Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Wścieklizna.
    Pewnie o niej słyszeliście, dość popularna, dużo się o tym mówi, że zwierze może być wściekłe.
    No to posłuchajcie.

    Jak pewnie nie wiecie, jest bardzo popularna, chociaż ludzie dość rzadko wchodzą w kontakt ze zwierzętami-nosicielami.
    Najczęściej skunksy i nietoperze są zarażone.

    Obrazek dla was.

    Jedziecie na wycieczkę do lasu, i postanawiacie zrobić sobie drzemkę. W trakcie kiedy śpicie, trafia na was malutki brązowy nietoperz, Gacek Brunatny, zarażony wścieklizną, akurat w fazie szału. Ruszyliście się zbyt głośno, chrapnęliście, i Gacka wystraszyliście, więc przechodzi do ataku, ląduje na was całe 6-12g wściekłego nietoperza, więc pewnie nawet go nie poczujecie, i na pewno się nie obudzicie. Było gorąco więc mieliście krótkie spodenki, i odsłonięte kolana. Świetny cel. Nietoperz wbija swoje malutkie ząbki w skórę, ledwie starcza żeby ją przebić, ale udaje mu się was zadrasnąć.
    Nietoperz odlatuje, i jakiś czas później się budzicie, nawet nie zauważacie różnicy, a malutka draska na kolanie zostaje przypisana otarciu o gałąź.

    Wirus wścieklizny nie podróżuje we krwi, testy krwi nie będą w stanie nawet go wykryć, test na antyciała może być zrobiony, ale jeżeli kiedykolwiek byłeś szczepiony, nie zdadzą się na nic.

    Bomba została zapalona, licznik odlicza czas do eksplozji, a ty i twój układ nerwowy jesteście strefą 0.
    Wścieklizna rozprzestrzenia się i mnoży w twoim układzie nerwowym, nie powodując żadnych zniszczeń ani szkód, niewykrywalna. Nie masz żadnych objawów. Żadnych.

    Może miną 4 dni, może to być rok, a może być nawet i 8 lat. Dawno już zapomnisz niedzielny wypad do lasu, aż pewnego dnia czujesz ból w plecach, a może lekki ból głowy?

    W tym momencie jesteś już martwy. Nie ma dla Ciebie ratunku, nie ma lekarstwa. Martwy.

    Jedyne wyjście to Protokół Milwaukee, który i tak zabija większość pacjentów, a tych którzy ocaleją, zmienia w warzywa.
    Nie ma leczenia. Skuteczność wirusa to 100%.

    100%

    Pomyśl o tym, pogódź się z tym, nie ma żadnego innego wirusa na naszej planecie, którego skuteczność to 100%. Tylko Wścieklizna. A gdy już masz symptomy, to koniec. Jesteś martwy.

    Zastanawiasz się pewnie jak to wygląda?

    Zaczyna się od tego, że ból głowy zmienia się w gorączkę, i generalne złe samopoczucie. Robisz się niespokojny. Czujesz niepokój, i strach. Nie wiesz dlaczego. Gdy wirus dostał się do mózgu, i rozprzestrzenił po systemie nerwowym, zaczyna się mnożyć na potęgę, zaczynając od istoty szarej mózgu, i rdzenia kręgowego. To jest ta część która kontroluje komunikację z resztą mózgu i całego ciała, również atakuje układ odpowiedzialny za cykl snu.
    Dlatego właśnie spotkałeś nietoperza w ciagu dnia, gdy powinien spać.

    Stajesz się coraz bardziej niespokojny. Cały czas myślisz, że masz tylko lekką gorączkę, ale nagle pojawiają się stany lękowe, jesteś przerażony, i nie możesz zrozumieć dlaczego. To znak że wścieklizna jest już w ciele migdałowatym (amygdala)

    Gdy twój móżdżek, jest rozpalony wirusem, zaczynasz tracić koordynację ruchową, i równowagę.
    Myślisz sobie, że może jednak trzeba się przejść do lekarza, ale zakładając, że lekarz będzie na tyle dobry, by zrobić potrzebne testy, w ciągu kilku ostatnich dni które masz na tej planecie, szansę są, że jedyny z nich pożytek, to podanie twoim bliskim przyczyny zgonu.

    Stajesz się wybuchowy, poddenerwowany, możesz mieć lekkie drgawki, i cały czas odczuwasz przejmujący strach.
    Strach, strach który odczuwasz kiedy nie wiesz co się dzieje, ten możesz znać, wiesz o czym mówię kiedy to czytasz, ale kiedy wirus dobiera się do twojego mózgu, jest on wzmocniony stukrotnie. Wtedy też zaczyna się wodowstręt.

    Odczuwasz niesamowite pragnienie, chcesz wody. Nie możesz jej jednak wypić, gdy tylko próbujesz, twoje gardło się zaciska, i zbiera Ci się na wymioty. Dostajesz prawdziwego lęku przed wodą. Samo patrzenie na szklankę wody, sprawia że dostajesz odruchu wymiotnego, cofasz się w strachu. Twój mózg nie pojmuje co się dzieje, i ten paradoks nie ma sensu.
    W tym momencie lekarze muszą podłączyć Cię do kroplówki, abyś nie umarł z odwodnienia. Umrzesz i tak, było to pewne odkąd zaczął się ból głowy. Ale to jeszcze nie koniec.

    Zaczynają się halucynacje, słyszysz i widzisz rzeczy, których nie ma, tak żegna się z tobą twoje Wzgórze (thalamus).
    Smakujesz dźwięki, widzisz zapachy, wszystko staje się najbardziej przerażającym tripem jaki można mieć po kwasie.
    Kiedy Hipokamp (hippocampus) jest atakowany, zaczynasz tracić pamięć, zapominasz swoich bliskich i rodzinę. Zostajesz sam w tym szaleństwie.

    Jesteś sam, halucynujesz, pragniesz wody, i jesteś przerażony do granic. Wszystko jest przerażające. Dziwni ludzie w kitlach, nieznajomi wokół twojego łóżka, płaczący, nie wiadomo czemu. Chcą Ci dać wody, ale woda jest straszna, i chce Ci się od niej wymiotować.
    Minął tylko tydzień, od tego małego bólu głowy, o którym teraz już zupełnie nie pamiętasz.
    Czas stracił znaczenie dla Ciebie, zabawne jest to, że teraz czujesz się dokładnie tak jak ten Gacek Brunatny, który Cię ugryzł.

    W końcu wpadasz w fazę ogłupienia wścieklizną. Twój mózg rozpoczyna zamykanie procesów. Za duża część zmieniła się już w papkę wirusową. Ślinisz się, twarz ci opada. Nie wiesz i nie obchodzi Cię, co dzieje się dookoła Ciebie.
    Nagły dźwięk, czy nagły błysk światła może Cię przestraszyć, ale najcześciej po prostu wpatrujesz się w ścianę przed tobą. Nie spałeś już od 72 godzin, ale nie wiesz nawet co to jest godzina.

    I wtedy umierasz...
    Tak po prostu znikasz.

    I nie ma nic... co można dla Ciebie zrobić. Nikt Ci nie pomoże.

    Ale to jeszcze nie koniec, kiedy Ciebie już nie ma, zostaje twój trup. Co z nim zrobić?
    Jasne, zawsze można zakopać, tak jak prawie każdego innego trupa, ale ten jebany wirus może w tobie żyć przez lata. Nawet w ziemi.
    Można zabić każde zwierzę zarażone wścieklizną na tym globie, i wystarczy żeby przez 2 lata od pogromu, jakaś wilgoć w zachowanym, zgniłym trupie, który kiedyś był puchatym zwierzaczkiem zostanie zjedzona przez inne jeszcze żywe puchate zwierzątko, cały ten cyrk zaczyna się od nowa...

    Więc jeśli miałbym wybrać co najbardziej mnie przeraża, oddaję swój głos na Wściekliznę.
    Ona jest wszędzie. Zarażonych jest około 6% wszystkich nietoperzy na ten przykład. To 1 na 17 Gacków brunatnych.

    Za każdym razem kiedy jest mowa o wściekliźnie, jest podawana masa błędnych informacji na jej temat.

    Owszem, zgony z powodu wścieklizny to tylko kilka rocznie w krajach rozwiniętych. (USA 2 do 3 rocznie, Polska kilkanaście po II wojnie światowej). Wścieklizna jest naprawdę rzadka. U ludzi.

    A to dlatego, że każde ugryzienie jest poddawane bardzo sztywnemu i agresywnemu protokołowi.
    Jeśli jesteś ugryziony, i nie da się zidentyfikować zwierzaka, albo zwierze umiera w przeciągu 15 dni od ugryzienia, dostajesz leczenie zapobiegawcze. Koniec, kropka.

    Leczenie zapobiegawcze jest na szczęście skuteczne prawie w 100%, jeżeli otrzymasz je przed pojawieniem się objawów.
    Składa się na nie seria zastrzyków w immunoglobulicznych (przeciwciała) w ramię, lub okolice ugryzienia, jak również szczepionką w przeciągu miesiąca. Jeżeli jesteś szczepiony przeciw wściekliźnie, możesz nawet być dawcą przeciwciał.

    Już nie stosuje się tych strasznych zastrzyków w brzuch o których mogłeś słyszeć za dzieciaka.

    Natomiast w krajach bez dobrych protokołów, lub w ogóle z kiepskim dostępem do nowoczesnej medycyny, wścieklizna jest powszechna. Same Indie notują 20 000 śmierci na konto wścieklizny ROCZNIE.

    W dawnych czasach zdarzały się całe epidemie wścieklizny, na tyle strasznem, że morderstwa czy samobójstwa podejrzanych o zarażenie, nie były niczym niespotykanym.

    W USA pierwszy przypadek śmierci na wściekliznę, został zanotowany dopiero w 1768 roku, a to dlatego że Wścieklizna nie była natywna dla północnej ameryki, i rozprzestrzeniała się bardzo powoli. Na tyle powoli, że do lat 90tych, zakładano że Canada i północny Nowy Jork, nie posiadały w ogóle przypadków zarażeń. To się oczywiście zmieniło kiedy rozpoznano wściekliznę u szopa pracza w tamtych okolicach, mimo wysiłków aby powstrzymać dalsze rozprzestrzenianie się choroby, odnalazła ona swoją drogę do Kanady.

    Do dziś są kraje w których Wścieklizna nie występuje, np Australia, i całe szczęście, bo kraj w którym nawet drzewa chcą Cię zabić, takich atrakcji chyba nie potrzebuje.

    To nieprawda, że wielu ludzie przetrwało Wściekliznę, dzięki Protokołowi Milwaukee. Zaledwie JEDNA kobieta przeżyła, i do dziś, 18+ lat później, nie doszła do siebie. Jest też szansa, że jedyny powód lda którego przetrwała, to jakaś mutacja genetyczna, która dała jej częściową odporność, lub weszła jakiś kontakt ze szczepionką. Wszystkie inne metody leczenia zawiodły. Te które wstępnie zadeklarowano jako skuteczne, w końcu również uległy przed Wścieklizną. A każdy "ocalony" o którym słyszałeś, na pewno otrzymał leczenie zapobiegawcze, zanim pojawiły się objawy, a mimo to wielu z nich ostatecznie i tak umarło.

    Jeśli widzisz dzikie zwierzę, które nie unika kontaktu z człowiekiem, twoim zadaniem jest unikać kontaktu z tym zwierzakiem.
    W Polsce szczególnie trzeba uważać na Lisa Rudego.
    Nie prawdą jest to, że jeżeli nie dostaniesz leczenia w ciagu 3 dni, zda się ono na nic.
    Wirus rozprzestrzenia się bardzo powoli po organizmie, może mu zająć nawet kilka lat, zanim dotrze do mózgu, a to zależy od ścieżki jaką obierze. Nigdy nie jest za późno na leczenie zapobiegawcze. Nigdy.
    Znany jest przypadek rozwoju wirusa który trwał 8 lat!

    Uważajcie na Siebie drogie Mirki i Mirabelki, jeśli coś was ugryzie, za każdym razem idźcie do lekarza po odpowiednie środki zapobiegawcze. Z Wścieklizną nie ma żartów. Nie lekceważcie jej, bo ona się nie cacka.

    Źródła:
    polskie
    reddit wpis użytkownika /u/HotDogen

    #wscieklizna #straszne #paliwokoszmarow #horror #dokawy #reddit #choroby #dzikiezwierzeta #natura
    pokaż całość

    odpowiedzi (75)

  • odpowiedzi (7)

  • odpowiedzi (42)