•  

    367251 - 586 = 366665

    Przedsylwestrowy przejazd Katowice - Gdańsk

    Już tradycyjnie, w okresie między świętami a sylwestrem udało się zrealizować dłuższą trasę, tym samym zamykając rok 2017. Tym razem prognozy pogody sugerowały jazdę na północ, więc padło na przejazd do Gdańska. Pierwszy raz nie jechałem sam - kilka dni wcześniej odezwał się do mnie Paweł Pieczka, który znając już moją tradycję, zaproponował towarzystwo.

    Startujemy zaraz po świętach, 27 grudnia w okolicach 6 rano. Paweł jedzie od południa (spod czeskiej granicy), więc wyjeżdżam mu na przeciw. Dziwne uczucie, bo mamy jechać nad morze, a ja początkowo się oddalam jadąc na południe ;) Poranek mglisty i zimny. Spotykamy się gdzieś przed Żorami i odtąd jedziemy już wspólnie na północ. Niepokoi nas, że jeśli kolejna noc będzie podobna (zimno, mgliście i wilgotno), to może być z nami krucho, a przede wszystkim - zbyt niebezpiecznie. Bo przecież aktualnie mamy najdłuższe noce i czeka nas dobrych 15 godzin jazdy po ciemku.

    Przed Częstochową pierwszy krótki postój pod sklepem. Chwilę wcześniej jednak mały incydent - na środku naszego pasa stoi śmieciarka. Słońce już zaczęło podsuszać asfalty, co uśpiło czujność - gdy tylko naciskam hamulec, od razy podcina mi koła i zaliczam glebę. Akurat trafiłem na zacieniony kawałek asfaltu, na którym jest tak ślisko, że nawet ciężko mi się pozbierać. Na szczęście prędkość niewielka i skończyło się na zdartym łokciu i dziurawej kurtce.

    Większy postój planujemy zrobić w okolicach środka trasy. Zgodnie z założeniem, niedługo po zapadnięciu zmroku wjeżdżamy na DK91, by odtąd trzymać się sprawdzonego przeze mnie wariantu nad morze aż do końca. Przed Krośniewicami łapie gumę w tylnym kole. Wokół tylko pola i ciemność, więc nie uśmiecha się wymiana dętki w świetle latarki. Postanawiamy spróbować dopompować i jechać dalej, bo jakoś gwałtownie to nie zeszło. Udaje się przejechać 7 km, więc nie jest źle. Jeszcze jedna dobitka i po kolejnych 10 km lądujemy w Krośniewicach, gdzie ma być w końcu Orlen i dłuższy postój. Niestety jest kiepściutko - to jakaś lokalna stacja, zamykana o 22. Jeszcze jest czynne, ale na wypasy nie ma co liczyć. Brak miejsca do siedzenia, a całe menu to znienawidzone już przeze mnie hot dogi. Ale trudno - trzeba zjeść co jest i zrobić dętkę, którą udaje się załatać bez zdejmowania koła.

    Ledwie wracamy na główną drogę, a naszym oczom ukazuje się wielki i wypasiony Orlen z czerwonymi sofami i bogatym menu na pokładzie. Aż żal patrzeć, ale trzeba jechać dalej. Oczywiście przez kolejne godziny mijamy sporo takich wypasionych przybytków ;)

    Noc przemija dość spokojnie. Zgodnie z prognozami wiatr sprzyja, jednak pokazują one też coś niepokojącego, czyli nadchodzące opady deszczu.
    W okolicach Grudziądza zaczynają się pierwsze podjazdy, które towarzyszyć nam będą do końca trasy. Łamie mnie trochę senność, więc za miastem robimy szybki postój żeby wybić się monotonii jazdy. W okolicach 500 km, (tu pęka #festive500 ) zajeżdżamy do sprawdzonego i wyczekiwanego miejsca postoju na stacji BP w miejscowości Nowe. Tutaj w końcu ogromny wybór jedzenia. Podwójna jajecznica i inne rarytasy od razu stawiają mnie na nogi. Jednak to co widać za oknem nie napawa optymizmem - zgodnie z zapowiedziami pada deszcz, a temperatura oscyluje nieznacznie powyżej zera.

    Ostatnie godziny jazdy nie należą do przyjemnych. Deszcz i chłód skutecznie wysysają z nas energię potrzebna do jazdy. Dodatkowo mój rower ma taką przypadłość, że w takich warunkach momentalnie cały napęd pokrywa się błotem i zaczyna mocno rzęzić, a biegi przestają się słuchać. Sam tez jestem uwalony po czubek głowy (patrz zdjęcie w pierwszym komentarzu :D). Jest ciężko, ale że kolega Paweł tez nie jest z pierwszej łapanki (świetne drugie miejsce na tegorocznym #mrdp mówi samo za siebie), to nie odpuszczamy i już bez postojów docieramy do celu.

    Tym sposobem, po 31 godzinach i przebyciu niespełna 600 km wspólnie meldujemy się pod Neptunem ;) W moim zabłoconym stroju byłem chyba większą atrakcją niż on sam ;) Na ostatnich 100 km deszcz i grudniowy chłód dały nam ostro popalić, ale w towarzystwie łatwiej było przezwyciężyć te trudności. Dzięki za jazdę :)

    Pozostaje mi wstawić krótkie podsumowanie mojego roku 2017 na rowerze:

    - w sumie przejechanych okrągłe 15 000 km

    - przewyższeń (za Strava) 100 976 m

    - udało się "zamknąć" województwo opolskie, odwiedzając wszystkie gminy w jego granicach,

    - na tę chwilę zaliczonych gmin w Polsce 999 / 2478 (40%)

    - kilka wypadów z namiotem, w tym tygodniowy tour po kilku państwach PL-CZ-SK-HU-CRO-SRB-RO-HU-SK-PL

    - udało się ukończyć kilka ultramaratonów: Maraton Podróżnika, Maraton Tour de Silesia, Maraton Karpacki Hulaka

    - udało się przejechać całą trasę MRDP - wprawdzie spóźniłem się 4 godziny, ale mimo to ciesze się, że wziąłem udział i dojechałem do mety. Niezapomniana przygoda :)

    Na ten rok też się szykuje coś większego, ale to się ma wyklarować na dniach ;)

    Dzięki Wszystkim za wspólne równikowanie w 2017! :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1330418430

    #byczysnarowerze #zaliczgmine

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km

    źródło: preview.ibb.co

    +: Ragnarokk, t.....m +97 innych

Gorące dyskusje ostatnie 12h