•  

    7 524 728 - 1600 = 7 523 128

    Dzisiaj jakiś lewy poranek był - wszyscy zaspali, z kotem włącznie który zamiast mnie obudzić na bieganie przywitał mnie przy łóżku rozespany o 5:30... a że jeszcze mi dzisiaj squash odpadł, to cała para musiała pójść w #plywanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dotarłem z dzieckiem nawet lekko przed czasem, dzięki czemu równo ze startem lekcji młodego zacząłem pływać. Oczywiście żadnych rewelacji - średnio 45s na basen, choćbym nie wiem jak się starał... i tradycyjnie raz kraul, raz żabka bo gdy 2x pod rząd pójdę kraulem to pod koniec drugiego basenu ledwo żyję.
    Było fajnie, pusto, pływało się miło. I gdy właśnie zadowolony, że się wyrobiłem w 45 minutach dopływałem końcówkę 60. basenu, zobaczyłem przy krawędzi młodego. "Tato, mogę z Tobą popływać? (ʘ‿ʘ)"
    No i mały skurczybyk (6lvl, uczy się pływać od grudnia) elegancko zrobił 4 baseny, a ja mu asystowałem. W końcu wymiękł i stwierdził że czas na nagrodę-hotdoga, ale jeszcze się dopytywał kiedy brat ma lekcje bo by chciał znowu popływać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #plywajzwykopem

    Gorące dyskusje ostatnie 12h

    • avatar

      Kjedyś to byłoo
      #heheszki #czarnyhumor

      odpowiedzi (7)

    • avatar

      Smutna historia mojego życia.
      Idzie rak, nieborak. Jak uszczypnie, będziesz SAM.

      Wychowałam się w biednej rodzinie, rodzice nie zwracali na mnie większej uwagi. Skończyłam liceum i wyjechałam do dużego miasta. Szok- studia zaoczne, pierwsza praca w dużej firmie załatwiona po znajomosci. Długo nie umiałam się odnaleźć ale dałam rade. Potem wyprowadzka z domu- bardzo zle relacje w rodzinie.
      Było super. Drzwi do mojego malutkiego, wynajmowanego pokoju się nie zamykały, było jak na dworcu. Miałam wielu przyjaciół, fajnych współlokatorów. Ciagle ktoś u mnie przesiadywał. Byłam takim terapeutą- problem w pracy? Samotność? Bolesne zerwanie? Zawsze byłam. Można było napisać do mnie: „może jakiś film dzisiaj?” i za godzinę już miałam gościa. Nie czułam się samotna. Zawsze uśmiechnięta, szczera, co w sercu to na języku. Mam sporo zainteresowań o których nie mówiłam, nie chciałam się wymądrzać ani nikogo zanudzać. Słuchałam.
      Miałam torbiele. Nagle okazało się, że rak. Podejrzewano to wcześniej ale wykluczono z powodu błędu w diagnostyce. No i się zaczęło. Płacz, dezorientacja, strach. Operacje. Wznowa. Szukanie leczenia. Powrót do domu. Radioterapia zbyt niebezpieczna, bo może dojść do transformacji nowotworowej. Lek, który miałam brać okazał się opcją nie dla mnie. Kolejna wznowa- kolejny guz. Decyzja- amputacja. Płacz, złość, pogodzenie się z sytuacją. Wyjazd po skierowanie na operację- nowina. Jest eksperymentalna chemioterapia w ramach badań klinicznych. Wlewy. Skutki uboczne, pobyty w szpitalu. Moje ciało jest wyniszczone. W tych badaniach bierze udział około 60-ciu osób z całego świata. Jestem druga w Polsce.
      W międzyczasie dużo działo się w mojej głowie. Nie byłam sobą ale starałam się jak mogłam. Postanowiłam ograniczyć liczbę „znajomych”. Zostało kilka osób, na palcach obu rąk można policzyć. To i tak dużo. Cieszyłam się, że nie byłam sama. Im mogłam powiedzieć. Niestety z upływem czasu ich straciłam. Odeszli. Nie wiem co zrobiłam nie tak. Przestałam wysłuchiwać, podsuwałam rozwiązania ale nie byłam już terapeutką. Wprost zaczęłam mówić co mi leży na sercu, jeśli ktoś traktował mnie w sposób nieodpowiedni. Nagle zostałam sama. Trochę walczyłam ale ostatecznie się poddałam.

      Za kilka dni mam urodziny. Miała być impreza. Sporo osób się miga, niektórzy nie wiedzą czy będą. Wkurzyłam się. Rozczarowałam. Dziś odwołałam wszystko w cholerę. Powiedziałam DOŚĆ.

      Rok temu- szczęśliwa na swój sposób. Miałam plany, ambicje.

      Dziś- mam raka, depresję. Kilka dni temu lekarze potwierdzili- guzy się zmniejszają. Organizm wyniszczony ale nie jest źle. To ogromny sukces. Za kilka dni urodziny- nie mam z kim ich świętować.
      Moja siostra i kumpel na messie- ostatni raz widzieliśmy się jakiś rok temu. Tylko oni nie mają mnie gdzieś.

      Ale wiecie co? Ja to ogarnę. Za rok zakończy się moje leczenie. Potem operacja i miejmy nadzieję, że będę zdrowa. Wrócę do pracy. Skończę studia. Pójdę na aplikacje. Jeszcze będę szczęśliwa. Jedno jest pewne- ludzie, których nie ma teraz przy mnie już nie wrócą. Teraz ich potrzebuje. Za rok już nie będę.

      Chciałam się wyżalić, pomogło.

      Nie zapominajcie o przyjaciołach, odezwijcie się do nich, może Was potrzebują.

      Dziękuje @Tison, mój messengerowy przyjacielu.

      Wybaczcie błędy i brak polskich znaków, ale pisze na komórce, na szybko i na lekach.

      #przegryw #rak #medycyna #depresja #przyjaciele #zycie #urodziny #cotusieodjaniepawla #gdzieonisa
      pokaż całość

      odpowiedzi (42)

    • odpowiedzi (13)