•  

    Mirki szukam historii jaka opowiadał ostatnio pewien Mirek #bekaztransa jak jechał z 3 Ukraińcami po nowe zestawy dla #januszebiznesu jeden z nich wracał osobówką a pozostali bali się wsiąść do zestawów.

    +: Skju
    •  

      @wowel Fb Dżangłery. Taka historia może zdarzyć się każdemu, i na pewno nie pokażą tego w polskich krakersach... Swojego czasu robiłem w firmie "B"... Robota jak robota, wiadomo... Szef był niedobry, ale dał zarobić i płacił co do sekundy. W pewnym momencie zatudnił Ukrainca i smiał się nam w twarz, "że teraz możemy co najwyżej wykrajać pelikany ze styropianu, a nie prosić o podwyżki, bo waciak mu pojedzie za 3/4 naszej wypłaty". No nic, my swoje a waciak swoje. Pracował ciężko na szklankę chleba i nikt we firmie mu źle nie życzył... Potem stary się rozuchwalił, przez Saszę (czy tam Dimę) puścił wici, że chce "wincyj" ukrainców i się zaczęło... OJaJebie co to się stanęło... Zaczęły zjeżdzać na firmę takie oryginały, że tylko brać torbę z popcornem i obserwować. Kelnerzy, kucharze, kierowcy busów... ALE ŻADNEGO KIEROWCY TIRA! Co oni wyprawiali z powierzonym im sprzętem i daną im robotą - materiał na książkę... Ja chciałbym opisać póki co tylko jedną sytuację, w której niestety brałem udział. Ze spedziem miałem dobry układ. On mi daje konkretną robotę, ja ją robię i każdy jest zadowolony. Niepotrzebnie weekendów nie spędzam w kabinie, robie co mi zadano i szlus. No i pewnego piątku (PIĄTKU - ważne), gdy ładowaliśmy z kolegą taki szybki powrocik do domu, dzwoni spedzio i mi oznajmia "Słuchaj Marcin, jutro weźmiesz trzech nowych ukraińców, weźmiecie osobówkę i pojedziecie odebrać nowe zestawy." Do odbioru były trzy MANy tandemy z firmy, gdzie robiono im zabudowy... Mówię: "Ale to sobota! WOLNE!!!" Spedzio: "Polecenie szefa" Odpowiadam: "Hmm, ok... Człowiek pomoże - pomogą człowiekowi. Ja to ogarnę, ale masz mnie na uwadze i robię dobrą robotę niczym pierwsza liga!" Spedzio: "OK" Wróciłem w Piątek wieczorem na bazę. Do domu nie opłaca się jechać, to myk 0.7 rumu z niemieckiego Lidla pod filmy na laptopie... I fajnie było, dopóki mnie nie zbudzili o 6 rano... Wytoczyłem się z żelaza, błędnym wzrokiem ogarnąłem plac i zauważyłem przy bramie trzech Iwanów czekających na polskiego kierowcę, który ich zawiezie po nowe tiry... TAKI CHUJ JAK BATOREGO KOMIN! Szybko umyłem zęby, szlug do ryja, wziąłem kluczyki od auta i podbijam. "Priviet druzian. Eto ze mną wam nada ubiegać po gruzawiki!" (się liznęło języka!) "Ale ja niewyspany, to masz Sasza i prowadź auto, ja z boku będę nawigował!" Mieliśmy do pokonania jakieś 200km... po 30km kazałem Saszy zjechać na stację benzynową, wyjąć kluczyki ze stacyjki i wypierdalać na tył. To co on wyprawiał małą osóbowką skłoniło mnie do przemyśleń, że jak dostanie zestaw to wykurwi od razu w drzewo... No nic. W ryju jeszcze mam, ale lepsze to niż narażać życie mając za kierowcę Saszę. Już wtedy wiedziałem, że będzie się działo. Dwaj pozostali byli w sumie niewidoczni. Cisi, skupieni, zestresowani... Dopiero co przyjechali z Ukrainy na bazę i od razu ich wysłali ze mną po klamoty. Dotarliśmy na teren firmy robiącej zabudowy... I SIĘ KURWA ZACZĘŁA MOJA GEHENNA... "Marcin, a skolko metrów eto majut?" Mówię: "dwaćsat adin metrów" Szum niedowierzania, w tle "A bliać..." I dalej: "Marcin, a eto aftamat?? Mówię: "Da" I grecki chór: "A bliać...." Dalej sobie szykują szafot: "A eto digital tacho?" "DA!" "A Bliać.." Mówię już serio wkurwiony: "Rebiata. Ja jadę pierwyj. Wy za mnoj. Nie czekam, nie pomagam, w piździe Was mam. Jadę, jest sobota i nam nada ubiegac!" "ok, ok" Ten Sasza od "zjebanego trybu jazdy osobówką" wyraża chęci powrótu właśnie osóbowką, bo TIR wydaje mu się za duży (PRZYPOMINAM, PRZYJECHALI DO POLSKI PRACOWAĆ JAKO KIEROWCY TIRÓW!!). No chuj mu w chuj. Niech wraca osóbowką. Ruszam pierwszy. Nowy automat, tandem... dla mnie coś nowego, ale pierwsze 500m, pierwsze światła i skrzyżowanie i już daję radę... W lusterku widzę pozostałe dwa zestawy... TA... ale tylko do stacji benzynowej. Za miastem tankujemy trochę zupy, bo w kotłach sahara i dalej dzida... No i tu się dzieje. Ci dwaj spinają suty by w ogóle się za mną utrzymać. Sasza w osobówce jedzie za nami... Czuję się jak pilot prowadzący ukraińców na szafot... I to by się nawet udało, ale mniej więcej w połowie drogi w lusterku widzę Poloneza Caro miejscowego rolnika i za chuja nowych aut firmowych... Doganiają mnie zaraz za dużym miatem, gdy już jedziemy autostradą. Fajki mi się kończą, więc zjeżdzam na "zaprawkę", oni za mną... Pytam: "A gdzie ten Sasza w osobówce?" "A on to się w tym mieście po drodze zgubił" Myślę: "Kurwa pięknie, aż jajko mięknie..." Ja już mam pińcet telefonów od bossa: "Gdzie wy kurwa som?", a ten mamlas się zgubił... Mówię pozostałym: "Ok rebiata dzwońcie do niego i wytłumaczcie drogę" "Ale on nie wziął komórki" Pytam: "A adres bazy to on KURWA w ogóle zna?" "Nie, my dopiero co z Ukrainy przyjechali..." I chuj... Kurtyna... Sasza w obcym kraju, w obcym mieście, w obcej osobówce i bez komórki... KUMULACJA. Stary dzwoni z ryjem, jest Sobota, ja skacowany i głodny z dwoma ukraińcami na karku niczym niańka... To były piękne chwile... Podsumowując: Ów Sasza się odnalazł z osobówką na bazie. Nas na bazę odwiózł kierownik serwisu gdzie montowali mauty i kalibrowali tachografy. Ja dostałem mycie głowy u prezesa na dywaniku i w końcu mu wysrałem, że nie najmowałem się jako niańka do ukrainców i nawet zgred na obiad nam nie dał kasy... Do dziś jak mam do czynienia z kierowcą z UA to najpierw pytam kim jest z zawodu :D

    •  

      O kurwa dzięki wielkie

Gorące dyskusje ostatnie 12h