•  

    533450 - 1500 - 1700 - 1600 - 1600 - 1550 - 1350 - 1250 - 1600 - 1400 - 1550 - 1500 - 1500 - 1600 = 513750

    Jako, że nie chce mi się dodawać odległości po każdym wyjściu na basen (dodaję na endomondo).. robię to teraz hurtowo żeby załapać się jeszcze na przepłynięcie Amazonki (przypominam, że niedługo kończymy! -->

    pokaż spoiler "W sumie przepłynęliśmy już 6259.55 km. Stanowi to 97.24% odległości do naszego celu. Utrzymując aktualną średnią dotrzemy do celu 25.01.2018, czyli za 20 dni").


    #plywajzwykopem

    Gorące dyskusje ostatnie 12h

    • avatar

      Trzy radiowozy, karetka i tajniacy a wszystko dlatego, bo cztery pijane studentki prawie zakatowaly małżeństwo (49 i 47lat). Wszystko działo się wczoraj po 3.00 pod moim blokiem. Wg relacji sąsiadki, która zadzwoniła na na policję i wg tego co uslyszalem z okna, wynika że małżeństwo wysiadlo z taxi jak przechodzili obok drugiej klatki to pijane studentki pierw wystartowały do faceta kopiac go po glowie, a jak jego żona dzwoniła na policję to jedna zlapala ja za włosy, rzuciła na maskę samochodu przy okazji wygrywając jej trochę włosów. Dobrze, że po chwili pojawiła się policja z pałami, bo zakatowaly by na śmierć. Krew była na chodniku i na ścianie. Facet mówił policji, że nie przypuszczał że tak mocno mogą kopać kobiety. Policja zabrała dwie #rozowepaski - najbardziej agresywną oraz jej psiapsiolke, która najwięcej krzyczała. A jakbyś ktos pytał dlaczego 49l facet nie dał rady. Otóż był z żoną na imprezie, no i 4 na 1 to banda lysego. Policja odprowadzila malzenstwo do mieszkania

      Taguje tez #logikarozowychpaskow bo idiotki tłumaczył, że one są niewinne i nic nie robiły. Oczywiście krzyki i płacz też był. Jestem przerażony też tym, że nie miały one wyglądu karyny. Ta pierwsza co ją zabrali to takie 9/10. Nie zdziwiłem się że to były baby, bo wiem że one są agresywniejsze od #niebieskiepaski

      Na koniec pojawił się chyba właściciel mieszkania, który opierd..lil gowniary (cyt. Was chyba poje...o, żeby w środku nocy napierda...ć obce osoby.)

      Ps. Ja nie dzwoniłem i nie pomogłem, bo spałem. Obudziły mnie dopiero krzyki ratunku, zabija go. Wcześniej myślałem że znowu studenci pijani wracają i ktoś grozi im policja za zakłócenie ciszy nocnej. Wstałem akurat jak kobieta wyladowala na masce samochodu jak dzwoniła na policję. Krzyknalem do domowników by dzwonili na policję, bo lecę spacyfikowac idiotki. Akurat wtedy też pojechała policja

      #lublin #lsm #patologia #patologiazmiasta #zalesie #studenci
      pokaż całość

      odpowiedzi (73)

    • avatar

      #zdrowie #truestory #zaczadzenie #tlenekwegla

      Czołem Mircy!
      Może część z Was pamięta mój wpis z karetki z poniedziałku o moim zaczadzeniu*.

      Otóż chciałem Wam zdać trochę obszerniejszą relację, już na spokojnie.

      Dla tych którym nie chcę się czytać:
      TLDR

      pokaż spoiler żyje, mam się dobrze, mózg i serducho w porządku, wymiana pieca i wentylacji, kupno czujki, organizowanie kampanii społecznej. A w sumie to żyję m.in. dzięki... wypokowi


      Jak wiecie był poniedziałek. 2 w nocy. Różowy smacznie śpi, ja dłubiąc coś przy komputerze stwierdziłem, że czas na kąpiel. Mam małą, ciasną łazienkę z wanną, zawsze jednak korzystam z niej jak z prysznica. Odpalam gorącą wodę, mam zamiar wziąć bardzo szybki prysznic, bo piec ostatnio bardzo się nagrzewał - w piątek była zamówiona jego wymiana na nowy, martwiliśmy się właśnie, że o ironio, coś się z nim stanie.

      Kąpiel poszła fajniutko, szybko i sprawnie. Żadnych dolegliwości, zawrotów głowy czy nudności. Wstałem aby się wytrzeć ręcznikiem. I tutaj nastąpił strzał w potylicę. Nie wiem jak upadłem. Po prostu zasnąłem. Ktoś zgasił światło. Bez ostrzeżenia.

      Budzę się na zalanej ziemi. Ciało jest z waty. Mózg jak na srogim haju. Czuję, że coś jest nie tak, ale nie umiem ogarnąć sytuacji. Dośc przyjemnie się leży. Chyba nawet postanawiam jeszcze chwilę pospać, przyjemnie się drzemie. Nie wiem ile czasu mija. Zasypiam.

      Odzyskuję przytomność po raz drugi. W głowie roją mi się dwa spotkania, które miałem następnego dnia na rano, dociera do mnie, że chyba się spóźnię. Próbuję się podnieść. Ciało nie raguje. Próbuję jeszcze raz - udaje mi się złapac muszli klozetowej i trochę dźwignąć. Upadam jednak i znów trace przytomność.

      Roją mi się różne rzeczy, głównie poranne spotkania, chaos w głowie, ale nie dociera do mnie, w jakiej dupie jestem. Kompletny haj.

      Odzyskuję przytomnośc po raz trzeci. Chyba zauważyłem, że już prawie nie leżę, a pływam - prysznic został odkręcony, jest poza wanna i od prawie trzech godzin leci pełną parą na podłogę. Coś mi świta w głowie.
      W tym momencie przychodzi mi do głowy... komentarz z wykopu, pod znaleziskiem z zaczadzeniami. Że jeden z mireczków zatruł się w wannie i świadomie czekał na śmierć, bo nie mógł się ruszać. Ktoś go chyba uratował, nie pamiętam. Rozumiem jednak, że jestem w tej sytuacji. Dociera do mnie, że się zatrułem i jak stąd nie wyjdę to umrę. A nie chcę umierać z gołą dupą.
      Zbieram się i walczę aby wstać - wciąż upadam. Oczywiście bardzo ostre zawroty głowy, całkowity brak równowagi. Aby poruszyć ręką trzeba wielkiego wysiłku, co dopiero skoordynować całe ciało do współpracy. Upadam parokrotnie, walczę jednak. Wiem że jak teraz nie wyjdę z tej komory gazowej to mogę już nigdy nie mieć okazji, a już na pewno nie samodzielnie. Zapieram się o toaletę, jedynego przedmiotu którego mogę się chwycić. Daję z siebie wszystko co mogę, rozumiem, że walczę o życie. W końcu jakoś wstaję, chwieję się na nogach. Pierwsze co to... zakręcam wodę. Otwieram drzwi z łazienki. Jest 5 rano.

      Jestem na kompletnym haju. Pierwsze co to... idę ubrać bokserki. I koszulkę. Wchodzę do sypialni. Budzę różowego. Mówię że się zatrułem czadem*, że mi źle. Najpierw myśli że żartuje jednak szybko przytomnieje. Mówi że wzywa pogotowie. Mówię jej, że ma tego nie robić, że mam spotkania, prześpię się i jade na nie. Kładę się w łóżku. Dostrzegam, że w całym mieszkaniu zalega warstwa wody na wysokośc nieco ponad pięty. Krzyczę do różowego że nic mi nie jest, chcę tylko coś na ból głowy (strasznie bolała), coś do picia i... cukierka. On mi pomoże. Różowa przytomnie dzwoni na pogotowie i przynosi mi cukierka. Nie chce tego, chce innego.

      Zaczynają się drgawki. Pogotowie razem ze strażą pożarną są po pięciu minutach - tak mówiła mi dziewczyna. Tlen, natychmiastowe zabranie do szpitala. Straż mierzy jeszcze poziom tlenku węgla w mieszkaniu - u nas i u wszystkich sąsiadów - dzisiaj wstają wcześniej.

      Od tego momentu jest tylko lepiej - 4 dni hospitalizacji - kroplówki, komora hiperbaryczna, wiele badań, tlen, badania EEG i EKG, badania psychologiczne. Najbardziej boję się, że zgłupieję, że może obmarły mi neurony, czy coś. Pytam o to lekarza. "Spokojnie, głupszy pan nie będzie" - no nie wiem czy się cieszyć, czy nie, ale chyba jest ok.

      Szczęśliwie wszystkie wyniki dobre. Serce i mózg - całe. Miała bardzo wiele szczęścia. Możliwe, że gdybym nie przypomniał sobie komentarza z wykopu, to dzisiaj nie pisałbym tych słów - dość fajnie się drzemało. Naprawdę. Czułem momentami, że coś jest nie tak, ale chęć (lub przymus) zaśnięcia był zbyt silny.

      I tak oto żyję. Pierwszego dnia po powrocie ze szpitala odczuwałem dyskomfort w łazience, teraz jednak minął. Wymieniamy piec, poszerzyliśmy wentylacje, kupujemy czuję. Co ważne - sąsiedzi też, przynajmniej niektórzy. Można powiedzieć, że stałem się trochę z przymusu gwiazdą klatki schodowej.

      Postanowiłem przemienić moje przeżycia w coś dobrego. Skoro sąsiedzi, przeze mnie (dzięki mnie?) zaczęli kupywac czujki, to postanowiłem opowiedzieć ta historię szerzej i zrealizować kampanię społeczną. Chce zrealizować krótki spot z potencjałem viralowym. Wiem, że coś podobnego już było, chcę do tego podejśc jednak ciut inaczej, pokazać to, co czuje człowiek na glebie - na bazie własnych przeżyć.
      Mam do tego sprzęt i ekipę. Ruszamy w przyszłym tygodniu. Mam zainteresowanie lokalnych mediów, chcą napisać o moim przypadku i o planowanej kampanii społecznej (chociaż to może za duże słowo - chcemy zrealizowac film "do podawania dalej").
      Wiem, że zbliża się luty i taka kampania miała największy sens jesienią - nie chce jednak czekać do następnego roku. W szpitalu w którym leżałem dziennie kilka osób trafia w takim stanie jak ja, lub gorszym - przez zaczadzenie. Wielu nie ma tego szczęścia. Uratujemy jedną osobę przed zatruciem i będzie to dla mnie sukces.

      Tutaj chciałem tez zapytać - pomożecie w rozpropagowaniu filmu? Zapewniam, że zrobimy go porządnie. Szukamy też znanej twarzy, aby wystąpiła na końcu - mamy nadzieję, że kogoś uda nam się pozyskać.

      Pozwolę sobie zawołać plusujących mój wpis. Korzystam pierwszy raz z mirkolist, jak coś pomieszałem to wybaczcie.
      Na zdjęciu wypis.
      Mireczku z komentarza/wpisu - dziękuję!
      Uważajcie na siebie i bliskich.

      * termin umowny - zatrułem się tlenkiem węgla.
      pokaż całość

      odpowiedzi (142)

    • avatar

      Kiedy matka wróciła z misiowej wywiadówki xD
      #niedzwiedzie #zwierzaczki

      odpowiedzi (10)