•  

    289450 - 39 - 14 - 616 - 49 = 288732

    Tydzień po hasłem wyprawa po nową życiówkę.
    Piątek - jadę pod namiot, start rano więc dłużej będę mógł pospać.
    https://www.strava.com/activities/1669209113
    I do knajpki na obiad https://www.strava.com/activities/1669629718
    Sobota
    Nowa życiówka - Pierścień Tysiąca Jezior 2018. Start w 18 grupie o 9.25. W planach było ukończyć przed upływem 30h. Przy starcie w głowie miałem cały czas "tylko się nie podjaraj i nie goń jeśli grupa będzie szybka, spalisz się". Moja grupa nie okazała się szybka, okazała się nawet bardzo wolna. Zanudzili mnie już na 6km i pojechałem swoje ale już solo. Czytaj chyba jednak się podjarałem bo do177km czyli 3Pk wpadły mi na stravie same PR :) i znalazłem się na według mnie bardzo dobrym 21 miejscu w klasyfikacji. Od tego PK udało się znaleźć grupę, która jechała podobnym do mojego tempem więc było trochę raźniej, niestety tylko przez kolejne kilka km. Między Wydminami a Oleckiem dojechaliśmy do odcinka pieszego trasy a dokładnie na wypadek, który trzeba było obchodzić polem, a że ja lepiej jeżdżę niż chodzę to grupa mi tam uciekła. No i znów jazda solo, podziwianie widoków, śpiewanie piosenek z eremefką i walka z wiatrem na rant. Kilka km dalej dopada mnie pierwszy kryzys. Moim najwiekszym problemem jest zapominanie o jedzeniu. Pierwsze dwa PK to były batony, banany i bułki, które nadal wiozę ze sobą, trzeci pk był z zupką więc dopiero tam jadłem. Zwykle odcina mnie po 140-150km bez jedzenia a na liczniku było już ponad 200. Pakowanie w siebie batonów i izo za dużo nie daje bo już za późno, doczołguję się jakoś do PK4 gdzie czeka ciepły bufet w postaci rosołku i schabowego z ziemniaczkami, którego nie mogę sobie odmówić choć powinienem. Do następnego pk jadę sam i nic ciekawego po drodze nie ma, no może oprócz fantastycznej ddrki na wjeździe z Augustowa. Schabowy z ciepłego bufetu tradycyjnie zapchał kichy i powoli się trawi, energia z batonów i bananów czeka w kichach na swoją kolejkę więc tempo jazdy spada a wraz z nim miejsce w klasyfikacji. Na pk5 w Sejnach melduję się chwilę po jakiejś grupie. Jest to dokładnie półmetek maraton. Przy bufecie wszyscy jacyś odmienieni, uśmiechcnięci i nawet jakby cieplej się zrobiło :) Chwilę rozmawiam z nimi i czym prędzej się zwijam w trasę bo zaczyna się ściemniać a zapasowe baterie mam na nastepnym Punkcie. Po drodze podpina się jakieś 20m za mną koleś z kategorii solo, któremu przednia lampka wysiadła. Nie wiem jakim cudem przeżył on zjazdy do Rutki Tartak z prędkością 50-60km/h widząć tylko moją lampkę. Na przepaku ubieram na siebie wszystko co mam na chłodniejszą pogodę, zabieram akumulatorki i jadę dalej, postanowiłem nie spać. Od tego momentu na trasie mijam się już tylko z jedną grupą chyba z Wrocławia. Raz oni wyjadą wcześniej z PK raz ja. Po numerach startowych widzę, że mam nad nimi 30minut przewagi więc mi to pasuje. Dopiero na 480km łapie mnie konkretny kryzys. Wzrok słabo ostrzy, o zakrętach muszę myśleć sporo wcześniej żeby nie przestrzelić, zatrzymuję się na przystanku i przytulam czoło do siodełka. Przebudza mnie traktor 10 minut później, jest już lepiej, robię sobie szybki strzał z kofeiny z colą i lecę dalej. Udaje mnie się nawet znowu dojść tą samą grupę na kolejnym PK. Wyjechałem w swoje rejony więc prędkość trochę wzrasta i zaczynają znowu wpadać pucharki :) Chwilę po 12 wjeżdżam na swój rodzimy PK w Lidzbarku Warmińskim przy gromkich brawach obsługi z rowerowego stowarzyszenie. Za chwilę pojawiają się też 3 wozy strażackie na sygnałach

    pokaż spoiler Niestety nie do mnie, był alarm na termach warmińskich :)

    Do mety już tylko 50km, 560km w nogach, nie wiem skąd siły na ten ostatni odcinek ale cisnę z dobrą średnią powyżej 30. Meta o 15:04 po 29h39m, a więc w limicie, który sobie ustaliłem. Jem świniaka,wypijam pół piwa po którym dostaje drgawek i idę do namiotu odypiać. Na wszelki wypadek nastawiam budzik, żeby nie przegapić powrotu innych wykopków. Wspaniały to był wyjazd, pewnie pojadę go jeszcze raz :)
    Poniedziałek - powrót do domu https://www.strava.com/activities/1675625273

    W końcu udało się przejechać pierwsze ultra. Pomysł na dłuższe wyjazdy zrodził się w głowie po przeczytaniu wpisu @metaxy o przejechaniu 444km wokół komina. Później utwierdzały w nim i motywowały do pracy wpis z wyjazdów @hipek99,którego już chyba nie ma na wypoku, wyprawy @byczys a, @fixie - czemu już nie opisujesz tras? No i @mortal84 owe hasanie po górach i zaporach. Dzięki Mireczki za motywacje.
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 718km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    1. bądź programistą w małej firmie
    2. miej szefa cymbała, która nie zna sie na niczym co jest techniczne i traktuje Cię jak zbywalny zasób, jakbyś pracował w żabce
    3. miej zły dzień, tydzień i ostatnie dwa miesiace, bo miarka sie przebrała
    4. wpisz w google "programista technologi XXX, praca zdalna, część etatu" (bo chcesz więcej czasu dla rodziny)
    5. znajdź ofertę, w której spełniasz 12 na 12 checkboxów oraz zauważ, że firma zajmuje się tym, co jest powiazane z Twoim hobby
    6. firma jest ze stanów, więc pewnie płaci w $$$
    7. zrezygnuj z kina ze znajomymi na wieczór, by odjebać CV dokrojone na miarę
    8. teraz czekam - może będzie profit! :)

    Jeszcze tylko musze zrobić research ile moje kompetencje są warte na rynku międzynarodowym (zdalnie) w porównaniu do rynku polskiego....

    #programowanie #pracait
    pokaż całość

    odpowiedzi (59)

  • avatar

    Przełomowe odkrycie! W Polsce znaleziono szczątki egipskich faraonów!
    #heheszki #humorobrazkowy #ciekawostki #historia

    odpowiedzi (23)

  • avatar

    Jeszcze pomyślą że ja jakiś dziwny
    #heheszki #humorobrazkowy

    odpowiedzi (34)