•  
    S..............t

    +96

    #polskiepato #kryminalne #swietokrzyskie

    Obserwuję tagi związane z kryminalistyką od pewnego czasu z racji tego, że zwyczajnie lubię takie klimaty. Kilka dni temu pod wpisem użytkowniczki @kvoka dodałem komentarz oznajmiający, że dodam tu coś od siebie i dziś postanowiłem dotrzymać słowa. Zapnijcie pasy bo będzie na prawdę ostro.

    O tym dość mrocznym zdarzeniu zapewne bym się nigdy nie dowiedział, gdyby nie fakt, że moja babcia oraz mama mieszkały w miejscowości, w której to się stało. Wiosną 1983 roku doszło tam do jednego z najbardziej niezwykłych morderstw w dziejach powojennej Polski.

    W tym wpisie powoływać się będę na artykuły w 7 oraz 8 numerze pisma "Przemiany" z roku 1983 oraz na opowieści babci oraz mamy. Mój ś.p. dziadek znał ofiarę i z pewnością mógłby powiedzieć znacznie więcej. Niestety, zmarł jesienią 1991 roku gdy miałem 5 lat.

    WSTĘP

    Stara Słupia to wieś dość rozległa, leżąca obecnie w powiecie kieleckim, blisko granicy z powiatem ostrowieckim przy drodze wojewódzkiej 751 z Ostrowca Świętokrzyskiego do Kielc. Wśród lokalnych mieszkańców poszczególne jej obszary mają swoje nazwy: Winnica, Góry, Zamoście, Stara Wieś, Podchełmie (z racji położenia pod lasem "Góra Chełmowa"), Korczok (obecnie przebiega tamtędy obwodnica Nowej Słupi) oraz Hektary (które kiedyś podobno były jakimś jednym dużym majątkiem ziemskim). Położona jest dość malowniczo, w pobliżu pasma "Łysogóry" w Górach Świętokrzyskich. Najbardziej charakterystycznym punktem owego pasma jest wieża RTCN na szczycie Łysicy (612 m.n.p.m.).

    Święty Krzyż widziany z drogi 751

    "Dzielnice" Starej Słupi

    Kilka lat temu moja babcia przeprowadziła się do miasta właśnie ze Słupi. Podczas jednej z moich wizyt wspomniała o pewnej historii, która stała się lokalną sensacją ponad 30 lat temu. Historia ta początek i koniec miała w Starej Słupi. Początkowo nie chciało mi się wierzyć w to, co mówiła ale gdy zadzwoniłem do mamy i spytałem o to - potwierdziła, że coś takiego rzeczywiście miało miejsce.

    Ofiarą był Stanisław Salwerowicz wśród mieszkańców nazywany "Sabaskiem". W chwili popełnienia zbrodni miał 75 lub 76 lat. Z opowiadań mojej babci oraz mamy wynika, że był osobą dość konfliktową. Mieszkał w pobliżu lasu i często donosił do leśniczego na ludzi, którzy zbierali w lesie gałęzie itd. W zimę gdy ktoś pojechał do lasu wózkiem potrafił śledzić ślady opon tego wózka pod same drzwi czyjegoś domu po czym szedł składać donos na tą osobę do leśniczego. Niewykluczone, że jeden z donosów złożył na swojego przyszłego mordercę... Podobnie jak mój dziadek, "Sabasek" należał do miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Remiza OSP położona jest w głębi wsi przy skrzyżowaniu dróg niedaleko Góry Chełmowej a Salwerowicz był tam bardzo ważną osobistością. Sam uczestniczył w budowie w/w remizy.

    Zabójcą był Mieczysław Słomka. Dwaj jego bracia zmarli a trzeci ułożył sobie życie na wybrzeżu gdańskim. Był jeszcze jeden brat, o nim nie wiem zbyt wiele. Mieszkał na Hektarach i we wsi był znany z tego, że był stolarzem. Z racji wykonywanej profesji był bardzo silny fizycznie, niestety z psychiką było już nieco gorzej. W czasie swojego życia dwukrotnie przebywał w szpitalu dla psychicznie i nerwowo chorych w Morawicy (tam też zwożą po dziś dzień niedoszłych samobójców z okolicznych miast, w tym z mojego). Tam właśnie zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną, lecz z racji zbyt wielu "chętnych" na leczenie, wypuszczali go przedwcześnie przepisując leki. Słomka mieszkał z żoną, dziećmi oraz matką, która podobnie jak on nie była do końca normalna. Często zaczepiała i wyzywała przechodzących drogą ludzi. Na trzy lata przed zbrodnią żona od niego odeszła i zamieszkała z dziećmi gdzieś pod Ostrowcem Świętokrzyskim. Słomka bił żonę, starał się izolować ją od innych, kobieta w końcu tego nie wytrzymała. Było to podczas jednego z pobytów Słomki w Morawicy. Odejście żony jeszcze bardziej pogłębiło jego problemy z głową. Miewał potworne bóle głowy, które doprowadzały do wymiotów, był wiecznie rozdrażniony, pił.

    CZWARTEK 19.05.1983

    Z racji tego, że była dość zaawansowana wiosna na polach trwały intensywne prace. Tego feralnego popołudnia, żona Salwerowicza sadziła właśnie kapustę gdy ten nagle oznajmił, że idzie do Słomki w sprawie drzwi, które zlecił mu jakiś czas wcześniej wykonać. Drzwi te miały być przeznaczone m.in dla piwnic w nowym domu jego syna, który to dom powstawał po drugiej stronie drogi. Na przestrzeni czasu dokupywał także do nich zawiasy i dostarczył je stolarzowi. Drzwi miały być gotowe na 20 maja więc "Sabasek" postanowił, że pójdzie do niego wypytać o nie. Żona odradzała mu tą wyprawę. Robił się wieczór, miała być burza.

    Po drodze na miejsce kaźni spotkał sąsiadkę, z którą zamienił kilka słów. Tą sąsiadką nie była moja babcia, lecz z mojej znajomości tamtego terenu (liczne wyjazdy, pobyty wakacyjne) wnioskuję że idąc do Słomki przechodził obok lub bardzo blisko domu mojej babci. W tym czasie moja mama mieszkała u swojej babci bliżej głównej drogi. Zażartował do sąsiadki, że idzie szukać dla siebie młodszej kobiety.

    - Wie pani, idę poszukać młodszej kobiety, bo moja żona już stara.
    - Ma pan rację, trzeba sobie zmienić.

    Ta rozmowa miała miejsce około godziny 19:30.

    Gdy sąsiadka jakiś czas później poszła za swoją stodołę w celu pozbierania słomy (szła burza) spojrzała na zachód w stronę górki za stodołą Słomki i zauważyła, że ten na polu wkopuje krzyż z desek pomalowanych na biało a na tym krzyżu wisi jakby figura. Pomyślała, że Słomka wyrzeźbił figurę, można się było tego spodziewać po kimś, kto ma problemy z głową. Jednak coś nie dawało jej spokoju i swymi wątpliwościami podzieliła się z mężem.

    Tego dnia matka Słomki była w Nowej Słupi po chleb. Gdy wróciła do domu, Mieczysław od razu polecił jej by poszła pracować w polu. Prawdopodobnie wtedy było już "po wszystkim". Gdy wróciła do domu bo było już ciemno, on opowiedział o tym, co zrobił.

    Krótko po tym jak Salwerowicz tego feralnego dnia zawitał na posesji Słomki zaczął z niego żartować, że nie ma żony oraz dzieci. Słomka niewiele się namyślając uderzył "Sabaska" tępym narzędziem w głowę oraz kark, czym go ogłuszył. Następnie rozebrał ciało do majtek i zaciągnął na podwórze po czym przybił do krzyża i zadał cios nożem w bok. Postanowił zaciągnąć krzyż z ciałem na pole, lecz był to zbyt duży ciężar, więc załadował go na wózek i wózkiem dowiózł na miejsce. Tam za pomocą lin podniósł krzyż i wkopał we wcześniej wykonany dół.

    Tymczasem żona Salwerowicza niepokoiła się że męża nie ma. Około godziny 22 zachęcała syna aby poszli szukać ojca, ten się nie zgodził. Wyszła sama, ale po chwili wróciła do domu.

    PIĄTEK 20.05.1983

    Żona Salwerowicza obudziła się "skoro świt" i zorientowała się że męża nie ma w domu. Postanowiła iść go szukać. Poszła śladami męża i po kilkunastu minutach spostrzegła krzyż na górce za domem Słomki. Gdy podeszła bliżej z przerażeniem stwierdziła że do krzyża przybity jest jej martwy już mąż Stanisław. Przybity był za dłonie, głowę miał zakrwawioną od rany w wyniku uderzenia a w boku miał dziurę podobną do tej, jaką miał Jezus. Każda stopa przybita była osobno.

    Czym prędzej dotarła do swojego domu, skąd został wezwany lekarz oraz milicja. Rana na boku została zadana już po śmierci o czym świadczyć mogło to, że nie krwawiła. Podobnie z ranami na dłoniach. "Sabasek" zginął w wyniku obrażeń głowy.

    Milicja weszła do domu Słomki. Prawdopodobnie to go uratowało przed linczem ze strony mieszkańców, którzy licznie zaczęli gromadzić się na miejscu kaźni. Najpewniej byli zwyczajnie ciekawi tego widoku, gdyż nikt nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego.

    W domu mordercy milicjanci znaleźli trzy szkolne zeszyty z zapiskami. Oto fragmenty zapisków:
    Broń naturalna "N" to temperatura - a temperatura to wirus. Inaczej to spotęgowanie naturalnej temperatury powietrza poprzez to spotęgowanie naturalnej ciepłoty ludzkiego ciała.

    Działanie sąsiadów na mój organizm to także działanie na mój inwentarz. Świń i królików nie nadążam zakopywać. Człowiek i zwierzę z jednej materii powstały.

    W trumnie diabła będą prochy, kości a wraz z prochami wszystko co on wyhodował na tej ziemi, osty i chwasty, pokrzywy, muchy, karaluchy, stonka, by to wszystko zabrał z tej ziemi. W trumnę i pod krzyżem a w krzyż jego będą biły pioruny.

    Tego dnia moja mama wracała do Starej Słupi z Ostrowca PKS'em. Pracowała w Wólczance, miała pierwszą zmianę. Jadąc słyszała jak ludzie opowiadają coś o krzyżu, ale nie zwróciło to jej uwagi. O wszystkim dowiedziała się po powrocie do domu swojej babci. Gdy przekroczyła próg domu zobaczyła babcię płaczącą. Spytała co się stało a babcia odpowiedziała "Staszka Salwerowicza ukrzyżowali."

    Nie znam drugiego takiego przypadku w historii powojennej Polski by człowiek zginął na krzyżu. Być może ktoś z Was zna podobne lub takie samo morderstwo. Jeśli posiadacie jakieś materiały o tym, podzielcie się.

    Za swój czyn Słomka został skazany na dożywotnie więzienie. Nie spędził jednak w celi dużo czasu.

    Wkrótce powiesił się.

    ---------------------------------------------

    Wołam @PiesLat2230

    Linki do "Przemian":

    http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/docmetadata?id=24678&from=publication

    http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/docmetadata?id=24679&from=publication

    Pozdrawiam wszystkich czytelników.
    Stefan_Dywersant

    +: Postronny, x.........K +94 innych

Gorące dyskusje ostatnie 12h