•  

    Nie pamiętam abym wszedł w kontakt fizyczny z kimś przez ostatnie lata, nawet jeśli chodzi o jakieś szarpanie się. Mowa o wszelkich sytuacjach, głównie w pubach czy na ulicach w weekendowe wieczory i noce. Różnie bywa gdy w jednym miejscu gromadzi się sporo podchmielonych ludzi i chociaż nie lubię dawać sobie napluć do kaszy nawet słownie, to tak się składało, że różne dziwne sytuacje rozchodziły się po kościach.

    Aż do niedawna.

    Wracam wieczorem ze sklepu, spieszę się a tam mnie zaczepia koleś, którego znam z widzenia, żebym zaczekał i nie dociera do niego, że się spieszę. Nie zaczekałem i poszedłem do domu.

    Następnego dnia po południu zjeżdżam windą i widzę go na parterze w mojej klatce. A koleś mieszka gdzie indziej.

    Zaczęła się sprzeczka, on oburzony, że nie zaczekałem poprzedniego wieczoru, ja na to, że nie dotarło iż się spieszyłem i żeby do pracy poszedł, skoro nie ma pieniędzy, bo chciał pożyczyć. Od słowa do słowa dyskusja się zaogniła.

    Wtedy tego jeszcze nie wiedziałem, że on lubi sobie przyćpać i być może dlatego nie zadziałał mu instynkt samozachowawczy.

    Miarka się przebrała, gdy powiedział mi "spierdalaj stąd", z mojej kurwa klatki schodowej.

    Wziąłem go za fraki i zacząłem wyprowadzać z klatki. Szedł tyłem. Do dziś wyraźnie pamiętam jak panicznie machał rękami, jakby był na tratwie na środku oceanu i zobaczył na horyzoncie statek.

    Tutaj instynkt go nie zawodził - gdyby się potknął, ja bym mógł upaść na niego całą swoją, nieco już rozpędzoną szybkim chodem masą. A więc idąc tyłem, łapał równowagę machając rękami.

    Otworzyłem drzwi wejściowe, wywaliłem go na zewnątrz i gdy drzwi się zamykały, na pożegnanie pokazałem mu faka.

    Podszedł i tak stoimy przez może dwie sekundy patrząc na siebie przez szybę w drzwiach, jakieś tam bluzgi jeszcze padły, ja z kpiącym uśmiechem na twarzy, on bezbrzeżnie wkurwiony.

    Zdjął plecak i z całej siły zapierdolił w tę szybę. Jak się okazało w plecaku miał piwo w butelce. Butelka rozbiła się z taką siłą, że krople piwa wytrysnęły przez materiał plecaka.

    Otwieram drzwi, ale nie będę się wygłupiał próbując gonić kogokolwiek. Wyzwiska lecą, poszedł.

    Oto materiał dowodowy, starałem się tak robić zdjęcia, aby jeszcze było widać krople po piwie. Postałem tam chwilę, zaczepiłem kilku sąsiadów, jeden z bloku obok widział całe zajście.

    Na razie tyle, bo już się rozpisałem.

    W części drugiej będzie filmik z tym, jak mi wypierdolił telefon z ręki na ulicy, gdy go nagrywałem chcąc ustalić personalia, jednocześnie pięknie widać jego nieskalaną myślą mordę (którą na potrzeby publikacji zamażę), o tym czego się dowiedziałem o nim, czego chcę się jeszcze dowiedzieć i co planuję zrobić przed przekazaniem sprawy do prokuratury.

    #truestory #patologiazmiasta

    Ciąg dalszy będzie pod tagiem #mordeusz

Gorące dyskusje ostatnie 12h