Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Heteroseksualisci plusują. Geje przewijają dalej #boks

    odpowiedzi (15)

  • avatar

    Akcja dzisiejszego wpisu zabierze nas do Londynu, na ulicę Princes Gate w dzielnicy Kensington. Położona w bogatej części Londynu jest domem dla ambasad czy też Instytutu Polskiego i Muzeum im. Generała Sikorskiego. W ciągu 6 dni w kwietniu i maju 1980 roku, jednak, stała się słynna na cały świat z zupełnie innego powodu.

    Poranek 30 kwietnia 1980 roku zapowiadał się na kolejny, spokojny dzień w pracy dla konstabla Trevora Locka. Jako członek gałęzi Ochrony Dyplomatycznej londyńskiej Metropolitan Police pełnił tego dnia służbę patrolowo-ochronną przed ambasadą Islamskiej Republiki Iranu przy ulicy 16 Princes Gate. Około godziny 11:30, jednak, spokój okolicy został zachwiany. Do Locka podbiegła nagle grupka mężczyzn, która szybko obezwładniła go i zaciągnęła do budynku ambasady, grożąc mu bronią. Zaskoczony Lock zdołał jedynie nacisnąć przycisk alarmowy radia - nie zdołał dobyć służbowego rewolweru, schowanego w kaburze pod połami kurtki. Uzbrojeni mężczyźni szybko weszli do budynku ambasady i opanowali ją w ciągu kilku minut. Ostatecznie, w rękach terrorystów znalazło się 26 zakładników. W większości byli to irańscy pracownicy ambasady - wśród nich najwyższym rangą okazał się charges d’affaires Gholam-Ali Afrouz. Wśród zakładników znaleźli się również syryjski dziennikarz Mustapha Karkouti, brytyjsko-pakistański dziennikarz Muhammad Hashir Faruqi oraz dwaj pracownicy BBC - dźwiękowcy Chris Cramer i Simeon Harris. Około godziny 12:00 ambasada została w pełni otoczona przez policję - dowództwo nad operacją oblężenia ambasady przejął komisarz John Dellow. Wkrótce, na miejscu zjawili się również policyjni strzelcy wyborowi oraz jednostki nasłuchowe. W budynku przy ulicy 70 Whitehall zebrał się również sztab kryzysowy COBRA - wobec braku chęci współpracy ze strony rządu Iranu (który oskarżył USA i Wielką Brytanię o zorganizowanie ataku w odpowiedzi na zajęcie ambasady USA w Teheranie) podjęto decyzję o zastosowaniu wobec sytuacji prawa brytyjskiego (z pominięciem Konwencji Wiedeńskiej).

    O godzinie 15:15 terroryści nawiązali kontakt z policją przez podrzucony przez okno ambasady telefon polowy. Głos w słuchawce przedstawił się jako Oan Ali Mohammed. Był on członkiem organizacji terrorystycznej Demokratycznego Frontu Rewolucyjnego Wyzwolenia Arabistanu - separatystycznej organizacji arabskiej, domagającej się odłączenia od Iranu i ogłoszenia autonomii prowincji Chuzestan w południowo-zachodnim Iranie. Zaledwie rok wcześniej irańskie siły bezpieczeństwa stłumiły arabską rebelię w owej prowincji - to wydarzenie miało wpłynąć mocno na decyzję o ataku na ambasadę. W rozmowie z negocjatorami Oan, używający pseudonimu “Salim” przedstawił pierwsze żądanie - uwolnienia więzionych w Chuzestanie 91 arabskich więźniów. Zagroził również, iż w wypadku niespełnienia żądania terroryści mieli wysadzić ambasadę w powietrze następnego dnia o godzinie 12:00. Oprócz tego, Oan zażądał przysłania do ambasady lekarza, gdyż jedna z zakładniczek - sekretarz prasowa Frieda Mozaffarian - źle się poczuła. Policja odmówiła wykonania tego żądania, a wobec pogarszającego się stanu zdrowia zakładniczki, terroryści wypuścili ją na wolność o godzinie 16:30.

    Wieczór 30 kwietnia i noc z 30 kwietnia na 1 maja nie przyniosły nowych wieści od terrorystów. Sztab COBRA kontynuował obrady, zaś na miejscu zdarzenia pojawili na dobre rozstawiły się media - atak na ambasadę i wzięcie zakładników stało się jednych z głównych tematów omawianych w prasie, radiu i telewizji. Dziennikarze, skupieni na ambasadzie, nie zauważyli jednak, iż o godzinie 3:30 do budynku Royal College of General Practitioners, mieszczącego się “ściana w ścianę” z ambasadą weszła grupa mężczyzn w czarnych ubraniach. Byli to komandosi Eskadry B jednostki specjalnej SAS, którzy przybyli wieczorem z głównej bazy pułku w Hereford. Ich dowódca - podpułkownik Michael Rose - szybko został włączony do sztabu kryzysowego i rozpoczął planowanie ewentualnego szturmu na ambasadę.

    Wczesnym rankiem 1 maja, terroryści wykonali telefon do redakcji wiadomości BBC. W rozmowie telefonicznej z dziennikarzami, Oan potwierdził ponownie swoją tożsamość i grupę, do której należał oraz stwierdził, iż zakładnicy nie pochodzącym z Iranu nic się nie stanie. Kolejny telefon rozbrzmiał niedługo później - korzystając z postawionego wcześniej telefonu polowego (gdyż w ciągu ranka policja odcięła linię telefoniczną i teleksową ambasady), Simeon Harris poprosił o przysłanie do ambasady lekarza. Jak się okazało znajomy Harrisa - Chris Cramer - również zachorował, a jego stan szybko pogarszał się. Policyjni negocjatorzy odmówili wykonania prośby proponując, aby Cramer został zwolniony. Ostatecznie, negocjacje zakończyły się sukcesem, i o godzinie 11:15 Cramer został wypuszczony z ambasady, po czym zabrany do szpitala. W trakcie dnia negocjatorzy zrozumieli również, iż terroryści nie będą w stanie spełnić groźby wysadzenia ambasady. Terroryści zgodzili się na wydłużenie terminu do godziny 14:00, ale nawet po jego upłynięciu groźba nie została spełniona. Ostatecznie, przed końcem dnia Oan wystosował nowe żądania - nadania przez brytyjskie media manifestu grupy oraz bezpiecznego opuszczenia Wielkiej Brytanii, które miało zostać wynegocjowane przez minimum trzech ambasadorów państw arabskich. W tajemnicy przed terrorystami, policja rozpoczęła również operację założenia podsłuchów w ambasadzie.

    Przez kolejne 3 dni - od 2 do 4 maja - policja i terroryści kontynuowali negocjacje. 2 maja żądania terrorystów zostały ogłoszone w wieczornych wiadomościach BBC - ci uznali jednak materiał za zbyt fałszywy i niedopracowany. Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych wystosowało również prośby do ambasadorów kilku państwa arabskich o możliwość nawiązania kontaktu z terrorystami. Za kulisami trwały jednak przygotowania do możliwego szturmu ambasady przez komandosów SAS. Podczas zebrań sztabu COBRA podjęto decyzję o prowadzeniu negocjacji aż do momentu śmierci zakładnika bądź bliskiej śmierci zakładnika - sztab zezwalał na rozpoczęcie szturmu w wypadku zaistnienia jednej z tych sytuacji. Pierwotnie, plan szturmu zakładał uderzenie od frontu ambasady, połączone ze sforsowaniem drzwi wejściowych i atak przez okna na parterze. 2 maja, jednak, policji udało się namierzyć gospodarza domu. Ten zaś stwierdził, iż w wyniku audytu bezpieczeństwa przeprowadzonego przez SAS kilka lat wcześniej, dokonano poważnych zmian - okna na parterze i pierwszym piętrze wyposażono w szyby ze szkła pancernego, zaś drzwi frontowe zostały wzmocnione stalowymi płytami. Pierwotny plan musiał więc zostać zmieniony. 3 maja wieczorem kilku komandosom SAS udało się niezauważenie przejść z dachu budynku w którym stacjonowali na dach ambasady - tam odkryli oni niezaznaczony na planach świetlik i zamocowali liny, na których komandosi mogliby spuścić się z dachu i dostać się do środka budynku przez okna.

    Ostatecznie plan szturmu ambasady, opracowany przez generała brygady Petera de la Billière’a, podpułkownika Michaela Rose’a i majora Hectora Gullana, został przedstawiony 4 maja. Według niego, komandosi mieli zostać podzieleni na dwie duże grupy - Czerwoną i Niebieską. Zadaniem grup był równoczesny atak na ambasadę od strony ściany frontowej i tylnej. Grupy zostały również podzielone na mniejsze, czteroosobowe zespoły, które miały za zadanie m.in. zdetonowanie ładunku wybuchowego spuszczonego przez świetlik celem zdezorientowania terrorystów czy też szturm przez drzwi wejściowe od strony patio budynku i zabezpieczenie parteru, piwnicy oraz głównej klatki schodowej ambasady. Większość komandosów miała jednak zjechać z dachu ambasady na linach i zabezpieczyć pierwsze i drugie piętro, forsując drogę przez okna ładunkami wybuchowymi. Pomimo faktu, iż oblężenie trwało już pięć dni, pokojowe rozwiązanie sytuacji wciąż było daleko - negocjacje pomiędzy brytyjskim MSZ i ambasadorami państw arabskich stanęły w martwym punkcie - Wielka Brytania nie chciała zgodzić się na bezpieczne opuszczenie kraju przez terrorystów, o co apelowali ambasadorowie. Policyjni negocjatorzy mogli obiecać jednak terrorystom ponowne nadanie manifestu w wiadomościach BBC w zamian za uwolnienie dwóch zakładników. Terroryści przystali na te warunki - 3 maja z budynku wypuszczono sekretarkę Hyechę Kanji i pakistańskiego turystę Alego Ghanzafara. Przeciągające się negocjacje i ciągłe opóźnienia w wykonywaniu żądań zaczęły jednak coraz bardziej denerwować terrorystów.

    Negocjacje trwały jednak dalej - 5 maja, jednak, wszystko miało się zmienić. O godzinie 13:00 Oan zakomunikował przez telefon polowy, iż jeśli w ciągu 45 minut pod ambasadą nie pojawi się jakikolwiek ambasador państwa arabskiego, to terroryści zabiją zakładnika. O godzinie 13:40 Trevor Lock przejął słuchawkę - zgłosił, iż terroryści wybrali spośród zakładników głównego sekretarza prasowego ambasady Abbasa Lavasaniego i zaprowadzili go do osobnego pokoju. Lavasani nie został wybrany przypadkowo - w trakcie niewoli wielokrotnie prowokował terrorystów i był zagorzałym zwolennikiem rewolucji islamskiej w Iranie. Według Locka, Lavasani mówił kilkakrotnie, iż jeśli terroryści chcieliby zabić zakładnika, to on zgłosiłby się sam. O godzinie 13:45 w słuchawce telefonu negocjatorów rozbrzmiały trzy strzały, po czym linia zamilkła. Strzały te usłyszeli również zgromadzeni wokół ambasady policjanci i dziennikarze. O godzinie 15:50 podpułkownik Rose otrzymał rozkaz od ministra spraw wewnętrznych Williego Whitelawa, nakazujący przygotowanie się do szturmu ambasady. O godzinie 17:00 Rose zaraportował, iż komandosi byli gotowi do szturmu na ambasadę w ciągu 10 minut od wydania ewentualnego rozkazu. O godzinie 18:20 pod ambasadę przyprowadzony został imam z pobliskiego meczetu, w celu nawiązania kontaktu z terrorystami. W takcie rozmowy Oana i imamem padły kolejne trzy strzały, a Oan ogłosił, iż terroryści zabili zakładnika i będą zabijać kolejnych co 30 minut. Na potwierdzenie swoich słów, kilka minut po zakończeniu rozmowy terroryści wyrzucili zwłoki Lavasaniego przez drzwi frontowe. Potwierdzenie śmierci zakładnika przypieczętowało decyzję o rozpoczęciu szturmu - na wniosek komisarza Davida McNee i za zgodą premier Margaret Thatcher dowództwo nad sytuacją przekazano z rąk Metropolitan Police w ręce brytyjskiej armii. O godzinie 19:07 dowodzący dotąd operacją komisarz John Dellow przekazał dowództwo Rose’owi, zezwalając na atak na ambasadę na komendę Rose’a oraz nakazując negocjatorom odwrócenie uwagi Oana przez zajęcie go rozmową przez telefon polowy.

    Szturm ambasady, znany pod kryptonimem Operacja “Nimrod”, rozpoczął się o godzinie 19:23. Zgodnie z planem, komandosi zaczęli spuszczać się po linach po ścianach budynku. Na tyłach ambasady, jednak, sytuacja szybko poszła niezgodnie z planem - prowadzący sekcję komandos zaplątał się w linę, co sprawiło, iż nie mógł spuścić się niżej i narażało go na obrażenia w wypadku zdetonowania ładunków wybuchowych. Jeden z żołnierzy próbujących pomóc dowódcy niechcący zbił szybę butem, co usłyszeli wszyscy zgromadzeni w budynku ambasady. Nie mogąc użyć ładunków wybuchowych, komandosi zbili szyby na drugim piętrze młotkami i weszli do środka, wrzucając do pomieszczeń granaty hukowe. Eksplozje granatów zapaliły zasłonę, a płomienie szybko dotarły do zaplątanego komandosa. Na szczęście, drugiej grupie żołnierzy schodzącej z dachu udało się odciąć liny i uratować dowódcę. Wkrótce potem, zgromadzeni wokół budynku dziennikarze i policjanci usłyszeli głuchy wybuch - jego źródłem był ładunek wybuchowy, który komandosi spuścili przez świetlik, chcąc zdezorientować terrorystów. Wkrótce, kamery telewizyjne uchwyciły ubrane na czarno sylwetki komandosów na balkonie frontowym ambasady, a po chwili frontem budynku wstrząsnęła potężna eksplozja. To komandosi drużyny Niebieskiej bezproblemowo zjechali z dachu na balkon, po czym podłożyli ładunek wybuchowy na drzwiach, forsując drogę do środka.

    W środku budynku, sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli porywaczy. Eksplozje ładunków wybuchowych zdezorientowały terrorystów, którzy nie wiedzieli, skąd nadchodził atak. Komandosi z frontu ambasady weszli przez balkon do biblioteki, gdzie natknęli się na Simeona Harrisa. Harris został szybko wyprowadzony na balkon, gdzie jego ucieczkę nagrały kamery BBC. Komandosi kontynuowali natarcie, zabijając terrorystę ukrywającego się w pokoju przylegającym do biblioteki. W tym samym czasie, przywódca terrorystów starał się sprawdzić źródło dźwięku, gdy nagle został powalony na ziemię przez Trevora Locka, starającego się obezwładnić terrorystę. Jak się później okazało, terroryści niedbale przeszukali policjanta i nie znaleźli przy nim jego służbowego rewolweru, który Lock następnie ukrywał przez cały czas oblężenia. Uzbrojony Lock i Oan zaczęli walczyć w parterze, gdy nagle do pokoju wpadli dwaj komandosi. Lock, słysząc ich krzyk, rzucił się w stronę drzwi, z dala od leżącego na ziemi Oana. Komandosi następnie otworzyli ogień z pistoletów maszynowych, zabijając Oana na miejscu.

    Większość zakładników przetrzymywana była w pokoju teleksowym na drugim piętrze. W momencie rozpoczęcia szturmu, terroryści otworzyli ogień do zakładników - w wyniku ostrzału zginął pracownik ambasady Ali Akbar Samadzadeh, a ranni zostali Gholam-Ali Afrouz i doradca medyczny Ahmad Dadgar. Terroryści, słysząc zbliżających się komandosów, stchórzyli - rzucili broń i starali wmieszać się w tłum zakładników. Komandosi nie mieli litości - dwaj zidentyfikowani terroryści zostali podstawieni pod ścianą i zastrzeleni. Po tym, komandosi rozpoczęli wyprowadzanie zakładników z budynku główną klatką schodową. W trakcie przejścia, jeden z ukrywających się wśród zakładników terrorystów wyciągnął z kieszeni granat - widząc to, jeden z komandosów zrzucił terrorystę w dół schodów, gdzie dwaj inni żołnierze otworzyli ogień, zabijając go na miejscu. Około godziny 19:40 szturm zakończył się. Zakuci w kajdanki zakładnicy zostali wyprowadzeni na tył ambasady. Tam, Simeon Harris zidentyfikował ostatniego terrorystę - Fowziego Nejada, który starał się ukryć wśród zakładników. Zaraz po identyfikacji, jeden z komandosów chwycił Nejada i zaczął prowadzić go z powrotem w stronę budynku ambasady. Od zamiaru odstąpił jednak gdy dowiedział się, iż operacja była transmitowana na żywo w telewizji. Operacja “Nimrod” zakończyła się sukcesem.

    Ostatecznie, oblężenie ambasady Iranu w Londynie kosztowało życie dwóch zakładników i pięciu terrorystów. Dwoje zakładników i jeden komandos odniosło rany. Niedługo po zakończeniu operacji, policja rozpoczęła śledztwo w sprawie śmierci zakładników i terrorystów. Zakończyło się ono stwierdzeniem, iż komandosi SAS dokonali “morderstwa w majestacie prawa” i nie postawiono im żadnych zarzutów. Inne śledztwo dowiodło, iż terroryści mogli być wspierani przez władze irackie - cała szóstka posługiwała się irackimi paszportami, zaś broń jakiej używali, została przemycona na teren Wielkiej Brytanii najprawdopodobniej w worku irackiej poczty dyplomatycznej. Fowzi Nejad został aresztowany i następnie skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności za udział z ataku. W roku 2008 został warunkowo zwolniony z więzienia po odbyciu 27 lat kary. Jego deportacja do Iranu nie jest jednak możliwa ze względu na fakt, iż w kraju tym grożą mu tortury i śmierć. Nejad mieszka do dziś w Londynie pod zmienionym nazwiskiem. Za swoją postawę w trakcie oblężenia konstabl Trevor Lock odznaczony został Medalem Jerzego. Operacja “Nimrod” sprawiła również, iż jednostka SAS stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych jednostek antyterrorystycznych na świecie.

    #kronikakryminalnafranka #gruparatowaniapoziomu #historia #historiajednejfotografii #terroryzm #uk #iran #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    odpowiedzi (17)

  • odpowiedzi (7)