•  

    263143 - 157 = 262986

    Green Velo D9 - Tykocin, niekończący się Biebrzański Park Narodowy i Augustów

    Korzystając z zapewnionego wyżywienia zamierzałem wyjechać wcześniej, wychodzi jednak jak zawsze.

    Na początek z ciekawszych miejsc wypada Tykocin. Po drodze napotykam płyty betonowe, więc pierwszy rodzaj podlaskiej nawierzchni tego dnia uznaję za zaliczony.

    W Tykocinie podjeżdżam na zamek, potem kilka zdjęć z centrum i zakupy. Zagaduje mnie ze trzy różne osoby, gdy się posilam.

    Następnie docieram do Biebrzańskiego Parku Narodowego, jadąc czasem asfaltem, czasem podlaskim żwirem, całe szczęście nie ma zbyt dużo dokuczliwej tarki. Z kolei przez cały park ciągnie się piękny asfalt, długi na ponad 30 km. Dzień wcześniej sądziłem, że się będę nudził, jednak nie było źle. Co jakiś czas napotykałem miejsca godne zdjęć, na początku ciągnął się las, później puste przestrzenie, a na koniec znów las. Do tego wszystkiego, piękna muzyka w tle w postaci śpiewu ptaków.

    Wyjeżdżam z parku, po drodze chcę odwiedzić twierdzę w Osowcu, ale okazuje się, że jest to obiekt bardziej odpowiedni do pieszego zwiedzenia, a nie zrobienia jednego zdjęcia przelotem. Niedługo potem wypada mi zaplanowany obiad w Goniądzu, gdzie akurat odbywa się jakiś festiwal rockowo/metalowy. Zjadam smaczny żurek i bigos zauważając szyld obiady domowe, odpuszczam upatrzoną dzień wcześniej knajpę. Próbuję zarezerwować jakiś nocleg w Augustowie. Po kilku telefonach trafia się nareszcie wolne miejsce za 50 zł, które biorę bez zastanowienia. Na deser odwiedzam jeszcze sklep. Posilając się drożdżówkami zaczepia mnie kilka metalowców, zadają standardowe pytania, rozmawiamy sobie dobre 5 minut.

    Teraz czeka mnie kolejny odcinek obok Biebrzańskiego PN, tym razem po żwirze i tarce, na szczęście jechałem już po gorszych. Droga ciągnie się cały czas wzdłuż Biebrzy. W końcu wyskakuję na asfalt, którym jadę już do samego Augustowa. Podjeżdżam na plażę i jezioro Necko, zdjęcie, jem jeszcze lody, bo jakoś mało ich było tego dnia i na kwaterę.

    Zwyczajowe, wieczorne ogarnianie, tym razem wychodzę na miasto zjeść drugi obiad, bo nierzadko nocuję w mieście. Wyjątkowo udaje się załatwić wszystko przed drugą połową meczu.

    W tym tygodniu to już 535km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km (nr 22)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: d9.png