•  

    W nawiązaniu do tego wpisu https://www.wykop.pl/wpis/35140997/mirki-trzymajcie-kciuki-za-mojego-blizniaka-genety/123704111/#comment-123704111
    Stwierdziłem, że opiszę trochę jak procedura badań jak i samego pobrania wygląda "od kuchni". Wiadomości na ten temat nigdy za wiele :)

    Rejestrowałem się w bazie DKMS w marcu 2015 roku. Telefon o biorcy w potrzebie otrzymałem po 4 latach od tego czasu. Mój koodrynator z DKMS-u po pytaniu czy wciąż podtrzymuję chęć oddania komórek macierzystych, zaplanował razem ze mną termin pierwszych wstępnych badań. Umówiliśmy się na pasujący termin i badania miałem przeprowadzone w pasującym mi szpitalu w miejscu zamieszkania. Samo badanie to po prostu pobranie 4-5 próbek krwi, nic więcej.

    Przez miesiąc po badaniu absolutna cisza, dopiero po upływie tego czasu dostałem kolejny telefon, potwierdzenie zgodności i umówienie się na termin badań szczegółowych (tu jest wybór już między kilkoma placówkami, m.in. Warszawa czy Poznań). Otrzymałem już także wstępną datę samego pobrania komórek macierzystych w przypadku gdy wszystkie wyniki badań byłyby okej. Termin badań był ustalony na 3 tygodnie później od otrzymania telefonu. Ze względu na to, że mieszkam dość daleko od najbliższych placówek, w których mogłem wykonać wszystkie badania, fundacja DKMS załatwiła nocleg w hotelu, dzięki czemu mogłem pojawić się dzień wcześniej i wypoczęty pójść do szpitala.

    Pobyt w szpitalu podczas badań trwał ok. 5 godzin (akurat w moim przypadku kilka godzin dłużej, ze względu na skrzep w jednej probówce i konieczność powrotu powtórzenia ale to już inna historia XD). Razem ze mną było 5-6 osób, które też przyjechały na badania. Badania, które miałem przeprowadzone to:
    -morfologia (i nie tylko, zostało pobrane mi z 15 próbek krwi w celu sprawdzenia chyba wszystkich możliwych chorób, nigdy nie miałem aż tyle krwi pobranej do samych badań xD)
    -badanie moczu
    -EKG
    -RTG klatki piersiowej
    -USG jamy brzusznej
    Ponadto szczegółowy wywiad z lekarzem, historia wszystkich przebywanych chorób, zabiegów, ankieta. Sam wywiad przypominał trochę bardziej szczegółowe przepytywanie na krwiodawstwie. Sam personel bardzo miły, wszystko przebiegało w naprawdę przyjemnej atmosferze. Po ostatnim badaniu otrzymałem torbę z zastrzykami.

    Od badań w klinice do samego pobrania minęły 3 tygodnie. Jakoś ok. tygodnia po badaniach dostałem już ostatnie potwierdzenie zgodności wszystkich potrzebnych parametrów (chodzi o zgodność w antygenach HLA ale nie chcę się na ten temat rozpisywać bo się na tym nie znam, wiem tylko tyle że zgodność grupy krwi nie jest potrzebna, biorca przejmuje po przeszczepie grupę krwi dawcy).
    Na 5 dni przed planowaną datą dawstwa musiałem zacząć przyjmować zastrzyki o których wspomniałem wyżej. Zastrzyki te to tzw. "czynnik wzrostu". Miały one w założeniu powodować nadprodukcję komórek macierzystych i "transfer" ich ze szpiku do krwi obwodowej. Zastrzyki musiałem przyjmować o stałych godzinach, dwa razy dziennie, tj. 7 i 19. Pierwsze 3-4 były spoko, nigdy wcześniej sam nie miałem okazji sobie robić zastrzyków ale im później tym mniej mi się podobało xD Zastrzyki musiałem dawać w brzuch, coś podobnego jak w przypadku cukrzycy. Zgodnie z informacjami od lekarza nie obyło się bez delikatnych skutków ubocznych. Zastrzyki spowodowały lekki ból głowy i obolałe kości i mięśnie, paracetamol łatwił sprawę (można przyjmować leki tylko na bazie paracetamolu). Ostatni, dziewiąty zastrzyk dostałem już w szpitalu przed samym pobraniem.

    W szpitalu zjawiliśmy się (to jest bardzo miłe, fundacja łatwi hotel również dla ewentualnej osoby towarzyszącej także naprawdę robią wszystko żeby człowiekowi było jak najlepiej) chwilę przed 7. Dostałem ten ostatni zastrzyk i została mi założona karta. Następnie zostałem zaprowadzony już do miejsca docelowego. Dzięki zastrzykom komórki macierzyste miałem pobrane podczas zabiegu aferezy. Miałem dwa wkłucia, jedno w zgięcie łokciowe lewej ręki, drugim był wenflon na prawej dłoni. Krew płynęła z lewej ręki, przez maszynę która odseparowywała komórki macierzyste i wracała do drugiej ręki. Całość trwała ponad 6 godzin, podczas samej aferezy jedyne co mnie bolało to plecy i dupa od siedzenia na fotelu. Cała krew została mi przetoczona prawie 4-krotnie, w ciągu 6 godzin udało się nagromadzić trochę ponad 300ml komórek macierzystych. Do biorcy wraz z komórkami poleciało również osocze (nie wiem, może 300-400ml). Tak jak wspomniałem, sama afereza bezbolesna, trochę bólu było tylko przy wkłuwaniu się ale to ze względu na moje beznadziejne cienkie i głęboko ułożone żyły. Po zakończeniu aferezy praktycznie wstałem od razu i nie odczuwałem żadnych dolegliwości. Po dwóch godzinach od zabiegu dostałem informację czy będę potrzebny na drugi dzień jeszcze raz (zdarza się czasem tak w przypadku gdy organizm nie naprodukuje dostatecznej ilości komórek macierzystych). W moim przypadku udało się wszystko załatwić jednego dnia i mogłem wrócić do domu. Podczas zabiegu cały czas może siedzieć obok osoba towarzysząca (z wyjątkiem momentu wkłuwania się na początku i samego przygotowania). Na drugi dzień dostałem już tylko telefon z fundacji z podziękowaniem i z informacją o tym kim jest biorca :)

    Jeśli ktoś ma jakieś pytania związane z dawstwem szpiku to śmiało, chętnie odpowiem :)

    #dkms #dawcaszpiku #ciekawostki #medycyna #czujedobrzeczlowiek i troche #chwalesie

Gorące dyskusje ostatnie 12h

Advertisement