•  

    288452 - 629 = 287823

    Pierścień Tysiąca Jezior 2018 - kategoria SOLO

    Dystans: 611km (przejechałem 628.77km)
    Czas łączny: 25:54:00 (czas jazdy: 22:39:11)
    Suma przewyższeń: 4,324m (faktycznie > 5000m)
    Pozycja GENERALNA: 37/158
    Pozycja SOLO: 18/39

    Wynik całkiem niezły, ale nie jestem zadowolony z pozycji jaką zająłem. Wszystko przez #garmin, który zdecydowanie ma jakieś problemy z pracą na długich dystansach. Już przed #augustow
    zaczął działać coraz wolniej. Odświeżenie pozycji na mapie zajmowało mu kilkanaście sekund i musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniach, żeby poczekać aż na ekranie pojawi się informacja, gdzie dalej jechać. Po postoju na PK6, sytuacja się na tyle pogorszyła, że musiałem zacząć korzystać z pomocy map papierowych lub kierować się za maratończykami jadącymi zasięgu wzroku. Z tego powodu traciłem czas na czytanie mapy i szukanie punktów kontrolnych, a i tak nie udało się uniknąć błędów i kręcić dodatkowych kilometrów w złym kierunku.
    W sumie zrobiłem prawie 20km więcej niż planował organizator i uciekła grubo ponad godzina czasu. Straciłem też motywację do walki o dobry czas i jechałem już bardziej lajtowo.

    Trasa maratonu, tak jak wszyscy zapowiadali, okazała się być bardzo wymagająca. Cały czas miałem wrażenie jazdy pod górę. Wjeżdżasz na hopkę i nie ma z górki, tylko jakieś biedne wypłaszczenie. W górach jak zakończysz wspinaczkę, to w nagrodę jest zjazd, a tu oszukują! Być może przyczyną takiego wrażenia był szalejący wiatr, który nie pozwalał rozpędzić się na zjazdach? Nie wiem. Wiem za to, że organizator przy planowaniu trasy kierował się jeną zasadą "może niech jadą tędy, będzie trudniej". Poważnie. Gdzieś nad ranem doszedłem do wniosku, że na tej trasie nie ma odcinka, żeby było lekko. Występowały trzy rodzaje trudności, w różnej kombinacji. Podjazdy, słaba nawierzchnia lub pod wiatr. Oczywiście były odcinki kumulacji i wszystkie te trudności występowały jednocześnie. Taki np. dwudziestokilometrowy odcinek był na trasie 513 Wozławki - Lidzbark Warmiński, zakończony na okrasę 12% podjazdem do PK. Gorszej drogi to chyba w życiu nie jechałem. Dla odmiany, ta sama trasa 513 od Lidzbarka do Ornety była najlepszym odcinkiem całego maratonom, wiodąc szerokim gładkim asfaltem po mazurskich pagórkach, pozwalała cieszyć się krajobrazami.

    Największym zaskoczeniem dla mnie jest brak jakiegokolwiek wyniszczenia organizmu. Dziś, po trzech dniach, mam tylko zmęczone nogi, nic więcej mi nie dokucza. Jedyny problem jaki
    miałem na trasie, pojawił się kiedy nad ranem pomyślałem, że jest ciepło i na PK9 (Reszel) zdjąłem ocieplane nogawki. Już po niedługim czasie zaczęły mnie boleć kolana, wszystko wskazuje na to, że od chłodu. W Lidzbarku z powrotem założyłem nogawki i ból zaczął ustępować.

    Nowością dla mnie było pojawienie się senności podczas jazdy. Miało to miejsce dwukrotnie. Pierwszy raz w nocy gdzieś około 2 nad ranem poczułem, że tracę kontrolę nad tym co robię, ale jakoś szybko mi przeszło. Później taki stan mnie dopadł przed samym Kętrzynem. Tu już było gorzej, miałem nawet obawy o swoje bezpieczeństwo, bo głowa kilka razy mi opadła. Na szczęście wypicie puszki coli na stacji paliw załatwiło problem.

    Z ciekawostek jakie zdarzyły się na trasie, to na 190km miało miejsce zderzenie czołowe dwóch aut. Droga została zablokowana i strażacy nikogo nie przepuszczali, ale mi udało się znaleźć przejście lasem, dzięki czemu wróciłem na trasę. Jak się później okazało, przyczyną zderzenia, było wyprzedzanie jednego z maratończyków na łuku drogi. Na szczęście sam maratończyk nie ucierpiał. Drugą ciekawą sytuacją była noc, a właściwie jej brak. Do PK6 czyli do godziny 22:18 jechałem w ciemnych okularach z małą migającą lampką z przodu i wszystko normalnie widziałem. Przez całą noc niebo nie straciło na horyzoncie pomarańczowej łuny, a po godzinie trzeciej było już jasno jak w dzień. Całej tej absurdalnej scenerii dopełniał księżyc, który pięknie rozświetlał tafle wody kolejnych mijanych jezior.

    Biorąc udział Pierścieniu Tysiąca Jezior ustanowiłem trzy nowe rekordy życiowe:
    najdłuższy dystans - 630km
    najdłuższy czas jazdy - 26h
    największa liczba przewyższeń - 4400m
    Teraz mam niecałe dwa miesiące na przeanalizowanie błędów jakie popełniłem i przygotowanie się do ostatniego wyzwania tego roku, ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady Tour (1008km non stop).

    #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    W tym tygodniu to już 629km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: merge_from_ofoct.jpg