•  

    178362 - 302 - 318 - 323 = 177419

    Trzydniowa miniwyprawa po zdjęcie z przystankiem.

    Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to już tłumaczę. Jako pierwszy zdjęcie z rzeczonym wrzucił w swoim wpisie @scratcher (tutaj), później @SnikerS89 (tutaj), @fenter (tutaj) i @edicsson (tutaj), a w zeszłym tygodniu jeszcze @rdza (tutaj).
    Tak się złożyło, że pod wpisem @edicsson o lokalizację tej mazowieckiej atrakcji zapytał @radoslaw-szalkowski. Od słowa do słowa i wyszedł nam mały mirkozlot ;)

    Sobota- Trasa do Lodzi, a przy okazji małe gminobranie. Wyjazd o 5.30 z kolegą Piotrkiem, który wcześniej jechał też z nami w Boże Ciało do Warszawy. Najpierw kierujemy się w stronę Olkusza, a później dobrze znanymi drogami na północ przez Jurę Krakowsko-Częstochowską.
    Przed Koniecpolem odbijamy na płn-zach, bo tam też zaczynają mi się pierwsze, białe plamy na gminnej mapie Polski. W Radomsku hot-dog na Orlenie, tankowanie bidonów i można jechać dalej. A jedziemy głównie pod wiatr, ale że we dwóch to zawsze łatwiej, więc idzie nam całkiem sprawnie.

    Po drodze jeszcze jakieś krótkie przystanki na lody, a w Wadlewie spotykamy delegację #rowerowalodz w składzie @radoslaw-szalkowski, @sargento i @Zelazko_MPM. Już w samym mieście chłopaki oprowadzają nas po co ważniejszych atrakcjach z ul. Piotrkowską i dworcem Łódź Fabryczna na czele.
    Kolegę Piotrka odstawiamy na dworze w Widzewie, ale okazuje się on jakiś niezdecydowany i ostatecznie wybiera powrót do domu również na rowerze. Wyszło mu w sumie 580 km, więc szacun za taką trasę.

    Nocleg mam u @radoslaw-szalkowski. Na kolację pizza, piwko, coś tam jeszcze pogadaliśmy i do spania, bo pobudka bladym świtem.

    Niedziela- Wstajemy o 4.30. Śniadanie o tak nieludzkiej godzinie wchodzi dosyć kiepsko, ale przed dłuższą trasą coś jednak zjeść trzeba. Godzinę później wyjeżdżamy i na dworcu spotykamy się z @Zelazko_MPM.
    Od płn-zach nadciągają ciemne chmury i widać, że będzie to coś poważniejszego. Jeszcze w mieście zaczyna lekko kropić, by bardzo szybko przejść w regularny deszcz. Burzę przeczekujemy w jakiejś blaszanej budzie, która w zamyśle miała być przystankiem autobusowym. Schodzi nam tam pół godziny, ale warunki się nie poprawiają, więc decydujemy się jechać.

    30 km w deszczu, ale nawet nie było najgorzej. Przed Skierniewicami zaczyna się przejaśniać i wychodzi słońce. W McD drugie śniadanie i tam też żegnamy się z @Zelazko_MPM, który znając swoją formę postanawia wrócić do domu pociągiem.
    A więc już tylko z @radoslaw-szalkowski jedziemy przez Mszczonów i Tarczyn w kierunku Warszawy. Na Kabatach łączymy siły z @rdza i @theDOG, a po drugiej stronie Wisły, za mostem Siekierkowskim spotykamy @edicsson, @SnikerS89 i @compadre.
    Mamy już niezłe opóźnienie względem pierwotnych planów, postanawiamy więc jechać na przystanek koło Nadziei najkrótszą drogą. W Sulejówku przerwa na lody (co tam opóźnienie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)), a kawałek za Stanisławowem dołącza do nas @fenter.

    Już w pełnym składzie dojeżdżamy do miejsca docelowego - przystanku koło Nadziei. Pamiątkowe zdjęcia, gadu gadu, ale czas nagli i niestety nie możemy wracać przez Mińsk Mazowiecki, gdzie @edicsson zarezerwowała nam już stolik w pizzerii... Żegnamy się więc, @edicsson, @SnikerS89, @compadre i @fenter w swoją stronę, a reszta ekipy z powrotem do Warszawy tą samą drogą, żeby zdążyć odstawić @radoslaw-szalkowski na pociąg do Łodzi.

    Mimo szczerych chęci i szybkiej jazdy i tak nie zdążylibyśmy na 20.00 na Centralny. Na szczęście @theDOG zaproponował rozwiązanie z SKM-ką z Rembertowa, co uratowało Radkowi powrót do domu. Później już na spokojnie przez miasto z małą dokrętką za Konstancin, bo czemu nie.

    Nocleg u @rdza. Po kolacji opowieści z Pierścienia Tysiąca Jezior i sporo tematów okołoszosowych, więc spać poszliśmy już grubo po północy.

    pokaż spoiler Zastawiam się teraz dlaczego na naszym zlocie na przystanku zabrakło @scratcher'a. Czyżby nikt go nie poinformował?


    Poniedziałek- Pobudka o 6.00, śniadanko i można wyruszać w drogę powrotną. Wyrysowałem sobie taką w miarę najkrótszą, głównie drogami wojewódzkimi. Do Grójca spory ruch, ale im dalej, tym jechało się spokojniej. Niestety przez większość dnia mocny, boczny wiatr. Na szczęście temperatura znacznie spadła w porównaniu do poprzednich dni, więc nieco wyrównywało to moje szanse.

    Po drodze kilka małych przerw na lody, colę itp, a większy popas zrobiłem dopiero w Szczekocinach na ok. 100 km przed końcem. Od tego miejsca wiatr zaczął słabnąć i zmienił się nawet na pomagający. Odczułem to wyraźnie, bo pomimo wjazdu na Jurę i kilkunastu górek, które miałem przed sobą, jeszcze udało mi się poprawić średnią prędkość.
    W domu melduję się kilka minut przed 21, więc idealnie w limicie, który sobie wyznaczyłem.

    Wspaniały to był weekend. Dzięki za gościnę i towarzystwo na trasie. Ciekawe czy uda się jeszcze kiedyś zorganizować coś równie spontanicznego ;)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #rower #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 5, 6 i 7)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: przystanek.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    tak bardzo muszę się tym podzielić że założyłam konto.

    #wspollokatorzy #slub #dziecko #workinasmieci

    mój facet, powiedzmy że Karol, od ponad roku wynajmuje mieszkanie ze swoim kolegą, zaczęli w dwójkę - kolega po rozstaniu z partnerką po pięciu latach związku, mój po wyprowadzce z poprzedniego mieszkania, zgadali się na wspólny wynajem i podzieleniu kosztów po połowie (600 na głowę.) kiedy wynajęli razem norkę, to ja już z nim byłam jakieś pół roku +/-, więc od początku pojawiałam się tam, a raczej prosto mówiąc pomieszkiwałam, czasem dwa dni, czasem miesiąc.
    dogadywaliśmy się, jak trzeba było coś zrobić to sprzątałam etc.
    jest też, powiedzmy, Klaudia, siostra mojego faceta, Karola. Krótki życiorys Klaudii to ukończenie technikum turystycznego, następnie zaręczenie się z jakimś gościem, zamieszkanie u niego.
    następnie zostawienie go dla innego gościa, zamieszkanie u niego, wzięcie z nim ślubu.
    następnie podjęcie pracy jako sprzątaczka którą załatwił jej mąż. <<jedyna praca o jakiej wiem z jej całego życia, proszę zapamiętać na później.
    następnie zostawienie go i rozwód dla kolesia na wózku i zamieszkanie u niego na miesiąc. xD
    następnie, dowiedzenie się że jej brat wynajmuje mieszkanie z singlem którego kojarzy ze szkoły i przypadkowe znalezienie się w danym mieście oraz napisanie do owego singla, powiedzmy Marka, czy chce się spotkać.

    dosłownie po jakichś trzech dniach pobytu w naszym mieście, oświadczono nam że ona się wprowadza do tego samego mieszkania, nawet nie że sama zadzwoniła do brata czy coś, tylko Marek nam powiedział. xD fakt że są tylko dwa pokoje w mieszkaniu więc od razu wiedzieliśmy w czyim łóżku będzie hehe spać.

    no jak ją spotkałam to dupy nie urwało, typowa karyna, okropnie nieudolny makijaż, chodzenie w kozakach + miniówce itd. ten typ laski która 10 lat temu przeczytała lekturę więc wszystkim mówi o tym że czyta książki.
    pierwsze co powiedziała po wprowadzce to że ona uwielbia myć naczynia i to ją uspokaja i będzie to robić sama, i że prosi żeby nie sprzątać łazienki bo ona to sama ogarnie bo robi to bardzo dokładnie i sterylnie.
    laska sprzątała jakieś pierwsze dwa miesiące, potem chyba przestała to lubić, bo trzeba było to robić za nią.
    nie wynajmowałam nigdy z nikim mieszkania bo jestem jeszcze młody frajer i mieszkam z matką, więc dość szybko Klaudia wyprowadziła mnie z błędu że niby kobiety to schludne współlokatorki.
    jeśli wiecie czym są wkładki, takie do majtek, to domyślacie się że oglądanie czyjejś rozwiniętej wkładki po ośmiu godzinach pracy, zostawionej na pralce, nie jest niczym kurwa fajnym. potem doszła zaschnięta krew na wannie i w kiblu za każdym razem kiedy locha miała okres. włosy po czesaniu zwijała w kłębek i zostawiała w dowolnym miejscu w łazience i przedpokoju.
    w łazience zaczął być wieczny rozpierdol no bo pomimo jej młodego wieku (24 chyba) to ma z pięć różnych kremów na cellulit, rozstępy, tak zwane "modelujące", "wyszczuplające", "spalające tkankę tłuszczową". nie cierpi na żadną z przypadłości.

    ich związek to taka sinusoida, co dwa tygodnie jej odpierdoli bo Marek włączy konsolę albo ruszy ręką w zły sposób, więc ona się pakuje zawsze w worki na śmieci, drze ryja na pół bloku i się wyprowadza, ale nigdy nie przekroczyła progu domu z tymi workami, bo koniec końców wraca do sypialni i po godzinie z niej wychodzi ugotować mu obiad.

    jak ostatnio poszli na zakupy, to Marek spotkał starą znajomą i zaczął z nią gadać o pogodzie, więc Klaudia wybiegła z płaczem ze sklepu mówiąc że ona to pierdoli i ma dość tego chuja, a potem chodziła po mieście i do niego dzwoniła żeby się wytłumaczył gdzie jest (no w sklepie xD)
    jej z kolei nie można używać telefonu, niby jakiś ma ale jej właściciel każe jej go zostawiać kiedy idzie na zakupy lub do pracy, także kiedy z nim przebywa w jednym pokoju, jak sama stoi w kuchni i gotuje to też nie korzysta z telefonu bo on jak wejdzie i zobaczy to potem przeżywa że jej wypierdoli tego smartfona.

    zanim się wprowadziła do Marka to miała jakiegoś tam psa, ale Marek ma uczulenie na sierść więc kazał zostawić psa u jej matki która mieszka 3 minuty piechotą dalej. no zostawiła, ale zbudowała sobie taki uraz że ona chce zwierzątko a nie może.
    kiedyś powiedziałam żebyśmy się wszyscy napili hehe wódeczki, i po trzech kieliszkach jakoś wypaliłam o moich niedawno adoptowanych szczurach, to czekałam jakieś 10 sekund aż się uruchomi. zaczęła krzyczeć, że ona musi mieć zwierzątko żeby coś ją kochało, a jeśli on nie chce psa, to musi jej zrobić dziecko żeby ją kochało.

    no w sumie to minęło jakieś 6 miesięcy a ona przysięgam ani razu nie przeszła tych 3 minut do swojej starej żeby wyjść z tym swoim ukochanym psem na spacer albo żeby go zabrać do siebie na weekend czy coś.
    ale płacze za nim dalej.

    ile się nasłuchałam o ich ruchaniu, jak fantastycznie wielkiego ma penisa jej Marek i że pewnie jej hehe zazdroszczę że mój takiego wielkiego donga nie ma, jaki on jest zajebisty w łóżku o boże, jaka ona jest spełniona, no generalnie świat byłby lepszy gdyby Marek każdej wsadził. o wspaniałości swojego związku też mówi, o miłości z czasów szkoły która trwała żywa tyle lat, przeznaczeniu i byciu do końca życia.
    temat dziecka też nie zginął, czasami jak go nie było w pobliżu to opowiadała o tym że chce dziewczynkę i co to nie będzie, ale jak raz ją usłyszał to jej powiedział żeby nie pierdoliła bo on dzieci nie zrobi. xD
    potem zaczęła gdakać o ślubie i w sumie wracała do tematu co parę dni, że czeka na pierścionek na rączce, tak jej się spieszy.

    ogólnie to nic nie robiła ale w końcu Marek jej załatwił pracę w fabryce w której on pracuje, na taśmie produkcyjnej, no.

    a Marek miał taką byłą co był z nią 5 lat, dziewczyna 23 lata, fajna inteligentna, jak się rozstawali to ona była kierownikiem salonu orange czy jakoś tak, to Klaudia za każdym razem jak ją zobaczyła gdzieś po drugiej stronie ulicy to potem przez dwa dni chodziła i pierdoliła pod nosem że zajebie szmatę, że kurwa jebana, że gruba, brzydka, chujowa, i że w ogóle to trzeba być pojebanym żeby być taką młodą kobietą i w tym wieku zostać kierownikiem czegoś w pracy, że jakaś zjebana pracoholiczka i żałosne.
    widzi co jakiś czas tą byłą na ulicy ale nigdy się nawet do niej nie odezwała, mocne.
    ale ona to w ogóle wszystkim by zajebała, jest taka groźna, kupiła sobie w chińczyku kij bejsbolowy i użyła go tylko raz - robiąc sobie zdjęcia nocą na ulicy z nim, że niby taka niebezpieczna. jej głównym tematem rozmów było ilu laskom nie zajebała w klubie albo jak to jedną ręką nie podnosiła pudzianowskiego.

    zaznaczam że laska nie ma żadnych, ż a d n y c h zainteresowań w życiu ani znajomych no chyba że ty się znasz na czymś, to ona się zna lepiej, nie ogląda filmów, nie korzysta z komórki, nie posiada laptopa/tableta żeby mieć jakiś szerszy dostęp do internetu, nie czyta książek, nie gra w gry, nie uprawia sportu, mogłabym tak wymieniać.
    chyba, że bycie partnerką to zainteresowanie.
    umówmy się że każdy ma przepis na swój udany związek, oni żyją w takiej harmonii że ona zrobi, wytrze, umyje, naleje, przyniesie, a on pochwali, no nie będę się rozpisywać o tym usługiwaniu "bo jestem kobietą" bo nie mi to oceniać jeśli dwójka dorosłych ludzi decyduje się na takie funkcjonowanie.
    my trochę inaczej żyjemy, ja nie lubię gotować, więc Karol gotuje, nie chodzę i nie wycieram po nim, czasem ja pozmywam, czasem on.
    żyjemy w życzliwości, nie mamy spiny że czegoś nie można, jak odpali sobie konsolę to ja się czymś zajmuję i na odwrót. no po prostu kurwa, umiemy się czymś zająć.
    boże, jak ona mnie (za to?) nienawidzi.
    no nie dociera do niej, że ktoś może funkcjonować inaczej. nie jest w stanie pojąć że nie żyje się w poczuciu obowiązku zrobienia obiadu. my nie musimy się odzywać, nie musimy wstawać z kanapy, żeby obudzić krakena. wystarczy, że ja nic nie robię. a jestem kobietą.
    ????? jak ?????
    nie będę wymieniać wszystkich dram jakie rozkręciła, zwłaszcza że jeśli Marek ma na inną zmianę w pracy niż ona i ona nie wie, czy on nie rozmawia z jakąś k o b i e t ą, to ma silniczek w dupie dopóki on nie wróci, ale najbardziej pamiętam miskową.
    wbiła do nas do pokoju z pretensją, że nie ma w ogóle misek a ona chce zjeść obiad i nie ma z czego.
    my 5 minut wcześniej dopiero sobie nałożyliśmy obiad, ale powiedziałam jej, że w takim razie mogę skończyć i jej dać swoją. nie była zainteresowana miską, bo zaczęła się nakręcać, że tydzień temu w zlewie był brudny kubek i ona go musiała umyć. no to my się zaczęliśmy rozkręcać, że my co drugi dzień po niej myjemy więc nam też się zdarza czasem zostawić coś w zlewie.

    no ale ja jestem >>u siebie<< (no bo wiecie ja nie, hehe) i chcę zjeść obiad i nie mam z czego
    ale przecież są cztery miski
    ale wszystkie są zajęte przez was bo kurwa jecie i kurwa nie odnosicie kurwa
    ale w tym pokoju są tylko dwie, to gdzie reszta?
    nie wiem kurwa może brudne

    ?xD?
    potem się rozpłakała, potem wybiegła.
    okazało się że wcale nie potrzebowała misek, nawet kurwa obiadu nie zrobiła, po prostu chciała się przypierdolić do tego że w szafce w kuchni nie stoją miski. xD

    kiedyś też z ryjem wyskakiwała że mamy wszyscy wypierdalać bo w kuchni znowu jest syf, a jak weszliśmy zobaczyć o co chodzi, to chodziło o garnek w którym był nasz obiad zrobiony 20 minut wcześniej. z zawartością. xD

    zostawiała po sobie syf sześć dni w tygodniu, a w siódmy się budziła z tym że ma być czysto i wszyscy byli winni bo wszyscy brudzą a ona tylko sprząta, i chce umyć garnki, a nie może, bo kurwa są używane do robienia obiadu.
    temat tego że zajmujemy jej garnek bo robimy sobie obiad, a ona akurat potrzebuje wszystkich garnków naraz bo robi słoiki na zimę był tak częsty, że zaczęłam na karteczkach samoprzylepnych z kuchni rysować smutne garneczki i rozklejać po mieszkaniu. bo mogę.

    mam przyjaciela parę godzin jazdy ode mnie, więc co kilka tygodni odwiedzam go z innymi znajomymi na weekend, mój Karol nie jeździ ze mną bo on woli sobie poczytać pod kocykiem w wolnym czasie. niestety jest to nie do pomyślenia dla nich, że ja, kobieta, pojechałam sama do grupy ludzi, w której są osobniki posiadające penisa, bo oczywiście skoro ja mam otwór a oni penis to na pewno mi go wkładają, tak się dzieje jak kobieta jeździ sama po ludziach, bez swojego właściciela.
    potrafili tak go zatruć pierdoleniem, że przestał im się przyznawać że jestem poza miastem.

    ona ogólnie zawsze ma najgorzej lub najlepiej, jej ojciec to alkoholik ale poza byciem najebanym 24/7 to nigdy nie podniósł ręki na nikogo, ale ona uwielbia opowiadać jak to on ją napierdalał i jakie miała piekło w życiu i o boże ja to mam zajebiste życie i nigdy się nie dowiem co to znaczy przetrwanie, bo ona kiedyś weszła w słoik który stary rozbił i jej się szkło wbiło w piętę, i ja o tym pierdolonym słoiku słucham jak o zmartwychwstaniu za każdym razem kiedy ona się poczuwa do udowadniania jakie piekło przeszła. no i ta pięta.
    poza tym też każdy jej były ją bił i napierdalał, oczywiście.
    problem w tym że ja jestem przewrażliwiona na punkcie robienia z siebie ofiary, bo naprawdę wychowałam się pod przemocą fizyczną i seksualną >>o co toczę sprawę w sądzie do dziś<< i mnie skręca jak ktoś myśli że imponuje wizją spierdolonego dzieciństwa. od słuchania o tym słoiku w stopie i historii jak to ona jedną ręką w wieku dziesięciu lat zatrzymywała swojego pijanego ojca przez duszeniem małych kotków i biciem mamy i powinna dostać order ale jest skromna więc nie dostanie, wymsknęło mi się, że może warto przestać myśleć o sobie jak o największej ofierze na świecie bo przeszłam przez x i y i funkcjonuję dalej, to usłyszałam, że ona wolałaby żeby ją ojciec ruchał, niż żeby tak jej dzieciństwo zniszczył jak zniszczył. i żeby w ten słoik rozbity nie weszła piętą.

    jak jej kiedyś powiedziałam że interesuję się ornitologią, to zaczęła mi mówić ile lat ona nie obserwuje ptaków i czego ona nie widziała i też się interesuje ale nawet jeszcze bardziej bo ona z lornetką czasem całymi dniami biega po lasach. dobrze że mam Karola, bo mnie zawsze wyprowadza z jej krętactwa. okazało się że nawet nie posiada lornetki. xD
    najgorzej to temat zwierząt u niej trawię, bo pierdoli czasem straszne głupoty, a że to mój konik to nie mogę się czasem powstrzymać żeby ją poprawić, więc jak powie że dzik sra na polu, a ja powiem, że w lesie, to zawsze słyszę jej główny argument że gówno wiem bo jestem dzieckiem i jak dorosnę to pogadamy. xD
    kupiła sobie w zoologicznym myszki >>bo całe życie się interesowała i się zna na gryzoniach<<, to się okazało że nie odróżniła samic od samców i z czterech sztuk zrobiło się piętnaście. zabrakło klatek dla samców więc zdjęła rzeczy z komody w sypialni, wysypała trociny i trzymała tak na komodzie luzem te myszy no bo one same nie zeskoczą, czują, że by się zabiły. xD tyle że w tym samym czasie czajnik z kuchni zniknął, a jak po kilku dniach zostawili włączone światło u siebie i my wychodząc chcieliśmy zgasić, to się okazało że ten czajnik leży na tej komodzie bokiem, jako domek dla myszy.

    mijają miesiące, ona mieszka, a zasady płacenia się nie zmieniły, 50% na głowę Karola, pomimo że w mieszkaniu są trzy osoby. zwiększa się też ilość jej dram o to, że ona jest u siebie a on ma wypierdalać, bo to ona jest partnerką faceta prawnie wynajmującego mieszkanie. oczywiście jak na sinusoidę przystało godzinę później potrafi wejść i zacząć opowiadać że sobie kupiła butki na przecenie.
    zwiększa się też częstotliwość mówienia o tym że zrobi sobie dziecko do kochania i trzeba pomyśleć o miejscu na niego.

    no i dochodzi do dzisiejszego dnia, mój smalec wraca z roboty i robi nam obiad, bo może, kiedy ja się opierdalam przed netflixiem w salonie, bo mogę. wbija Klaudia i mówi swoim rozkazującym tonem

    jak skończysz gotować, to po sobie posprzątasz.
    czyli co posprzątam?
    no kurwa syf po sobie bo ja dzisiaj myłam kurwa kuchenkę kurwa.
    że co, garnek umyję?
    tak.
    no umyję, jak zjem.


    ochuj, odmowa wykonania.

    będziesz kurwa robił jak będziesz chciał, jak będziesz u siebie, rozumiesz?
    co to znaczy u siebie???

    ja>no właśnie wydaje mi się, że skoro płaci za mieszkanie tutaj, nie to co niektórzy, to jest u siebie.

    rozsierdziłam lochę tak bardzo, że najpierw zaczęła wjeżdżać na mój wiek no bo hehe nie skończyłam jeszcze mojej drogi edukacji, a ona skończyła, więc mam zamknąć się bo mi wypierdoli.

    bo co mi zrobisz?
    bo ci wyjebię
    aaa zapomniałam, bo ty taka groźna jesteś i wszystkich bijesz i wygrywasz. xD

    i wtedy zrobiła w moją stronę superszybkie parę kroków, po czym zobaczyła że nie ma reakcji, i wyszła. xD
    impreska trwała dalej, bo on zaczął się z nią napierdalać o to że wszyscy po niej sprzątamy a ona potrafi rozpierdolić wszystkim wieczór przez dwie miski. i nastąpiła rzecz niezrozumiała, bo w trakcie rozmowy o kuchence, zaczęła krzyczeć że jest dojrzałą kobietą bo ona bierze w kwietniu ślub z Markiem i nie będzie znosić takich rzeczy, powtarzam, ślub, powtórzyła gdyby ktoś nie dosłyszał, ŚLUB. ciekawe który już. zesrała się także bo ona jest poważną partnerką życiową, a ja jestem tylko do obciągania, pewnie to przez ten brak ślubu. Karol pocisnął że ma nadzieję że worki na śmieci są jeszcze pod zlewem, w razie gdyby jednak po ślubie się wyprowadzała.
    no i w końcu Marek pierwszy raz w życiu zabrał głos, że chyba musimy się pożegnać. po czym wściekli zebrali się i wyszli z mieszkania.
    po 10 minutach wrócili, nie rozbierając się ona weszła do kibla, zrobiła kupę, i znowu wyszli.

    no siema.

    jutro dzwonimy w sprawie wynajmu mieszkania, bo chyba nam się dobrze razem żyje, a tak naprawdę to dlatego że w końcu są na to pieniążki.
    wiem że bez ślubu to tylko obciąganie, a bez technikum turystycznego to udawanie człowieka, ale spróbuję.

    dziękuję za uwagę.
    pokaż całość

    odpowiedzi (45)

  • odpowiedzi (4)

  • avatar

    Prawdziwym geniuszem był Luntek. Wyprzedził swoją epokę o 10 lat. Kiedyś wyśmiewany i poniżany, dzisiaj byłby bożyszczem tłumów.

    odpowiedzi (22)