•  

    Był 8 grudnia 1941 roku w porcie Tarakan na wyspie Borneo. Dzień dla załogi lekkiego krążownika USS Marblehead zapowiadał się spokojnie. Wielu marynarzy, jednak - a zwłaszcza oficerów - nie było w pełni spokojnych. Narastająca atmosfera niepokoju przed możliwym japońskim atakiem udzielała się wielu z nich. Pierwotnie wiele amerykańskich okrętów stacjonujących na Borneo przybyło tam tydzień wcześniej z Manili na Filipinach na rozkaz dowodzącego Amerykańską Flota Azjatycką admirała Thomasa C. Harta. Hart również uznawał, iż japoński atak na Filipiny był jedynie kwestią czasu, przez co utrzymywanie w filipińskich portach dużej ilości okrętów narażało je na atak zarówno z morza, jak i z powietrza. 8 grudnia (7 grudnia w Stanach Zjednoczonych) czarny scenariusz Harta ziścił się - Japończycy zaatakowali bazę Floty Pacyfiku w Pearl Harbor. Krążownik Marblehead otrzymał wtedy krótki telegram - “Japonia zaatakowała. Zachowujcie się odpowiednio.”

    Atak na Pearl Harbor był jedynie częścią japońskiego planu wymierzonego w USA, Wielką Brytanię i Holandię. Tego samego dnia, japońskie wojska rozpoczęły ofensywę w praktycznie całej Azji Południowo-Wschodniej. Już 8 grudnia japońskie wojska wylądowały na Malajach, zbombardowały Singapur, zaatakowały Hongkong, wylądowały na wyspie Luzon na Filipinach oraz dokonały desantów na wyspach Wake i Guam. Japończykom udało się osiągnąć kompletne zaskoczenie i poważnie wpłynąć na plany Aliantów - według pierwotnych założeń, w wypadku ataku na kolonie w Azji Południowo-Wschodniej, stacjonująca w Pearl Harbor Amerykańska Flota Pacyfiku miała przebazować się na Singapur i stamtąd wspomagać siły aliantów w rejonie. Atak na Pearl Harbor zniweczył te plany i wkrótce admirał Hart zrozumiał, iż pomoc nie nadejdzie.

    Zaledwie dwa dni po rozpoczęciu ofensyw, na aliancką flotę w rejonie Azji Południowo-Wschodniej spadł kolejny cios. 10 grudnia 1941 roku pancernik HMS Prince of Wales i krążownik liniowy HMS Repulse zostały zaatakowane przez japońskie samoloty startujące z baz na terenie dawnych Indochin Francuskich (obecnie Wietnam). Pierwotnie, oba stacjonujące w Singapurze okręty, eskortowane przez niszczyciele HMS Electra, HMS Express, HMAS Vampire i HMS Tenedos wyruszyły w morze dwa dni wcześniej, chcąc zaatakować japoński przyczółek i flotę desantową w okolicach Khota Baru. Japoński atak rozpoczął się o godzinie 11:13 i trwał łącznie do godziny 13:18. W jego trakcie Repulse trafiony został czterema torpedami, które doprowadziły do szybkiego zatonięcia okrętu o godzinie 12:33. Prince of Wales, również trafiony czterema torpedami oraz jedną bombą (z wieloma bombami padającymi na około okrętu i powodującymi dalsze uszkodzenia) poszedł na dno o godzinie 13:18. W wyniku zatonięcia okrętów życie straciło 840 marynarzy Royal Navy. Japońskie straty zamknęły się w liczbie 4 zestrzelonych i 28 uszkodzonych samolotów, z 18 ofiarami śmiertelnymi.

    Utrata brytyjskich okrętów liniowych, bardzo szybkie postępy wojsk japońskich na lądzie oraz wywalczeniu przez japońskie lotnictwo przewagi w powietrzu sprawiły, iż siły nawodne postanowiono skupić w okolicach Borneo i Holenderskich Indii Wschodnich, celem ochrony żeglugi na południe od Filipin. Już 13 grudnia 1941 roku Japończycy zaatakowali Borneo, wysadzając desant w okolicach miast Miri i Seria. Na morzu, jednak, Japończycy zaczęli ponosić pierwsze starty. 17 grudnia holenderskim łodziom latającym Dornier Do 24 udało się zbombardować i zatopić niszczyciel Shinonome. 23 grudnia holenderski okręt podwodny K XIV storpedował i zatopił przewożące żołnierzy transportowce Hiyoshi Maru i Katori Maru. Pomimo tego reszta okrętów konwoju dotarła do Kuching i wysadziła desant, który szybko opanował miasto. W nocy z 23 na 24 grudnia okręt podwodny K XVI zatopił niszczyciel Sagiri, ale już następnego dnia sam został zatopiony przez japoński okręt podwodny I-66. Pomimo tych sukcesów, japońskie natarcie na lądzie przełamywało opór aliantów z niezwykłą szybkością. Ostatecznie, ostatnie alianckie oddziały na Borneo skapitulowały 1 kwietnia 1942 roku, choć w praktyce Borneo znalazło się całościowo w japońskich rękach już pod koniec stycznia roku 1942.

    11 stycznia 1942 roku wojska japońskie rozpoczęły kolejną ofensywę, wymierzoną w Holenderskie Indie Wschodnie. Japończycy podzielili swoje wojska na trzy grupy - środkową, wschodnią i zachodnią. Grupa zachodnia miała za zadanie zajęcie pól naftowych i lotnisk na Sumatrze oraz zdobycie miasta Palembang. Grupa centralna miała za zadanie zdobycie wyspy Tarakan i zajęcie miasta Balikpapan, zaś grupa wschodnia miała zająć się uderzeniem na wyspy Sulawesi, Ambon i Timor. Pomimo powołania 15 stycznia 1942 łączonego dowództwa brytyjsko-amerykańsko-holendersko-australijskiego dowództwa sił alianckich (znanego jako ABDACOM bądź ABDA), postępy wojsk japońskich udawało się powstrzymać jedynie na krótki czas. Już w lutym Japończycy wylądowali na Sumatrze i jasnym było, iż ich kolejnym celem będzie desant na wyspie Jawa.

    27 lutego 1942 okręty należące do zespołu ABDA wyszły w morze z portu w Surabaya, stawiając sobie za cel przechwycenie japońskiej floty desantowej zmierzającej z cieśniny Makassar w stronę Jawy. W skład alianckiej grupy uderzeniowej dowodzonej przez holenderskiego admirała Karela Doormana wchodziły ciężkie krążowniki USS Houston i HMS Exeter, lekkie krążowniki De Ruyter, Java oraz HMAS Perth oraz 9 niszczycieli (3 brytyjskie - Electra, Encounter i Jupiter, 4 amerykańskie - Alden, John D. Edwards, Paul Jones i John D. Ford i 2 holenderskie - Kortenaer i Witte de With). Alianci zauważyli japońskie okręty o godzinie 16:00 i otworzyli ogień do okrętów eskorty 16 minut później. Jak się później okazało, japońska eskorta składała się z ciężkich krążowników Nachi i Haguro, lekkich krążowników Naka i Jintsū i 11 niszczycieli. Od samego początku bitwa na Morzu Jawajskim - jak była później znana - nie układała się po myśli okrętów ABDA. Jedne z pierwszych japońskich salw ugodziły w krążownik Exeter, niszcząc jeden z silników. Brytyjski krążownik otrzymał rozkaz powrotu do Surabaya, eskortowany przez niszczyciele Electra i Witte de With. Wkrótce, Japończykom udało się storpedować i zatopić niszczyciel Kortenaer. Kolejną ofiarą cesarskiej floty stał się niszczyciel Electra - co prawda uszkodził on ogniem dział japoński niszczyciel Asagumo, ale sam został kilkakrotnie trafiony salwami krążownika Jintsū, które zniszczyły nadbudówkę i spowodowały wybuch pożaru na pokładzie. Po tym, jak w ostatniej, działającej wieży niszczyciela skończyła się amunicja, załoga dokonała samozatopienia okrętu. O godzinie 18:00 alianci, osłaniani przez zasłonę dymną postawioną przez amerykańskie niszczyciele, zawrócili, chcąc ominąć eskortę i zaatakować transportowce. Po dokonaniu nieudanego ataku torpedowego amerykańskie niszczyciele również zawróciły w stronę Surabaya. Po zapadnięciu nocy, sytuacja pogorszyła się - o godzinie 21:25 niszczyciel Jupiter wszedł na minę i zatonął wskutek doznanych uszkodzeń. O godzinie 23:00 alianckie krążowniki ponownie otworzyły ogień w stronę japońskich okrętów - ich działa zamikły jednak, gdy krążowniki De Ruyter i Java zostały storpedowane i zatopione przez krążownik Haguro. Pozostałe okręty aliantów, praktycznie pozbawione amunicji i paliwa, wycofały się w stronę portu Tanjung Priok zgodnie z ostatnim rozkazem admirała Doormana, który poszedł na dno wraz z krążownikiem De Ruyter.

    Tego samego dnia alianci ponieśli jednak kolejne straty. Niedługo przed wyjściem w morze krążowników Doormana, na południe od bazy w Tijlatjap na morzu spotkały się trzy okręty US Navy - tender wodnosamolotów USS Langley oraz niszczyciele USS Edsall i USS Whipple. Langley przewoził na swoim pokładzie myśliwce P-40, przemyślane jako wzmocnienie ochrony powietrznej bazy w Tijlatjap z portu w Freemantle w Australii. Na jego pokładzie oprócz załogi znajdowali się również piloci 13 Eskadry Pościgowej oraz technicy Amerykańskich Sił Powietrznych. O godzinie 11:40, jednak, okręty zostały zaatakowane przez japońskie bombowce startujące z lotnisk w okolicach Denpasar. Atak okazał się skuteczny - przy trzecim podejściu Langley trafiony został pięcioma bombami. W wyniku detonacji ogniem zajął się pokład startowy, okręt przechylił się o 10 stopni na lewą burtę i uszkodzeniu uległ ster. O godzinie 13:32 wydano rozkaz opuszczenia okrętu. Niszczyciele Edsall i Whipple podjęły rozbitków, a następnie zatopiły Langley ogniem dział i torped. 28 grudnia nad ranem, oba niszczyciele spotkały się na morzu w okolicach Wyspy Bożego Narodzenia z tankowcem USS Pecos. Ostatecznie, ze względu na trudne warunki atmosferyczne i ataki japońskich samolotów, transfer rozbitków zakończono rankiem 1 marca 1942 roku

    Tego samego dnia alianckie niedobitki z bitwy na Morzu Jawajskim otrzymały nowe rozkazy. Krążowniki Houston, Perth oraz holenderski niszczyciel Evertsen miały przepłynąć przez Cieśninę Sundajską to Tijlatjap. Uszkodzony krążownik Exeter oraz niszczyciele Encounter i USS Pope miały za to skierować się w stronę Cejlonu, gdzie Exeter miał przejść bardziej kompleksowe naprawy. Sytuacja zaopatrzeniowa na Jawie sprawiła, iż żaden z okrętów nie był w stanie w pełni uzupełnić zapasów paliwa i amunicji. Pomimo tego, obie eskadry wyruszyły z portów wieczorem i nocą z 28 lutego na 1 marca, kierując się w stronę Cieśniny Sundajskiej. O godzinie 23:15 japoński niszczyciel Fubuki dostrzegł w ciemnościach sylwetki okrętów Houston i Perth. Ku nieszczęściu aliantów, w okolicach Cieśniny Sundajskiej przepływał właśnie konwój transportujący japońską 16 Armię, mająca przeprowadzić desant na zachodnim brzegu Jawy. 50 transportowców osłanianych było przez ciężkie krążowniki Mogami i Mikuma, lekki krążownik Natori oraz 9 niszczycieli. 9 minut wcześniej alianckie okręty otworzyły ogień w stronę niszczyciela Harukaze. W ciągu kilkudziesięciu minut oba alianckie okręty znalazły się pod ostrzałem japońskich krążowników i niszczycieli. Wynik tego starcia był łatwy do przewidzenia - tuż po północy zarówno Houston jak i Perth zostały zatopione. Niszczyciel Evertsen, płynący za alianckimi krążownikami, był świadkiem ich końca. Sam wkrótce znalazł się pod ostrzałem niszczycieli Murakumo i Shirakumo. Japońskie pociski rozpaliły pożar na rufie, który wkrótce doprowadził do detonacji magazynu amunicyjnego - przed tym, jednak, załodze Evertsena udało się opuścić okręt.

    Druga grupa alianckich okrętów dotarła do okolic wyspy Bawean około godziny 4:00. Wtedy to też zauważyły wrogie okręty na zachód od własnych pozycji. Jako, iż uszkodzony Exeter nie był w stanie nawiązać walki, grupa musiała zawrócić na północny zachód. Po prawie 5 godzinach unikania japońskich okrętów, szczęście aliantów wyczerpało się. O godzinie 9:35 zauważono zbliżające się ciężkie krążowniki Nachi i Haguro, eskortowane przez dwa niszczyciele. Pomimo zwrotu na północny wschód, wkrótce dostrzeżono kolejną japońską grupę - ciężkie krążowniki_ Ashigara_ i Myōkō, również eskortowane przez dwa niszczyciele. O godzinie 10:20 obie strony otworzyły ogień. Zaledwie godzinę później pociski wystrzelone z japońskich krążowników trafiły w krążownik Exeter, niszcząc maszynownię i spowalniając go do prędkości 4 węzłów. Encounter i Pope otrzymały rozkaz ucieczki w stronę nadchodzącego szkwału, zaś Exeter pozostał z tyłu, ściągając na siebie uwagę Japończyków. Ciężko uszkodzony i stojący nieruchomo w wodzie Exeter został dobity salwą torped wystrzeloną z niszczyciela Inazumo i zatopiony o godzinie 11:40. Krótko po tym na dno poszedł trafiony salwami japońskich krążowników niszczyciel Encounter. Niszczyciel Pope zdołał dotrzeć do liniii szkwału i zgubić pościg. Dwie godziny później, jednak, Pope został wykryty, zbombardowany i zatopiony przez samoloty startujące z lotniskowca Ryūjō.

    Zaledwie 20 minut po zatopieniu krążownika Exeter, japońskie samoloty startujące z lotniskowca Sōryū zaatakowały i zatopiły tankowiec Pecos. Tuż przed zatonięciem zdołał on nadać sygnał SOS, wzywający na pomoc wszelkie alianckie jednostki w rejonie. W stronę tonącego tankowca wyruszyły niszczyciele Whipple i Edsall - pomimo, iż ten drugi miał za zadanie przewiezienie uratowanych z tendra wodnosamolotów Langley techników USAAF do portu w Tijlatjap. Whipple dotarł do miejsca zatonięcia Pecosa o godzinie 19:22, ratując w ten sposób życie 232 rozbitków. Edsall nie miał tyle szczęścia - o godzinie 16:03 niszczyciel został zauważony z pokładu ciężkiego krążownika Chikuma. Kilka minut później, krążownik otworzył ogień w stronę samotnej jednostki. Kilkadziesiąt minut później do nierównej walki włączyły się ciężki krążownik Tone oraz pancerniki Hiei i Kirishima. Pomimo miażdżącej przewagi ogniowej, Japończycy przez ponad godzinę nie byli w stanie trafić amerykańskiego niszczyciela, któremu udało się nawet dokonać ataku torpedowego wymierzonego w krążownik Chikuma - torpedy minęły jednak cel. Wściekli Japończycy rzucili do walki samoloty - Edsall, trafiony bombami samolotów startujących z lotniskowców Kaga, Sōryū i Hiryū, znieruchomiał. Ostatecznie, niszczyciel zatonął o godzinie 17:31. Łącznie, cztery japońskie okręty wystrzeliły w stronę niszczyciela aż 1335 pocisków, uzyskując jedynie jedno bądź dwa trafienia. Japońscy oficerowie określili tą potyczkę mianem “fiaska”. 21 września 1946 roku na samotnej wyspie w Indiach Wschodnich odległej o prawie 1000 mil od miejsca zatonięcia Edsalla odnaleziono masowe groby, zawierające 34 zdekapitowane ciała. 6 szkieletów zidentyfikowano jako członków załogi Edsalla, 5 jako techników USAAF z tendra wodnosamolotów Langley i 23 szkielety członków załogi holenderskiego frachtowca Modjokerto, zatopionego w okolicach Wyspy Bożego Narodzenia 1 marca 1942 roku.

    Katastrofalne wyniki bitew na Morzu Jawajskim i cieśninie Sundajskiej oznaczały faktyczny koniec ABDA. Pozostałe okręty alianckie zmuszone były do ucieczki do Australii. Upadek Singapuru, kapitulacja wojsk sprzymierzonych na półwyspie Bataan i następnie na półwyspie Corregidor oraz upadek Jawy stanowiły jedynie potwierdzenie, iż japońska ofensywa w Azji Południowo-Wschodniej zakończyła się sukcesem. Dopiero zwycięstwa w bitwach morskich na Morzu Koralowym i Midway, sukces kampanii lądowej i morskiej na Guadalcanal oraz udana obrona zachodniej Birmy miały sprawić, iż to Alianci mieli przejąć inicjatywę w wojnie na Pacyfiku.

    #historia #historiajednejfotografii #ciekawostkihistoryczne #2wojnaswiatowa #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu

    •  

      @FrankJUnderwood Czytałem kilka książek morskich, ale zazwyczaj dobór treści był taki, że dzielni alianci wygrywają z pominięciem wstydliwych porażek.

    •  

      @FrankJUnderwood: Przeczytałem szanuje leci +
      @lubie_jablka: Bo historie chociaż jest jedna to i tak piszą zwycięzcy. Nikt nie pamięta o takich detalach jak bombardowanie własnej dywizji pancernej, czy rozjebanie sojuszniczego pancernika stojącego w porcie.

      pokaż spoiler (Celowo nie pisze kto, gdzie i kiedy bo to nigdy się nie wydarzyło)

    •  

      @FrankJUnderwood: Dzięki za ten artykuł. Dotąd, nie zagłębiając się specjalnie w tematykę wojny USA-Japonia, byłem święcie przekonany że Japończycy zaliczyli efektowną akcję w Pearl Harbour (choć skuteczną połowicznie, bo niemal wszystkie okręty przywrócono do służby), potem chwilę machali szabelką ale generalnie obrywali. A tu czytam i własnym oczom nie wierzę - normalnie jak na strzelaniu do kaczek...
      Ściana tekstu - ale warto :)

    •  

      @enron: Początkowe rozdanie z pewnością nalezało do Japończyków, ale od właśnie Midway i Guadalcanal sytuacja zrobiła zwrot o 180 stopni i tak już w sumie zostało (no, może poza ofensywą Ichi-Go, ale to temat dość szeroki).
      @bialy_wilk: O ile o tą dywizję strzelać nie będę bo takich przypadków było dużo po praktycznie wszystkich stronach konfliktu, to jeśli mówisz o tym pancerniku to masz na myśli przykład Bretagne z Mers-el-Kebir? Bo tam też sytuacja była nieco... skomplikowana (głównie dlatego że w sumie nikt nie wiedział, jak daleko rząd Vichy posunie się w kolaboracji z Niemcami i co stanie się z okrętami Marine Nationale - przez długi czas bano się, że zaczną współpracować z Kriegsmarine, ale samozatopienie floty Vichy w Toulonie w sumie rozwiązało sprawę). Poza tym rząd Vichy wystąpił przeciw Aliantom, więc w sumie Bretagne był okrętem wrogim...

      +: enron, greq
    •  

      @FrankJUnderwood: kojarzę film o Midway, gdzie główną zasługę przypisywano szyfrantom dzięki którym Amerykanie doskonale wiedzieli co się święci i doskonale się przygotowali... Prawda to?

    •  

      @FrankJUnderwood: Ja nic nie wiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Z cyklu krótka historia o miłości.

    Kiedyś podczas losowych zakupów w #biedronka które robiłam w obecności dziadka, zahaczyliśmy z ciekawości o stoisko z dobrze znanymi wszystkim, madczynymi słodziakami. Wspomniałam wówczas dziadkowi, że choć heheszkuję ostro z całej tej akcji, to podoba mi się ten cudaczny lis, pomarańczowa kulka. Dziadek oczywiście słusznie mnie wyśmiał (dziś skończyłam 26 latXDDD) i jakby się mogło wydawać temat się rozmył.

    Dziś odwiedziłam go w szpitalu i moim oczom ukazał się taki oto prezent urodzinowy: uwieczniona na zdjęciu pomarańczowa kulka. Dziadek nie zapomniał o tej wyrywkowej rozmowie i specjalnie wysłał moją babcię do biedry (jak wspomniałam sam jest w szpitalu) po to by kupiła mi tego biedronkowego hehehecudaka. Pamiętał nawet o tym, że mówiłam konkretnie o tym lisie. Nie powiem, oczy mi się zaszkliły, choć już taka stara ze mnie baba. #oswiadczenie #chwalesie #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

    odpowiedzi (21)

  • avatar

    DZIEŃ 17/100

    Koń i osioł spotkali się w domu konia na wódkę.
    Tak piją, piją i nagle osioł zauważył na ścianie pełno zdjęć z zawodów i medali.
    - A skąd te wszystkie pamiątki?
    - Jak byłem młodszy to zdobywało się co nieco.
    Skończyli pić i umówili się, że następnym razem będą pili u osła.
    Kiedy zbliżał się czas popijawy osioł zaczął myśleć, jak tu zaimponować koniowi.
    Poszedł, więc do zoo i zdobył zdjęcie zebry, które powiesił na ścianie.
    I tak piją u osła, nagle koń zauważa zdjęcie na ścianie i pyta:
    - Ty, osioł, a to co?

    pokaż spoiler - Aaa, to ja za czasów gry w Juventusie.


    #suchar #100dnisucharow
    pokaż całość

    odpowiedzi (82)

  • avatar

    To może teraz o grzechach w protetyce słuchu.
    Często słyszę zarzuty, że wciskamy ludziom aparaty jak garnki, że aparaty słuchowe są nic nie warte.
    I wiecie co? W ogóle mnie to nie dziwi. Absolutnie nie jestem zdziwiona. W niektórych przypadkach będąc pacjentem niektórych gabinetów, byłabym wybitnie wybaczcie za sformułowanie WKURWIONA.

    Odkąd pracuję w miejscu w którym pracuję, przejęłam pacjentów protetyka z 15letnim doświadczeniem. Poprzeczka wysoka? Hm. Oceńcie sami.

    Przyjmuję pacjentkę. Wg karty pacjenta Pani Janina ma głęboki niedosłuch na lewe ucho, ucho prawe całkowicie głuche nie do protezowania. Przeprowadzam z Panią wywiad. Skarży się na swój stary aparat, bardzo stary, jeszcze analogowy, chciałaby aparat na drugie ucho niestety wie, że to ucho jest głuche i protezowanie nic nie da. Biorę Panią na badanie. I tutaj czy protetyk powinien sugerować się kartą pacjenta? Tak. Ale nie zawsze. Ja nigdy nie patrzę na wynik badania, dopóki ja nie stwierdzę, że ucho jest głuche to mi może papież mówić, że jest głuche a ja tego nie podpiszę. Badam ucho lewe - tak jest niedosłuch głęboki. Co robi protetyk, któremu się nie wiem..nie chce/ma w dupie? Olewa ucho prawe, nie bada, bo po co tracić czas na ucho głuche. Nie wiem, zgaduję. Ucho głuche nie odbiera dźwięków w ogóle, granica w badaniu to jakieś 120dB czyli w opór głośno. Badam ucho prawe. I co? Pani odbiera dźwięki na poziomie 70-80 dB. Ucho odpowiada, wybitnie zdatne do protezowania. Pani myślała, przez 6 lat, że nie może założyć drugiego aparatu, bo nie odpowiada. Dzisiaj słyszy na oba uszy w dwóch dobrych aparatach. Po tym badaniu spotkałam się z tym protetykiem "15 pieprzonych lat doświadczenia" i grzecznie pytam: "Zobacz, jakim cudem 6 lat temu Pani nie odbierała na ucho prawe a dzisiaj wynik jest o niebo lepszy?" tonem nieoskarżającym, a zaciekawionym. Co słyszę w odpowiedzi? "O...to musiało się Pani polepszyć". NOSZ KURR** MAĆ. Mirki cud, wyrzućmy aparaty słuchowe do śmieci, bo głuche ucho samo może się naprawić (-‸ლ) .

    O Panie Pawle słyszałam wiele "to jest pacjent który jest bardzo wymagający, jest niemiły i nie przychodzi na wizyty kontrolne, za to BEZCZELNIE pojawia się za każdym razem, kiedy coś mu się zepsuje w aparacie i żąda naprawy, także żebyś nie była zdziwiona". Pan Paweł nie tylko ma problem ze słuchem, jeździ na wózku inwalidzkim i ma sporo innych problemów ze zdrowiem. Przychodzi do mnie, witam go serdecznie pytam co potrzeba i słyszę jego grubiański ton głosu: "Proszę Pani, proszę mnie wziąć na poważnie, proszę się teraz skupić i wysłuchać to co ja mam do powiedzenia". Widzę, że pacjent jest wybitnie zdeterminowany, zły, a w tym wszystkim bezradny. Od momentu kiedy pacjent pojawił się w gabinecie słyszę, że jego lewy aparat piszczy non stop. Opowiada mi, że był u 3 różnych protetyków i każdy dopasowywał mu inną wkładkę do ucha, bo przez te wkładki aparaty sprzęgają, bo za każdym razem wkładka nie jest szczelna. Patrzę na wkładkę, dopasowana idealnie, łączę aparat pętlą indukcyjną do programu, wykonuję test sprzężeń - wkładka szczelna. Co jest grane? A no właśnie. Żaden protetyk, ŻADEN nawet nie spojrzał na ustawienia aparatu. Patrzę na ustawienia sensogramu i oczom nie wierzę, jakby ktoś po prostu sobie przeklikał ustawienia na pałę. Wysokie tony podbite na maksa o połowę mocniej niż wynik badania pacjenta. Robię nowe dopasowanie, od początku, ustawiam wszystko. Mireczki kolejny cud którego doświadczam - aparat nie piszczy. No kurde WOW - każda wkładka za którą pacjent ZAPŁACIŁ była dobra, a wystarczyło wejść w ustawienia aparatu. Mina pacjenta bezcenna, bo był już tak bezradny, że nie chciał cudu ode mnie, nawet się przyzwyczaił do nieustannego pisku w lewym uchu, tylko zależało mu na tym, żeby w hałasie aparat tak nie trzeszczał. Nagle z pacjenta złego, wymagającego, gburowatego widzę prze miłego faceta, który zaczyna ze mną żartować, opowiadać mi zabawne historie polityczne itd. Na koniec wizyty ostentacyjnie spojrzał na mój identyfikator z imieniem i nazwiskiem, zapisał i powiedział patrząc na mnie znacząco "Dziękuję Pani bardzo i DO ZOBACZENIA".
    Ja się naprawdę nie dziwię, że pacjent był wkurwiony, bo był, nie był zły, był wkurwiony. Zapłacił za aparaty 8koła i nie słyszał tak jak należy. No gdybym ja kupowała sprzęt za taką kasę to wymagałabym jakości doskonałej i rozniosłabym protetyków, którzy rozkładali ręce.

    Co do ustawień aparatów to co jakiś czas, nie mówię że każdy, ale co jakiś czas zdarza mi się pacjent, który boi się przyjść na ustawienia aparatów, boi się mi nawet powiedzieć co jest nie tak z dźwiękiem, żebym przypadkiem nie zmieniła czegoś w ustawieniach tak, że potem będzie gorzej. W piątek ostatni Pani Leokadia miała dokładnie takie same obawy. Prosiła mnie żebym nic nie ruszała, bo za każdym razem po ustawieniach jest coś gorzej. Zapewniłam ją, że jeżeli cokolwiek się pogorszy, to ja mogę wrócić do poprzednich ustawień, bo mam je zapisane. Z Panią Leokadią ustawiałam aparaty jakieś pół godziny. Pół godziny z nią siedziałam, dopytywałam, tłumaczyłam, otwierałam drzwi na zewnątrz, gdzie na moje szczęście pracowały roboty drogowe i był trzask i Pani sama mogła określić czy moje ustawienia są odpowiednie. Zadowolona opuściła gabinet, bo w końcu ktoś jej dał to czego oczekiwała.

    W mojej pracy bardzo cieszy mnie fakt, że często wyniki mojej pracy są od razu widoczne i mogę doświadczać zadowolenia pacjentów na moich oczach. To jest prze miłe jak widzę osobę, która nagle zaczyna się uśmiechać i w jej oczach pojawia się taka ulga. Cieszy mnie to, ale też drażni i irytuje, że niektóre osoby tyle musiały czekać, aż ktoś się nimi zajmie porządnie.
    Nawet teraz jak to piszę to jestem wkurzona. No ale co zrobię ja sama? Wszystkim nie pomogę choćbym chciała to nie da rady. Kurczę nawet tutaj do mnie piszecie bardzo często, dostaję dużo prywatnych wiadomości i staram się odpisać każdemu, a jak komuś nie odpisałam to wybaczcie mi cholera, ale czasem gubię się w tych wiadomościach, zbyt wielu osobom muszę coś odpisać i najzwyczajniej w świecie albo w tym stosie wiadomości mi gdzieś to umyka, albo nie mam czasu, albo coś tam.

    #chodzasluchy czasem tu coś skrobnę przy wolnej chwili więc jak ktoś jest zainteresowany to zapraszam do obserwowania, może jak nie odpiszę komuś w wiadomości prywatnej to może w którejś historii odpowiem na nurtujące pytanie.

    #protetykasluchu #pracbaza
    pokaż całość

    odpowiedzi (131)