Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (19)

  • avatar

    Na zdjęciu pokład lotniskowca USS Ronald Reagan, na którym przewożone są samochody należące do marynarzy. Lotniskowiec był przebazowywany na czas remontu i modernizacji, która miała trwać rok. Zdjęcie samo w sobie ciekawe, ale najlepsze rzeczy wychodzą jak poczytamy o powodach takiego transportu.

    W US Navy służy ok 330 000 osób, z tego ok 40 000 na lotniskowcach uderzeniowych (to te największe). Marynarka ma od lat bardzo poważne problemy z zapewnieniem personelu dla lotniskowców. Służba na nich jest ciężka i nie jest lubiana. Szeregowy personel mieszka w 180 osobowych pomieszczeniach, trudniej o awanse, długotrwałe misje, niskie pensje itd. To wszystko powoduje, że zbyt mało jest chętnych (nadających się:) do służby na lotniskowcach. Np. podczas pokazu siły na morzu japońskim przynajmniej jeden z trzech lotniskowców popłynął z niepełnym składem. No dobra, ale co to ma wspólnego z samochodami na pokładzie?

    Marynarka stosuje różne psychologiczne sztuczki żeby utrzymać jak najwięcej ludzi. Jednym z takich zagrań jest zasada "załoga z okrętem" - nieważnie gdzie i w jakim celu okręt płynie razem z nim płyną tam wszyscy (no może z wyjątkiem personelu latającego). W przypadku remontu 3300 marynarzy z rodzinami rok mieszkało w obcym mieście i udawali, że coś robią. Większość z nich nawet nie zobaczy w tym czasie swojego okrętu. Po co? Bo okazuje się, że gdyby zostawić ich na miejscu to w ciągu roku 40% z nich znajdzie sobie nową prace lub zażąda przeniesienia. Załogę trzeba będzie na nowo kompletować i szkolić co zajmie kolejny rok po remoncie.

    Od kilku lat na lotniskowcach wdrażane są zmiany poprawiające warunki bytowe marynarzy. Robią to w oparciu o badania jakiś psychologów czy socjologów. Wprowadzają np.: działające 23h na dobę bary z fastfoodami, bo brak możliwości zjedzenia hamburgera o dowolnej godzinie był podawany jako problem przez większość najmłodszych marynarzy. Na większym obszarze wprowadzono wi-fi, zwiększają liczbę kobiet (podobno tam się wszyscy non stop pieprzą). Zmieniono zasady przebywania na pokładzie - wcześniej na pokład mogły wejść tylko odpowiednio przeszkolone osoby = większość nie wiedziała morza prawie wcale. Zmniejszono kary za bójki, alkohol, narkotyki itp. Obowiązuje niepisana zasada "co się wydarzyło na okręcie, pozostaje na okręcie". Zmieniono procedury dla kobiet w ciąży (to jeden z najpopularniejszych sposobów ucieczki z lotniskowca - miesięcznie ucieka w ten sposób 10-30 kobiet) Zmieniono czas trwania misji - są rzadziej ale dłuższe. Teoretycznie dwie 7 miesięczne misje w 3 lata, ale Nimitz był 10 miesięcy na Morzu Czerwonym.
    #ciekawostki #militaria #stahs #usa #usnavy
    pokaż całość

    odpowiedzi (81)

  • avatar

    Kurde pszypau.
    Spotkałem dzisiaj po mszy właścicielkę chyba jedynego "małego sklepu" bez franczyzy w promieniu 3km, który do tej pory był w niedziele otwarty pomimo #zakazhandlu - żabki czy inne odido mają tak bardzo wyjebane. Podbiłem z ciekawości, chwilę pogadaliśmy (nie jesteśmy sąsiadami ani nic, ale jak chodzisz do jednego sklepu praktycznie co tydzień od 10 lat po szklaną colę, to jakoś się tam kojarzysz), i dowiedziałem się kilku rzeczy jeśli chodzi o ostatni miesiąc:
    1. Nie opłaca się już otwierać sklepu w niedzielę, bo nawet mimo dobrej pogody i rozpoczęcia sezonu grillowego ruch jest znikomy
    2. Obroty za soboty spadły "znacząco, że aż boli", a za piątki i poniedziałki "wyraźnie" - ludzie robią w soboty zakupy na zapas w pobliskim Lidlu czy Aldi, więc nie mają po co chodzić w niedzielę do osiedlowego. Część robi zapasy już w piątki wieczorem. Ludzie najprawdopodobniej kupują zbyt dużo, więc zostaje im jeszcze rzeczy na poniedziałek, więc znowu spadek obrotów.
    3. Zapytałem o te słynne kiełbasy i lody - znowu, zdaniem pani właścicielki ludzie kupują takie rzeczy jak wurst czy inne ketchupy na zapas, a lody czy inny szajs tam, gdzie idą pospacerować (w pobliżu jest Park Śląski).

    Uznała, że dzisiaj i tak musiała kilka spraw załatwić, więc już się poddała jeśli chodzi o otwieranie sklepu. Chce spróbować jeszcze za tydzień i w maju, ale już widzi, że ludzie zaczynają się uczyć robienia zakupów tylko w dyskontach i innych dużych sklepach. Zapytałem, czy nie myślała o podpięciu się pod franczyzę jak inne okoliczne sklepy w zeszłym roku, ale stwierdziła, że jeśli sytuacja która miała miejsce przez ostatni miesiąc stanie się normą, to po prostu poważnie rozważy zamknięcie tego biznesu (ma jeszcze jeden sklep specjalistyczny, gdzie z tego co wiem, to oficjalnie mąż jest właścicielem) (・へ・)
    #dobrazmiana i trochę #bekazpisu, bo raczej nie taki był cel
    pokaż całość

    odpowiedzi (73)