Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (42)

  • avatar

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Był mroźny poranek 8 grudnia 2010 roku. Ewelina Skwara (zdjęcie) bladym świtem wsiadła na swój czerwony składak (zdjęcie) i jak co dzień wyruszyła w drogę do szkoły. Od rodzinnego domu w Służewie Polu (kujawsko-pomorskie) do pobliskiego gimnazjum miała do pokonania zaledwie 2 km. Tego dnia nigdy tam jednak niedotarta, a jej rower, uszkodzony i porzucony na poboczu, zauważyła sąsiadka, która bezzwłocznie zawiadomiła rodziców 14-latki. Rodzina natychmiast wszczęła poszukiwania. Zawiadomiona policja spekulowała, że mogło dojść do wypadku samochodowego, jednak w tym miejscu i w tym czasie nikt nie zgłosił podobnego zdarzenia, a poszukiwania Eweliny po okolicznych szpitalach także nie przyniosły wyczekiwanych rezultatów. Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą, do której włączyło się ponad 200 strażaków, żołnierzy i okolicznych mieszkańców, którzy mimo złych warunków atmosferycznych, przeczesywali okoliczne lasy i pola. Niestety, nie pomógł także sprowadzony z Warszawy śmigłowiec wyposażony w specjalistyczną aparaturę do poszukiwań - kamery termowizyjne i do rejestracji obrazu w trudnych warunkach pogodowych. Nastolatka zapadła się jak kamień w wodę. (zdjęcie)

    Po kilku dniach, gdy przeszukanie 600 hektarów lasów i pobliskich terenów nie przyniosło rezultatów, tracąca wszelkie nadzieje rodzina poprosiła o pomoc jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego, który bez żadnych wątpliwości stwierdził, że dziewczynka nie żyje, a miejsce, gdzie znajdują się zwłoki opisał między innymi jako "święte", z figurami nieopodal.

    klik <- reportaż nagrany po 3 dniach od zaginięcia Eweliny

    Poszukiwania trwały w dzień i w nocy, przesłuchano także ponad 120 osób, zbadano ślady opon samochodowych zabezpieczone przy znalezionym rowerze. Zatrzymano nawet jednego podejrzanego mężczyznę, ale z braku dowodów został on wypuszczony.

    Za pomoc w odnalezieniu dziewczynki wyznaczono nagrodę 11 tys. zł - po 5 tys. od Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy oraz od wójta Aleksandrowa Kujawskiego, a 1 tys. dołożyła anonimowa osoba.

    . . .

    4 stycznia 2011 roku podczas rutynowego obchodu podleśniczy z leśnictwa Dąbrowa Biskupia, administrującego laskami w Chlewiskach (czyli około 20 kilometrów od miejsca, w którym znaleziono porzucony rower Eweliny), natknął się na ciało młodej kobiety i niezwłocznie powiadomił policję. Szczątki znajdowały się w lesie, niedaleko lokalnej drogi, prowadzącej z Inowrocławia w kierunku Włocławka.

    klik <- szczegóły odnalezienia ciała (trochę obrzydliwe, dlatego podaję link, zamiast opisu)

    Miejsce odnalezienia zwłok było zgodne z opisem, który wcześniej podał Krzysztof Jackowski - teren był bagnisty, a nieopodal znajdował się cmentarz, którego figury widział jasnowidz z Człuchowa.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    Ciało było w stanie daleko posuniętego rozkładu oraz poszarpały je zwierzęta, co uniemożliwiło szybką identyfikację. O tym, że to ludzkie szczątki, przypominały tylko długie blond włosy. Prokurator zdecydował, że tylko kurtka i plecak wraz z zawartością znalezione przy ofierze zostaną pokazane matce zaginionej. Kobieta rozpoznała rzeczy córki, a kilka dni później tożsamość Eweliny Skwary potwierdziły badania DNA.

    Jeszcze przed wynikami badań genetycznych, 12 stycznia późnym popołudniem policjanci z Wydziału Kryminalnego komendy wojewódzkiej w Bydgoszczy doprowadzili do jednostki 26-letniego Jacka Urbańskiego. (wideo z zatrzymania)

    . . .

    JACEK URBAŃSKI, rocznik '84

    Przed zatrzymaniem mieszkał z rodzicami w małej wsi Koszczały (kujawsko-pomorskie) i pracował przy uboju zwierząt w pobliskich Radojewicach. W 2008 roku zamieszkał ze swoją konkubiną, z którą ma synka. Jednak dwa lata później wrócił do rodzinnego domu.

    Był dalekim krewnym swojej ofiary, jednak o tym, jak i w ogóle o jego istnieniu, rodzina Eweliny dowiedziała się dopiero po całym zdarzeniu. Ich ojcowie są kuzynami, lecz od lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Urbański jednak znał dziewczynkę, ponieważ od kilku miesięcy ją obserwował.

    Jego rodzinna miejscowość to zaledwie kilka domów wzdłuż wąskiej, gruntowej drogi (nawet samochód Google Maps tam nie zajeżdżał). Oczywiście, wszyscy się dobrze znali, a sąsiedzi mieli o Jacku bardzo dobre zdanie. Według nich był to zwykły, niczym się niewyróżniający, cichy chłopak, który nie sprawiał większych problemów. Do tego był baaaaardzo pobożny - co niedziele chodził do kościoła i przyjmował komunię. Gdy był młodszy chodził na każde majowe nabożeństwa i różaniec, a do dwudziestego roku życia był ministrantem (to chyba pasuje do nowego hasztagu @lakukaracza_ #mordercychrystusa (・へ・) ). Skończył tylko szkołę specjalną i gdyby nie jego wykształcenie, a raczej jego brak, zdaniem mieszkańców Koszczał Urbański nadawałby się do seminarium.

    Na imprezy nie chodził, nie pił, z podejrzanym towarzystwem się nie zadawał. Pracowity. Trochę zamknięty w sobie. Czasem się z niego nabijali, że jest taki nieśmiały w stosunku do dziewczyn. Zawsze spuszczał głowę w ich towarzystwie.

    - opowiada jedna z sąsiadek.

    Z kolei, jego znajomi uważali, że od dawna można było zauważyć, że ma pociąg seksualny do dzieci. Wodził wzrokiem za córką kolegi, a jeden z jego współpracowników zeznał:

    Pracował z nami facet, który siedział kiedyś za gwałt na dziewczynce. Widziałem, że przyglądał się Jackowi, kiedy obserwował tę dziewczynkę. Swój swojego wyczuje. A może obaj gapili się na nią równocześnie?

    Miał też obsesję na punkcie pisania SMS-ów, przez to często nie dosypiał w nocy. Nigdy nie rozstawał się ze swoim telefonem. Zanim doszło do morderstwa, szukał kobiety do współżycia, albo jak to sam określił "dziewczyny do poderwania". Był nachalny i wypisywał do różnych dziewczyn, a jedna z nich wspominała:

    Miałam wtedy góra 14 lat. Moi rodzice zatrudnili Jacka i jego ojca do remontu naszego domu. W czasie pracy Jacek często mnie zaczepiał. Gadał dziwne rzeczy. Na przykład, że jest śmiertelnie chory i zostało mu kilka miesięcy życia. Potem zdobył skądś mój numer. Dręczył mnie SMS-ami i telefonami. Pisał, że podglądał mnie przez okno.

    . . .

    Jacek Urbański zaplanował, za którym zakrętem uderzy w Ewelinę swoim peugeotem. Nie za mocno, żeby nic się jej nie stało. Wybrał do tego jedyny odludny fragment drogi, którą dziewczynka codziennie pokonywała. Nastolatka wylądowała w zaspie, a mężczyzna wysiadł z samochodu i wyciągnął ją ze śniegu. Wymierzył jej uderzenie w twarz z otwartej ręki i siłą zaciągnął do środka i wywiózł do lasu w okolicy Chlewisk. Doskonale znał ten teren, ponieważ był zatrudniony w masarni nieopodal. Kierując się do pracy na pewno nie było mu jednak tam po drodze, co wskazuje, że zbrodnię wcześniej zaplanował.

    To miejsce (...) koło cmentarza wybrał już wcześniej. Rozłożył kartony, bo na ziemi leżał śnieg. Kazał rozebrać się Ewelince. Wyciągnął nóż. Powiedział, że jak będzie głośno, to poderżnie jej gardło. Ale ona i tak krzyczała i płakała. Nie wiedział dlaczego, ale podobało mu się to. * Po zgwałceniu (którego opis był tak drastyczny, że nie został podany do opinii publicznej) kazał się jej się ubrać, położyć na plecach i naciągnąć czapkę na oczy. Posłusznie zrobiła to, o co ją prosił oprawca, wierząc, że wykonując jego polecenia przeżyje. Wtedy zadał dziewczynce kilka ciosów w okolice serca, co spowodowało wylew wewnętrzny i zgon na miejscu. Jej bielizną wytarł zakrwawiony nóż.

    Udusiłem ją przez pomyłkę, a potem poderżnąłem jej gardło. Zabić jej nie chciałem. Naprawdę tego nie planowałem. Po prostu się stało.

    - tłumaczył się później policji podczas przesłuchania.

    Kilka dni po zabójstwie Eweliny, rodzina Urbańskiego zgłosiła jego zaginięcie. Mężczyzna wyszedł z pracy i słuch o nim zaginął. Dodatkowo wysłał do swojego kolegi SMS-a z informacją, że został uprowadzony. Tego samego dnia wieczorem do dyżurnego Komendy Miejskiej Policji we Włocławku dotarła wiadomość, że w okolicach dawnej bazy MPK natrafiono na spalony samochód i jakiegoś mężczyznę, z którym trudno jest nawiązać kontakt. Mówił coś o tajemniczym BMW, które za nim jeździło i o kimś, kto woził go przez kilka dni w bagażniku, a potem zmusił, przystawiając coś zimnego do głowy, by spalił własne auto. Rysopis odpowiadał poszukiwanemu mieszkańcowi gminy Dobre. Młody człowiek trafił do włocławskiego szpitala, z którego został odebrany przez rodzinę. **

    Nie można wykluczyć, że po zamordowaniu Eweliny jego psychika nie wytrzymała, stąd taka irracjonalna próba zatarcia tropu.

    - przypuszczał jeden z funkcjonariuszy.

    Paradoksalnie, wymyślone przez niego porwanie, do którego miało rzekomo dojść pod Dąbrową Biskupią, pozwoliło mundurowym skojarzyć go ze sprawą zaginięcia Eweliny, lecz stało się to dopiero po odnalezieniu jej ciała.

    Informacja o zaginięciu Urbańskiego dotarła do Komendy Powiatowa Policji w Inowrocławiu, która połączyła pewne fakty - białego busa na radziejowskich numerach rejestracyjnych, którego posiadał podejrzany i którego policja zajmująca się sprawą zaginięcia dziewczyny zaczęła poszukiwać już kilka dni po znalezieniu jej roweru. Samochód widzieli świadkowie, a matka zamordowanej zeznała, że kilka miesięcy wcześniej córka zwierzała się, że stale mija ją to samo auto, z którego ktoś ją chyba obserwuje i obawiała się, że jest śledzona.

    Przez kilka tygodni odprowadzaliśmy ją do szkoły i ze szkoły. Czasami jeździła z bratem, czasami ze mną. Nie zauważyliśmy nic podejrzanego i daliśmy sobie z tym spokój.

    - opowiadała mama Eweliny.

    . . .

    Dowody zbrodni, czyli majtki dziewczyny i nóż, którym ją zadźgał, Urbański podrzucił do chlewni, w której pracował.

    Wiem, jaki to był nóż. Często wyciągał go przy nas. To był zwykły scyzoryk. Na każdym jarmarku można taki kupić. Zawsze otwierał nam nim coca-colę.

    - wspominał znajomy mordercy.

    Miesiąc po zabójstwie nastolatki, morderca wracał z pracy wraz z kolegami, gdy w radiowych wiadomościach podwali informację o odnalezieniu w pobliskim lesie zmasakrowanych zwłok.

    Kolega powiedział wtedy, że jakby dorwał tego skur * * * yna, który zabił tę dziewczynkę, to by go zaj * * * ł. Jacek się wtedy strasznie zdenerwował. Telefon mu wypadł z ręki. W domu zemdlał.

    . . .

    Materiały zgromadzone przez śledczych wystarczyłyby już w dniu zatrzymania postawić podejrzanemu zarzut porwania, zabójstwa i gwałtu ze szczególnym okrucieństwem.

    Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa we Włocławku, na wniosek której sąd zastosował wobec zatrzymanego trzymiesięczny areszt tymczasowy (aleeee jak można się spodziewać, będzie on konsekwentnie przedłużany aż do chwili, gdy zapadnie prawomocny wyrok).

    Jacek Urbański przyznał się do winy. Pierwszy raz już podczas zatrzymania. Jak relacjonował jeden z funkcjonariuszy pracujących przy tej sprawie:

    Choć nie od razu poinformowaliśmy go, za co, sam spontanicznie zaczął opowiadać, co zrobił z Eweliną.

    Drugi raz w trakcie nocnego przesłuchania, a trzeci podczas wizji lokalnej, której przyglądała się matka zamordowanej dziewczynki. Podczas jej trwania policjanci bardziej obawiali się ataku tłumu i samosądu na podejrzanym niż o to, że im ucieknie. Za wszelką cenę starali się nie dopuścić mieszkańców Służewa do Urbańskiego.

    14 stycznia odbyło się trwające ponad godzinę posiedzenie aresztowe w sądzie, podczas którego podejrzany ponownie przyznał się do winy oraz skorzystał z prawa do domowy składania wyjaśnień. Zgodził się jednak odpowiadać na pytania sądu i potwierdził wszystko, co mówił wcześniej na przesłuchaniach.

    Wyniki sekcji zwłok potwierdziły gwałt na dziewczynce, znaleziono również materiał genetyczny należący do podejrzanego.

    . . .

    20 stycznia 2011 na cmentarzu w Goszczewie odbył się pogrzeb Eweliny Skwary. Została pochowana obok swojej siostry bliźniaczki Patrycji, która zmarła dwa dni po ich urodzeniu, także 8 grudnia, tylko 14 lat wcześniej... Przerażający zbieg okoliczności.

    Mimo złej pogody w Służewie pojawiły się setki ludzi z całego województwa. Już pół godziny przed rozpoczęciem mszy kościół w Służewie był zapełniony. Dziesiątki ludzi nie zmieściło się w świątyni. ***

    (zdjęcia)

    Pomnik na mogile dziewczynek ufundowali okoliczni mieszkańcy.

    . . .

    W miejscu odnalezienia ciała Eweliny, jej rodzice postawili głaz z tablicą upamiętniającą.

    (zdjęcie) (zdjęcia)

    . . .

    Podejrzany został poddany obserwacji psychiatrycznej i według opinii biegłych podczas zbrodni był poczytalny.

    . . .

    Pod koniec czerwca do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Urbańskiemu.

    Jacek U. oskarżony jest o to, że 8 grudnia na drodze pomiędzy Służewem Pole a Służewem pozbawił wolności 14-letnią Ewelinę S., co łączyło się ze szczególnym udręczeniem. Najpierw potrącił ją samochodem marki peugeot, a następnie przy użyciu przemocy umieścił ją w bagażniku samochodu, wywiózł do lasu w okolicy miejscowości Chlewiska, gdzie przy użyciu przemocy i groźby jej użycia doprowadził do zgwałcenia. Następnie, działając z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia małoletniej, zadał jej kilka ciosów nożem w okolice serca. W ten sposób spowodował zgon.

    - argumentował prokurator.

    . . .

    Ewelina była najmłodsza z piątki rodzeństwa. Niestety, jej śmierć nie była ostatnią tragedią w rodzinie Skwarów - około dziewięciu miesięcy po jej zaginięciu, 3 sierpnia 2011 roku jej 24-letni brat Przemek zginął w wypadku.

    40-letnia kobieta kierująca tico uderzyła w jego motorower. Chłopak zmarł po kilku godzinach od przywiezienia do szpitala.

    (zdjęcia)

    . . .

    W październiku we włocławskim sądzie ruszył proces. Ze względu na charakter tej sprawy prokurator wnioskował o wyłączenie jawności, mimo to rodzice zamordowanej dziewczynki tuż przed wejściem na salę podkreślali, że zależy im na wyłączeniu jawności procesu.

    Złożyliśmy taki wniosek, ponieważ chcieliśmy, aby wszyscy dowiedzieli się, co czeka sprawców, którzy dopuszczają się takich czynów.

    - mówiła matka Eweliny.

    Nie mamy żadnego interesu w tym, by chronić rodzinę Urbańskich. Cała Polska powinna się dowiedzieć, jakiego człowieka wychowali!

    - dodał ojciec.

    pokaż spoiler Rozumiem żal i emocje taty zamordowanej, ale taka odpowiedzialność zbiorowa (o której zresztą pisałam [tutaj](https://www.wykop.pl/wpis/35898143/od-1-stycznia-2018-dziala-w-polsce-publiczny-rejes/)) jest niesprawiedliwa i krzywdząca...


    Sąd podjął jednak decyzję o zniesieniu jawności procesu, tłumacząc swoją decyzję dobrem pokrzywdzonych, jak i troską o interes sprawcy i jego rodziny. Proces toczył się więc za zamkniętymi drzwiami.

    . . .

    Podczas procesu byli przesłuchiwani aż 243 świadkowie. Podobno Urbański ani razu na spojrzał na rodzinę zamordowanej, a na pytania odpowiadał tylko dwoma słowami - "tak" lub "nie".

    Odbyło się siedem rozpraw. Oskarżony na żadnej nie powiedział, że przeprasza.

    . . .

    19 marca 2012 zapadł nieprawomocny wyrok - dożywocie z możliwością przedterminowego zwolnienia po odbyciu 35 lat kary pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych.

    klik <- odczytanie wyroku

    W uzasadnieniu wyroku sędzia powiedział, że dopiero w mowie końcowej morderca wyraził skruchę i przeprosił za swój czyn.

    Rodzice Eweliny przyjęli wyrok z ulgą i nie odwoływali się od niego. Matka zamordowanej podczas uzasadnienia płakała, a ojciec, po wyjściu z sali sądowej życzył skazanemu by nie dożył wyjścia zza krat.

    Sam Urbański, jak i jego adwokat (o dziwo!) także nie odwołali się od wyroku, który w związku z tym uprawomocnił się po 7 dniach
    . . .

    Ewelina w grudniu tego roku kończyłaby 22 lata.

    . . .

    klik <- reportaż Telewizji Kujawy, nagrany po ponad 2 latach od zaginięcia Eweliny

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stad, stąd i stąd

    * źródło
    ** źródło
    *** źródło

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu


    • • •

    UWAGA, UWAGA, UWAGA! POSZUKUJĘ POMOCNIKA LUB POMOCNICY! :)

    Potrzebuję osoby, albo i kilku, do redagowania moich tekstów przed wrzuceniem. Bardzo zależny mi, żeby owi pomocnicy mieli dużą wiedzę z zakresu polonistyki i nauczyli mnie pisać poprawnie, dawali rady i nie krzyczeli. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Nie chodzi mi tylko o wyłapywanie literówek czy niepotrzebnych przecinków - chciałabym by ktoś pokierował mną jak nie popełniać błędów stylistycznych, nie zmieniać czasu w trakcie pisania itd.

    Jeżeli ktoś jest chętny - proszę pisać na priv.
    pokaż całość

    odpowiedzi (109)

  • avatar

    Wścieklizna.
    Pewnie o niej słyszeliście, dość popularna, dużo się o tym mówi, że zwierze może być wściekłe.
    No to posłuchajcie.

    Jak pewnie nie wiecie, jest bardzo popularna, chociaż ludzie dość rzadko wchodzą w kontakt ze zwierzętami-nosicielami.
    Najczęściej skunksy i nietoperze są zarażone.

    Obrazek dla was.

    Jedziecie na wycieczkę do lasu, i postanawiacie zrobić sobie drzemkę. W trakcie kiedy śpicie, trafia na was malutki brązowy nietoperz, Gacek Brunatny, zarażony wścieklizną, akurat w fazie szału. Ruszyliście się zbyt głośno, chrapnęliście, i Gacka wystraszyliście, więc przechodzi do ataku, ląduje na was całe 6-12g wściekłego nietoperza, więc pewnie nawet go nie poczujecie, i na pewno się nie obudzicie. Było gorąco więc mieliście krótkie spodenki, i odsłonięte kolana. Świetny cel. Nietoperz wbija swoje malutkie ząbki w skórę, ledwie starcza żeby ją przebić, ale udaje mu się was zadrasnąć.
    Nietoperz odlatuje, i jakiś czas później się budzicie, nawet nie zauważacie różnicy, a malutka draska na kolanie zostaje przypisana otarciu o gałąź.

    Wirus wścieklizny nie podróżuje we krwi, testy krwi nie będą w stanie nawet go wykryć, test na antyciała może być zrobiony, ale jeżeli kiedykolwiek byłeś szczepiony, nie zdadzą się na nic.

    Bomba została zapalona, licznik odlicza czas do eksplozji, a ty i twój układ nerwowy jesteście strefą 0.
    Wścieklizna rozprzestrzenia się i mnoży w twoim układzie nerwowym, nie powodując żadnych zniszczeń ani szkód, niewykrywalna. Nie masz żadnych objawów. Żadnych.

    Może miną 4 dni, może to być rok, a może być nawet i 8 lat. Dawno już zapomnisz niedzielny wypad do lasu, aż pewnego dnia czujesz ból w plecach, a może lekki ból głowy?

    W tym momencie jesteś już martwy. Nie ma dla Ciebie ratunku, nie ma lekarstwa. Martwy.

    Jedyne wyjście to Protokół Milwaukee, który i tak zabija większość pacjentów, a tych którzy ocaleją, zmienia w warzywa.
    Nie ma leczenia. Skuteczność wirusa to 100%.

    100%

    Pomyśl o tym, pogódź się z tym, nie ma żadnego innego wirusa na naszej planecie, którego skuteczność to 100%. Tylko Wścieklizna. A gdy już masz symptomy, to koniec. Jesteś martwy.

    Zastanawiasz się pewnie jak to wygląda?

    Zaczyna się od tego, że ból głowy zmienia się w gorączkę, i generalne złe samopoczucie. Robisz się niespokojny. Czujesz niepokój, i strach. Nie wiesz dlaczego. Gdy wirus dostał się do mózgu, i rozprzestrzenił po systemie nerwowym, zaczyna się mnożyć na potęgę, zaczynając od istoty szarej mózgu, i rdzenia kręgowego. To jest ta część która kontroluje komunikację z resztą mózgu i całego ciała, również atakuje układ odpowiedzialny za cykl snu.
    Dlatego właśnie spotkałeś nietoperza w ciagu dnia, gdy powinien spać.

    Stajesz się coraz bardziej niespokojny. Cały czas myślisz, że masz tylko lekką gorączkę, ale nagle pojawiają się stany lękowe, jesteś przerażony, i nie możesz zrozumieć dlaczego. To znak że wścieklizna jest już w ciele migdałowatym (amygdala)

    Gdy twój móżdżek, jest rozpalony wirusem, zaczynasz tracić koordynację ruchową, i równowagę.
    Myślisz sobie, że może jednak trzeba się przejść do lekarza, ale zakładając, że lekarz będzie na tyle dobry, by zrobić potrzebne testy, w ciągu kilku ostatnich dni które masz na tej planecie, szansę są, że jedyny z nich pożytek, to podanie twoim bliskim przyczyny zgonu.

    Stajesz się wybuchowy, poddenerwowany, możesz mieć lekkie drgawki, i cały czas odczuwasz przejmujący strach.
    Strach, strach który odczuwasz kiedy nie wiesz co się dzieje, ten możesz znać, wiesz o czym mówię kiedy to czytasz, ale kiedy wirus dobiera się do twojego mózgu, jest on wzmocniony stukrotnie. Wtedy też zaczyna się wodowstręt.

    Odczuwasz niesamowite pragnienie, chcesz wody. Nie możesz jej jednak wypić, gdy tylko próbujesz, twoje gardło się zaciska, i zbiera Ci się na wymioty. Dostajesz prawdziwego lęku przed wodą. Samo patrzenie na szklankę wody, sprawia że dostajesz odruchu wymiotnego, cofasz się w strachu. Twój mózg nie pojmuje co się dzieje, i ten paradoks nie ma sensu.
    W tym momencie lekarze muszą podłączyć Cię do kroplówki, abyś nie umarł z odwodnienia. Umrzesz i tak, było to pewne odkąd zaczął się ból głowy. Ale to jeszcze nie koniec.

    Zaczynają się halucynacje, słyszysz i widzisz rzeczy, których nie ma, tak żegna się z tobą twoje Wzgórze (thalamus).
    Smakujesz dźwięki, widzisz zapachy, wszystko staje się najbardziej przerażającym tripem jaki można mieć po kwasie.
    Kiedy Hipokamp (hippocampus) jest atakowany, zaczynasz tracić pamięć, zapominasz swoich bliskich i rodzinę. Zostajesz sam w tym szaleństwie.

    Jesteś sam, halucynujesz, pragniesz wody, i jesteś przerażony do granic. Wszystko jest przerażające. Dziwni ludzie w kitlach, nieznajomi wokół twojego łóżka, płaczący, nie wiadomo czemu. Chcą Ci dać wody, ale woda jest straszna, i chce Ci się od niej wymiotować.
    Minął tylko tydzień, od tego małego bólu głowy, o którym teraz już zupełnie nie pamiętasz.
    Czas stracił znaczenie dla Ciebie, zabawne jest to, że teraz czujesz się dokładnie tak jak ten Gacek Brunatny, który Cię ugryzł.

    W końcu wpadasz w fazę ogłupienia wścieklizną. Twój mózg rozpoczyna zamykanie procesów. Za duża część zmieniła się już w papkę wirusową. Ślinisz się, twarz ci opada. Nie wiesz i nie obchodzi Cię, co dzieje się dookoła Ciebie.
    Nagły dźwięk, czy nagły błysk światła może Cię przestraszyć, ale najcześciej po prostu wpatrujesz się w ścianę przed tobą. Nie spałeś już od 72 godzin, ale nie wiesz nawet co to jest godzina.

    I wtedy umierasz...
    Tak po prostu znikasz.

    I nie ma nic... co można dla Ciebie zrobić. Nikt Ci nie pomoże.

    Ale to jeszcze nie koniec, kiedy Ciebie już nie ma, zostaje twój trup. Co z nim zrobić?
    Jasne, zawsze można zakopać, tak jak prawie każdego innego trupa, ale ten jebany wirus może w tobie żyć przez lata. Nawet w ziemi.
    Można zabić każde zwierzę zarażone wścieklizną na tym globie, i wystarczy żeby przez 2 lata od pogromu, jakaś wilgoć w zachowanym, zgniłym trupie, który kiedyś był puchatym zwierzaczkiem zostanie zjedzona przez inne jeszcze żywe puchate zwierzątko, cały ten cyrk zaczyna się od nowa...

    Więc jeśli miałbym wybrać co najbardziej mnie przeraża, oddaję swój głos na Wściekliznę.
    Ona jest wszędzie. Zarażonych jest około 6% wszystkich nietoperzy na ten przykład. To 1 na 17 Gacków brunatnych.

    Za każdym razem kiedy jest mowa o wściekliźnie, jest podawana masa błędnych informacji na jej temat.

    Owszem, zgony z powodu wścieklizny to tylko kilka rocznie w krajach rozwiniętych. (USA 2 do 3 rocznie, Polska kilkanaście po II wojnie światowej). Wścieklizna jest naprawdę rzadka. U ludzi.

    A to dlatego, że każde ugryzienie jest poddawane bardzo sztywnemu i agresywnemu protokołowi.
    Jeśli jesteś ugryziony, i nie da się zidentyfikować zwierzaka, albo zwierze umiera w przeciągu 15 dni od ugryzienia, dostajesz leczenie zapobiegawcze. Koniec, kropka.

    Leczenie zapobiegawcze jest na szczęście skuteczne prawie w 100%, jeżeli otrzymasz je przed pojawieniem się objawów.
    Składa się na nie seria zastrzyków w immunoglobulicznych (przeciwciała) w ramię, lub okolice ugryzienia, jak również szczepionką w przeciągu miesiąca. Jeżeli jesteś szczepiony przeciw wściekliźnie, możesz nawet być dawcą przeciwciał.

    Już nie stosuje się tych strasznych zastrzyków w brzuch o których mogłeś słyszeć za dzieciaka.

    Natomiast w krajach bez dobrych protokołów, lub w ogóle z kiepskim dostępem do nowoczesnej medycyny, wścieklizna jest powszechna. Same Indie notują 20 000 śmierci na konto wścieklizny ROCZNIE.

    W dawnych czasach zdarzały się całe epidemie wścieklizny, na tyle strasznem, że morderstwa czy samobójstwa podejrzanych o zarażenie, nie były niczym niespotykanym.

    W USA pierwszy przypadek śmierci na wściekliznę, został zanotowany dopiero w 1768 roku, a to dlatego że Wścieklizna nie była natywna dla północnej ameryki, i rozprzestrzeniała się bardzo powoli. Na tyle powoli, że do lat 90tych, zakładano że Canada i północny Nowy Jork, nie posiadały w ogóle przypadków zarażeń. To się oczywiście zmieniło kiedy rozpoznano wściekliznę u szopa pracza w tamtych okolicach, mimo wysiłków aby powstrzymać dalsze rozprzestrzenianie się choroby, odnalazła ona swoją drogę do Kanady.

    Do dziś są kraje w których Wścieklizna nie występuje, np Australia, i całe szczęście, bo kraj w którym nawet drzewa chcą Cię zabić, takich atrakcji chyba nie potrzebuje.

    To nieprawda, że wielu ludzie przetrwało Wściekliznę, dzięki Protokołowi Milwaukee. Zaledwie JEDNA kobieta przeżyła, i do dziś, 18+ lat później, nie doszła do siebie. Jest też szansa, że jedyny powód lda którego przetrwała, to jakaś mutacja genetyczna, która dała jej częściową odporność, lub weszła jakiś kontakt ze szczepionką. Wszystkie inne metody leczenia zawiodły. Te które wstępnie zadeklarowano jako skuteczne, w końcu również uległy przed Wścieklizną. A każdy "ocalony" o którym słyszałeś, na pewno otrzymał leczenie zapobiegawcze, zanim pojawiły się objawy, a mimo to wielu z nich ostatecznie i tak umarło.

    Jeśli widzisz dzikie zwierzę, które nie unika kontaktu z człowiekiem, twoim zadaniem jest unikać kontaktu z tym zwierzakiem.
    W Polsce szczególnie trzeba uważać na Lisa Rudego.
    Nie prawdą jest to, że jeżeli nie dostaniesz leczenia w ciagu 3 dni, zda się ono na nic.
    Wirus rozprzestrzenia się bardzo powoli po organizmie, może mu zająć nawet kilka lat, zanim dotrze do mózgu, a to zależy od ścieżki jaką obierze. Nigdy nie jest za późno na leczenie zapobiegawcze. Nigdy.
    Znany jest przypadek rozwoju wirusa który trwał 8 lat!

    Uważajcie na Siebie drogie Mirki i Mirabelki, jeśli coś was ugryzie, za każdym razem idźcie do lekarza po odpowiednie środki zapobiegawcze. Z Wścieklizną nie ma żartów. Nie lekceważcie jej, bo ona się nie cacka.

    Źródła:
    polskie
    reddit wpis użytkownika /u/HotDogen

    #wscieklizna #straszne #paliwokoszmarow #horror #dokawy #reddit #choroby #dzikiezwierzeta #natura
    pokaż całość

    odpowiedzi (75)