Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    jak mnie wkurwia twórczość tego pajaca

    ►hehe to główny bohater, jest pisarzem/artystą tak jak ja
    ►se mieszka w dupogrzmotach małych W STANIE MAINE, gdzie wszyscy są pojebanymi wieśniakami, oprócz głównego bohatera i jego rodzinki/pszyjaciół
    ►każdy pojebany wieśniak jest ważny, więc musimy czytać przez 50 stron o traumie dżona korniszona z dzieciństwa, kiedy był świadkiem jak jego pradziadek utonął w gnojówce po pijaku
    ►uuuuu uuuuu zaraz się stanie coś strasznego, a nie, jeszcze 30 stron opisu jak dwa stare pierdziele kupujo wóde i płaczo że za eisenhowera było lepij
    ►UGA BUGA SKURWYSYNU inba się zaczyna, wieśniaki zdychajo szybciej niż twój stary cię robił
    ►a i jeszcze 60 stron opisu jak dżon korniszon zdycha i widzi swojego pradziadka trenującego nurkowanie w gnojówce
    ►główny bohater stara się wykurwić z dupogrzmotów ze swoją rodzinką tudzież losową lochą i losowym guwniakiem
    ►spotyka WIELKIE ZUO, które siało rozpierdol wśród wieśniaków i je załatwia (rzadko) albo przed nim spierdala (często)
    ►co to właściwie jest i skąd się wzięło? NIGDY SIĘ KURWA NIE DOWIESZ, bo pan autor na tym etapie pisania spada pod biurko napierdolony jak ruski szpadel
    ►ale w końcu trzeźwieje i pisze obligatoryjny hepi end, gdzie główny bohater i jego przydupasy weseli i uśmiechnięci odjeżdżają w kierunku zachodzącego słonia
    ►KONIEC

    #ksiazki #stephenking
    pokaż całość

    odpowiedzi (82)

  • avatar

    Pan Czesław jest moim bardzo częstym pacjentem. Zawsze przyjeżdża do mnie MKSem linii 28, który startuje o godzinie 11:30 i u mnie w gabinecie pojawia się zawsze o godzinie 11:40. Pan Czesław nie może przyjeżdżać rano „bo rano wstają tylko niewolnicy” jak sam twierdzi i nie może też przyjechać MKSem startującym o 13:30, gdyż „jak nie zdążę na obiad o 14:00 to się babka będzie darła”.
    Tak więc zawsze mając na uwadzę Pana Czesława, ja – niewolnik, wstaję rano idę do pracy i ustawiam grafik tak, aby zawsze mieć czas dla niego o godzinie 11:40, bym miała czyste sumienie, że nie zaburzam harmonogramu życiowego mojego pacjenta.
    Z Panem Czesławem poznałam się kiedy doprotezowałam mu drugi aparat słuchowy. Strasznie narzekał na jakość rozumienia mowy, co jest oczywistym kiedy użytkuje się tylko 1 aparat przy obustronnym ubytku słuchu – to w ramach ciekawostki, bo na pewno wiele z Waszych babć czy dziadków nosi 1 aparat, albo chowa w szufladzie, bo nie chce go nosić, gdyż nie daje to rezultatu. No cudów nie ma. Z jednym aparatem można polepszyć rozumienie w ciszy i kiedy rozmówca mówi do strony zaprotezowanej. Schody zaczynają się w momencie kiedy mówi do nas większa ilość osób, kiedy jesteśmy w kościele, na ulicy w hałasie itp.
    Wracając. Z Panem Czesławem polubiliśmy się bardzo i odkąd nosi 2 aparaty stał się bardziej towarzyski i rozmowny, co wykorzystuje odwiedzając mnie. A to przyjdzie po baterie do aparatu słuchowego, a to przyjdzie, żeby wyczyścić mu aparat czy zmienić filtr – co potrafi robić...ale no... powiedzmy, że Pan Czesław...baaardzo lubi do mnie wracać. Taka wizyta pod względem technicznym czy merytorycznym trwa około 5 max 10 minut. No ale hola, hola odbębniam swoje i co? Przecież Pan Czesław powrotny MKS ma o godzinie 12:17, to przecież go nie wyrzucę z gabinetu! Gdzieżbym śmiała! I tutaj zaczyna się nasza rutyna, robimy razem przegląd prasy lokalnej, omawiamy szczegółowo tematy polityczne, zastanawiamy się co ciekawego tym razem „babka” zrobiła na obiad no i ogólnie lubimy sobie trochę „poradzić”. Radzimy tak o wszystkim. Dzisiaj zeszło się nam na ulubiony temat Pana Czesława pt. „kiedyś to było”

    Cz: No i widzisz Pani, święta się zbliżają...ale co to za święta? Teraz to ludzie wszystko w sklepach mają, teraz to święta są codziennie. Kieeedyś... kiedyś to prawdziwa kiełbasa była tylko na wigilię! A jak ona smakowała! Do tej pory pamiętam ten smak i zapach i ludzie jacyś tacy...szczęśliwsi byli.
    Ja: A no widzi Pan, nadmiar rodzi deficyt, jak się ma wszystko od ręki to się nie docenia.

    Cz: A no tak.. a opowim jeszcze Pani o takiej babie co to ze wsi była za czasów PRLu. Córkę ma wykształcono i mieszka w takim wielkim mieście. No i raz ta baba ze wsi wzięła napakowała w walizy jedzenia, kiełbasy, ziemniaki, kapuste... zabrała to ze sobą i poszła na dworzec, żeby pojechać pociągiem do córki. No i wsiadła baba do pociągu i jedze i jedzie...i nagle do pociągu weszły dwie takie paniusie, w futrach i kapelusikach ładnych takich. No i zasiadły damy i jadą i jadą...aż w końcu zgłodniały. Wyciągnęły sobie po bananie i zaczęły jeść. Wnet baba ze wsi patrzy na nie ze zdziwieniem i pyta „A co to takiego Panie jedzą?” a one na to „to owoc południa!”, zdziwiona baba pyta „ale jak się ten owoc południa nazywa? Na co odpowiedziały „a no banany”. Baba pokiwała głową. Jadą tak dalej i jadą i jadą... aż w końcu baba zgłodniała, myśli sobie co by tu zjeść, bo kiełbasy szkoda, tego szkoda, tamtego szkoda, no ale w końcu wyciągnęła kaszankę w kiszce i zaczyna jeść. Dwie damulki zdziwione patrzą na nią i pytają „a co to takiego Pani je?!” na co baba mówi „no jak to co? Owoc południa!”, „No ale jak się ten owoc południa nazywa?” na co baba mówi” - „kutas murzyński” :D

    Ja w śmiech bo takiej puenty się nie spodziewałam w ustach 78latka, na co Pan Czesław:

    Cz: Ha-ha-ha! To jeszcze jeden kawoł Pani opowim! Para jechała sobie samochodem, jadą tak i jadą wjechali na tory kolejowe...I BACH! Pociąg ich rozjechał. Nie żyją. W zaświatach pukają do bram niebios i otwiera im święty Piotr. „Chcieliśmy do nieba święty Piotrze” - powiedzieli, na co św. Piotr „ale Wy nie możecie iść do nieba! Nie macie ślubu!”, na co młodzi „To może tutaj weźmiemy ślub!”, na co święty Piotr popukał się w czoło i mówi „2 tysiące lat siedzę w niebie i ani jednego księdza żem tu nie widzioł” :D

    I tak Pan Czesław zawsze umila mi dzień kiedy jest u mnie, a następnym razem obiecał, że opowie mi inny dowcip, taki zbereźny, ale musi się „babki” zapytać, bo nie pamięta :D. Jak zwykle, popatrzył w zegarek i równo o godzinie 12:12 wyszedł żeby zdążyć na swój MKS. Bardzo Pana Czesia lubię, bo miło zawsze jak pacjent jest zadowolony i dzięki mojej robocie otworzył się na ludzi, jest weselszy i nie dopytuje ciągle co kto powiedział. Mega miło, bo pamiętam jaki był kiedy go poznałam, nerwowy, trochę bezradny, a teraz jakby odkrywał na nowo świat :).


    I z tym pozytywnym akcentem Was zostawiam. Miłego dnia! ;)

    #chodzasluchy – [zapraszam do obserwowania tagu, jeśli macie na to ochotę :)]

    #heheszki #pracbaza #truestory #humorobarzkowy
    pokaż całość

    odpowiedzi (44)

  • odpowiedzi (4)