•  

    Cześć. Poprzednie konto usunąłem już dawno, teraz zaczynam z nowym.
    Pomóżcie, podpowiedzcie coś.
    Kilka lat temu - rodzina, żona, kredyt hipoteczny, sielanka. 2013-2015 - problemy różne, wypowiedziany kredyt, rozwód. Potem podział majątku, ja zrzekam się wszelkich praw do mieszkania na jej rzecz, ona sobie renegocjuje z bankiem, bierze dalsze spłacanie na siebie. Od tej pory sytuacja wygląda tak że kredyt nadal na oboje, ale spłaca tylko ona, a ja nie mam i nie roszczę sobie praw do mieszkania. 2018 - dostaję komornika, zajęte konto i pensję na wniosek banku, jako dłużnik zalegający ponad 200k. W banku się dowiedziałem że ona nadal spłaca, ale że ja również jestem solidarnym dłużnikiem, to ciągną i ze mnie, i nie ma opcji żeby zrezygnowali. Mogę sam zgłosić wniosek o restrukturyzację, czyli zgodzić się na comiesięczne raty, żeby zdjęli mi komornika. Ta opcja w ogóle mi się nie uśmiecha, nie chcę płacić za mieszkanie które nigdy nie będzie nawet w części moje. Poradźcie coś. Istnieją jakieś prawne sposoby na wyjście z tego bagna? Czy tutaj upadłość konsumencka jest uzasadniona? Polecicie miejsce gdzie mogę uzyskać fachową prawniczą pomoc? Okolice Warszawy.

    #kredythipoteczny #banki #komornik #wyjsczprzegrywu #upadlosckonsumencka

    •  

      @mikerand: amebowe myslenie. Wiesz o kredycie, a zrzekasz sie mieszkania.

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @mikerand: co ci się w tej głowie odjebało żeby zrzekać się mieszkania kiedy kredyt jest spisany na was obojga. Idziesz do banku i coś tam spisujesz ze od dziś tylko jedno z was jest dłużnikiem drugie się umywa od wszystkiego, i wtedy możesz dać jej mieszkanie. Jesteś amebą i zasługujesz na taki los.

    •  

      @themax Plan był doskonały. Układ był taki że ona spłaca i sobie je zabiera. Może nawet nie jest świadoma że bank mnie teraz doi. Zresztą dziś jestem świadomy wielu błędów i nie musisz mi ich wypominać, ale czasu nie cofnę, przychodzę z prośbą o radę co teraz mogę zrobić żeby złagodzić skutki.

    •  

      Kurcze przykra sprawa, ale wprost nie mogę uwierzyć że faceci nadal w XXI w. dają się tak robić w wała! Rozwiodłeś się i zaufałeś byłej???

      To tak jakby doradzać komuś kto nabrał się na Nigeryjski przekręt!

      Możesz się teraz pewnie sądzić, ale najbliższe 5 lat masz z głowy a kasę odzyskasz za 10... Mądry rozwodnik po szkodzie....

      +: Dpdp
    •  

      @Medyc: tak, w tamtym okresie rzeczywiście nieźle miałem odjebane w głowie. W banku byłem i nie da się ot tak "coś tam spisać". Wcześniej jakimś lekarstwem na wypowiedziany kredyt byłaby sprzedaż mieszkania i spłata całości, teraz już nie mam takiej opcji.

    •  

      @RafB: na kopanie leżącego nie liczyłem tutaj ;) wiem że na mikroblogu nieraz pomogliście ludziom będącym w czarnej dupie, nieraz czytałem takie historie.

    •  

      @mikerand: trafiłeś też na taką kurwę, która nie spłacała za ciebie rat, mimo przekazania mieszkania. Wiem że zrzeczenie się kredytu i przekazanie go drugiej osobie może być bardziej skomplikowane niż tylko podpisać papierek ale jest to wykonalne. Teraz jesteś w tak chujowej sytuacji że ja to pewnie dawno bym wisiał, 200k + kolejne raty i komornika, a z mieszkania nie ma nic. Może spróbuj wyjechać do jakiegoś nie europejskiego kraju to cię tam komornik nie sięgnie, no albo haruj do końca życia na dom którego nie masz i na spłaty.

    •  

      Z tego co w banku ustaliłem, to regularnie spłaca. Po prostu bank chce wyciągnąć kasę szybciej za ten kredyt, a ja ciągle jestem kredytobiorcą. Problem polega na tym że ten kredyt był już wypowiedziany (problemy kilka lat temu) i nie jest to normalna sytuacja w której bankowi wisi kto spłaca byle by raty spływały.

    •  

      @mikerand: to w takim razie z bankiem do sądu chyba, skoro już było wypowiedziane to nie powinieneś nic robić.

    •  

      Wypowiedzenie kredytu to nakaz natychmiastowej spłaty całości, zamiast spłaty wg dotychczasowego planu rat.

    •  

      @mikerand: to nie wiem. Wklej ten tekst wieczorem, z większą ilością tagów, może będzie większy odzew.