•  

    74/365
    #365teraz - mój autorski tag o moim wyzwaniu.

    Niewtajemniczonych zapraszam do pierwszego wpisu: https://www.wykop.pl/wpis/30073427/1-365-ciezko-zaczac-taki-wpis-kazde-slowo-wydaje-m/

    Poranny rytuał niezrealizowany przez to, że oglądałem wczoraj mecz. Już wczoraj wiedziałem, że się nie podniosę.
    W pracy przesadziłem z dźwiganiem, środy są zazwyczaj najcięższe. Niestety ból w krzyżu jest bardzo odczuwalny.
    Zrobiłem Jogę, ale przy medytacji nie dałem rady. Ból jest tak silny, że myślałem tylko o nim. Dziś medytacja się nie powiodła.
    Wiem, że to nie żarty, a dzisiaj brawura wygrała z rozsądkiem. Trzeba się było uczyć, a nie pierdołami zajmować.
    Teraz krzyż cierpi, serce krwawi. A tak na poważnie to była dla mnie to ważna lekcja.
    Teraz niosę jarzmo na sobie, ale chce to zmienić. Zrozumiałem, że wstydząc się tego nic nie ugram. Tak samo było z pochodzeniem czy nieprawdą kreowaną na własny temat. Wytworzyłem sobie w głowie świat w którym chciałem żyć.
    Zamiast działać to wiecznie uciekałem w świat rozrywki i fantazji. A tylko prawdą i ciężką pracą pokonam swoje lęki.

    Jest to bardzo złożony temat, ale rozumiejąc swoją przeszłość, akceptując ją, jestem w stanie w teraźniejszości przestać się siebie wstydzić. Myślę, że też podświadomy strach przed porażką podcinał mi skrzydła. Każdy ma złożony charakter i osobowość. Dziękuję Ci Ziomeczku za długą rozmowę nt. rodzajów osobowości. Włożyłeś w to kawał serca. Czytając miliardy książek psychologicznych - zrozumiałem, że trzeba się z tym pogodzić.
    W dużej mierze nie miałem na to wpływu, dzieciństwa się nie wybiera. Jednak całe życie próbowałem maskować prawdę o sobie, pochodzeniu czy problemach w domu. I maskowałem ją tymi samymi schematami.

    Zmiana stylu życia sprawia, że bardzo lubię poranki. Kiedyś świt przynosił wstyd. Jak nad ranem z resztą niedobitków stałem gdzieś na rogu podejrzanych ulic. Słońce odsłaniało moje lęki, zdejmowało ze mnie mój płaszcz beztroski.
    Zasłoniwszy ręką twarz oznajmiałem kompanom ,że pora spierdalać na chatę. Jeżeli byłem na tyle świadomy, że wypadałoby spierdalać.

    Swoją drogą dobry pomysł na refren. Świt przynosił wstyd, do tego coś o skrzydłach i fejm się zgadza.

    Teraz poranek przynosi mi świeżość i z całą pewnością mogę powiedzieć, że staje się tym , którym bym gardził w okresie o którym wspomniałem wcześniej.
    Pamiętam jak mijali mnie: rowerzyści, biegacze, ludzie spacerujący, ja w tym czasie walczyłem ze wstydem i poczuciem odrazy, bo przecież to ja wiodłem życie hedonisty, pozornie lepsze, prawdziwe. A rano jest od tego żeby wracać z imprezy, a nie bezczelnie emanować swoimi chorymi zapędami. Zdrowe żywienie? Pierdol się. Obstaw pojarę.
    Przecież nie mogłem się mylić. Tylko wtedy nie rozumiałem ,że podświadomie się niszczę. Oczywiście są chwilę których nie żałuję, a niektóre melanże wspominam wspaniale.

    Dziś też rozmawiałem z ziomeczkiem przez telefon i fajnie po latach wrócić do starych znajomości. Na lata wyłączyłem się z wielu znajomości, bo było mi głupio i wstyd, tak jak wspominałem wcześniej. Byłem w takim momencie, że w zasadzie nie miałem z kim rozmawiać na tematy mi bliskie. I nawet osoby z bliskiego otoczenia mogą być inspiracją czy wsparciem. Jedyny minus jest taki ,że gadam jak najęty, bo mam tyle do powiedzenia ,że sam nie wiem co mam mówić. Mam nadzieje, że rozumiesz Bolesław. Dzięki. Będę się starał mówić zwięźlej. Albo szybciej xD

    Zimny prysznic, szklanka wody, medytacja, lekki posiłek. Wykonawszy te czynności przez pierwsze kilka chwil mam skrzydła.
    I idąc na tramwaj czy jadąc rowerem czuje , że żyję. Nie podejrzewałbym siebie o taką zmianę.

    Dlatego jutro tak zacznę dzień, a Wam życzę udanego wieczoru.

    Teraz ksiązka i lulu.

    Do zobaczenia jutro!

    #feels #depresja #rozwojosobisty #takbylo #truestory #medytacja #zdrowie