•  

    W ostatnim odcinku omówiliśmy sobie pokrótce czym był gnostycyzm i jak można go rozumieć. Nie chciałem za bardzo wchodzić w teksty żeby nie utracić głównego przesłania. No i nie chciałem pisać odcinka na 20 stron A4, bo odkrycie z Nag Hammadi daje nam tyle materiału, że standardowe 5-7 stron to zdecydowanie za mało. Stąd też pomysł na dodatkowy odcinek, nieco szerzej wchodzący w temat. W sumie myślę żeby robić tak gdy trafimy na jakieś zagadnienie które ciężko omówić w jednym odcinku.

    Dziś nja tapetę weźmiemy Ewangelię Tomasza, budzącą wiele sensacji i kontrowersji. Dodajmy że często bardzo niezdrowych sensacji, w których pragnienie udowodnienia, że było „inaczej niż się wszystkim wydawało” i „kościół fałszował historię żeby chronić swoje wpływy” biorą górę nad rozsądkiem. My, na miarę naszych skromnych możliwości, postaramy się to zrobić na spokojnie i chłodno. Powiemy sobie czym ta praca jest, poszukamy odpowiedzi na pytania kiedy powstała, pod jakimi wpływami, jakie może być jej przesłanie i na ile jest wiarygodna. Opieramy się na Freeman’ie i Ehrmann’ie.

    Przed 1945 rokiem mieliśmy dostęp tylko do fragmentów dzieła rzekomo napisanego przez apostoła Tomasza, ale odkrycie z Nag Hammadi sprawiło, że badacze zyskali dostęp do całości tekstu (a przynajmniej jeden z jego wersji). Jest to oczywiście fałszerstwo (w łagodniejszej wersji, pseudoepigraf), co jednak nie przesądza o wiarygodności. Nie jest to Ewangelia w tradycyjnym tego słowa znaczeniu gdyż nie zawiera opisów życia i działalności Jezusa czy jego uczniów, ale 114 rzekomych wypowiedzi Jezusa wraz z introdukcją i zakończeniem napisanym przez kompilatora.

    Większość wypowiedzi zaczyna się od „Jezus powiedział:...”. W niektórych przypadkach zapisano także dialogi jakie miał odbyć Jezus ze swoimi uczniami. Wypowiedzi te nie są w żaden sposób uszeregowane, czasem można dostrzec jakąś myśl przewodnią kilku wersów następujących po sobie, ale generalnie jest to po prostu randomowy zbiór.

    Z tego też tytułu ustalenie kiedy dzieło zostało napisane jest bardzo trudnym zadaniem- nie ma narracyjnych ram i jest bardzo możliwe, że kolejni przepisywacze usuwali/ dodawali coś od siebie. Na podstawie analiz tekstu proponuje się daty między 40 a 140 rokiem. Jest to nie tylko spory rozrzut ale i coś co dodaje kontrowersji- jeśli dolne datowanie jest prawdziwe, to ewangelia mogła powstać jako jeden z pierwszych zapisów o Chrystusie. To z kolei czyniłoby ją bardzo wiarygodnym źródłem.

    Z tym wiąże się jednak pewien problem, bo wykazuje ona dużo cech kojarzonych z gnostykami. Na przykład, na samym wstępie autor mówi, że: „To jest zbiór sekretnych wypowiedzi Jezusa, które Didymus Juda Tomasz spisał. Powiedział on [Jezus- przypisek mój], że: ktokolwiek odnajdzie ich poprawną interpretację ten nie doświadczy śmierci” (Powiedzenie 1). Sekretność i „tajemna wiedza” prowadząca do zbawienia daje się łatwo zidentyfikować ze stylem gnostyków.

    Tyle, że jak zauważają badacze, to o niczym nie przesądza. Przed chwilą pisałem o tym, że z racji charakteru tekstu istnieje spora szansa na to, że powiedzenia modyfikowano. Istnieje duża możliwość, że starszy materiał, być może wywodzący się z I wieku, został całkowicie przepisany przez „gnostyków”. Klasycznie- wiadomo, że mało wiadomo. No, ale lepiej jasno powiedzieć, że „mogło być tak i tak”, niż nie mówić nic albo co gorsza, wprowadzać w błąd.

    Ponad połowa wypowiedzi Jezusa wydaje się mniej lub więcej zazębiać z tymi które znamy z Nowego Testamentu- 79 z 114. W niektórych przypadkach nacisk jest na „więcej” niż mniej, a przykładem może być przypowieść o ziarnku gorczycy (Powiedzenie 20/Marek 4:30-32), ślepych przewodnikach (Powiedzenie 34/Mateusz 15:14) czy ubogich (Powiedzenie 54/ Łukasz 6:20). Generalnie opisy „podobne” są u Tomasza są bardziej szczegółowe i barwniej opisane niż u kanonicznych ewangelistów. Nie znaczy to, że autor używa tych samych słów, chodzi bardziej o sytuacje.

    Weźmy za przykład mateuszowe „szukajcie a znajdziecie (7:7-8) i tomaszowe „Pozwólcie szukającemu szukać dalej, aż znajdzie. Kiedy zaś znajdzie będzie zaniepokojony. Zaniepokojony zostanie zadziwiony i będzie rządził wszystkimi” (Powiedzenie 2). Albo: „Wtedy uczniowie zapytali go: Kiedy przyjdzie Królestwo? Jezu powiedział: Nie przyjdzie za sprawą oczekiwania na nie. Nie będzie to kwestia powiedzenia: oto jest albo: tutaj jest. Królestwo Ojca rozprzestrzenia się bowiem na całej Ziemi, a ludzie go nie widzą” (Powiedzenie 113). Zaczyna się bardzo podobnie do Marka 13:4 czy Łukasza 17:20, tyle, że ma inny przebieg.

    Poza wypowiedziami przypominającymi te znane z kanonu są także takie dla których ciężej znaleźć odpowiedniki. I tak na przykład: „Jezus powiedział: te niebiosa przeminą i te które są nad nimi także przeminą. Umarli nie są żywi a żyjący nie umrą. W czasach gdy jedliście to co umarłe uczyniliście to czymś, co jest żywe. Co zrobicie kiedy dostąpicie życia w świetle? W dniu w którym będziecie jednym staniecie się dwoma. Kiedy staniecie się dwoma, co zrobicie?” (Powiedzenie 11). Creepy, prawda?

    Skąd wzięły się te powiedzenia których nie możemy odnieść do kanonu? Te które możemy, jak przypuszczamy z dużą dozą prawdopodobieństwa, wywodzą się ze wspólnych dla tych dzieł tekstów lub tradycji. Możliwe też, że nasz „Tomasz” pisząc swoją Ewangelię, bazował na kanonicznych, modyfikując nieco ich zawartość, dodając także coś od siebie. Co jednak z resztą? Pamiętacie o Q? Źródle z którego korzystać mieli Łukasz i Mateusz przy pisaniu swoich ewangelii? Jeśli nie to szybko przypomnę.

    Marek, Łukasz i Mateusz to tzw. ewangelie synoptyczne („patrzące jednym okiem”) bardzo do siebie podobne. U Łukasza i Mateusza jest wszystko to co u Marka plus dodatkowy materiał. Daje to asumpt do przypuszczenia, że te dwie ewangelie powstały w oparciu o Marka (albo tę samą tradycję z której Marek się wywodził) plus dodatkowe źródła. Z innych tekstów wiemy, że ktoś skomponował listę z wypowiedziami Jezusa- i stąd teoria o Q, utożsamiany właśnie z tą listą wypowiedzi.

    Przez lata istnienie Q było kwestionowane i mocno krytykowane, bo przecież jak to możliwe, pytali uczeni, że chrześcijanie spisali jakąś ewangelię złożoną z wypowiedzi a nie będącą opowieścią o życiu i misji Jezusa? Przecież na tym ewangelia polega, prawda? Przecież w ewangelii chodzi o pokazanie zmartwychwstałego Chrystusa, bo to zbawienia i wstanie z martwych było główną obietnicą chrześcijaństwa. Tyle, że argument ten upadł w momencie odkrycia Ewangelii Tomasza, która składa się właśnie głównie z wypowiedzi Jezusa a nie relacji o nim.

    Nie znaczy to, że ktoś uważa, że Tomasz to właśnie owo zaginione Q. Propozycja badaczy jest raczej taka: „skoro część powiedzeń z Tomasza pokrywa się z Matueszem i Łukaszem, to istnieje spora szansa, że powstały one w oparciu o to samo źródło, być może właśnie Q”. I tu wracamy do próby odpowiedzi na pytanie zadane kilka akapitów dalej- jest szansa, że powiedzenia których nie ma u synoptyków, ale znajdujemy je u Tomasza to efekt wierniejszego odwzorowania zawartości Q, albo innej jego interpretacji. Jeśli przychylać się do teorii o dolnym datowaniu możliwe, że dzieło powstało w wyniku zapisania ustnych tradycji wspólnoty w której żył autor.

    Ehrmann spekuluje, że Q mogło powstać w gronie chrześcijan, którzy (podobnie jak wielu współczesnych ludzi) byli raczej zainteresowani naukami Jezusa i tego co z nich wynikało niż kosmicznym dramatem w którym Chrystus umiera za grzechy ludzkości, przetrąca kręgosłup śmierci i wskazuje drogę do zbawienia i życia wiecznego. Dramatem, który najwcześniej pojawia się chyba w interpretacji Pawła, który nigdy nie poznał żyjącego Jezusa, a swoją wiedzę o tym co „poeta miał na myśli” czerpał z wizji i objawień (jak sam skromnie zauważył: „żyje we mnie Chrystus”).

    Jakie jest przesłanie Ewangelii Tomasza? Jak je interpretować? Przez wiele lat żyliśmy w przeświadczeniu, że jest gnostycka, ale pogłębiona refleksja nad tym zjawiskiem prowadzi do konkluzji, że nie był to koherentny ruch i choć jesteśmy w stanie wyłapać wierzenia i poglądy podzielane przez wielu tzw. „gnostyków”, to jest to raczej umowne pojęcie. Nawet przy założeniu, że jest to dzieło gnostyckie, określenie to może nam mówić bardzo mało. Z tego też powodu musimy się sprawie przyjrzeć bliżej i z większą uwagą.

    Wspominaliśmy już, że na samym początku dzieła Jezus mówi o konieczności poprawnego interpretowania jego słów. Mówi, że przynosi on wiedzę która zapewnia zbawienie, dlatego warto jej szukać. W również cytowanych wypowiedziach opisuje proces dochodzenia do prawdy- najpierw okaże się, że to co wiedział szukający ma się nijak do faktów, zaniepokoi się, ale zaraz potem przyjdzie zadziwienie i posiądzie świat. Nie chodziło raczej o świat materialny, bo jak zauważa Jezus: „Ktokolwiek zrozumie świat znajdzie jedynie martwe ciało, a ktokolwiek znajdzie ciało będzie wywyższony w stosunku do świata” (Powiedzenie 56).

    Świat materialny jest zatem martwy a siła życiowa należy do świata duchowego: „Jezus powiedział: Gdy zapytają was skąd przyszliście, odpowiedzcie im, że przybyliście ze światła, z miejsca w którym światło stało się tym czym jest. Gdy zapytają czy wy jesteście, odpowiedzcie, że jesteście jego dziećmi i wybranymi Żyjącego Ojca”(Powiedzenie 50). Materia jest zatem swego rodzaju pułapką i więzieniem dla ducha.

    Zadaniem poszukującego zbawienia jest uświadomienie sobie, że świat materialny nie jest miejscem docelowym. To z kolei prowadzi do wyzwolenia z oków: „Kiedy rozdziejesz się i ułożysz swoje szaty pod stopami jak małe dzieci i nastąpisz na nie zobaczysz Syna Żyjącego i nie będziesz się już obawiał”(Powiedzenie 37). Wyzwolenie zapewnia powrót do miejsca z którego wywodzą się dusze: „Jezus powiedział: błogosławieni samotnicy i wybrani, bo wam dane będzie królestwo. Wy z niego jesteście i wy do niego powrócicie” (Powiedzenie 49).

    Nie jest to jednak takie łatwe, bo przebywanie w świecie materialnym osłabia i oślepia ducha. Dlatego też Jezus zstąpił do świata materialnego- aby pobudzić i wyzwolić ludzkość oraz umożliwić jej zbawienie i przywrócić ją miejscu do którego należy: Jezus powiedział: pojawiłem się na tym świecie w formie wydającej się być ciałem. Wszyscy których spotkałem byli zaczadzeni; nie znalazłem nikogo spragnionego; moja dusza cierpiała za synów ludzkich, ponieważ są oni ślepi w swoich serach i nie widzą… Teraz są odurzeni, ale gdy otrzeźwieją, będą żałować” (Powiedzenie 28).

    Jak autor wyobraża sobie zbawienie? Pamiętacie tekst o stawaniu się dwoma? Wydaje się, że oznacza on, że w momencie śmierci duch oddzieli się od ciała i przez chwilę człowiek będzie dwoma, ale ciało umrze a duch będzie żył wiecznie. Zbawienie nie jest więc stanem w tym świecie, ale od tego świata, którego stworzenie było de facto aktem uwięzienia ducha. W myśl tych nauk zapowiadane przez Jezusa Królestwo istnieje poza światem: „Jeśli ci którzy Cię prowadzą powiedzą, że królestwo jest w niebie, to ptaki znajdują się przed Tobą. Jeśli powiedzą, że jest w morzu to znaczy, że ryby są przed Tobą. Królestwo jest raczej w Tobie i poza Tobą. Gdy poznasz samego siebie zrozumiesz, że jesteś synem Żyjącego Ojca” (Powiedzenie 3).

    Tutaj pojawia się motyw o którym wspominaliśmy w poprzednim odcinku- mianowicie o tym jak ważne jest samopoznanie w procesie zbawienia. Zapewne chodzi tutaj o uświadomienie sobie tego, że ciało w którym żyjemy nie jest nami i musimy odkryć swoją prawdziwą naturę, która połączy nas z „Żyjącym Ojcem”. Innymi słowy- duch który w nas żyje jest boskiego pochodzenia, to znaczy jest tak boski jak Jezus: „Ten kto pije z moich ust stanie się taki jak ja. Ja sam zaś stanę się taki jak on, a rzeczy które są ukryte zostaną mu odsłonięte”(Powiedzenie 108). Samopoznanie jest przedstawione jako dochodzenie do jedności.

    Dlatego też Jezus mówi o sobie jako o tym który łączy a nie dzieli. To on prowadzi do tego żeby dany człowiek stał się „jednym”. Stawanie się jednym to motyw który często pojawia się w wypowiedziach w Ewangelii Tomasza. Traktuje o tym na przykład powiedzenie 22: „Kiedy uczynicie dwoje jednym, a to co wewnątrz takie jak to co na zewnątrz i to co na zewnątrz takie jak wewnątrz, a to co na górze takie jak na dole a to co kobiece męskie i to co męskie kobiece tak, że ani mężczyzna nie będzie mężczyzną ani kobieta nie będzie kobietą […] wtedy wejdziecie do królestwa”.

    Cytat ten stawia w nieco innym świetle najbardziej, chyba, kontrowersyjne powiedzenie z Ewangelii Tomasza: „Piotr powiedział do niego: niech Maria nas opuści bo kobiety nie są godne życia. Jezus odpowiedział mu: Ja sam ją poprowadzę, tak aby stała się mężczyzną, żeby jej dusza stała się taka jak wasze. Każda kobieta która uczyni się mężczyzną wejdzie do Królestwa”. Cytat ten wprawiał w konsternację uczonych interpretujących gnostycyzm jako podejście zdecydowanie bardziej przychylniejsze kobietom niż „konkurencja”.

    Jak zatem należałoby rozumieć tę wypowiedź? Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że postrzeganie płci różni się zależnie od czasów i kultury. Człowiek piszący Ewangelię Tomasza i jego czytelnicy mieli w tym względzie inne poglądy niż na przykład my. Oczywiście współcześnie istnieje wiele spojrzeń na płcie, ale w naszej kulturze można je sprowadzić do: mężczyźni i kobiety to dwie strony tego samego, po prostu ludzie. Na podobnej zasadzie jak moneta składa się z rewersu i awersu- bez jednego nie ma drugiego. Grecy i Rzymianie mieli jednak nieco inny ogląd sytuacji.

    Dla nich płcie nie były różnymi stronami tego samego a raczej różnymi stopniami. Na podstawie obrazów jakie wyłaniają się z prac pisarzy, poetów, filozofów czy nawet dzieł medycznych możemy powiedzieć, że starożytni patrzeli na kobietę jak na swego rodzaju niepełną wersję mężczyzny. W sumie to człowiek, ale jakby nie do końca wykształcony- ma mniejsze mięśnie, jest niższy, waży mniej, nie ma penisa, zarostu etc. Powiedzenie o słabszej płci nie było tylko literacką przenośnią. W świecie który był dużo brutalniejszy od naszego siła i agresja były postrzegane jako coś nieodzownego. Z tego powodu patriarchat (nie lubię tego słówka bo jest już w zasadzie rytualną obelgą która nic nie znaczy) miał się dobrze.

    Z prac antycznych autorów wynika także, że istniał pogląd, że to co żyje da się uszeregować w swoistą piramidę perfekcji. I tak rośliny były gorsze od zwierząt, zwierzęta od ludzi, kobiety od mężczyzn, mężczyźni od bogów, a bogowie od perfekcyjnego bytu. Stąd też prawdopodobnie myśl, że żeby się zbawić należy stać się perfekcyjnym, a więc zjednoczyć się z Idealnym Bytem. Logiczną implikacją tego poglądu jest przekonanie, że kobieta musi stać się najpierw jak mężczyzna, żeby móc dostąpić zbawienia- jest to niejako obowiązkowy przystanek na trasie do perfekcji i jedności z Ideałem.

    Wszystko ładnie pięknie, tylko na ile Ewangelia Tomasza wiarygodnie przedstawia nauki Jezusa, a na ile jest to późniejsza reinterpretacja, wpisująca się w „ruch gnostycki”? Między uczonymi trwa zażarty spór o jej wiarygodność i wierność przekazu. Istnieje sporo podobieństw między nią a kanonicznymi Ewangeliami, co obozowi który przychyla się do Tomasza pozwala twierdzić, iż dolna datacja jest bliższa prawdzie, a to czyni go bardziej wiarygodnym. Z drugiej jednak strony widzimy olbrzymie podobieństwo do tekstów gnostyckich i idee zawarte w dziele wyglądają jak żywcem wyjęte z II wieku, kiedy to wychowany na filozofii grecki intelekt próbował zrozumieć nową religię.

    To z kolej buduje argumenty tych którzy podważają wiarygodność Ewangelii i twierdzą, że nawet jeśli jej autor bazował na jakichś wczesnych źródłach, to odczytał je później w duchu „gnostycyzmu”, szukając w ten sposób potwierdzenia dla swoich poglądów teologicznych. Kolejnym argumentem tej strony sporu jest fakt, iż w dziele brak odniesień do tradycji i historii żydowskiej (grzech, konieczność pokuty i właściwego postępowania). Argumentują oni, że taki tekst mógł powstać w czasach gdy chrześcijaństwo było już oddzielną religią. Ich zdaniem jest bardzo wątpliwe żeby pierwsi chrześcijanie, którzy do schyłku I wieku mieli problemy z określeniem swojego stosunku do judaizmu i żydowskości (pamiętamy z poprzednich odcinków?), stworzyli tekst w którym nie ma nawet wzmianki o tych rzeczach.

    Pierwszy obóz próbuje parować, że na podobnej zasadzie można by odnosić się do Pawła, który opisuje Jezusa w oderwaniu od jego żydowskości, jako mesjasza cierpiącego za grzechy świata. Problem polega jednak na tym, że autor idzie dużo dalej niż Paweł. U Tomasza zbawienie nie jest możliwe dzięki odkupieńczej męce a poznaniu samego siebie i zjednoczeniu się z ideałem. Ponadto u Pawła pojawiają się chociaż wzmianki o elementach żydowskiej tradycji, jak choćby powracająca jak bumerang kwestia przestrzegania Prawa. U Tomasza brak nawet tego.

    I tak możemy jeszcze długo, ale ostatecznie rozstrzygnąć sprawy nie jesteśmy w stanie, bo to wykracza poza możliwości historii i historyków. W końcu kto udowodni, że poglądy charakterystyczne dla gnostyków z II wieku nie pojawiły się wcześniej i autor Tomasza był jednym z pierwszych, albo wręcz pierwszym który na coś takiego wpadł? Odpowiedź na pytanie o wiarygodność Tomasz pozostaje niestety kwestią interpretacji i, w dużej mierze, wcześniejszych poglądów jakie mieliśmy gdy podchodziliśmy do tematu relacji między kanonem a apokryfami.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Tradycyjnie proszę o zgłaszanie.

    PS.2. Tag obserwuje ponad 70 osób, ale nie wiem czy wszyscy zainteresowani przeglądają powiadomienia. Dlatego uruchamiam spamlistę, kto chętny niech się zapisuje. Link

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Początek Ewangelii Tomasza odnalezionej w Nag Hammadi

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: upload.wikimedia.org

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Myślisz że masz fajne zdjęcia? Co powiesz na zdjęcie mongolskiego pasterza z karabinem AK-74 oraz jego osobistą panterą śnieżną? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #fotohistoria #ciekawostki #zwierzaczki #brusilow12

    odpowiedzi (28)

  • avatar

    Zaginięcie Nicolasa Barclay

    Nicolas Barclay urodził się 31 grudnia 1980 roku. Mieszkał w San Antonio (Teksas) ze swoją matką Beverly, starszą siostrą Carey i starszym bratem Jasonem. Zdecydowanie nie można powiedzieć, że był „dobrym dzieckiem”. Kilka razy był tak agresywny wobec swojej matki, że musiała wzywać policję. W wieku 13 lat był już notowany za kradzieże i pobicie nauczyciela, miał trzy tatuaże zrobione najprawdopodobniej przez innego dzieciaka w jego wieku, wagarował...

    13 czerwca 1994 roku dostał od matki 5 dolarów na grę w koszykówkę i poszedł po parku oddalonego od domu o 1-2 mile. Po skończonej zabawie zadzwonił do domu i chciał, żeby matka przyjechała po niego. Telefon odebrał jednak Jason, który powiedział, że Beverly śpi i musi wrócić pieszo. Nicolas nie wrócił do domu i więcej nie było z nim kontaktu.

    Oczywiście jego zaginięcie zostało zgłoszone na policję, jednak sprawa nie została potraktowana zbyt poważnie, ponieważ nastolatek już wcześniej uciekał z domu i zawsze wracał w przeciągu doby. Co więcej 14 czerwca miała odbyć się rozprawa decydująca o tym czy zostanie ze swoją rodziną, czy zostanie odesłany do ośrodka dla młodocianych przestępców. Policjanci uznali, że niedługo sam wróci do domu.

    Trzy dni później Jason zadzwonił na policję i powiedział, że widział Nicolasa próbującego włamać się do ich garażu. Gdy jednak policjanci przyjechali 13-latka już nie było. W okolicy nie było też żadnych śladów wskazujących na jego obecność.

    Jak wspomina matka Nicolasa, sprawa nie zainteresowała mediów. Tak naprawdę tylko rodzina nastolatka była zainteresowana jego odnalezieniem. Przed tym wydarzeniem Beverly miała problemy z narkotykami, jednak zaginięcie syna zmobilizowało ją do zerwania z nałogiem. Odwrotnie było jednak z Jasonem, chłopak ćpał coraz więcej.

    W październiku 1997 roku stał się cud. Po trzech latach odnaleziono Nicolasa w Linares w Hiszpanii. Został porwany i był przetrzymywany jako niewolnik seksualny przez grupę wysoko postawionych wojskowych. Mężczyźni bili go, gdy mówił po angielsku, a więc nauczył się francuskiego i podstaw kilku innych europejskich języków. Jednak w swoim ojczystym języku zaczął mówić z wyraźnym akcentem.

    Po kilku dniach do Hiszpanii przyleciała siostra Nicolasa, która rozpoznała swojego brata. Zauważyła jednak, że chłopak bardzo się zmienił. Stał się cichy i jakiś inny, ale to chyba oczywiste po latach znęcania się nad nim. Bardzo zmienił się też fizycznie, jego włosy pociemniały a oczy zmieniły kolor z niebieskiego na brązowy. Wszystko na skutek eksperymentów, które robili na nim wojskowi. Nicolas niewiele pamiętał ze swojego wcześniejszego życia, a więc Carey pokazała mu dziesiątki zdjęć rodziny i znajomych, aby odświeżyć mu pamięć.

    Nastolatek musiał rozpoznać przed urzędnikami kilka zdjęć, aby udowodnić swoją tożsamość. Udało mu się to w 4 na 5 przypadków. Mógł wrócić do domu, gdzie czekała na niego matka, mnóstwo krewnych i znajomych. Jedyną osobą, która przyszła go odwiedzić dopiero po jakimś czasie był Jason, który gdy go zobaczył powiedział tylko „powodzenia” i wyszedł.

    Życie Nicolasa wracało na dawne tory. Szesnastolatek wrócił do liceum i chętnie występował w mediach opowiadając swoją historię. To właśnie podczas jednego z takich wywiadów prywatny detektyw, Charlie Parker, zauważył, że coś tu nie gra. Porównał w programie graficznym uszy 13-letniego i 16-letniego Nicolasa i doszedł do wniosku, że to nie ta sama osoba! (Tak, uszy są trochę jak odciski palców, każdy ma inne) Parker podzielił się tą informacją z FBI, ale agenci nie byli zbyt zainteresowani rozpatrywaniem takich rewelacji.

    Dopiero po jakimś czasie Nicolas został zabrany do psychologa, który oświadczył, że mowa ciała chłopaka pokazuje, że opowiadając swoją historię nie korzysta ze wspomnień, ale z wyobraźni. Biegły zaświadczył także, że akcent nastolatka wyklucza, że wychowywał się w angielskojęzycznym domu. Agentka FBI skontaktowała się z siostrą Nicolasa, która miała czekać na niego na lotnisku i o wszystkim jej opowiedziała. Powiedziała też, że nie muszą mieszkać z „Nicolasem” i żeby nie przyjeżdżała. Carey była tym wszystkim bardzo wstrząśnięta i oczywiście zgodziła się z kobietą, jednak na lotnisko i tak przyjechała. Przywitała się z chłopakiem jak z bratem. Tak jakby wcześniejszej rozmowy w ogóle nie było. Co więcej rodzina nie zgadzała się na pobranie od „Nicolasa” odcisków palców czy DNA. Dopiero nakaz sądowy ich do tego zmusił. Okazało się, że za 16-letniego Nicolasa podawał się 23-letni Francuz, Frédéric Bourdin, który był poszukiwany przez Interpol właśnie za podszywanie się pod innych. Szacowano, że Bourdin do tej pory mógł ukraść nawet 500 tożsamości.

    Francuz od lat przemieszczał się między ośrodkami dla nieletnich w całej Europie. Był patologicznym kłamcą. Nawet po zatrzymaniu wykonywał dziesiątki telefonów i informował ludzi poszukujących zaginionych, że ma informację na temat ich bliskich. Został skazany na 6 lat więzienia. W 2007 roku ożenił się i ma 3 dzieci.

    Jak to się stało, że Bourdin przez trzy i pół miesiąca mieszkał z rodziną na drugim krańcu świata i podawał się za ich syna? W październiku 1997 roku zadzwonił na policję z budki telefonicznej w Linares i powiedział, że jest z żoną na wakacjach i znalazł nastolatka, który dziwnie się zachowuje. Później skulił się na podłodze i czekał na przyjazd policji. Na komisariacie mówił niewiele. Powiedział tylko, że jest Amerykaninem i chce zadzwonić do rodziny, ale musi to zrobić w nocy ze względu na różnicę czasu. Policjanci zgodzili się i zostawili go na noc samego w biurze. Ten czas wykorzystał na dzwonienie na różne komisariaty w całym USA i podając się na policjanta, który znalazł zagubionego amerykańskiego nastolatka. W końcu znalazł odpowiednią tożsamość, przesłano mu czarno-biały fax na temat Nicolasa i potwierdził, że to właśnie jego znaleziono. Sprawy zaczęły się komplikować, gdy zobaczył kolorową ulotkę ze zdjęciem chłopaka. Okazało się, że wygląda zupełnie inaczej niż on. Bourdin przefarbował się na blond, a w ośrodku dla nieletnich zrobił sobie trzy tatuaże, takie jakie miał Nicolas. Ciągle chodził w czapce, szaliku i okularach przeciwsłonecznych. Dzięki zdjęciom pokazanym przez Carey przeszedł test przed urzędnikami.

    Co więc stało się z prawdziwym Nicolasem? Nie wiadomo, do dziś nie został odnaleziony. Być może w jego śmierć był zaangażowany Jason, a nawet cała rodzina? To by tłumaczyło dlaczego podobno go widział trzy dni po zaginięciu (zabójcy czasem zgłaszają takie informację, żeby pokazać policji, że ktoś jednak żyje) i dlaczego tak szorstko odnosił się do Bourdina, gdy ten podawał się za jego brata. Jakby od początku wiedział, że to nie może być Nicolas. Ta teoria wyjaśnia też dlaczego ani Carey ani Beverly nie zauważyły, że to nie zaginiony nastolatek, tylko ktoś zupełnie obcy i nawet niepodobny. Dlatego też Carey tak nalegała na oglądanie dziesiątek zdjęć. Nikomu jednak nie można nic udowodnić. Sam Jason zmarł w 1998 roku po przedawkowaniu narkotyków.

    Źródła: theodysseyonline, telegraph, film The Inposter

    #historieriley #kryminalne
    pokaż całość

    odpowiedzi (47)

  • avatar

    Jestem na wykopie od 3 lat 7 mies. W tym czasie zaplusowałem 12 833 wpisy na mikroblogu!

    Każdemu plusującemu ten wpis napiszę czy kiedykolwiek zaplusowałem jego wpis i jeśli tak, to podam linka ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #glupiewykopowezabawy

    odpowiedzi (1074)