikarozowychpaskow #tfwnogf #bekazrozowychpaskow #wygryw
      pokaż całość

      odpowiedzi (15)

    • odpowiedzi (17)

    • avatar

      Parę tygodni temu zmarł mój ukochany tata.
      Był jedną z bardzo nielicznych osób naprawdę mi bliskich.
      Zmarł nagle, zupełnie niespodziewanie. Na nic nie chorował [a przynajmniej tak wszyscy myśleli], pił okazjonalnie, nie palił- ot, normalny gość. Miał 57 lat i był dla mnie najlepszym tatą pod słońcem.
      Robisz normalne rzeczy, coś cię cieszy, coś cię denerwuje, praca, zabawa... aż tu nagle dzieje się matrix, świat się zatrzymuje. Zupełnie niespodziewanie, jak obuchem w łeb, szok. Nie sposób opisać tego bólu i stanu kompletnego oszołomienia, zaprzeczenia, krzyku, braku tchu, paniki. I wiecie co myślałam wtedy jak mantrę, w kółko, jak jakiś wirus: miałam oddzwonić wieczorem, przecież parę godzin temu dzwonił, dlaczego nie oddzwoniłam od razu, tak długo nie dzwoniłam ostatnio, musiało mu być przykro, dlaczego po prostu tego nie zrobiłam, dlaczego nie robiłam tego częściej...?!?!?!
      Pogrzeb odbył się nieco ponad tydzień po śmierci. To był drugi szokujący moment, niewiele pamiętam.
      Przygotowałam mowę. W stronę duchownych odprawiających ceremonię, wieńców i... urny, nie spojrzałam, nie dałam rady.
      Ale mowa... musiałam go uczcić i pożegnać tak, jak na to zasłużył. Bo musicie wiedzieć, że mój tata był naprawdę, zupełnie obiektywnie, wspaniałym człowiekiem, który nie pozostawił po sobie NIC złego, NIKOGO nie skrzywdził. I tak- mówiłam tak i myślałam również zanim to się stało.
      Osoba czytająca mowę, duchowny, który odprawił nie jeden pogrzeb, miał z nią problem... łamał mu się głos. To był list, dłuższy niż standardowa mowa, osobisty, pełen uczuć.
      Kiedy już było prawie po wszystkim, stałam z bratem nad grobem- zaczęto kłaść wieńce. Patrzyłam tylko w ziemię. Zaczęło brakować na nie miejsca. I kolejne, kolejne... Podniosłam wzrok i dopiero wtedy zobaczyłam to. Na cmentarzu wokół było mnóstwo ludzi, MNÓSTWO! Powiem Wam, że to szok i niezwykle serce wtedy rośnie. Kiedy ludzie tak licznie, sami z siebie [informowaliśmy tylko najbliższych] tak licznie się stawiają, żeby kogoś pożegnać. Jakoś tak robi się inaczej. Ale nie dobrze... bo to niemożliwe. Taki był mój tatuś, wyjątkowo ludzki i prawdziwy w tym skurwiałym świecie.
      Mówią, że czas leczy rany. Faktycznie- z czasem udaje mi się coraz lepiej spychać te wszystkie uczucia w głąb, nie myśleć, uśmiechać się, funkcjonować normalnie.
      Ale wiele razy dziennie rozdziera mnie ból. Wystarczy drobna myśl, skojarzenie. Nadal jest to dla mnie zupełnie absurdalne, mam wrażenie, że się obudzę z tego snu. Da się normalnie żyć na codzień, ale jest inaczej, jakiś demon siedzi w środku i ciągle póki do drzwi, czuć go z tyłu głowy. To ból i rozpacz, strata. Wiem, że już nigdy nie opowiem nic tacie, nie zjemy razem obiadu, nie będzie go w kolejnych ważnych wydarzeniach w naszym życiu, nie zobaczymy się.
      Doceniajcie Mirki swoich bliskich. Wiem, że to straszny banał. Ale naprawdę ten telefon, ta wizyta może być ostatnią.
      Mi siedzi w głowie ciągle myśl jak ostatni raz zamykałam za tatą drzwi, że nawet cieszył mnie ten fakt, bo chciałam już zająć się swoimi sprawami. Rozumiecie? Akurat to był ostatni raz. A przecież uwielbialiśmy spędzać czas razem, ale to był ostatni raz...
      Życie toczy się dalej, a ja muszę żyć z tym teraz, znaleźć gdzieś w sobie na to miejsce, po prostu przeżyć to.
      Kiedyś przestanę ronić łzę parę razy dziennie, będę bez strachu przed kompletnym rozbiciem się wspominać, tęsknić dojrzalej i spokojniej niż teraz.
      Ale to nie wróci mi taty.

      #wyznanie #rodzina #pogrzeb #psychologia
      pokaż całość

      odpowiedzi (47)