Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    #zdrowie #rak #nowotwory

    Minął już ponad tydzień od mojego przyjazdu do szpitala. Skończyłem właśnie komplet badań i wypisują mnie do domu.

    Zanim jednak napiszę co u mnie, chciałem żebyście przeczytali o moim sąsiedzie z sali. Starszy pan, JB, był już kiedy przyjęli mnie na oddział (wtorek). Mało chodził, był przygłuchy, przyjmował tlen i kontaktował (nawet ograniał obsługę telefonu). Na początku nawet zagadywał. A już w sobotę, czekałem na korytarzu 2h, aż zgodnie z procedurami mogli wywieźć jego ciało. Kto z Was jest wierzący i ma ochotę, niech zmówi za niego "Wieczny odpoczynek" (lub odpowiednik). Wiem, że to szpital i takie rzeczy się dzieją, jednak obcowanie tak bezpośrednio z kostuchą mrozi krew w żyłach (zmarł obok mnie, kiedy ze słuchawkami na uszach oglądałem film w łóżku obok, dopiero pielęgniarka która przyszła zmienić kroplówkę się zorientowała).

    A jak moje zdrowie? Mam komplet badań (bez kolonoskopii bo ta okazała się niepotrzebna):
    USG jąder - czysto
    Gastroskopia - pobrane próbki wrzodu przełyku do badania
    Tomografia od szyi do miednicy - wniosek z opisu: rozsiana chorobą nowotworową że startem w przełyku (zajęta wątroba i prawa nerka).

    Tak, czeka mnie najprawdopodobniej dłuższa napierdalanka z rakiem (czy czymkolwiek to jest). Lekarz w szpitalu, mówił, że to stadium już nieuleczalne, ale po szybkich konsultacjach z onkologami wiem, że w szpitalu muszą nastawić cię na najgorsze, żeby potem było lepiej. Czekamy na histopatologię i opinię specjalistów od leczenia. Dzięki mojej kochanej żonie od jutra zaczynam maraton konsultacji z uznanymi profesorami i chirurgami specjalizującymi się w takich przypadkach. Mamy też kontakt do Wieliszewa, w którym pewnie będziemy chcieli mnie leczyć (chyba że któryś z profesorów weźmie mnie na Banacha lub Wawelską). Na razie psychicznie się trzymam, choć pewnie pójdę na konsultację do psychologa, żeby upewnił mnie w przekonaniu, że powinienem iść z podniesioną przyłbicą i pieśnią bojową na ustach.

    A jaka to pieśń bojową? Pamiętam te wszystkie artykuły o puszczaniu muzyki klasycznej dzieciom w brzuchu matki. Zastanawiałem się czy nie pierdolnąć rakowi sesji z Judas Priest, żeby się wziął i zawinął xD

    Będę dalej pisał jak wygląda moja walka (a zamierzam ją wygrać jak trener Złotek Andrzej Niemczyk: "to rak nie wytrzymał ze mną"; chociaż może nie będę na wszelki wypadek palił tyle cygar i pił tyle whisky). Do dalszych wpisów dodam swój tag, który możecie wybrać w ankiecie, także zawołam jeszcze raz (chyba że chcecie być też wołani).
    pokaż całość

    odpowiedzi (225)

  • avatar

    Ja i mój ojciec sprzedawaliśmy swoje samochody. Oba w świetnym stanie, z salonu itd. Kupiec ojca spytał o zwyczajowe zejście parę stówek (ojciec się zgodził), ale chwalił samochód, a jak dojechał do domu to zadzwonił, że jeździ się świetnie i dziękuje za taki super samochód z salonu od pierwszego właściciela i że trudno byłoby mu taki drugi znaleźć.
    Mój kupiec cały czas wyrażał swoje niezadowolenie (nie handlarz), choć było widać, że chce kupić. A to ryska na zderzaku, a to kropka na kokpicie. Pojechał na stację diagnostyczną, przegląd zrobił sam na sam z diagnostą. Pytam się, jaki werdykt (choć wiem, że sprzedawałem bardzo dobry samochód). Mówi, że "panie, tragedii nie ma, ale zawsze jest czego się uczepić, ile pan zejdzie z ceny". Pytam, do czego przyczepić, jakie wady. On, że "no tragedii nie ma, ale tak ogólnie zawsze można się przyczepić" (czyli żadnych konkretnych wad diagnosta mu nie przedstawił). Zwyczajowo zszedłem trochę z ceny (w ogłoszeniu była umyślnie zawyżona, żeby obniżyć) i podpisaliśmy umowę. Janusz pyta o opony zimowe: mówię, że nie mam. No to pojechał na letnich i będzie musiał kupić. I teraz mam w garażu niepotrzebne dwuletnie opony zimowe, opchnę za grosze na olx, ale ni chuja, Januszowi nie dam, skoro tak nieładnie mówił o moim ulubionym samochodzie, o który bardzo dbałem przez lata.
    #zalesie #gorzkiezale #januszemotoryzacji
    pokaż całość

    odpowiedzi (75)

  • avatar

    DZIEŃ 75/100

    Był sobie rudy pechowiec.
    Pech prześladował go na każdym kroku a na dodatek miał tylko jedno jądro.
    Pewnego razu leciał samolotem nad Atlantykiem.
    Nagle samolot wpadł w turbulencje i zaczął spadać.
    - Możemy się uratować, ale jeden z nas musi wyskoczyć - mówi pilot.
    Ciągną słomki. Rudy losował pierwszy i od razu wylosował krótką.
    - To nie fair! Powtórzmy! - mówi rudy.
    Powtórzyli, rudy znów wylosował krótką.
    - No, dobra, nie wiem, na co liczę - mówi rudy - wyskoczę,
    ale pod jednym warunkiem: musicie poprawnie odgadnąć, ile wynosi suma jaj moich i jaj pilota.
    - To proste, cztery! - wykrzykują wszyscy.
    Rudy cały szczęśliwy zdejmuje gacie i pokazuje wszystkim jedno jajo.

    pokaż spoiler Wtedy podchodzi pilot, zdejmuje gacie i pokazuje swoje trzy.


    #suchar #100dnisucharow
    pokaż całość

    odpowiedzi (63)